logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 10771
Derby gonią derby, a Lechia wciąż górą. Prowadzeni przez Piotra Stokowca gdańszczanie w sześć dni zdobyli sześć punktów, dwukrotnie pokonując Arkę. Po sobotniej wygranej 4:2 na Stadionie Energa Gdańsk dzisiaj w Gdyni cieszyli się z wyniku 2:1. Jesienią na Stadionie Miejskim też było biało-zielono (1:0). Tytuł derbowego łowczego zdobył Flavio Paixao. Do bramki żółto-niebieskich Portugalczyk trafiał w tym sezonie aż pięciokrotnie.
– Wydaje mi się, że zasłużyliśmy na zwycięstwo. Staraliśmy się grać piłką, przejmować inicjatywę. Dużo było walki sportowej. Nie jest sztuką wygrać, jak się szybko strzela kilka bramek, sztuką jest wygrać, gdy się przegrywa jak my dziś – komentował postawę swojego zespołu Piotr Stokowiec. – Znów pierwsza połowa zadecydowała o naszej porażce. Zaczęło się bardzo dobrze, a potem za głęboko się wycofaliśmy. Przeżywam deja vu, bo uczulaliśmy zawodników na zagrożenie bramki przy dośrodkowaniach. Graliśmy nerwowo, widać było presję meczu. W końcówce mieliśmy sytuacje po wrzutkach, ale bardzo dobrze spisywał się Dusan Kuciak. Zawiedliśmy. Serce boli jak cholera – nie krył rozczarowania po meczu trener gdynian Leszek Ojrzyński.
Arka Gdynia - Lechia Gdańsk 1:2 (1:2).
Bramki: Szwoch (9', karny) – Vitoria (22'), F. Paixao (43').
ARKA: Steinbors – Zbozień, Marcjanik, Helstrup, Marciniak – Sołdecki – Zarandia, Bogdanow, Szwoch, Marcus – Siemaszko.
LECHIA: 1 Kuciak – Stolarski, Vitoria, Nalepa, Wawrzyniak – Łukasik, Sławczew – Haraslin, Lipski, Oliveira – F. Paixao. 13.04.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
XVIII-wieczne przedproże Ratusza Głównego Miasta od dziś znowu jest dostępne dla mieszkańców i turystów odwiedzających Gdańsk. Taras przed wejściem do jednego z najznamienitszych gdańskich zabytków przez blisko pół roku poddawany był zabiegom konserwatorskim. Wysłużonej konstrukcji przydał się tym razem większy remont. –Najważniejszym elementem prac było zabezpieczenie przedproża przed osiadaniem i przenikaniem wody. Warstwy izolacyjne zostały wykonane z najlepszych powłok membranowych. Przeprowadziliśmy także generalne prace konserwatorskie oraz konserwację elementów kamiennych, w tym cennych detali architektonicznych – mówi Tomasz Wierzchowski, zastępca dyrektora Muzeum Gdańska. Renowacja przedproża kosztowała ok. 200 tys. złotych netto. 60 proc. tej kwoty pochodziło ze środków unijnych. – Główne Miasto to nasze wielowiekowe dziedzictwo tworzące tożsamość miasta oraz gdańszczan i gdańszczanek. To nasze wspólne dobro, o które powinniśmy wszyscy dbać w równym stopniu. Możemy być dumni, że w Gdańsku, jak w żadnym innym mieście w Polsce, dzięki zintegrowanej współpracy samorządów terytorialnych pięknieją dawne uliczki, a zabytkowe budynki odzyskują blask, by cieszyć kolejne pokolenia mieszkańców – mówi prezydent miasta Paweł Adamowicz. Przed wakacjami Muzeum Gdańska zakończy wart ponad 6 mln złotych projekt „Przywracamy blask Drodze Królewskiej…” dofinansowany ze środków Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Pomorskiego na lata 2014-2020. Dzięki dofinansowaniu otwarto m.in. Galerię Palową i dziedziniec Dworu Artusa od strony ul. Chlebnickiej. Prowadzone obecnie we wnętrzach i na przedprożach dworu prace modernizacyjne potrwają do 30 czerwca. – Trzeci etap przywracania świetności Drodze Królewskiej ma się ku końcowi. W 250. rocznicę urodzin przedproża Ratusza Głównego Miasta, dzięki przychylności i wsparciu marszałka województwa pomorskiego oraz prezydenta miasta Gdańska udostępniamy dziś ten zabytkowy obiekt mieszkańcom Gdańska i turystom. W przyszłości – po wdrożeniu nowej wystawy stałej – odwiedzający nasze muzeum będą tędy wchodzić do pomieszczeń ekspozycyjnych – mówi Waldemar Ossowski, dyrektor Muzeum Gdańska. 