logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 11001
Dobiega końca przebudowa drogi powiatowej nr 1930G relacji Lniska – Niestępowo – Gdańsk na kilometrowym odcinku w miejscowości Sulmin. W poniedziałek rozpoczęło się asfaltowanie. Jeśli aura nie będzie kaprysić, prace potrwają do 31 lipca. To jedna z tych inwestycji powiatowych, na jakie czeka się latami. – Mieliśmy drogę ułożoną z płyt jumbo – od centrum miejscowości do granicy z Otominem, czyli do miejsca, gdzie zaczyna się słynny już chyba odcinek leśny, który po wielu latach naszych starań udało się przebudować w ubiegłym roku. Teraz możemy mówić o kontynuacji, acz warto podkreślić, że inwestycja na tym ostatnim już odcinku drogi pozbawionym nawierzchni bitumicznej powstaje wyłącznie dzięki Starostwu Powiatowemu w Kartuzach, które pozyskało na ten cel dofinansowanie rządowe z tzw. schetynówek. Odcinek leśny był wspólnym dziełem dwóch powiatów – gdańskiego i kartuskiego, gminy Kolbudy, miasta i gmina Żukowo, oraz miasta Gdańsk – wyjaśnia nam Lidia Cendrowska, sołtys Sulmina.
Wykonawcą robót prowadzonych w Sulminie jest kartuski Dromos. Firma daje na swoje prace 10-letnią gwarancję. Łączny koszt przebudowy wynosi ponad 2,3 mln złotych. Dofinansowanie z programu rozwoju gminnej i powiatowej infrastruktury drogowej to ponad 1,3 mln zł. Inwestycja obejmuje m.in. wymianę nawierzchni na bitumiczną dostosowaną do przyjętej kategorii obciążenia ruchem KR3 (trzy warstwy asfaltu), budowę chodników, utwardzonych poboczy, wyspy spowalniającej ruch na wjeździe do miejscowości oraz azylu dla pieszych (wyspa dzieląca o szerokości 2,50 m) wraz z wyniesieniem na wysokości przystanku autobusowego. 18.07.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP

Kierowcy otworzyli nową drogę z Sulmina do Otomina
Przed Sądem Okręgowym w Gdańsku rozpoczął się proces w sprawie naruszenia praw autorskich twórców wystawy głównej w Muzeum II Wojny Światowej. Pozew przeciwko obecnym władzom placówki złożyli pod koniec stycznia odwołany przez ministra Glińskiego wiosną ub.r. dyrektor Paweł Machcewicz, byli wicedyrektorzy Janusz Marszalec i Piotr Majewski oraz były szef działu naukowego Rafał Wnuk. Chodzi o zmiany wprowadzane na ekspozycji przez następcę Machcewicza – Macieja Nawrockiego i jego współpracowników od jesieni 2017 roku. Twórcy scenariusza wystawy domagają się przywrócenia stanu pierwotnego ich dzieła – m.in. usunięcia wprowadzonego tu przez ekipę Nawrockiego filmu „Niezwyciężeni” produkcji IPN i przywrócenia usuniętego motywu muzycznego „The House of the Rising Sun” zespołu The Animals – przeprosin za wprowadzenie zmian bez zgody autorów oraz wpłacenia 10 tys. zł na cel społeczny. – Uważamy, że wystawa Muzeum II Wojny Światowym jest dobrem ogólnonarodowym i ogólnospołecznym. Bronimy jej przed ingerencją polityczną, która prowadzi do niszczenia wystawy stworzonej w ciągu ośmiu lat pracy przez najwybitniejszych polskich i światowych historyków. Uważamy, że setki tysięcy – a nawet w następnych latach miliony – kolejnych zwiedzających, z Polski i zagranicy, powinny mieć szansę zapoznać się z wystawą w jej oryginalnym kształcie i wyrobić sobie na jej temat własne zdanie – podkreśla były dyrektor MIIWŚ Paweł Machcewicz.
