logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 10753
Ponad 500 miejsc na składanych trybunach, podłoga Neoshok – taka sama, na jakich grają koszykarze NBA, najazdowe kosze, ledowe wyświetlacze, profesjonalny system nagłośnienia, automatycznie opuszczane rolety... Pelplińscy sportowcy i kibice mają powody do radości. Na taki obiekt miasto czekało całe wieki. Rozpoczęta pod koniec 2016 roku przebudowa sali gimnastycznej przy Zespole Kształcenia i Wychowania nr 1 na ul. Sambora przyniosła nadspodziewany efekt. Od dziś Pelplin ma swoją Halę Sportową. – To będzie nasz dom dobrych emocji. Mamy wspaniałych koszykarzy, siatkarki, zapaśników i lekkoatletów, a jednak od wielu lat infrastruktura sportowa nie nadążała za sukcesami naszych sportowców. Właściwie to jest hala wybudowana na nowo. Nie było to łatwe. W ubiegłym roku w remontowanej sali doszło do pożaru. Inwestycja stanęła pod znakiem zapytania, ale udało się – mówił podczas uroczystego otwarcia burmistrz Patryk Demski. Na nowy obiekt cieszą się także uczniowie ZKiW nr 1, największej w gminie placówki oświatowej. – Nowoczesna hala jest ziszczeniem wieloletnich marzeń całej szkolnej społeczności. Nikt chyba nawet nie wyobrażał sobie, że będzie aż tak duża i tak ładna – podkreślała dyrektor ZKiW nr 1 Lucyna Bielińska. Aż trudno uwierzyć, że inwestycja pochłonęła tylko 4 mln złotych. Blisko połowę tej kwoty stanowiła dotacja z Ministerstwa Sportu i Turystyki. – Serce się raduje, kiedy widzę obiekt, w którym dzieciaki będą mogły w cywilizowanych warunkach uprawiać sport. Cieszy też fakt, że udało się osiągnąć taki efekt za stosunkowo niewielkie pieniądze – mówił podczas otwarcia wiceminister Jarosław Stawiarski. Hala została wyposażona w kotary, dzięki którym można podzielić ją na mniejsze przestrzenie i prowadzenie jednocześnie zajęcia lekcyjne na trzech boiskach (całkowita powierzchnia: 1220, 41 mkw; przed rozbudową: 746,94 mkw.). Pierwszą poważną próbę pelpliński obiekt przejdzie w najbliższą sobotę, kiedy o awans do do I ligi będą tu walczyć koszykarze Decki Pelplin. 18.04.2018 / fot. Krzysztof Mania / KFP
To niecodzienne, trójmiejskie wydarzenie gromadzi ludzi o wielkich sercach, którzy swoim wsparciem i zaangażowaniem pragnęli włączyć się w pomoc nieuleczalnie chorym dzieciom z gdyńskiego hospicjum. Podczas Gali przyznana została wyjątkowa nagroda – Bryła Bursztynu – klejnotu Bałtyku symbolizująca moc i siłę. Jej laureatką została Joanna Matuszewska, dziennikarka Radia Gdańsk. Pomysłodawcą nagrody jest Anna Białek z akcjaanima.pl. 13.04.2018 fot. Tomasz Kamiński / KFP
KOD organizuje Obywatelską Kontrolę Wyborów, która ma zapobiec manipulacjom w w jesiennych wyborach samorządowych oraz w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Do pełnienia tej misji zgłosiło się już blisko 4 tys. wolontariuszy. Inicjatywę popiera Lecha Wałęsa. – Potrzeba nam 60 000 wolontariuszy, ponieważ mamy ok. 30 000 komisji obwodowych. One obradują w dwóch składach, więc w każdej z nich będzie nam potrzebny obserwator, który będzie czuwał, czy wszystko przebiega zgodnie z procedurami. Nie sądzimy, aby do dużych manipulacji doszło przy okazji wyborów samorządowych, ale będzie to dobra rozgrzewka dla obywateli przed wyborami parlamentarnymi, bo tam ta kontrola będzie niezwykle potrzebna. Mam nadzieję, że będziemy współpracować z Platformą Obywatelską, która ma inicjatywę Wolontariusze Wolnych Wyborów – mówi Radomir Szumełda, szef pomorskiego KOD. Podczas wtorkowej konferencji przed przed bramą Stoczni Gdańskiej liderzy ruchu zachęcali do udziału w demonstracji „Demokratyczny Gdańsk mówi NIE dla nacjonalizmu i faszyzmu!”