logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 10570
– Żeby pokonać takie zespoły jak Zaksa czy Skra, musieliśmy dać coś więcej niż naszą dobrą grę, musieliśmy dać, to co jest w sercu – mówił w niedzielę po zdobyciu Pucharu Polski trener Trefla Gdańsk Andrea Anastasi. W tym trofeum zaklęta jest też siła kibicowskiego serca. Pamiętamy co działo się u progu sezonu, którego przecież w ogóle mogło nie być, gdyby nie pospolite ruszenie najwierniejszych sympatyków – sponsorów gdańskiej siatkówki, gdyby nie „doLEWanie do pełna”. Lwy Anastasiego odwdzięczyły się za ratunek najlepiej jak mogły, udowadniając przy tym, że warto na nich stawiać. Puchar – drugi w historii klubu – jest w Gdańsku. Przed dzisiejszym treningiem żółto-czarnych trofeum czekało na kibiców w Ergo Arenie. Można było też przyjrzeć zajęciom siatkarzy, a po pracy w sali treningowej był czas na wspólne zdjęcia. 30.01.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
Po raz pierwszy od 1988 roku reprezentanci trójmiejskich klubów wystartują na zimowych igrzyskach olimpijskich. 30 lat temu na tafli lodowej w Calgary tańczyli łyżwiarze figurowi Stoczniowca Gdańsk Honorata Górna i Andrzej Dostatni. Do Pjongczangu pojadą bobsleiści. Krzysztof Tylkowski (Flota Gdynia) pełni rolę rozpychającego w dwójce, Arnold Zdebiak (AZS AWFiS Gdańsk) jest drugim rozpychającym w czwórce, a Łukasz Miedzik (Flota) – trzecim. Spoczywają na nim też obowiązki rezerwowego w dwójce. Nominacji reprezentantom Pomorza gratulował dziś marszałek Mieczysław Struk. – Bobsleje to wyjątkowa dyscyplina. Ekstremalny sport, w którym liczy się siła i działanie zespołowe. Jestem pewien, że wszyscy na Pomorzu, i nie tylko, będziemy trzymać za was kciuki. Chciałbym, aby wasz występ w Korei zakończył się medalem. W Soczi był Bródka, a w Pjongczangu będziecie wy – mówił marszałek, gratulując sukcesu Łukaszowi Miedzikowi i Arnoldowi Zdebiakowi. Na udany występ zawodników z Pomorza liczy goszczący dziś także w Urzędzie Marszałkowskim Marek Wiśniowski, prezes Polskiego Związku Bobslei i Skeletonu. – Nasza kadra to młodzi ludzie. Arnold Zdebiak jeszcze pół roku temu trenował biegi sprinterskie. Start w Korei Południowej to dla nas przystanek w drodze ku medalom w następnych zimowych igrzyskach w 2022 roku w Pekinie. Dzięki współpracy z Łotyszami mamy okazję trenować wśród najlepszych – podkreślał prezes związku. Polacy trenują pod okiem Łotysza Janisa Minisa. To rekordzista świata w szybkości ślizgu. –Naszym celem jest miejsce w finałowej dwudziestce. Oczywiście z takimi potęgami jak Niemcy, Łotwa i Kanada nie mamy szans, ale z ekipami z Czech czy Rumunii możemy nawiązać równorzędną walkę – dodawał Marek Wiśniowski. Rywalizacja bobsleistów na olimpijskim torze potrwa 4 dni. 18 i 19 lutego ścigać się będą dwójki. Przejazdy czwórek zaplanowane są na dwa ostatnie dni rywalizacji – 24 i 25 lutego. 30.01.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
Remont skończony. Jutro od dziewiątej księgozbiór odnowionej Biblioteki Oliwskiej ponownie otworzy się przed czytelnikami. Będą też z tej okazji goście wyjątkowi – pierwszy już dziś o 18. O swojej pasji pisarskiej opowiadać będzie w Oliwie Elżbieta Cherezińska, autorka bestsellerowego cyklu powieści historycznych „Odrodzone królestwo” poświęconego historii Polski z czasów rozbicia dzielnicowego czy równie poczytnej skandynawskiej sagi „Północna droga”. Dzień później o tej samej porze zawita tu Ignacy Karpowicz, jeden z najciekawszych współczesnych pisarzy, nagrodzony w 2010 roku Paszportem „Polityki” za powieść „Balladyny i Romanse”. W zeszłym roku ukazała się jego najnowsza powieść pt. „Miłość”.
