logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 11562
Na Pomorzu rozpoczęła się najbardziej kontrowersyjna inwestycja gigant w tej dekadzie. Przy sprzeciwie samorządowców i ekologów, nie bacząc na toczące się postępowania przed Generalną Dyrekcją Ochrony Środowiska w sprawie odwołań od decyzji środowiskowej, władze centralne przekopują Mierzeję Wiślaną.
Na początek w ruch poszły piły. Od piątku pracownicy Państwowego Gospodarstwa Leśnego „Lasy Państwowe” – Nadleśnictwo Elbląg wycinają drzewa w pasie, którym ma przebiegać tor wodny dla statków płynących do portu Elbląg. Kanał łączący Zalew Wiślany z Zatoką Gdańską pozwoli im ominąć kontrolowaną przez Rosję Cieśninę Pilawską. Prace przy drodze wojewódzkiej łączącej Kąty Rybackie z Krynicą Morską toczą się 24 godziny na dobę. Teren zabezpieczają policjanci i strażnicy leśni. Wokół stanęło także ogrodzenie, są utrudnienia w ruchu. Na mierzei padnie ok. 50 tysięcy drzew. Do wyrębu przeznaczony został pas o szerokości 800 metrów i długości 1,5 km. Decyzji o wycince podjął wojewoda pomorski, nadając jej rygor natychmiastowej wykonalności, choć nie wyłoniono jeszcze wykonawcy przekopu, a Komisja Europejska przyglądająca się aspektom środowiskowym tej inwestycji apelowała o wstrzymanie się z pracami. – Szkoda Mierzei – komentuje najnowsze wydarzenia marszałek pomorski Mieczysław Struk. W kwietniu ubiegłego roku sztandarowy projekt morski Prawa i Sprawiedliwości spotkał się z negatywną opinią samorządu pomorskiego, który w rządowym projekcie nie dopatrzył się ekonomicznego uzasadnienia tej wielkiej i kosztownej inwestycji (ok. 900 mln zł). Lista wszystkich uwag, także tych dotyczących negatywnego oddziaływania na środowisko, zawiera około 70 pozycji. Ucierpią natura i mieszkańcy – czytamy w dokumencie. Zdaniem rządu, inwestycja przyniesie regionowi ożywienie gospodarcze. Przekop mierzei to sztandarowy pomysł Prawa i Sprawiedliwości, który pojawia się przy okazji każdych wyborów od 2006 roku. Pomysł narodził się w wyniku konfliktu z Rosją, która nieoczekiwanie wstrzymała ruch statków na Zalewie Wiślanym. Strona rosyjska zażądała wówczas podpisania umowy międzyrządowej, która uregulowałaby problem żeglugi przez Cieśninę Pilawską. PiS wybrało inną drogę. 16.02.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
– „Upiór w operze” jest do dzisiaj najdłużej granym musicalem na Broadwayu. To już ponad 14 tysięcy przedstawień. I cały czas jest grany. Depcze mu po piętach „Chicago”, a na trzecim miejscu jest już chyba „The Lion King”. Nie wiem, czy „Upiór” kiedykolwiek zejdzie z afisza , ale „Król Lew” na pewno nigdy nie zniknie, dlatego że jest to po pierwsze genialne przedstawienie, a po drugie, jego odbiorcami są dzieci. Będzie grany, grany, grany... I prawdopodobnie za jakiś czas będzie to musical wszech czasów. Dzisiaj jest to najdroższa licencja do zdobycia, tytuł, o którym wszyscy marzą. W Hamburgu – to chyba najbliższy „The Lion King” Warszawy – zbudowano specjalny teatr na wyspie, do którego statki dowożą publiczność. Od momentu powstania teatru grany jest tam tylko „Król Lew” – z pasją opowiada Daniel Wyszogrodzki, wybitny znawca gatunku. Tłumacz, autor i dziennikarz muzyczny był w piątkowy wieczór gościem Gdyńskiego Centrum Filmowego. Motyw przewodni spotkania z czytelnikami stanowiła jego najnowsza książka „Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018” (premiera: 14.11.2018). To zbiór napisanych z polotem tekstów o spektaklach i ich twórcach, w którym znajdziemy omówienia tak ważnych musicali jak „West Side Story”, „Hamilton”, „Jesus Christ Superstar”, „Hair”, „Metro” czy „Les Misérables”. Są tu opowieści o gigantach: George’u Gershwinie, Leonardzie Bernsteinie czy Andrew Lloydzie Webberze, nie brak także zakulisowych anegdot i ciekawostek o premierach, sukcesach, klapach, skandalach i namiętnościach. Wyszogrodzki opowiada o fenomenie musicalu z perspektywy bieżącej, odwołując się szeroko do stuletniej historii zjawiska i nie unika także kontekstu polskiego. Temat zna w teorii i praktyce. Brał udział w polskich produkcjach najsłynniejszych światowych tytułów. Współpracuje ze znanymi twórcami, regularnie uczestniczy w życiu teatralnym Broadwayu i West Endu, gorąco wspiera rozkwitającą w ostatnich latach polską scenę musicalową. Wykłada także historię musicalu na Akademii Teatralnej w Warszawie. 15.02.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
