logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 10581
Oba wydarzenia przyciągnęły nadkomplet publiczności. Najpierw była „Nieprzysiadalność” Marcina Świetlickiego w Sztuce Wyboru, a potem jego koncert z zespołem Świetliki w Klubie Żak. Na gdańskiej scenie grupa kojarzona z rockiem alternatywnym i melorecytacją obchodziła rozpoczęte w październiku ubiegłego roku Srebrne Gody („czyli 25 lat bliżej”). Tylko do grudnia odbyło się 60 spotkań autorskich i koncertów. Premiera autobiografii Świetlickiego zbiegła się w czasie z 25 urodzinami zespołu. Początek Świetlików to Kraków i rok 1992 – ten sam, w którym ukazał się debiutancki tomik poezji Świetlickiego „Zimne kraje”. – To było w tym samym momencie, kiedy wydawałem pierwszą książkę. Zespół powstał dlatego, że mając lat trzydzieści nie do końca wiedziałem, co chcę robić w życiu. Dzisiaj takie rzeczy wiedzą już przedszkolaki. Pomyślałem, że albo będę wokalistą, albo poetą – zobaczymy co będzie. Ale jakoś przez prawie 25 lat dzielę te obowiązki – mówił nie tak dawno Marcin Świetlicki na spotkaniu autorskimi w Krakowie. Świetliki specjalizują się w tworzeniu atrakcyjnej artystycznie formy prezentacji tekstu. Nie jest to jednak tylko melorecytacja. Zespół czerpie z brzmień alternatywy i post-rocka. Szerszej publiczności znany jest chociażby utwór „Filandia" ze słynną frazą „już nigdy” wypowiadaną przez Bogusława Lindę, honorowego członka grupy. Już pierwszym koncertem grupa zasłużyła sobie na miano skandalistów. A to wszystko w obecności Wisławy Szymborskiej i Czesława Miłosza. Występ wzbogacający mówione wydanie „NaGłosu” – miesięcznika pełniącego w Krakowie lat 80. rolę niezależnego forum kultury – na poły zaimprowizowany, dla wielu nosił znamiona prowokacji. Spora część publiczności opuściła salę. Nobliści podobno zostali na swoich miejscach... 27.01.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
Ksiądz Jarosław Wąsowicz – salezjanin z Piły, historyk, publicysta „Gazety Polskiej Codziennie” i duszpasterz środowisk kibicowskich – uchodzi za jednego z najbardziej znanych fanów gdańskiej Lechii. O fenomenie patriotycznego i religijnego zaangażowania środowiska polskich kibiców pisze i mówi już dobrą dekadę. Z jego felietonów ukazujących się w ostatnich latach na łamach „GPC” uzbierał się materiał na książkę. 260-stronicowa publikacja „Sektor Polska. Kibice, historia, patriotyzm” wydana nakładem gdańskiego wydawnictwa Patria Media ukazała się przed kilkunastoma dniami. – To był pomysł Adama Chmieleckiego, właściciela wydawnictwa. Gorąco zachęcał mnie do zebrania felietonów, które zaczęły się ukazywać kilka lat temu w „Gazecie Polskiej Codziennie”. Ta książka to duża zasługa Adama, bo ja raczej nie mam zbyt dużo czasu na to, żeby przygotowywać kolejne tego typu publikacje. Kiedy zebraliśmy te moje felietony, okazało się, że jest swoista kronika wydarzeń, w których wielu z nas, kibiców, uczestniczyło w ostatnich latach – mówił ksiądz Wąsowicz na sobotnim spotkaniu z czytelnikami w siedzibie NSZZ „Solidarność” w Gdańsku, dzieląc się refleksjami z pracy nad „Sektorem”. Zdaniem autora, środowisko kibicowskie, tak jak każde inne, nie jest wolne od słabości i błędów, ale w ostatniej dekadzie pokazuje nam, że są sprawy ważniejsze od nas samych, od partykularnych i ostrych podziałów. To wspólne wartości i tradycja, wiara, pamięć o bohaterach z przeszłości, pomoc rodakom, Ojczyzna. To wspólny sektor „Polska”. Ksiądz Wąsowicz wyjaśnia w swojej książce, skąd wziął się ten fenomen patriotyzmu wśród kibiców, któremu z zaciekawieniem przyglądają się media w zachodnich