logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje Newsletter

  • aktualnych propozycji: 10406

ZMARŁ KAZIMIERZ PIECHOWSKI, UCIEKINIER Z AUSCHWITZ I ŻOŁNIERZ AK

W wieku 98 lat zmarł Kazimierz Piechowski, jeden z pierwszych więźniów politycznych obozu koncentracyjnego w Auschwitz (nr 918), jeden z niewielu, którym udało się uciec z niemieckiej „fabryki śmierci”. Żołnierz Armii Krajowej, więzień okresu stalinowskiego, świadek historii i autor wstrząsających wspomnień obozowych. 
Kazimierz Piechowski urodził się w 1919 r. w miejscowości Rajkowy (gmina Pelplin). Przed wojną działał w harcerstwie, od najmłodszych lat związany był z Tczewem. Po klęsce kampanii wrześniowej został aresztowany, gdy próbował przedostać się na Słowację i dalej do polskiej armii we Francji. Niemcy więzili go w Baligrodzie, a także w więzieniach w Sanoku, przy Montelupich w Krakowie i w Wiśniczu Nowym, skąd 20 czerwca 1940 r. w drugim transporcie polskich więźniów politycznych trafił do Auschwitz. Po dwóch latach spędzonych w obozie podjął wraz z trzema towarzyszami niedoli udaną próbę ucieczki. Brawurowy plan został przygotowany tak, aby niemieckie dowództwo nie miało podstaw do zastosowania zasady odpowiedzialności zbiorowej wobec pozostałych więźniów. Po ucieczce z obozu Piechowski przyłączył się do oddziału AK dowodzonego przez Adama Kusza ps. „Garbaty”. W partyzantce spędził resztę wojny. Był dwukrotnie ranny.
Po wojnie został aresztowany przez komunistyczne władze i skazany na 10 lat więzienia. Zwolnienia doczekał po siedmiu latach. Ukończył Politechnikę Gdańską. Napisał wspomnienia obozowe "Byłem numerem...". W 2015 r. został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Instytut Pamięci Narodowej przyznał mu nagrodą Kustosza Pamięci Narodowej. 15.12.2017 / fot. KFP

GDAŃSK. AUTOBUS SOS NIESIE POMOC BEZDOMNYM

Na gdańskie ulice wyjechał specjalny autobus, którego załoga codziennie od godziny 20 do północy niesie pomoc osobom bezdomnym. Na pokładzie dyżur pełnią ratownik medyczny i pracownik socjalny (lub streetworker). Można tutaj zjeść gorącą zupę, otrzymać pomoc medyczną, a także informacje o możliwościach skorzystania ze schronienia czy zaopatrzenia w ciepłą odzież. Wyremontowany Ikarus został przydzielony do zadania „mobilnej pomocy dla osób bezdomnych” przez Gdańskie Autobusy i Tramwaje. Ma tę zaletę, że nawet przy wyłączonym silniku, podczas postoju, w kabinie działa ogrzewanie. Obsługa nie tylko świadczy doraźną pomoc bezdomnym gdańszczanom, ale zachęca ich też do zamieszkania w noclegowni lub schronisku. Pojazd kończy trasę obok noclegowni przy ul. Mostowej 1 A. Codziennie o godzinie 20 wyrusza z ulicy Starowiślnej 3. Zatrzymuje się na półgodzinne postoje na pętli autobusowej przy stacji SKM na Przymorzu, na parkingu między rynkiem a komisariatem przy ulicy Białej we Wrzeszczu i w zatoczce autobusowej przy kinie „Krewetka” w Śródmieściu. Koordynatorem przedsięwzięcia jest Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie. Usługę realizuje Towarzystwo Wspierania Potrzebujących „Przystań”. Inicjatorami uruchomienia autobusu SOS są gdańscy radni. Z pomysłem wyszedł Przemysław Ryś. – Staramy się pomagać każdemu potrzebującemu człowiekowi, tworząc w mieście skuteczny i trwały system oparcia. W Gdańsku każdy ma się czuć bezpiecznie. Kiedy potrzebuje pomocy, nie może pozostać sam z problemem – mówi Piotr Kowalczuk, zastępca prezydenta Gdańska ds. polityki społecznej. Akcja będzie trwać bez przerwy do 15 marca 2018 roku. Autobus SOS dla osób w kryzysie bezdomności wyjedzie na gdańskie ulice także w grudniu przyszłego roku.  15.12.2017 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP  

