logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 10767
23 kwietnia obchodzimy Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich. W Oliwie święto czytelników i wydawców ruszyło już w sobotnie przedpołudnie. Fundacja Wspólnota Gdańska od kilku lat dba o to, by te dzień miał tutaj szczególną oprawę. Tradycyjnie jednym z najważniejszych punktów Oliwskiego Święta Książki wolna wymiana, bez formularzy, cen i targów. – Przynieś coś, coś wybierz, weź do domu. Koniecznie przeczytaj. I najlepiej podaj dalej, niech inni czytają – zachęcali czytelników animatorzy akcji bookcrossingowej. Punkty wymiany usytuowane były przed głównym wejściem do Parku Oliwskiego i przy Oliwskim Ratuszu Kultury. Książkę można tu było dzisiaj poczytać, nabyć, napisać, a nawet zrobić. Warsztaty z kreatywnego pisania utworów objaśniających znaczenie barw poprowadziła w Ratuszu Kinga Willim, poetka i prozatorka, organizatorka Jesieni Poetyckiej i animatorka Grona Literackiego Zielony Kot w Świeciu. Dzięki autorom i aktorom uczestniczącym w akcji „Zróbmy audiobook na żywo” mogliśmy przekonać się, jak ważną rolę w świecie literatury odgrywa interpretacja tekstu i jaką przyjemnością jest słuchanie książki. Na najmłodszych czytelników czekały tu przygody w najwyższych pasmach górskich Ziemi. W świat marzeń i wyzwań towarzyszących polskim himalaistom wprowadzało słuchaczy Wydawnictwo Na Szczyt. Ulica Opata Jacka Rybińskiego należała w sobotę do ponad „20 Wydawnictw Tutejszych”. Swoimi najnowszymi propozycjami tudzież trudno dostępnymi na rynku archiwaliami kusiły tu m.in. EneDueRabe, słowo/obraz terytoria, Zakamarki, Marpress, Wiatr od Morza, Uran, Adamada, Znak i Wydawnictwo Inne. Z Fundacją Mam Marzenie znowu można było w Oliwie wybrać się na randkę z książką w ciemno. Tu lektura wybierała czytelnika. Każda z książek niespodzianek zapakowana w szary papier i opisana jedynie gatunkiem literackim warta była... spełnienia kolejnego pięknego marzenia. Na swoją książkę można było też trafić, wczytując się w karty literackiego prania rozwieszonego na linkach między lipami rosnącymi przy ul. Opata Rybińskiego. Autorzy czekali na uczestników święta w Parku Oliwskim. Podobnie jak w ubiegłych latach – klęcząc, leżąc i kucając – przelewali to co w sercu i głowie (także w już napisanym tomie) na długą wstęgę papieru rozwiniętą na parkowej alei. Prace spisane podczas akcji „Bez cenzury” ukażą się w druku pod koniec roku. 21.04.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
Półtora tysiąca osób wzięło udział w sadzeniu lasu w Dywanie (gmina Dziemiany). To jedno z wielu miejsc na Kaszubach, gdzie zeszłoroczna nawałnica doszczętnie zniszczyła leśne obszary. Jedne z najpiękniejszych kompleksów leśnych gminy Dziemiany dziś swoim wyglądem mogą tylko przerażać. Wąska, miejscami asfaltowa szosa należała jeszcze w sierpniu 2017 roku do najurokliwszych tras tej części gminy. Rósł tutaj ponad 100-letni las. Teraz po obu stronach drogi kilometrami ciągną się widoki hałd drewna na tle prawie pustynnego krajobrazu. Dlatego właśnie w Dywanie Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Gdańsku oraz Związek Harcerstwa Polskiego zainicjowały akcję „Sadzimy las dla Niepodległej”. Na miejscu pojawiło się około 600 harcerzy i blisko 900 innych ochotników chcących pomóc w odtworzeniu drzewostanu. W jeden dzień, na pięciu hektarach posadzono 50 tysięcy drzewek (jedna sadzonka na metr kwadratowy). Sadzono sosny, modrzewie, buki, brzozy, dęby, jarząby, lipy, grusze, jabłonie i głogi. – Akcją „Sadzimy dla Niepodległej” chcieliśmy wspólnie z Regionalną Dyrekcją Lasów Państwowych w Gdańsku i Związkiem Harcerstwa Polskiego uczcić 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości oraz 100-lecie istnienia ZHP, ajednocześnie i jednocześnie rozpocząć zniszczonych nawałnicą lasów. Sadzimy