. Manifestacja będąca odpowiedzią na niedawny marsz zwolenników Obozu Narodowo-Radykalnego wyruszy w sobotę o godz. 12 spod Ratusza Głównego Miasta. – Nie ma niczego złego, jeśli w przestrzeni publicznej maszerują legalne stowarzyszenia. Niepokojące jest jednak to, że tyle osób maszeruje pod flagą falangi – mówił Szumełda. Przewodniczący pomorskiego KOD odniósł się również do słów posła PiS Janusza Śniadka, który w rozmowie z Radiem Gdańsk powiedział, że bardziej niż sobotnie spotkanie ONR w Sali BHP zmartwił go ubiegłoroczny wiec KOD na Placu Solidarności. – Pan poseł Śniadek nie wie albo udaje, że nie wie, że ONR został zdelegalizowany przez władze II RP jako organizacja faszystowska, a twórca ONR Bolesław Piasecki współpracował z Sowietami przy instalowaniu w Polsce najgorszej, bo stalinowskiej wersji komunizmu. Myślę, że obecna NSZZ Solidarność ma problem z wartościami, podobnie jak Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, które udostępniło narodowcom historyczną salę BHP, w której podpisano przełomowe dla polskiej wolności porozumienia sierpniowe 1980 roku – przypominał Radosław Szumełda. 17.04.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Cyfrowa transformacja dotyka każdego z nas, w każdej dziedzinie życia, od codziennej komunikacji i rozrywki, poprzez edukację i pracę, aż po skomplikowane procesy biznesowe. Czy jesteśmy na nią gotowi? Jaki ma na nas wpływ? Jak w pełni wykorzystać możliwości, które nam daje w sferze edukacyjnej, akademickiej, biznesowej i osobistej? Odpowiedzi na te pytania poszukają eksperci uczestniczący w dwudniowej konferencji „Konkurencyjna edukacja. Uczelnia-idea: cyfrowa transformacja”, łączącej wykład, power speech, debatę oksfordzką i lożę mentorów. We wtorek uczestników konferencji podejmował Hotel Sopot. Dziś przed południem dyskusja z udziałem publiczności, wśród której nie brakuje przedstawicieli środowisk naukowych, biznesowych czy organizacji pozarządowych, przeniosła się na Dziedziniec Fahrenheita w Gmachu Głównym Politechniki Gdańskiej. Jednym z głównych prelegentów „Konkurencyjnej edukacji...” jest profesor Jerzy Hausner, polityk i ekonomista. Pomysłodawca koncepcji zarządzania przedsiębiorstwem „Firma-idea” mówił w Sopocie o nowym podejściu do wartości w biznesie oraz sytuacji i perspektywach polskiej gospodarki. Em jego dzisiejszego wykładu na PG jest „Uczelnia-Idea”. Tradycyjnym, uroczystym elementem programu będzie wręczenie dyplomów absolwentom studiów MBA Politechniki Gdańskiej. W tym roku wyjątkowy charakter tej uroczystości podkreśli obecność wśród zaproszonych gości dyrektorów studiów MBA z innych polskich uczelni. Partnerem merytorycznym konferencji jest inicjatywa Open Eyes Economy Summit. 17.04.2018 / fot. Anna Rezulak / KFP
