logo

wpisz słowa kluczowe:



szukaj wg daty:

Aktualne propozycje Newsletter

  • aktualnych propozycji: 9765

JEST DECYZJA NSA. MUZEUM II WOJNY ŚWIATOWEJ POŁĄCZY SIĘ Z MUZEUM WESTERPLATTE I WOJNY 1939

Naczelny Sąd Administracyjny w Warszawie uchylił postanowienie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego wstrzymujące łączenie Muzeum II Wojny Światowej z Muzeum Westerplatte i Wojny 1939. Zdaniem NSA sprawa ta leży w gestii ministerstwa i nie podlega kontroli sądu administracyjnego. - Połączenie muzeów staje się możliwe do realizacji. Nastąpi to niezwłocznie. Oznaczać to będzie wydatne zwiększenie ich potencjału - poinformowało po ogłoszeniu wyroku Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Dzisiejsza decyzja NSA nie zamyka sprawy, bowiem w najbliższych miesiącach Wojewódzki Sąd Administracyjny będzie rozpatrywać, czy połączenie muzeów jest zgodne z prawem, jednak na inny finał trudno liczyć.
- Nie wycofam zażalenia na decyzję ministra, natomiast przypuszczam, że jeżeli Naczelny Sąd Administracyjny uznał dziś, że w przypadku rozpatrywania kwestii wstrzymania łączenia muzeów nie wchodzi w grę kognicja sądów administracyjnych, to analogicznie taka sama interpretacja będzie przyjęta przez Wojewódzki Sąd Administracyjny odnośnie naszej skargi. Ale niech to się toczy swoim trybem, niech sąd orzeknie i w tej sprawie – mówił dziś na konferencji zwołanej po ogłoszeniu wyroku NSA dyrektor MIIWŚ Paweł Machcewicz. Zapytany przez dziennikarzy, czy poda się do dymisji, stwierdził, że nie widzi takiej potrzeby, gdyż jego stanowisko zostanie niebawem zlikwidowane wraz z wykreśleniem zarządzanej przez niego placówki z rejestru muzeów. Jak przypuszcza, nowa instytucja kultury – z taką samą nazwą, ale z nowym programem nakreślonym przez ministra – ruszy od 1 maja. - Zniknie muzeum, którego jestem dyrektorem, więc przerywana zostanie moja kadencja, która według prawa powinna trwać do 2019 r. Wieloletnie kadencje miały gwarantować autonomię dyrektorów muzeów wobec działań polityków – komentował na gorąco dyrektor MIIWŚ. Jak zakłada, w najbliższych dniach do muzeum wkroczy zespół Zbigniewa Wawra, pełnomocnika ds. łączenia, by rozpocząć inwentaryzację. Co dalej, nie wiadomo – ministerstwo nie informuje pracowników MIIWŚ o swoich planach. - Wystawa stała powinna pozostać w obecnej formie. W ciągu około 10 dni mieliśmy kilkanaście tysięcy zwiedzających. To najważniejsze, że mogliśmy ją zaprezentować Polakom i wielu gościom z innych krajów. Chciałbym zaapelować do ministra kultury o niewprowadzanie żadnych zmian. Dajmy szansę, by setki tysięcy ludzi mogły wyrobić sobie zdanie na jej temat – mówił dziś prof. Paweł Machcewicz, przypominając też, że wystawa chroniona jest prawem autorskim i nie można jej częściowo zmieniać. - Jeżeli już to całkowicie, ale to byłoby marnotrawienie publicznych pieniędzy – dodał dyrektor MIWŚ.
Do dzisiejszej decyzji NSA odniósł się również prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Najważniejsze pytanie brzmiało, cz miasto podejmie kroki prawne w celu odzyskania darowizny w postaci terenów przekazanych pod budowę MIIWŚ. - Na razie będziemy obserwować działania ministerstwa. Jeżeli dojdzie do skutecznego formalnego połączenia dwóch muzeów, będę przyglądać się, czy działania nowego muzeum są zgodne z wolą darczyńcy wyrażoną w uchwale Rady Miasta Gdańska o przekazaniu w formie darowizny terenu przy ulicy Wałowej w Gdańsku. Dziś nie odpowiem na pytanie, czy wystąpimy na drogę sądową. Moje reakcje będą zależeć od zachowań nowego kierownictwa muzeum i ministra kultury. To zawieszenie może trwać wiele miesięcy i trzeba się do tego przyzwyczaić. Darczyńca ma prawo - dopóki żyje – obserwować, co dzieje się z jego darowizną. Kieruję się dobrem muzeum i wolą wyrażoną przez Radę Miasta Gdańska w akcie upoważniającym prezydenta do przekazania gruntu na budowę muzeum. Będę obserwować - bądź też będą to czynić moi następcy - czy obdarowany nie sprzeniewierza się woli wyrażonej przez darczyńcę w uchwale rady miasta - poinformował prezydent Adamowicz. 5.04.2017 / fot. KFP

