logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje Newsletter

  • aktualnych propozycji: 10247

PO ŚRUTOWANIU NA SŁOWACKIEGO BĘDZIE BEZPIECZNIEJ?

Leśny fragment ul. Słowackiego w sierpniu został poddany śrutowaniu. Operacja uszorstnienia nawierzchni na 2-kilometrowym odcinku jezdni prowadzącej w kierunku Wrzeszcza ma sprzyjać poprawie bezpieczeństwa użytkowników. Na jednej z głównych dróg wjazdowych do Gdańska dochodziło dotychczas do największej liczby zdarzeń drogowych. Tylko w ubiegłym roku policja była wzywana tutaj ponad 330 razy do wypadków i kolizji.
Śrutowanie zostało przeprowadzone w ciągu dwóch nocy za pomocą samobieżnego urządzenia, które z dużą siłą wyrzuca z siebie niewielkie cząstki metalu. Uderzając w nawierzchnię jezdni, śrut tworzy jej nową makro- i mikrostrukturę. Technologia ta była po raz pierwszy stosowana przez Gdański Zarząd Dróg i Zieleni. Jeśli się sprawdzi, niewykluczone, że w najbliższej przyszłości znajdzie zastosowanie także na innych miejskich drogach. Po zakończeniu robót specjalne urządzenie sprawdziło ich jakość, dokonując pomiaru i oceny szorstkości jezdni. Badanie wykonała firma niezależna od wykonawcy śrutowania. Efekt jest zadowalający. Zmierzony współczynnik tarcia wyniósł około 0,8. Wartość ta jest niemal dwukrotnie większa od minimum określonego w wytycznych GDDKiA (0,41). Wykonawca udzielił 4-letniej gwarancji na wykonane prace. W tym czasie GZDiZ będzie dokonywać kolejnych pomiarów. Niezależnie od tego, że poprawiła się przyczepność jezdni, zarządca gdańskich dróg apeluje do kierowców o przestrzeganie znaków ograniczenia prędkości i zachowanie bezpiecznej odległości między pojazdami. Lekceważenie przepisów jest główną przyczyną wypadków na tym odcinku ul. Słowackiego. – Po upływie trzech miesięcy od śrutowania nawierzchni dojdzie do naszego spotkania z policją. W konfrontacji ze statystyką zdarzeń drogowych na tym odcinku spróbujemy ocenić, czy cel śrutowania został osiągnięty, a mianowicie, czy spadła liczba wypadków i kolizji. W zależności od wyciągniętych wniosków, w przyszłym roku będziemy rozważać możliwość zastosowania technologii śrutowania na innych odcinkach gdańskich. Dziś nie mamy wytypowanych lokalizacji – mówi Magdalena Kiljan, rzecznik prasowy GZDiZ. 18.09.2017 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

WOODKID PROJECT NA GDAŃSKIEJ SCENIE NOT

Muzyka Woodkida wypełniała w niedzielny wieczór gdańską scenę NOT. Utwory francuskiego artysty łączący orkiestralne brzmienia z elektroniką zagrało 13 młodych muzyków. Mistrz jakiś czas temu ogłosił zakończenie swojej działalności koncertowej. To był bodziec dla jego utalentowanych fanów. Postanowili złożyć twórczy hołd idolowi. Inspiratorem i sercem przedsięwzięcia nazwanego Woodkid Project jest 17-letni Kuba Niwiński z Gdańska, multiinstrumentalista, wokalista i fotograf. Uczeń klasy maturalnej w III LO. Marzenie o usłyszeniu na żywo muzyki Yoanna Lemoine (znanego bardziej jako Woodkid) towarzyszyło mu od lat.
– Artysta ten stworzył dzieła, będące połączeniem brzmienia orkiestralnego z elektroniką. Mimo pozornego dysonansu synteza ta daje niesamowity efekt i powiew świeżości. Niestety, z wielu względów nigdy nie udało mi się usłyszeć go na żywo. Teraz, gdy muzyk całkowicie przestał koncertować, wydawać by się mogło, że nie spełnię mojego marzenia już nigdy. Ale moja miłość do jego muzyki nie zmalała ani trochę, a wieść o zakończeniu działalności zmotywowała do czegoś, co w tym momencie jest całym moim życiem – do stworzenia ogromnego muzycznego przedsięwzięcia – mówi Kuba Niwiński.
  Woodkid Projekt tworzy 13 osób w wieku od 16 do 29 lat z różnym doświadczeniem muzycznym. Uczniowie szkół muzycznych I i II stopnia, studenci Akademii Muzycznej i samoucy przez ponad rok spotykali się na intensywnych próbach. Zawiesili sobie poprzeczkę bardzo wysoko, rozpisując 14 utworów mistrza ze słuchu. Łącznie ponad 170 linii melodycznych. Całość wzbogacili o własne aranżacje. – Utworzenie tak dużego zespołu instrumentalnego było nie lada wyzwaniem, tym bardziej, że potrzebni byli ludzie, których nie zniechęciłaby wizja rozpisania wszystkich utworów dla poszczególnych sekcji albo – jak w przypadku perkusistów – samodzielnego zmontowania instrumentów. Pragnienie wzięcia udziału w czymś tak nowatorskim, nietypowym i oddanie się temu całkowicie wzięło górę i motywuje każdego z nas do stawiania kolejnych kroków. Projekt ten sprawił, że staliśmy się sobie bliscy jak rodzina – wyznaje Kuba Niwiński. 17.09.2017 / fot. Konrad Kosycarz / KFP

