logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje Newsletter

  • aktualnych propozycji: 10566

CANIS, CZYLI PIES, MUZYKA I WINO W NOWEJ RESTAURACJI NA OGARNEJ, DAWNYM KULTOWYM KLUBIE MUZYCZNYM

Kiedyś w kultowym klubie muzycznym na Ogarnej koncertowali znani muzycy, grupy, w sklepie i na odbywającej się raz w tygodniu giełdzie sprzedawano płyty. Legenda tego miejsca w latach 80 sięgało daleko poza granice Trójmiasta. Dzisiaj w zabytkowej kamienicy na Ogarnej 27/28 zadomowił się pies, który lubi muzykę i wino. Jego podniebienie łechce też kuchnia poprawiająca nastrój – comfort food, a nozdrza pobudza zapach historii. Zwierzak spogląda z sentymentem na dawną Psią z szyldu nowo otwartej restauracji Canis.
– Pomysł na nazwę lokalu podsunął nam nasz znajomy, pan Marcin. Nawiązuje ona do tradycji tego miejsca, na czym bardzo nam zależało, bo kamienica jest z 1872 roku i ma inspirującą historię. Ulica Ogarna do końca II wojny światowej nazywała się Hundegasse. Nazwa pochodzi z początku XV wieku. A jeszcze wcześniej była tu platea Canum, czyli też Psia, tylko pisana po łacinie. Nasz Canis i Canum mają wspólny rodowód – mówi Marta Sałek, menedżer restauracji otwartej 28 grudnia ubiegłego roku. To nie jest pierwszy lokal w historii neogotyckiej kamienicy wzniesionej według projektu Hermanna Bandta dla spółki Danziger Bankverein (Gdańskie Towarzystwo Bankowe), jednej z nielicznych w Głównym Mieście, które przetrwały wojenną zawieruchę w niemal nienaruszonym stanie. W latach 1927–1937 gdańszczanie przychodzili na Hundegasse 27/28 do kawiarni Cafe Germania. Wcześniej, od połowy ostatniej dekady XIX wieku gości przyjmował tutaj hotel Germania. Ciekawe wątki do tej historii dopisywali przed wojną kolejni właścicieli i dzierżawcy – gdańska loża masońska, Warszawski Bank Zjednoczony czy urząd powierniczy, który znalazł tu siedzibę na krótko przed wybuchem światowego konfliktu. W polskim Gdańsku jej nowy rozdział rozpoczął się epizodem bankowym. Na przełomie lat 40. i 50. dwie sale na parterze kamienicy zajęła na cztery dekady Robotnicza Spółdzielnia Wydawnicza „Prasa” przekształcona na początku lat 70. w RSW Prasa-Książka-Ruch.
Pokolenie dzisiejszych 50-latków kojarzy to miejsce z prowadzonym przez państwowego monopolistę Klubem Międzynarodowej Prasy i Książki.... dla melomanów. Z ulicy wchodziło się do sklepu płytowego odwiedzanego w latach 80. przez licznych bywalców cotygodniowych giełd z grającymi krążkami. W głębi była sala na blisko sto osób, w której koncertowały gwiazdy polskiej sceny rozrywkowej. Wstęp do klubu muzycznego (nazwa zwyczajowa) był wolny. Płaciło państwo. – Czasem aż powietrza brakowało. Oddychało się samą muzyką. Moja mama Alicja dość długo prowadziła ten klub. Pracowała w KMPiK na Ogarnej jako instruktor ds. muzycznych. Młodość tam spędziłem. Kilka lat temu znalazłem w piwnicy kronikę fotograficzną z tamtych czasów, i to bardzo cenną – z autografami i dedykacjami znamienitych gości klubu. Moja żona stłukła niedawno szklankę ozdobioną okrągłym logotypem Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej. Tak tak, to ten znak z charakterystycznym młotem umieszczonym w okręgu. Szklanka też była pamiątką stamtąd – wspomina gdański didżej Maciej Markiewicz związany zawodowo z Kabaretem na Tkackiej.