GDYNIA – RUMIA. 10 NOWYCH MERCEDESÓW NA LINII R

Pierwszy fabrycznie nowy Mercedes O530G Citaro C2 debiutował w Polsce latem 2013 r. na ulicach Gdyni. Walory przegubowca okrzykniętego autobusem roku w Europie jako pierwsi mogli docenić pasażerowie linii R obsługiwanej przez spółkę Pomorska Komunikacja Samochodowa. Prywatny przewoźnik (dawny PKS Wejherowo) przez najbliższych dziesięć lat będzie wozić mieszkańców regionu z Rumi do Gdyni dziesięcioma nowymi takimi pojazdami klasy premium. Zakupy dotarły do bazy w Wejherowie w połowie marca. Dziś w południe na parkingu przed halą sportową Gdynia Arena spółka PKS zaprezentowała przegubowe mercedesy mieszkańcom. Każdy, kto chciał, mógł nieodpłatnie przejechać się najnowszym citaro na Witomino i z powrotem. Nowoczesne pojazdy wyposażone są między innymi w moduł rekuperacyjny pozwalający na odzyskiwanie energii hamowania, co przyczynia się do redukcji zużycia paliwa i emisji CO2. Zmodernizowany mercedes mierzący 18,1 m zabiera w podróż jednocześnie 145 pasażerów. Z 45 miejsc siedzących aż 20 dostępnych jest bezpośrednio z niskiej podłogi. Autobus został wyposażony w tak zwany przyklęk, który ułatwia wsiadanie osobom starszym, poruszającym się na wózkach i rodzicom z małymi dziećmi. Ponadto wydłużono w nim miejsce na wózki i rowery – teraz mierzy ono 180 cm. Takie udogodnienie znajduje się także w drugim członie pojazdu. Z ekologicznego punktu widzenia główną cechą charakteryzującą nowe autobusy linii R jest wspomniany moduł rekuperacyjny zmniejszający emisję cząstek stałych o 66 proc., a emisję tlenku azotu aż o 80 proc. Autobusy są klimatyzowane, wyposażone w monitoring i nowoczesną informację pasażerską. 5.04.2017 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

GDAŃSK WE MGLE

Kierowcy chcieliby mieć to jak najszybciej za sobą. Co innego miłośnicy mrocznych klimatów i tajemniczych opowieści - oni na takie widoki tylko czekają. Od ostatnich dni marca w Trójmiasto nawiedza londyńska mgła. Biuro Meteorologicznych Prognoz Morskich ostrzega, że w strefie brzegowej nad Bałtykiem nadal występować będą silne zamglenia ograniczające widoczność nawet poniżej 500 metrów. 4.04.2017 / fot. Maciej Kosycarz / KFP, Krzysztof Mystkowski / KFP

