logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 10570
Osiągają sukcesy gospodarcze, kierują się zasadami etyki zawodowej i społecznej odpowiedzialności, tworząc dogodne warunki pracy i rozwoju pracowników. Na dorocznej Gali Evening Pracodawcy Pomorza wybrali spośród siebie najlepszych w 2017 roku. Gościem specjalnym galowego wieczoru w gdańskim Centrum Wystawienniczo-Kongresowym AmberExpo był profesor Jerzy Stuhr, wybitny aktor, reżyser, pedagog i pisarz, a wyjątkowym upominkiem dla uczestników święta – jego najnowsza książka pt. „Moje smoki na dobre i na złe” (z autografem). Wśród gości oklaskujących laureatów 10. konkursu Pomorski Pracodawca Roku znaleźli się m.in. wicepremier Jarosław Gowin, wiceminister infrastruktury Kazimierz Smoliński, wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz i marszałek pomorski Mieczysław Struk. – Na Pomorzu jest wiele firm godnych zaszczytnych laurów i my chcemy je doceniać. Laureaci to najwyższa liga. Tegoroczny konkurs cieszył się ogromnym zainteresowaniem, i to nie tylko wśród członków organizacji Pracodawcy Pomorza. Oceny dokonała komisja konkursowa, przyznając w każdej kategorii wyróżnienia oraz nagrodę główną. Każdy z pracodawców wskazany przez komisję konkursową to Primus Inter Pares. Nagradzamy najlepszych spośród nas, żebyście pamiętali, że wasze firmy to wasze życie i życie waszych pracowników – przypominał Zbigniew Canowiecki, prezydent Pracodawców Pomorza.
Główną nagrodę Pomorski Pracodawca Roku 2017 w kategorii przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 250 pracowników otrzymało Sopockie Towarzystwo Ubezpieczeń ERGO Hestia SA, jeden z liderów rynku ubezpieczeń w Polsce. Blisko 2500 pracowników Grupy Ergo Hestia pracuje dla 3,2 miliona klientów indywidualnych oraz firm – od małych i średnich przedsiębiorstw po największe korporacje. Finalistami i zdobywcami wyróżnień w tej kategorii zostały firmy International Paper-Kwidzyn, Marcopol z Chwaszczyna i Omida Group z Gdańska. W stawce średnich przedsiębiorstw (51-250 pracowników) po tytuł sięgnęła gdyńska spółka Izohan specjalizująca się w produkcji materiałów do hydroizolacji oraz wdrażaniu nowoczesnych technologii w dziedzinie chemii budowlanej. Laury otrzymały także gdańskie firmy Femax i Sevenet oraz Zakład Wytwórczy Aparatów Elektrycznych z Kębłowa Nowomiejskiego (gmina Nowa Wieś Lęborska). W kategorii przedsiębiorstw zatrudniających od 10 do 50 pracowników Pomorskim Pracodawcą Roku 2017 została spółka Izobud z Somonina świadcząca usługi w branży budowlanej. Wyróżnienia trafiły do gdańskiej cukierni Baccate Roberta Antonowicza oraz do gdyńskich firm Monolit IT i Tritum Group. Laury odebrały także firmy zatrudniające mniej niż 10 osób. Główną nagrodę komisja konkursowa przyznała gdańskiej spółce Netz zajmującej się od blisko 25 lat outsourcingiem usług IT dla biznesu. Z wyróżnień cieszyli się przedstawiciele firmy CADEvent (Gdańsk) i Dachy Patryk Bianga (Lębork). Nagrodę specjalną Złoty Oxer przyznawaną osobom, które dzięki własnej inicjatywie, uporowi i determinacji stworzyli firmy, pokonując przez lata kolejne trudne przeszkody i kierując się wizją rozwojową, otrzymali w tym roku państwo Danuta i Andrzej Przybyło, założyciele i właściciele Browaru Amber. Statuetkę Primum Cooperatio (Nade Wszystko Współpraca) za wybitne osiągnięcia naukowe połączone z udokumentowaną działalnością w zakresie wdrożeń własnego dorobku naukowego w gospodarce odebrał profesor Andrzej