Ogarna 27/28 grała aż do likwidacji RSW. W 1990 roku płyty ustąpiły miejsca na półkach książkom Biblioteki Brytyjskiej Uniwersytetu Gdańskiego. Ćwierć wieku później uczelniany księgozbiór przeniósł się do kampusu w Oliwie, a administrator kamienicy – Gdański Zarząd Nieruchomości Komunalnych rozpoczął poszukiwania nowego najemcy. Minęło blisko 1,5 roku, nim Dariusz Markiewicz (zbieżność nazwisk przypadkowa) zaczął urządzać tutaj swoją pierwszą restaurację. Pracował dotąd w wielu lokalach, był kierownikiem i menedżerem, ale nie u siebie. Canis to jego oczko w głowie. Remont w kamienicy ruszył wiosną zeszłego roku. – Dotknęliśmy najdawniejszej historii tego miejsca, odsłaniając oryginalne kolumny z 1872 roku. Po wojnie zostały zamurowane. Widać je na starych zdjęciach prezentujących wnętrza Hotelu Germania i późniejszej Cafe Germania. Teraz są ozdobą naszego baru. Kiedy bliżej im się przyjrzymy, dostrzeżemy na nich ślady powłoki z 24-karatowego złota – mówi Marta Sałek. Wystrój lokalu łączy tradycję zabytkowego wnętrza z nowoczesnością. Na sufitach znalazły się sceny z obrazów niderlandzkich mistrzów – oryginały możemy podziwiać w amsterdamskim Rijksmuseum – a na ścianach lustra powiększające przestrzeń oraz czarno-białe zdjęcie, na których zobaczymy, jak kiedyś ludzie się bawili. Całości dopełniają surowość drewnianych stołów oraz najnowsze wzornictwo mebli tapicerowanych. W karcie dań sporządzonej przez szefa kuchni Mateusza Janusza (kuchni otwartej dodajmy – zza każdego stołu można patrzeć kucharzom na ręce) dominuje tzw. comfort food – potrawy z sentymentalnymi nutami. – To jest bardzo szerokie pojęcie, każdemu z nas może kojarzyć się z czymś innym. Nie zamykamy się w kuchni polskiej, sięgamy po składniki europejskie. Canis proponuje jedzenie, które poprawia nastrój. Staramy się, żeby na każdym talerzu były wszystkie tekstury – coś delikatnego, coś gładkiego, coś chrupkiego, ale też wszystkie cztery smaki – mówi szef kuchni. Ryba „lubi się” tu ze szpinakiem, topinambur ze słonym karmelem z dodatkiem suszonych borowików, kurka zielononóżka z masłem orzechowym i komosą ryżową, a cała karta dań z winem i muzyką.
Rozszerzona nazwa lokalu brzmi Canis Music&Wine. Nowy rozdział muzyczny otworzył tu w czwartkowy wieczór elblążanin Gracjan Kalandyk. Szersza publiczność poznała skalę jego talentu przed trzema laty, kiedy z powodzeniem walczył o finał programu „The Voice of Poland”. 25-letni dziś wokalista z gitarą niezmiennie zachwyca niezwykłą barwą głosu tudzież przepełnionym delikatnością i nostalgią repertuarem. – Taką muzyką graną na żywo chcemy wypełniać naszym gościom wszystkie wieczory. Gramy do północy. Program artystyczny wciąż jest tematem otwartym. Wsłuchujemy się w opinie odbiorców. Na pewno piątki będą należeć do fenomenalnego duetu wokalno-gitarowego Izabela Krasucka & Ireneusz Pestka. Planujemy wieczory tematyczne, np. piosenkę francuską z kuchnią wzbogaconą o akcenty nawiązujące do strawy duchowej. Prawdopodobnie we wtorki i środy gościć u nas będą także artyści kabaretowi i stand-upowi – zachęca do odwiedzenia muzykalnego Canisa Marta Sałek.