Filia Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej na Opata Rybińskiego 9 była zamknięta na czas remontu od lipca zeszłego roku. W odnowionym miejscu czytelnicy mają do dyspozycji część dla dzieci i młodzieży, wypożyczalnię książek oraz strefę relaksu. Zmiany przeszedł także księgozbiór.. Obecnie liczy on około 23 tys. woluminów, w tym niemal 2 tys. audiobooków. Koszt prac remontowych wyniósł blisko 510 tys. złotych. Miasto dofinansowało tę inwestycję dotacją celową w wysokości 150 tys. zł. – Kto czyta książki, ten żyje wiele razy. I to życiami w wielu wymiarach. Kontynuując tę metaforę, można powiedzieć, że w bibliotekach rodzi się życie dostępne dla każdego. Biblioteki to też rodzaj dżentelmeńskich umów, które mimo wieszczonego upadku obyczajów, uczą nas, że kiedy wypożyczamy książkę, to również ją oddajemy. Biblioteki przekazują takie wartości jak honor, słowność czy pilność. Wartości te mogą wydawać się współczesnym czytelnikom archaiczne, dlatego też rola biblioteki się zmienia. Budynki te przestają kojarzyć się z kurzem, ciągłym nawoływaniem do ciszy i zakręconymi czytelnikami, ale coraz częściej kojarzą się z nowoczesną technologią i miejscem, gdzie można spotkać najważniejsze postaci współczesnej kultury czytelniczej oraz osoby podobne do nas, ciągle nienasycone wiedzy, spotkań z ludźmi otwartymi na inne kultury i doświadczenia. Odważmy się na kolejne, ubogacone lekturą życie – mówi Piotr Kowalczuk, zastępca prezydenta ds. polityki społecznej. 28 lutego w Bibliotece Oliwskiej odbędzie się pierwsze spotkanie z nowego cyklu „Drogą mniej uczęszczaną”. To rozmowy z ludźmi, którzy zdecydowali się na podjęcie tematyki mniej popularnej, wymagającej poświęcenia czasu, energii, a nierzadko odkrywania nieznanych zakątków życia. Bohaterką pierwszego spotkania będzie Ilona Wiśniewska, reporterka i pisarka, autorka książek „Białe. Zimna wyspa Spitsbergen” i „Hern. Na północy Norwegii”. 30.01.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
Muzeum Historyczne Miasta Gdańska zmieniło nazwę. 30 stycznia nabrał mocy prawnej nowy statut instytucji uchwalony w połowie grudnia ubiegłego roku przez gdańskich radnych. Od dziś zaprasza nas Muzeum Gdańska. Skracanie nazwy muzeów to trend. Przykładem może dawne Muzeum Historyczne Miasta Stołecznego Warszawy, które zmieniło szyld na Muzeum Warszawy, czy Muzeum Historii Żydów Polskich przemianowane na Muzeum Polin. Od dotychczasowej nazwy zamierza odejść także Muzeum Historyczne Miasta Krakowa. W Gdańsku zmieniło się (i zmieni) więcej. Do ośmiu muzealnych oddziałów dojdą dwa nowe – Kuźnia Wodna w Oliwie oraz… Muzeum Gdańska, nad którym muzealnicy rozpoczynają prace koncepcyjne. 1 lutego MG udostępni internautom nową witrynę internetową. – Muzeum Gdańska będzie nie tylko opowiadać o zamierzchłej przeszłości i opiekować się zabytkami. Zmiana nazwy reorientuje strategię naszego działania, stawiając w centrum miasto i jego mieszkańców. Po to prezentujemy nasze eksponaty i zakupujemy tudzież otrzymujemy nowe. Bez przeszłości nie ma tożsamości, którą chcemy pokazać gdańszczanom i turystom odwiedzającym nasze miasto. Bez przeszłości nie możemy patrzeć w przyszłość. Chcemy, aby nowe muzeum podejmowało się także mówienia o takich tematach w swojej działalności w zakresie charakterystycznym dla instytucji kultury – mówi Waldemar Ossowski, dyrektor Muzeum Gdańska. Kuźnia Wodna w Oliwie przejęta w ubiegłym roku od warszawskiego Muzeum Techniki I Przemysłu NOT wciąż czeka na solidny remont. Gdański Zarząd Nieruchomości Komunalnych zabezpieczył obiekt przed skutkami nadmiernych opadów, konieczna jest jednak wymiana dachu. – Z tego względu kuźnię będzie