logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 10920
Ulica Złotników w Gdańsku wkrótce wypięknieje. Kilka dni temu miasto ogłosiło przetarg na modernizację jezdni i chodników, które w latach 90. ubiegłego stulecia chętnie przemierzali stali bywalcy tutejszego Cotton Clubu. Dziś to miejsce zabite dechami i upstrzone bazgrołami w niczym nie przypomina słynnej „jaskini liberałów”. Być może po modernizacji i jego los się odmieni. „Złotnicy” zyskają w najbliższych miesiącach nie tylko nowe nawierzchnie trotuarów. W planach są także modernizacja sieci wodociągowej oraz rozbudowa kanalizacji deszczowej. Nowe nawierzchnie będą nawiązywać do zrealizowanej niedawno inwestycji na ul. Straganiarskiej, gdzie wykorzystano kostkę kamienną. Także chodniki będą wzorowane na tych, które w ostatnim czasie pojawiły się w Śródmieściu.  Według koncepcji przygotowanej przez urzędników, na ulicy pojawią się nowe, stylizowane latarnie,  a także ławki i stojaki rowerowe. Całości dopełnią nowo posadzone drzewa i donice z zielenią. Oferty wykonawców na realizację prac poznamy 15 maja. Jeśli procedury przetargowe przebiegać będą bez zakłóceń, remont zakończy się w październiku 2018 roku. Dyrekcja Rozbudowy Miasta Gdańska ogłosiła także przetarg na opracowanie koncepcji i dokumentacji projektowej wraz z pełnieniem nadzoru autorskiego dla ciągu komunikacyjnego Elżbietańska – Garncarska – Targ Drzewny. Dokumentacja ma być gotowa do grudnia 2018 roku. W planach są m.in. wymiana chodników, ujednolicenie latarni oraz montaż elementów małej architektury, które stylem nawiązywać mają do wykonanych już remontów na ul. Św. Ducha i Straganiarskiej. 7.05.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
Wkrótce ruszą prace przy przebudowie ul. Jabłoniowej w okolicach skrzyżowania z al. Armii Krajowej. Jest to związane z budową trasy Bulońskiej Północnej. Połączy ona dzielnice Piecki-Migowo z Jasieniem i będzie miała 2,7 km długości. Jej początek to ul. Bulońska, a koniec – ul. Jabłoniowa. W ramach inwestycji powstanie dwutorowa linia tramwajowa, która będzie przedłużeniem już istniejącej linii (jej koniec obecnie znajduje się na skrzyżowaniu ul. Bulońskiej i Myśliwskiej). Nowa Bulońska Północna przetnie m.in. ulice Stolema i Kartuską, a kończyć się będzie na wysokości skrzyżowania z ul. Warszawską i Jabłoniową. Wzdłuż nowej ulicy zaplanowano cztery przystanki komunikacji miejskiej, zlokalizowane co pół kilometra. Równolegle powstanie również ścieżka rowerowa. Tuż przed skrzyżowaniem ul. Jabłoniowej z ul.Warszawską planowa jest budowa nowej zajezdni autobusów miejskich. 7.05.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Kacper Płażyński zainicjował utworzenie komitetu społecznego, który domeną ma być opieka nad zdewastowanymi terenami dawnego klubu Gedania we Wrzeszczu. Mieszkańcy są za. Rozmawiali dziś o tym z kandydatem Zjednoczonej Prawicy na prezydenta Gdańska przed zamkniętą bramą Gedanii. Zdaniem Płażyńskiego, do połowy czerwca powinna zapaść decyzja wojewódzkiego konserwatora w sprawie wpisania terenów użytkowanych obecnie przez firmę Robyg do rejestru zabytków. – Jeżeli to się stanie, to faktyczna możliwość zabudowy tego terenu osiedlem mieszkaniowym w zasadzie przestanie być prawdopodobna. Deweloper straci instrument prawny – mówi Kacper Płażyński. Przyszłość tego miejsca – niezwykłego z punktu widzenia polskości miasta i jego symboliki tożsamości – jest też przedmiotem postępowania przygotowawczego prowadzonego przez Prokuratorię Generalną pod kątem stwierdzenie nieważności umowy użytkowania wieczystego zawartej między inwestorem a prezydentem miasta. Jeżeli dojdzie do stwierdzenia, że ta umowa już nie obowiązuje, tereny przy ul. Kościuszki wrócą do Skarbu Państwa, a tym samym do zasobów miasta.