VII OLIMPIADA OSÓB GŁUCHONIEWIDOMYCH W KONKURENCJACH PRZERÓŻNYCH

W skoku w dal nie ma belki. I nie ma tu skoków spalonych. Liczy się odległość mierzona od miejsca odbicia do ostatniego śladu pozostawionego na piasku. – Inaczej ta konkurencja nie miałaby sensu – mówią uczestnicy niezwykłych zmagań. W wyścigu na nartach pięcioosobowych wychodzi, czym jest jedność w zespole. Liderzy idą jak błyskawica, podczas gdy mniej zgrana ekipa podnosi się z tartanowej bieżni po drugim czy już trzecim upadku, żeby wspólnie zrobić kolejny wielki krok. To najbardziej widowiskowa i najweselsza konkurencja. W największym stopniu intryguje strzelectwo bezwzrokowe, a bieg z fajerką (żeliwną obręcz znaną z dawnych pieców kuchennych zastąpiła obręcz rowerowa popychana białą laską) ma tutaj status rywalizacji sentymentalnej. Podobnie jak przeciąganie liny, które w niedzielne popołudnie zakończy trzydniowe zawody. W Gdańsku trwa VII Olimpiada Osób Głuchoniewidomych w Konkurencjach Przeróżnych. Po piątkowych zmaganiach w obiektach Spółdzielni Niewidomych Sinol przy ul. Bażyńskiego rywalizacja sześcioosobowych drużyn przeniosła się w sobotę na stadion Gdańskiego Ośrodka Sportu przy al. Grunwaldzkiej.
– To są zawody regionalne dla osób z dysfunkcjami wzroku i słuchu. Startuje 36 zawodników podzielonych na sześć drużyn. W każdym zespole są cztery osoby głuchoniewidome, wolontariusz i tłumacz-przewodnik, a zarazem kapitan drużyny. Gros naszych olimpijczyków wywodzi z Trójmiasta, ale bawią się tutaj także reprezentanci Chojnic, Sztumu, Gniewu, Suchego Dębu czy malutkiego Brachlewa położonego w gminie Kwidzyn. Zarówno olimpiada, jak i każda konkurencja mają swoje regulaminy. W niektórych startuje jeden przedstawiciel drużyny, a są też takie jak karaoke, gdzie może rywalizować cały zespół. W wyścigu tendemów na rowerach współpracują osoby pełnosprawne z głuchoniewidomymi. Żeby niewidomi mieli równe szanse, zawodnicy słabowidzący zakładają opaski – wprowadza nas w atmosferę olimpiady Anna Jurkowska, pełnomocnik Jednostki Pomorskiej Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym i koordynatorka zawodów.
Pierwsza taka olimpiada odbyła się u nas w 2009 roku. To był rzut spontaniczny, całkowita praca społeczna. Impreza debiutowała na stadionie Uniwersytetu Gdańskiego, za rektoratem przy ul. Bażyńskiego. Na obiektach Gdańskiego Ośrodka Sportu podopieczni TPG rywalizują po raz drugi. Startowali tutaj cztery lata temu, jeszcze przed remontem stadionu – na czarnej bieżni. – W tym roku mamy najlepsze warunki. Podczas zawodów prowadzimy audiodeskrypcję. Opowiadamy uczestnikom olimpiady, jak ten piękny stadion dzisiaj wygląda. Dzięki temu osoby niewidome mogą poczuć obecność tej wspaniałej tablicy, na której wyniki pojawiają się z chwilą ukończenia rywalizacji. Po raz pierwszy mamy elektroniczny pomiar czasu. Do tej pory korzystaliśmy z tablicy ręcznej. Wpisywaliśmy rezultaty mazakiem. Tutaj jest mnóstwo udogodnień. Po raz nie wiem który dziękuję panu Andrzejowi Wypaskowi, szefowi kompleksu sportowego przy al. Grunwaldzkiej, za to, że możemy korzystać z tych obiektów i urządzeń. Dziękujemy też za pomoc techniczną pracownikom GOS. Jutro w hali sąsiadującej ze stadionem hali PSB zagramy turniej piłki dźwiękowej. Na co dzień w niej trenujemy. Całości dopełnia fakt, że nasi olimpijczycy spoza Trójmiasta, nocują w tutejszym, pięknie wyremontowanym Szkolnym Schronisku Młodzieżowym. Lepszych warunków nie mogliśmy sobie wymarzyć – dodaje Anna Jurkowska.
