logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 10754
Na Uniwersytecie Gdańskim zakończyły się Dni Otwarte. Wydarzenie towarzyszące każdego roku Targom Akademia adresowane jest przede wszystkim do uczniów, którzy w najbliższym czasie podejmować będą decyzje w sprawie dalszej ścieżki kształcenia. Tegorocznych maturzystów nie brakowało dziś na zamykającym cykl spotkań z gdańską uczelnią Dniu Neofilologii. W budynku Wydziału Filologicznego UG przy ul. Wita Stwosza 51 królowały anglistyka, amerykanistyka, germanistyka, romanistyka, skandynawistyka i slawistyka. Instytut Rusycystyki i Studiów Wschodnich zapraszał przyszłych studentów do udziału w turnieju „Jeden z dziesięciu”. Liczyła się tu zarówno wiedza o naszym wschodnim sąsiedzie, jak i dobra zabawa. Były też karaoke po rosyjsku („Kalinka”) i specjały tamtejszej kuchni. Katedra Slawistyki przygotowała dla swoich gości quiz wiedzy o Bałkanach. W Instytucie Anglistyki i Amerykanistyki bez indeksu można było zaliczyć dziś 10 stacji gry prowadzonej w języku Szekspira. Podobną szansę mieli miłośnicy germanistyki (Sprache durch Kunst). A po grze warto było wyruszyć z Kołem Naukowym Instytutu Filologii Germańskiej „Komers” w świat dawnych biesiad studenckich. 23.03.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
Ćwierć wieku temu ten bursztynowy szlak przecierało 49 polskich wystawców. Dziś jest ich tu blisko 500. Przyjechali do Gdańska z 15 krajów. W Centrum Wystawienniczo-Kongresowym AmberExpo trwają 25. Międzynarodowe Targi Bursztynu, Biżuterii i Kamieni Jubilerskich Amberif 2018. Tu biznes spotyka się ze sztuką, tu rodzą się twórcze idee, tu widać najnowsze trendy w designie. Na srebrnym jubileuszu największej imprezy jubilerskiej w Europie Środkowo-Wschodniej swoje oferty prezentują zarówno małe pracownie, jak i wielkie firmy – producenci złotej i srebrnej biżuterii z bursztynem, kamieniami kolorowymi i diamentami, importerzy zegarków, ale również maszyn, narzędzi i technologii złotniczych. To jest święto branży. Wstęp na nie mają tylko firmy i osoby związane z jubilerstwem, bursztynnictwem i sztuką użytkową. Tradycyjnie już punktem kulminacyjnym targów będzie piątkowa (godz. 20) Gala Bursztynu i Mody Amber Look Trends & Styles. W Gdańskim Teatrze Szekspirowskim wręczone zostaną dzisiaj nagrody Amberif Design Award oraz Mercurius Gedanensis. Królować będą tego wieczoru kolekcje przygotowane przez polskich projektantów mody we współpracy z twórcami biżuterii z bursztynu. Jedną z atrakcji ma być pokaz „1983: Biało-zielona historia” nawiązujący do 35. rocznicy zdobycia przez Lechię Gdańsk Pucharu Polski. 22.03.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
Ruszyła budowa nowego wiaduktu Biskupia Górka. We wtorek plac budowy przejął generalny wykonawca inwestycji – Budmiex S.A. Dotychczasową budowlę łączącą centrum Gdańska z Orunią i południowymi dzielnicami miasta czeka rozbiórka. Nim to nastąpi, obok istniejącego wiaduktu w ciągu Traktu św. Wojciecha powstanie spory fragment nowej konstrukcji. Równocześnie zmieniać się będzie układ drogowy w rejonie od ulicy 3 Maja do ul. Augustyńskiego, a do tego czekają nas zmiany na parkingu przy ul. Okopowej. Kierowcy muszą liczyć się z utrudnieniami w ruchu i parkowaniu. Plac przed gmachem Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego i Urzędu Marszałkowskiego w Gdańsku zostanie zamknięty w piątek o godz. 17 na kilkanaście miesięcy. Pod koniec