13.04.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Do Muzeum Miasta Gdyni trafiła unikatowa kolekcja dzieł marynistycznych Stefana Szmaja (1893-1970). 33 akwarele autorstwa cenionego grafika i malarza zakupił od rodziny artysty Zarząd Morskiego Portu Gdynia S.A. Pod umową kupna-sprzedaży podpisy złożyli dziś prezes ZMPG Adam Meller i wnuczka malarza Magdalena Patzer. Chwilę później w siedzibie Muzeum Gdyni doszło do zawarcia umowy depozytu, na mocy której prace Stefana Szmaja wzbogaciły tutejszą ekspozycję. Kilka obrazów gospodarze zaprezentowali podczas piątkowego wydarzenia. „Batorego” i cztery inne dzieła przywołujące sceny z historii portowego miasta będzie można tu oglądać także w sobotę i niedzielę.
– Dzięki uprzejmości Zarządu Morskiego Portu Gdynia oraz wnuczce artysty w depozyt naszego muzeum trafiają zupełnie wyjątkowe prace Stefana Szmaja – członka ugrupowania ekspresjonistów poznańskich. Związek twórcy z Gdynią zaowocował zupełnie nadzwyczajnym cyklem prac, w których artysta dokumentował funkcjonowanie gdyńskiego portu, a przede wszystkim wpływające do niego statki. Cieszymy się, że będziemy mogli pokazać, i to nie tylko gdyńskiej publiczności, wspaniałą kolekcję, którą udało się uchronić przed rozproszeniem – podkreślał podczas uroczystości przekazania dzieł Jacek Friedrich, dyrektor Muzeum Miasta Gdyni.
Stefan Szmaj pochodził z Wielkopolski. W 1910 r. artysta wyjechał na trzy miesiące do Monachium, by rozwijać uzdolnienia plastyczne pod okiem prof. Hermana Groebera. W 1914 r. rozpoczął studia medyczne we Wrocławiu, ale po pierwszym semestrze przeniósł się do Berlina. Studia kontynuował w Tybindze i Monachium, kończąc je egzaminem państwowym w Warszawie w 1919 r. W 1923 r. uzyskał tytuł doktora. W latach 1926–1936 mieszkał w Bydgoszczy, by następnie przenieść się do Gdyni. Okres okupacji spędził w Łowiczu. Po wojnie powrócił do Gdyni, gdzie do 1953 r. pełnił funkcję ordynatora oddziału okulistycznego Szpitala Miejskiego. Na emeryturę przeszedł w 1969 r. Zmarł w Gdyni 19 września 1970 r. po ciężkiej chorobie serca. Rozkwit działalności plastycznej Stefana Szmaja przypadł na lata studenckie, szczególnie na czasy monachijskie. Wówczas poznał Stanisława Przybyszewskiego, który polecił go Jerzemu Hulewiczowi, redaktorowi pisma ekspresjonistów „Zdrój” w Poznaniu, co zapoczątkowało współpracę Szmaja z tym pismem. W 1918 r. w Poznaniu wziął udział w wystawie ugrupowania „Bunt”, zaś w latach 1920 i 1922 prezentował tam także swoje linoryty. Wiele akwareli, obrazów olejnych i rysunków przyniósł okres bydgoski. Artysta wystawiał wówczas w Bydgoszczy, Poznaniu i Warszawie. Należał do Grupy Pomorskiej Związku Plastyków w Toruniu. Po przeprowadzce do Gdyni kontynuował twórczość plastyczną. Tu stworzył cykl prac związanych z gdyńskim portem, cennych zarówno pod względem artystycznym, jak i historycznym. Cykl stanowi ważną dokumentację historii gdyńskiego portu oraz jednostek tu wpływających. Dzieła Stefana Szmaja znajdują się m.in. w zbiorach Muzeum Narodowego w Poznaniu, Muzeum Narodowego w Warszawie, Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy i Muzeum Okręgowego w Toruniu. Od dziś także Muzeum Miasta Gdyni może poszczycić się kolekcją prac artysty. 13.03.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
