logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 10585
Nowy owoc pojawił się na mieście. Nazywa się POmeLO Bistro, świeżością pomysłów wpisuje się w ambicje ulicy Ogarnej, a pod żółtozieloną skórką i białą warstwą albedo kryje bogactwo łączące smaki produktów regionalnych z akcentami z różnych części świata – Azji Wschodniej, krajów basenu Morza Śródziemnego czy szeroko pojętej kuchni europejskiej. Najważniejsza w tym gdańskim wydaniu olbrzyma z rodziny cytrusów jest lokalność. Szyld restauracji powie nam o niej więcej, jeśli pójdziemy na skróty (ściąga jest w oknie witryny). POmeLO to krewniak sylabowca. Każda z trzech sylab umieszczonych w logotypie jedna pod drugą ma swoje znaczenie. – Bardzo lubię pomelo – jest takim dość kolorowym i wesołym owocem. Przy okazji zawarliśmy w nim koncept naszego bistro. Szukałem miejsca, które miałoby fajne menu, byłoby dla „lokalsów”, a do tego byłoby też gdzieś tam po drodze. I to wszystko jest w naszej nazwie. PO – czyli po drodze, me – czyli menu i LO – czyli lokalnie. „me” ma także odniesienie do słowa melanż oznaczającego w języku młodzieżowym ostrą zabawę. Fikuśna, pochyła czcionka wyróżniająca te dwie literki nie jest dziełem przypadku. Jeśli spojrzymy na to szerzej, łącząc me z LO, uzyskamy formę przypominającą zdrobnienie od melanżu – melo. Pomelo to jest takie miejsce, gdzie można przyjść, żeby się zregenerować po dobrej imprezie – mówi Krzysztof Szymański, właściciel bistro, które otworzyło swoje podwoje przy Ogarnej 121/122 przed trzema tygodniami.
Absolwent Wyższej Szkoły Turystyki i Hotelarstwa w Gdańsku (specjalność: zarządzanie w hotelarstwie i gastronomii) całe swoje życie zawodowe związał z branżą gastronomiczną tudzież z historycznym centrum Gdańska. W jego dossier są znane gdańskie, polskie i światowe marki: Pod Łososiem, Goldwasser, Qubus Hotel, Hilton... Kształcił się we Wrzeszczu. Studia na uczelni przy ul. Miszewskiego poprzedziła nauka w technikum gastronomicznym (ZSGH) przy al. Legionów. I w tych okolicach – a czasem jeszcze dalej od historycznego centrum miasta – kończyły się w tamtych czasach podróże przyszłego restauratora w poszukiwaniu kuchni lokalnej. – Kiedy chodziliśmy ze znajomymi po Śródmieściu, to zwykle mieliśmy problem ze znalezieniem fajnego miejsca dla siebie. Żeby zjeść coś regionalnego, być pewnym jakości produktu i tego, że człowiek dobrze wyda pieniądze, musieliśmy chodzić po lokalach we Wrzeszczu. Większość restauracji na Głównym Mieście bardzo mocno nastawia się na turystów zagranicznych. Pomijając już fakt, że ceny są tam adekwatne do zasobności portfeli gości z Zachodu, to jakość pewnych produktów nie jest satysfakcjonująca – wspomina Krzysztof Szymański. Drogę zawodową zaczynał od zmywaka, potem był kelnerem, kierownikiem sali, menedżerem, szefem bankietów i konferencji, a przez ostatnie dwa lata pracy najemnej zajmował stanowisko zastępcy dyrektora w jednym z sieciowych hoteli z czterema gwiazdkami. Teraz jest szefem w swoim amerykańskim śnie. Zawsze marzył o własnej restauracji. W połowie ubiegłego roku stanął do przetargu na najem lokalu administrowanego przez Gdański Zarząd Nieruchomości Komunalnych (z przeznaczeniem na działalność gastronomiczną) i wygrał marzenia. – Nie bałem się wejścia w Ogarną – wiadomo, choćby przeszła samą siebie, nigdy nie będzie Długą i Długim Targiem – bo u podstaw tego bistro legł koncept stworzenia miejsca dla „lokalsów” – dla naszych sąsiadów, dla gdańszczan, ale też dla lokalnych producentów i lokalnych produktów. Turysta w sezonie letnim pewnie zajrzy do nas czasem, ale ja mam pomysł na to, żeby zaistnieć w świadomości mieszkańców miasta. Wiem, że to jest program ambitny, na miarę ambicji całej ulicy – mówi właściciel POmeLO.