różne gatunki, żeby stworzyć ogniska biocenotyczne pozwalające na życie i funkcjonowanie ptactwa i owadów – powiedziała nam Anna Kukier, rzecznik prasowy z Nadleśnictwa Lipusz. Drzewa sadzili dorośli i młodzież, osoby w podeszłym wieku i małe dzieci, kobiety i mężczyźni, słowem wszyscy, którym las jest bliski. Wśród ochotników byli harcerze, uczniowie, samorządowcy, wolontariusze, przedstawiciele stowarzyszeń, leśnicy, księża, a nawet zakonnice. – Siostrom franciszkankom bardzo bliska jest ochrona przyrody, ale nade wszystko jesteśmy tu, bo same zostałyśmy dotknięte nawałnicą i wkrótce będziemy u siebie sadzić las, a chcemy nauczyć się prawidłowego nasadzania – powiedziała siostra Mirona Turzyńska, przełożona prowincjalna Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek od Pokuty i Miłości Chrześcijańskiej w Orliku. – Z bólem patrzymy na te zniszczone miejsca. Nie mogło nas tu zabraknąć. W 100-lecie niepodległości, jak każda Polka i Polak, czułyśmy się zobowiązane. Poza tym chcemy wesprzeć leśników z Nadleśnictwa Lipusz, którzy pomagali nam w przygotowaniu tras Ekstremalnej Drogi Krzyżowej – dodawała siostra Mirona Turzyńska. 21.04.2018 / fot. Adam Kiedrowski / nowepomorze.pl / KFP
Tito Paris, jeden z najbardziej charakterystycznych głosów muzyki świata, powrócił z nową płytą po piętnastu latach. Jego rozłąka z gdańską publicznością trwała jedynie siedem lat. Po raz pierwszy w Polsce wystąpił właśnie na Siesta Festivalu w Gdańsku. Dzisiejszego wieczoru zagrał i zaśpiewał na Ołowiance koncert po koncercie. – Trzymał nas w napięciu 15 lat. Korzystamy więc z okazji – zapowiadał kabowerdyjską sobotę na Sieście Marcin Kydryński. Król Morny, pieśniarz, kompozytor, multiinstrumentalista, jeden z współtwórców wielkiego sukcesu Cesarii, pochodzi Pochodzi, jak i ona, z Mindelo. Zafascynowany muzyką słynnego Luisa Moraisa nauczył się grać na klarnecie, by zbliżyć się do sztuki swojego mentora. Jego pierwszym, mistrzowskim instrumentem pozostaje jednak gitara. Mając lat dziewiętnaście przeniósł się, jak wielu mieszkańców Wysp, do Lizbony i od tamtej pory jest w wiecznym ruchu. Mieszka w Portugalii, w Angoli, na Cabo Verde. Koncertuje na całym świecie. Śpiewa głosem przejmującym, szorstkim i leczniczym zarazem. W tym głosie jest zgoda na utratę dawnego życia w małym kraju z fal, piasku i wiatru, ale jednocześnie wieczna za nim tęsknota. Tiro nagrywa niechętnie. W ostatnich dwóch dekadach nieomal wyłącznie podczas koncertów. Album „Mim e Bo” z 2017 roku jest jego pierwszą studyjną płytą po wydanym w 2002 roku albumie Guilhermina. W Polsce znany przede wszystkim z płyty Anny Marii Jopek „Sobremesa” i towarzyszących jej koncertów, w tym telewizyjnego występu w sopockiej Operze Leśnej podczas gali Top Trendy w 2012. 21.04.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
Raul Midon po raz pierwszy gości w Polsce. Marta Gomez odwiedziła nas w zeszłym roku, ale na Pomorzu jeszcze nie koncertowała. Dźwiękami tych niezwykłych odkrywców świata muzyki wypełniła się podczas drugiego wieczoru 8. Gdańsk Lotos Siesta Festival Filharmonia na Ołowiance. – Zaczynamy od artysty absolutnie nadzwyczajnego. Także dla jest to nowość, bo właściwie nie sięgaliśmy dotychczas do soul. Pomyśleliśmy sobie, że jeśli mamy prezentować ten gatunek, to od razu z najwyższej półki. Ale Raul Midon to nie tylko soul, to także muzyka świata, to także jazz, a nade wszystko postać wymykająca się gatunkom i klasyfikacjom. U progu swojego życia boleśnie doświadczony, bo urodził się niewidomy, tak jak jego brat bliźniak. Nie mógł cieszyć się urodą świata, cieszy nas urodą dźwięków. Wokalista i gitarzysta nowatorski. Multiinstrumentalista. Kapitalny twórca duetów z wielkimi artystami soulu i jazzu. Najsłynniejszy song Midona, po którym świat zachwycił się jego twórczością, to „I Just Called to Say I Love You” na płycie „Possibilities” Herbie'ego Hancocka. „No to ja już nie mam nic do roboty” – powiedział słynny pianista i kompozytor, gdy Raul po raz pierwszy zaśpiewał tę solówkę – przedstawia Midona dyrektor artystyczny festiwalu Marcin Kydryński. Na Siestę Amerykanin przyjechał z albumem „Bad Ass and Blind” z 2017 roku, za który został nominowany do nagrody Grammy w kategorii najlepsza wokalna płyta... jazzowa. Pochodząca z Kolumbii Marta Gomez kilkukrotnie była nominowana do Latin Grammy, a w 2014 otrzymała tę nagrodę za płytę „Coloreando”. Jej dyskografia obejmuje siedem albumów i rzeszę kompilacji z najlepszą muzyką z Ameryki Południowej, znalazła się też na jednej ze składanek Siesta wydanych w naszym kraju. – Siesta kocha ją od swojego początku. To kopalnia wiedzy w zakresie tradycyjnej muzyki południowoamerykańskiej. Podróżuje po kontynencie, odwiedza wioski, zbiera stare melodie i rytmy, inspiruje się muzyką wielu krajów Ameryki Południowej i tworzy własne piosenki na kanwie tych tradycyjnych utworów. Piosenki o bajecznej melodyce, w których piękno rytmu łączy się z zachwycająco czułym głosem i wspaniałym, niebanalnym tekstem. To kolejna po Souad Massi i Angelique Kidjo artystka na festiwalu Siesta, która zostawia po sobie ten świat odrobinę lepszym – podkreśla Maciej Kydryński. 20.04.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
Cielecka. Magdalena. Miesza herbatę i nie dzwoni łyżką. Karolak. Wojciech. Pali nawet latem. Majewski. Szymon. Wwiózł do Polski cztery opony z niemieckim powietrzem. Górski. Robert. Ośmiesza sobą tysiącletnią ojczyznę. Saleta. Przemysław. Bił Polaka! To „Kanalie”. – Żeby zostać dziś „kanalią”, wystarczy być normalnym człowiekiem – mówi Tomasz „Waciak” Wójcik, współautor wystawy firmowanej przez grupę artystyczno-performersko-filmową Łyżka Czyli Chilli. 44 portrety znanych Polaków (i ich przewinienia) stylizowane na zdjęcia z policyjnych kartotek przez najbliższy tydzień można oglądać w gdańskiej Galerii Sztuka Wyboru. W nietypowej sesji fotograficznej udział wzięli aktorzy, muzycy, dziennikarze, pisarze, sportowcy. Wśród sportretowanych osób odnajdziemy także bohaterów II wojny światowej: Aleksandra Tarnawskiego, ostatniego żyjącego cichociemnego oraz Stanisława Likiernika, członka Kierownictwa Dywersji Komendy Głównej Armii Krajowej. Pomysłodawcy zapewniają, że „Kanalie” nie mają wymiaru politycznego, „to raczej głos w obronie zdrowego rozsądku i zwykłej przyzwoitości”. – W Polsce bardzo łatwo dziś przypiąć łatkę i powiedzieć komuś, że stoi nie po tej stronie politycznego sporu, co powinien. Dlatego połączyliśmy kipnę z dorobkiem znanych osób – tłumaczy Michał Mendyk z Łyżki CC. Grupa istnieje od 1993 roku (w 1996 r. do Wójcika i Mendyka dołączył Tomasz Trzos). Od początku w swoich działaniach bazuje na stylistyce będącej wypadkową dadaizmu i pop-artu, w której mocno pobrzmiewa kontekst naszej polskiej rzeczywistości. Sami artyści określają ją mianem absurdalnego hiperrealizmu. 20.04.2018 / fot. Anna Rezulak / KFP
Renowacja Bazyliki Mariackiej w Gdańsku ruszyła w marcu ubiegłego roku. Na efekt końcowy największych prac od czasu odbudowy zabytku ze zniszczeń wojennych poczekamy jeszcze kilka lat, jednak już w następną sobotę gdańszczanie będą świadkami ważnych wydarzeń w dziejach XIV-wiecznej świątyni. Na remontowanym dachu kościoła stanie replika wieżyczki, która jako jedyna nie została odbudowana po II wojnie światowej. Wiernie zrekonstruowana sygnaturka czeka na dźwig przy ul. Piwnej, gdzie powstawała „od zera”. Konstrukcja pokryta miedzianą blachą sięga czwartego piętra. Operacja podniesienia wieżyczki na wysokość ok. 40 metrów rozpocznie się w sobotę 28 kwietnia o godz. 6. Jej docelowe miejsce na dachu kościoła wyznacza skrzyżowanie transeptu z nawą główną.