– Domagamy się też zaprzestania oszczerstw kierowanych wobec naszej czwórki, ale nie tylko, ponieważ liczba kuratorów wynosi 20 osób i oni również są dotknięci, choć nie mówią o tym głośno. Solidaryzują się z nami i naszym protestem. Nie uważamy, że nie można ruszyć tej wystawy palcem. Uważamy, że ekspozycja może być zmieniana, jeśli zostały popełnione błędy albo wiedza historyczna znacząco się poszerzyła. Wówczas, w uzgodnieniu z autorami, można dokonać zmian. My nie odrzucamy co do zasady wszystkich korekt. Czekamy na dialog i porozumienie – mówił dziś w sądzie były wicedyrektor MIIWŚ Janusz Marszalec. Reprezentujący Muzeum radca prawny Zbigniew Pinkalski poinformował sędziów, że pozwani domagają się oddalenia pozwu. Ich zdaniem każda wystawa muzealna na świecie jest zmieniana, tym bardziej jeśli jej treść nie odpowiada tym, którzy ją sfinansowali. Kolejna rozprawa w październiku. Jednym ze świadków w procesie ma być wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński. 18.07.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Gdańsk. Pożar w stoczni Nauta. 17.07.2018 fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Na nowo budowanym moście zwodzonym na Wyspie Sobieszewskiej w poniedziałek rano rozpoczął się montaż dwóch przęseł, które pod koniec ubiegłego tygodnia dotarły tu drogą wodną z Gdyni. Operacja nasuwania na przyczółki stalowych elementów ważących po 320 ton potrwa około dwóch tygodni (przy łaskawości aury). Jako pierwsze montowane jest przęsło od strony Sobieszewa. Most ma być przejezdny we wrześniu tego roku. – Rozpoczyna się jeden z najważniejszych momentów. Trzeba bardzo precyzyjnie naprowadzić przęsła na elementy mocowania. To wszystko musi być zgrane co do milimetra. Naszym przeciwnikiem jest wiatr. Prace prowadzimy na wodzie, gdzie dużą rolę odgrywają siła wiatru i fala – mówi Włodzimierz Bartosiewicz, szef Dyrekcji Rozbudowy Miasta Gdańska, która prowadzi tę inwestycję. Kiedy montaż przęseł dobiegnie końca, na moście rozpocznie się montowanie elementów automatyki. Potem będzie dobry miesiąc na próby i działania związane z uruchomieniem obiektu. Zaawansowane są także prace związane z wykonaniem układu drogowego w pobliżu budowanego obiektu. – Bardzo się cieszę, że mieszkańcy Wyspy i wszyscy gdańszczanie będą mogli już niedługo podziwiać tę konstrukcję. Będziemy mieli piękny most prowadzący na Wyspę Sobieszewską, naszą gdańską perełkę. Dzięki tej inwestycji będzie ona lepiej skomunikowana. A gotowy obiekt już w listopadzie nazwiemy Mostem Niepodległości – mówi prezydent miasta Paweł Adamowicz. Nowa przeprawa będzie mieć 173 m długości, ze skrzydłami – 181,5 m. Czas otwierana wyniesie 150 sekund. Koszt inwestycji to ponad 59 mln zł. 16.07.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Inicjatywa obywatelska Odpowiedzialny Gdańsk apeluje do wojewody pomorskiego o podjęcie postępowania nadzorczego wobec przyjętego niespełna trzy tygodnie temu przez Radę Miasta Modelu na Rzecz Równego Traktowania. W poniedziałek przedstawiciele środowisk katolicko-prawicowych przekazali Dariuszowi Drelichowi oficjalne pismo w tej sprawie. Odpowiedzialny Gdańsk powołuje się m.in. na opinię ekspertów z Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, który zbiera podpisy pod petycją ,,Ochrońmy Gdańsk przed ideologią gender!” z apelem do wojewody o wykorzystanie przysługujących mu uprawnień i skontrolowanie uchwały pod względem jej legalności i sposobu realizacji zadań gminy. Petycję podpisało dotychczas blisko 1200 osób. – Zelektryzowała nas wiadomość, że Rada Miasta Gdańsk przyjęła uchwałę, która pod pozorem walki z dyskryminacją zapewnia szerokie przywileje dla środowisk LGBT, wprowadza ideologię gender i permisywną edukację seksualną w szkołach (...) Ten dokument poważnie narusza polskie prawo, i to nie tylko w kwestiach dotyczących edukacji czy wolności obywatelskich. Projekt bezprawnie narzuca określony sposób działania ośrodkom samorządowym, ale także i instytucjom religijnym. Jest to dokument błędny i niezwykle szkodliwy, dlatego musimy skutecznie przeciwdziałać jego wprowadzeniu – przekonuje Jerzy Kwaśniewski, prezes Instytutu Ordo Iuris.