Pomelo ma się bronić smakiem i luźną atmosferą. Karta dań w bistro na Ogarnej to prowokacja. Oszczędna w słowach nie zwiera niczego, co uchylałoby rąbka tajemnicy ambitnej kuchni. Tylko rzeczowniki i slashe. Wytłuszczony KALAFIOR, pod nim grzyby / dynia / jarmuż. I już. Czasem goście pytają nawet, dlaczego menu jest nieczytelne. – Poszliśmy za trendem, a w modzie jest dzisiaj slashownie składników. Chodzi o to, żeby gość chciał nas skłonić do rozmowy. Ma więc przed oczyma główny składnik... I co z tym dalej? Staramy się zawsze mówić naszym gościom: „Proszę, to jest menu, w daniach wymienione są główne składniki, ale jeśli chcecie dowiedzieć się, skąd się tu wzięły i jak są przygotowywane, to z chęcią wam o tym opowiemy”. To jest tak specjalnie podane, żeby można było nawiązać z nami lepszy kontakt. Robi się luźniej – wyjaśnia właściciel bistro. No i KALAFIOR zaczyna się uśmiechać nie tylko wegetarianom. Kotlet z róży warzywa, którym zajadali się już starożytni Grecy i Rzymianie, przyrządzany jest z curry, orzechami i kilkoma rodzajami ziaren. Podaje się go na grzance z chleba upieczonego w jedynej gdańskiej piekarni z tradycyjnym piecem opalanym węglem. Do tego jest blanszowany jarmuż oraz przyrządzane od podstaw przez szefów kuchni keczup dyniowy i pasta grzybowa. Mają oni swoje przepisy na grusztardę – musztardę z gruszką, kiszoną kapustę, syrop z pigwy, hummus z ciecierzycy, musy z owców śliwy, gruszy i moreli czy serwowane zimową porą napary. Cząstki pomelo w syropie to też ich robota. Podaje się je z kurczakiem. – Nie ma tu niczego, co byłoby ze słoika zakupionego w sklepie. Wszystko powstaje u nas. Nie kupujemy gotowych przetworów, nie kupujemy produktów u gigantów handlowych, nie zamawiamy niczego, co jest porcjowane w fabrykach. Pomelo to dania stworzone z produktów od lokalnych dostawców. Jeździmy na zmianę do gdańskiego rzeźnika, który wykrawa dla nas mięso tak, jak sobie życzymy. Dostajemy duży kawałek i obrabiamy go w lokalu. Blisko metrowej długości połeć schabu z kością przez tydzień leżakuje u nas na soli morskiej i kruszeje. Potem go porcjujemy. Mamy dwóch zaprzyjaźnionych rzeźników w Gdańsku, z których jeden dostarcza nam kaszankę, a drugi całą gamę mięs i wędlin. Tak samo jest z rybami. Jeździmy po nie do dwóch rybaków. Bierzemy tylko to, co jest świeże. Do śniadań podajemy zestawy pieczywa z piekarni Ryszarda Majchrowskiego, przed którą mieszkańcy Dolnej Bramy i sąsiednich ulic ustawiają się po wypieki z ciasta na naturalnym zakwasie już w środku nocy, a także kawę w nieograniczonej ilości za jedyne 3 złote. Mieszanka stanowiąca harmonijne połączenie różnych gatunków dobrana została specjalnie dla nas. Pochodzi z niedużej gdańskiej palarni. Przyprawy, zioła, mąkę, ziarna, miody, kasze i groch dostarcza nam Młyn Gospodarczy z Pruszcza Gdańskiego, a wszystkie produkty mleczne są ze Spółdzielni Mleczarskiej Udziałowców w Strzałkowie – wymienia swoich kontrahentów Krzysztof Szymański. Piwo sprowadza na Ogarną z