logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 10749
Plakat reklamowy z mściwymi „glizdami” wisi przy ul. Dmowskiego od piątku. Będzie tu przez dwa tygodnie. Wychodząc z Galerii Bałtyckiej na dworzec PKP we Wrzeszczu, nie sposób go nie zauważyć. Wystarczy oderwać oczy od ekranu osobistego iPhone'a, a szare komórki dostaną zajęcie jak się patrzy. O co tu chodzi? Spod ziemi wychodzą dżdżownice. Najjaśniejsza glista, a zarazem najwyżej zadzierająca część głowową krzyczy: „Wołyń pomścimy!!!”. Spoczywający na leśnym poszyciu metalowy orzełek nie pozostawia wątpliwości, o którym Wołyniu jest tu mowa. Podejrzliwość co do intencji autora plakatu wzbudza jednak napis widniejący u dołu. Pod obrazem podpisało się Stowarzyszenie Glizdy dla Ojczyzny. Recz w tym, że glizdy nie ma ani w słowniku, ani w żadnym z rejestrów stowarzyszeń. – Ale mogłaby być. Nie miałem ochoty na mówienie językiem prostym. Zależało mi na podyskutowaniu z pewnymi faktami w przestrzeni publicznej. Błędna pisownia jest tutaj elementem naprowadzającym widza. Zrobiłem akcję artystyczną po to, żeby zmusić ludzi do myślenia. Glizdy z plakatu to przejaw mojego protestu przeciwko temu, że w Polsce do głosu dochodzą elementy, które pod „bezrozumnymi” hasłami, bezrefleksyjnie wprowadzają zmiany skutkujące pogorszeniem naszych relacji z innymi narodami – wyjaśnia nam dr hab. n. med. Maciej Śmietański, wybitny specjalista w leczeniu przepuklin, ordynator oddziału chirurgii ogólnej w Szpitalu Puckim sp. z o.o.
Autor plakatu jest nie tylko znanym chirurgiem, od 20 lat zajmuje się również sztuką. Dusza artysty podpowiedziała mu, że powinien zrobić coś niebanalnego dla siebie – doktora Śmietańskiego, ale też dla wszystkich, którym leży na sercu dobra współpraca środowisk medycznych Polski i Ukrainy. Poprzez swoją pracę dba o to, żeby nasza kraj był na świecie pozytywnie odbierany. Od dziesięciu lat prowadzi na Ukrainie misje humanitarne. Wspólnie z kolegami lekarzami założył Ukraińską Szkołę Chirurgii Przepuklin. Szkolił specjalistów z Kijowa i Lwowa. – Kolejnym krokiem było założenie Ukraińskiego Towarzystwa Przepuklinowego. Ponieważ przez dwie kadencje byłem członkiem zarządu Europejskiego Towarzystwa Przepuklinowego, pomogłem naszym ukraińskim przyjaciołom wejść do struktur międzynarodowych. Dostałem od nich za to tytuły doktora honoris causa Narodowej Akademii Medycznej Szkolenia Podyplomowego w Kijowie i Akademii Medycznej w Iwano-Frankowsku, naszym dawnym Stanisławowie. Niestety, przez to, co robią obecnie polskie władze, te relacje się psują. Ukraińcy zaczynają patrzeć na nas już nie jak na przyjaciół. Takim bezpośrednim sygnałem dla mnie, że trzeba zabrać głos, było to, że nasi przyjaciele odwołali Polsko-Ukraińskie Dni Chirurgiczne, które miały się odbyć 15 czerwca br. w Lublinie. Decyzja zarządu Towarzystwa Chirurgów Ukrainy zapadała na początku marca, po wejściu w życie nowej ustawy o IPN-ie. Ukraińcy napisali do nas, że choć tego żałują, muszą jakiś gest wykonać. Pan profesor Grzegorz Wallner, który współorganizował to spotkanie ze strony polskiej, wydał oświadczenie, że też jest przeciwko tej ustawie. Ale pisanie listów do rządu nie przynosi skutku. Pomyślałem więc sobie, że zrobię akcję artystyczną – kontynuuje doktor Śmietański.