krajach. Okazuje się, że społeczeństwa utożsamiane powszechnie z wyższą kulturą piłkarską niż ta nad Wisłą, nie znają takiego zjawiska. – Jak toś zaczęło... Myślę, że odpowiedzi mogłoby być wiele, w zależności od tego, skąd kto jest. Mam swoją teorię na te temat. Uważam, że początki miały miejsce w momencie, kiedy odchodził święty Jan Paweł II. Pamiętamy, że został wówczas przerwany Pogoni i Lecha, że w wielu miastach Polski pojawiły się inicjatywy wspólnej modlitwy. Były też msze kibiców zwaśnionych drużyn. Kibice zobaczyli wtedy, że są wartości, które ich łączą i powodują, że można od czasu do czasu się spotkać, podyskutować, pochylić się nad sprawami, które są fundamentem dla wszystkich Polaków. Myślę, że to wówczas zaczęło się dziać. Dzisiaj są to i akcje charytatywne, i te upamiętniające lokalnych bohaterów, i także uczestnictwo w wydarzeniach o charakterze ogólnopolskim. Moim zdaniem jest to pewnego rodzaju fenomen, którego nie widzimy w innych krajach Europy i świata. Fenomen, którym zaczęto interesować się w krajach zachodnich, zwłaszcza wspólnymi inicjatywami na rzecz wspierania Polaków na Kresach, obchodami dużych uroczystości patriotycznych czy naszą pielgrzymką kibicowską, o której pisano już duże artykuły i w Anglii, i w Austrii, i w Niemczech. W tym roku przyjechała do nas telewizja ze Stanów Zjednoczonych. I o tym jest ta książka. Dokumentuje to wszystko, w czym uczestniczyliśmy w ostatnich latach. Adam, który jest redaktorem tego wydawnictwa, podzielił felietony na grupy. Dla gdańszczan z pewnością szczególnie cenne są te fragmenty, które dotyczą Lechii. To, że klub znany jest nie tylko z chuligaństwa, ale także z patriotycznych opraw poświęconych rocznicom stanu wojennego czy dziejom Solidarności, to też jest zasługa tego ruchu kibicowskiego. I to też się dokonało w ostatnich latach. Pamiętamy, jak skromne były początki. Środowisko kibiców zawsze było niezależne, o czym powinni pamiętać zwłaszcza politycy, obojętnie jakiej opcji. To, co jest charakterystyczne w działalności patriotycznej kibiców, to brak koniunkturalizmu. Jeśli tę linię zachowamy, to wszystkie inicjatywy będą miały przyszłość – mówi autor „Sektora Polska”. 27.01.2018 / Mateusz Ochocki / KFP
Osiągają sukcesy gospodarcze, kierują się zasadami etyki zawodowej i społecznej odpowiedzialności, tworząc dogodne warunki pracy i rozwoju pracowników. Na dorocznej Gali Evening Pracodawcy Pomorza wybrali spośród siebie najlepszych w 2017 roku. Gościem specjalnym galowego wieczoru w gdańskim Centrum Wystawienniczo-Kongresowym AmberExpo był profesor Jerzy Stuhr, wybitny aktor, reżyser, pedagog i pisarz, a wyjątkowym upominkiem dla uczestników święta – jego najnowsza książka pt. „Moje smoki na dobre i na złe” (z autografem). Wśród gości oklaskujących laureatów 10. konkursu Pomorski Pracodawca Roku znaleźli się m.in. wicepremier Jarosław Gowin, wiceminister infrastruktury Kazimierz Smoliński, wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz i marszałek pomorski Mieczysław Struk. – Na Pomorzu jest wiele firm godnych zaszczytnych laurów i my chcemy je doceniać. Laureaci to najwyższa liga. Tegoroczny konkurs cieszył się ogromnym zainteresowaniem, i to nie tylko wśród członków organizacji Pracodawcy Pomorza. Oceny dokonała komisja konkursowa, przyznając w każdej kategorii wyróżnienia oraz nagrodę główną. Każdy z pracodawców wskazany przez komisję konkursową to Primus Inter Pares. Nagradzamy najlepszych spośród nas, żebyście pamiętali, że wasze firmy to wasze życie i życie waszych pracowników – przypominał Zbigniew Canowiecki, prezydent Pracodawców Pomorza.