trzeciego kwartału 2019 r. będzie tu parking wielopoziomowy na 450 aut (dziś na placu może pomieścić się ich ok. 200). Wycięte w tym rejonie drzewa są niczym innym, jak przygotowaniem do inwestycji towarzyszącej budowie nowego wiaduktu. Wkrótce czekają nas kolejne zmiany. Jeszcze przed świętami wyłączona zostanie z ruchu ul. Augustyńskiego oraz chodnik wzdłuż Traktu św. Wojciecha (po stronie południowej). W kwietniu nastąpi przesunięcie przystanku autobusowego „Zaroślak” na skrzyżowanie z ul. Toruńską (z ruchu wyłączone zostaną odcinki chodników po obydwu stronach Traktu św. Wojciecha). Na maj zaplanowano zmiany w organizacji ruchu drogowego na Trakcie św. Wojciecha. W godzinach popołudniowych (od 13 do 18) dostępne dla kierowców będą dwa pasy w kierunku Pruszcza Gdańskiego i jeden w kierunku Gdańska. Od godz. 18 do godz. 13 jeździć będziemy dwoma pasami w kierunku Gdańska i jeden w stronę Pruszcza Gdańskiego. 22.03.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Nowo zakupione śmieciarki z napisem GUK w najbliższych dniach pojawią się na ulicach Suchanina, Siedlec, Ujeściska-Łostowic, Piecek-Migowa, VII Dworu i Brętowa. 1 kwietnia w Gdańsku zacznie obowiązywać nowy, poszerzony system segregacji odpadów (bio, szkło, papier, tworzywa i metale oraz odpady resztkowe). To również ważna data dla rozpoczynającej działalność w tym obszarze miejskiej spółki Gdańskie Usługi Komunalne. Śmieciarki GUK będą odbierać odpady z sektora szóstego (dzielnice wymienione we wstępie). Obsługę pięciu pozostałych sektorów prowadzi Suez Północ.
Spółka Gdańskie Usługi Komunalne powołana została przez Gminę Miasta Gdańsk do wykonywania zadań w zakresie utrzymania czystości i porządku w gminie, a w szczególności odbioru odpadów komunalnych. W tym celu zakupionych zostało m.in. 23 tys. pojemników wyposażonych w chipy RFID. Firma rozwozi również worki do zbierania odpadów, takich jak papier, szkło, metale i tworzywa sztuczne. Do każdego kompletu dołączony jest harmonogram odbioru śmieci na rok 2018. Takie zestawy trafią do 4 202 domków jednorodzinnych. Największe wrażenie robi tabor Gdańskich Usługi Komunalnych. Mogliśmy się bliżej przyjrzeć tej najnowocześniejszej na rynku flocie podczas czwartkowej konferencji zorganizowanej przez miasto na parking przy Filharmonii Bałtyckiej na Ołowiance. Jakość GUK to m.in. trzyosiowe śmieciarki zbudowane na podwoziu mercedesa antos 2633 z dwukomorową zabudową skrzyniową, dzięki której pojazdy mają możliwości prowadzenia jednoczesnego odbioru dwóch rodzajów odpadów, a to oznacza mniejsze koszty transportu. Wszystkie samochody GUK wyposażone zostały w specjalny system elektronicznego ewidencjonowania i potwierdzania odbioru odpadów. Osobliwością floty liczącej kilkanaście pojazdów jest mikrośmieciarka. – Jej całkowita wysokość wynosi 2,5 metra. Mini jest pojazdem uzupełniającym. Kierowany będzie do takich miejsc, gdzie śmieciarki o tradycyjnych gabarytach się nie mieszczą – mówi Patrycja Świestowska z firmy GUK. 22.03.