I jakie są pierwsze wrażenia? Ludzie nie mówię, że stowarzyszenie glizd chce naprawdę tej zemsty za rzeź wołyńską? – pytamy autora. – Byłem tam w piątek. Obserwowałem reakcje przez 40 minut. Połowa osób przechodzących tamtędy patrzyła w swoje telefony. Masakra. Mniej więcej jedna na dziesięć zwracała uwagę na plakat. Trzy osoby wyciągnęły komóreczki i zrobiły zdjęcia. Jeden starszy pan stanął, podniósł laskę i krzyknął „Hańba!”, ale nie wiem, co miał na myśli. Jestem ciekaw, czy tą pracą mogę sprowokować jakąkolwiek dyskusję, czy też ludziom jest już po prostu wszystko jedno. Sprawa może wyglądać na osobistą, bo to są moje zawodowe kontakty, i to ja widzę, jak one się psują. Przypuszczam, że 95 procent Polakw myśli, że ta ustawa ich nie dotyczy. Może się jednak okazać, że konsekwencje będą większe – mówi Maciej Śmietański. 15.04.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
4. Gdańsk Maraton zakończył się bezapelacyjnym zwycięstwem Rafała Czarneckiego z Bliżyna. Przed rokiem też nie dał szans rywalom. Czas uzyskany przez reprezentanta STS Skarżysko-Kamienna – 2:23:37 – jest lepszy od jego ubiegłorocznego rekordu trasy o 55 sekund. – Trochę się bałem tego startu, bo na rozbieganiu miałem ciężkie nogi. Nie wiedziałem, że będzie aż tak dobrze, ale postanowiłem powalczyć o ten wynik. Zależało mi na złamaniu bariery 2 godzin i 24 minut. Rok temu mieliśmy lepsze warunki pogodowe, było chłodniej. Dziś tempo trochę spadło. Praktycznie cały dystans pokonałem samotnie. Gdyby była chociaż jedna osoba do pomocy, to na końcówce można by było urwać jeszcze ze 35 sekund – komentował na gorąco swój występ Rafał Czarnecki. Drugie miejsce zajął dziś Paweł Kosek z czasem 2:34:36, a na trzecim miejscu finiszował Marcin Rakoczy (2:34:46). Najszybsza z pań, Justyna Śliwiak na pokonanie pond 42-kilometrowej trasy potrzebowała 2 godzin 53 minut i 59 sekund. Co ciekawe, kiedy w ubiegłym roku warszawianka stawała w hali AmberExpo na drugim stopniu podium, jej rezultat był o blisko 2 minuty lepszy. Jako druga na metę przybiegła tym razem Alena Shumik (2:56:47), a na trzecim miejscu zawody ukończyła Małgorzata Tuwalska (2:59:21). Na starcie 4. Gdańsk Maratonu stanęło ponad 2700 uczestników. 15.04.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Opera Bałtycka wyruszyła w niedzielne przedpołudnie w podróż po świecie teatralnych trików. Wraz z artystami do „Teatralnego wehikułu...” zasiadło liczne grono najmłodszych widzów i towarzyszących im opiekunów. W najnowszym spektaklu familijnym z cyklu „Opera Tu! Tu!” życiowe role zgrały... scenografia, sztankiet, oświetlenie i projekcje multimedialne. Oczywiście, jak na sezon francuski przystało, nie mogło na scenie Opery Bałtyckiej zabraknąć primadonny i dzieła paryskiego kompozytora.
„Opera Tu! Tu!” to propozycja dla rodzin z dziećmi w wieku od 4 do 10 lat. Całość została zaaranżowana z myślą o tym, by najmłodsi melomani mogli poznać świat instrumentów, głosów oraz najsłynniejszych oper i przedstawień muzycznych. Razem z głównymi bohaterami - rodzeństwem Giovannim (Bartosz Żołubak) i Giuliettą (Marzena Ostryńska) - dzieciaki odkrywają operę od podstaw, uczestnicząc w rozwiązywaniu zadań proponowanych przez artystów. Czym jest partia, a czym jest libretto? Czy w operze zawsze się tylko śpiewa? Odpowiedzi czekają w niedzielne przedpołudnia na scenie Opery Bałtyckiej. Opiekę reżyserską nad spektaklami sprawuje Tomasz Valldal-Czarnecki. 15.04.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Po 11 latach przerwy do Opery Bałtyckiej powróciła operetka. Podkasana muza gości tu rzadko, ale kiedy już się pojawia, jej obecność znamionuje wydarzenia niebagatelne dla przyszłości gdańskiej sceny. Ponad dekadę temu „Baronem cygańskim” Johanna Straussa w reżyserii Emila Wesołowskiego z gdańską publicznością pożegnał się wieloletni dyrektor Opery Włodzimierz Nawotka. Śladami poprzednika podąża teraz Warcisław Kunc. Dyrektorska misja dyrygenta i menedżera kultury w czerwcu dobiegnie końca. „Orfeusz w piekle” Jacques'a Offenbacha w reżyserii Marii Sartovej był ostatnią premierą za kadencji Kunca. Przedstawienie spotkało się z przychylnymi opiniami krytyki.