Olimpiada osób głuchoniewidomych łączy pokolenia. Obok trzydziestolatków startują osoby w wieku 60+. Najmłodsi są wolontariusze. Na każdym kroku widać współpracę między tłumaczami-przewodnikami a zawodnikami, ale też między olimpijczykami a sędziami noszącymi na głowach białe czapeczki (ba, tutaj spikerzy biegną razem ze sportowcami). Zespoły dzielą się na żółtych, zielonych, niebieskich, pomarańczowych, czerwonych i czarnych. – Staramy się zestawiać drużyny w taki sposób, żeby siły rozkładały się równomiernie. Ostatnią konkurencją olimpiady jest przeciąganie liny. Trudno wyobrazić sobie po jednej stronie pięciu panów, a po drugiej pięć pań. Ale musimy brać pod uwagę zarówno siły fizyczne, jaki i stopień niepełnosprawności. W każdej drużynie jest jedna osoba, która posługuje się językiem migowym. Od samego początku stawiamy na zabawę i pracę zespołową. Olimpiada to możliwość nabycia umiejętności, które przydają się później w życiu. Chodzi o współpracę, wzajemną odpowiedzialność, niesienie pomocy czy też umiejętności przegrywania i wygrywania, co się potem przekłada na życie zawodowe i rodzinne. Zabawa zabawą, ale są też cele poważne. Po raz drugi uzyskaliśmy dofinansowanie z rządowego programu Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014–2020. Jedną z wcześniejszych olimpiad wspierał samorząd pomorski, a zaczynaliśmy tę przygodę, licząc wyłącznie na własne siły – mówi pełnomocnik Jednostki Pomorskiej Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym. 17-18.09.2017 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

3. PKO BIEG CHARYTATYWNY W GDAŃSKU

2320 okrążeń pokonali uczestnicy 3. PKO Bieg Charytatywnego rozegranego w sobotę na stadionie AWFiS Gdańsk. Pięcioosobowe drużyny startowały dziś o tej samej porze w 12 polskich miastach. Liczyło się każde kółko. Wraz z pokonywanym dystansem rosła skala pomocy. W zamian za  zaangażowanie i wysiłek uczestników wydarzenia Fundacja PKO Banku Polskiego przekaże pieniądze na posiłki dla najbardziej potrzebujących dzieci, a do tego sfinansuje budowę siłowni plenerowych – po jednej dla wszystkich miast-gospodarzy biegu. Najwięcej okrążeń – 2729 pokonała Bydgoszcz. Gdańsk zajął w ósme miejsce. Na starcie stanęło u nas 70 ekip. Bieg miał charakter sztafety. Zawodnicy i zawodniczki tworzący pięcioosobowe zespoły mieli godzinę, aby przebiec jak najwięcej okrążeń. Do wyniku uzyskanego przez dorosłych biegaczy doliczone zostały okrążenia wybiegane przez uczestników rozgrywanego po raz pierwszy PKO Biegu Charytatywnego Młodych. Dzieciaki biegały na 400, 600 i 800 metrów. Ambasadorką biegu na stadionie AWFiS była Anna Rogowska, mistrzyni świata i brązowa medalistka olimpijska w skoku o tyczce. Co prawda skręcona kostka podczas zabawy z dziećmi na trampolinie wykluczyła naszą utytułowaną lekkoatletkę ze startu w 3. PKO Biegu Charytatywnym, ale nie przeszkodziło jej to w przeprowadzeniu profesjonalnej rozgrzewki dla uczestników imprezy. 16.09.2017 / fot. Paweł Marcinko / KFP