– To jest taki zewnętrzny symbol dokończenia odbudowy Kościoła Mariackiego ze zniszczeń II wojny światowej. A skoro odbudowujemy sygnaturkę, to jak nie zawiesić w niej dzwonu?! I dzwon też już jest. Jego imię brzmi Święty Jan Paweł II, a to z tej racji, że w roku 2017, kiedy przystępowaliśmy do renowacji bazyliki, mięło 30 lat od pamiętnej wizyty w naszych progach Ojca Świętego. To najważniejszy gość w historii kościoła mariackiego. Był tu Napoleon, odwiedzały świątynię koronowane głowy, ale papież był tylko jeden. I to Polak! Dlatego nie miałem żadnych innych myśli, które mogłyby odpowiedzieć na pytanie, komu ma być dedykowany ten dzwon. W porównaniu do tych, które mamy [blisko 8-tonowy Gratia Dei oraz ważący ponad 2,5 tony Ave Maria – przyp. red.] to jest zaledwie dzwonek. Waży około 60 kilogramów – mówi ksiądz Ireneusz Bradtke, proboszcz Bazyliki Mariackiej. Na płaszczu dzwonka widnieje napis: „Na wieczną pamiątkę odwiedzin Papieża Polaka w Bazylice Mariackiej w Gdańsku 12.06.1987 r. Anno Domini 2018”. Instrument nie pozostanie jedynie ozdobą sygnaturki. – Dzwonek będzie powiązany z Zegarem Groblowym, który po dłuższej przerwie w końcu ruszył. Co prawda nie widać go dokładnie, bo jest przysłonięty rusztowaniami, ale on już chodzi. A nasz nowy dzwon niedługo będzie wybijał pełne godziny – dodaje proboszcz Bradtke.
Prace remontowe na dachu świątyni potrwają jeszcze kilka miesięcy, najprawdopodobniej do końca roku. Pokrycia na razie jest niewiele, ale konstrukcja na znacznej części została już wymieniona i wzmocniona. – Jeśli idzie o tę ostateczną warstwę, czyli dachówki, to już jest ten puder, który będziemy nakładać systematycznie. Miejmy nadzieję, że pogoda nie będzie nas już tak ciężko doświadczać. Mieliśmy przy remoncie dachu dużego pecha, bo zarówno całe lato, jak i zima były deszczowe. Powodowało to opóźnienia w pracach – wspomina ks. Ireneusz Bradtke. W połowie przyszłego tygodnia przy bazylice, od strony ul. Piwnej stanie tablica, na której znajdziemy opis wszystkich prowadzonych tutaj prac remontowo-konserwacyjnych. Będzie tam także informacja, kiedy planowane jest ich zakończenie. 20.04.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
To będzie najdłuższa seria murali w mieście. Na kilkusetmetrowym betonowym murze okalającym Forum Gdańsk (w budowie) powstają monochromatyczne malowidła nawiązujące zarówno do industrialnego krajobrazu miasta, jak i jego umiłowania wolności i otwartości. Przy ul. 3 Maja widać już pierwsze efekty. Elementy trakcji kolejowej, tabliczki znamionowe i oznaczenia techniczne są dziełem pochodzącego