– To postępowanie jeszcze trochę potrwa, a jak widać za naszymi plecami, pomnik polskości, miejsce naszego gdańskiego patriotycznego kultu niszczeje. Może warto byłoby się zastanowić nad powołaniem komitetu społecznego opieki nad tym miejscem, choćby w takim zakresie, żeby przy pomniku poległych gedanistów nie walały się śmieci. Na razie jest to miejsce konfliktu, ale można o nie już teraz lepiej zadbać, pójść do użytkownika wieczystego i powiedzieć, że chcielibyśmy przynajmniej raz w miesiącu mieć możliwość wejścia na ten teren i zrobienia na nim porządku. To jest kwestia naszej polskiej, gdańskiej przyzwoitości – mówił dziś na spotkaniu z mieszkańcami kandydat na prezydenta Gdańska. Propozycja spotkała się z ciepłym przyjęciem. – Za 3 lata będzie 100-lecie KKS Gedania i wtedy moglibyśmy to jakoś naprawdę uczcić, a tym bardziej panie mecenasie, jak Bóg da, z nowym prezydentem na czele. Jak pan przejmie władzę, to my pana wesprzemy i wszystko zrobimy. Nie będziemy tu tych śmieci orędować, bo to jest wstyd i hańba dla władz. Czy nie mają Boga w sercu, żeby polskość Gdańska w ten sposób postponować? Powołujmy komitet – nie tylko odbudowy Gedanii, ale w ogóle komitet wsparcia pana Kacpra w wyścigu o prezydenturę. Bez tej zmiany nic nie będzie. Ma pan poparcie seniorów i juniorów. Siwa głowa i młode ręce dla Gdańska zrobią więcej. Jesteśmy z panem – mówił jedne z mieszkańców Wrzeszcza, mając za sobą aplauz słuchaczy. – Poczekajmy z tym do rozpoczęcia kampanii. Skupmy się problemie, jakim jest Gedania. Temu służy to spotkanie – odpowiadał Płażyński. – Inicjatywę wdrożymy w życie. Komitet będą tworzyć zwykli mieszkańcy Gdańska, ci, którzy, na co dzień będą dbać o ten teren. Sfinalizujemy to już bardziej na spokojnie. Utworzymy też przy współpracy z inicjatywą „Gedania – STOP bezprawiu na historycznych terenach” stronę internetową na Facebooku i zaczniemy działać, ale już pod imieniem i nazwiskiem, żeby pokazać, ilu nas jest i jak bardzo chcemy dbać o ten teren – dodawał kandydat na prezydenta. Zapytany o to, czy przy Kościuszki może odrodzić się klub sportowy, przypominał, że dopóki konserwator wojewódzki nie wypowie się w kwestii wpisania „Gedanii” na listę zabytków, deweloper ma związane ręce. Nie może nawet wbić łopaty. Co dalej? – Obie wizje przedstawione przez dewelopera są zgniłym kompromisem. W mojej ocenie, zapowiedź zabudowania tego terenu mieszkalnictwem jest niezgodna z zawartą jeszcze przez Gedanię SA umową użytkowania wieczystego. Deweloper jest jedynie nowym użytkownikiem wieczystym, ale na tych samych zasadach co Gedania SA. Zgodnie z tą umową teren może być użytkowany jedynie w celach sportowo-rekreacyjnych – wyjaśniał Płażyński. 7.05.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
