logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje Newsletter

  • aktualnych propozycji: 10400

ŚWIĄTECZNE ILUMINACJE W SŁUPSKU I PELPLINIE

Słupsk mógł dotychczas oglądać coś takiego tylko w innych miastach. Park przy ul. Sienkiewicza mieniący się światełkami ponad 130 tysięcy ledowych lampek wygląda bajecznie. Świąteczne iluminacje nawiązują do klimatów i stylu z czasów, w których żył i tworzył patron tego miejsca. Wrażenie na publiczności robią zarówno XIX-wieczne stroje świetlnych postaci, jak i i mieniące się żółtymi i fioletowymi barwami elementy architektury ogrodowej. Bodaj największą uwagę przyciąga fontanna z migającymi imitacjami strumieni wody. Przed pomnikiem Sienkiewicza stanęło z kolei 4,5-metrowe serce opatrzone nazwą miasta. Pelplin także jest dumny ze swojego wizerunku w świątecznej oprawie. Iluminację w postaci nazwy i herbu miasta od kilku dni można podziwiać tutaj przy palcu Grunwaldzkim. 14.12.2017 / fot. Krzysztof Mania / KFP, Krzysztof Tomasik / KFP

NIE ŻYJE YACH PASZKIEWICZ

Nie żyje Yach Paszkiewicz, ojciec polskiego teledysku. Reżyser blisko pół tysiąca klipów do utworów rodzimych muzyków zmarł 13 grudnia w Gdańsku po ciężkiej chorobie. Miał 59 lat. Współpracował z takim artystami i zespołami jak: De Mono, Kult, Kazik Staszewski, Apteka, Maciej Maleńczuk, Wojciech Waglewski, Golden Life, Hey, Budka Suflera, Formacja Nieżywych Schabuff, Bielizna, Big Cyc, Czarno-Czarni czy Majka Jeżowska.Urodził się w 4 września 1958 roku w Bydgoszczy. Zanim przeniósł się na dobre do Trójmiasta, w rodzinnym mieście stawiał pierwsze kroki jako reżyser. Pracował również w Toruniu jako plastyk w klubie studenckim Od Nowa. Ukończył tamtejszy Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. W Bydgoszczy debiutował w 1989 roku ze swoim Festiwalem Polskich Wideoklipów Yach Film. Dwa lata później festiwalowa gala odbywała się już w Gdańsku. Impreza organizowana przez Yacha i jego żonę Magdę Kunicką (zmarła w listopadzie 2015 r.) szybko stała się jednym z najważniejszych wydarzeń w polskim show-biznesie. W pełnych rozmachu galach finałowych uczestniczyły takie gwiazdy jak T.Love, Kult, Varius Manx, Maanam i Cool Kids of Death, Lech Janerka, Reni Jusis, Maryla Rodowicz, Grzegorz Skawiński, Ryszard Rynkowski, Anna Maria Jopek, Kayah czy Michał Wiśniewski. W tym roku Yachy wręczono po raz pierwszy w Opolu. Paszkiewicz uczestniczył w pracy jury, ale na rozdaniu nagród nie mógł być. Ciężko chorował. W minioną sobotę na „antygali” Niezależnej Niezależnej Nagrody Muzycznej Doki w Gdańsku czekała na niego statuetka Starego Palnika dla najbardziej zasłużonych twórców związanych z trójmiejską sceną muzyczną. 13.12.2017 / fot. KFP