z Częstochowy znanego streetartowego duetu Monstfur. Zaskakujące połączenia modernizmu z secesją i mandalami to znak rozpoznawczy SC Szymana. Grę symboli przypominającą rebus (m.in. z kotem-zegarem, szachownicą i palmą utopii) proponuje widzom Simpson. Całości dopełnią stalowe instalacje Tomasza Górnickiego oraz kompozycje zieleni pnącej. Kontynuację malowideł maskujących szpetotę betonowego kolosa stanowi mural na bocznej elewacji dawnego domu klasztornego sióstr elżbietanek (Targ Sienny 5). To koronkowa robota pochodzącej z Warszawy NeSpoon. – Każde dzieło ma swoją historię, dopasowaną do miejsca. Szukaliśmy kompromisu, by stworzyć artystom jak najlepsze warunki do pracy, nie ograniczając ich artystycznej wizji i jednocześnie dostosowując projekty do wymagań technicznych. Artyści akcentują w swych obrazach różnorodność oraz charakterystyczne dla gdańszczan umiłowanie wolności i otwartości – mówi Dominika Górniak z Galerii Your Art Maison, która sprawuje kuratelę nad pracami. Projekt Kolektyw Forum powstał w 2017 roku z inicjatywy Forum Gdańsk. Długą na kilkaset metrów pracę zbiorowa na murze okalającym Forum Gdańsk będzie można podziwiać w całości od późnej wiosny tego roku przez najbliższych kilka lat. Jakie będą dalsze losy muru i zdobiących go dzieł sztuki ulicznej, to już zależeć będzie od inwestora. 20.04.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Prezydent RP Andrzej Duda podpisze dziś rozporządzenie, na mocy którego Twierdza Wisłoujście stanie się pomnikiem historii. Dzięki tej nominacji Muzeum Gdańska będzie mogło pozyskiwać dodatkowe środki na remonty zabytkowej fortyfikacji.
Pomnik historii to jedna z pięciu form ochrony prawnej zabytków w Polsce. Terminem tym określa się zabytek nieruchomy o szczególnym znaczeniu dla kultury naszego kraju. Rangę podkreśla fakt, że jest on ustanawiany przez prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej specjalnym rozporządzeniem na wniosek ministra kultury i dziedzictwa narodowego. W Gdańsku statusem pomnika historii cieszyły się dotychczas: miasto w zasięgu obwarowań z XVII w. (1994 r.), Pole Bitwy na Westerplatte (2003 r.) oraz zespół pocystersko-katedralny w Oliwie (2017 r.). – Starania o wpisanie Twierdzy Wisłoujście, miejsca ważnego dla Gdańska i Polski, na listę pomników historii trwały dwa lata. Cieszy nas to, że doceniono walory i dziedzictwo zabytkowej fortyfikacji. Dzięki temu rozporządzeniu Muzeum Gdańska będzie mogło skuteczniej ubiegać się o dodatkowe dofinansowanie w programach krajowych i unijnych – mówi Waldemar Ossowski, dyrektor Muzeum Gdańska.
