logo

wpisz słowa kluczowe:



szukaj wg daty:

Aktualne propozycje Newsletter

  • aktualnych propozycji: 9765

OLIWSKIE ŚWIĘTO KSIĄŻKI 2017

Można było się na nie rzucać, można było łapać je w praniu, przez ramię, z różą lub bez, a nawet w ciemno. Ta ostatnia forma zaproponowana na Oliwskie Święto Książki przez Fundację Mam Marzenie miała szczególny wymiar. Tu lektura wybierała czytelnika. Każda z książek niespodzianek zapakowana w szary papier i opisana jedynie gatunkiem literackim kosztowała 5 złotych. Gra warta była spełnienia kolejnego pięknego marzenia. Nieco inny odcień emocji towarzyszył akcji bookcrossingowej. Punkty wolnej wymiany były dwa – przy głównym wejściu do Parku Oliwskiego i w sąsiedztwie przebudowywanej siedziby Fundacji Wspólnota Gdańska – organizatora oliwskiego święta. - Przynieś coś, coś wybierz, weź do domu. Koniecznie przeczytaj. I najlepiej podaj dalej, niech inni czytają – zachęcał przechodniów Andrzej Stelmasiewicz, prezes Fundacji Wspólnota Gdańska. Ulica Opata Jacka Rybińskiego należała w sobotę do „Wydawnictw Tutejszych”, które kusiły zarówno nowościami, jak i trudno dostępnymi na rynku archiwaliami. Plenerowe stoiska rozstawiły w Oliwie m.in. Ene Due Rabe, słowo/obraz terytoria, Oficyna Gdańska, Wydawnictwo Oskar, Wiatr od Morza, Eko Kapio, Zakamarki, Stefan Chwin i Kosycarz Foto Press. Pomysłodawcy święta nawiązującego do katalońskiego festiwalu La diada de Sant Jordi (stąd róże i barwy Katalonii) rozwiesili też wzdłuż ulicy literacki pranie. Na linkach rozciągniętych między lipami zawisły karty z fragmentami utworów kilkudziesięciu twórców. Wystarczyło unieść głowę, żeby po nitce trafić do odpowiedniego stoiska z całą książką. Autorzy czekali na nas w Parku Oliwskim. Podobnie jak w ubiegłych latach - klęcząc, leżąc i kucając - przelewali to co w sercu i głowie (także w już napisanym tomie) na długą wstęgę papieru rozwiniętą na parkowej alei. Prace spisane podczas akcji „Bez cenzury” ukażą się w druku pod koniec roku. 22.04.2017 / fot. Maciej Kosycarz / KFP

60. URODZINY DONALDA TUSKA NA BOISKU W SOPOCIE

Donald Tusk obchodzi w sobotę 60. urodziny. Na okrągły jubileusz dostał piłkę i zieloną koszulkę z „numerem” 27:1 nawiązującym do niedawnego meczu, w którym musiał wystąpić na największej europejskiej arenie przeciwko Polsce. Dziś grał w Sopocie z przyjaciółmi i znajomymi. Największą radość przewodniczącemu Rady Europejskiej sprawił powrót po długiej przerwie do najukochańszej drużyny „Świetlików”, z którą jest na dobre i na złe od ponad trzydziestu lat. - Urodziny jak urodziny. Chyba za okrągłe, ale ważne, że dożyłem, bo to nie było przecież wcale takie pewne – mówił przed meczem jubilat. Pytany przez dziennikarzy o kondycję, dodał: „ To dopiero zobaczymy, bo miałem pewną przerwę, ale urodziny bez haratania w gałę to by nie były urodziny”. Nie było tak źle. Gra toczyła się przez blisko dwie godziny. Były premier strzelił gola, a jego drużyna wygrała 8:4. Połowę bramek dla zwycięzców zdobył Zbigniew Lula. Na boisku Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Sopocie obowiązkowo stawili się byli pracownicy gdańskiej Spółdzielni Pracy Usług Wysokościowych „Świetlik” (Tusk pracował w niej w latach 80.) na czele z radnym Andrzejem Kowalczysem, a także ludzie Lechii - z Józefem Gładyszem i Krzysztofem Słabikiem w roli sędziów. W jubileuszowym spotkaniu wystąpili m.in. były szef kancelarii premiera Tomasz Arabski, szef klubu parlamentarnego PO Sławomir Neumann, były minister w rządzie Tuska – Sławomir Nowak, prezydent Sopotu Jacek Karnowski, wicemarszałek pomorski Ryszard Świlski oraz gdański poseł PO Jerzy Borowczak. – Po piłce z przyjaciółmi spędzę dzień z żoną, dziećmi i wnukami. Potem obiad i spać – ujawnił plany na resztę dnia jubilat. A następny mecz z ukochaną drużyną – latem. - Zagramy w Brukseli – zapowiada Andrzej Kowalczys, organizator sylwestrowych potyczek „Świetlików” i przyjaciół. 22.04.2017 / fot. Maciej Kosycarz / KFP