Przypominają się czasy, kiedy na nieco większej scenie przy Ogarnej 27/28 występowali Leszek Dranicki, Mietek Blues Band, Osjan, Jan Ptaszyn Wróblewski czy Józef Skrzek. – To nie były tylko koncerty i to nie byli artyści sceniczni, ale także muzykoznawcy, dziennikarze i prezenterzy muzyczni, śpiewający aktorzy czy np. fotograficy specjalizujący się w tworzeniu obrazów do ścieżek dźwiękowych. Przeglądam karty swojej kroniki – na zdjęciach są w niej Markowie – Niedźwiecki i Gaszyński, a nawet Piotr Kaczkowski, znany przecież także z tego, że unika fotoreporterów i mediów wizualnych. Ze swoim legendarnym „Minimaksem” był u nas 13 lipca 1983 roku. Dwa miesiące wcześniej koncertował tu nieodżałowany Jacek Skubikowski. 21 października 1986 roku zagrał Józef Skrzek. Mam płytę z dedykacją. Oddział zamknięty... Brakuje daty. Bajm był w Gdańsku dwa dni – 26-27 czerwca 1984 roku. Zachowałem plakat z dedykacją. Osjan – zdjęcie niestety też bez daty, ale z dedykacją – opowiada o swoich trofeach z klubu muzycznego przy Ogarnej Maciej Markiewicz.
Na albumy uwielbianych kapel trzeba było czekać w tamtych czasach miesiącami. Nierzadko cały rok. Za butelkę wina czy kilogram krakowskiej kupowało się płyty spod lady, ale trzeba było mieć do tego podejście, a najlepiej dojścia. Opakowany w gazetę winylowy przedmiot pożądania nie drażnił okładką wścibskich oczu. Sklep płytowy przy klubie muzycznym na Ogarnej nie był w tej sferze wyjątkiem. – Takie to były czasy – wychodził album, ruszała trasa koncertowa, a handel – oficjalnie – zostawał w blokach. „Ciemna strona księżyca” Pink Floydów była pod ladą, „Dzwony Rurowe” Mike'a Oldfielda były pod ladą, jedynka, dwójka i czwórka Zeppelinów też tam były. Z półki kupowało się płyty takich wykonawców jak Włodzimierz Wysocki, Jerzy Połomski i Regina Pisarek. Stały tam też bułgarskie wydania twórczości światowych gwiazd. O jugosłowiańskie było trudniej, chociaż pamiętam, że Beatlesi z bułgarskiego tłoczenia brzmieli lepiej niż wydanie oryginalne – wspomina Maciej Markiewicz, także stały bywalec dawnych giełd płytowych przy Ogarnej. Kilkakrotnie je nawet prowadził. – Sprzęt był na miarę tamtych czasów – gramofon Fonomaster podłączony do kolumny Eltrona wielkości lodówki, do tego wzmacniacz gitarowy. Kto chciał bliżej zapoznać się z wybranym przez siebie wydawnictwem, przekazywał je osobie prowadzącej giełdę, z pomocą której mógł posłuchać płyty we fragmentach, sprawdzić czy jest prosta, czy pod igłą nie przeskakuje i czy nie trzeszczy zanadto. Giełdy odbywały się co tydzień. Brało się karton czy reklamówkę, pakowało kilkanaście, a czasem kilkadziesiąt winyli, a potem ustawiało w klubie na krzesełku z oparciem. Fajną, rodzinną atmosferę miały tamte spotkania. Życiu klubowemu ton nadawali ludzie z pasją. W ostatnich latach obserwujemy próby reaktywacji giełd płytowych, ale to już inny świat. Kojarzy się raczej z właścicielami samochodów dostawczych wypełnionych tysiącem jeden drobiazgów – z nutką nostalgii wspomina stare czasy didżej z Gdańska. Może z Canisem da się jeszcze do nich wrócić? 2.02.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP

ŻURAWIE W LUTYM NA GDAŃSKICH POLACH

W Gdańsku Kokoszkach, na przedmieściach miasta można dostrzec żurawie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie pora roku. Żurawie bowiem odlatują z Polski we wrześniu i październiku, a wracają w marcu i kwietniu. 2.02.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP

KOLEJKA PO KONDORA CORAZ DŁUŻSZA

Reprezentował biało-czerwoną banderę w obchodach 60. rocznicy zwycięskiej bitwy o Atlantyk, uczestniczył w misji antyterrorystycznej, w ciągu 13 lat służby przebył 42 000 mil morskich. Wychodził na morze blisko 200 razy i spędził na nim ponad 600 dni. Okręt podwodny ORP „Kondor” zakończył służbę w Marynarce Wojennej 20 grudnia zeszłego roku. Zanim trafił do Polski, przez 40 lat pływał jako „Kunna” pod banderą Norweskiej Królewskiej Marynarki Wojennej. Wiele wskazuje na to, że 54-latek typu Kobben nie skończy na złomowisku. Podczas grudniowej uroczystości ostatniego opuszczenia bandery w Porcie Wojennym Gdynia nie usłyszeliśmy wprawdzie jasnej deklaracji w tej sprawie, jednak nie jest tajemnicą, że wycofany ze służby okręt mógłby wzbogacić kolekcję mieszczącego się tuż przy gdyńskim Bulwarze Nadmorskim Muzeum Marynarki Wojennej i stać się atrakcją turystyczną. Na razie trafiła tu bandera wojenna „Kondora”, jednostka zaś przekazana została Agencji Mienia Wojskowego. Decyzję o jej dalszym losie, a w istocie o jej drugim życiu, podjąć może tylko minister obrony narodowej. To nie będzie łatwa decyzja, bo jak się okazuje, okręt-muzeum widzi u siebie już kilka miast. Takiej atrakcji nikt w Polsce jeszcze nie ma. O „Kondora” walczą m.in. Gdynia, Szczecin, Świnoujście, Kołobrzeg i Drawsko Pomorskie, a ostatnio dołączyły do tego grona Ustka i Elbląg. Usteccy radni z wnioskiem o przygotowanie uchwały intencyjnej w sprawie przejęcia okrętu ORP „Kondor” i sprowadzenia go do kurortu wystąpili do burmistrza w środę 31 stycznia. Okręt miałby stanąć w zachodniej części portu morskiego. Dwa tygodnie wcześniej o to samo zaapelowali do prezydenta miasta elbląscy radni PO. – Klub Radnych Platformy Obywatelskiej uważa, że okręt ORP „Kondor” mógłby zostać jedną z atrakcji turystycznych nie tylko Elbląga ale i całego regionu. Sprowadzenie okrętu nawiązałoby do historii miasta, w którym przecież powstawały łodzie podwodne. Nie możemy też zapomnieć o planowanym rozwoju elbląskiego portu, który nastąpi po otwarciu kanału żeglugowego przez Mierzeję – piszę radni Platformy Obywatelskiej. Chętnych jest wielu, okręt – na razie jeden. Ale będą następne. „Kondor” to pierwsza z czterech jednostek typu Kobben, które do 2020 roku zostaną wycofane ze służby w Marynarce Wojennej. 1.02.2018 / fot. KFP