Główną nagrodę Pomorski Pracodawca Roku 2017 w kategorii przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 250 pracowników otrzymało Sopockie Towarzystwo Ubezpieczeń ERGO Hestia SA, jeden z liderów rynku ubezpieczeń w Polsce. Blisko 2500 pracowników Grupy Ergo Hestia pracuje dla 3,2 miliona klientów indywidualnych oraz firm – od małych i średnich przedsiębiorstw po największe korporacje. Finalistami i zdobywcami wyróżnień w tej kategorii zostały firmy International Paper-Kwidzyn, Marcopol z Chwaszczyna i Omida Group z Gdańska. W stawce średnich przedsiębiorstw (51-250 pracowników) po tytuł sięgnęła gdyńska spółka Izohan specjalizująca się w produkcji materiałów do hydroizolacji oraz wdrażaniu nowoczesnych technologii w dziedzinie chemii budowlanej. Laury otrzymały także gdańskie firmy Femax i Sevenet oraz Zakład Wytwórczy Aparatów Elektrycznych z Kębłowa Nowomiejskiego (gmina Nowa Wieś Lęborska). W kategorii przedsiębiorstw zatrudniających od 10 do 50 pracowników Pomorskim Pracodawcą Roku 2017 została spółka Izobud z Somonina świadcząca usługi w branży budowlanej. Wyróżnienia trafiły do gdańskiej cukierni Baccate Roberta Antonowicza oraz do gdyńskich firm Monolit IT i Tritum Group. Laury odebrały także firmy zatrudniające mniej niż 10 osób. Główną nagrodę komisja konkursowa przyznała gdańskiej spółce Netz zajmującej się od blisko 25 lat outsourcingiem usług IT dla biznesu. Z wyróżnień cieszyli się przedstawiciele firmy CADEvent (Gdańsk) i Dachy Patryk Bianga (Lębork). Nagrodę specjalną Złoty Oxer przyznawaną osobom, które dzięki własnej inicjatywie, uporowi i determinacji stworzyli firmy, pokonując przez lata kolejne trudne przeszkody i kierując się wizją rozwojową, otrzymali w tym roku państwo Danuta i Andrzej Przybyło, założyciele i właściciele Browaru Amber. Statuetkę Primum Cooperatio (Nade Wszystko Współpraca) za wybitne osiągnięcia naukowe połączone z udokumentowaną działalnością w zakresie wdrożeń własnego dorobku naukowego w gospodarce odebrał profesor Andrzej Czyżewski z Politechniki Gdańskiej, kierownik Katedry Systemów Multimedialnych na Wydziale Elektroniki, Telekomunikacji i Informatyki, autor 24 patentów krajowych i 5 międzynarodowych zgłoszeń patentowych oraz kilkunastu wdrożeń. Jednym z wielkich projektów profesora jest IDENT – multimodalny, biometryczny system weryfikacji tożsamości klienta bankowego realizowany we współpracy z PKO BP oraz pomorską firmą Microsystem. Nagrodę im. Profesora Bolesława Mazurkiewicza wręczył laureatowi wicepremier Jarosław Gowin. Pracodawcą Roku 2017 Obszaru Metropolitalnego Gdańsk-Gdynia-Sopot decyzją prezydenta Gdańska, prezydenta Pracodawców Pomorza oraz dyrektora Gdańskiego Urzędu Pracy została jedna z najdynamiczniej rozwijających się firm odzieżowych w Europy Środkowo-Wschodniej – LPP. Po raz pierwszy przyznawane na Gali Evening statuetki „Przedsiębiorca Odpowiedzialny i Wrażliwy Społecznie” trafiły do Gdańskiej Fundacji Innowacji Społecznej oraz firmy Orbis SARegion Północ. Wyróżnieni: Spółdzielnia Socjalna Dalba z Pucka, Gdańska Spółdzielnia Socjalna, Vivadental sp. z o.o. w Gdańsku i Zakład Utylizacyjny sp. z o.o. w Gdańsku. 26.01.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP, Mateusz Ochocki / KFP