7. SIESTA FESTIVAL. MOR KARBASI

Sobota na Sieście była międzynarodowym świętem muzyki sefardyjskiej. Do Gdańska, na Ołowiankę, powróciła Mor Karbasi, by tak jak przed siedmioma laty inspirować publiczność muzyczno-historyczną podróżą wzdłuż brzegów Morza Śródziemnego. 31-letnia artystka nosi w sobie wiele światów. Jej ojciec jest pochodzenia perskiego, przodkowie matki wywodzili się z Maroka. Mor urodziła się już w Jerozolimie, gdzie rodzina osiadła przed pokoleniami. Jej dziadek był tam szanowanym rabinem, specjalistą od kabały, a babka została wybrana przez społeczność na swoistą płaczkę, która żegna umarłych tradycyjnymi pieśniami. Muzyka Mor jest wędrówką wzdłuż brzegów Morza Śródziemnego. Podróżą śladami Żydów sefardyjskich, w XV wieku wypędzonych z Iberii, którzy przez Maroko i Bałkany wracali na ziemie swoich praojców. Artystka najczęściej śpiewa w ich języku - ladino. Starohiszpańskim, z silnymi wpływami hebrajskiego. Jej muzyka nie jest  jednak muzycznym skansenem z odwiecznymi pieśniami pielgrzymów. Mor, zafascynowana kulturą śródziemnomorską, czerpie we własnych kompozycjach szerokim gestem z flamenco, z fado, z tradycji arabskiej. To szerokie spojrzenie na barwny tygiel kultur, jakim jest dziś, po wiekach historycznego zamętu, Półwysep Iberyjski. Na nowej płycie Mor, „Ojos de Novia” spotykamy „siestowych” znajomych, jak choćby Richarda Bona czy gościa ubiegłorocznego festiwalu, Tomatito. Brzmią darabuki i lutnie oud. Ale przede wszystkim jasny głos Mor Karbasi, wysoki, napowietrzny, o ogromnym ładunku emocji bliskiej mistyce. 22.04.2017 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP

PRZEJAZD ROWEROWY TUNELEM POD MARTWĄ WISŁĄ

Ponad tysiąc rowerzystów ruszyło w sobotnie południe na przejażdżkę tunelem pod Martwą Wisłą. Na co dzień ten najbardziej spektakularny odcinek Trasy Słowackiego jest zamknięty dla fanów dwóch kółek. Dziś, w pierwszą rocznicę otwarcia jedynej takiej przeprawy w Polsce, miasto zapaliło dla cyklistów zielone światło. Kierowcy musieli ustąpić im pierwszeństwa na blisko 2 godziny. Przed rokiem, na kilka dni przed oddaniem tunelu do użytku, rowerzyści otrzymali pierwszą taką szansę. Wtedy były ich tutaj kilka tysięcy, ale też i pogodę mieli lepszą niż w tę sobotę. Ci, którzy zdecydowali się i tym razem wyjechać na trasę, zapewniali, że nie żałują. W eskapadzie uczestniczył Paweł Adamowicz. - Ponieważ pomysł wspólnego przejazdu podoba się gdańszczanom, stanie się coroczną tradycją – zapowiedział prezydent Gdańska. 22.04.2017 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP

NIE ŻYJE WITOLD PYRKOSZ

W wieku 90 lat zmarł znany i lubiany aktor Witold Pyrkosz. Informacja o śmierci artysty pojawiła się na oficjalnym fanpage'u serialu "M jak miłość", w którym grał od wielu lat rolę seniora rodu - Lucjana Mostowiaka. "Odszedł cudowny Człowiek, nasz wspaniały Mistrz i wielki Przyjaciel. A wraz z nim odeszła cząstka każdego z nas... Pozostaje ogromna pustka, nieopisany smutek i żal. Dziękujemy Ci Witku za każdą piękną chwilę. Będziemy bardzo tęsknić i nigdy nie zapomnimy" – napisali twórcy serialu "M jak miłość". Witold Pyrkosz urodził się w Krasnymstawie w 1926 roku. Ukończył Państwową Wyższą Szkołę Aktorską w Krakowie. Debiutował jako 26-latek na scenie kieleckiego Teatru im. Stefana Żeromskiego, a na srebrnym ekranie w 1956 roku w filmie "Cień" Jerzego Kawalerowicza. Miał na koncie blisko 100 ról filmowych i teatralnych, jednak największą popularność przyniosły mu kreacje serialowe: plutonowego Wichury w „Czterech Pancernych”, Jędrusia Pyzdry w „Janosiku”, Balcerka w „Alternatywy 4” oraz Lucjana Mostowiaka z Grabiny („M jak miłość”). - Praca i jeszcze raz praca. Coś robić. Coś robić, inaczej przestaje się żyć - mówił w dniu swoich 90. urodzin, które obchodził w grudniu ubiegłego roku z kolegami serialowego planu. Był jednym z najstarszych wciąż pracujących aktorów. Pytany przez media o emeryturę, odpoczynek odpowiadał, że będzie grał aż do śmierci... 22.04.2017 / fot. KFP

7. SIESTA FESTIVAL. OMARA PORTUONDO

Pierwszy wieczór na 7. Siesta Festival należał do niekoronowanej królowej rozśpiewanej Hawany, gwiazdy „Buena Vista Social Club” - Omary Portuondo. Głośnym filmem biorącym tytuł od nazwy hawańskiego klubu Wim Wenders (reżyseria) i Ry Cooder (muzyka) odkryli w 1999 r. tę niezrównaną interpretatorkę kubańskiego bolera dla całego świata. Tylko ona spośród wszystkich znamienitych wykonawców pojawiających się w „Buena Vista...” występowała i występuje nadal bez choćby krótkiej przerwy. Trudno w to uwierzyć, ale karierę rozpoczynała jeszcze w latach 40. ubiegłego wieku, a pierwszą płytę nagrała przed rewolucją kubańską. - Każdy miał uczestniczyć w zbiorach trzciny cukrowej, a artyści mieli wspierać robotników swoimi występami, śpiewem na plantacjach - wspomina tamte czasy. Na światowych scenach obecna jest od siedmiu dekad. Współtworzyła m.in. Cuarteto d'Aida - słynny kubański kwartet wokalny, który miał okazję występować z samym Nat King Cole'm. Płyta „Buena Vista…” i następujący po niej koncert w Carnegie Hall, a zwłaszcza solowe albumy „Omara Portuondo”, „Flor de Amor” czy „Gracias” na 60-lecie kariery uczyniły z kubańskiej artystki legendę porównywaną często do Billie Holiday czy Edith Piaf. - To szczęście i zaszczyt, że Siesta Festival może gościć nadzwyczajny koncert z okazji 85. urodzin jednej z najwspanialszych pieśniarek naszych czasów, ostatniej już ze świata wielkich artystów dawnej Kuby – podkreślają organizatorzy gdańskiego festiwalu. 21.04.2017 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP

7. SIESTA FESTIVAL. DINO D' SANTIAGO

Dino d’Santiago urodził się jako Claudino de Jesus Borges Pereira na stromych klifach portugalskiego wybrzeża Algarve w rodzinie imigrantów z największej wyspy obecnej Republiki Zielonego Przylądka. Wychował się tradycyjnej, religijnej atmosferze. Przygodę z muzyką zaczynał w kościelnym chórze. I choć poprowadziło go to prostą ścieżką w kierunku soul, dziś jest tam, gdzie tkwią jego korzenie. Koncertem muzyki kabowerdyjskiej otworzył w Gdańsku 7. Siesta Festival. Jego pierwszy występ przed polską publicznością stanowił połączenie kompozycji autorskich z muzyką, która ukształtowała go jako człowieka i artystę. Filharmonia Bałtycka usłyszała więc m.in. utwory Cesarii Evory oraz dobrze znanego gdańskiej publiczności Tito Parisa, za sprawą którego Dino porzucił przed kilku laty soul, odkrywając w sobie afrykańską duszę. - Tito jest moim mistrzem. Zaprosił mnie do śpiewania na Cabo Verde. Dzięki niemu, dzięki jego otwartości sam uwielbiam dzielić się sceną z ludźmi - mówi Dino. Kiedy nagrywał wspólnie z Parisem piosenkę na swój debiutancki album nie był jeszcze Dinem z wyspy Santiago. Dziś jest przekonany, że mógłby mieszkać w każdym miejscu świata, a i tak by nim został. 21.04.2017 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP

ZNISZCZYLI TABLICĘ „INKI” NA ORUNI

O dewastacji zaalarmowali policję dziś rano społecznicy z oruńskiego Koła Inżynierów, którzy na co dzień opiekują się stojącym na skwerze przy ul. Gościnnej pomnikiem „Inki”. Minionej nocy ktoś zniszczył tablicę upamiętniającą postać zamordowanej przez komunistów sanitariuszki AK. Pomnika nikt nie tknął. Wandale połamali planszę z pleksi na drobne kawałki. Pozostały po niej tylko metalowe słupki.
- Nie chcę tej dewastacji wpisywać w jakąś większą narrację i łączyć z tym, co chociażby wydarzyło się ostatnio na muralu żołnierzy wyklętych we Wrzeszczu [na portrecie majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” ktoś napisał czerwoną farbą „morderca” - przyp. red.]. Dla mnie zniszczenie tablicy „Inki” wydaje się bezmyślnym aktem i dewastacją, której najprawdopodobniej dopuścili się młodzi mieszkańcy Oruni. To przykre, że ludzie niszczą miejsca pamięci - komentuje zdarzenie na łamach portalu MojaOrunia.pl Krzysztof Kosik, były radny miasta, kronikarz i autor książek o dzielnicy. Czy faktycznie za tą dewastacją stoją młodociani wandale, spróbuje wyjaśnić policja. Kluczem do ustaleniu sprawców może okazać się nagranie zarejestrowane prze kamery monitoringu. - Funkcjonariusze przeprowadzili oględziny miejsca, czynności trwają. Sprawdzamy okoliczne monitoringi - informuje Lucyna Rekowska z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku. Gdański IPN mówi o ataku na pamięć żołnierzy wyklętych. - Nasuwa się na myśl, że to jest jakaś akcja. W ciągu kilku dni doszło w Gdańsku do dwóch skandalicznych incydentów. W przypadku muralu nie ma chyba wątpliwości, że to był oszczerczy atak na „Łupaszkę”. Obie sprawy bada policja. Mamy nadzieję, że sprawcy zostaną wykryci i że kolejnych incydentów już nie będzie – powiedział nam Marcin Węgliński, rzecznik gdańskiego oddziału IPN.
Pomnik „Inki” został odsłonięty w sierpniu 2015 r. Staraniem inicjatorów jego budowy niebawem na skwerze przy ul. Gościnnej stanie nowa tablica prezentująca życiorys Danuty Siedzikówny. 21.04.2017 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