Wszystko wskazuje na to, że latem będziemy wjeżdżać na Wyspę Sobieszewską po nowym moście zwodzonym. Opóźnienia w inwestycji spowodowane odstąpieniem spółki Vistal Gdynia (w restrukturyzacji) od umów z inwestorem oraz partnerami wykonawcami stara się nadrobić firma Metrostav. Przed trzema tygodniami czeski lider konsorcjum budującego most wziął na swoje barki odpowiedzialność za dokończenie prac przy budowie zwodzonych przęseł. Konstrukcja składająca się z dwóch 300-tonowych elementów powstaje na nabrzeżu pochylniowym w Gdyni. We wrześniu ubiegłego roku, kiedy na skutek problemów firmy Vistal prace na tym odcinku zostały wstrzymane, konstrukcja była gotowa w 85 procentach. Obecnie przęsła poddawane są ekspertyzom. Kolejnym, dość długotrwałym etapem będą prace związane z zabezpieczeniem antykorozyjnym konstrukcji. Następnie zostaną dospawane do niej elementy bezpieczeństwa i części pylonów. Dopiero wtedy będzie można załadować ją na barkę i drogą wodną przetransportować do Sobieszewa. Na Martwej Wiśle dobiegają końca prace przy budowie dwóch komór przęseł, na których będą się opierać zwodzone części mostu. Na nabrzeżach trwają prace przy przebudowie układu drogowego. Powstają tu również nowe ciągi pieszo-rowerowe.
Zwodzony most na Wyspę Sobieszewską stanowi część drogi wojewódzkiej nr 501. Zastąpi on przestarzały most pontonowy, który od wielu lat utrudnia życie nie tylko kierowcom, ale i licznym żeglarzom. Długość obiektu wynosić będzie 173 metry, a ze skrzydłami - 181,5 m. Poza wiaduktem i nową, blisko 1-kilometrową drogą, powstanie tutaj budynek służący do obsługi mostu. Inwestor zaplanował także przebudowę skrzyżowania ulic Nadwiślańskiej i Turystycznej z drogą 501 oraz przebudowę skrzyżowania ulic Sobieszewskiej, Łąkowej i Piaskowej. 12.04.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Gala Finałowa II Festiwalu Wrażliwego w gdańskim Teatrze Szekspirowskim. Biorą w nim udział twórcy wrażliwi na los innych ludzi. Filmowcy i reporterzy. Nagrody przyznawane są zarówno profesjonalistom, jak i debiutantom, amatorom. Jak mówi dyrektor Paula Rettinger-Wietoszko, festiwal powstał po to, aby w ciekawy sposób połączyć sztukę, towarzyszące jej emocje i wrażliwość z pomaganiem. W trakcie gali przyznano również nagrody Pomorskiego Hospicjum dla Dzieci w Gdańsku w kategorii Człowiek Wrażliwy. 12.04.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Droga powiatowa 1930G w Sulminie otrzymała nazwę Trakt Gdański, remiza Ochotniczej Straży Pożarnej stoi od dziś przy ulicy Św. Floriana, a sołtys mieszka teraz przy skrzyżowaniu ul. Kupców Gdańskich i ul. Gralathów. Ta ostatni upamiętnia dawnych właścicieli wsi. Zasłużona dla Gdańska rodzina, której najsłynniejszym przedstawicielem był Daniel Gralath (1708-1767), gdański burmistrz i fundator Wielkiej Alei Lipowej (dzisiejszej alei Zwycięstwa), nie miała dotąd swojej ulicy. W Gdańsku przy Grosse Allee ponad 100 lat temu stanął pomnik jej założyciela. Sulmin upamiętnił zarówno burmistrza, jak i jego krewnych pochowanych w tutejszym grobowcu z początku XIX wieku, nadając imię Gralathów 2-kilometrowej (długość al. Zwycięstwa) drodze szutrowej