WAŁĘSA MUSI PRZEPROSIĆ JAGIELSKIEGO

Lech Wałęsa będzie musiał przeprosić Henryka Jagielskiego za bezprawne pomówienia o współpracę z SB, a także o pobicie w latach 70. jednego z kolegów stoczniowców oraz uczestnictwo w antykomunistycznym sprzysiężeniu, w którym zdrada miała być karana śmiercią. Wyrok w głośnej sprawie wytoczonej legendarnemu przywódcy Solidarności przez byłego pracownika Stoczni Gdańskiej i opozycjonistę z czasów PRL zapadł dzisiaj w gdańskim Sądzie Okręgowym. Chodzi o wypowiedź byłego prezydenta ze stycznia ubiegłego roku podczas konferencji zorganizowanej przez Instytut Pamięci Narodowej, na której zarzucił on Jagielskiemu agenturalną przeszłość. Przekonywał też, że były opozycjonista miał pobić stoczniowca, „czego konsekwencją, na skutek wstawiennictwa związkowców, w tym Lecha Wałęsy, miało być wyłącznie przesunięcie na inny wydział”. Sąd orzekł, że za bezpodstawne oskarżenie Lech Wałęsa ma przeprosić Henryka Jagielskiego na Twitterze, na portalach gazeta.pl i dziennik.pl oraz listownie. Były prezydent został też zobowiązany do zapłacenia na rzecz powoda 15 tys. złotych wraz z odsetkami od czerwca 2017 r., pokrycia kosztów procesu oraz zaprzestania rozpowszechniania tych informacji. Proces toczył się od maja ubiegłego roku. Lecha Wałęsy nie było na ogłoszeniu wyroku. Jego pełnomocnik mecenas Marcin Prusak nie komentował decyzji sądu. Przed tygodniem w mowie końcowej argumentował słowa byłego prezydenta próbami obrony własnego dobrego imienia. – Wreszcie zaczyna zwyciężać prawda – mówił dziś w sądzie Henryk Jagielski. – Pieniądze nie zwrócą mi honoru, przykładam do nich najmniejszą wagę. Najważniejsza jest tu prawda. O taką samą Polskę walczyliśmy, jeden prawdziwie, a drugi donosił i za te pieniądze rodzinę utrzymywał. Nawet jego żona powtarzała, że w Totolotka wygrał. Dlaczego teraz nie wygrywa? Myśmy wszyscy mieli o nim wyrobione zdanie, ale nie mieliśmy na to dowodów. W grudniu 1970 roku on został ujawniony przez Annę Walentynowicz. Jeszcze Krzysiek go bronił - podkreślał były opozycjonista, wskazując na stojącego obok Krzysztofa Wyszkowskiego, który był świadkiem w sprawie. 1.02.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

CHIŃSKI NOWY ROK W TEATRZE SZEKSPIROWSKIM

Teatr Szekspirowski zatańczył na Chiński Nowy Rok. W półtoragodzinnym widowisku łączącym tradycję ze współczesnością gdańskiej publiczności zaprezentowali się utalentowani artyści ze słynnej Akademii Tańca w Pekinie. Youth Dance Company to młodsza część zespołu Beijing Dance Academy działającego przy Uniwersytecie Pekińskim, najbardziej prestiżowej chińskiej uczelni, założonej jeszcze za czasów panowania dynastii Qing, w 1898 roku. Z okazji jednego z najważniejszych świąt w chińskim kalendarzu tancerze goszczą w Europie z widowiskiem, którego wyboru rokrocznie dokonuje ministerstwo kultury CHRL. To prezent świąteczny, a zarazem promocja kultury Dalekiego Wschodu. Patronami spektaklu w Teatrze Szekspirowskim były także Ambasada Chińskiej Republiki Ludowej w Warszawie i Konsulat Generalny ChRL w Gdańsku, a współorganizatorem święta – Instytut Konfucjusza przy Uniwersytecie Gdańskim. Polska część tournée Youth Dance Company to występy w Gdańsku i Krakowie. Umiejętności tancerzy z Pekinu docenić będą mogli w tym roku także widzowie w Słowenii, Albanii czy Estonii.
Chiński Nowy Rok jest najważniejszym świętem w tradycyjnym kalendarzu chińskim. W bezpośrednim tłumaczeniu nazywa się Świętem Wiosny. W tym roku przypada 16 lutego. Wtedy rozpocznie się Rok Psa. Tradycyjnie Święto Wiosny trwa piętnaście dni i kończy się Świętem Latarni. 31.01.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