Czyżewski z Politechniki Gdańskiej, kierownik Katedry Systemów Multimedialnych na Wydziale Elektroniki, Telekomunikacji i Informatyki, autor 24 patentów krajowych i 5 międzynarodowych zgłoszeń patentowych oraz kilkunastu wdrożeń. Jednym z wielkich projektów profesora jest IDENT – multimodalny, biometryczny system weryfikacji tożsamości klienta bankowego realizowany we współpracy z PKO BP oraz pomorską firmą Microsystem. Nagrodę im. Profesora Bolesława Mazurkiewicza wręczył laureatowi wicepremier Jarosław Gowin. Pracodawcą Roku 2017 Obszaru Metropolitalnego Gdańsk-Gdynia-Sopot decyzją prezydenta Gdańska, prezydenta Pracodawców Pomorza oraz dyrektora Gdańskiego Urzędu Pracy została jedna z najdynamiczniej rozwijających się firm odzieżowych w Europy Środkowo-Wschodniej – LPP. Po raz pierwszy przyznawane na Gali Evening statuetki „Przedsiębiorca Odpowiedzialny i Wrażliwy Społecznie” trafiły do Gdańskiej Fundacji Innowacji Społecznej oraz firmy Orbis SARegion Północ. Wyróżnieni: Spółdzielnia Socjalna Dalba z Pucka, Gdańska Spółdzielnia Socjalna, Vivadental sp. z o.o. w Gdańsku i Zakład Utylizacyjny sp. z o.o. w Gdańsku. 26.01.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP, Mateusz Ochocki / KFP
Po 18 latach porodówka Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Janusza Korczaka powraca z Ustki do Słupska. Pierwsze dzieci przyjdą tutaj na świat 6 lutego. Na maluchy czekać będą specjalne upominki łóżeczka turystyczne i kosmetyki do pielęgnacji ufundowane przez marszałka pomorskiego Mieczysława Struka. – Do godziny 8 przyjmujemy pacjentki jeszcze w Ustce, a potem już w nowym miejscu. Szanowni Państwo stało się, oddział położniczo-ginekologiczny oraz neonatologiczny wróciły do Słupska – mówił podczas uroczystości oficjalnego otwarcia nowych oddziałów Andrzej Sapiński, prezes zarządu Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego. – To bardzo ważny dzień dla mieszkanek Słupska. To jest także szczególny dzień dla mnie jako szefa tej placówki. Kiedy trzy lata temu podejmowałem pracę w Słupsku, rozpoczynałem ją z gorącym postanowieniem, że sprowadzę oddziały położniczo-ginekologiczny i neonatologiczny do Słupska. Obiecywałem to w pierwszych dniach pracy wszystkim mieszkankom miasta. Wyzwanie, które podjąłem, stało się teraz faktem – dodawał prezes Sapiński. Na oddziale położniczo-ginekologicznym jest ponad 50 miejsc, są tu sale dla matek z dziećmi i stanowiska do ratowania noworodków. Na patologii ciąży dla pacjentek przygotowano 6 sal 3-łóżkowych oraz izolatkę. Na potrzeby położnictwa będzie 10 sal 2-łóżkowych dla matek z dziećmi, 4 sale 3-łóżkowe, sala pooperacyjna z dwoma łóżkami oraz izolatka. Będą także gabinety badań dla patologii ciąży i zabiegowy dla ginekologii. Dodatkowo w salach znajdują się stanowiska do pielęgnacji noworodków. Oddział będzie funkcjonował w systemie matka z dzieckiem (rooming-in). Oznacza to, że cały okres pobytu w szpitalu młoda mama spędzi na sali razem z noworodkiem Przeniesienie położnictwa i ginekologii z Ustki do Słupska było niezbędne, aby poprawić opiekę nad pacjentkami. – Panie, które chciały rodzić swoje dzieci, musiały dotąd jeździć do Ustki, która była nieprzygotowana do takich porodów. Zwłaszcza że te porody mogły być niebezpieczne dla niektórych z nich. Co tu dużo kryć: nie było tam ani banku krwi, ani nie sali operacyjnej – podkreślał marszałek pomorski Mieczysław Struk. Inwestycja przeniesienia oddziałów z Ustki do Słupska kosztowała 