HERMETYCZNA KOMPOSTOWNIA W SZADÓŁKACH CORAZ BLIŻEJ. ZAKŁAD UTYLIZACYJNY MA NOWEGO SZEFA

Zakład Utylizacyjny w Szadółkach przystąpił do likwidacji uciążliwego zapachowo placu dojrzewania kompostu. Latem nie będzie po nim śladu. W 2018 roku stanie w tym miejscu hermetyczna kompostownia. W kluczową fazę wszedł również projekt budowy spalarni odpadów. Strategiczne zadania spółka będzie realizować pod kierownictwem nowego prezesa Michała Dzioby. Dotychczasowy szef ZU Wojciech Głuszczak pozostaje w zarządzie. Jego domeną są teraz sprawy finansowe.
Nowy prezes w pierwszym dniu urzędowania jednoznacznie zadeklarował, że priorytety firmy się nie zmienią. – Jestem tu po to, by jak najskuteczniej zrealizować z zespołem najważniejsze zadania, tzn. ograniczyć uciążliwości zapachowe, unowocześniać, rozwijać instalację oraz organizację, a także doprowadzić do budowy spalarni odpadów. Gdański zakład jest jednym z największych w kraju i stanowi rzeczywiście wyzwanie w wielu aspektach. Czekałem na takie wyzwanie – podkreślał na dzisiejszym spotkaniu Michał Dzioba, który od 12 lat związany jest gospodarką odpadami. Absolwent Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Gdańskiego pracował m.in. na stanowisku dyrektora generalnego Grupy Amest, włoskiej spółki obecnej na polskim rynku gospodarki odpadami od 1996 r. W latach 2005-2009 odpowiadał za restrukturyzację techniczną, organizacyjną i finansową spółek, w tym trzech zakładów zagospodarowania odpadów - w Kamieńsku, Otwocku i Mażanach pod Kętrzynem. Przeprowadził również rekultywację dwóch składowisk odpadów komunalnych.
Stan przygotowań do realizacji kluczowych inwestycji zarząd gdańskiej firmy ocenia jako zaawansowany. – Latem zniknie główne źródło uciążliwości Zakładu Utylizacyjnego. Rozpoczęliśmy proces likwidacji placu dojrzewania kompostu. Za kilka miesięcy będzie już pusty i gotowy, by stać się placem budowy hermetycznej kompostowni. Odpady mokre segregowane przez mieszkańców nie trafiają już do instalacji. Oddajemy je do innych zakładów – zapewnił Maciej Jakubek, członek zarządu ds. technicznych. Jak podkreślił, trwają właśnie przetargi na inżyniera kontraktu oraz zaprojektowanie i wybudowanie kompostowni, a wniosek o dofinansowanie tej inwestycji ze środków unijnych został dobrze oceniony i ma szanse na pozytywne rozpatrzenie. Zakończenie budowy hali kompostowania przewidywane jest na trzeci kwartał 2018 roku. Dzięki niej proces dojrzewania kompostu będzie prowadzony w zamknięciu, bez uciążliwości zapachowych dla okolicznych mieszkańców. Termin składania ofert na zaprojektowanie i budowę hermetycznej kompostowni upływa 5 kwietnia br.. – Umowę z wykonawcą chcemy podpisać w maju. Zwycięzca przetargu będzie miał kilka miesięcy na zaprojektowanie obiektu oraz uzyskanie stosownym pozwoleń. Budowa rozpocznie się jeszcze w tym roku i potrwa do jesieni 2018 r. – zapowiada Maciej Jakubek z zarządu Zakładu Utylizacyjnego w Gdańsku. 3.04.2017 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

OPERA TU! TU! KAPRYŚNY HUMOR PRIMADONNY

"Opera Tu! Tu!" to propozycja dla rodzin z dziećmi w wieku od 4 do 10 lat. Całość została zaaranżowana z myślą o tym, by najmłodsi melomani mogli poznać świat instrumentów, głosów oraz najsłynniejszych oper i przedstawień muzycznych. Razem z głównymi bohaterami - rodzeństwem Giovannim (Bartosz Żołubak) i Giuliettą (Marzena Ostryńska) - dzieciaki odkrywają operę od podstaw, uczestnicząc w rozwiązywaniu zadań proponowanych przez artystów. Czym jest partia, a czym jest libretto? Czy w operze zawsze się tylko śpiewa? I jaki wpływ na gardło śpiewaka ma czekolada? Odpowiedzi czekają w niedzielne przedpołudnia na scenie Opery Bałtyckiej. Najnowszy odcinek nosi tytuł „Kapryśny humor primadonny”. W niedzielę z artystami bawiła się pełna sala. Primadonna (Magdalena Chmielecka) i tenor (Witalij Wydra) pojawią się na scenie także 23 kwietnia (godz. 11). Opiekę reżyserską nad spektaklem sprawuje Tomasz Valldal-Czarnecki. 2.04.2017 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP

LECHIA GDAŃSK- ZAGŁĘBIE LUBIN 1:0

Piłkarze Lechii Gdańsk w końcu wrócili do gry o podium. Po serii trzech porażek w niedzielę pokonali na swoim stadionie Zagłębie Lubin 1:0 (1:0). Zwycięską bramkę zdobył w 27. minucie Portugalczyk Marco Paixao. Podopieczni Piotra Nowaka pozostają na czwartym miejscu w tabeli Lotto Ekstraklasy, tracąc do prowadzącej Jagiellonii Białystok (1:0 z Bruk-Bet Termaliką) trzy oczka. Druga jest Legia Warszawa (2:0 z Pogonią). Z wielkiej czwórki punkty zgubił Lech Poznań (0:0 z Wisłą Kraków).
Lechia Gdańsk – Zagłębie Lubin 1:0 (1:0). Bramka: M. Paixão 27'.
LECHIA: Kuciak - Stolarski, Janicki, Maloča, Wawrzyniak - Borysiuk, F. Paixão (Sławczew 88'), Wolski, Krasić, Haraslin (Nunes 59') - M. Paixão (Kuświk 80'). 2.04.2017 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

ŻÓŁTE POLA NADZIEI NA POMORZU

Pola Nadziei na Pomorzu zakwitły już po raz szósty. Na ulice Pucka, Gdyni, Sopotu, Gdańska i Kartuz wyruszyło w niedzielę blisko 3 tysiące wolontariuszy, którzy w zamian za datki wrzucane do puszek na rzecz pomorskich hospicjów wręczali ofiarodawcom żonkile – symbole nadziei na odrodzenie. Młodzi ludzie w żółtych koszulkach rozdali dziś kilkadziesiąt tysięcy kwiatów. - Celem akcji jest nie tylko zbiórka pieniędzy na rzecz osób terminalnie chorych, ale także zwrócenie uwagi na samą ideę opieki hospicyjnej. Słowo hospicjum wywodzi się od łacińskich słów hospes - gość i hospitium - gościna. Zespoły hospicyjne złożone z profesjonalistów i wolontariuszy towarzyszą chorym w drodze do kresu życia. Odpowiadają na ich potrzeby medyczne, ale również takie zwyczajne, ludzkie, jak potrzeba bliskości, rozmowy, kierując się hasłem „Hospicjum to też Życie” - mówi Anna Janowicz, wiceprezes Fundacji Hospicyjnej, która była współgospodarzem tegorocznego finału Pól Nadziei. W tej roli występoły także Caritas Archidiecezji Gdańskiej, Hospicjum im. ks. E. Dutkiewicza SAC w Gdańsku, Hospicjum im. Św. Józefa w Sopocie, Stowarzyszenie Hospicjum im. św. Faustyny w Sopocie, Hospicjum im Św. Wawrzyńca w Gdyni wraz z Domem Hospicyjnym dla Dzieci "Bursztynowa Przystań" oraz Hospicjum pw. Ojca Pio w Pucku. Podobnie jak w latach ubiegłych, kweście na rzecz hospicjów towarzyszyło wiele barwnych atrakcji, z których największą była sztafeta nadziei z udziałem rolkarzy, motocyklistów, biegaczy, kierowców i wszystkich chętnych. Trasa prowadziła pasem nadmorskim łączącym miasta - gospodarzy. Sztafeta zaczynała się w Pucku, a kończyła paradą na ulicach Gdańska i wspólnym zdjęciem pod fontanną Neptuna. 2.04.2017 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