można zwiedzić tylko podczas specjalnych wydarzeń. W zeszłym roku otworzyliśmy ją na Noc Muzeów i Święto Niepodległości. W tym roku będziemy w stanie udostępnić to miejsce kilka razy w czasie sezonu turystycznego – mówi dyrektor Ossowski. Drugi z zapowiadanych oddziałów powstanie w ciągu kilku lat przy ulicy Rycerskiej. To będzie oddział główny MG prezentujący 1000-letnie dzieje miasta. Do końca czerwca ma zostać rozstrzygnięty konkurs architektoniczny organizowany przez Urząd Miejski. Za to od jutra Muzeum Gdańska zaprasza na swoją nową stronę internetową. Pod jednym adresem – muzeumgdansk.pl internauci znajdą się serwis z aktualnościami oraz dwa portale z dziedzictwem materialnym i niematerialnym. – Chcemy, aby nowa strona żyła, oraz by ludzie na nią chętnie zaglądali, a także dodawali własne treści. Takie funkcje będzie posiadał portal dziedzictwa materialnego, poprzez który będzie można zgłosić chęć przekazania muzeum obiektu w celu jego digitalizacji. Każdy obiekt spełniający przewidziane kryteria zostanie umieszczony na portalu wraz z informacjami o darczyńcy, jeśli tylko ten ostatni wyrazi na to zgodę. Oryginalny przedmiot zostanie zwrócony właścicielowi – deklaruje dyrektor Muzeum Gdańska. 30.01.2018 / fot. KFP
Widowiskiem plenerowym na zieleńcu w sąsiedztwie Ratusza Staromiejskiego Gdańsk uczcił 407. rocznicę urodzin Jana Heweliusza. Słynny astronom wraz z żoną podejmował w niedzielny wieczór znamienitych gości – Jana III Sobieskiego i Marysieńkę, były wiwaty, wystrzały i toasty na cześć jego wielkich dokonań, a na wszystkich gości czekały herbata i ciasteczka w kształcie gwiazdek. Akcje teatralną „Urodziny Heweliusza” przeprowadziły połączone siły Plamy Gdańskiego Archipelagu Kultury i Garnizonu Gdańsk wspierane przez gdański magistrat. W impresji pantomimicznej pt. „Miłość, szmaragd i narzeczona Heweliusza” publiczności zaprezentował się wrocławski Teatr Formy. 28.01.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
Pomorskie Noble 2018 przyznane. Laureatami dorocznej Nagrody Naukowej Miasta Gdańska im. Jana Heweliusza zostali profesorowie Cezary Obracht-Prondzyński z Uniwersytetu Gdańskiego i Michał Woźniak z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. W 407. rocznicę urodzin słynnego astronoma naukowców uhonorował wiceprezydent miasta Piotr Kowalczuk. Gospodarzem uroczystości był Ratusz Głównego Miasta.
Nagrody imienia Heweliusza za wybitne osiągnięcia naukowe zostały przyznane w Gdańsku po raz 30. Przez kilkanaście lat otrzymywali je jedynie przedstawiciele nauk ścisłych. Od 2001 r. wręczane są także w dziedzinie nauk humanistycznych. Zgodnie z wolą kapituły, pomorskie Noble 2018 odebrali dziś prof. dr hab. Michał Woźniak z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, kierownik Katedry i Zakładu Chemii Medycznej – uhonorowany w kategorii nauk przyrodniczych i ścisłych za wkład w rozwój badań nad mechanizmami patogenezy, stresu oksydacyjnego i reakcjami wolnych rodników oraz prof. zw. dr hab. Cezary Obracht-Prondzyński z Uniwersytetu Gdańskiego, socjolog, antropolog i historyk, kierownik Zakładu Antropologii Społecznej w Instytucie Filozofii, Socjologii i Dziennikarstwa – wyróżniony w kategorii nauk humanistycznych i społecznych za wybitne osiągnięcia w badaniach kultury Kaszub i Pomorza. – Wdzięczni jesteśmy wam za wyznaczanie kierunków rozwoju oraz uczestnictwo w szerokim spektrum życia Gdańska i regionu. Od wieków patronowanie naukowcom i artystom znajduje się w kodzie naszego miasta. Dumni jesteśmy, że w świecie pomieszanych pojęć, dezawuowania osiągnięć i wiedzy naukowej, deptania autorytetów, możemy liczyć na wasz rozsądny głos. Tak dynamiczny