Plakat reklamowy z mściwymi „glizdami” wisi przy ul. Dmowskiego od piątku. Będzie tu przez dwa tygodnie. Wychodząc z Galerii Bałtyckiej na dworzec PKP we Wrzeszczu, nie sposób go nie zauważyć. Wystarczy oderwać oczy od ekranu osobistego iPhone'a, a szare komórki dostaną zajęcie jak się patrzy. O co tu chodzi? Spod ziemi wychodzą dżdżownice. Najjaśniejsza glista, a zarazem najwyżej zadzierająca część głowową krzyczy: „Wołyń pomścimy!!!”. Spoczywający na leśnym poszyciu metalowy orzełek nie pozostawia wątpliwości, o którym Wołyniu jest tu mowa. Podejrzliwość co do intencji autora plakatu wzbudza jednak napis widniejący u dołu. Pod obrazem podpisało się Stowarzyszenie Glizdy dla Ojczyzny. Recz w tym, że glizdy nie ma ani w słowniku, ani w żadnym z rejestrów stowarzyszeń. – Ale mogłaby być. Nie miałem ochoty na mówienie językiem prostym. Zależało mi na podyskutowaniu z pewnymi faktami w przestrzeni publicznej. Błędna pisownia jest tutaj elementem naprowadzającym widza. Zrobiłem akcję artystyczną po to, żeby zmusić ludzi do myślenia. Glizdy z plakatu to przejaw mojego protestu przeciwko temu, że w Polsce do głosu dochodzą elementy, które pod „bezrozumnymi” hasłami, bezrefleksyjnie wprowadzają zmiany skutkujące pogorszeniem naszych relacji z innymi narodami – wyjaśnia nam dr hab. n. med. Maciej Śmietański, wybitny specjalista w leczeniu przepuklin, ordynator oddziału chirurgii ogólnej w Szpitalu Puckim sp. z o.o.
Autor plakatu jest nie tylko znanym chirurgiem, od 20 lat zajmuje się również sztuką. Dusza artysty podpowiedziała mu, że powinien zrobić coś niebanalnego dla siebie – doktora Śmietańskiego, ale też dla wszystkich, którym leży na sercu dobra współpraca środowisk medycznych Polski i Ukrainy. Poprzez swoją pracę dba o to, żeby nasza kraj był na świecie pozytywnie odbierany. Od dziesięciu lat prowadzi na Ukrainie misje humanitarne. Wspólnie z kolegami lekarzami założył Ukraińską Szkołę Chirurgii Przepuklin. Szkolił specjalistów z Kijowa i Lwowa. – Kolejnym krokiem było założenie Ukraińskiego Towarzystwa Przepuklinowego. Ponieważ przez dwie kadencje byłem członkiem zarządu Europejskiego Towarzystwa Przepuklinowego, pomogłem naszym ukraińskim przyjaciołom wejść do struktur międzynarodowych. Dostałem od nich za to tytuły doktora honoris causa Narodowej Akademii Medycznej Szkolenia Podyplomowego w Kijowie i Akademii Medycznej w Iwano-Frankowsku, naszym dawnym Stanisławowie. Niestety, przez to, co robią obecnie polskie władze, te relacje się psują. Ukraińcy zaczynają patrzeć na nas już nie jak na przyjaciół. Takim bezpośrednim sygnałem dla mnie, że trzeba zabrać głos, było to, że nasi przyjaciele odwołali Polsko-Ukraińskie Dni Chirurgiczne, które miały się odbyć 15 czerwca br. w Lublinie. Decyzja zarządu Towarzystwa Chirurgów Ukrainy zapadała na początku marca, po wejściu w życie nowej ustawy o IPN-ie. Ukraińcy napisali do nas, że choć tego żałują, muszą jakiś gest wykonać. Pan profesor Grzegorz Wallner, który współorganizował to spotkanie ze strony polskiej, wydał oświadczenie, że też jest przeciwko tej ustawie. Ale pisanie listów do rządu nie przynosi skutku. Pomyślałem więc sobie, że zrobię akcję artystyczną – kontynuuje doktor Śmietański.