Po 18 latach porodówka Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Janusza Korczaka powraca z Ustki do Słupska. Pierwsze dzieci przyjdą tutaj na świat 6 lutego. Na maluchy czekać będą specjalne upominki łóżeczka turystyczne i kosmetyki do pielęgnacji ufundowane przez marszałka pomorskiego Mieczysława Struka. – Do godziny 8 przyjmujemy pacjentki jeszcze w Ustce, a potem już w nowym miejscu. Szanowni Państwo stało się, oddział położniczo-ginekologiczny oraz neonatologiczny wróciły do Słupska – mówił podczas uroczystości oficjalnego otwarcia nowych oddziałów Andrzej Sapiński, prezes zarządu Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego. – To bardzo ważny dzień dla mieszkanek Słupska. To jest także szczególny dzień dla mnie jako szefa tej placówki. Kiedy trzy lata temu podejmowałem pracę w Słupsku, rozpoczynałem ją z gorącym postanowieniem, że sprowadzę oddziały położniczo-ginekologiczny i neonatologiczny do Słupska. Obiecywałem to w pierwszych dniach pracy wszystkim mieszkankom miasta. Wyzwanie, które podjąłem, stało się teraz faktem – dodawał prezes Sapiński. Na oddziale położniczo-ginekologicznym jest ponad 50 miejsc, są tu sale dla matek z dziećmi i stanowiska do ratowania noworodków. Na patologii ciąży dla pacjentek przygotowano 6 sal 3-łóżkowych oraz izolatkę. Na potrzeby położnictwa będzie 10 sal 2-łóżkowych dla matek z dziećmi, 4 sale 3-łóżkowe, sala pooperacyjna z dwoma łóżkami oraz izolatka. Będą także gabinety badań dla patologii ciąży i zabiegowy dla ginekologii. Dodatkowo w salach znajdują się stanowiska do pielęgnacji noworodków. Oddział będzie funkcjonował w systemie matka z dzieckiem (rooming-in). Oznacza to, że cały okres pobytu w szpitalu młoda mama spędzi na sali razem z noworodkiem Przeniesienie położnictwa i ginekologii z Ustki do Słupska było niezbędne, aby poprawić opiekę nad pacjentkami. – Panie, które chciały rodzić swoje dzieci, musiały dotąd jeździć do Ustki, która była nieprzygotowana do takich porodów. Zwłaszcza że te porody mogły być niebezpieczne dla niektórych z nich. Co tu dużo kryć: nie było tam ani banku krwi, ani nie sali operacyjnej – podkreślał marszałek pomorski Mieczysław Struk. Inwestycja przeniesienia oddziałów z Ustki do Słupska kosztowała 10,7 mln zł. Aby mogła być zrealizowana, konieczna była przebudowa I piętra budynków A, E i C oraz przeniesienie oddziału otorynolaryngologicznego, poradni stomatologicznej na parter, poradni chirurgii dziecięcej z parteru na pierwsze piętro, a oddziału dermatologicznego ze Słupska do filii szpitala w Ustce. Wszystkie prace remontowe trwały od marca 2016 roku do grudnia 2017 roku. Nowo otwarte oddziały zostały wyposażone w wysokospecjalistyczny sprzęt: aparaty  KTG do ciąży pojedynczej i bliźniaczej wraz z telemetrią, kardiomonitory, pulsoksymetr, defibrylator, laktator, kolposkop, aparat USG oraz inkubator zamknięty. Wyposażenie kosztowało 1,8 mln złotych. 380 tysięcy złotych przekazał marszałek województwa pomorskiego.27.01.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP  