Kościerzyny. Smak i jakość lagera, ciemnego czy pszenicznego warzonych w Starym Browarze przy Słodowej 3 nie były jedynymi kryteriami wyboru. Kryje się za nim także ukłon w stronę rodzinnego miasta Aleksandra Majkowskiego. Zasłużony kaszubski i pomorski patriota, działacz niepodległościowy, dziennikarz, pisarz, wydawca i lekarz mieszkał niegdyś na Ogarnej. Od 1911 roku swoją siedzibę miała tutaj redakcja pisma „Gryf”, którego założycielem był Majkowski. – Pomyśleliśmy sobie, że skoro tak dużo mówi o Ogarnej jako ulicy, na której urodził się i dorastał słynny Daniel Gabriel Fahrenheit, to dlaczego nie miałoby tu być akcentów związanych z tak wybitną postacią, jaką był Aleksander Majkowski. Nieczęsto słyszy się o tym, że tu mieszkał. Chcemy o tym mówić i zachęcać naszych gości do skosztowania napojów z rodzinnego miasta lokalnego patrioty, warzonych w browarze, który nawiązuje do piwowarskich tradycji sięgających XIX wieku – mówi Krzysztof Szymański. 8.01.2017 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Do połowy roku potrwa rozpoczęty niedawno remont Nabrzeża Szczecińskiego w porcie wewnętrznym Gdańsk. Odbudowa umocnień, odtworzenie konstrukcji skarpowej i przebudowa części nadwodnej nabrzeża biegnącego wzdłuż ul. Wiślnej to kolejna inwestycja realizowana z myślą o poprawie bezpieczeństwa i jakości portowej infrastruktury. Prace przy umocnieniach brzegowych Martwej Wisły (na wysokości elektrociepłowni) prowadzi Korporacja Budowlana Doraco. W poprzedniej dekadzie gdańska firma przebudowywała także odcinek Nabrzeża Szczecińskiego Przeładunkowego w rejonie Gdańskiego Terminala Kontenerowego. – Nabrzeże przy Wiślnej było w bardzo złym stanie, a stanowi obudowę kanału portowego. Naszym priorytetem jest poprawienie jakości istniejącej infrastruktury i budowa nowej, ponieważ każde udogodnienie i modernizacja sprawiają, że jakość usług świadczonych przez operatorów ciągle rośnie – informuje nas Agata Kupracz, rzecznik prasowy Zarządu Morskiego Portu Gdańsk S.A.
Korporacja Budowlana Doraco prowadzi również prace związane z przebudową Nabrzeża Obrońców Poczty Polskiej i Nabrzeża Mew oraz rozbudową wewnątrzportowego toru wodnego. Umowa na wykonanie robót budowlanych została podpisana w sierpniu ubiegłego roku. Koszt inwestycji wynosi ponad 40 mln złotych. Przebudowa nabrzeży potrwa do końca 2020 roku. Działania te są częścią realizowanego przez Zarząd Morskiego Portu Gdańsk wieloetapowego projektu modernizacji infrastruktury. Jego całkowita wartość przekracza 110 mln euro. Środki pochodzą w 85 procentach z funduszy Unii Europejskiej pozyskanych w ramach Instrumentu „Łącząc Europę” (CEF). – Olbrzymie nakłady ZMPG na rozwój infrastruktury portowej idą w parze z inwestycjami operatorów działających na terenie Portu Gdańsk. Warto pamiętać, że duża część niezbędnych środków pochodzi z dotacji unijnych. Łącznie do 2020 roku poziom inwestycji w Porcie Gdańsk sięgnie 3 mld złotych – mówi Łukasz Greinke, prezes Zarządu Morskiego Portu Gdańsk S.A.