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Ponad 70 unikatowych fotografii i rysunków, 27 opowieści z czterech stuleci oraz artystyczna oprawa graficzna – to główne atrybuty najnowszego albumu wydawnictwa Kosycarz Foto Press pt. „Słodkie historie Gdańska”. Premiera książki przygotowanej pod redakcją historyka, pisarza i reżysera Mieczysława Abramowicza już 24 marca. Okazja jest ku temu wyjątkowa. W sobotę i niedzielę wspólnie z fabryką czekolady „Bałtyk” zapraszamy do Centrum Handlowego Manhattan na pierwsze Święto Gdańskich Słodyczy. Książkowy deser podajemy 24 marca od godziny 11 do 17. To będzie weekend pełen smakowitych niespodzianek. Na pewno ze szczytu 5-kaskadowej fontanny strumieniami poleje się czekolada „palce lizać”. Szefostwo ZPC „Bałtyk” szykuje na ten dzień jeszcze jedną premierę. Z okazji swojego 95-lecia firma odtworzyła słynną „Malajską”, czyli czekoladę mleczną z wiórkami kokosowymi z początku lat 70. „Ta sama receptura co przed laty, podobna etykieta, a do tego bez oleju palmowego, bez GMO i bez glutenu – zachęcał właściciel „Bałtyku” Konrad Mickiewicz, podczas dzisiejszego pokazu przedpremierowego „Słodkich Historii Gdańska” zorganizowanego przez nas dla trójmiejskich mediów w Galerii Sztuk Różnych Kosycarz&MBeneda przy Ogarnej 101. 22.03.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
To był piękny i śmigły bark. Rocznik 1869. W tym samym roku swoją drogę znaczoną rekordami prędkości rozpoczynał herbaciany kliper „Cutty Sark”. „Otago” pod pełnymi żaglami aż tak sławny nigdy nie był. Świat upomniał się o jego historię, kiedy pozbawiony masztów i brudny od węgla statek znajdował się u kresu podróży. Rozgłos zawdzięcza swojemu kapitanowi, który po zejściu na ląd został wielkim pisarzem marynistą. Żaglowiec zbudowany przez stocznię Alexander Stephen & Sons of Kelvinhaugh z Glasgow zajął najważniejsze miejsce w 20-letniej karierze marynarza Józefa Konrada Korzeniowskiego. Jako Joseph Conrad doświadczenia z pierwszego samodzielnego kapitańskiego rejsu zawarł w powieści „Smuga cienia” (1917 r.). Od spotkania z „Otago” minęły prawie trzy dekady. Pisarz przyjmował wówczas, że jego bark „nie istnieje już na tej ziemi”, ale był w błędzie...
„Na pierwszy rzut oka poznałem, że mam przed sobą pierwszorzędny statek, istotę harmonijną w każdym calu, o przepysznych proporcjach. Stosunek wysokości masztów do kadłuba był wręcz be zarzutu. Jakikolwiek był wiek tego statku i jakiekolwiek były jego dzieje, zachował on piętno szlacheckiego pochodzenia. Należał do tego typu statków, które dzięki swojej konstrukcji i doskonałemu wykończeniu nigdy się nie starzeją. Pośród innych, znacznie od niego większych, stojących w porcie na kotwicy, mój wyróżniał się postawą i „rasą” – jak arabski rumak pełnej krwi spośród gromady koni pociągowych” – opisywał po latach swoje wrażenia z pierwszego spotkania z barkiem na kartach powieści. Conrad był kapitanem „Otago” czternaście miesięcy. Gdy obejmował dowództwo, jego rumak miał dziewiętnaście lat. Przyszły pisarz spędził na nim osiem miesięcy w długich rejsach pełnomorskich. Pół roku poświęcił na żeglugę wzdłuż australijskich wybrzeży. Wdzięczność dla armatora, który dopomógł mu w uzyskaniu posady kapitana na jedynym w jego karierze statku oceanicznym, znalazła wyraz w niepublikowanym przez niego liście, który napisał pod koniec swego życia. Korespondencja nadeszła na adres dawnego pracownika spółki żeglugowej. „Jeżeli firma H. Simpson i Synowie jeszcze istnieje w Adelaide, to proszę im powiedzieć, że J. C. nigdy nie zapomni wielkoduszności, uprzejmości i prawdziwej życzliwości kierownika firmy w latach 1888-1889, kiedy dowodził barkiem Otago” – cytuje ów list w swojej książce „Morskie lata Conrada (1971 r.) amerykańska dziennikarka i pisarka Jerry Allen. Po zejściu z żaglowca kapitan nie wrócił już na morze, poświęcając się pracy pisarskiej.