I jakie są pierwsze wrażenia? Ludzie nie mówię, że stowarzyszenie glizd chce naprawdę tej zemsty za rzeź wołyńską? – pytamy autora. – Byłem tam w piątek. Obserwowałem reakcje przez 40 minut. Połowa osób przechodzących tamtędy patrzyła w swoje telefony. Masakra. Mniej więcej jedna na dziesięć zwracała uwagę na plakat. Trzy osoby wyciągnęły komóreczki i zrobiły zdjęcia. Jeden starszy pan stanął, podniósł laskę i krzyknął „Hańba!”, ale nie wiem, co miał na myśli. Jestem ciekaw, czy tą pracą mogę sprowokować jakąkolwiek dyskusję, czy też ludziom jest już po prostu wszystko jedno. Sprawa może wyglądać na osobistą, bo to są moje zawodowe kontakty, i to ja widzę, jak one się psują. Przypuszczam, że 95 procent Polakw myśli, że ta ustawa ich nie dotyczy. Może się jednak okazać, że konsekwencje będą większe – mówi Maciej Śmietański. 15.04.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
4. Gdańsk Maraton zakończył się bezapelacyjnym zwycięstwem Rafała Czarneckiego z Bliżyna. Przed rokiem też nie dał szans rywalom. Czas uzyskany przez reprezentanta STS Skarżysko-Kamienna – 2:23:37 – jest lepszy od jego ubiegłorocznego rekordu trasy o 55 sekund. – Trochę się bałem tego startu, bo na rozbieganiu miałem ciężkie nogi. Nie wiedziałem, że będzie aż tak dobrze, ale postanowiłem powalczyć o ten wynik. Zależało mi na złamaniu bariery 2 godzin i 24 minut. Rok temu mieliśmy lepsze warunki pogodowe, było chłodniej. Dziś tempo trochę spadło. Praktycznie cały dystans pokonałem samotnie. Gdyby była chociaż jedna osoba do pomocy, to na końcówce można by było urwać jeszcze ze 35 sekund – komentował na gorąco swój występ Rafał Czarnecki. Drugie miejsce zajął dziś Paweł Kosek z czasem 2:34:36, a na trzecim miejscu finiszował Marcin Rakoczy (2:34:46). Najszybsza z pań, Justyna Śliwiak na pokonanie pond 42-kilometrowej trasy potrzebowała 2 godzin 53 minut i 59 sekund. Co ciekawe, kiedy w ubiegłym roku warszawianka stawała w hali AmberExpo na drugim stopniu podium, jej rezultat był o blisko 2 minuty lepszy. Jako druga na metę przybiegła tym razem Alena Shumik (2:56:47), a na trzecim miejscu zawody ukończyła Małgorzata Tuwalska (2:59:21). Na starcie 4. Gdańsk Maratonu stanęło ponad 2700 uczestników. 15.04.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Opera Bałtycka wyruszyła w niedzielne przedpołudnie w podróż po świecie teatralnych trików. Wraz z artystami do „Teatralnego wehikułu...” zasiadło liczne grono najmłodszych widzów i towarzyszących im opiekunów. W najnowszym spektaklu familijnym z cyklu „Opera Tu! Tu!” życiowe role zgrały... scenografia, sztankiet, oświetlenie i projekcje multimedialne. Oczywiście, jak na sezon francuski przystało, nie mogło na scenie Opery Bałtyckiej zabraknąć primadonny i dzieła paryskiego kompozytora.
„Opera Tu! Tu!” to propozycja dla rodzin z dziećmi w wieku od 4 do 10 lat. Całość została zaaranżowana z myślą o tym, by najmłodsi melomani mogli poznać świat instrumentów, głosów oraz najsłynniejszych oper i przedstawień muzycznych. Razem z głównymi bohaterami - rodzeństwem Giovannim (Bartosz Żołubak) i Giuliettą (Marzena Ostryńska) - dzieciaki odkrywają operę od podstaw, uczestnicząc w rozwiązywaniu zadań proponowanych przez artystów. Czym jest partia, a czym jest libretto? Czy w operze zawsze się tylko śpiewa? Odpowiedzi czekają w niedzielne przedpołudnia na scenie Opery Bałtyckiej. Opiekę reżyserską nad spektaklami sprawuje Tomasz Valldal-Czarnecki. 15.04.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Po 11 latach przerwy do Opery Bałtyckiej powróciła operetka. Podkasana muza gości tu rzadko, ale kiedy już się pojawia, jej obecność znamionuje wydarzenia niebagatelne dla przyszłości gdańskiej sceny. Ponad dekadę temu „Baronem cygańskim” Johanna Straussa w reżyserii Emila Wesołowskiego z gdańską publicznością pożegnał się wieloletni dyrektor Opery Włodzimierz Nawotka. Śladami poprzednika podąża teraz Warcisław Kunc. Dyrektorska misja dyrygenta i menedżera kultury w czerwcu dobiegnie końca. „Orfeusz w piekle” Jacques'a Offenbacha w reżyserii Marii Sartovej był ostatnią premierą za kadencji Kunca. Przedstawienie spotkało się z przychylnymi opiniami krytyki.