Pod koniec 2017 r. muzeum złożyło wart 2,1 mln euro projekt do programu Interreg Południowy Bałtyk 2014-2020, który zakłada m.in. remont budynku na obszarze Szańca Wschodniego oraz działania propagujące rozwój archeoturystyki w Polsce, Danii i Szwecji. Rozstrzygnięcie naboru ma nastąpić na przełomie kwietnia i maja. Działania sfinansowane zostaną z pieniędzy samorządu terytorialnego. – W bieżącym roku planowany jest remont Bastionu Artyleryjskiego polegający na wykonaniu zabezpieczenia murów i sklepień przed wodą opadową przesiąkającą przez nasyp ziemny. Prace mają rozpocząć się na przełomie maja i czerwca, a zakończyć we wrześniu 2018 r. Szacowana wartość działań przy Bastionie Artyleryjskim, finansowanych ze środków Gminy Miasta Gdańska, wyniesie ok. 1,2 mln zł brutto – dodaje Waldemar Ossowski. 20.04.2018 / fot. KFP
Wszystko zaczęło się w 2011 r. od 10. urodzin radiowej „Siesty”. Marcin Kydryński chciał z tej okazji pójść dalej ze swoim królestwem luzofonii, dodając audycji festiwalowych skrzydeł. Od tamtej pory co roku przez kilka wiosennych dni w Gdańsku nad Motławą rozbrzmiewa muzyka świata. Osobliwością Siesta Festivalu są Noce Fado, podczas których sala Filharmonii Bałtyckiej zamienia się w lizbońską tawernę. – Siadamy przy stołach, zapalamy świece, pijemy wino, jemy dorsza i przede wszystkim słuchamy fado – wprowadza nas w atmosferę muzycznych spektakli pomysłodawca festiwalu. W tym roku królową trzech wieczorów z Lizboną, melancholijną pieśnią i nieodzowną gitarą jest debiutująca na Sieście Fabia Rebordao. – Zachwycająca dziewczyna, dla mnie odkrycie ostatnich lat. Jeśli ktoś ceni sobie fado niesformalizowane, nie sięgające tylko do źródeł i tradycji, czerpiące pełnymi garściami z muzyki kabowerdyjskiej, bossa novy, muzyki klasycznej i tradycji pieśni ludowych portugalskiego interioru, to Fabia go po prostu olśni i rzuci na kolana. Nie be znaczenie jest fakt, że to dziewczyna zjawiskowej urody – zachwala urodzoną w Lizbonie artystkę Marcin Kydryński. Przed miłośnikami fado jeszcze dwie noce z muzyką Fabii Rebordao. W piątek i sobotę koncerty na Ołowiance rozpoczynają się o godz. 22. 19.04.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Koncertem Sary Tavares w Starym Maneżu rozpoczął się 8. Gdańsk Lotos Siesta Festival. – To jedna z najważniejszych dla nas, niejako założycielskich siestowych artystek. Jej niebiański, jasny i ciepły głos brzmi na płytach i w moich audycjach od dobrych kilkunastu lat. Ten głos otwierał siedem lat temu nasz pierwszy festiwal – wspomina Maciej Kydryński, pomysłodawca i dyrektor artystyczny Siesty. Na powrót portugalskiej piosenkarki i kompozytorki do Gdańska fani jej talentu szykowali się już w ubiegłym roku. Na przeszkodzie stanęły wtedy sprawy osobiste. – Może stało się i fortunnie, bo Sara ma teraz nową płytę. „Fitxadu” to album szczególny, ciut odmienny od poprzednich. Zawiera silny ładunek taneczny, klubowy – ktoś powie. Dlatego w Starym Maneżu są dziś miejsca nie – jak zwykło się mawiać – stojące, lecz tańczące – dodaje szef festiwalu.
Sara Tavares urodziła się 1 lutego 1987 roku w Lizbonie, w rodzinie imigrantów z Wysp Zielonego Przylądka. Została jednak porzucona przez rozwiedzionych rodziców i jej wychowaniem zajęła się wiekowa Portugalka. Od dzieciństwa objawiała wielki talent muzyczny. Mając zaledwie 16 lat, wygrała Konkurs Piosenki Telewizji Portugalskiej. Ten sukces dał jej przepustkę do Festiwalu Eurowizji i szansę na nagranie autorskiej płyty. Najpierw była to EP-ka z przebojem „Chamar a Musica”, a potem, w 1999 roku pierwszy album „Mi Ma Bo” wyprodukowany przez Lokuę Kanza. Ze świata gospel i R&B Sara stopniowo przenosiła swoje zainteresowania w stronę muzyki popularnej, by wreszcie znaleźć swą niszę w osobliwym pomieszaniu wpływów afrykańskich i portugalskich, tak charakterystycznym dla Lizbony. W 2000 roku nominowano ją do Złotego Globu (nagrody portugalskiej, nie mylić ze statuetką świata filmu) jako jedną z Najwybitniejszych Wokalistek Portugalii. Album „Balance” (1996 r., World Connection), wyprodukowany i w całości napisany przez Sarę przyniósł jej już wielki, międzynarodowy sukces. Pomógł też występ w BBC w programie Joolsa Hollanda „Later…”. Od tamtej pory znaczną część życia spędza w trasach koncertowych, śpiewając zarówno po portugalsku, jak i w kabowerdyjskim Kriolo swoje zmysłowe, jasne piosenki. 19.04.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
  • aktualnych propozycji: 10767
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2018 KFP