„Otago” miał przeżyć Conrada (1857-1924) o kilka lat. Nieładnych. Bark pływał po świecie do roku 1900, kiedy zakupiło go australijskie przedsiębiorstwo Huddart Parker Ltd., zamieniając w pływający skład węgla, eksploatowany początkowo w Sydney, a później w Hobart na Tasmanii. Jak podaje brytyjski pisarz Norman Sherry w książce „Wschodni świat Conrada” (1966 r.), najsłynniejszy kapitan „Otago” w 1906 roku błędnie sądził, że jego śmigły bark „nie istnieje już na tej ziemi”. Badacz dziejów Conrada ustalił, że firma Huddart Parker z północnego Melbourne używała statku jako składu węgla do 1931 roku, kiedy został sprzedany za jednego funta kapitanowi Henry'emu Dodge z Hobart, przedsiębiorcy zajmującemu się złomowaniem statków. „Nawet jako sczerniały hulk miał kadłub o pięknych liniach. Bukszpryt był odjęty, a maszty rozebrane do kolumn. Reje, na których kiedyś rozpinano wdzięczne żagle, zwieszały się teraz nad lukami, uzbrojone osprzętem ładunkowym. Szkaradna, ocynkowana nadbudówka, ustawiona na pokładzie w dziobowej części statku, mieściła kocioł pomocniczy dostarczający pary do wind.(...) Pomijając brud, brak takielunku i kolumienki kompasu, rufa pozostała jeszcze niemal taka, jaką musiał ją znać Conrad. Niekiedy statek szarpał się na cumach, jakby odpowiadając na zew morza dobiegający do tego prozaicznego miejsca ostatniego postoju” – pisał w latach 40. XX wieku w książce pt. „The Set Of The Sails” („Pod żaglami”, 1949) Alan Villiers, australijski pisarz, podróżnik i fotograf.
Tą ostatnią pozycją morską „Otago” przez kilka dekad było cmentarzysko wraków kpt. Dodge'a w rozlewisku tasmańskiej rzeki Derwent w okolicach portu Risdon (współrzędne geograficzne: 42 stopnie 48 minut i 47 sekund S oraz 147 stopni 17 minut i 57 sekund E). Widać stąd Hobart, do którego chętnie pielgrzymowali w owych czasach conradyści. Zaklęta w rdzewiejącej łajbie magia jedynego na świecie statku dowodzonego przez słynnego pisarza marynistę była pokusą nie do odparcia. „Jeden z miłośników Conrada, pisarz amerykański Christopher Morley, uzyskał od Dodge'a kawał poręczy z rufy i koło sterowe „Otago”. Poręcz przekazał Boston Maritime Museum, a koło sterowe do zbiorów znajdujących statku „Wellington” stojącym na Tamizie w samym centrum Londynu. Uroczystość przekazania koła sterowego z „Otago” odbyła się w dniu 28.IX.1949 roku. W roku 1964 San Francisco Maritime Museum podjęło akcję zachowania choćby jednego fragmentu statku. Na zlecenie muzeum wycięto z kadłuba część rufową, którą przewieziono do San Francisco. Wyciętym fragmentem jest zespół pomieszczeń mieszkalnych na rufie o ciężarze ponad pięć ton. Niedługo potem przybyła ekipa japońskiego przedsiębiorstwa mającego koncesję na cięcie wszystkich wraków wokół Australii. Kadłub „Otago” nie został jednak całkowicie pocięty z powodu kłopotliwego wyciągania części dennej na brzeg. Ścięto burty do linii wodnej i nieco poniżej, zostawiając płaską misę denną” – opisuje dzieje wraku w „Morskich latach Conrada” Jerry Allen (tłumaczenie Marii Boduszyńskiej-Borowikowej, 1971 r.).