10,7 mln zł. Aby mogła być zrealizowana, konieczna była przebudowa I piętra budynków A, E i C oraz przeniesienie oddziału otorynolaryngologicznego, poradni stomatologicznej na parter, poradni chirurgii dziecięcej z parteru na pierwsze piętro, a oddziału dermatologicznego ze Słupska do filii szpitala w Ustce. Wszystkie prace remontowe trwały od marca 2016 roku do grudnia 2017 roku. Nowo otwarte oddziały zostały wyposażone w wysokospecjalistyczny sprzęt: aparaty  KTG do ciąży pojedynczej i bliźniaczej wraz z telemetrią, kardiomonitory, pulsoksymetr, defibrylator, laktator, kolposkop, aparat USG oraz inkubator zamknięty. Wyposażenie kosztowało 1,8 mln złotych. 380 tysięcy złotych przekazał marszałek województwa pomorskiego.27.01.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP  
To jedna z najbardziej kłopotliwych pomorskich inwestycji w XXI wieku. Słupski aquapark miał być gotowy już w czerwcu 2012 roku, po niespełna dwóch latach budowy. Dziś wiele wskazuje na to, że park wodny Trzy Fale zostanie otwarty przed wakacjami... 2019 roku. To i tak brzmi lepiej niż nigdy. Perypetiami i sporami towarzyszącymi niefartownej inwestycji zajmowały się już i sądy, i prokuratura i urzędnicy instytucji europejskich. Po tym jak Słupsk stracił unijną dotację i bezskutecznie próbował znaleźć prywatnego partnera, z którym mógłby dokończyć przerwaną budowę wspólnym wysiłkiem finansowym, wydawało się, że Trzy Fale będą już tylko straszyć mieszkańców swoim widokiem. A jednak... Miasto dołoży do inwestycji ponad 30 milinów złotych. Dotychczas wydało dwa razy tyle. Po pięciu latach przerwy budowa ruszyła. Dokończeniem inwestycji zajmuje się się konsorcjum z koszalińskim EkoWodrolem w roli lidera oraz bytowską firmą Żmuda. – Prace zaczynamy na kilku frontach. Na pewno na początek będą to roboty rozbiórkowe. Wiosną naprawimy dach – zapowiedział niedawno Lech Wojciechowski, prezes EkoWodrolu. Pozostałe roboty wykończeniowe i instalacyjne mają potrwać do marca 2019 roku. Potem będzie czas na odbiory. – Otwarcie aquaparku przewidujemy na lipiec 2019 roku – deklaruje Grzegorz Juszczyński, prezes spółki miejskiej Trzy Fale, która sprawuje nadzór nad inwestycją. 27.01.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Kim byli artyści tworzący unikatową biżuterię i przedmioty użytkowe w stylu art déco? Dla kogo tworzyli i dlaczego tak chętnie sięgali po bursztyn? Odpowiedzi na te pytania znajdziemy na nowej wystawie w gdańskim Muzeum Bursztynu. Popularny w latach 1919-1939 styl art déco nie był sztuką dla mas. Zdecydowanie przeznaczony był dla zamożnych, wykształconych elit. Do takich klientów adresowana była oferta niedużych, eleganckich przedmiotów użytkowych lub zdobiących modne wnętrza, wykonanych z bursztynu lub nim dekorowanych. Bursztyn cieszył się wtedy popularnością przede wszystkim wśród pań, ale również panowie zakochiwali się w bursztynie. – Szalenie modne były wtedy akcesoria dla palaczy, a więc tradycyjne fajki, popielniczki, papierośnice, pudełka na cygara oraz zapalniczki – mówi Renata Adamowicz, kurator wystawy „Bursztynowe art déco”. Na ekspozycji możemy podziwiać ponad 180 eksponatów, a wśród nich zegary, barometry, termometry, kałamarze, talerze dekoracyjne i świeczniki. Część dzieł pochodzi ze zbiorów własnych Muzeum Bursztynu. Kolekcję uzupełniają eksponaty wypożyczone z Muzeum Zamkowego w Malborku, Muzeum Ziemi PAN, Muzeum Miasta Gdyni i Muzeum Okręgowego im. L. Wyczółkowskiego w Bydgoszczy.