– „Orfeusz w piekle” jest jedną z najbardziej udanych produkcji gdańskiej opery na przestrzeni kilku ostatnich sezonów. Spektakl ma wszystkie zalety dobrego przedstawienia: interesująco wykonaną muzykę, godną uwagi oprawę wizualną, a nade wszystko – dowcip. Po całej serii poważnych, czasem przytłaczających dostojną tematyką przedstawień („Nabucco”, „Poławiacze pereł”) wreszcie znalazło się w gdańskim teatrze operowym miejsce na coś lżejszego. Co ciekawe, śpiewacy i tancerze doskonale odnajdują się w tym komediowym repertuarze, pokazując się publiczności w zupełnie nowej odsłonie – pisze Aleksandra Andrearczyk na łamach „Gazety Wyborczej Trójmiasto”.
Łukasz Rudziński, portal trojmiasto.pl: „Orfeusz w piekle" Jacques'a Offenbacha w interpretacji Marii Sartovej zawiera wiele dowcipu pełnego odniesień do naszej rzeczywistości. Przewrotność dzieła Offenbacha potraktowano tu jako punkt wyjścia do zabawy formą (również samej operetki i oczekiwań widzów), co dzieli publiczność na entuzjastów i sceptyków tej propozycji. Świetnie prezentują się Maria Domżał jako Eurydyka oraz Chór Opery Bałtyckiej (...) Mimo dobrych ról aktorskich, bardzo udanej zbiorowej kreacji Chóru i szeregu dowcipnych, z klasą rozwiniętych pomysłów, z "Orfeuszem w piekle" Opery Bałtyckiej jest trochę tak, jak z interpretacją żywiołowego kankana "Piekielny galop" - najbardziej znanego fragmentu operetki, na który przez większość spektaklu wszyscy czekają. Choreograf Jarosław Staniek zaproponował na wskroś oryginalną wersję tego tańca, która jednych szczerze ubawi, innych rozczaruje. Taka też jest cała operetka w reżyserii Marii Sartovej, odważna, czasami szalona, w której wątki parodystyczne mniej lub bardziej łączą się z naszą rzeczywistością, na przykład poprzez aluzje do "dobrej zmiany". Niewątpliwie taka pozycja, odmienna od innych propozycji Opery Bałtyckiej, jest w repertuarze Opery potrzebna. Nawet, jeśli dowcip "Orfeusza w piekle" nie przemawia do wszystkich".