GDAŃSK. MARSZ W OBRONIE SĄDÓW

„Łańcuch Ludzi” w ponad 70 miastach – między innymi w Gdyni, Pucku, Lęborku, Starogardzie Gdańskim i Wejherowie – bronił tego wieczoru polskiego sądownictwa przed reformami Prawa i Sprawiedliwości. Do manifestowania sprzeciwu wobec procedowanych w Senacie ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa wzywała rodaków Akcja Demokracja. Ulicami Gdańska przeszedł kolejny marsz zorganizowany przez pomorski KOD i Obywateli RP. W demonstracji uczestniczyło około 200 osób niosących znicze oraz czarne parasole z literami układającymi się w napis KONSTYTUCJA. Przeciwnicy upolityczniania wymiaru sprawiedliwości przemaszerowali spod City Forum pod gmach Sądu Okręgowego. 14.12.2017 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

W SOBOTĘ ODSŁONIĘCIE BURSZTYNOWEGO OŁTARZA OJCZYZNY

Od blisko 17 lat w Bazylice Św. Brygidy powstaje Bursztynowy Ołtarz Ojczyzny. Dzieło zapoczątkowane przez kapelana „Solidarności” ks. Henryka Jankowskiego i gdańskich bursztynników w sobotę (godz. 16) poświęci nuncjusz apostolski w Polsce abp Salvatore Pennacchio. W uroczystości odsłonięcia ołtarza uczestniczyć będą prezydent RP Andrzej Duda i arcybiskup Sławoj Leszek Głódź. – Po latach prac i przygotowań pragniemy w ten sposób upamiętnić 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości – podkreśla metropolita gdański, z którego inicjatywy bursztynowe wotum wdzięczności Opatrzności Bożej zyskało nowe segmenty w nastawie. Cenny surowiec pochodzi m.in. ze zbiórki prowadzonej przez wiernych oraz z darowizn napływających z Polski i z zagranicy. Autorami ołtarza są były rektor gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych profesor Stanisław Radwański oraz słynny pomorski artysta bursztynnik Mariusz Drapikowski, wpierani przez Leszka Sobiecha i Iwonę Pomoryn. Znajdujący się w centralnej części obraz Madonny z Dzieciątkiem otrzymał bursztynowe korony poświęcone przez papieża Jana Pawła II 6 lipca 2001 r. i wspaniałą, głęboko rzeźbioną sukienkę z unikatowej odmiany białego bursztynu. Biały orzeł pod sklepieniem także jest bursztynowy. Trzy lat temu w ołtarzu zostały umieszczone monstrancja i relikwiarze metrowej wysokości z relikwiami krwi św. Jana Pawła II i ks. Jerzego Popiełuszki. W ostatnich tygodniach dzieło wzbogaciło się o gałęzie winorośli wykonane ze srebra, złota i bursztynu. Kolejnymi elementami nastawy będą łany zbóż symbolizujące Eucharystię oraz krzyże polskie: historyczne, niepodległościowe, z miejsc kaźni i solidarnościowe. Gdy praca zostanie ukończona, będzie w niej więcej cennego surowca niż w słynnej Bursztynowej Komnacie.14.12.2017 / fot. Maciej Kosycarz / KFP