W podobnym tonie wypowiadał się dzisiaj przed siedzibą Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego Przemysław Majewski z Kongresu Nowej Prawicy. – Prosimy wojewodę o podjęcie kroków w postaci postępowania nadzorczego. Mamy nadzieję, że pan wojewoda przychyli się do naszej prośby, a w konsekwencji uchyli w części lub całości tę uchwałę – przekazał dziennikarzom. Marek Skiba z Obywatelskiego Gdańska, przywołując List św. Pawła do Rzymian, przypominał, że nie na próżno władza świecka nosi miecz („Wierzymy, że wojewoda jest władzą praworządną i że nie zawaha się użyć miecza swej władzy w stosunku do Modelu na Rzecz Równego Traktowania”). Waldemar Jaroszewicz, przewodniczący zarządu Oddziału Okręgowego Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana” w Gdańsku, dodawał, że apel o uchylenie uchwały ma poparcie parlamentarzystów PiS, min. senatora Antoniego Szymańskiego i posła Jana Klawitera.
Wojewoda ma czas na podjęcie postępowania nadzorczego do 28 lipca.16.07.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Budowa wiaduktu Biskupia Góra w Gdańsku wkracza w kolejną fazę. Inwestycja ma już za sobą etap badań archeologicznych, które zaowocowały odkryciem pochodzących z XVII wieku kazamatów Bastionu Wiebego oraz fragmentów średniowiecznej Baszty Nowej. Jak poinformowała Dyrekcja Rozbudowy Miasta Gdańska, zabytkowe obiekty zostaną zachowane i wyeksponowane. By ochronić dziedzictwo historyczne Gdańska, wprowadzono do projektu inwestycji poprawki, które co prawda zmienią liczbę miejsc parkingowych przy ul. Okopowej oraz układ drogowy ul. Nowe Podwale Grodzkie, nie wpłyną jednak na powstający wiadukt. Ekipy budowlane przystępują właśnie do prac związanych z rozbiórką istniejącej nawierzchni drogowej oraz budową kanalizacji deszczowej. W kolejnym etapie wykonana zostanie nowa nawierzchnia jezdni wraz z podbudowami oraz chodnikiem i dwiema zatokami autobusowymi. Z tego powodu w nocy z niedzieli na poniedziałek do końca września zamknięty został dla ruchu odcinek ulicy Zaroślak między budynkiem nr 21 a budynkiem nr 10 przy ul. Spadzistej (na wysokości mostku). Objazd w kierunku dzielnicy Chełm prowadzi Traktem św. Wojciecha, z którego zjeżdżamy w prawo na kładkę nad kanałem Raduni w rejonie stacji benzynowej Ochman (około 400 m od istniejącego skrzyżowania Traktu Św. Wojciecha z ul. Zaroślak), by włączyć się do ruchu na ul. Zaroślak w pobliżu skrzyżowania z ul. Stoczniowców. W kierunku Śródmieścia jedziemy ulicami Cienistą i Sikorskiego oraz Aleją Armii Krajowej do węzła Groddecka lub Unii Europejskiej. Ruch pieszy odbywa się po tymczasowym chodniku przy ul. Spadzistej wzdłuż budynku nr 10 oraz ul. Kaznodziejskiej. Dojście do ul. Zaroślak wytyczono przy budynku nr 5 na ul. Spadzistej. 16.07.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
22. FETĘ w Gdańsku zamknęły „Dzieci Rewolucji”. Mimo że finałowy spektakl zagrany przez Teatru Ósmego Dnia z Poznania publiczność przyjmowała z mieszanymi uczuciami – spora część widzów opuściła przepełnione boisko przy ul. Jałmużniczej w trakcie przedstawienia – ostatni dzień Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Plenerowych i Ulicznych był naprawdę udany. Pogoda wymarzona, tłumy gości odwiedzających Dolne Miasto i Stare Przedmieście, bogaty wybór spektakli – od przejmujących, nastrojowych opowieści po kolorowe, roztańczone show, jakim była w niedzielę choćby parada pt. „Słońce na wschodzie, na zachodzie księżyc. Sen o nocy letniej” w wykonaniu A3 Teatru. Byliśmy też na intymnym „Sorriso” portugalsko-niemieckiego Teatro SÓ, historii zabawnych rozbitków pt. „Castaways” zaprezentowanej przez La Industrial Teatrera z Katalonii, papierowym masażu „Massager” w wykonaniu koreańskiego Visual Theater Company CCOT oraz na spektaklu „Poza” krakowskiej Akcji Ważka, dla którego inspiracją stał się przerażający świat bez książek opisany przez Raya Bradbury'ego w powieści „Fahrenheit 451”. 15.07.2018 / fot. Anna Rezulak / KFP