rozwój Pomorza możliwy jest dzięki ogromnemu naukowemu zaangażowaniu środowisk naszych uczelni – mówił prezydent Kowalczuk. Profesorowie Woźniak i Obracht-Prondzyński powiększyli tym samym grono naukowców wyróżnionych najbardziej prestiżową gdańską nagrodą do 45 osób. „Heweliusze” przyznawane są na wniosek kapituły, której przewodniczą prezes Oddziału Polskiej Akademii Nauk w Gdańsku oraz prezes Gdańskiego Towarzystwa Naukowego. W skład kapituły wchodzą także rektorzy państwowych wyższych uczelni w Gdańsku, przedstawiciel prezydenta miasta, dotychczasowi laureaci nagrody oraz przedstawiciel gdańskich niepublicznych uczelni wyższych. Laureat otrzymuje dyplom, statuetkę Heweliusza oraz nagrodę finansową w wysokości 16 tys. złotych brutto. Laureatem Nagrody Naukowej Miasta Gdańska zostaje się tylko raz. 28.01.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
98. rocznicę wkroczenia Błękitnej Armii generała Józefa Hallera na ziemię kościerską świętowano w niedzielę 28 stycznia w Kościerzynie, Wielkim Klinczu i Łubianie. Tym historycznym wspomnieniem w powiecie kościerskim zainaugurowane zostały obchody 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Choć na Pomorzu zabór trwał najdłużej, bo przez 148 lat, od 1772 do 1920 roku, to obchody rozpoczynają się już teraz. Na Rynek w Kościerzynie, a wcześniej do Wielkiego Klincza wjechali żołnierze 2 Pułku Szwoleżerów Rokitniańskich - bohaterowie Frontu Pomorskiego wyzwalającego Pomorze spod pruskiej władzy. Po 98 latach ich postaci odtwarzali członkowie szwadronu Kaszuby z Kolana (powiat kartuski) działającego w ramach Stowarzyszenia Szwadron Kawalerii im. 2. Pułku Szwoleżerów Rokitniańskich ze Starogardu Gdańskiego. Stowarzyszenie powstało w 2006 roku i kontynuuje tradycje 2 Pułku, który wsławił się w bitwie pod Rokitną w 1915 roku. Ulicami Kościerzyny przed szwoleżerami maszerowała współczesna orkiestra wojskowa z jednostki WP w Elblągu. Za legionistami podążały poczty sztandarowe kościerskiej policji, straży pożarnej, stowarzyszeń i organizacji społecznych. Przedstawiciele Związku Piłsudczyków Rzeczypospolitej Polskiej odznaczyli Tadeusza Linknera i Andrzeja Gierszewskiego medalami za wybitne osiągnięcia w krzewieniu historii marszałka Józefa Piłsudskiego. Fot. Adam Kiedrowski / www.nowepomorze.pl
Arteterapia? Być może. Na pewno jest to większa przyjemność niż przeglądanie ulotek na temat zdrowia czy rozmowa o chorobach. Pacjenci odwiedzający Przychodnię Aksamitna w Gdańsku-Śródmieściu mogą teraz poczuć się tutaj jak w galerii sztuki. I jak w Gdańsku, którego już nie ma. Ścianę w holu od dwóch dni zdobią prace malarskie Krystyny Marii Kahsin. To swoista podróż w przeszłość – po Oliwie, Wrzeszczu Górnym i Śródmieściu. Dziewięć obrazów namalowanych przez gdańską artystkę akwarelą i tuszem tworzy cykl zatytułowany „Dwory dawnych gdańszczan”. W kolorowych rezydencjach tli się tęsknota za tym co minęło, za niepowtarzalną atmosferą tamtych czasów, przywoływaną podczas piątkowego wernisażu przez profesora Andrzeja Januszajtisa. – Co dwa-trzy miesiące wystawa będzie się zmieniać. Chcemy, żeby te wydarzenia za każdym razem łączyły się z wykładami. To ma być sztuka z wciągającą historią Gdańska. Pomysł wyszedł od doktora Andrzeja Dopty, szefa przychodni. Placówka przy Aksamitnej przeszła ostatnio remont. Gospodarze postanowili urządzić tutaj ścianę wystawową, żeby pacjenci mogli z niej czerpać przyjemne doznania. Pan doktor Dopta był na kilku moich wernisażach. Na jednym z nich zaproponował mi zagospodarowanie tego nowo tworzonego miejsca. Zgodziłam się, bo kocham Gdańsk i kocham kolory. A do tego odbiór w przychodni jest większy niż w