ULICA PREZYDENTA LECHA KACZYŃSKIEGO W GDAŃSKU

Zamiast Dąbrowszczaków ulica prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Zmienią się tablice także na sześciu innych gdańskich ulicach. Stanisława Sołdka zastąpi Kazimierz Szołoch, Wincentego Pstrowskiego – Henryk Lenarciak, Józefa Wassowskiego – Anna Walentynowicz, Mariana Buczka – Jan Styp-Rekowski, Leona Kruczkowskiego – Ignacy Matuszewski, a Franciszka Zubrzyckiego – Feliks Selmanowicz „Zagończyk”.
Wojewoda pomorski Dariusz Drelich podpisał dziś siedem zarządzeń zastępczych w sprawie zmian nazw ulic w Gdańsku. Zgodnie z ustawą dekomunizacyjną samorządy gminne miały na to czas do 2 września br. Po konsultacjach z mieszkańcami władze Gdańska nie zdecydowały się przemianowanie nazw wskazanych przez Instytut Pamięci Narodowej, wobec czego obowiązek ten przeszedł na wojewodę. O swoich decyzjach Dariusz Drelich poinformował na dzisiejszej konferencji prasowej. W spotkaniu z dziennikarzami uczestniczyli także dyrektor gdańskiego oddziału IPN Mirosław Golon oraz dyrektor Muzeum II Wojny Światowej Karol Nawrocki.
Mirosław Golon wyjaśniał, dlaczego odchodzą dotychczasowi patroni. – Pamiętajmy, że ulica gloryfikuje, ulica wyróżnia bardzo chwalebnie daną postać, zdarzenie czy instytucję. Upamiętnia w sposób szczególnie wyróżniający. Dąbrowszczacy... Nie mówimy o wojnie domowej w Hiszpanii. „Dąbrowszczacy” mieli upamiętniać konkretną grupę komunistycznych działaczy i aktywistów, którzy po 1945 roku pomagali budować, a następnie utrwalać stalinowską Polskę (…) Większość z nich pracowała w aparacie komunistycznym, i to nie na szeregowych stanowiskach. Albo byli pracownikami informacji wojskowej, albo pracowali na średnim lub wyższym szczeblu w aparacie bezpieczeństwa, albo w służbie więziennej – tej stalinowskiej, okrutnej, albo pracowali w Milicji Obywatelskiej, albo w etatowym aparacie partyjnym, czasami w propagandzie (…) Dąbrowszczaków obronić się nie da.
Postać Mariana Buczka bywała czasami zafałszowywana. Sam fakt śmierci w dramatycznych okolicznościach wojennych nie jest tą przesłanką do specjalnej gloryfikacji. Marian Buczek był przede wszystkim bardzo aktywnym działaczem komunistycznym, który przygotowywał budowę Polski stalinowskiej i działał w ugrupowaniu, które było antynarodowe. Wincenty Pstrowski – znowu mamy tego typu sytuację jak u Buczka. Sama śmierć, nawet w jakichś okolicznościach nadzwyczajnych, nie jest przepustką do gloryfikacji. Pstrowski firmuje nieprawdopodobny, skandaliczny sposób organizacji pracy, włączając się do sowieckiego modelu wymuszania aktywności zawodowej i zwiększonej wydajności bez normalnych narzędzi, które temu służą. Ten wyścig pracy był skandaliczny, miliony Polaków na tym cierpiały. Pstrowski, jako doświadczony i wykwalifikowany robotnik, nie mógł nie wiedzieć, w czym uczestniczy.
Leon Kruczkowski pióro pokazał dobre, tylko że sama ranga literacka nie daje gwarancji uznania kogoś za osobę godną propagowania jej wizerunku jako pewnego wzorca. Przez kilkanaście lat po wojnie, w okresie najbardziej okrutnym, najbardziej brutalnym, gdy wielu twórców musiało zamilknąć i pogodzić się z tym, że ich dzieła się nie ukazywały lub były cenzurowane, Kruczkowski robi ogromną karierę i tak naprawdę współfirmuje działania represyjne, funkcjonowanie stalinowskiej cenzury, ograniczanie dostępu. Stanisław Sołdek... Pamiętajmy, że decyzja pana wojewody nie dotyczy obiektu muzealnego, jakim jest pierwsza jednostka morska wybudowana po wojnie w Polsce i nazwana jego imieniem. Nikt tego nie będzie zmieniał. Problem z Sołdkiem dotyczy okresu już po zbudowaniu statku, kiedy dobrze wykwalifikowany stoczniowiec wybiera karierę i realizuje ją w najgorszym, stalinowskim czasie. Już w pierwszej połowie lat 50. wchodzi do kierowniczych gremiów rządzących województwem gdańskim, m.in. w skład Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Staje się tak naprawdę komunistycznym dygnitarzem w branży stoczniowej i komunistycznym aktywistą w zakresie propagowania funkcjonowania systemu. Józefa Wassowskiego należy traktować przede wszystkim jako propagandystę. Pełnienie funkcji prezesa Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej w latach 1944-45 dyskwalifikuje go jako bohatera, patrona i jako wzorzec do naśladowania. Ta masowa organizacja odgrywała nieprawdopodobnie złą rolę. To TPPR zajmowało się promocją wizerunku Związku Sowieckiego, w którym nie było zbrodni tego państwa (…) Ktoś, kto brał w tym udział, ukrywał zbrodniarzy. Franciszek Zubrzycki, postać związana z II wojną światową, przede wszystkim jest budowniczym polskiego ruchu komunistycznego. Zubrzycki czy Buczek to są ludzie, którzy budowali kadrowy trzon dla stalinowskiej Polski, dla zniewolenia i represji – wyjaśniał dyrektor gdańskiego oddziału IPN.
Dzisiejsze decyzje wojewody komentuje na swoim profilu facebookowym prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. - Wojewoda Drelich bez rozmów z mieszkańcami, ani pytania ich o zdanie - choć takie próbowali wyrażać - zapowiedział zmianę nazw 8 ulic w Gdańsku poprzez tzw dekomunizację. Dąbrowszczaków miałby zastąpić Lech Kaczyński, Wassowskiego Anna Walentynowicz, a Zubrzyckiego Feliks Selmanowicz „Zagończyk”.
Niestety dialog wojewodzie jest obcy, dlatego razem z radnymi miasta będziemy pytać mieszkańców, których zmiana miałaby dotyczyć, czy nowe nazwy im odpowiadają, czy też chcieliby zamienić je na inne. Nazwy ulic Rada Miasta może bowiem zmienić, a na rozwiązania siłowe, bez dialogu się nie godzimy. Zgodnie z prawem miejscowym wnioski w sprawie nadania nazwy mogą być zgłoszone przez organy miasta Gdańska, grupę 5 radnych, komisję Rady Miasta, grupę 50 mieszkańców, instytucje i organizacje mające siedzibę w Gdańsku.
Co ciekawe, wojewoda swoje zarządzanie wydał, bądź wyda (bo na razie go nie otrzymaliśmy) już po terminie. Miał na to czas bowiem do 2 grudnia. Kolejny falstart to nazwanie ulicy im. Anny Walentynowicz. W naszym mieście jest skwer jej imienia, a nazwy, zgodnie z uchwałą, nie mogą się dublować. Ale to już na marginesie - pisze Adamowicz. 13.12.2017 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