GDAŃSK. MINIFESTACJA W 20. ROCZNICĘ UCHWALENIA KONSTYTUCJI RP

W 20. rocznicę uchwalenia Konstytucji RP przed Dworem Artusa w Gdańsku wiecowało dziś kilkaset osób. Z inicjatywą świętowania okrągłego jubileuszu pod biało-czerwonymi flagami wyszli do mieszkańców regionu marszałek województwa pomorskiego Mieczysław Struk i prezydent miasta Paweł Adamowicz. - Niech 2 kwietnia będzie naszym wspólnym świętem, w trakcie którego pokażemy, że naczelne zasady i wartości, które znalazły się w ustawie zasadniczej, są niezmienne i priorytetowe w nowoczesnym europejskim społeczeństwie – napisali w zaproszeniu, wyrażając jednocześnie żal, że rocznica nie jest obchodzona na szczeblu państwowym. – Ze smutkiem odnotowujemy, że w 20. rocznicę uchwalenia konstytucji nie przeczytacie, nie usłyszycie ani w telewizji, ani radiu, aby prezydent Rzeczypospolitej Andrzej Duda, premier Szydło czy marszałek Sejmu organizowali jakiekolwiek spotkanie. Przysięgali na konstytucję. A co czynią? Łamią ją – cynicznie i planowo. Codziennie łamią Konstytucję RP - mówił dziś w Gdańsku prezydent Paweł Adamowicz. - Być może nie jest doskonała, być może nie uwzględnia wszystkich realiów, ale konstytucja to umowa, której trzeba przestrzegać. Każdy, kto ją dziś łamie, musi pamiętać, że spotka go za to rozliczenie. To jest nasza konstytucja, brońmy jej – dodawał marszałek Mieczysław Struk. Obaj samorządowcy wspólnie z wolontariuszami rozdawali w niedzielne południe pamiątkowe egzemplarze ustawy zasadniczej uczestnikom manifestacji. - Zleciłem wydrukowanie 2,5 tysiąca egzemplarzy – zapewniał przed dzisiejszym świętem prezydent Gdańska. Wybrane fragmenty Konstytucji RP odczytywali na Długim Targu aktorzy Teatru Wybrzeże, m.in. Dorota Kolak i Krzysztof Gordon. Najgłośniejsze brawa otrzymał rozdziały mówiące o prezydencie RP i Trybunale Konstytucyjnym. Na koniec uczestnicy zgromadzenia ustawili się do wspólnego zdjęcia, trzymając w rękach okolicznościowe egzemplarze ustawy zasadniczej. 2.04.2017 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

KUŹNIA WODNA BEZ DARKA?!