W ciągu kilku najbliższych na gdańskich Szadółkach powstanie zakład termicznego przekształcania odpadów komunalnych, którego moc przerobowa wyniesie 160 tysięcy ton rocznie. Do nowej spalarni trafiać będą śmieci od ponad milion mieszkańców Gdańska i okolicznych gmin. Wyprodukowane w zakładzie ciepło popłynie do miejskiej sieci ciepłowniczej, a energia elektryczna do sieci energetycznej. Inwestycję, która zakończy się w roku 2021, wsparł Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej dotacją ponad 353 milionów złotych z unijnego Funduszu Spójności.Dziś w Gdańsku doszło do podpisania umowy z wykonawcami. Obiekt za ponad 660 mln złotych wybuduje konsorcjum włoskich koncernów Astaldi (lider) i Termomeccanica Ecologia oraz francuskiej firmy Tiru. Pierwszy z tych podmiotów to europejski potentat w branży budowlanej, który w portfolio ma liczne obiekty dla gospodarki odpadami czy energetyki, ale też linie metra, drogi i mosty. Drugi zagwarantuje najbezpieczniejszą dostępną na rynku technologię spalania odpadów, trzeci zaś, dzięki bogatemu doświadczeniu, zapewni bezawaryjną eksploatację obiektu na lata. – Zależało nam na wykonawcy z najwyższej półki i cieszę się, że takich właśnie partnerów pozyskaliśmy. Moje oczekiwania skierowane do nich są jednoznaczne i ujmując w dwóch słowach, brzmią: nieuciążliwe sąsiedztwo. Tak jak to dzieje się we Włoszech czy Francji. To bezpieczeństwo mieszkańców sąsiadujących z tą inwestycją jest naszym najwyższym priorytetem – zapewnia prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. 7.05.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
Drążek sterowy to przerobiona rączka od chodzika. Podstawy pedałów powstały z elementów kosiarki, a popychacz steru wysokości z kijka od nart dziecięcych. Wszystko działa. Jak-1b z Otomina jest niemal gotowy do startu. Nie poleci, ale będzie mógł kołować, spełniając wieloletnie marzenia swojego konstruktora. Już je spełnił.
Budowa repliki pierwszej maszyny z rodziny słynnych sowieckich myśliwców zajęła Janowi Markiewiczowi 11 lat. Zaczynał tę nietypową pracę w ogródku na otomińskim jeziorkiem na niedługo przed przejściem na emeryturę. Symboliczne zakończenie budowy ogłosił w dniu swoich 74. urodzin. Pod koniec maja jednomiejscowy dolnopłat konstrukcji mieszanej wyruszy w drogę na lotnisko w Pruszczu Gdańskim. Te pierwsze kilometry pokona na kołach kilkumetrowej przyczepy samochodowej, która po modyfikacjach wprowadzonych przez konstruktora z Otomina znacząco różni się od wersji produkowanej seryjnie. – Aeroklub Gdański przygotował już dla Jaka miejsce w hangarze. Ale nie chcemy, żeby samolot stał pod dachem. 9 i 10 czerwca pruszczanie będą świętować dni miasta. Gospodarze dwudniowej imprezy zapraszają nas z Jakiem na stadion – wyjawia nam pan Jan Markiewicz. Maszyna jeszcze nie opuściła fabryki (czytaj: długiego na ponad siedem metrów baraku warsztatowego na działce ogrodniczej), a już wzbudza duże zainteresowanie miłośników historii. Po Jaka zgłosiła się jedna z pomorskich grup rekonstrukcyjnych. Chce go mieć na planie inscenizacji, której miejscem będzie lotnisko w Gdyni-Babich Dołach. Ale to dopiero w sierpniu.