TREFL GDAŃSK Z PUCHAREM SERC

– Żeby pokonać takie zespoły jak Zaksa czy Skra, musieliśmy dać coś więcej niż naszą dobrą grę, musieliśmy dać, to co jest w sercu – mówił w niedzielę po zdobyciu Pucharu Polski trener Trefla Gdańsk Andrea Anastasi. W tym trofeum zaklęta jest też siła kibicowskiego serca. Pamiętamy co działo się u progu sezonu, którego przecież w ogóle mogło nie być, gdyby nie pospolite ruszenie najwierniejszych sympatyków – sponsorów gdańskiej siatkówki, gdyby nie „doLEWanie do pełna”. Lwy Anastasiego odwdzięczyły się za ratunek najlepiej jak mogły, udowadniając przy tym, że warto na nich stawiać. Puchar – drugi w historii klubu – jest w Gdańsku. Przed dzisiejszym treningiem żółto-czarnych trofeum czekało na kibiców w Ergo Arenie. Można było też przyjrzeć zajęciom siatkarzy, a po pracy w sali treningowej był czas na wspólne zdjęcia. 30.01.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

POMORSCY BOBSLEIŚCI OLIMPIJCZYCY U MARSZAŁKA

Po raz pierwszy od 1988 roku reprezentanci trójmiejskich klubów wystartują na zimowych igrzyskach olimpijskich. 30 lat temu na tafli lodowej w Calgary tańczyli łyżwiarze figurowi Stoczniowca Gdańsk Honorata Górna i Andrzej Dostatni. Do Pjongczangu pojadą bobsleiści. Krzysztof Tylkowski (Flota Gdynia) pełni rolę rozpychającego w dwójce, Arnold Zdebiak (AZS AWFiS Gdańsk) jest drugim rozpychającym w czwórce, a Łukasz Miedzik (Flota) – trzecim. Spoczywają na nim też obowiązki rezerwowego w dwójce. Nominacji reprezentantom Pomorza gratulował dziś marszałek Mieczysław Struk. – Bobsleje to wyjątkowa dyscyplina. Ekstremalny sport, w którym liczy się siła i działanie zespołowe. Jestem pewien, że wszyscy na Pomorzu, i nie tylko, będziemy trzymać za was kciuki. Chciałbym, aby wasz występ w Korei zakończył się medalem. W Soczi był Bródka, a w Pjongczangu będziecie wy – mówił marszałek, gratulując sukcesu Łukaszowi Miedzikowi i Arnoldowi Zdebiakowi. Na udany występ zawodników z Pomorza liczy goszczący dziś także w Urzędzie Marszałkowskim Marek Wiśniowski, prezes Polskiego Związku Bobslei i Skeletonu. – Nasza kadra to młodzi ludzie. Arnold Zdebiak jeszcze pół roku temu trenował biegi sprinterskie. Start w Korei Południowej to dla nas przystanek w drodze ku medalom w następnych zimowych igrzyskach w 2022 roku w Pekinie. Dzięki współpracy z Łotyszami mamy okazję trenować wśród najlepszych – podkreślał prezes związku. Polacy trenują pod okiem Łotysza Janisa Minisa. To rekordzista świata w szybkości ślizgu. –Naszym celem jest miejsce w finałowej dwudziestce. Oczywiście z takimi potęgami jak Niemcy, Łotwa i Kanada nie mamy szans, ale z ekipami z Czech czy Rumunii możemy nawiązać równorzędną walkę – dodawał Marek Wiśniowski. Rywalizacja bobsleistów na olimpijskim torze potrwa 4 dni. 18 i 19 lutego ścigać się będą dwójki. Przejazdy czwórek zaplanowane są na dwa ostatnie dni rywalizacji – 24 i 25 lutego. 30.01.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