łączącej centrum miejscowości z Leźnem. W przyszłości ulica ma zyskać nawierzchnię asfaltową. Tabliczki z nazwami już są. Służby gminne montowały je dzisiaj od rana w kilkunastu miejscach. Uchwałą Rady Miejskiej w Żukowie podjętą 27 lutego br. nazwy otrzymało 10 tutejszych ulic. Obok Gralathów radni uhonorowali m.in. Karola Conradiego, fundatora szkoły nazwanej od jego nazwiska (do 1900 roku Conradinum znajdowało się w Jankowie Gdańskim – patron również ma tu swoją ulicę – skąd przeniosło się do obecnej siedziby we Wrzeszczu), właściciela dóbr ziemskich w XVIII-wiecznym Sulminie. Pierwsze wzmianki o kaszubskiej osadzie sięgają połowy XIV stulecia. – Każda miejscowość ma swoją, wyjątkową historię. Warto pamiętać o dziedzictwie małych ojczyzn i przekazywać je potomnym. Taka też idea przyświecała naszym radnym, kiedy w ubiegłym roku toczyła się debata w sprawie nazewnictwa ulic. Jesteśmy pierwszą miejscowością w gminie Żukowo, która nawiązuje na tym polu do swojej historii. To są w ogóle pierwsze nazwane ulice w Sulminie. Do tej pory wszyscy nasi mieszkańcy podawali w adresie nazwę miejscowości, kod i numer domu – mówi sołtys wsi Lidia Cendrowska. Numery też się wkrótce zmienią. Wszystko na koszt gminy. Porządkowanie numeracji może potrwać do końca maja. – Rozrzut numerów panuje tu ogromny. W tym chaosie nasi goście zwyczajnie się gubią. Nawigacja też zawodzi, albowiem identyczny kod mają cztery sąsiednie miejscowości. Numer domu się zgadza, tylko wieś nie ta – mówi pani sołtys. – Dawniej mieliśmy pocztę w Przyjaźni. Kiedy została zlikwidowana, obok dotychczasowego kodu zaczęliśmy podawać nazwę Sulmin. Co do numeracji, to odkąd pamiętam, układała się nienaturalnie. Strażakom zawsze łatwiej było trafić po nazwiskach aniżeli po numerach – dodaje Roman Węsierski, prezes OSP Sulmin. 11.04.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Sława żółtej kaczki myjki aresztowanej kilka dni temu przez legnicką policję zatacza coraz szersze kręgi. O uwolnienie symbolu „Czystości Narodu” apelowali dziś pod studnią Neptuna w Gdańsku Krzysztof Skiba i Paweł „Koñjo” Konnak. Zaniepokojenie happenerów losami pomnika wzniesionego wysiłkiem społeczeństwa w miejscu zdekomunizowanego monumentu „Dwóch Iwanów” było tak głębokie, że aż im pożółkła ulubiona Pomarańczowa Alternatywa („ Jesteśmy w Żółtej Alternatywie, bo mamy żółte kwity”). – Obawiamy się, co też policja może z tej kaczki wycisnąć. Kaczka została aresztowana bez podania przyczyny. Boimy się, że jest w tej chwili przetrzymywana, przesłuchiwana... że jest jej w areszcie źle. Zresztą policja unika słowa kaczka. Mówi o niej konstrukcja kartonowo-gumowa. Przypomnę tylko, że w czasach PRL milicja goniła krasnoludki. Władza, która goni krasnoludki, musi upaść. I upadła. Władza, która zamyka gumowe kaczki, też nie wygląda zbyt poważnie. Myślę, że historia może się powtórzyć. Dlatego apelujemy o wypuszczenie kaczki na wolność. Nasze hasło brzmi „Śmiech wrogom ojczyzny”. Apelujemy do wszystkich sił rządowych i prorządowych, żeby się uśmiechnęły – mówi Krzysztof Skiba. Lista postulatów Żółtej Alternatywy (i Aktywnej Legnicy) jest dłuższa. Obrońcy zdrowego rozsądku domagają się między innymi obniżenia o 20 procent cen na kaczki zabawki w sklepach na terenie całego kraju oraz wyemitowania piosenki The Beatles „Yellow Submarine” w trakcie programu Sławomira w rządowej Jedynce. Na przeprosiny. 11.04.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