Nietypowy przebieg miał VII Triathlon Gdańsk. Nie było pływania. Wodna część rywalizacji z udziałem ponad 800 zawodników i zawodniczek została odwołana ze względów bezpieczeństwa. „Otrzymane wyniki jakości wody zleconych badań nie zezwalają na przeprowadzenie zawodów z etapem pływackim” – poinformowali w niedzielę rano organizatorzy zawodów. Na kąpielisku w Brzeźnie czerwona flaga powiewa od dwóch dni. Powodem podejrzenie przekroczenia norm zanieczyszczeń. Chodzi o bakterie E. coli. Ze względu na jakość wody, zarówno sobotni triathlon dla dzieci, jak i niedzielna rywalizacja seniorów zostały przeprowadzone w formule bieg-rower-bieg. Dzisiejsze zmagania rozpoczynał bieg na dystansie 5 km ze startem na plaży w Brzeźnie (zamiast pływackiego dystansu 1500 m). Potem była 40-kilometrowa jazda na rowerze, a w ostatniej części zawodników czekała rywalizacja na 10-kilometrowej trasie biegowej. Jako pierwszy linię mety usytuowaną na brzeźnieńskim molu minął gdańszczanin Bartosz Banach, powtarzając tym samym sukces z ubiegłego roku. Czas zwycięzcy: 1 godzina 57 minut i 48 sekund. Z 2,5-minutową stratą do triumfatora, jako drugi finiszował Michał Czapiński z Redy, a trzecie miejsce zajął sopocianin Jakub Ruciński (02:01:24). Wśród pań najlepsza była mieszkanka Straszyna Katarzyna Kaczkowska (02:18:08), wyprzedzając Ewę Lemke z Gdyni (02:21:54) i Aleksandrę Sypniewską-Lewandowską z Sopotu (02:22:55), która na najniższym stopniu podium stanęła także przed rokiem. 15.07.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
W nocy z soboty na niedzielę, w wieku 88 lat zmarł Roman Korynt, legenda gdańskiej Lechii, reprezentant kraju, jeden z najlepszych polskich piłkarzy lat 50. Grał w słynnym, zwycięskim meczu z ZSRR na Stadionie Śląskim.
Roman Korynt urodził się w Tczewie 12 października 1929 roku. Karierę sportową rozpoczynał na ringu bokserskim. W latach 1946-47 był mistrzem Wybrzeża w wagach lekkiej i półśredniej. Grał już wtedy w piłkę w Gromie Gdynia. Z Lechią związał się w1953 roku. Występował w niej przez 15 lat, rozgrywając w biało-zielonych barwach 240 meczów. 35-krotnie reprezentował Polskę (lata 1952-59), w kilku spotkaniach pełnił funkcję kapitana drużyny narodowej. Był wtedy uznawany za jednego z najlepszych stoperów nie tylko w kraju, ale i w Europie. Z Lechią sięgnął w ekstraklasie po brązowe medale (1956 r.). Rok wcześniej był finalistą Pucharu Polski. Dwukrotnie zdobywał Złote Buty w plebiscycie „Sportu” (1959 i 1960 r.). Odznaczony m.in. Krzyżem Kawalerskim i Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Pracował również jako trener z drużynami młodzieżowymi Lechii. W 2014 roku został przyjęty do Klubu Wybitnego Reprezentanta Polski, a rok później wygrał wraz ze Zdzisławem Puszkarzem plebiscyt na Piłkarza 70-lecia Lechii Gdańsk. 15.07.2018 / fot. KFP
Bomba poszła w górę w sobotnie popołudnie. Podobnie będzie dzisiaj oraz w kolejny weekend – 21 i 22 lipca. Przez cztery wyścigowe dni na sopockim Hipodromie miłośnicy sportu jeździeckiego obejrzą 27 gonitw z udziałem pięknych koni pełnej krwi angielskiej, czystej krwi arabskiej, a także kłusaków francuskich. W oba weekendy Hipodrom zaprasza od godziny 15 do 19. Wstęp na wyścigi jest bezpłatny. Totalizator przyjmuje zakłady. Za najprostszy zapłacimy 5 złotych.
Wyścigi konne to tradycja starsza niż sam Sopot – pierwsze gonitwy odbywały się na terenie dzisiejszego Hipodromu już w 1898 r. Dziś jest to jedyna w swoim rodzaju impreza, która łączy tę najbardziej widowiskową dyscyplinę jeździecką z licznymi atrakcjami dla publiczności. Na gości czekają tu m.in. piknik familijny, food trucki i stoiska handlowe. Nieodłączną tradycją wyścigów konnych są eleganckie stroje i kapelusze, a także konkurs na najpiękniejsze nakrycie głowy, w którym mogą wziąć udział nie tylko panie. Ta część widowiska dopiero przed nami – konkurs odbędzie się w niedzielę 22 lipca. 14.07.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
  • aktualnych propozycji: 11001
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2018 KFP