Za niecałe dwa lata, w III kwartale 2020 roku, Port Gdańsk chce oddać do użytku także unowocześnione i rozbudowane Nabrzeże Oliwskie. Niedawno spółka ogłosiła przetarg w tej sprawie. Dzisiaj (12 stycznia) upływa termin składania ofert. Prace mają być prowadzone na nabrzeżach: Oliwskim, Pięciu Gwizdków oraz Ziółkowskiego, a także na stanowisku dawnej bazy promowej PŻB w Porcie Gdańsk. Główną grupą towarową przeładowywaną na Nabrzeżu Oliwskim jest zboże. Obsługiwane są tam także jednostki z drobnicą oraz Ro-Ro. 12.01.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Dwie z czterech 18-kondygnacyjnych wież są już gotowe. Budowa dwóch kolejnych wieżowców – nr 1 i 3 ma się zakończyć w grudniu tego roku. Od lutego 2016 r. na terenach postoczniowych w Gdańsku, nieopodal Europejskiego Centrum Solidarności powstaje osiedle mieszkaniowe Bastion Wałowa. W dwóch pierwszych budynkach mieszkalnych Młodego Miasta (nr 2 i 4) znajduje się 230 lokali o powierzchni od 33,5 do 100 mkw., a pod nimi – 2-poziomowa hala garażowa. Inwestycję prowadzi wrocławski deweloper LC Corp. O Bastionie Wałowa zrobiło się głośno na początku 2016 roku, na niedługo przed rozpoczęciem prac budowlanych, kiedy grupa wpływowych gdańszczan wystosowała list otwarty do Leszka Czarneckiego, przewodniczącego rady nadzorczej LC Corp, prosząc o wpłynięcie na zarząd firmy i zmianę projektu osiedla. „Zaproponowane rozwiązania architektoniczne i urbanistyczne (...) bardziej pasują do modernistycznych przedmieść, niż do śródmieścia Gdańska” – argumentowali autorzy listu. Leszek Czarnecki w odpowiedzi napisał, że wprowadzenie znaczących zmian na tym etapie projektu wiązałoby się z ryzykiem utraty rentowności przedsięwzięcia. „Na etapie wykonawstwa LC Corp dołoży wszelkich starań, aby realizowane obecnie osiedle Bastion Wałowa harmonijnie współgrało z otoczeniem” – zadeklarował jeden z najbogatszych Polaków. Inwestor podkreślał też, że kształt inwestycji jest zgodny z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, został uzgodniony z konserwatorem zabytków i był przedmiotem konsultacji z przedstawicielami magistratu. Firma LC Corp ma wykonać na rzecz miasta przebudowę sąsiednich ulic i skrzyżowań, m.in. rewitalizację ulicy Gazowniczej na całej jej długości, przebudowę nawierzchni ulicy Łagiewniki oraz modernizację skrzyżowania ulicy Aksamitnej i Wałowej. 12.01.2016 / fot. Kosycarz / KFP
Miasto Gdańsk składa skargę na zarządzenie zastępcze wojewody pomorskiego dotyczące nadania nowych nazw siedmiu ulicom. Sprawa grudniowej dekomunizacji wraz z wnioskiem o wstrzymanie wykonania zarządzenia trafił w środę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. – Ustawa dekomunizacyjna jest sprzeczna z konstytucją RP i zarządzenie wojewody pomorskiego również jest sprzeczne z konstytucją oraz z ustawą o samorządzie terytorialnym – uzasadniał decyzję miasta prezydent Paweł Adamowicz podczas konferencji zorganizowanej dziś w południe przed budynkiem nr 34 przy dotychczasowej ul. Dąbrowszczaków, która decyzją wojewody od 29 grudnia nosi nazwę prezydenta Lecha Kaczyńskiego. – Przedmiotem tej sprawy nie są żadne nazwiska, to jest hucpa. Ta ustawa gwałci konstytucyjną zasadę decentralizacji państwa i samodzielność