– „Orfeusz w piekle” jest jedną z najbardziej udanych produkcji gdańskiej opery na przestrzeni kilku ostatnich sezonów. Spektakl ma wszystkie zalety dobrego przedstawienia: interesująco wykonaną muzykę, godną uwagi oprawę wizualną, a nade wszystko – dowcip. Po całej serii poważnych, czasem przytłaczających dostojną tematyką przedstawień („Nabucco”, „Poławiacze pereł”) wreszcie znalazło się w gdańskim teatrze operowym miejsce na coś lżejszego. Co ciekawe, śpiewacy i tancerze doskonale odnajdują się w tym komediowym repertuarze, pokazując się publiczności w zupełnie nowej odsłonie – pisze Aleksandra Andrearczyk na łamach „Gazety Wyborczej Trójmiasto”.
Łukasz Rudziński, portal trojmiasto.pl: „Orfeusz w piekle" Jacques'a Offenbacha w interpretacji Marii Sartovej zawiera wiele dowcipu pełnego odniesień do naszej rzeczywistości. Przewrotność dzieła Offenbacha potraktowano tu jako punkt wyjścia do zabawy formą (również samej operetki i oczekiwań widzów), co dzieli publiczność na entuzjastów i sceptyków tej propozycji. Świetnie prezentują się Maria Domżał jako Eurydyka oraz Chór Opery Bałtyckiej (...) Mimo dobrych ról aktorskich, bardzo udanej zbiorowej kreacji Chóru i szeregu dowcipnych, z klasą rozwiniętych pomysłów, z "Orfeuszem w piekle" Opery Bałtyckiej jest trochę tak, jak z interpretacją żywiołowego kankana "Piekielny galop" - najbardziej znanego fragmentu operetki, na który przez większość spektaklu wszyscy czekają. Choreograf Jarosław Staniek zaproponował na wskroś oryginalną wersję tego tańca, która jednych szczerze ubawi, innych rozczaruje. Taka też jest cała operetka w reżyserii Marii Sartovej, odważna, czasami szalona, w której wątki parodystyczne mniej lub bardziej łączą się z naszą rzeczywistością, na przykład poprzez aluzje do "dobrej zmiany". Niewątpliwie taka pozycja, odmienna od innych propozycji Opery Bałtyckiej, jest w repertuarze Opery potrzebna. Nawet, jeśli dowcip "Orfeusza w piekle" nie przemawia do wszystkich".
Jarosław Zalesiński, „Dziennik Bałtycki”: Największym atutem tej premiery jest jej poczucie humoru. Sartova, reżyser, a w przeszłości śpiewaczka operowa (mierzyła się, m.in. z partią Eurydyki w „Orfeuszu w piekle”), dzięki swemu wyczuciu sceny znalazła wspólny język z grupą młodych śpiewaków, kreujących najważniejsze role. Wiele postaci ma tu swój wyrazisty charakter, temperament, osobowość. Mniej może od strony wokalnej, za to na pewno od strony aktorskiej – tym zespół wykonawców do siebie przekonuje. Zostaje w pamięci zwłaszcza temperamentna Maria Domżał jako Eurydyka (na jej tle Dawid Kwieciński jako Orfeusz wypada trochę ciapowato, ale chyba tak właśnie miało być). Przezabawna jest Diana Joanny Wójcik, zwłaszcza wtedy gdy wspomina o swoim spotkaniu z Akteonem. Pluton Przemysława Baińskiego, kolejna charakterystyczna postać, nie ma w sobie nic z zarządcy piekielnych otchłani, to prędzej tani lowelas, uwodzący płeć piękną odsłoniętym torsem. Takich charakterów i charakterków jest tu o wiele więcej, dzięki temu przedstawienie, zwłaszcza pierwsza jego część, jest żywe, zabawne, może się podobać (…) Mury świątyni wysokiej sztuki, wybudowanej przy alei Zwycięstwa w Gdańsku, z pewnością