galeriach. Tu naprawdę czuję, czy chociaż w jakimś stopniu jestem w stanie przekazać to, na czym najbardziej mi zależy – mówi autorka „Dworów dawnych gdańszczan”. Kiedy na dzień przed wernisażem wieszała swoje prace w „Aksamitnej”, pacjenci podchodzili i podejmowali rozmowy. Patrzyli na nieistniejące już perełki gdańskiej architektury, mówili, że mieszkają gdzieś obok, i nawet nie wiedzieli, jak jeszcze niedawno wyglądało ich najbliższe sąsiedztwo. – Byłam pozytywnie zaskoczona ich reakcjami. Na nowo spojrzeli na te miejsca, w których mieszkają. Dało mi to kopa do pracy i chce mi się dalej. Jestem samoukiem. Najczęściej maluję abstrakcje i akty, ale co jakiś czas budzi się we mnie taka chęć namalowania tego, co było w Gdańsku – dodaje Krystyna Kahsin. Dworki stworzyła w ciągu miesiąca. Ostatni z dziewięciu obrazów powstał w sobotę, na niespełna tydzień przed otwarciem wystawy. Przedtem musiały być zmagania z historią, przekopywanie zasobów bibliotecznych i internetowych, studiowanie rycin. – Chodzę, szukam, porównuję stan obecny z widokami na starych zdjęciach, sprawdzam co zostało. To moje hobby. Być może powstanie cykl o szpitalach, które były w dawnym Gdańsku. Ale najpierw muszę dokopać się do rycin, a czasem trudno jest o te widoki z przeszłości. Źródłem są zbiory biblioteczne, pomocne bywają niemieckie portale internetowe. Nie chcę zmyślać. To nie jest abstrakcja – mówi Krystyna Maria Kahsin. 26.01.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Oba wydarzenia przyciągnęły nadkomplet publiczności. Najpierw była „Nieprzysiadalność” Marcina Świetlickiego w Sztuce Wyboru, a potem jego koncert z zespołem Świetliki w Klubie Żak. Na gdańskiej scenie grupa kojarzona z rockiem alternatywnym i melorecytacją obchodziła rozpoczęte w październiku ubiegłego roku Srebrne Gody („czyli 25 lat bliżej”). Tylko do grudnia odbyło się 60 spotkań autorskich i koncertów. Premiera autobiografii Świetlickiego zbiegła się w czasie z 25 urodzinami zespołu. Początek Świetlików to Kraków i rok 1992 – ten sam, w którym ukazał się debiutancki tomik poezji Świetlickiego „Zimne kraje”. – To było w tym samym momencie, kiedy wydawałem pierwszą książkę. Zespół powstał dlatego, że mając lat trzydzieści nie do końca wiedziałem, co chcę robić w życiu. Dzisiaj takie rzeczy wiedzą już przedszkolaki. Pomyślałem, że albo będę wokalistą, albo poetą – zobaczymy co będzie. Ale jakoś przez prawie 25 lat dzielę te obowiązki – mówił nie tak dawno Marcin Świetlicki na spotkaniu autorskimi w Krakowie. Świetliki specjalizują się w tworzeniu atrakcyjnej artystycznie formy prezentacji tekstu. Nie jest to jednak tylko melorecytacja. Zespół czerpie z brzmień alternatywy i post-rocka. Szerszej publiczności znany jest chociażby utwór „Filandia" ze słynną frazą „już nigdy” wypowiadaną przez Bogusława Lindę, honorowego członka grupy. Już pierwszym koncertem grupa zasłużyła sobie na miano skandalistów. A to wszystko w obecności Wisławy Szymborskiej i Czesława Miłosza. Występ wzbogacający mówione wydanie „NaGłosu” – miesięcznika pełniącego w Krakowie lat 80. rolę niezależnego forum kultury – na poły zaimprowizowany, dla wielu nosił znamiona prowokacji. Spora część publiczności opuściła salę. Nobliści podobno zostali na swoich miejscach... 27.01.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