Plac Przyjaciół Sopotu. 8. rocznica katastrofy pod Smoleńskiem. Uroczystość upamiętniająca ofiary tragedii zorganizowana przez Komitet Obrony Demokracji. 10.04.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
W 8. rocznicę katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem wojewoda pomorski Dariusz Drelich, prezydent Gdańska Paweł Adamowicz oraz przewodniczący Rady Miasta Bogdan Oleszek złożyli kwiaty na grobach Arkadiusza "Arama" Rybickiego, Anny Walentynowicz i Leszka Solskiego na cmentarzu Srebrzysko oraz na grobie Macieja Płażyńskiego w Bazylice Mariackiej. 10.04.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP, Mateusz Ochocki / KFP
Przed historycznym budynkiem Biblioteki Gdańskiej PAN przy ul. Wałowej 15 stanął pomnik-ławeczka dr. Mariana Pelczara (1905-1983), historyka, organizatora życia naukowego i kulturalnego w polskim Gdańsku. Pierwszy powojenny dyrektor Biblioteki Miejskiej, przekształconej później z jego inicjatywy w placówkę Polskiej Akademii Nauk, przejął symboliczne klucze do gdańskiego księgozbioru 9 kwietnia 1945 roku. Gdy przekroczył progi Danziger Stadtbibliothek, zastał gołe ściany. Potem okazało się, że część zbiorów została przeniesiona na niższe kondygnacje magazynu. Wiele ksiąg wywieziono stąd w czasie wojny do innych miast, m.in. do Malborka i Pelplina. „(...) Mnie jednak przede wszystkim pilno było dotrzeć do budynku Biblioteki, zobaczyć jego stan, dowiedzieć się, co się dzieje z księgozbiorem... Nigdy chyba nie byłem tak podniecony i zdenerwowany, jak wtedy, gdy miałem się naocznie przekonać, czy w ogóle istnieje mój wymarzony warsztat pracy w Gdańsku, czy też leży w gruzach i zgliszczach” – wspominał Marian Pelczar przejęcie Biblioteki Miejskiej. Zajmował się rewindykacją księgozbioru. Przez lata odzyskiwał dla gdańszczan najcenniejsze wydawnictwa. Biblioteką kierował do 1973 r. – On wytyczył kierunki dla biblioteki, był do tego doskonale przygotowany, znał Gdańsk z okresu przedwojennego. Jestem przekonana że to miejsce i upamiętnienie mu się należy, to był jego drugi dom, jeżeli nie pierwszy – podkreślała dr Anna Walczak, dyrektor Biblioteki Gdańskiej PAN, podczas dzisiejszej uroczystości odsłonięcia pomnika-ławeczki wieloletniego opiekuna gdańskich zbiorów. Można się przysiąść, sięgnąć po książkę spoczywającą w wyciągniętej dłoni. Figurę dyrektora zaprojektował i wykonał gdański artysta Adam Arabski. Sponsorem rzeźby jest miejska spółka Gdańskie Autobusy i Tramwaje. Pomnik odsłoniła Maria Pelczar, córka zasłużonego dla miasta historyka i... dyrektor Biblioteki Gdańskiej PAN w latach 1998-2009. Towarzyszył jej wnuk Mateusz. W ruch poszły historyczne nożyce, te same, którymi w 1946 roku przecinano wstęgę z okazji otwarcia Biblioteki Miejskiej. – Obejmując ten budynek, ojciec był pełen lęku i nadziei jednocześnie, że jednak coś z bezcennych zbiorów ocalało. Ogarnia mnie wzruszenie i radość, że mogłam doczekać tej chwili, że doceniono odwagę i wiarę moich rodziców, że to, co leży w gruzach, można uratować – nie kryła pani Maria. Odsłonięciu pomnika przed historycznym budynkiem Biblioteki Gdańskiej towarzyszyła wystawa plenerowa opowiadająca o pierwszych powojennych bibliotekarzach pt. „Oni byli pierwsi…”. 9.04.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
  • aktualnych propozycji: 10771
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2018 KFP