Jarosław Zalesiński, „Dziennik Bałtycki”: Największym atutem tej premiery jest jej poczucie humoru. Sartova, reżyser, a w przeszłości śpiewaczka operowa (mierzyła się, m.in. z partią Eurydyki w „Orfeuszu w piekle”), dzięki swemu wyczuciu sceny znalazła wspólny język z grupą młodych śpiewaków, kreujących najważniejsze role. Wiele postaci ma tu swój wyrazisty charakter, temperament, osobowość. Mniej może od strony wokalnej, za to na pewno od strony aktorskiej – tym zespół wykonawców do siebie przekonuje. Zostaje w pamięci zwłaszcza temperamentna Maria Domżał jako Eurydyka (na jej tle Dawid Kwieciński jako Orfeusz wypada trochę ciapowato, ale chyba tak właśnie miało być). Przezabawna jest Diana Joanny Wójcik, zwłaszcza wtedy gdy wspomina o swoim spotkaniu z Akteonem. Pluton Przemysława Baińskiego, kolejna charakterystyczna postać, nie ma w sobie nic z zarządcy piekielnych otchłani, to prędzej tani lowelas, uwodzący płeć piękną odsłoniętym torsem. Takich charakterów i charakterków jest tu o wiele więcej, dzięki temu przedstawienie, zwłaszcza pierwsza jego część, jest żywe, zabawne, może się podobać (…) Mury świątyni wysokiej sztuki, wybudowanej przy alei Zwycięstwa w Gdańsku, z pewnością nie zawaliły się po tej premierze. Gdański „Orfeusz w piekle” pokazuje, że operetka nie jest gatunkiem zwietrzałym, a lekkość i humor mają swoje prawo obywatelstwa w teatrze operowym. Pokazuje też jednak, że żadna z premier operowych, wystawionych przy alei Zwycięstwa za dyrektora Kunca, nie okazała się wielkiego kalibru wydarzeniem. Nie były one porażkami, bywały sukcesami, ale nie wyznaczyły nowego poziomu operowej sceny w Gdańsku. Już prędzej można by to powiedzieć o premierach baletowych”. 15.04.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Strefa Kultury w Chwaszczynie otwarta. W rozbudowanej nakładem blisko 2 mln złotych siedzibie Ochotniczej Straży Pożarnej powstało długo oczekiwane miejsce spotkań mieszkańców. Strefa to między innymi różnego rodzaju warsztaty, zajęcia ruchowe, koncerty, spotkania autorskie i wiele innych atrakcji. Przy ul. Żeromskiego 9 swoje siedziby znalazły stowarzyszenia i organizacje pozarządowe oraz filia Biblioteki Samorządowej w Żukowie. Oficjalnego otwarcia tego długo oczekiwanego miejsca dokonali w sobotę burmistrz Żukowa Wojciech Kankowski, zastępca burmistrza Sylwia Laskowska-Bobula, przewodniczący Rady Miejskiej Witold Szmidtke, sołtys Chwaszczyna Jolanta Wiercińska i prezes tutejszej OSP Ludwik Secke. Obiekt poświęcił ks. Piotr Gruba, proboszcz parafii pw. Świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza w Chwaszczynie. O oprawę artystyczną uroczystości zadbały Gminna Orkiestra Dęta z Żukowa kierowana przez Pawła Grubę, Studio Tańca Mambo oraz działające przy Kole Gospodyń Wiejskich w Chwaszczynie zespół Kaszubki i grupa kabaretowa. Nie zabrakło też prezentacji stowarzyszeń z Chwaszczyna i Tuchomia. W niedzielę Dzień Otwarty Strefy Kultury. W programie m.in. czytanie bajek, gry i zabawy z animatorem, występ taneczny, pokazy sportowe, wystawa grafik i warsztaty rysunku. O 13 wystąpią Czarodzieje z Kaszub. 14.04.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Pogromem zakończył się pierwszy tegoroczny mecz w ekstralidze rugbistów Lechii Gdańsk. Podopieczni debiutującego w roli trenera Jurija Buchało pokonali na stadionie przy Grunwaldzkiej KS Budowlanych Łódź 66:0 (38:0). Najwięcej punktów dla biało-zielonych uzyskali Tomasz Rokicki i Rafał Janeczko. Obaj powrócili niedawno do gdańskiej drużyny po sezonie spędzonym w Pogoni Siedlce. Ten drugi jest poważnym kandydatem do awansu na pozycję wicelidera klasyfikacji najskuteczniejszych rugbistów w historii gdańskiego klubu. Po dzisiejszym meczu czołówka rankingu przedstawia się następująco: 1. Janusz Urbanowicz – 1811 punktów, 2. Stanisław Więciorek – 831, 3. Rafał Janeczko – 770.
Lechia Gdańsk – KS Budowlani Łódź 66:0 (38:0). Punkt zdobyli: Rokicki 15, Janeczko 14, Szymanowski 10, Fursenko 7, Płonka 5, Bezwierhyi 5, Fanchulidze 5, Rymon-Lipiński 5.