BIBLIOTEKA OLIWSKA PO REMONCIE

Remont skończony. Jutro od dziewiątej księgozbiór odnowionej Biblioteki Oliwskiej ponownie otworzy się przed czytelnikami. Będą też z tej okazji goście wyjątkowi – pierwszy już dziś o 18. O swojej pasji pisarskiej opowiadać będzie w Oliwie Elżbieta Cherezińska, autorka bestsellerowego cyklu powieści historycznych „Odrodzone królestwo” poświęconego historii Polski z czasów rozbicia dzielnicowego czy równie poczytnej skandynawskiej sagi „Północna droga”. Dzień później o tej samej porze zawita tu Ignacy Karpowicz, jeden z najciekawszych współczesnych pisarzy, nagrodzony w 2010 roku Paszportem „Polityki” za powieść „Balladyny i Romanse”. W zeszłym roku ukazała się jego najnowsza powieść pt. „Miłość”.
Filia Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej na Opata Rybińskiego 9 była zamknięta na czas remontu od lipca zeszłego roku. W odnowionym miejscu czytelnicy mają do dyspozycji część dla dzieci i młodzieży, wypożyczalnię książek oraz strefę relaksu. Zmiany przeszedł także księgozbiór.. Obecnie liczy on około 23 tys. woluminów, w tym niemal 2 tys. audiobooków. Koszt prac remontowych wyniósł blisko 510 tys. złotych. Miasto dofinansowało tę inwestycję dotacją celową w wysokości 150 tys. zł. – Kto czyta książki, ten żyje wiele razy. I to życiami w wielu wymiarach. Kontynuując tę metaforę, można powiedzieć, że w bibliotekach rodzi się życie dostępne dla każdego. Biblioteki to też rodzaj dżentelmeńskich umów, które mimo wieszczonego upadku obyczajów, uczą nas, że kiedy wypożyczamy książkę, to również ją oddajemy. Biblioteki przekazują takie wartości jak honor, słowność czy pilność. Wartości te mogą wydawać się współczesnym czytelnikom archaiczne, dlatego też rola biblioteki się zmienia. Budynki te przestają kojarzyć się z kurzem, ciągłym nawoływaniem do ciszy i zakręconymi czytelnikami, ale coraz częściej kojarzą się z nowoczesną technologią i miejscem, gdzie można spotkać najważniejsze postaci współczesnej kultury czytelniczej oraz osoby podobne do nas, ciągle nienasycone wiedzy, spotkań z ludźmi otwartymi na inne kultury i doświadczenia. Odważmy się na kolejne, ubogacone lekturą życie – mówi Piotr Kowalczuk, zastępca prezydenta ds. polityki społecznej. 28 lutego w Bibliotece Oliwskiej odbędzie się pierwsze spotkanie z nowego cyklu „Drogą mniej uczęszczaną”. To rozmowy z ludźmi, którzy zdecydowali się na podjęcie tematyki mniej popularnej, wymagającej poświęcenia czasu, energii, a nierzadko odkrywania nieznanych zakątków życia. Bohaterką pierwszego spotkania będzie Ilona Wiśniewska, reporterka i pisarka, autorka książek „Białe. Zimna wyspa Spitsbergen” i „Hern. Na północy Norwegii”. 30.01.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