Sąsiedzi pana Jana mówią, że jego dzieło powinno się nazywać Jan-1. Włożył w tę maszynę całe swoje serce. I dużo wspomnień. Ale to najprawdziwszy Jak, tylko trochę mniejszy od oryginału. – Do skali 1:1 brakuje metra i 20 centymetrów. Musiałem go trochę zmniejszyć, bo pełnowymiarowy statek nie zmieściłby się w warsztacie. Replika ma 6,5 metra długości. Od ogona do kołpaka. Rozpiętość skrzydeł wynosi 8 metrów. Przednia część kadłuba to blacha aluminiowa, a reszta to sklejka, trójka. W oryginalnej konstrukcji na odcinku od kabiny do ogona było poszycie z płótna. To drogi materiał. Znalazłem tańsze rozwiązanie. Zresztą późniejsze Jaki też były pokryte sklejką – wspomina Jan Markiewicz. Na myśliwce Jakowlewa produkowane w ZSRR seryjnie od 1940 roku napatrzył się w dzieciństwie. Do Gdańska przyjechał z rodzicami jako 16-letni młodzieniec z terenów Podlasia zajętych po wojnie przez Sowietów. Urodził się na wsi pod Szczuczynem, 60 kilometrów od Grodna. – 1,5 kilometra od naszego domu było lotnisko, na którym stacjonowały samoloty typu Jak. Latały jeszcze przez co najmniej kilka lat po zakończeniu wojny. Naoglądałem się tam tego. Widok tych samolotów zapadł mi w pamięć. Wystrugałem sobie nawet takiego Jaka z drewna. To był mój pierwszy model. W 1958 roku przenieśliśmy się do Gdańska. Dwa lata później skończyłem kurs szybowcowy w Aeroklubie Gdańskim, który działał wtedy przy lotnisku we Wrzeszczu. Zacząłem budować samoloty z „Małego Modelarza”. Potem było wojsko i zamiast do góry poszedłem pod wodę. Przez trzy lata służyłem na okrętach ratowniczych w Gdyni jako nurek. Zatrudniłem się w Petrobalticu. Byłem w radiogeodezji, a później przez 11 lat prowadziłem pojazdy podwodne. W ostatnich latach pracy zawodowej skończyłem kurs paralotniarski. Z synem polataliśmy trochę. Przed emeryturą wróciły myśli o Jaku. Zacząłem zbierać literaturę na temat „jedynki”. Plany samolotu znalazłem w modelarskich zeszytach Wydawnictwa Haliński. Rosjanie odtajnili Jaka-1b bodaj na początku lat 90. Jeśli idzie o przekroje, wyposażenie i materiały, to książka „Первый Як" była niezastąpionym źródłem wiedzy. Kupiłem ją na Allegro w 2010 roku. Jak to moje wspomnienia, ale to także prosta konstrukcja, wykonana z łatwo dostępnych materiałów. Na Spitfire'a nie byłoby mnie stać – opowiada nam Jan Markiewicz. Budował replikę w wolnych chwilach. Wpadał do warsztatu na godzinkę, czasem na dwie godziny dziennie. Tu nic nie odbywało się kosztem życia rodzinnego. Mam fantastyczną żonę, ale starałem się nie nadużywać jej wyrozumiałości. Dlatego trwało to aż 11 lat – dodaje pan Jan. Z budżetem domowym też nie było źle. Na liście wydatków znalazły się dwie poważniejsze pozycje: 34-konny silnik do motolotni – Yamaha 340 (Jak-1 z lat 40. miał pod pokrywą 1110-1200 koni) i dwa śmigła kompozytowe wykonane na zamówienie przez Zbigniewa Piotrowskiego z Limanowej, jednego z największych polskich ekspertów w tej dziedzinie. Reszta to sklejka, blacha, rury PCV i trochę ciekawostek. – Wydechy zrobiłem z rur od volkswagena. Popychacz steru wysokości to kijek do nart dziecięcych. Podstawa pedałów powstała z elementów starej kosiarki, drążek sterowy z rączki chodzika, a przekładnia steru z najzwyklejszej zębatki rowerowej. To wszystko działa. Elektrykę wykonałem samodzielnie. Niektóre wskaźniki są oryginalnego Jaka. Przykrywka skrzynki elektrycznej widoczna z lewej strony kabiny pochodzi ze szturmowego samolotu Ił-2 zestrzelonego nad Gdańskiem w 1945 roku – opisuje swoje dzieło Jan Markiewicz. Na jego brązowo-beżowej maszynie widnieje czerwona gwiazda i biało-czerwona szachownica. Na jakach z takim podwójnym oznakowaniem latali piloci 1 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego Warszawa sformowanego w sierpniu 1943 roku niedaleko Riazania. Do 1946 roku Jak-1 był ich podstawowym samolotem myśliwskim. 4.05.208 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