3. ULTRAMARATON KASZUBSKA PONIEWIERKA

- To był hardcore. Nie wiem kto wymyślił ten bieg i tę trasę. Umarłam na pierwszym kilometrze. Zmartwychwstałam na drugim. Później chyba jeszcze 10 razy umierałam – dzieliła się wrażeniami jedna z uczestniczek 3. Ultramaratonu Kaszubska Poniewierka. – To jest gorsze niż Bieg Rzeźnika – dodawał jeden z zawodników. Nie wszystkim z blisko 150 śmiałków, którzy o godz. 2 stanęli na starcie biegu przełajowego na 100 kilometrów u podnóża Łysej Góry w Sopocie, udało się dotrzeć na metę zlokalizowaną w Centrum Aktywnego Wypoczynku Koszałkowo-Wieżyca. Do punktu kontrolnego w Kartuzach w regulaminowym czasie dobiegło 116 zawodników. Potem trzeba była jeszcze zbiec miniobwodnicą do poziomu Jeziora Karczemnego, a następnie wspiąć się po schodach na punkt widokowy Ławka Asesora, by podążyć lasami przez Kosy, Smętowo Chmieleńskie, Ramleje, Brodnicę Dolną i Ostrzyce do Szymbarku. Najpóźniej o 18 biegacze musieli dotrzeć do Koszałkowa. Jako pierwszy, niemal po jedenastu godzinach 100 kilometrów pokonał Piotr Rolbiecki z Kościerzyny. Na drugim stopniu podium stanął Marek Klimowicz z Jeleniej Góry, a na trzecim Piotr Knop reprezentujący Opoczno Sport Team. Dla nieco mniej odważnych miłośników ekstremalnych wyzwań organizatorzy z gdańskiego stowarzyszenia Aktywni w Trójmieście przygotowali trasę 30-kilometrową. Start Biegu Kaszubska Poniewierka usytuowany był u podnóża szczytu Wieżyca. Na krótszym dystansie pobiegło około 300 osób. 16.09.2017 / fot. Paweł Marcinko /KFP

II OTWARTE MISTRZOSTWA GDAŃSKA W SCRABBLE

To gra dla każdego, kto lubi bawić się słowami, a do tego liznął trochę logiki i strategii. W gościnnych progach Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego trwają II Otwarte Mistrzostwa Gdańska w Scrabble. Do dwudniowego turnieju przystąpiło 80 graczy z całej Polski. Jedną trzecią stawki stanowią reprezentanci województwa pomorskiego. W pierwszych takich mistrzostwach z udziałem krajowej czołówki, które odbyły się u nas przed pięcioma laty, triumfował Krzysztof Mówka z Warszawy. Ósmy obecnie zawodnik w rankingu Polskiej Federacji Scrabble nie broni tytułu. Do Gdańska przyjechał za to nr 1 krajowych list – Michał Alabrudziński z Włocławka. O czołowe miejsca w słownych potyczkach na planszy powalczą zapewne warszawianie Kacper Zegadło, Stanisław Rydzik, Grzegorz Kurowski i Paweł Jackowski oraz reprezentujący Konojady Grzegorz Łukasik. To krajowa elita. Zwycięzców poznamy w niedzielne popołudnie. Organizatorami mistrzostw są Uniwersytecki Klub Scrabble F16 oraz Wydziałowa Rada Samorządu Doktorantów i Koło Naukowe Ochrony Środowiska Wydziału Chemii UG. 16.09.2017 fot. Mateusz Ochocki / KFP