– Jestem pielęgniarką. Prowadzę bloga, w którym staram się odczarować wizerunek mojego zawodu. Fascynują mnie ludzie. Jestem zakochana w Krakowie, rudych cocker-spanielach, śpiewaniu, zimie, anestezjologii i intensywnej terapii, a przede wszystkim w pielęgniarstwie – mówi o sobie Weronika Nawara. Pracuje w krakowskim szpitalu na oddziale anestezjologii i intensywnej terapii. Wczepkurodzona.pl to jej druga pasja i praca, która teraz doczekała się kontynuacji na rynku książkowym. Przed dwoma dniami do księgarń trafiły „W czepku urodzone. O niewidzialnych bohaterkach szpitalnych korytarzy” (Wydawnictwo Otwarte), a w piątkowy wieczór z autorką i jej książką można było spotkać się w salonie Empik Galeria Bałtycka. Reportaż złożony z wypowiedzi pracowników szpitali i komentarzy opowiada o tym, co to znaczy być pielęgniarką i ile super mocy trzeba mieć, aby wytrzymać w tym zawodzie. „Nie jestem tylko pielęgniarką, a aż pielęgniarką” – to przewodnia myśli autorki. Napisała tę książkę, aby pomóc młodym ludziom w świadomym wyborze kierunku studiów, pozbawić ich uprzedzeń i ukazać realia pracy w szpitalu. Sama mówi, że kieruje ją również dla osób doświadczonych, aby pokazać, że nie są odosobnieni w swoich uczuciach i pasjach. – Jednak zrobiłam to przede wszystkim dla was – dla wszystkich, którzy pozwalają istnieć „W czepku urodzonej” – wyjawia Weronika Nawara. 15.02.2019 / fot. Anna Bobrowska / KFP
Wykładem prof. Michała Wenzla w Muzeum Sopotu zainaugurowano w piątek cykl spotkań poświęconych językowi debaty publicznej oraz zagrożeniom, jakie niesie ze sobą język używany w mediach. Socjolog z warszawskiego Uniwersytet SWPS specjalizujący się w sondażach opinii publicznej, metodologii badań społecznych i statystyce opowiadał o wpływie mediów na postawy obywateli, o tym, jak złe emocje wygrywają z dobrymi. Na wszystkie spotkania wstęp jest wolny. 7 marca (godz. 18) dr Magdalena Łużniak-Piecha wygłosi wykład pt. „Widzieć źdźbło w oku bliźniego”. Tematem będzie m.in. umiejętność reagowania nas wszystkich na zjawiska, działania, które budzą naszą silną niechęć. Trzecie spotkanie z cyklu „Język debaty...” zaplanowano na 22 marca. Gościem Muzeum Sopotu będzie tego wieczoru prof. Michał Bilewicz („Epidemia pogardy. O sprawcach i ofiarach mowy nienawiści”). 10 kwietnia muzealnicy zapraszają na wykład prof. Igora Lyubashenko pt. „Między bezkompromisowością a poszukiwaniem «prawdy dialogicznej» – o znaczeniu narracji dla pojednania na przykładzie konfliktu w Donbasie”. 5.02.2019 / fot. Jerzy Bartkowski / KFP
Spotkanie z profesor Hanną Suchocką przyciągnęło w czwartkowy wieczór do Biblioteki Oliwskiej tłumy. Na biesiadę literacką z premier polskiego rządu w latach 1992-93 zaprosiła nas do filii WMBP Agencja Artystyczna Nehrebeccy, a powodem tej wizyty była najnowsza książka pani profesor zatytułowana „Ambasador u trzech papieży”. Hanna Suchocka i Wieczne Miasto – trzynaście lat, trzy pontyfikaty, tysiące wspomnień. W latach 2001-2013 autorka pełniła funkcję ambasadora w Watykanie w czasie pontyfikatów Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka. W tym okresie doszło do wielu dramatycznych wydarzeń – m.in. gwałtowne pogorszenie stanu zdrowia, a następnie śmierć Jana Pawła II, katastrofa smoleńska czy abdykacja Benedykta XVI – a Hanna Suchocka musiała się z nimi mierzyć nie tylko jako dyplomata, ale również na płaszczyźnie osobistej. Dzięki opisanym tutaj historiom poznajemy