To jedna z najbardziej kłopotliwych pomorskich inwestycji w XXI wieku. Słupski aquapark miał być gotowy już w czerwcu 2012 roku, po niespełna dwóch latach budowy. Dziś wiele wskazuje na to, że park wodny Trzy Fale zostanie otwarty przed wakacjami... 2019 roku. To i tak brzmi lepiej niż nigdy. Perypetiami i sporami towarzyszącymi niefartownej inwestycji zajmowały się już i sądy, i prokuratura i urzędnicy instytucji europejskich. Po tym jak Słupsk stracił unijną dotację i bezskutecznie próbował znaleźć prywatnego partnera, z którym mógłby dokończyć przerwaną budowę wspólnym wysiłkiem finansowym, wydawało się, że Trzy Fale będą już tylko straszyć mieszkańców swoim widokiem. A jednak... Miasto dołoży do inwestycji ponad 30 milinów złotych. Dotychczas wydało dwa razy tyle. Po pięciu latach przerwy budowa ruszyła. Dokończeniem inwestycji zajmuje się się konsorcjum z koszalińskim EkoWodrolem w roli lidera oraz bytowską firmą Żmuda. – Prace zaczynamy na kilku frontach. Na pewno na początek będą to roboty rozbiórkowe. Wiosną naprawimy dach – zapowiedział niedawno Lech Wojciechowski, prezes EkoWodrolu. Pozostałe roboty wykończeniowe i instalacyjne mają potrwać do marca 2019 roku. Potem będzie czas na odbiory. – Otwarcie aquaparku przewidujemy na lipiec 2019 roku – deklaruje Grzegorz Juszczyński, prezes spółki miejskiej Trzy Fale, która sprawuje nadzór nad inwestycją. 27.01.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Kim byli artyści tworzący unikatową biżuterię i przedmioty użytkowe w stylu art déco? Dla kogo tworzyli i dlaczego tak chętnie sięgali po bursztyn? Odpowiedzi na te pytania znajdziemy na nowej wystawie w gdańskim Muzeum Bursztynu. Popularny w latach 1919-1939 styl art déco nie był sztuką dla mas. Zdecydowanie przeznaczony był dla zamożnych, wykształconych elit. Do takich klientów adresowana była oferta niedużych, eleganckich przedmiotów użytkowych lub zdobiących modne wnętrza, wykonanych z bursztynu lub nim dekorowanych. Bursztyn cieszył się wtedy popularnością przede wszystkim wśród pań, ale również panowie zakochiwali się w bursztynie. – Szalenie modne były wtedy akcesoria dla palaczy, a więc tradycyjne fajki, popielniczki, papierośnice, pudełka na cygara oraz zapalniczki – mówi Renata Adamowicz, kurator wystawy „Bursztynowe art déco”. Na ekspozycji możemy podziwiać ponad 180 eksponatów, a wśród nich zegary, barometry, termometry, kałamarze, talerze dekoracyjne i świeczniki. Część dzieł pochodzi ze zbiorów własnych Muzeum Bursztynu. Kolekcję uzupełniają eksponaty wypożyczone z Muzeum Zamkowego w Malborku, Muzeum Ziemi PAN, Muzeum Miasta Gdyni i Muzeum Okręgowego im. L. Wyczółkowskiego w Bydgoszczy.
Najbardziej reprezentatywna dla stylu art déco jest zdobiona diamentami i szafirami cygarniczka Cartiera zakupiona przez ddział Muzeum Historycznego Miasta Gdańska na aukcji Christie’s w Londynie. Powstała we Francji, ojczyźnie art déco, w pierwszej fazie krystalizowania się stylu (1912 r.), w firmie jednoznacznie kojarzonej z luksusem. Epoka art déco to czas, kiedy kobiety stopniowo uzyskiwały prawa wyborcze (w Polsce w 1918 r.) i lubiły demonstrować swoją niezależność. Eleganckie cygarniczki oraz puderniczki były często ostentacyjnie używane przez panie w miejscach publicznych. Wśród wielu puderniczek na wystawie warto zwrócić uwagę na ciekawy egzemplarz wykonany w Gdańsku, w największej i najbardziej uznanej firmie złotniczej - Moritz Stumpf & Sohn. Puderniczka z geometrycznymi, bursztynowymi zdobieniami trafiła do Muzeum Bursztynu razem z wielką kolekcją gdańskich sreber przekazanych do Muzeum Historycznego Miasta Gdańska w 2010 r. przez Jürgena Gromka z Bractwa Świętych Trzech Króli Gdańskiego Dworu Artusa w Lubece. Dla panów oferta była równie interesująca. Na biurku w gabinecie bogatego, wykształconego i modnego mężczyzny w dwudziestoleciu powinny znaleźć się  przybory do pisania, jak