ORUNIA GÓRNA BĘDZIE DZIELNICĄ

Siedem lat temu, kiedy wchodził w życie nowy podział administracyjny Gdańska, nie udało im wyjść z Chełmu. Teraz, przed wyborami samorządowymi 2018, mają na to znacznie większe szanse. Mieszkańcy Oruni Górnej nie identyfikują się z największą dzielnicą miasta. Tworząc odrębną jednostkę pomocniczą, będą mogli skuteczniej zadbać o swoje sprawy.
Nie chodzi tylko o pieniądze. W dzielnicy liczącej więcej mieszkańców niż Starogard Gdański (ponad 50 tys.) argumenty 10-tysięcznej Oruni Górnej mają zwykle niewielką siłę przebicia. W sprawie podziału jest akurat inaczej. Za inicjatywą mniejszości w radzie dzielnicy opowiedział się niemal cały Chełm. Już w zeszłym tutejsi radni wystąpili z wnioskiem o utworzenie 35. dzielnicy do Rady Miasta Gdańska. Tylko tam może zapaść decyzja. W sprawę zaangażował się m.in. Adam Nieroda, miejski radny PO z okręgu nr 2. Przed kilkoma dniami, w imieniu radnych klubu Platformy Obywatelskiej złożył dwa projekty uchwał, z których jeden dotyczy podziału dzielnicy Chełm na dzielnice Chełm i Orunia Górna, a drugi – przeprowadzenia konsultacji społecznych w sprawie zaproponowanego rozwiązania. Miałyby się one odbyć w grudniu br. – Bardzo zależy nam na poznaniu opinii najbardziej zainteresowanych. My, jako klub Platformy Obywatelskiej, popieramy tę inicjatywę. Ewentualne zmiany wejdą w życie od przyszłej kadencji Rady Miasta Gdańska. Wiosną 2019 r. mogłyby się odbyć wybory do Rady Dzielnicy Oruni Górnej – mówi Adam Nieroda. Dobre strony proponowanego podziału widzą także przedstawiciele Chełmu. Według nich, są spore szanse na to, że po odłączeniu Oruni wzrośnie (procentowo) frekwencja w wyborach do Rady Dzielnicy Chełm, a im więcej mieszkańców w nich uczestniczy, tym większe środki płyną do rady z miasta. Przy niewielkim zainteresowaniu mieszkańców Oruni Górnej wyborami na Chełmie trudno byłoby liczyć na wzrosty... - Chcemy, by mieszkańcy utożsamiali się ze swoją dzielnicą. A tak nie jest w przypadku osób z Oruni Górnej. My nie zawsze rozumiemy potrzeby mieszkańców z Chełmu, a Chełm nie zawsze rozumie nasze. Tutaj nie ma nawet żadnego punktu łączącego te dwie części miasta. Kiedy chcieliśmy zorganizować dzielnicowy festyn, to musieliśmy zrobić to... aż trzy razy, i za każdym razem w innym miejscu – mówi na łamach portalu gdansk.pl Zenobia Glac-Ściebura, radna dzielnicy Chełm.
W projekcie uchwały złożonej przez klub PO czytamy, jak miałyby przebiegać granice „nowego” Chełmu: „Granica biegnie ul. Świętokrzyską od al. Havla do ul. Małomiejskiej. Potem kieruje się na północ do ul. Ptasiej, przecinając Madalińskiego, a następnie na wschód między Ptasią i Hebanowskiego do ul. Zamiejskiej. Tam granica skręca na północ i między ogródkami działkowymi a ul. Kolonia Anielinki przecina ulicę Cienistą na wysokości końca ulicy Bitwy Pod Lenino. Następnie za ulicą Cmentarną dochodzi do ulicy Stoczniowców, gdzie podnóżem Biskupiej Góry dochodzi do alei Armii Krajowej. Potem tą aleją na zachód do skrzyżowania z ulicą Łostowicką. Tam skręca na południe i aleją Havla dochodzi do ul. Świętokrzyskiej”.
Obszar Oruni Górnej wyznacza granica administracyjna miasta od ul. Świętokrzyskiej do Obwodnicy Południowej. Wzdłuż niej linia podziału biegnie na wschód. Przed Traktem św. Wojciecha skręca na północ i na tyłach budynków z adresem do Traktu św. Wojciecha dochodzi do Parku Oruńskiego, a następnie między ulicami Diametową i Platynową oraz Granitową i Działyńskiego (podnóżem wzgórza) do ul. Małomiejskiej (bez tej ulicy) i dalej Świętokrzyską do skrzyżowania z aleją Havla. Stąd planowaną Nową Świętokrzyską prowadzi na południowy zachód do ul. Wielkopolskiej, gdzie zmienia kierunek na północno-zachodni do granicy miasta na ulicy Świętokrzyskiej. 15.09.2017 / fot. KFP