PROFESOR NAMIEŚNIK CZŁONKIEM EUROPEJSKIEJ AKADEMII NAUK I SZTUK PIĘKNYCH

Europejska Akademia Nauk i Sztuk Pięknych (European Academy of Sciences and Arts, EASA), jedna z najbardziej prestiżowych organizacji naukowych i artystycznych w Europie, zaprosiła w swoje szeregi profesora Jacka Namieśnika, rektora Politechniki Gdańskiej. – Możliwość działania w Akademii zalicza się do największych wyróżnień, jakie mogą spotkać naukowca w naszej części świata. To dla mnie ogromny zaszczyt – mówi profesor Namieśnik. EASA powstała w 1990 roku. Zrzesza ponad 2000 najwybitniejszych naukowców i artystów z całej Europy, wśród których jest 31 laureatów Nagrody Nobla. Akademia stawia sobie za cel analizę i rozwiązywanie problemów stojących przed społecznością europejską we współpracy z przedstawicielami władz, wyznań i religii. Współpracuje z nią sześć instytutów, prowadzi ona również swój własny uniwersytet – Alma Mater Europaea z siedzibą w austriackim Salzburgu. Do European Academy of Sciences and Arts należy 31 Polaków. W tym gronie są m.in. profesorowie Jerzy Buzek, Krzysztof Penderecki, Andrzej Zoll i Jerzy Woźnicki. W 2015 r. wiceprezesem EASA został ówczesny prezes Polskiej Akademii Nauk prof. Michał Kleiber. 12.12.2017 / fot. KFP