Kiedy na początku 1973 roku do wraka spoczywającego w miejscu nazywanym Otago Bay dotarli oficerowie z załogi liniowca PLO „Marceli Nowotko” (1955-80), ich oczom ukazał się jeszcze czarniejszy widok. Przed Polakami byli tu Włosi. Odcięty przez nich dziób statku odpłynął do muzeum w Mediolanie (zejściówkę do kubryka eksponuje muzeum w Hobart, a dzwon okrętowy można zobaczyć w Melbourne). Właścicielem tego, co zostało na Tasmanii po śmigłym barku, był wówczas dr Edmund Anthony Bojarski z McMurry College w Abilene (Teksas), który upoważnił do dysponowania wrakiem sędziego pokoju miasta Hobart Jerzego Malcharka. „Ten ostatni oświadczył nam wręcz: bierzcie z wraka, co tylko chcecie, nawet całość. Jest do waszej dyspozycji” – mówił na łamach „Głosu Wybrzeża” po powrocie z Australii kpt. ż.w. Henryk Rytwiński, dowódca liniowca „Marceli Nowotko”. Frachtowiec zawinął z dalekowschodniego rejsu do portu w Gdyni 23 marca 1973 roku. Już z morza nadeszła wiadomość, że marynarze wiozą dla Centralnego Muzeum Morskiego (Obecnie Narodowe MM) spore kawałki Conradowej historii. „Inicjatorem wyprawy nad Derwent był lekarz okrętowy Jerzy Jasieński, który w tej podróży zgromadził do wydania książkowego różne dokumenty związane z życiem Conrada. (…) Kpt. Rytwiński dokładnie określił ostatnią pozycję „Otago” i sporządził mapę mapę morską okolic (…) Za środek transportowy służyła marynarzom szalupa statkowa, do której załadowano butle acetylenowe, palniki, węże. Cięcia były przemyślane, a wrak i jego wycięte fragmenty sfotografowane. Do Gdyni przywieziono wiele drobnych części – pamiątek z „Otago”. Jest jednak wśród nich gródź wodoszczelna nr 1 o wymiarach 3 na 1 m, która pozwala już na dociekania o konstrukcji słynnego barku. Są również dwa wycinki z lewej burty żelaznego kadłuba żaglowca. (…) Wzbogacą zbiory conradowskie. (…) Muzeum buduje model „Otago”. Teraz obok niego będzie można zaprezentować oryginalne części śmigłego niegdyś żaglowca” – pisała w marcu 1973 r. na łamach „Głosu Wybrzeża” publicystka Barbara Thoma. Model barku możemy podziwiać dziś w siedzibie głównej Narodowego Muzeum Morskiego w spichlerzach na Ołowiance (sala 7). Na ekspozycji prezentowana jest też znaczna część skarbów przywiezionych z Tasmanii. W gdańskich zbiorach naliczymy ich kilkadziesiąt. „Załoga MS „Marceli Nowotko” nie była jedynym takim darczyńcą. Niedługo po niej z pamiątkami z Tasmanii przypłynęły do Trójmiasta dwa inne dziesięciotysięczniki zbudowane w Stoczni Szczecińskiej na przełomie lat 50. i 60. – „Adolf Warski” (1959-82) i „Ludwik Solski”(1960-84). Co więcej, marynarze z „Nowotki” nie byli pierwsi. „W 1966 roku kpt. Antoni Strzelbicki z red. Stanisławem Daukszą podczas pobytu liniowca „Janek Krasicki” w Australii dotarli na rzekę Derwent, odnajdując wrak i przywieźli jego drobne części. Co tu ukrywać – te pierwsze elementy pochodziły z szabru. Marynarze z „Marcelego Nowotki” działali już legalnie” – wyjaśniała 45 lat temu dziennikarka „Głosu”. „Otago” dotarł do tej ziemi. Dzięki tobie, kapitanie, i dzięki wam kapitanowie, marynarze, conradyści. 22.03.2018 / fot. Zbigniew Kosycarz / KFP, Mateusz Ochocki / KFP