Ksiądz Jarosław Wąsowicz – salezjanin z Piły, historyk, publicysta „Gazety Polskiej Codziennie” i duszpasterz środowisk kibicowskich – uchodzi za jednego z najbardziej znanych fanów gdańskiej Lechii. O fenomenie patriotycznego i religijnego zaangażowania środowiska polskich kibiców pisze i mówi już dobrą dekadę. Z jego felietonów ukazujących się w ostatnich latach na łamach „GPC” uzbierał się materiał na książkę. 260-stronicowa publikacja „Sektor Polska. Kibice, historia, patriotyzm” wydana nakładem gdańskiego wydawnictwa Patria Media ukazała się przed kilkunastoma dniami. – To był pomysł Adama Chmieleckiego, właściciela wydawnictwa. Gorąco zachęcał mnie do zebrania felietonów, które zaczęły się ukazywać kilka lat temu w „Gazecie Polskiej Codziennie”. Ta książka to duża zasługa Adama, bo ja raczej nie mam zbyt dużo czasu na to, żeby przygotowywać kolejne tego typu publikacje. Kiedy zebraliśmy te moje felietony, okazało się, że jest swoista kronika wydarzeń, w których wielu z nas, kibiców, uczestniczyło w ostatnich latach – mówił ksiądz Wąsowicz na sobotnim spotkaniu z czytelnikami w siedzibie NSZZ „Solidarność” w Gdańsku, dzieląc się refleksjami z pracy nad „Sektorem”. Zdaniem autora, środowisko kibicowskie, tak jak każde inne, nie jest wolne od słabości i błędów, ale w ostatniej dekadzie pokazuje nam, że są sprawy ważniejsze od nas samych, od partykularnych i ostrych podziałów. To wspólne wartości i tradycja, wiara, pamięć o bohaterach z przeszłości, pomoc rodakom, Ojczyzna. To wspólny sektor „Polska”. Ksiądz Wąsowicz wyjaśnia w swojej książce, skąd wziął się ten fenomen patriotyzmu wśród kibiców, któremu z zaciekawieniem przyglądają się media w zachodnich krajach. Okazuje się, że społeczeństwa utożsamiane powszechnie z wyższą kulturą piłkarską niż ta nad Wisłą, nie znają takiego zjawiska. – Jak toś zaczęło... Myślę, że odpowiedzi mogłoby być wiele, w zależności od tego, skąd kto jest. Mam swoją teorię na te temat. Uważam, że początki miały miejsce w momencie, kiedy odchodził święty Jan Paweł II. Pamiętamy, że został wówczas przerwany Pogoni i Lecha, że w wielu miastach Polski pojawiły się inicjatywy wspólnej modlitwy. Były też msze kibiców zwaśnionych drużyn. Kibice zobaczyli wtedy, że są wartości, które ich łączą i powodują, że można od czasu do czasu się spotkać, podyskutować, pochylić się nad sprawami, które są fundamentem dla wszystkich Polaków. Myślę, że to wówczas zaczęło się dziać. Dzisiaj są to i akcje charytatywne, i te upamiętniające lokalnych bohaterów, i także uczestnictwo w wydarzeniach o charakterze ogólnopolskim. Moim zdaniem jest to pewnego rodzaju fenomen, którego nie widzimy w innych krajach Europy i świata. Fenomen, którym zaczęto interesować się w krajach zachodnich, zwłaszcza wspólnymi inicjatywami na rzecz wspierania Polaków na Kresach, obchodami dużych uroczystości patriotycznych czy naszą pielgrzymką kibicowską, o której pisano już duże artykuły i w Anglii, i w Austrii, i w Niemczech. W tym roku przyjechała do nas telewizja ze Stanów Zjednoczonych. I o tym jest ta książka. Dokumentuje to wszystko, w czym uczestniczyliśmy w ostatnich latach. Adam, który jest redaktorem tego wydawnictwa, podzielił felietony na grupy. Dla gdańszczan z pewnością szczególnie cenne są te fragmenty, które dotyczą Lechii. To, że klub znany jest nie tylko z chuligaństwa, ale także z patriotycznych opraw poświęconych rocznicom stanu wojennego czy dziejom Solidarności, to też jest zasługa tego ruchu kibicowskiego. I to też się dokonało w ostatnich latach. Pamiętamy, jak skromne były początki. Środowisko kibiców zawsze było niezależne, o czym powinni pamiętać zwłaszcza politycy, obojętnie jakiej opcji. To, co jest charakterystyczne w działalności patriotycznej kibiców, to brak koniunkturalizmu. Jeśli tę linię zachowamy, to wszystkie inicjatywy będą miały przyszłość – mówi autor „Sektora Polska”. 27.01.2018 / Mateusz Ochocki / KFP
  • aktualnych propozycji: 10570
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2018 KFP