154 MIESZKANIA W 4 NOWYCH BUDYNKACH TBS W GDAŃSKU

Prezydent Miasta Gdańska, Paweł Adamowicz przekazał klucze pierwszym lokatorom mieszkań komunalnych wybudowanych w nowym budownictwie przy ul. Piotrkowskiej. Oddano do użytku 154 mieszkania wybudowane przez Towarzystwo Budownictwa Społecznego „Motława" oraz Gdańskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego. - Zdajemy sobie sprawę z potrzeb mieszkaniowych gdańszczan, i bardzo aktywnie staramy się im sprostać – mówi prezydent Gdańska Paweł Adamowicz – Dziś oddajemy 154 nowe mieszkania, wybudowane przez spółki miejskie, do których już wprowadzają się lokatorzy. Celem, który przyświeca naszym dotychczasowym, jak i przyszłym działaniom, jest zwiększenie dostępu do mieszkań dla osób potrzebujących wsparcia. Obie inwestycje zlokalizowane są przy ul. Piotrkowskiej na Ujeścisku. Towarzystwo Budownictwa Społecznego „Motława" Sp. z o.o. w listopadzie 2017 r. zakończyło budowę 2 budynków wielorodzinnych ze 110 mieszkaniami o powierzchni użytkowej mieszkań prawie 5 tys. m2 i 30 garażami. Budynki zostały zrealizowane w systemie „pod klucz" i wyposażone w windy. Znajdują się tam mieszkania jedno-, dwu- i trzypokojowe. Do każdego mieszkania przypisana jest komórka lokatorska. Koszt inwestycji wyniósł około 15,9 mln zł z czego 14,3 mln zł to wkład gminy Miasto Gdańsk. Natomiast 7,152 mln zł to kwota bezzwrotnego wsparcia z Funduszu Dopłat. Budynki są kolejnymi z 10 zaprojektowanych na terenie objętych inwestycją. W ubiegłym roku TBS „Motława" oddała do użytkowania 2 budynki z 85 mieszkaniami. W listopadzie 2017 r. spółka rozpoczęła realizację III etapu osiedla – budynku z 55 mieszkaniami. Druga inwestycja oddana do użytku została zrealizowana przez Gdańskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego Sp. z o.o. i jest zlokalizowana przy ul. Piotrkowskiej 45 i 47, po drugiej stronie ulicy. To dwa budynki po 22 mieszkania liczące od dwóch do czterech pokoi. Inwestycja zrealizowana „pod klucz" tj. w pokojach znajdują wykładziny dywanowe, w kuchni wykładzina PCV, kuchenka elektryczna i zlewozmywak, w łazience glazura i terakota oraz wanna, umywalka i WC. Koszt realizacji wyniósł 9, 2 mln zł brutto. Inwestycja została sfinansowana przy bezzwrotnym wsparciu z Funduszu Dopłat w kwocie 3,625 mln zł co stanowi 45% kosztów kwalifikowanych przedsięwzięcia. Budynki realizowane są w ramach wieloletniego „Programu budowy mieszkań czynszowych na potrzeby Miasta Gdańska, dofinansowanych z Funduszu Dopłat z wydzieleniem mieszkań socjalnych z zasobu gminy". W latach 2015-2018 spółki GTBS i TBS „Motława" wybudowały łącznie 589 mieszkań. Oprócz tego w miasto Gdańsk wzbogaciło się o 110 mieszkań znajdujących się w domu ekologicznym ul. Dolne Młyny. Do puli mieszkań społecznych należy doliczyć również 40 pozyskanych w programie budownictwa czynszowego. Kolejną formą jest zamiana na nieruchomości gruntowe – od 2015 r. pozyskano w ten sposób 263 mieszkania. Oprócz budowania mieszkań w nowym budownictwie, miasto Gdańsk przeznacza duże środki na remonty mieszkań komunalnych. - Od początku kadencji wyremontowaliśmy 720 mieszkań. To pokazuje, że miasto Gdańsk konsekwentnie prowadzi działania zmierzające do zapewnienia potrzeb lokalowych naszych mieszkańców i pozyskuje je z różnych źródeł. Budujemy nowe obiekty, ale również zależy nam, aby istniejący zasób mieszkań był wykorzystywany w efektywny sposób. Do końca kadencji planowane jest wyremontowanie i oddanie do użytku łącznie blisko tysiąca mieszkań – mówi Piotr Grzelak, zastępca prezydenta ds. polityki komunalnej. 12.12.2017 fot. Krzysztof Mystkowski / KFP