Najbardziej reprezentatywna dla stylu art déco jest zdobiona diamentami i szafirami cygarniczka Cartiera zakupiona przez ddział Muzeum Historycznego Miasta Gdańska na aukcji Christie’s w Londynie. Powstała we Francji, ojczyźnie art déco, w pierwszej fazie krystalizowania się stylu (1912 r.), w firmie jednoznacznie kojarzonej z luksusem. Epoka art déco to czas, kiedy kobiety stopniowo uzyskiwały prawa wyborcze (w Polsce w 1918 r.) i lubiły demonstrować swoją niezależność. Eleganckie cygarniczki oraz puderniczki były często ostentacyjnie używane przez panie w miejscach publicznych. Wśród wielu puderniczek na wystawie warto zwrócić uwagę na ciekawy egzemplarz wykonany w Gdańsku, w największej i najbardziej uznanej firmie złotniczej - Moritz Stumpf & Sohn. Puderniczka z geometrycznymi, bursztynowymi zdobieniami trafiła do Muzeum Bursztynu razem z wielką kolekcją gdańskich sreber przekazanych do Muzeum Historycznego Miasta Gdańska w 2010 r. przez Jürgena Gromka z Bractwa Świętych Trzech Króli Gdańskiego Dworu Artusa w Lubece. Dla panów oferta była równie interesująca. Na biurku w gabinecie bogatego, wykształconego i modnego mężczyzny w dwudziestoleciu powinny znaleźć się  przybory do pisania, jak kałamarz, listownik, bibularz, a także przycisk do papieru. Z Muzeum Ziemi PAN w Warszawie pochodzi kałamarz o podstawie z naturalnej bryły bursztynu, w której znajduje się wgłębienie na naczynie z atramentem i rynna, gdzie można położyć pióro. Po raz pierwszy właśnie w stylu art déco zaczęto wykorzystywać bursztyn, jako naturalny, rzadki okaz przyrodniczy i łączyć go w jednym projekcie z uproszczonymi, geometrycznymi kształtami. Podobne założenia przyświecały twórcom licznych tłoków pieczętnych i noży do listów. O popularności wyrobów bursztynowych w przedwojennej Polsce świadczą dwa portrety, damski i męski. Widzimy na nich najbardziej masowe i kojarzone z dwudziestoleciem bursztynowe przedmioty, czyli korale i ustnik do cygarniczki. Można je było kupić zarówno u Cartiera, jak i w małym sklepiku w Gdańsku czy w Krakowie. Z kolekcji Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy pochodzi obraz olejny warszawskiej malarki Haliny Gadomskiej-Dąbrowskiej. Artystka sportretowała mjr. Tadeusza Gadomskiego, swojego brata, lekarza. Pozuje wśród przedmiotów, które powinien posiadać modny, elegancki i zamożny mężczyzna w połowie lat 30. XX wieku, jednym z nich jest fajka z bursztynowym ustnikiem. A wszystko w ulubionej przez art déco intensywnej, szmaragdowo-szafirowej kolorystyce.