samorządu do decydowania o nadawaniu nazw ulic. To jest tak, jakbym ja nazwał gabinet wojewody imieniem np. Lecha Wałęsy – mówił Paweł Adamowicz. Skarga trafiła do sądu w środę. Jeżeli WSA ją odrzuci, miastu będzie przysługiwać możliwość dochodzenia swoich praw przed obliczem Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie. – Zależy nam na tym, żeby do czasu rozstrzygnięcia nie trzeba było zmieniać tablic czy napisów na elewacjach i ulicach. Wpisujemy się też w oczekiwania mieszkańców, którzy nie chcą zmian nazw tych ulic – mówił podczas dzisiejszej konferencji na Przymorzu Piotr Borawski, przewodniczący klubu PO w Radzie Miasta. 11.01.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Gepard w reklamie ma zasług wiele. Okazuje się, że ten piękny, szybki i zwinny zwierz z powodzeniem porusza się nie tylko świecie luksusowych aut, ale również w pojazdach komunikacji miejskiej. Gepardzie cętki przyodział ostatnio autobus marki Mercedes Citaro, jeden z najnowocześniejszych we flocie spółki Gdańskie Autobusy i Tramwaje. Gepard na kołach to element kampanii informacyjnej „ZOO Gdańsk czynne 365 dni w roku”. – Nietypowe narzędzie marketingowe wyjątkowego miejsca, jakim jest ulubiony przez mieszkańców Pomorza i nie tylko Gdański Ogród Zoologiczny – mówi dyrektor zoo Michał Targowski. – Wierzymy, że autobus oklejony cętkami geparda przyciągnie uwagę pasażerów i zachęci do odwiedzenia ogrodu otwartego przez cały rok, a nawet w dni wolne od pracy i święta – dodaje Targowski. Autobus gepard to efekt współpracy miasta, Gdańskich Autobusów i Tramwajów, Zarządu Transportu Miejskiego i Gdańskiego Ogrodu Zoologicznego. Umowa z GAiT ważna jest przez trzy lata. – To świetny pomysł, efekt wygląda naprawdę fajnie – komentuje Maciej Lisicki, prezes GAiT. Zastępca prezydenta Gdańska Piotr Grzelak dodaje: „Gdańskie zoo to urokliwe miejsce. Zachęcamy do spędzania czasu w ogrodzie, nie raz w roku, lecz regularnie. Karta lwa, karta mieszkańca oraz działania promocyjne, takie jak nietypowy autobus gepard, mają zainspirować do rodzinnych odwiedzin Gdańskiego Ogrodu Zoologicznego". 11.01.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Lampką szampana w Ratusz Głównego Miasta pomorscy przedsiębiorcy wnieśli toast za pomyślność regionu w 2018 roku. Na zaproszenie Pracodawców Pomorza w spotkaniu w Wielkiej Sali Wety tradycyjnie już uczestniczyli przedstawiciele władz państwowych i samorządowych, ludzie ze świata biznesu, kultury, nauki i sportu. Gośćmi największej i najstarszej w regionie organizacji skupiającej pracodawców byli m.in. senatorowie RP Antoni Szymański (PiS) i Sławomir Rybicki (PO) oraz członek Zarządu Województwa Pomorskiego Paweł Orłowski. W nowym roku przedsiębiorcy życzyli sobie pomyślności, dalszego rozwoju gospodarczego, ustabilizowania spraw związanych z prawem oraz dobrych stosunków z władzą państwową i samorządową. Prezydent Pracodawców Pomorza Zbigniew Canowiecki w swoim wystąpieniu mówił o dobrych prognozach związanych z eksportem i wzrostem gospodarczym oraz dobrej koniunkturze w skali europejskiej, ale zwrócił też uwagę na obawy związane ze znacznym spadkiem inwestycji prywatnych, czego skutki możemy odczuć za kilka lat. 10.01.