LECHIA: Kacprzak, Buczek, Muchlado - Pawłowski, Lademann - Olszewski, Płonka, Bezwierhyi - Janeczko - Szaszenko - Rokicki, Fanchulidze, K.Bracik, Fursenko - Kwiatkowski oraz Szymanowski, Rymon-Lipiński. 14.04.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
„Stop demoralizacji dzieci” – apelują przeciwnicy wydanej przez Urząd Miejski w Gdańsku broszury edukacyjnej dla chętnych uczniów i rodziców „Zdrowe Love”. Środowiska prawicowo-katolickie nie zgadzają się także na upolitycznianie opracowywanego przez miasto Modelu na Rzecz Równego Traktowania. Przeciwko wspieraniu przez gdański samorząd środowisk lewicowych oraz forsowaniu działań zmierzających do seksualizacji dzieci i młodzieży w sobotnie przedpołudnie przed magistratem protestowało kilkadziesiąt osób z Kongresu Nowej Prawicy, Fundacji Mamy i Taty oraz organizacji pro life. – Broszura edukacyjna „Zdrowe Love” propaguje rozwiązłość, promując m.in. pigułkę „dzień po”, masturbację i koncepcję płci kulturowej. Naszą uwagę zwraca hojne finansowanie z pieniędzy budżetu Miasta Gdańska organizacji pozarządowych wspierających ideologię gender. Plany wprowadzenia w maju 2018 roku w Gdańsku elementów Europejskiej Karty Równości Kobiet i Mężczyzn w Życiu Lokalnym, popieranej przez środowiska LGBT i otwarcie odwołującej się do ideologii gender, nie znalazły uznania w trakcie tzw. panelu obywatelskiego, a mimo to miasto nadal prowadzi działania na rzecz wprowadzenia elementów Karty. Według opinii wyrażonej przez Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, Europejska Karta Równości jest niezgodna z obowiązującym w Polsce prawem między innymi dlatego, iż jej postanowienia nie znajdują się w kompetencjach samorządu, co przyznają niektórzy urzędnicy miasta Gdańska. Protestujemy przeciwko łamaniu porządku prawnego przez władze miasta Gdańska, a w szczególności naruszania konstytucyjnego prawa rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Finansowe wspieranie organizacji skrajnie lewicowych obliczone jest na dezintegrację polskiego społeczeństwa i stanowi realne zagrożenie naszego bezpieczeństwa – przekonują organizatorzy protestu. 14.04.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Stary Maneż bawił tego wieczoru w rytmie przebojów Justina Timberlake'a. Z utworami jeden z największych gwiazd muzyki rozrywkowej mierzyło się tutaj aż 14 młodych muzyków. W wypełnionym po brzegi klubie rozbrzmiewały takie hity jak „Take Back the Night”, „Love Never Felt So Good”, „Señorita” czy niezwykle energetyczne „Can't Stop the Feeling!”. „Tribute to Justin Timberlake” to projekt koncertowy studentów Akademii Muzycznej w Gdańsku. Wokaliści znani są szersze publiczności z programów „Bitwa na głosy”, „X Factor”, „The Voice of Poland” czy „Must be the Music”. Dora Theisebach, Agnieszka Brenzak, Marcin Molendowski i Łukasz Reks to różnorodne barwy głosu, które razem tworzą świetne brzmienie. Na scenie towarzyszy im 10-osobowy zespół instrumentalny w składzie: Mikołaj Basiukiewicz (instrumenty klawiszowe), Dominik Kisiel (instrumenty klawiszowe), Mateusz Jaremko (gitary), Tomasz Sadecki (gitara basowa), Mikołaj Stańko (perkusja), Nikodem Wojtkiewicz (perkusjonalia), Jakub Klemensiewicz (saksofon tenorowy), Adam Skorczewski (trąbka), Radosław Kulesza (trąbka) oraz Artur Ostrowski (puzon). Dziełem studentów są nie tylko dopracowane aranże, ale również odpowiednia oprawa wydarzenia (światła, choreografia), za sprawą której publiczność może się poczuć jak na planie teledysku Justina Timberlake'a. 13.04.2018 / fot. Anna Rezulak / KFP
Derby gonią derby, a Lechia wciąż górą. Prowadzeni przez Piotra Stokowca gdańszczanie w sześć dni zdobyli sześć punktów, dwukrotnie pokonując Arkę. Po sobotniej wygranej 4:2 na Stadionie Energa Gdańsk dzisiaj w Gdyni cieszyli się z wyniku 2:1. Jesienią na Stadionie Miejskim też było biało-zielono (1:0). Tytuł derbowego łowczego zdobył Flavio Paixao. Do bramki żółto-niebieskich Portugalczyk trafiał w tym sezonie aż pięciokrotnie.