DNI OTWARTE WYDZIAŁU MATEMATYKI, FIZYKI I INFORMATYKI UG

Zwiedzanie pracowni jądrowej i pracowni elektrofizjologii, Kawiarnia Szkocka, salon gier logicznych i interaktywna wystawa matematyczna – to tylko niektóre z atrakcji, jakie czekały dziś na uczestników Dni Otwartych Wydziału Matematyki, Fizyki i Informatyki Uniwersytetu Gdańskiego. Gośćmi uczelni byli uczniowie i nauczyciele szkół ponadgimnazjalnych z województwa pomorskiego. Z myślą o miłośnikach królowej nauk gospodarze przygotowali cykl wykładów i zajęć interaktywnych pod hasłem „Matematyka jako ważny składnik kultury i cywilizacji”. Atrakcjami były m.in. warsztaty dotyczące ważnych i ciekawych problemów matematycznych z zakresu szkoły średniej, Kawiarnia Szkocka, czyli stawianie i rozwiązywanie problemów w równie nieformalnym otoczeniu, jak to czynili w okresie międzywojennym słynni matematycy ze Lwowa, kącik, gdzie można było podyskutować o studiowaniu na różnych specjalnościach matematycznych oraz wystawa interaktywna połączona z konkursem na temat studiowania matematyki na Uniwersytecie Gdańskim. Przed gośćmi, którzy chcieli dowiedzieć się więcej o zgłębianiu fizyki na uczelni, szeroko otworzyły się drzwi laboratoriów naukowych i dydaktycznych. W pracowni jądrowej można było przyjrzeć się z bliska narzędziom, jakimi posługuje się ta dyscyplina tudzież poznać detektory promieniowania jonizującego. Dydaktyczne laboratorium fizyczne umożliwiało obserwację pod mikroskopem elektronowym struktury materii na poziomie atomowym oraz ruch elektronu w polu elektrycznym i magnetycznym, zaś w pracowni elektrofizjologii można było zarejestrować sygnały fizjologiczne własnego organizmu i dowiedzieć się, co one mówią o procesach fizjologicznych zachodzących w naszym  organizmie. Całości dopełniały pokazy naukowe studentów i doktorantów oraz prezentacja działalności Koła Fizyków. 14.12.2017 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

SPRAWA KARNA POMASKA – KOŁAKOWSKA

Agnieszka Pomaska i Anna Kołakowska znowu spotkały się przed obliczem sądu w sprawie „golenia na łyso”. Tym razem chodzi o proces karny, który jest następstwem wniesienia przez posłankę PO subsydiarnego aktu oskarżenia przeciw gdańskiej radnej. - Nawet nie wiem, o co dokładnie jestem dziś oskarżona. Nie wiem, w jakiej sprawie, kto mnie skarży i dlaczego jestem podejrzana. Nie miałem żadnej możliwości, żeby powiadomić swojego pełnomocnika - mówiła dziś w Sądzie Okręgowym Anna Kołakowska, wyjaśniając, że o terminie rozprawy dowiedziała się zaledwie kilka dni temu. Sąd przychylił się do jej argumentacji i odroczył rozprawę. Kolejny termin to 15 stycznia. Radna odmówiła przyjęcia na sali subsydiarnego aktu oskarżenia, który chciała przekazać jej prowadząca sprawę sędzia Aleksandra Kaczmarek-Byzdra. Wniosła o to, aby akt oskarżenia został doręczony jej pocztą. – Państwo mnie pewnie doskonale znacie z moich akcji. Gdybym rzeczywiście wezwała do ogolenia pani Pomaskiej na łyso, to dziś miałaby już inną fryzurę. A ponieważ nie zmieniła fryzury, to znaczy, że nikt z osób, które czytały mój wpis, nie odebrał tego jako wezwania do ogolenia pani Pomaskiej na łyso, ani ja tego nie zrobiłam - mówiła dziś dziennikarzom Anna Kołakowska. 14.12.2017 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP

ŚWIĄTECZNE ILUMINACJE W SŁUPSKU I PELPLINIE

Słupsk mógł dotychczas oglądać coś takiego tylko w innych miastach. Park przy ul. Sienkiewicza mieniący się światełkami ponad 130 tysięcy ledowych lampek wygląda bajecznie. Świąteczne iluminacje nawiązują do klimatów i stylu z czasów, w których żył i tworzył patron tego miejsca. Wrażenie na publiczności robią zarówno XIX-wieczne stroje świetlnych postaci, jak i i mieniące się żółtymi i fioletowymi barwami elementy architektury ogrodowej. Bodaj największą uwagę przyciąga fontanna z migającymi imitacjami strumieni wody. Przed pomnikiem Sienkiewicza stanęło z kolei 4,5-metrowe serce opatrzone nazwą miasta. Pelplin także jest dumny ze swojego wizerunku w świątecznej oprawie. Iluminację w postaci nazwy i herbu miasta od kilku dni można podziwiać tutaj przy palcu Grunwaldzkim. 14.12.2017 / fot. Krzysztof Mania / KFP, Krzysztof Tomasik / KFP

NIE ŻYJE YACH PASZKIEWICZ

Nie żyje Yach Paszkiewicz, ojciec polskiego teledysku. Reżyser blisko pół tysiąca klipów do utworów rodzimych muzyków zmarł 13 grudnia w Gdańsku po ciężkiej chorobie. Miał 59 lat. Współpracował z takim artystami i zespołami jak: De Mono, Kult, Kazik Staszewski, Apteka, Maciej Maleńczuk, Wojciech Waglewski, Golden Life, Hey, Budka Suflera, Formacja Nieżywych Schabuff, Bielizna, Big Cyc, Czarno-Czarni czy Majka Jeżowska.Urodził się w 4 września 1958 roku w Bydgoszczy. Zanim przeniósł się na dobre do Trójmiasta, w rodzinnym mieście stawiał pierwsze kroki jako reżyser. Pracował również w Toruniu jako plastyk w klubie studenckim Od Nowa. Ukończył tamtejszy Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. W Bydgoszczy debiutował w 1989 roku ze swoim Festiwalem Polskich Wideoklipów Yach Film. Dwa lata później festiwalowa gala odbywała się już w Gdańsku. Impreza organizowana przez Yacha i jego żonę Magdę Kunicką (zmarła w listopadzie 2015 r.) szybko stała się jednym z najważniejszych wydarzeń w polskim show-biznesie. W pełnych rozmachu galach finałowych uczestniczyły takie gwiazdy jak T.Love, Kult, Varius Manx, Maanam i Cool Kids of Death, Lech Janerka, Reni Jusis, Maryla Rodowicz, Grzegorz Skawiński, Ryszard Rynkowski, Anna Maria Jopek, Kayah czy Michał Wiśniewski. W tym roku Yachy wręczono po raz pierwszy w Opolu. Paszkiewicz uczestniczył w pracy jury, ale na rozdaniu nagród nie mógł być. Ciężko chorował. W minioną sobotę na „antygali” Niezależnej Niezależnej Nagrody Muzycznej Doki w Gdańsku czekała na niego statuetka Starego Palnika dla najbardziej zasłużonych twórców związanych z trójmiejską sceną muzyczną. 13.12.2017 / fot. KFP