Wystawę „Bursztynowe art déco” w muzeum przy Targu Węglowym 26 (Sala Sądowa) będzie można oglądać do końca września br. (w sezonie zimowym z wyłączeniem poniedziałków). Na 15 lutego (godz. 17) zaplanowane jest oprowadzanie kuratorskie (Czwartki w Historycznym). Tego dnia wstęp wolny. 28.01.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Gdańszczanie uczcili Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu (27 stycznia). Święto uchwalone w 2005 roku przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w hołdzie ofiarom pochodzenia żydowskiego pomordowanym w czasie II wojny światowej przez nazistowskie Niemcy obchodzone jest w Gdańsku po raz pierwszy. Miejscem uroczystości był plac przed dworcem kolejowym Gdańsk Główny, gdzie przed dziewięcioma laty z inicjatywy władz miasta stanął pomnik Kindertransportów upamiętniający akcję wywożenia żydowskich dzieci z  Wolnego Miasta Gdańska  do Anglii od maja do sierpnia 1939 roku. Jednym z tych, któremu „kindertransporty” uratowały życie, był pochodzący z Gdańska izraelski rzeźbiarz Frank Meisler – twórca pomnika. Dziś zabrzmiały tu słowa pieśni „Zog nit kejnmoł”, tłumaczonej jako „Nigdy nie mów, że idziesz ostatnią drogą”. Usłyszeliśmy też świadectwo Magdaleny Wyszyńskiej – Żydówki ocalonej z Holokaustu przez Polaków. Głos zabrali prezydent miasta Paweł Adamowicz i przewodniczący Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Gdańsku Michał Samet, współorganizatorzy obchodów. – Nawiązując do słów Władysława Bartoszewskiego, musimy mówić głośno: „Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat. Kto ratuje jednego człowieka, daje świadectwo znaczenia człowieczeństwa własnego", a wyrazem człowieczeństwa późniejszych pokoleń jest pamiętać i przekazywać tę pamięć naszym dzieciom i wnukom. W tym dniu nasze myśli są przy tych, którzy ucierpieli przez posuniętą do ekstremum nietolerancję i nazizm. W Gdańsku, mieście wolności, musimy głośno mówić o tym, że żadna polityka nie może przesłaniać nam drugiego człowieka. Warto podkreślić, że te obchody organizujemy po raz pierwszy i mam nadzieję, że za naszym przykładem pójdą inne miasta – powiedział prezydent Paweł Adamowicz. 26.01.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
Stogi mają wreszcie swój własny basen. Pływalnię wzniesioną przy Szkole Podstawowej nr 11 na ul. Wilhelma Stryjewskiego uroczyście otworzył w piątek prezydent miasta Paweł Adamowicz. Od godziny 16 będzie można korzystać z uroków kąpieli w nowoczesnym obiekcie za jedyne 5 złotych. Pływalnia z urządzeniami do masażu, atrakcjami wodnymi, sauną oraz zapleczem socjalnym jest otwarta dla wszystkich. – Cieszę się niezmiernie, że mogę otworzyć kolejny obiekt sportowy, na który czekali mieszkańcy dzielnicy, ale też wszyscy gdańszczanie i gdańszczanki. Z basenu będzie mógł korzystać każdy, gdyż został on dostosowany do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Dodam, że w ostatnim czasie udostępniliśmy nowoczesną krytą pływalnię w dzielnicy Osowa, a wielkimi krokami zbliża się również zakończenie budowy kolejnej, na Oruni – mówi prezydent Adamowicz. Nowy obiekt składa się z czterotorowego basenu, brodzika rekreacyjnego z urządzeniami do masażu, basenu rekreacyjnego oraz wanny z hydromasażem. Na parterze znajduje się pomieszczenie biurowe z zapleczem socjalnym, a także pomieszczenia techniczne. Na pierwszym piętrze usytuowane są baseny, szatnie, pokój ratownika, pierwszej