nie zawaliły się po tej premierze. Gdański „Orfeusz w piekle” pokazuje, że operetka nie jest gatunkiem zwietrzałym, a lekkość i humor mają swoje prawo obywatelstwa w teatrze operowym. Pokazuje też jednak, że żadna z premier operowych, wystawionych przy alei Zwycięstwa za dyrektora Kunca, nie okazała się wielkiego kalibru wydarzeniem. Nie były one porażkami, bywały sukcesami, ale nie wyznaczyły nowego poziomu operowej sceny w Gdańsku. Już prędzej można by to powiedzieć o premierach baletowych”. 15.04.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Strefa Kultury w Chwaszczynie otwarta. W rozbudowanej nakładem blisko 2 mln złotych siedzibie Ochotniczej Straży Pożarnej powstało długo oczekiwane miejsce spotkań mieszkańców. Strefa to między innymi różnego rodzaju warsztaty, zajęcia ruchowe, koncerty, spotkania autorskie i wiele innych atrakcji. Przy ul. Żeromskiego 9 swoje siedziby znalazły stowarzyszenia i organizacje pozarządowe oraz filia Biblioteki Samorządowej w Żukowie. Oficjalnego otwarcia tego długo oczekiwanego miejsca dokonali w sobotę burmistrz Żukowa Wojciech Kankowski, zastępca burmistrza Sylwia Laskowska-Bobula, przewodniczący Rady Miejskiej Witold Szmidtke, sołtys Chwaszczyna Jolanta Wiercińska i prezes tutejszej OSP Ludwik Secke. Obiekt poświęcił ks. Piotr Gruba, proboszcz parafii pw. Świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza w Chwaszczynie. O oprawę artystyczną uroczystości zadbały Gminna Orkiestra Dęta z Żukowa kierowana przez Pawła Grubę, Studio Tańca Mambo oraz działające przy Kole Gospodyń Wiejskich w Chwaszczynie zespół Kaszubki i grupa kabaretowa. Nie zabrakło też prezentacji stowarzyszeń z Chwaszczyna i Tuchomia. W niedzielę Dzień Otwarty Strefy Kultury. W programie m.in. czytanie bajek, gry i zabawy z animatorem, występ taneczny, pokazy sportowe, wystawa grafik i warsztaty rysunku. O 13 wystąpią Czarodzieje z Kaszub. 14.04.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Pogromem zakończył się pierwszy tegoroczny mecz w ekstralidze rugbistów Lechii Gdańsk. Podopieczni debiutującego w roli trenera Jurija Buchało pokonali na stadionie przy Grunwaldzkiej KS Budowlanych Łódź 66:0 (38:0). Najwięcej punktów dla biało-zielonych uzyskali Tomasz Rokicki i Rafał Janeczko. Obaj powrócili niedawno do gdańskiej drużyny po sezonie spędzonym w Pogoni Siedlce. Ten drugi jest poważnym kandydatem do awansu na pozycję wicelidera klasyfikacji najskuteczniejszych rugbistów w historii gdańskiego klubu. Po dzisiejszym meczu czołówka rankingu przedstawia się następująco: 1. Janusz Urbanowicz – 1811 punktów, 2. Stanisław Więciorek – 831, 3. Rafał Janeczko – 770.
Lechia Gdańsk – KS Budowlani Łódź 66:0 (38:0). Punkt zdobyli: Rokicki 15, Janeczko 14, Szymanowski 10, Fursenko 7, Płonka 5, Bezwierhyi 5, Fanchulidze 5, Rymon-Lipiński 5.
LECHIA: Kacprzak, Buczek, Muchlado - Pawłowski, Lademann - Olszewski, Płonka, Bezwierhyi - Janeczko - Szaszenko - Rokicki, Fanchulidze, K.Bracik, Fursenko - Kwiatkowski oraz Szymanowski, Rymon-Lipiński. 14.04.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
  • aktualnych propozycji: 10753
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2018 KFP