ULICA PREZYDENTA LECHA KACZYŃSKIEGO W GDAŃSKU

Zamiast Dąbrowszczaków ulica prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Zmienią się tablice także na sześciu innych gdańskich ulicach. Stanisława Sołdka zastąpi Kazimierz Szołoch, Wincentego Pstrowskiego – Henryk Lenarciak, Józefa Wassowskiego – Anna Walentynowicz, Mariana Buczka – Jan Styp-Rekowski, Leona Kruczkowskiego – Ignacy Matuszewski, a Franciszka Zubrzyckiego – Feliks Selmanowicz „Zagończyk”.
Wojewoda pomorski Dariusz Drelich podpisał dziś siedem zarządzeń zastępczych w sprawie zmian nazw ulic w Gdańsku. Zgodnie z ustawą dekomunizacyjną samorządy gminne miały na to czas do 2 września br. Po konsultacjach z mieszkańcami władze Gdańska nie zdecydowały się przemianowanie nazw wskazanych przez Instytut Pamięci Narodowej, wobec czego obowiązek ten przeszedł na wojewodę. O swoich decyzjach Dariusz Drelich poinformował na dzisiejszej konferencji prasowej. W spotkaniu z dziennikarzami uczestniczyli także dyrektor gdańskiego oddziału IPN Mirosław Golon oraz dyrektor Muzeum II Wojny Światowej Karol Nawrocki.
Mirosław Golon wyjaśniał, dlaczego odchodzą dotychczasowi patroni. – Pamiętajmy, że ulica gloryfikuje, ulica wyróżnia bardzo chwalebnie daną postać, zdarzenie czy instytucję. Upamiętnia w sposób szczególnie wyróżniający. Dąbrowszczacy... Nie mówimy o wojnie domowej w Hiszpanii. „Dąbrowszczacy” mieli upamiętniać konkretną grupę komunistycznych działaczy i aktywistów, którzy po 1945 roku pomagali budować, a następnie utrwalać stalinowską Polskę (…) Większość z nich pracowała w aparacie komunistycznym, i to nie na szeregowych stanowiskach. Albo byli pracownikami informacji wojskowej, albo pracowali na średnim lub wyższym szczeblu w aparacie bezpieczeństwa, albo w służbie więziennej – tej stalinowskiej, okrutnej, albo pracowali w Milicji Obywatelskiej, albo w etatowym aparacie partyjnym, czasami w propagandzie (…) Dąbrowszczaków obronić się nie da.
Postać Mariana Buczka bywała czasami zafałszowywana. Sam fakt śmierci w dramatycznych okolicznościach wojennych nie jest tą przesłanką do specjalnej gloryfikacji. Marian Buczek był przede wszystkim bardzo aktywnym działaczem komunistycznym, który przygotowywał budowę Polski stalinowskiej i działał w ugrupowaniu, które było antynarodowe. Wincenty Pstrowski – znowu mamy tego typu sytuację jak u Buczka. Sama śmierć, nawet w jakichś okolicznościach nadzwyczajnych, nie jest przepustką do gloryfikacji. Pstrowski firmuje nieprawdopodobny, skandaliczny sposób organizacji pracy, włączając się do sowieckiego modelu wymuszania aktywności zawodowej i zwiększonej wydajności bez normalnych narzędzi, które temu służą. Ten wyścig pracy był skandaliczny, miliony Polaków na tym cierpiały. Pstrowski, jako doświadczony i wykwalifikowany robotnik, nie mógł nie wiedzieć, w czym uczestniczy.
Leon Kruczkowski pióro pokazał dobre, tylko że sama ranga literacka nie daje gwarancji uznania kogoś za osobę godną propagowania jej wizerunku jako pewnego wzorca. Przez kilkanaście lat po wojnie, w okresie najbardziej okrutnym, najbardziej brutalnym, gdy wielu twórców musiało zamilknąć i pogodzić się z tym, że ich dzieła się nie ukazywały lub były cenzurowane, Kruczkowski robi ogromną karierę i tak naprawdę współfirmuje działania represyjne, funkcjonowanie stalinowskiej cenzury, ograniczanie dostępu. Stanisław Sołdek... Pamiętajmy, że decyzja pana wojewody nie dotyczy obiektu muzealnego, jakim jest pierwsza jednostka morska wybudowana po wojnie w Polsce i nazwana jego imieniem. Nikt tego nie będzie zmieniał. Problem z Sołdkiem dotyczy okresu już po zbudowaniu statku, kiedy dobrze wykwalifikowany stoczniowiec wybiera karierę i realizuje ją w najgorszym, stalinowskim czasie. Już w pierwszej połowie lat 50. wchodzi do kierowniczych gremiów rządzących województwem gdańskim, m.in. w skład Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Staje się tak naprawdę komunistycznym dygnitarzem w branży stoczniowej i komunistycznym aktywistą w zakresie propagowania funkcjonowania systemu. Józefa Wassowskiego należy traktować przede wszystkim jako propagandystę. Pełnienie funkcji prezesa Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej w latach 1944-45 dyskwalifikuje go jako bohatera, patrona i jako wzorzec do naśladowania. Ta masowa organizacja odgrywała nieprawdopodobnie złą rolę. To TPPR zajmowało się promocją wizerunku Związku Sowieckiego, w którym nie było zbrodni tego państwa (…) Ktoś, kto brał w tym udział, ukrywał zbrodniarzy. Franciszek Zubrzycki, postać związana z II wojną światową, przede wszystkim jest budowniczym polskiego ruchu komunistycznego. Zubrzycki czy Buczek to są ludzie, którzy budowali kadrowy trzon dla stalinowskiej Polski, dla zniewolenia i represji – wyjaśniał dyrektor gdańskiego oddziału IPN.
Dzisiejsze decyzje wojewody komentuje na swoim profilu facebookowym prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. - Wojewoda Drelich bez rozmów z mieszkańcami, ani pytania ich o zdanie - choć takie próbowali wyrażać - zapowiedział zmianę nazw 8 ulic w Gdańsku poprzez tzw dekomunizację. Dąbrowszczaków miałby zastąpić Lech Kaczyński, Wassowskiego Anna Walentynowicz, a Zubrzyckiego Feliks Selmanowicz „Zagończyk”.
Niestety dialog wojewodzie jest obcy, dlatego razem z radnymi miasta będziemy pytać mieszkańców, których zmiana miałaby dotyczyć, czy nowe nazwy im odpowiadają, czy też chcieliby zamienić je na inne. Nazwy ulic Rada Miasta może bowiem zmienić, a na rozwiązania siłowe, bez dialogu się nie godzimy. Zgodnie z prawem miejscowym wnioski w sprawie nadania nazwy mogą być zgłoszone przez organy miasta Gdańska, grupę 5 radnych, komisję Rady Miasta, grupę 50 mieszkańców, instytucje i organizacje mające siedzibę w Gdańsku.
Co ciekawe, wojewoda swoje zarządzanie wydał, bądź wyda (bo na razie go nie otrzymaliśmy) już po terminie. Miał na to czas bowiem do 2 grudnia. Kolejny falstart to nazwanie ulicy im. Anny Walentynowicz. W naszym mieście jest skwer jej imienia, a nazwy, zgodnie z uchwałą, nie mogą się dublować. Ale to już na marginesie - pisze Adamowicz. 13.12.2017 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