„MUZEUM” PROFESORA PAWŁA MACHCEWICZA NA SALONIE MŁODOPOLSKIM W SOPOCIE

Pomysłodawca, współtwórca i pierwszy dyrektor Muzeum II Wojny Światowej profesor Paweł Machcewicz napisał książkę o tym, jak przez osiem lat budował tę instytucję, jak jej bronił i jak w końcu został z niej zwolniony po decyzji wicepremiera i ministra kultury Piotra Glińskiego. Autor „Muzeum” spotkał się dziś z gośćmi 52. Salonu Młodopolskiego im. Arama Rybickiego w sopockim Urzędzie Miasta. Debatę z udziałem profesora Pawła Machcewicza oraz profesor Ewy Manikowskiej, historyka sztuki i muzealniczki specjalizującej się w zagadnieniach dziedzictwa kulturowego i kształtowania tożsamości zbiorowych w Europie Wschodniej, poprowadził redaktor Lech Parell z portalu gdansk.pl. Nie brakowało pytań o przyszłość MIIWŚ, był też też czas na podpisywanie książek. Machcewicz wyjawił czytelnikom, że od chwili, kiedy przestał być dyrektorem gdańskiego muzeum, odwiedził je tylko raz, w połowie listopada br. Zobaczył nowy film zamykający wystawę stałą – produkcję IPN pt. „Niezwyciężeni” i poczuł się zdruzgotany. – Ta zamiana jest bardzo drastyczna. Towarzyszyło mi przykre uczucie gwałtu dokonującego się na naszej pracy. Ale trzeba iść do muzeum, warto iść, bo niewykluczone, że to są ostatnie miesiące, kiedy można jeszcze zobaczyć w większej części to, co stworzyliśmy – zachęcał były dyrektor MIIWŚ. Jaka przyszłość rysuje się przed placówką, którą profesor Manikowska kilkakrotnie nazwała podczas dzisiejszej debaty wzorcową, utożsamiając ją ze spełnieniem marzeń twórców polskiego muzealnictwa? Jak przekonywała, jest to pierwsza w pełni udana próba stworzenia muzeum wedle nowych standardów, które dopiero się kształtują, i to nie tylko z myślą o tym, jak teraz się mówi o dziedzictwie czy historii, ale także mając na względzie to, jak się będzie mówić w przyszłości. Czy obecne kierownictwo MIIWŚ odejdzie od tych standardów? – Wiele już się wydarzyło. Muzeum stało się de facto przybudówką jednej partii politycznej. Ja to tak odbieram. Instytucja, która stworzyła całą sieć międzynarodowych kontaktów z najpoważniejszymi muzeami na świecie, która organizowała debaty z udziałem najwybitniejszych światowych intelektualistów, wydawała książki, które otrzymywały wiele nagród, teraz właściwie jest jakąś karykaturą tego, co tworzyliśmy. Wystawa wciąż w większej części jest nasza. Nie tak łatwo ją zmienić. Oczywiście to będzie się działo. Mogę tylko zadeklarować, że wspólnie z trzema autorami – moim byłymi zastępcami Januszem Marszalcem i Piotrem Majewskim oraz Rafałem Wnukiem przygotowujemy pozew przeciwko nowemu dyrektorowi na gruncie praw autorskich. Wystawa jest dziełem objętym prawami autorskimi. To tak jak z książką. Nie można z niej wyrwać kilkunastu stron, dopisać kilkanaście zupełnie nowych i twierdzić, że to jest ciągle to samo dzieło. Oczywiście o wszystkim rozstrzygać będą sądy. Mam nadzieję, że to będą wciąż niezawisłe sądy – mówił dziś w sopockim magistracie profesor Machcewicz. 11.12.2017 fot. Mateusz Ochocki / KFP