pomocy i ogólnodostępna toaleta. Do wejścia prowadzi rampa podjazdowa, w budynku znajduje się węzeł sanitarny i szatniowy dla osób niepełnosprawnych, a na hali basenowej – samoobsługowy dźwig ułatwiający samodzielne wejście do wody. – Przy okazji przypomnę wszystkim, którzy posiadają Kartę Mieszkańca, że mogą skorzystać z jednorazowej, darmowej wizyty na jednej z miejskich pływalni. Mam też dobrą wiadomość dla wszystkich dzieciaków. Podczas nadchodzących ferii będą mogły korzystać z basenu, płacąc za wejście jedynie złotówkę. Mam nadzieję, że nowy basen zachęci do jeszcze  większej aktywności sportowej naszych mieszkańców i mieszkanki – dodaje Paweł Adamowicz. Pływalnia będzie czynna w godzinach od 6.20 do 22. Od dziś aż do końca lutego w godzinach od 16 do 22 (poniedziałek – piątek) oraz od 7 do 22 (weekendy) za promocyjne wejście na zasadach ogólnodostępnych zapłacimy tylko 5 zł. W tym okresie wejściówki będzie można nabyć wyłącznie w kasie obiektu. W połowie lutego ruszy sprzedaż karnetów (ważne od 1 marca). Wejściówki będzie można kupić m.in. za pośrednictwem panelu sprzedażowego dostępnego na stronie plywalniegdansk.pl. 26.01.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Dziewięćdziesiąt osiem lat temu – 28 stycznia 1920 roku do Pelplina triumfalnie wkroczyła Błękitna Armia pod dowództwem generała Józefa Hallera. Po 148 latach zaboru pruskiego miasto wróciło do Polski. W przeddzień rocznicy tamtych wydarzeń na ulicach Pelplina pojawili się rekonstruktorzy historyczni. Żołnierze zachęcali do udziału w obchodach święta już od rana. Przed południem biało-czerwony korowód przemaszerował z dworca PKP pod bazylikę katedralną. Prowadził go 2 Pułk Szwoleżerów Rokitniańskich, za którym w bryczce podążał generał Haller, a za nim władze miasta, uczniowie pelplińskich szkół i mieszkańcy. Inscenizację zakończyło starcie szwoleżerów z żołnierzami wojska pruskiego na placu przed Collegium Marianum. 26.01.2018 / fot. Krzysztof Mania / KFP
To była największa biesiada w najnowszej historii „Kubickiego”. Kto wie, czy rozmachem nie przebiła przedwojennych uczt „z rzetelną usługą i codziennym koncertem”, które dały asumpt dzisiejszym gdańszczanom do świętowania pięknej rocznicy. Najstarsza restauracja w Gdańsku obchodziła w czwartkowy wieczór 100-lecie istnienia. Beata i Grzegorz Zalescy – od pięciu i pół roku kontynuatorzy tradycji zapoczątkowanej przy ulicy Wartkiej 5 (dawna Am brausenden Wasser) w 1918 roku przez Bronisława Kubickiego – zaprosili na urodziny wszystkich gdańszczan. Wielkie gotowanie zaczęło się tu w wtorek, a dwa dni później przestrzeń „Kubickiego” powiększyła się ogrzewany namiot (5x20 m), który stanął nad brzegiem Motławy, naprzeciwko wejścia do restauracji. W urodzinowym centrum kusiły takie specjały tutejszej kuchni jak golonka na kapuście, kaczka w maladze, ozory w galarecie czy dorsz w szynce na szpinaku. Do tego były grzaniec, ciepłe wino i piwko na zimno. Impreza musiała być z koncertem. Kiedy na kwadrans przed godziną 18 kilkudziesięcioosobowa kolejka oczekiwała na otwarcie namiotu, w środku rozgrzewał się Detko Band. Chwilę później było tu już ponad 200 osób, a potem gości tylko przybywało. – Przygotowani jesteśmy na jeszcze więcej. Podejmiemy gościną i 500 gdańszczan – wyjawił nam Maciej Mrówka, kierownik restauracji. Na przyjęciach weselnych bywa tu po 150 osób. Na urodzinach „Kubickiego” było ich tu pewnie trzy razy więcej. – Bardzo