kałamarz, listownik, bibularz, a także przycisk do papieru. Z Muzeum Ziemi PAN w Warszawie pochodzi kałamarz o podstawie z naturalnej bryły bursztynu, w której znajduje się wgłębienie na naczynie z atramentem i rynna, gdzie można położyć pióro. Po raz pierwszy właśnie w stylu art déco zaczęto wykorzystywać bursztyn, jako naturalny, rzadki okaz przyrodniczy i łączyć go w jednym projekcie z uproszczonymi, geometrycznymi kształtami. Podobne założenia przyświecały twórcom licznych tłoków pieczętnych i noży do listów. O popularności wyrobów bursztynowych w przedwojennej Polsce świadczą dwa portrety, damski i męski. Widzimy na nich najbardziej masowe i kojarzone z dwudziestoleciem bursztynowe przedmioty, czyli korale i ustnik do cygarniczki. Można je było kupić zarówno u Cartiera, jak i w małym sklepiku w Gdańsku czy w Krakowie. Z kolekcji Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy pochodzi obraz olejny warszawskiej malarki Haliny Gadomskiej-Dąbrowskiej. Artystka sportretowała mjr. Tadeusza Gadomskiego, swojego brata, lekarza. Pozuje wśród przedmiotów, które powinien posiadać modny, elegancki i zamożny mężczyzna w połowie lat 30. XX wieku, jednym z nich jest fajka z bursztynowym ustnikiem. A wszystko w ulubionej przez art déco intensywnej, szmaragdowo-szafirowej kolorystyce.
Wystawę „Bursztynowe art déco” w muzeum przy Targu Węglowym 26 (Sala Sądowa) będzie można oglądać do końca września br. (w sezonie zimowym z wyłączeniem poniedziałków). Na 15 lutego (godz. 17) zaplanowane jest oprowadzanie kuratorskie (Czwartki w Historycznym). Tego dnia wstęp wolny. 28.01.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Gdańszczanie uczcili Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu (27 stycznia). Święto uchwalone w 2005 roku przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w hołdzie ofiarom pochodzenia żydowskiego pomordowanym w czasie II wojny światowej przez nazistowskie Niemcy obchodzone jest w Gdańsku po raz pierwszy. Miejscem uroczystości był plac przed dworcem kolejowym Gdańsk Główny, gdzie przed dziewięcioma laty z inicjatywy władz miasta stanął pomnik Kindertransportów upamiętniający akcję wywożenia żydowskich dzieci z  Wolnego Miasta Gdańska  do Anglii od maja do sierpnia 1939 roku. Jednym z tych, któremu „kindertransporty” uratowały życie, był pochodzący z Gdańska izraelski rzeźbiarz Frank Meisler – twórca pomnika. Dziś zabrzmiały tu słowa pieśni „Zog nit kejnmoł”, tłumaczonej jako „Nigdy nie mów, że idziesz ostatnią drogą”. Usłyszeliśmy też świadectwo Magdaleny Wyszyńskiej – Żydówki ocalonej z Holokaustu przez Polaków. Głos zabrali prezydent miasta Paweł Adamowicz i przewodniczący Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Gdańsku Michał Samet, współorganizatorzy obchodów. – Nawiązując do słów Władysława Bartoszewskiego, musimy mówić głośno: „Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat. Kto ratuje jednego człowieka, daje świadectwo znaczenia człowieczeństwa własnego", a wyrazem człowieczeństwa późniejszych pokoleń jest pamiętać i przekazywać tę pamięć naszym dzieciom i wnukom. W tym dniu nasze myśli są przy tych, którzy ucierpieli przez posuniętą do ekstremum nietolerancję i nazizm. W Gdańsku, mieście wolności, musimy głośno mówić o tym, że żadna polityka nie może przesłaniać nam drugiego człowieka. Warto podkreślić, że te obchody organizujemy po raz pierwszy i mam nadzieję, że za naszym przykładem pójdą inne miasta – powiedział prezydent Paweł Adamowicz. 26.01.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