„Baltic Star” był jedną z największych atrakcji majówek w Twierdzy Wisłoujście. Od wtorku do piątku i w tę niedzielę drewnianym żaglowcem zbudowanym na kadłubie kutra z 1947 roku można było przeprawić się przez Martwą Wisłę. Jednostka kursowała między przystankiem tramwaju wodnego przy Nabrzeżu Zbożowym w Nowym Porcie a Szańcem Wschodnim od godziny 10 do 16. Kursy zorganizowane przez dom armatorski PolSail we współpracy z Muzeum Gdańska cieszyły się rekordową popularnością 1 i 3 maja, kiedy twierdza była miejscem inscenizacji historycznych. W sobotę „Baltic Star” miał w planie rejs na trasie Sopot – Hel – Gdańsk. Całodniowy czarter był atrakcją wylicytowaną kilka miesięcy temu przez hojnych sponsorów Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Linię majówkową obsługiwał tego dnia angielski kuter „Tykela” zbudowany w latach 70. ubiegłego stulecia. W niedzielę na Martwej Wiśle znowu pojawił się „Baltic Star”. – Dzisiaj nie ma aż takich tłumów. 1 i 3 maja mieliśmy po 350-400 pasażerów. Do współpracy na czas majówek zaprosiło nas Muzeum Gdańska. Na pewno będziemy tutaj pływać także w Noc Muzeów. Ruszamy 19 maja o godzinie 19. Co dalej, powinno wyjaśnić się w nadchodzącym tygodniu. Szansa, że zostaniemy operatorem tej linii na dłużej, jest bardzo realna. W grę wchodzą wszystkie wakacyjne weekendy – mówi Robert Smagoń, kapitan żaglowca i właściciel firmy PolSail.
Za majówkową przeprawę przez Martwą Wisłę pasażerowie płacili 10 złotych (w obie strony). Bilet ulgowy kosztował 5 złotych. Dodatkowo trzeba było zapłacić „piątaka” za przewóz roweru. 15 złotych to nie mało, zważywszy, że za bilet na prom Wisłoujście, który kursował tu do maja 2016 roku, płaciło się 3 złote (w jedną stronę), a rower płynął za darmo (za bilet autobusowy na przejazd tunelem drogowym pod Martwą Wisłą zapłacimy 3,20 zł). – Prom był tańszy, jednak pamiętajmy, że podatnicy dopłacali do niego ok. 4 milionów złotych rocznie. PolSail to prywatne przedsięwzięcie, prowadzimy działalność na własne ryzyko. Kiedy przez cały dzień pada deszcz, to ponosimy straty. O tym też chcemy rozmawiać w tym tygodniu z Biurem Rozwoju Gdańska. Jeśli miasto weźmie na siebie część ryzyka – myślę tu o bezpiecznej kwocie kosztowej – to najpewniej zejdziemy z ceny. Bilet w obie strony może kosztować np. 8 złotych – wyjaśnia nam kapitan Smagoń. 6.05.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP, Mateusz Ochocki / KFP
Figura, Jakubik, Gliński, Kopeć i wielki świat kina od kuchni, czyli dzień otwarty gdyńskiej filmówki. 6.05.2018 / fot. Anna Rezulak / KFP