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Ponad 20 tysięcy książek, czasopism, dokumentów audiowizualnych i elektronicznych, map oraz zbiorów specjalnych opublikowanych w blisko 30 językach znajduje się w nowo otwartej Bibliotece Muzeum II Wojny Światowej. Pierwszych czytelników książnica gościła w środowe popołudnie. Uroczystości otwarcia biblioteki towarzyszyło spotkanie z dr. Arturem Jendrzejewskim, autorem książki pt. „Polsko, ile Ty mnie kosztowałaś…” wydanej przez MIIWŚ. To wnikliwa prezentacja drogi życiowej Stefana Ignaszaka „Nordyka” – oficera WP, cichociemnego, żołnierza wywiadu AK, uczestnika powstania warszawskiego represjonowanego przez władze powojennej Polski. W zasobach biblioteki czytelnicy znajdą wszystkie publikacje wydane dotychczas przez Muzeum II Wojny Światowej, czyli ponad 50 tytułów. Książnica gromadzi i udostępnia wydawnictwa dotyczące przyczyn wybuchu II wojny światowej, jej przebiegu oraz skutków konfliktu sięgających do 1989 roku. Sięgniemy tu po pozycje opisujące zarówno powszechnie znane, jak i rzadko wspominane wydarzenia z tego okresu. – Posiadamy także publikacje o bardzo wąskim zakresie tematycznym dla osób specjalizujących się w danej dziedzinie, dla naukowców czy osób zajmujących się historią hobbystycznie. Obok wydawnictw naukowych, popularnonaukowych czy wspomnień miejsce na naszych półkach znalazły komiksy oraz literatura dziecięca poświęcona II wojnie światowej – zachęca Patrycja Śliwińska, kierowniczka biblioteki. Aby zapisać się do biblioteki, należy zgłosić się do pracownika ochrony dyżurującego na poziomie -1 oraz podać swoje dane osobowe w celu zarejestrowania jako gość. Na tej podstawie otrzymamy kartę biblioteczną uprawniającą do korzystania ze zbiorów oraz korzystania z windy panoramicznej do poziomu biblioteki (+2). Czytelnia czynna jest we wtorki (godz. 10-15), środy (12-18.30) i czwartki (10-15). 10.01.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski/ KFP
Dłużyce trafią do tartaków, drewno składane w stosy o długości wałka 2,5 m pojedzie do celulozowni, a to o niższej wartości wartości – opałowe, zostanie sprzedane klientom detalicznym . Zima to czas, kiedy na terenie leśnictwa Otomin wykonuje się większą część tzw. cięć rębnych mających na celu przebudowę składu gatunkowego i wymianę pokoleń drzew leśnych. Leśnictwo pozyskuje rocznie około 9-10 tys. msześć. drewna. 40 procent pochodzi z tzw. cięć pielęgnacyjnych – czyszczenia i trzebieży, a blisko 6 tys. msześ. drewna pozyskuje się tutaj z cięć rębnych. – Ich przewaga wynika z faktu, że w leśnictwie Otomin mamy dużą powierzchnią lasu w wieku od 90 do 130 lat. Każde leśnictwo wykonuje prace związane z gospodarką leśną na podstawie Planu Urządzenia Lasu obowiązującego 10 lat i zatwierdzanego przez ministra środowiska. Obecny PUL dla Nadleśnictwa Kolbudy sporządzony został na lata 2016-2025. Sposób wycinki danego fragmentu lasu, ilość wyciętego drewna oraz to, jakie drzewa będą wycięte i w jakich długościach, planuje się na długo przed przystąpieniem do prac. Ważne jest również to, że za każdym razem zanim zaczniemy wycinać drzewa, dokonujemy sprawdzenia obszaru leśnego pod kątem występowania gatunków chronionych roślin i zwierząt, drzew dziuplastych, cieków wodnych i