dziękujemy Beacie i Grzegorzowi, że zaprosili nas na 100-lecie restauracji „Kubicki”. Jak wiecie, w tym roku obchodzimy 100-lecie odzyskania niepodległości. Oczywiście wiemy też, że 100 lat temu Gdańsk nie należał do Rzeczypospolitej. Jeszcze wtedy jego status był niewyjaśniony. Później to było Wolne Miasto Gdańsk, a „Kubicki” był w nim najbardziej polską restauracją. Po wojnie, kiedy Gdańsk wrócił do Rzeczypospolitej, „Kubicki” łączył w sobie te tradycje przedwojennej gdańskiej Polonii ze współczesnością. Beato i Grzegorzu, przyjmijcie w imieniu gdańszczanek i gdańszczan fragment Gdańska, by znalazł on swoje miejsce w waszej restauracji. Dbając o wysoką jakość gastronomiczną, budujecie markę Gdańska, najcudowniejszego miasta na świecie – podkreślał prezydent Paweł Adamowicz, przekazując na ręce gospodarzy gdańską grafikę. Nad Motławą rozległo się tego wieczoru i „Sto lat”, i „Dwieście lat”. Było nawet „Gorzko, gorzko”, a przedtem urodzinowa pieśń dedykowana Beacie Zaleskiej przez męża. – Muszę przyznać, że oprócz ciężkiej pracy moja żona włożyła tutaj również serce. I może dlatego to wszystko tak dobrze działa. Jeżeli pozwolicie, to proponuję, żebyśmy zaśpiewali jej „Sto lat” – zachęcał Grzegorz Zaleski. Detko Band zagrał też coś specjalnego dla obojga małżonków i całej załogi „Kubickiego”. – Musieliście podjąć bardzo heroiczną decyzję. To nie było łatwe. Poszliście po prostu na całość. Poszliście „Vabank”. I tę piosenkę wam dedykujemy – zapowiedział filmowy utwór Jerzy Detko. – Bardzo państwu dziękuję za to, że chcecie z nami świętować tę 100. rocznicę. Życzę wam miłej zabawy dzisiaj i żebyście o nas zawsze pamiętali. I dziękuję serdecznie załodze „Kubickiego”. Ta uczta jest dzięki nim, dzięki ich pracy, sercu, zaangażowaniu – mówiła Beata Zaleska. Zabawa trwała kilka godzin. O 21.30 niebo nad „Kubickim” rozjaśniły fajerwerki. 25.01.2018 / fot. Maciej Kosycarz, Mateusz Ochocki / KFP
Wydany blisko 15 lat temu zbiór reportaży pt. „Fotografie z tłem. Gdańszczanie po 1945 roku” autorstwa Olgi Dębickiej zaskakiwał czytelnika świeżym spojrzeniem na historię miasta ukazaną przez pryzmat ludzkich losów z nieznanej dotąd perspektywy. Znana dziennikarka, pisarka i reportażystka powróciła do swoich bohaterów sąsiedzkich opowieści, poszerzając i uzupełniając książkę. Nowe wydanie (słowo/obraz terytoria) zostało wzbogacone o 40 stron. O pracy nad „Fotografiami z tłem 2” autorka opowiadała w czwartkowy wieczór na spotkaniu z czytelnikami w filii Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej przy ul. Mariackiej. Reportaże Olgi Dębickiej układają się w opowieść o mieszkańcach Gdańska - Polakach, Niemcach, przesiedleńcach ze Wschodu. Spisane historie przybliżają losy Niemców, którzy po wojnie musieli opuścić miasto, i Polaków, którzy zamieszkali w ich dawnych domach, bo sami zostali wygnani ze swoich na Litwie, Wołyniu czy Białorusi. Mówią też o gdańszczanach mieszkających tu od pokoleń - pomimo zakrętów historii i różnych przeciwności losu. Wśród bohaterów książki można spotkać Charlottę Treder, żonę Helmuta Deglera, czyli Henryka Jabłońskiego, autora słynnej piosenki „Pierwszy siwy włos”, Rosę Anders, dla której najsilniejszym gdańskim wspomnieniem jest smak kawy zbożowej „Kaffee Ma-Ma” z Malborka, a także dziadków Donalda Tuska, rodzinę Ewy Pobłockiej oraz Łucję Toczyską, pamiętających Wolne Miasto Gdańsk, czasy wojny i późniejszą odbudowę miasta.