PROFESOR NAMIEŚNIK CZŁONKIEM EUROPEJSKIEJ AKADEMII NAUK I SZTUK PIĘKNYCH

Europejska Akademia Nauk i Sztuk Pięknych (European Academy of Sciences and Arts, EASA), jedna z najbardziej prestiżowych organizacji naukowych i artystycznych w Europie, zaprosiła w swoje szeregi profesora Jacka Namieśnika, rektora Politechniki Gdańskiej. – Możliwość działania w Akademii zalicza się do największych wyróżnień, jakie mogą spotkać naukowca w naszej części świata. To dla mnie ogromny zaszczyt – mówi profesor Namieśnik. EASA powstała w 1990 roku. Zrzesza ponad 2000 najwybitniejszych naukowców i artystów z całej Europy, wśród których jest 31 laureatów Nagrody Nobla. Akademia stawia sobie za cel analizę i rozwiązywanie problemów stojących przed społecznością europejską we współpracy z przedstawicielami władz, wyznań i religii. Współpracuje z nią sześć instytutów, prowadzi ona również swój własny uniwersytet – Alma Mater Europaea z siedzibą w austriackim Salzburgu. Do European Academy of Sciences and Arts należy 31 Polaków. W tym gronie są m.in. profesorowie Jerzy Buzek, Krzysztof Penderecki, Andrzej Zoll i Jerzy Woźnicki. W 2015 r. wiceprezesem EASA został ówczesny prezes Polskiej Akademii Nauk prof. Michał Kleiber. 12.12.2017 / fot. KFP
  • aktualnych propozycji: 10406
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2017 KFP