bagien. Z oczywistych względów takie fragmenty lasu pozostają w stanie nienaruszonym – mówi Krzysztof Jakubiszak, leśniczy z Otomina. Towarzyszyliśmy z aparatem fotograficznym cięciom rębnym na położonym na terenie leśnictwa oddziale 39 d. To lasy na pograniczu osiedla Smęgorzyno w gdańskich Kokoszkach i wsi Sulmin zajmujące nieco ponad 3 hektary. Rębnią objętych zostało 90 arów – około 30 proc. powierzchni wydzielenia 39d. W trzech miejscach wycinki powstały tzw. gniazda, w których w ciągu dwóch najbliższych lat posadzone zostaną nowe drzewa. – Rębnia prowadzi do wymiany pokoleń i przebudowy składu gatunkowego lasu na właściwszy, dostosowany do siedliska. Przybędzie tutaj drzew liściastych, takich jak dąb, buk, lipa i jawor. Kolejnym etapem prac będzie za około 10 lat wycięcie części międzygniazdowej tego fragmentu lasu z pozostawieniem nasienników sosny. Nasienniki będą miały za zadanie w ciągu 2 lat obsiać w sposób naturalny powierzchnię międzygniazdową, po czym zostaną usunięte. Sosna jest gatunkiem światłożądnym. Dla jej dobrego, niezakłóconego wzrostu towarzystwo starych drzew nie jest wskazane – wyjaśnia nam leśniczy Krzysztof Jakubiszak. 10.01.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Aleksander Hall był gościem wtorkowego, trzeciego już spotkania z cyklu Gdańskie Debaty Obywatelskie przygotowanego przez miasto Gdańsk dla uczczenia setnej rocznicy odzyskania w przez Polskę niepodległości. Ceniony historyk, działacz opozycji demokratycznej w czasach PRL, polityk III RP i nauczyciel akademicki mówił w Wielkiej Sali Wety o „Polskich Konstytucjach”, o tym, jak wyglądało ostatnie stulecie Polski widziane przez pryzmaty ustaw zasadniczych. – W 1918 roku zaczęliśmy dobrze. Dzisiaj Polska jest niewątpliwie w bardzo trudnym momencie, bo po raz pierwszy, od 2015 roku konstytucja, a więc najważniejszy akt prawny oraz podstawa i gwarancja wszystkich naszych pozostałych praw, jest łamana przez władze i w sposób ewidentny zmieniany jest ustrój państwa. Zmieniany jest w złym kierunku – i dla naszej wolności, i dla stabilności państwa, i dla naszego miejsca w Europie – podkreślał w Ratuszu Głównego Miasta Aleksander Hall. Po wykładzie był czas na rozmowę z prowadzącym spotkanie redaktorem Jerzym Sosnowskim i licznie przybyłymi do Ratusza słuchaczami. – Czy w latach 90. czegoś nie zaniedbaliśmy? Myślę o nauce historii i wychowaniu obywatelskim młodzieży – pytała jedna z uczestniczek debaty. – Co możemy zrobić, żeby zmienić ludzi? – zastanawiał się historyk. – Uważam, że każdy powinien robić to, co może i umie. Ja chodzę na debaty, piszę artykuły, uczestniczę w demonstracjach. Nie możemy oddać Polski i nie możemy nic nie robić – zakończył spotkanie Aleksander Hall. Pełny zapis wtorkowej debaty na stronie gdansk.pl. 9.01.2018 fot. Mateusz Ochocki / KFP
Sąd Rejonowy w Gdańsku. Pełnomocnik Lecha Wałęsy zaskarżył postanowienie pionu śledczego białostockiego oddziału IPN, o umorzeniu śledztwa ws. podrobienia przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa dokumentów TW Bolek. Sąd utajnił posiedzenie. 9.01.2018 fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
  • aktualnych propozycji: 10585
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2018 KFP