OD DZIŚ MUZEUM GDAŃSKA

Muzeum Historyczne Miasta Gdańska zmieniło nazwę. 30 stycznia nabrał mocy prawnej nowy statut instytucji uchwalony w połowie grudnia ubiegłego roku przez gdańskich radnych. Od dziś zaprasza nas Muzeum Gdańska. Skracanie nazwy muzeów to trend. Przykładem może dawne Muzeum Historyczne Miasta Stołecznego Warszawy, które zmieniło szyld na Muzeum Warszawy, czy Muzeum Historii Żydów Polskich przemianowane na Muzeum Polin. Od dotychczasowej nazwy zamierza odejść także Muzeum Historyczne Miasta Krakowa. W Gdańsku zmieniło się (i zmieni) więcej. Do ośmiu muzealnych oddziałów dojdą dwa nowe – Kuźnia Wodna w Oliwie oraz… Muzeum Gdańska, nad którym muzealnicy rozpoczynają prace koncepcyjne. 1 lutego MG udostępni internautom nową witrynę internetową. – Muzeum Gdańska będzie nie tylko opowiadać o zamierzchłej przeszłości i opiekować się zabytkami. Zmiana nazwy reorientuje strategię naszego działania, stawiając w centrum miasto i jego mieszkańców. Po to prezentujemy nasze eksponaty i zakupujemy tudzież otrzymujemy nowe. Bez przeszłości nie ma tożsamości, którą chcemy pokazać gdańszczanom i turystom odwiedzającym nasze miasto. Bez przeszłości nie możemy patrzeć w przyszłość. Chcemy, aby nowe muzeum podejmowało się także mówienia o takich tematach w swojej działalności w zakresie charakterystycznym dla instytucji kultury – mówi Waldemar Ossowski, dyrektor Muzeum Gdańska. Kuźnia Wodna w Oliwie przejęta w ubiegłym roku od warszawskiego Muzeum Techniki I Przemysłu NOT wciąż czeka na solidny remont. Gdański Zarząd Nieruchomości Komunalnych zabezpieczył obiekt przed skutkami nadmiernych opadów, konieczna jest jednak wymiana dachu. – Z tego względu kuźnię będzie można zwiedzić tylko podczas specjalnych wydarzeń. W zeszłym roku otworzyliśmy ją na Noc Muzeów i Święto Niepodległości. W tym roku będziemy w stanie udostępnić to miejsce kilka razy w czasie sezonu turystycznego – mówi dyrektor Ossowski. Drugi z zapowiadanych oddziałów powstanie w ciągu kilku lat przy ulicy Rycerskiej. To będzie oddział główny MG prezentujący 1000-letnie dzieje miasta. Do końca czerwca ma zostać rozstrzygnięty konkurs architektoniczny organizowany przez Urząd Miejski. Za to od jutra Muzeum Gdańska zaprasza na swoją nową stronę internetową. Pod jednym adresem – muzeumgdansk.pl internauci znajdą się serwis z aktualnościami oraz dwa portale z dziedzictwem materialnym i niematerialnym. – Chcemy, aby nowa strona żyła, oraz by ludzie na nią chętnie zaglądali, a także dodawali własne treści. Takie funkcje będzie posiadał portal dziedzictwa materialnego, poprzez który będzie można zgłosić chęć przekazania muzeum obiektu w celu jego digitalizacji. Każdy obiekt spełniający przewidziane kryteria zostanie umieszczony na portalu wraz z informacjami o darczyńcy, jeśli tylko ten ostatni wyrazi na to zgodę. Oryginalny przedmiot zostanie zwrócony właścicielowi – deklaruje dyrektor Muzeum Gdańska. 30.01.2018 / fot. KFP

WIDOWISKO PLENEROWE NA 407. URODZINY HEWELIUSZA

Widowiskiem plenerowym na zieleńcu w sąsiedztwie Ratusza Staromiejskiego Gdańsk uczcił 407. rocznicę urodzin Jana Heweliusza. Słynny astronom wraz z żoną podejmował w niedzielny wieczór znamienitych gości – Jana III Sobieskiego i Marysieńkę, były wiwaty, wystrzały i toasty na cześć jego wielkich dokonań, a na wszystkich gości czekały herbata i ciasteczka w kształcie gwiazdek. Akcje teatralną „Urodziny Heweliusza” przeprowadziły połączone siły Plamy Gdańskiego Archipelagu Kultury i Garnizonu Gdańsk wspierane przez gdański magistrat. W impresji pantomimicznej pt. „Miłość, szmaragd i narzeczona Heweliusza” publiczności zaprezentował się wrocławski Teatr Formy. 28.01.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
  • aktualnych propozycji: 10566
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2018 KFP