  Olga Dębicka - dziennikarka, reportażystka, pisarka i podróżniczka. Autorka książek „Dziwka i Madonna. Marka Hłaski widzenie świata” (1996 r.) i „Fotografie z tłem. Gdańszczanie po 1945 roku” (2003 r.). Publikowała od „Dziennika Bałtyckiego” po „Dialog Deutsch-Polnisches Magazin”, przez 12 lat związana z portalem Wirtualna Polska. Od 14 lat stały współpracownik „National Geographic”. Laureatka nagród dziennikarskich i literackich, m.in. Nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (polski Pulitzer) oraz nagrody bibliotekarz Pro Libro Legendo (w 2004 roku za „Fotografie”). Nominowana do Grand Press 2004 w kategorii publicystyka za analizę „Nienapisane posłowie” oraz do Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarzy. Uhonorowana Golden Pen Top Journalist Award 2015. 25.01.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Casa to najdroższe imię w historii Gdańskiego Ogrodu Zoologicznego. Urodzona pod koniec ubiegłego roku lwica zawdzięcza je zwycięzcom licytacji „Allegro Charytatywni”, którzy za przywilej nadania imienia jednemu z czworga nowo narodzonych dzieci temperamentnej Tschibindy i dumnego Arco przekazali na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy 45 tysięcy złotych. To był hit tegorocznych orkiestrowych aukcji w Gdańsku. Jak lew walczył do końca o to prawo zarząd gdyńskiej firmy Kameralnie. – O wszystkim decydowały ostatnie dwie sekundy. To już był chyba fart, że udało nam się wygrać. Ktoś bardzo chciał nas przelicytować. Niezmiernie się cieszymy, że mogliśmy dorzucić swoją cegiełkę dla Wielkiej Orkiestry. Wpisywaliśmy już 50 tysięcy ... ale wyskoczył nam komunikat, że aukcja się zakończyła – wspomina emocjonujący finał licytacji Anna Szałła z zarządu firmy Kameralnie. – Ta historia wiąże się z takim momentem trochę ojcowskim, dlatego że w tym samym czasie, kiedy urodziła się lwica, urodziła się też nasza nowa spółka córka, czyli Kameralnie – dodaje Andrzej Biernacki, prezes zarządu firmy Ekolan. Casa w języku portugalskim oznacza dom. – Szukaliśmy imienia, które trochę nas zbliży. Wiemy, że ojciec Casy spędził kilka lat w Portugalii. Stąd portugalska nazwa. A słowo dom określa właśnie to, do czego została powołana nasza nowa spółka. Zajmujemy się budową domów. Kameralnie stawia na prestiż i dobre trójmiejskie lokalizacje – wyjaśnia Anna Szałła, która z rąk dyrektora zoo Michała Targowskiego odebrała dziś certyfikat nadania imienia lwicy. Zwyciężczyni licytacji przypadł też w udziale zaszczyt wpisania słowa Casa do tutejszej kartoteki. – Licytacji mieliśmy kilkanaście. Ta była najwspanialsza. Gorąco dziękujemy ogrodowi za to, że czekaliście z imieniem, że to imię można było nadać właśnie dzisiaj, w szczególny sposób pomagając najmłodszym beneficjentom WOŚP. To piękny gest. Ekolanowi i spółce Kameralnie dziękujemy za licytowanie do ostatniej chwili. Ostatnie dwie sekundy decydowały o tym, jak duża jest ta kwota – mówił podczas dzisiejszej uroczystości wiceprezydent Gdańska Piotr Kowalczuk. W tym roku Gdańsk przygotowało 28 WOŚP-owych aukcji. 15 z nich zakończyło się kilka dni temu, pozostałe są jeszcze aktywne. Do tej pory udało się zebrać z tego tytułu ponad 73 tysiące złotych. To absolutny rekord. W ubiegłym roku suma uzyskana ze wszystkich licytacji wyniosła nieco ponad 21 tys. zł. Na ostateczne podsumowanie 26. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy musimy jeszcze poczekać. Do tej pory w Gdańsku zebrano 903 700 zł. Ostateczne wyniki zbiórki poznamy w ciągu dwóch tygodni. 25.01.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

Cztery lwy przyszły na świat w gdańskim zoo
  • aktualnych propozycji: 10570
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2018 KFP