Załadunek Antonowa 124 Rusłan w Porcie lotniczym im. Lecha Wałęsy w Gdańsku. 21.03.2018 / fot. Sebastian Elijasz / KFP
Wielki pokaz reakcji w Audytorium Wydziału Chemicznego czy prezentacja osiągnięć kół naukowych na dziedzińcu gmachu głównego to tylko skromny wycinek Politechniki Open – dnia otwartego jednej najstarszej uczelni technicznych w Polsce. O tym, że warto kształcić się na Politechnice Gdańskiej, przekonywali dziś kandydatów na studia zarówno studenci, jak i pracownicy uczelni. Drzwi laboratoriów i sal wykładowych otworzyły w środę przed uczniami szkół ponadgimnazjalnych wszystkie wydziały. Najwięcej atrakcji czekało na nich na ETI (elektronika, telekomunikacja i informatyka), bogate programy przedstawiły również wydziały Mechaniczny oraz Inżynierii Lądowej i Środowiska. Wszędzie działo się coś ciekawego. Powodów, dla których warto związać swoją przyszłość z Politechniką, jest wiele. To jedna z najlepszych uczelni w Polsce. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego w 2017 r. przyznało dwóm wydziałom PG najwyższą kategorię A+, a pięciu kolejnym – kategorię A. Fakt, że gdańska uczelnia stwarza jedne z najlepszych warunków pracy i rozwoju dla naukowców, doceniła także Komisja Europejska, przyznając jej logo HR Excellence in Research. Według rankingu MNiSW z 2017 r. Politechnika Gdańska jest najczęściej wybieraną przez kandydatów uczelnią w Polsce, zaś w ostatnim rankingu Fundacji Edukacyjnej Perspektywy zajęła drugie miejsce wśród uczelni akademickich w kraju pod względem innowacyjności. Co więcej, w zestawieniu portalu Times Higher Education kampus PG znalazł się na liście 10 najpiękniejszych kampusów uniwersyteckich w Europie. 21.03.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
W gdańskim Zespole Szkół Łączności nie było dziś Dnia Wagarowicza. Wiosna zaczęła się tutaj dniem „Łączności z Mundurem”. Szkoła podziwiała w akcji m.in. żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej, lotników z 49 Bazy Lotniczej, specjalistów z grupy antyterrorystycznej, ratowników wodnych i strażaków. Jedną z atrakcji była ewakuacja rannego pozoranta z wysokości II piętra. Prezentacje i wykłady (Wojskowa Akademia Techniczna, Akademia Marynarki Wojennej, Akademia Wojsk Lądowych, Główna Szkoła Pożarnicza) odbywały się w budynku szkolnym oraz na bulwarze przy Motławie. Na drugie śniadanie można było skosztować kiełbasek serwowanych przez kuchnię polową z 1969 roku. - Wielu naszych absolwentów znajduje zatrudnienie w służbach mundurowych lub kontynuuje naukę na uczelniach wojskowych czy technicznych. Chcieliśmy, aby uczniowie jeszcze podczas nauki w szkole mogli poznać różne drogi jakie oferują służby mundurowe – mówi Jadwiga Piechowiak, dyrektor Zespołu Szkół Łączności. 21.03.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Idzie wiosna, a z nią dzieciaki z Przedszkola nr 1. Kolorowo i słonecznie było dziś w Pelplinie. 21.03.2018 / fot. Krzysztof Mania / KFP
  • aktualnych propozycji: 10754
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2018 KFP