IDZIE ZIMA

Na razie to wciąż jedynie podchody. Po nocnych i porannych opadach śniegu w Trójmieście nie ma już prawie śladu. Przy temperaturze powietrza od 3 do 5 stopni C cienka biała pokrywa szybko znika. Po południu na Pomorzu możemy spodziewać się lekkich opadów deszczu ze śniegiem. W nocy już tylko deszcz. Mrozu nie będzie. 11.12.2017 / fot. Mateusz Ochocki / KFP, Adam Kiedrowski / Nowepomorze / KFP

OBROŃCY WOLNYCH SĄDÓW MANIFESTOWALI W GDAŃSKU

Przed siedzibą Sądu Okręgowego w Gdańsku znowu słychać było okrzyki „Wolne sądy! Wolne wybory! Wolna Polska!”. W niedzielny wieczór przeciwko ustawom o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym przyjętym przed dwoma dniami przez większość sejmową protestowało tu blisko 200 osób. Manifestację zorganizowali Obywatele RP wspierani przez pomorski Komitet Obrony Demokracji i ruchy miejskie. – Chociaż nie jest najcieplej, to wiemy, po co tutaj jesteśmy. Władza mówi: „Do Krajowej Rady Sądownictwa będą wybierani sędziowie, do Sądu Najwyższego także będą wybierani sędziowie, a przecież suweren może decydować o tym. Otóż, ten system będzie wymagać od sędziów orzekających w sprawach politycznych naprawdę wielkiej odwagi. Sędziowie i urzędnicy zachowują się w sposób prawy wtedy, kiedy panuje elementarna wolność. Jeśli zaczyna się niewola, jeśli jest możliwość hamowania karier i wyrzucania z zawodu, tych ludzi odważnych w sprawach politycznych nie ma tak wielu. Władza będzie mogła uderzyć w każdego, kto będzie się chciał jej przeciwstawić. Taki system znamy dobrze z przeszłości. Po 1989 roku zmieniały się rządy, zmieniały się opcje sprawujące władzę, ale nigdy nie było zamachu na demokrację, nie było nigdy zamachu na niezależność władzy sądowniczej. Teraz ten zamach następuje i dlatego naszym obowiązkiem jest tu być i mówić głośno: „Nie. Nie dopuścimy do tego” – podkreślał Aleksander Hall, przemawiając dziś gdańskim sądem. Głos zabrał także mecenas Jacek Taylor. Mówił o tym, czemu mają służyć obie ustawy. – Nazywane są reformą wymiaru sprawiedliwości. To jest nieprawda. Nic w tych ustawach nie przyśpieszy postępowań sądowych ani nie usprawni pracy wymiaru sprawiedliwości. Ustawa o Sądzie Najwyższym sprowadza się wyłącznie do czystki, do wymiany kadry i do zmiany organizacji wewnętrznej SN w sposób niesłychany. Trzeba przypomnieć, że jedną z ról Sądu Najwyższego jest orzekanie o ważności lub nieważności dokonanych wyborów w kraju... Natomiast ustawa o Krajowej Radzie Sądownictwa oddaje wybór sędziów wszystkich szczebli sądowych w ręce partii rządzącej (…) Tym samym upolitycznia się sądownictwo w Polsce. To jest skruszenie demokratycznego fundamentu Rzeczypospolitej Polskiej – oceniał działania partii rządzącej obrońca więźniów politycznych w czasach PRL. Jacek Karnowski przypominał, że władza sądownicza jest w stanie kontrolować nawet prezydenta największego mocarstwa. – U nas takiej sytuacji nie będzie. Bo kto będzie mógł skontrolować prezydenta, skoro większość parlamentarna za chwilę wybierze jeszcze Trybunał Stanu. Kto będzie mógł w końcu skontrolować prezesa, któremu się wydaje, że jest naczelnikiem państwa!? (…) Już dawno temu chyba największy zbrodniarz w dziejach powiedział, że nie jest ważne to, kto wybiera – ważne, kto liczy. I wydaje się, że teraz ponownie mamy taką sytuację, że chce się nam narzucić tego, kto chce liczyć głosy. Nie dajmy się. Przychodźmy tutaj – apelował prezydent Sopotu. Najbliższa okazja w dniu zatwierdzenia ustaw przez Senat lub „dzień po”, jeśli dobra zmiana nadejdzie nocą. We wtorek 12 grudnia (godz. 19) przeciwnicy upolityczniania wymiaru sprawiedliwości spotykają się przed siedzibą Sądu Rejonowego na placu Konstytucji w Gdyni. 10.12.2017 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP

MIKOŁAJKOWA OPERA TU! TU!

Mikołajkowymi atrakcjami oczarowała w niedzielę najmłodszych melomanów Opera Bałtycka. Na scenie dwukrotnie tego dnia gościły „Zepsute sanie Mikołaja”. Spektaklom z cyklu „Opera Tu! Tu!” dedykowanym zarówno kilkuletnim miłośnikom scenicznych dzieł muzycznych, jak i ich opiekunom, towarzyszyły gwiazdkowe warsztaty zdobienia pierników, zajęcia z charakteryzacji teatralnej oraz prezentacja przygotowana przez uczestników operowych zajęć edukacyjnych Taneczna Paczka. Atrakcją obowiązkową było wspólne zdjęcie z prawdziwym Świętym Mikołajem. Do spółki z wolontariuszami dzieciaki uplotły długi łańcuch, który zawisł na operowej choince. O słodki poczęstunek dla gości zadbały fabryka czekolady „Bałtyk” i restauracja „AïOLI”. Ta druga przygotowała m.in. małe słoiczki z łakociami i konfiturami, które można było przyozdobić wedle własnego pomysłu i podarować najbliższym. 10.12.2017 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP

SOLIDARNOŚĆ BIAŁYCH RÓŻ POD NEPTUNEM

– Sąd Okręgowy w Warszawie zadecydował, że kontrmanifestacja, którą organizują stowarzyszenia OSA i Tama, jest legalna. Wojewoda zdecydował, że nasi przyjaciele – Obywatele RP nie mogą się spotkać 100 metrów od miesięcznicy smoleńskiej, ponieważ nie i już. Natomiast są wolne sądy, które specjalnie żeby wydać taką, a nie inną decyzję, zebrały się w niedzielę, przed spotkaniami i manifestacjami, więc dzisiaj podczas przemarszu ludzi zainteresowanych tragedią smoleńską kontrmanifestacje dookoła będą miały swoje miejsce – tą informacją przekazaną przez działaczy pomorskiego KOD w niedzielny wieczór pod studnią Neptuna w Gdańsku rozpoczął się happening Solidarność Białych Róż. Ponad sto osób zebrało się tutaj, żeby wyrazić solidarność z Obywatelami RP uczestniczącymi w warszawskiej kontrmiesięcznicy na Krakowskim Przedmieściu. Większość uczestników happeningu była dziś także pod siedzibą Sądu Okręgowego w Gdańsku na manifestacji „3xW”. Na Długim Targu nie było ani flag, ani transparentów. Manifestanci przynieśli białe kwiaty. Przez ok. pół godziny trwali w milczeniu, słuchając wzniosłej muzyki. – Każdego 10 dnia miesiąca mamy do czynienia z dociskaniem nas butem do ziemi, bo chociaż sami nie jesteśmy uczestnikami warszawskich rocznic smoleńskich, to czujemy wielką niesprawiedliwość płynącą z ust jej uczestników, słyszymy ogromną ilość kłamstw i pomówień. Symbol białej róży stał się naszą bronią i niech sobie mówią co chcą, nasze róże kłują ich dotkliwie. Kolce naszych róż są wyjątkowo dokuczliwe, bo milczą i jednocześnie uwierają – przekonują organizatorzy happeningu pod Neptunem. 10.12.2017 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
  • aktualnych propozycji: 10400
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2017 KFP