BASEN W GDAŃSKU-OSOWEJ OTWARTY

Przesuwały się terminy, zmieniali się wykonawcy, ale w końcu udało się. Mieszkańcy Gdańska-Osowej mają wreszcie swój basen. Zarządcą nowo otwartej pływalni przy Szkole Podstawowej nr 81 został Gdański Ośrodek Sportu. Przez najbliższy miesiąc administrator będzie pobierać za wstęp zaledwie 5 złotych. Obiekt powstał na wzór pływalni oddanej do użytku przed blisko 3 laty w Pozytywnej Szkole Podstawowej przy ul. Azaliowej w Kokoszkach. Podobnie będą wyglądały dwa kolejne - na Stogach i Oruni.
25-metrowa pływalnia przy ul. Siedleckiego 14 czynna jest codziennie od godz. 7 do godz. 22. Za miesiąc w dni powszednie będzie się otwierać już o 6.20. Uczniowie mogą z niej korzystać do godziny 16 (w czasie roku szkolnego), a później – wszyscy chętni. W soboty i niedziele obiekt jest ogólnodostępny od rana do późnych godzin wieczornych. Harmonogram wakacyjny poznamy w najbliższym czasie. Poza pływalnią o wymiarach 25x12,5 m z czterema torami o głębokości od 1,1 do 1,8 m do dyspozycji użytkowników są tutaj m.in. strefa rekreacyjna (od 1,1 m do 1,22 m) z urządzeniami do masażu oraz brodzik dla osób niepływających (12,5x5 m, głębokość od 0,8 m do 0,9 m). Obiekt jest przystosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych. Do wejścia prowadzi rampa podjazdowa, w budynku znajduje się odpowiedni węzeł sanitarny i szatniowy, a na hali basenowej - samoobsługowy dźwig ułatwiający samodzielne wejście osoby niepełnosprawnej do basenu. 21.04.2017 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

7. SIESTA FESTIVAL. NOC FADO Z MARIO PACHECO

Wszystko zaczęło się w 2011 r. od 10. urodzin radiowej „Siesty”. Marcin Kydryński chciał z tej okazji pójść dalej ze swoim królestwem luzofonii, dodając audycji festiwalowych skrzydeł. I chyba lepiej nie mógł trafić. Od tamtej pory co roku przez kilka wiosennych dni w Gdańsku nad Motławą rozbrzmiewa muzyka świata. 7 Siesta Festival (20-23 kwietnia) rozpoczęła czwartkowa noc fado. Sala zielona Filharmonii Bałtyckiej zamieniła się na ten czas w lizbońską tawernę. Tak samo będzie w piątek i sobotę, a to wszystko za sprawą Mario Pacheco, dobrego ducha słynnego Clube de Fado w Lizbonie oraz jego klubowych przyjaciół. Mario, jak jego ojciec, gra na gitarze portugalskiej, tym szczególnym instrumencie, który nadaje ton, tworzy aurę fado. Uchodzi za wirtuoza. Nie przypadkiem fundacja Amalii przyznała mu tytuł najwybitniejszego kompozytora fado, a kraj odznaczył orderem „do Infante D.Henrique”. Od lat artysta tworzy dla największych pieśniarzy Portugalii. Między innymi kilka z najsłynniejszych pieśni Marizy jest jego autorstwa. W Gdańsku towarzyszy mu jedna z najciekawszych artystek związanych z Clube de Fado, pianistka i pieśniarka Maria Ana Bobone. - To wielkie szczęście, że w jednym koncercie mamy szansę spotkać dwie tak nadzwyczajne osobowości portugalskiej muzyki – zachwala Marcin Kydryński, dyrektor artystyczny festiwalu. 20.04.2017 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
  • aktualnych propozycji: 9765
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2017 KFP