strukturę i mechanizmy działania Państwa Watykańskiego oraz tajniki protokołu dyplomatycznego od kwestii strategicznych po dress code. Hanna Suchocka opowiada jednak nie tylko o postaciach z pierwszych stron gazet, ale również z sympatią i nostalgią wspomina zwykłych ludzi, których spotykała na targu, w małych sklepikach, ulubionych trattoriach i kafejkach. Pokochała Rzym. Jej książkę można również czytać jako absolutnie wyjątkowy i bogato ilustrowany zdjęciami przewodnik. Autorka pięknie opisuje znane i mniej znane zabytki Wiecznego Miasta. Idąc za jej wskazówkami, możemy podczas rzymskich wędrówek uciec od natłoku turystów i odnaleźć ukryte skarby architektury. 14.02.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
Dzięki dofinansowaniu ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego w dzielnicy Piecki-Migowo powstanie 80 nowych miejsc opieki nad dziećmi do lat 3. Pozytywny żłobek przy przedszkolu na ul. Matuszewskiego 2 zacznie działać już 1 marca. W czwartek doszło tutaj do podpisania umowy między pomorskim samorządem a Fundacją Pozytywne Inicjatywy. W spotkaniu udział wzięli m.in. marszałek województwa pomorskiego Mieczysław Struk,i pełniąca funkcję prezydenta miasta Aleksandra Dulkiewicz oraz prezes FPI Arkadiusz Gawrych. Za sprawą współpracy województwa z miastem i Fundacją w Gdańsku powstanie łącznie ok. 1600 nowych miejsc żłobkowych.
Żłobek na ul. Matuszewskiego ma realizować funkcję opiekuńczą, wychowawczą i edukacyjną. Projekt pozwala na stworzenie placówki, która oprócz bezpieczeństwa zapewnia najmłodszym dzieciom zrównoważony rozwój z wykorzystaniem wsparcia specjalistów – psychologa i logopedy. Opiekunki wezmą udział w cyku szkoleń, które pozwolą im prowadzić zajęcia edukacyjne z zastosowaniem metody technik dostosowanych do wieku dzieci, wspomagających wszechstronny rozwój, talenty oraz twórcze myślenie. Prowadzone będą tutaj także zajęcia dodatkowe. Pieniądze z EFS przeznaczone zostaną również na adaptację czterech sal na potrzeby żłobka – zakup mebli, wyposażenia oraz zabawek pozwalających bezpiecznie funkcjonować najmłodszym dzieciom. Adaptacja lokalu pozwoli na swobodne korzystanie z obiektu przez osoby z niepełnosprawnościami.
W województwie pomorskim przybędzie w najbliższym czasie o. 3,5 tys. miejsc opieki nad dziećmi do lat 3. W konkursie na dofinansowanie z samorządu pomorskiego i Europejskiego Funduszu Społecznego wybrano łącznie 54 projekty. Ich wartość to ponad 92 miliony złotych, z czego 78 milionów stanowi wsparcie z EFS. Pieniądze przeznaczone będą między innymi na adaptację budynków na potrzeby żłobków, zakup i montaż wyposażenia oraz szkolenia dla opiekunów. 14.02.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
14 lutego 1942 roku z rozkazu gen. Władysława Sikorskiego Związek Walki Zbrojnej został przekształcony w Armię Krajową. Podziemne wojsko, będące fenomenem w okupowanej przez Niemców Europie, skupiło w sobie niemal całą patriotycznie nastawioną część narodu polskiego. Nazwa AK także w późniejszym czasie była jednym z najważniejszych symboli naszych dążeń do niepodległości. I dziś o tym pamiętamy. Uroczystości z pełną asystą wojskową przywołujące 77. rocznicę utworzenia zakonspirowanych sił zbrojnych odbyły się w czwartkowe przedpołudnie pod pomnikiem Armii Krajowej w sopockim parku im. sanitariuszki Inki. Kwiaty i wieńce złożono także pod obeliskiem Danuty Siedzikówny. Uczestnicy uroczystości wzięli udział w spotkaniu kombatantów, które odbyło się w Urzędzie Miasta. Gospodarzem wydarzeń (m.in. wręczenie odznaczeń i medali) był Zarząd Okręgu Pomorskiego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. 14.02.2019 / fot. Jerzy Bartkowski / KFP