NOWE GEPARDY W OLIWSKIM ZOO

Na lądzie nie ma szybszych od nich zwierząt. Każdy osobnik to indywidualista mogący osiągać prędkość ponad 100 kilometrów na godzinę. Na krótkim dystansie nawet 120. Ale i tak nie nadążają za zmianami, jakie na Ziemi wywołuje człowiek. Cętkowanym sprinterom grozi wyginięcie. Światowa populacja gatunku Acinonyx jubatus wynosi dziś niewiele ponad 7 tysięcy osobników. Gepardy zamieszkują obecnie ledwie 9 procent terytorium, na którym żyły kiedyś. Naukowcy alarmują: jeśli nie poprawimy ich ochrony, te piękne dzikie koty czeka zagłada.
Gdański Ogród Zoologiczny zakłada właśnie nowe stado. Dwa dwuletnie samce o imionach Akin i Thabo przyjechały do nas z Rostocka. Dziś mogliśmy podziwiać nowych lokatorów oliwskiego zoo na wybiegu za motylarnią i pawilonem gadów. Dotychczas mieszkał tu dwunastoletni samiec Ngandu – przybysz z Holandii, ale został przeniesiony na pobliski wybieg, który niegdyś należał do jego partnerki Rafy. Potomstwa z tego związku nie było, nie brakowało za to zwad między drapieżnikami. Jakiś czas temu samica odeszła... – Nasze nowe gepardy zamieszkują w Gdańsku przestronne wybiegi i pawilon przebudowany ze starego budynku stajni. Mamy nadzieję, że te eleganckie koty poczują się u nas dobrze i wkrótce po powiększeniu stada o kolejne osobniki i samicę będziemy cieszyć się przychówkiem – mówi Michał Targowski, dyrektor gdańskiego zoo. 14.09.2017 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP

TRWA ROZBIÓRKA PALMIARNI W PARKU OLIWSKIM

Najpierw ze szczytu zniknęła kopuła, potem był demontaż mało estetycznych szyb, a za kilka dni nie powinno być śladu po metalowej konstrukcji. W Parku Oliwskim trwa rozbiórka ponad 30-letniej palmiarni. Z chwilą likwidacji podstaw obiektu rozpocznie się budowa fundamentów pod nową, przeszkloną rotundę, która ma pomieścić 180-letnią palmę daktylową. Kilka lat temu imponujących rozmiarów okaz przebił się przez szklany dach, powodując tym samym, że dyskusja o przyszłości tego miejsca przybrała na sile. Był nawet taki moment, kiedy nad daktylowcem zawisła groźba unicestwienia. Gdańszczanie nie pozwolili... Szkło, metal i beton musiały ustąpić. Imponujący lekką, cylindryczną formą następca dotychczasowej palmiarni powinien być gotowy w połowie listopada. Prawdopodobnie jeszcze w tym roku Gdański Zarząd Dróg i Zieleni udostępnieni rotundę do zwiedzania. Otoczona szklaną fasadą z automatycznym otwieraniem będzie się wznosić na wysokość 24,11 m (pięć metrów więcej niż poprzedniczka). Powierzchnia zabudowy nowego domu dla palm wyniesie 202,5 mkw., a kubatura 4286,42 msześc. Wewnątrz znajdą się instalacje elektryczne, teletechniczne, wodno-kanalizacyjne oraz ogrzewania i zarządzania klimatem. Przy projektowaniu szklanego budynku autorzy uwzględnili statystyczny wzrost roślin.
– Nasze palmy dorastają do 20, maksymalnie do 22 metrów, a rotunda przewidziana jest na 24,1 metra. Po otwarciu górnego pierścienia napowietrzającego to będzie nawet 25 metrów, czyli tyle, na ile pozwala miejscowy plan zagospodarowania i zarazem o trzy metry więcej, niż mogą mierzyć najwyższe okazy palm. One wyżej nie urosną, co do tego botanicy są zgodni, dlatego nie było potrzeby budowania wyższego obiektu – mówi Rafał Sieraczyński, autor projektu rewitalizacji obiektów oliwskiej palmiarni. Na czas przebudowy egzotyczne rośliny zostały zabezpieczone przed chłodem specjalną tubą stosowaną w ogrodnictwie. Część z nich wykonawcy z włocławskiej firmy Am-For przesadzili do szklarni na terenie parku. Te, które musiały zostać, są doglądane przez botaników.
Oliwska palmiarnia składa się tak naprawdę z trzech budynków. W drugim etapie jej rewitalizacji przebudowana zostanie oranżeria. W zmodernizowanym pawilonie powstaną m.in. salki konferencyjne, zaplecze socjalne i sanitarne, szatnie, sala warsztatowa, a także pomieszczenie przeznaczone do wystaw czasowych. Planowana jest ponadto przebudowa szklarni, mająca na celu dostosowanie jej do upraw oraz przechowywania w okresie zimowym roślin w donicach i pojemnikach, które wystawiane są latem na zewnątrz. Zagospodarowany zostanie również teren wokół palmiarni z wyeksponowaniem jego elementów historycznych. 14.09.2017 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP

RUSZYŁA PRZEBUDOWA PERONÓW NA STACJI GDAŃSK GŁÓWNY

Z początkiem września na stacji Gdańsk Główny ruszyła przebudowa infrastruktury dla pasażerów pociągów dalekobieżnych. Do 2020 roku PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. za 62 mln zł kompleksowo zmodernizują perony oraz przejścia podziemne. Będą windy i schody ruchome.
Od kilku dni trwa rozbiórka peronu nr 2 (od strony wiaduktu Błędnik) oraz przylegającego doń toru i sieci trakcyjnej. Znika konstrukcja wiaty. Wykonawca – Przedsiębiorstwo Usług Technicznych Intercor prowadzi także prace przygotowawcze w przejściu podziemnym łączącym budynek dworca z peronami. W grudniu, równolegle z toczącymi się robotami rozbiórkowymi na peronie zacznie powstawać już jego nowa, wyższa i wygodniejsza dla pasażerów konstrukcja. Wiosną przyszłego roku obiekt zostanie wyłączony z eksploatacji, a podróżni będą korzystać z sąsiedniego peronu nr 1. Tam roboty ruszą w czerwcu 2018 r. W tej chwili pociągi dalekobieżne jadące do Gdyni zatrzymują się na torze 1 przy peronie 2. Składy PKM, które dotychczas zatrzymywały się na torze 2, kierowane są na bocznice SKM-ki.
Jak informuje biuro prasowe PKP PLK S.A., oba perony zostaną podwyższone do 76 cm i pokryte antypoślizgową nawierzchnią, co ułatwi podróżnym dostęp do pociągów. Zyskają oni też nowe oświetlenie. Zgodnie z wytycznymi konserwatora zabytków peronowe wiaty przejdą renowację z zachowaniem historycznych walorów. Na peronie nr 2 zmieni się rozstaw podpór zadaszenia usytuowanych dotychczas zbyt blisko torowiska Na peronach pojawią się nowe ławki, tablice informacyjne i zegary. Znikną za to dawne budynki socjalne dla kolejarzy. Standard obsługi i dostęp na perony z przejścia podziemnego mają poprawić cztery windy i schody ruchome. Inwestycja na stacji Gdańsk Główny realizowana jest z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 5.1-19.2 „Poprawa stanu technicznego infrastruktury obsługi podróżnych (w tym dostosowanie do wymagań TSI PRM), Etap II Gdańsk Główny”. Łączny koszt modernizacji wynosi 62 mln zł. Do stycznia 2020 roku kompleksowo przebudowane zostaną dwa perony, układ torowy, sieć trakcyjna i dwa przejścia podziemne. 13.09.2017 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
  • aktualnych propozycji: 10247
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2017 KFP