To nie był primaaprilisowy żart. Z kuźnią wodną w Oliwie pożegnał się w sobotnie południe jej wieloletni kustosz Darek Wilk. Przetrwał na Bytowskiej 1A największą biedę, pokonał zawieruchy i powodzie, zostawił tutaj serce i zdrowie. Walczył o tę unikatową w Polsce kuźnicę przez czterdzieści lat - najpierw u boku swojego taty - Zbigniewa, pomagając mu w odbudowie zdewastowanego zbytku, a potem jako kustosz - kontynuator rodzinnej pasji. Zarażał nią gdańszczan. Teraz, kiedy skarb utrzymywany przez lata z wielkim trudem przez warszawskie Muzeum Techniki i Przemysłu NOT znalazł nowego właściciela – miasto Gdańsk, kiedy wreszcie są pieniądze na remont z prawdziwego zdarzenia, Darek odchodzi. Dlaczego? Co sprawiło, że nie przyjął oferty Muzeum Historycznego Miasta Gdańska, które niebawem ma przejąć to jego ukochane miejsce pod swoje skrzydła od tymczasowego opiekuna – Gdańskiego Zarządu Nieruchomości Komunalnych? W sobotę na parkingu przed zamkniętą od stycznia kuźnią – według miasta na całe dwa lata - Darkowej odpowiedzi przysłuchiwały się dziesiątki jego przyjaciół i znajomych. Za sprawą najzagorzalszych fanów spotkanie pożegnalne przerodziło się w akcję poparcia dla byłego już kustosza (pracownikiem MTP NOT w Warszawie był do 31 marca). Jego fani mówią: „Kuźnia bez Darka jest jak święta bez Kevina”. Za miesiąc w tym samym miejscu zrobią „Pokaz kucia bez pokazu”... Chcą być wysłuchani przez władze miasta; chcą remontu kuźni, ale nie godzą się na to, żeby z tego powodu jej drzwi były zamknięte przez dwa lata. Chcą dalej tu być z Darkiem. - Naszym zadaniem kuźnia nie potrzebuje aż 2 mln złotych. Ona może być otwarta, podczas gdy remonty będą prowadzone etapami. Darek zrobił całą wycenę, której miasto w ogóle nie wzięło pod uwagę. Władze Gdańska chcą zrobić więcej i inaczej niż my. Oczywiście mają do tego prawo, ale mogłyby się z nami spotkać. Plan restrukturyzacyjny został napisany – nikt tego nie chce. Mamy pomysły, co robić w kuźni, żeby było lepiej i chcemy, żeby ktoś nas wysłuchał – mówi Anna Michniewicz, inicjatorka sobotniej akcji.
Darek Wilk pożegnał się w sobotę ze swoim miejscem pracy, zaznaczając, że nie rozstaje się z tym, co niemal przez całe życie było mu tak bliskie. - Chcę pracować w kuźni i dla kuźni. Chcę, aby program naprawczy był merytoryczny, żeby uwzględniał opinię społeczną. Jestem otwarty na współpracę, ale przede wszystkim jestem otwarty na dialog ze społeczeństwem. Tego tutaj zabrakło, kiedy w mieście zapadały decyzje o dalszych losach kuźni. Dlatego nie przyjąłem oferty pracy, która nawiasem mówiąc, nadeszła na mój adres mailowy bardzo późno – 28 marca. Zamykanie kuźni na dwa lata jest absurdem. Dzisiaj otrzymałem informację, że Muzeum Historyczne Miasta Gdańska działa zespołowo... A ja uważam, że moim zespołem są mieszkańcy, czyli wy, bo działamy razem i pokazujemy od lat, że kuźnia jest czynna i że dalej powinna pracować. Gdyby nie było mydlenia oczu od samego początku, gdybym usłyszał 2 stycznia: „Panie Darku, mamy swoich ludzi i swoją wizję kuźni, dziękujemy panu”, sprawa byłaby zamknięta. O planach miasta dotyczących nie tylko kuźni, ale także sąsiadujących z nią zabudowań dworu Ernsttal, dowiedziałem się z prasy. Dzisiaj pytam: Czy naprawdę ta kuźnia potrzebuje 2 milionów złotych? Czy powinna zostać zamknięta? Przecież eksperci budowlani mogą wejść, sprawdzić jej stan techniczny i określić, czy kuźnia jest niebezpieczna. Ale tego nie było i nie ma. Tu nie chodzi o moją pensję - chodzi o podejście urzędu do człowieka – mówi dotychczasowy kustosz kuźni wodnej w Oliwie.