Stogi mają wreszcie swój własny basen. Pływalnię wzniesioną przy Szkole Podstawowej nr 11 na ul. Wilhelma Stryjewskiego uroczyście otworzył w piątek prezydent miasta Paweł Adamowicz. Od godziny 16 będzie można korzystać z uroków kąpieli w nowoczesnym obiekcie za jedyne 5 złotych. Pływalnia z urządzeniami do masażu, atrakcjami wodnymi, sauną oraz zapleczem socjalnym jest otwarta dla wszystkich. – Cieszę się niezmiernie, że mogę otworzyć kolejny obiekt sportowy, na który czekali mieszkańcy dzielnicy, ale też wszyscy gdańszczanie i gdańszczanki. Z basenu będzie mógł korzystać każdy, gdyż został on dostosowany do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Dodam, że w ostatnim czasie udostępniliśmy nowoczesną krytą pływalnię w dzielnicy Osowa, a wielkimi krokami zbliża się również zakończenie budowy kolejnej, na Oruni – mówi prezydent Adamowicz. Nowy obiekt składa się z czterotorowego basenu, brodzika rekreacyjnego z urządzeniami do masażu, basenu rekreacyjnego oraz wanny z hydromasażem. Na parterze znajduje się pomieszczenie biurowe z zapleczem socjalnym, a także pomieszczenia techniczne. Na pierwszym piętrze usytuowane są baseny, szatnie, pokój ratownika, pierwszej pomocy i ogólnodostępna toaleta. Do wejścia prowadzi rampa podjazdowa, w budynku znajduje się węzeł sanitarny i szatniowy dla osób niepełnosprawnych, a na hali basenowej – samoobsługowy dźwig ułatwiający samodzielne wejście do wody. – Przy okazji przypomnę wszystkim, którzy posiadają Kartę Mieszkańca, że mogą skorzystać z jednorazowej, darmowej wizyty na jednej z miejskich pływalni. Mam też dobrą wiadomość dla wszystkich dzieciaków. Podczas nadchodzących ferii będą mogły korzystać z basenu, płacąc za wejście jedynie złotówkę. Mam nadzieję, że nowy basen zachęci do jeszcze  większej aktywności sportowej naszych mieszkańców i mieszkanki – dodaje Paweł Adamowicz. Pływalnia będzie czynna w godzinach od 6.20 do 22. Od dziś aż do końca lutego w godzinach od 16 do 22 (poniedziałek – piątek) oraz od 7 do 22 (weekendy) za promocyjne wejście na zasadach ogólnodostępnych zapłacimy tylko 5 zł. W tym okresie wejściówki będzie można nabyć wyłącznie w kasie obiektu. W połowie lutego ruszy sprzedaż karnetów (ważne od 1 marca). Wejściówki będzie można kupić m.in. za pośrednictwem panelu sprzedażowego dostępnego na stronie plywalniegdansk.pl. 26.01.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Dziewięćdziesiąt osiem lat temu – 28 stycznia 1920 roku do Pelplina triumfalnie wkroczyła Błękitna Armia pod dowództwem generała Józefa Hallera. Po 148 latach zaboru pruskiego miasto wróciło do Polski. W przeddzień rocznicy tamtych wydarzeń na ulicach Pelplina pojawili się rekonstruktorzy historyczni. Żołnierze zachęcali do udziału w obchodach święta już od rana. Przed południem biało-czerwony korowód przemaszerował z dworca PKP pod bazylikę katedralną. Prowadził go 2 Pułk Szwoleżerów Rokitniańskich, za którym w bryczce podążał generał Haller, a za nim władze miasta, uczniowie pelplińskich szkół i mieszkańcy. Inscenizację zakończyło starcie szwoleżerów z żołnierzami wojska pruskiego na placu przed Collegium Marianum. 26.01.2018 / fot. Krzysztof Mania / KFP