– Wydaje mi się, że zasłużyliśmy na zwycięstwo. Staraliśmy się grać piłką, przejmować inicjatywę. Dużo było walki sportowej. Nie jest sztuką wygrać, jak się szybko strzela kilka bramek, sztuką jest wygrać, gdy się przegrywa jak my dziś – komentował postawę swojego zespołu Piotr Stokowiec. – Znów pierwsza połowa zadecydowała o naszej porażce. Zaczęło się bardzo dobrze, a potem za głęboko się wycofaliśmy. Przeżywam deja vu, bo uczulaliśmy zawodników na zagrożenie bramki przy dośrodkowaniach. Graliśmy nerwowo, widać było presję meczu. W końcówce mieliśmy sytuacje po wrzutkach, ale bardzo dobrze spisywał się Dusan Kuciak. Zawiedliśmy. Serce boli jak cholera – nie krył rozczarowania po meczu trener gdynian Leszek Ojrzyński.
Arka Gdynia - Lechia Gdańsk 1:2 (1:2).
Bramki: Szwoch (9', karny) – Vitoria (22'), F. Paixao (43').
ARKA: Steinbors – Zbozień, Marcjanik, Helstrup, Marciniak – Sołdecki – Zarandia, Bogdanow, Szwoch, Marcus – Siemaszko.
LECHIA: 1 Kuciak – Stolarski, Vitoria, Nalepa, Wawrzyniak – Łukasik, Sławczew – Haraslin, Lipski, Oliveira – F. Paixao. 13.04.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
XVIII-wieczne przedproże Ratusza Głównego Miasta od dziś znowu jest dostępne dla mieszkańców i turystów odwiedzających Gdańsk. Taras przed wejściem do jednego z najznamienitszych gdańskich zabytków przez blisko pół roku poddawany był zabiegom konserwatorskim. Wysłużonej konstrukcji przydał się tym razem większy remont. –Najważniejszym elementem prac było zabezpieczenie przedproża przed osiadaniem i przenikaniem wody. Warstwy izolacyjne zostały wykonane z najlepszych powłok membranowych. Przeprowadziliśmy także generalne prace konserwatorskie oraz konserwację elementów kamiennych, w tym cennych detali architektonicznych – mówi Tomasz Wierzchowski, zastępca dyrektora Muzeum Gdańska. Renowacja przedproża kosztowała ok. 200 tys. złotych netto. 60 proc. tej kwoty pochodziło ze środków unijnych. – Główne Miasto to nasze wielowiekowe dziedzictwo tworzące tożsamość miasta oraz gdańszczan i gdańszczanek. To nasze wspólne dobro, o które powinniśmy wszyscy dbać w równym stopniu. Możemy być dumni, że w Gdańsku, jak w żadnym innym mieście w Polsce, dzięki zintegrowanej współpracy samorządów terytorialnych pięknieją dawne uliczki, a zabytkowe budynki odzyskują blask, by cieszyć kolejne pokolenia mieszkańców – mówi prezydent miasta Paweł Adamowicz. Przed wakacjami Muzeum Gdańska zakończy wart ponad 6 mln złotych projekt „Przywracamy blask Drodze Królewskiej…” dofinansowany ze środków Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Pomorskiego na lata 2014-2020. Dzięki dofinansowaniu otwarto m.in. Galerię Palową i dziedziniec Dworu Artusa od strony ul. Chlebnickiej. Prowadzone obecnie we wnętrzach i na przedprożach dworu prace modernizacyjne potrwają do 30 czerwca. – Trzeci etap przywracania świetności Drodze Królewskiej ma się ku końcowi. W 250. rocznicę urodzin przedproża Ratusza Głównego Miasta, dzięki przychylności i wsparciu marszałka województwa pomorskiego oraz prezydenta miasta Gdańska udostępniamy dziś ten zabytkowy obiekt mieszkańcom Gdańska i turystom. W przyszłości – po wdrożeniu nowej wystawy stałej – odwiedzający nasze muzeum będą tędy wchodzić do pomieszczeń ekspozycyjnych – mówi Waldemar Ossowski, dyrektor Muzeum Gdańska. 13.04.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
  • aktualnych propozycji: 10749
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2018 KFP