Na argumenty wysuwane przez Darka Wilka odpowiada Muzeum Historyczne Miasta Gdańska. W oświadczeniu opublikowanym przez muzealników sobotę na stronie internetowej wydarzenia „Kuźnia bez Darka jest jak święta bez Kevina” czytamy m.in.: „Nasze Muzeum we współpracy z odpowiednimi jednostkami miejskimi stara się o przeprowadzenie zabezpieczeń konstrukcji obiektu po to, by przywrócić mu pełną funkcjonalność, zapewnić bezpieczeństwo jego gości, a także uzupełnić braki w znajdującym się tam wyposażeniu kowalskim. Po formalnym przejęciu tego obiektu od Gminy Miasta Gdańska chcemy w tym wyjątkowym miejscu przekazać w spójny sposób informacje o znaczeniu kowalstwa i historii dawnej kuźnicy oliwskiej w ramach Oddziału MHMG – Kuźni Wodnej w Oliwie. W naszej opinii Miasto Gdańsk wykazało od początku wszczęcia procedury przejęcia Kuźni aż do chwili obecnej duże zainteresowanie jej dalszym losem. Efektem wspólnego działania była przeprowadzona w dniu 29 marca 2017 r. wizja lokalna, w której uczestniczyli reprezentanci Zarządu Dróg i Zieleni, Gdańskiego Zarządu Nieruchomości Komunalnej, Biura Urzędu Miejskiego Konserwatora Zabytków, spółki Gdańskie Wody oraz Muzeum Historycznego Miasta Gdańska. Jej celem było określenie planu działań zabezpieczających opartych na opinii stanu Kuźni Wodnej przygotowanej dla Miejskiego Konserwatora Zabytków. W najbliższych miesiącach GZNK wyremontuje dach za kwotę ok. 100 tys. złotych. Gdańskie Wody z kolei rozbudują sieć hydrotechniczną po to, by niekorzystny stan wód nie zaszkodził już więcej Kuźni. Te prace, mimo krytycznych uwag miłośników Kuźni, wymagają zamknięcia obiektu do czasu zakończenia prac zabezpieczających.
W odpowiedzi na zarzuty Pana Wilka możemy jedynie stwierdzić, iż praca z zabytkami czy obiektami mającymi charakter zabytkowy, a do takich należy odbudowana w XX w. Kuźnia, wymaga działań w ramach odpowiednich procedur i konsultacji. Do czasu przejęcia Kuźni przez Gminę Miasta Gdańsk dotychczasowe prace miały charakter gospodarczy z przyczyn niezależnych od Pana Wilka i dotychczasowego zarządcy Kuźni, tj. Muzeum Techniki w Warszawie. Planowane prace kompleksowe wymagają jednak innego rodzaju zaangażowania i zarządzania obecnością gości w obiekcie. Oczywiście Panu Dariuszowi nie odmawiamy poświęcenia i wkładu pracy włożoną w Kuźnię. Dlatego też dyrekcja MHMG podjęła się zatrudnić Pana Dariusza Wilka w jego dotychczasowym miejscu pracy. Odbyły się dwa spotkania, tj. 1 lutego i 20 marca 2017 r., wymieniliśmy korespondencję i w efekcie zaproponowaliśmy docelowo lepsze warunki finansowe z dniem 1 kwietnia 2017 r., czyli od dnia, w którym Pan Wilk pozostałby bez pracy. Liczyliśmy też na to, że wykaże się on zaangażowaniem w dalszy los obiektu, o którego troskę wyraził w swoim liście otwartym i zgodzi się z wizją zmian oraz argumentami instytucji opiekujących się dziedzictwem Gdańska. Oferta pracy w MHMG została jednak odrzucona z powodów, które dla nas są nie do końca zrozumiałe”. 1.04.2017 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

OPERA? SI! JERZY SNAKOWSKI W ŚWIECIE OPERETKI

Czy można nie lubić operetki? Ba! Można jej wręcz nienawidzić. Jednak od nienawiści do miłości jest już tylko jeden krok. Na przewrotną opowieść o losach pogardzanej, wstydliwie skrywanej i obśmiewanej operetki zaprosił słuchaczy do Opery Bałtyckiej Jerzy Snakowski, wytrawny znawca gatunku. Były dyrektor ma tutaj własne show - „Opera? Si!”. W grudniu ubiegłego roku rozpoczął już ósmy sezon, tym razem poświęcony kulturze włoskiej. Spotkania przeplatane występami artystów odbywają się raz w miesiącu – w soboty. 1 kwietnia prowadzącemu towarzyszyli Julia Iwaszkiewicz - sopran, Karolina Sikora – mezzosopran, Witalij Wydra – tenor, Maciej Gronek – tenor, Liana Krasyun-Korunna – akompaniament oraz tancerze Baletu Opery Bałtyckiej. Choreografię opracowali Wojciech Warszawski i Izabela Sokołowska-Boulton. 1.04.2017 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
  • aktualnych propozycji: 9765
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2017 KFP