To była największa biesiada w najnowszej historii „Kubickiego”. Kto wie, czy rozmachem nie przebiła przedwojennych uczt „z rzetelną usługą i codziennym koncertem”, które dały asumpt dzisiejszym gdańszczanom do świętowania pięknej rocznicy. Najstarsza restauracja w Gdańsku obchodziła w czwartkowy wieczór 100-lecie istnienia. Beata i Grzegorz Zalescy – od pięciu i pół roku kontynuatorzy tradycji zapoczątkowanej przy ulicy Wartkiej 5 (dawna Am brausenden Wasser) w 1918 roku przez Bronisława Kubickiego – zaprosili na urodziny wszystkich gdańszczan. Wielkie gotowanie zaczęło się tu w wtorek, a dwa dni później przestrzeń „Kubickiego” powiększyła się ogrzewany namiot (5x20 m), który stanął nad brzegiem Motławy, naprzeciwko wejścia do restauracji. W urodzinowym centrum kusiły takie specjały tutejszej kuchni jak golonka na kapuście, kaczka w maladze, ozory w galarecie czy dorsz w szynce na szpinaku. Do tego były grzaniec, ciepłe wino i piwko na zimno. Impreza musiała być z koncertem. Kiedy na kwadrans przed godziną 18 kilkudziesięcioosobowa kolejka oczekiwała na otwarcie namiotu, w środku rozgrzewał się Detko Band. Chwilę później było tu już ponad 200 osób, a potem gości tylko przybywało. – Przygotowani jesteśmy na jeszcze więcej. Podejmiemy gościną i 500 gdańszczan – wyjawił nam Maciej Mrówka, kierownik restauracji. Na przyjęciach weselnych bywa tu po 150 osób. Na urodzinach „Kubickiego” było ich tu pewnie trzy razy więcej. – Bardzo dziękujemy Beacie i Grzegorzowi, że zaprosili nas na 100-lecie restauracji „Kubicki”. Jak wiecie, w tym roku obchodzimy 100-lecie odzyskania niepodległości. Oczywiście wiemy też, że 100 lat temu Gdańsk nie należał do Rzeczypospolitej. Jeszcze wtedy jego status był niewyjaśniony. Później to było Wolne Miasto Gdańsk, a „Kubicki” był w nim najbardziej polską restauracją. Po wojnie, kiedy Gdańsk wrócił do Rzeczypospolitej, „Kubicki” łączył w sobie te tradycje przedwojennej gdańskiej Polonii ze współczesnością. Beato i Grzegorzu, przyjmijcie w imieniu gdańszczanek i gdańszczan fragment Gdańska, by znalazł on swoje miejsce w waszej restauracji. Dbając o wysoką jakość gastronomiczną, budujecie markę Gdańska, najcudowniejszego miasta na świecie – podkreślał prezydent Paweł Adamowicz, przekazując na ręce gospodarzy gdańską grafikę. Nad Motławą rozległo się tego wieczoru i „Sto lat”, i „Dwieście lat”. Było nawet „Gorzko, gorzko”, a przedtem urodzinowa pieśń dedykowana Beacie Zaleskiej przez męża. – Muszę przyznać, że oprócz ciężkiej pracy moja żona włożyła tutaj również serce. I może dlatego to wszystko tak dobrze działa. Jeżeli pozwolicie, to proponuję, żebyśmy zaśpiewali jej „Sto lat” – zachęcał Grzegorz Zaleski. Detko Band zagrał też coś specjalnego dla obojga małżonków i całej załogi „Kubickiego”. – Musieliście podjąć bardzo heroiczną decyzję. To nie było łatwe. Poszliście po prostu na całość. Poszliście „Vabank”. I tę piosenkę wam dedykujemy – zapowiedział filmowy utwór Jerzy Detko. – Bardzo państwu dziękuję za to, że chcecie z nami świętować tę 100. rocznicę. Życzę wam miłej zabawy dzisiaj i żebyście o nas zawsze pamiętali. I dziękuję serdecznie załodze „Kubickiego”. Ta uczta jest dzięki nim, dzięki ich pracy, sercu, zaangażowaniu – mówiła Beata Zaleska. Zabawa trwała kilka godzin. O 21.30 niebo nad „Kubickim” rozjaśniły fajerwerki. 25.01.2018 / fot. Maciej Kosycarz, Mateusz Ochocki / KFP
  • aktualnych propozycji: 10581
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2018 KFP