Dzień Europy to święto obchodzone przez państwa Starego Kontynentu 5 lub 9 maja. Tę pierwszą datę preferują kraje członkowskie Rady nie należące do Unii. Dla 28 krajów UE pierwszorzędne znaczenie ma dzień, w którym ogłoszony został plan utworzenia Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali – 9 maja 1950 roku. Gdańsk świętował w niedzielę zarówno nadchodzące święto, jak i 14. rocznicę przystąpienia Polski Unii (1 maja 2004 r.). Z obu tych okazji na Targu Węglowym wyrosło miasteczko europejskie. W programie 2. Gdańskiego Święta Europy nie zabrakło atmosfery najznamienitszych stolic kontynentu – Berlina, Paryża, Madrytu czy Pragi, o co zadbały wspólnie gdańskie szkoły i lokalne organizacje. Swoje stoiska informacyjne miały tutaj agencje Unii Europejskiej – Europe Direct, EuroDesk, Enterprise Europe Network, Erasmus, Gdańskie Centrum Projektów Erasmus+ oraz Regionalny Ośrodek Debaty Międzynarodowej w Gdańsku. W strefie gastronomicznej królowały najbardziej charakterystyczne europejskie potrawy, a w części przygotowanej z myślą o najmłodszych Europejczykach – gry, zabawy i konkursy ze świątecznymi akcentami. Można było się tu pobawić ze stonogą o imieniu Syriusz – maskotką UE, ułożyć wielką mapę Europy z puzzli czy też wziąć udział w konkursie polegającym na rozpoznawaniu flag państw europejskich. Dużym zainteresowaniem cieszyło się ogromnych rozmiarów koło fortuny. Momentem kulminacyjnym 2. Gdańskiego Święta Europy było wspólne odśpiewanie „Ody do radości” przy akompaniamencie Orkiestry Vita Activa. 6.05.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
Po zimowej przerwie Twierdza Wisłoujście ponownie otworzyła się na turystów. Od 1 maja fortyfikację można zwiedzać z przewodnikiem. Przez całą majówkę (1-6) działała tu strefa relaksu z ogniskiem, a o to, by zabytek był w tym czasie miejscem żywej historii zadbały grupy rekonstrukcyjne. Po tym jak twierdzę przejęły na dwa dni Garnizon Gdańsk i Kompania Kaperska, w niedzielę zadomowiła się w niej Gdańska Rota Mieszczańska, a wraz z nią „Życie w średniowiecznym Gdańsku”. Od XV-wiecznych mieszkańców miasta można było dowiedzieć się, jak niegdyś powstawały wełniane tkaniny – od gręplowania runa owczego, poprzez przędzenie i farbowanie aż po dzierganie metodami znanymi przed wiekami. Skryba dzielił się umiejętnościami z zakresu sztuki dawnej kaligrafii, na stanowisku puszkarza dominowała XIV- i XV-wieczna broń czarnoprochowa, zaś w mennicy – pod okiem animatora – bito dziś na Wisłoujściu repliki średniowiecznych monet. Na ciąg dalszy spotkań z rekonstruktorami historii gdańska twierdza zaprasza w Noc Muzeów – 19 maja. Tego dnia na prawy brzeg Martwej Wisły znowu będzie można przeprawić się na pokładzie żaglowca (a nie kutra!) "Baltic Star", który należał do największych atrakcji tegorocznej gdańskiej majówki. 6.05.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
Siatkarze Trefla Gdańsk brązowymi medalistami Polski! O sukcesie podopiecznych Andrei Anastasiego zdecydowało drugie z kolei zwycięstwo nad Indykpolem AZS Olsztyn. Po środowej wygranej 3:2 w stolicy Warmii żółto-czarni przypieczętowali miejsce na podium PlusLigi, pokonując olsztynian na parkiecie Ergo Areny 3:1 (25:16, 20:25, 25:19, 25:18). To drugi medal w 13-letniej historii klubu. Bohaterem obu spotkań był Artur Szalpuk. Statuetkę MVP zdobytą w sobotnim meczu gdański przyjmujący przekazał Maciejowi Gwieździe – kibicowi, który nie opuścił żadnego wyjazdowego spotkania żółto-czarnych w tym sezonie.
Trefl Gdańsk – Indykpol AZS Olsztyn 3:1 (25:16, 20:25, 25:19, 25:18). Widzów: 4475.
TREFL: Daniel McDonnell 6 pkt., Mateusz Mika 16, Piotr Nowakowski 16 , Tyler James Sanders 2, Damian Schulz 8, Artur Szalpuk 21 – Maciej Olenderek (libero) – Wojciech Ferens, Szymon Jakubiszak, Michał Kozłowski 2, Fabian Majcherski (libero). 5.05.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
  • aktualnych propozycji: 10920
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2018 KFP