Targ Węglowy, 13 lutego, godzina 20. Tysiąc gdańszczan zapaliło tu dziś symboliczne „Światełko dla Prezydenta”. Miesiąc po śmiertelnym ataku nożownika na Pawła Adamowicza przybyli na miejsce tragedii, żeby jeszcze raz oddać hołd zmarłemu prezydentowi miasta. Na ścianie Katowni zobaczyliśmy film prezentujący to, co wydarzyło się w Gdańsku od tamtej pory – marsze, serce ze zniczy, młodzież manifestującą ponad podziałami... Z mieszkańcami byli Aleksandra Dulkiewicz, Jacek Karnowski, Piotr Grzelak i Piotr Adamowicz. „Światełko” zainicjowała w mediach społecznościowych gdańszczanka Marta Barzowska. Podczas spotkania brat zamordowanego prezydenta odczytał list od uczniów szkoły w Irlandii, którzy napisali do niego, że zebrali się w poczuciu solidarności po śmierci Pawła Adamowicza. – Coś się skończyło, ale życie toczy się dalej. Proszę Aleksandrę Dulkiewicz, by flagi żałobne w mieście zostały już zdjęte – powiedział Piotr Adamowicz. Środa jest ostatnim dniem oficjalnej żałoby w mieście. Tej nocy z gdańskich ulic znikną flagi przewiązane kirami, a opuszczone do połowy flagi na masztach wrócą na swoje miejsce. 13.02.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
Z dolnych części połaci dachowych Wielkiego Młyna znikają dachówki. Niebawem wszystkie zostaną zdemontowane. Pamiętają początek lat 60. ubiegłego stulecia. XIV-wieczny zabytek będzie mieć nowy dach. – Rozpoczęte dzisiaj prace związane są z termomodernizacją budynku. Wybraliśmy już nowe dachówki. Stolarka okienna też będzie nowa. Prace te mają na celu przygotowanie budynku do zwiedzania jeszcze przed aranżacją wnętrz – mówi Andrzej Gierszewski, rzecznik prasowy Muzeum Gdańska. Wciągu najbliższych 3-4 lat z Katowni do Wielkiego Młyna przeprowadzi się Muzeum Bursztynu. Zanim to nastąpi zabytkowa budowla przejdzie gruntowny remont. Umowa na termomodernizację została podpisana w listopadzie ubiegłego roku, a niedługo potem ruszył pierwszy etap prac, który powinien zakończyć się do 31 sierpnia br. – W ramach pierwszego etapu m.in. wymieniony zostanie dach z lat 60., wyremontowane będzie wnętrze, usunięte zostaną boksy handlowe. Wymienimy też stolarkę okienną. Chcemy, by Muzeum Bursztynu znalazło się w Wielkim Młynie, bo widzimy, że dotychczasowa lokalizacja nie przystaje do zainteresowania bursztynem i do jakości kolekcji, którą mamy. Główny problem dotychczasowej lokalizacji to, niestety, utrudniona dostępność – mówił przy okazji podpisania umowy Waldemar Ossowski, dyrektor Muzeum Gdańska.
Wielki Młyn został wzniesiony przez Krzyżaków ok. 1350 roku. Budowali go Kaszubi. Po raz pierwszy wzmiankowany był w 1364 roku. Jeden z największych „zakładów przemysłowych” średniowiecznej Europy, napędzany początkowo przez 12 kół wodnych (od 1471 r. było ich 18), zastąpionych w 1880 r. turbinami parowymi. Pod koniec XIX w. produkował ok. 200 ton mąki dziennie. Zniszczony, z wyjątkiem murów obwodowych, w 1945 r. Odbudowany w latach 1962-1965 na podstawie XIX-wiecznej inwentaryzacji Konrada Steinbrechta. 20 lipca 1962 r. ponowną działalność zainaugurowała wystawa „Polska na morzu 1945–1962”. W 1965 r. zorganizowano tu wystawę „XX lat polskiego przemysłu okrętowego”. Mimo że ekspozycja cieszyła się powodzeniem, zarządzające budynkiem Biuro Obrotu Maszyn i Surowców nie zgodziło się na przekazanie obiektu Stoczni Gdańskiej, które starało się o umieszczenie w Wielkim Młynie Muzeum Stoczni. Od 1994 r. dom handlowy. W związku z rezygnacją przez kupców z dzierżawy stoisk, 19 grudnia 2016 r. młyn przekazano w użytkowanie wieczyste Muzeum Gdańska. 13.02.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Do tej katastrofy doszło w Gdańsku 56 lat temu. 14 lutego około godz. 5 na trasie kolejowej pomiędzy wiaduktem Błędnik a przystankiem Stocznia zderzyły się dwa pociągi towarowe. Oba podążały w kierunku centrum Gdańska, jeden, załadowany cementem – z Gdyni, drugi, przewożący rudę żelaza – z Nowego Portu. Wjechały na siebie na zwrotnicy. Jak wykazało późniejsze dochodzenie, winny był maszynista prowadzący pociąg z Nowego Portu. Nie zauważył zamkniętego semafora. Szczęśliwie żaden z pracowników kolei obsługujących składy nie ucierpiał. W wyniku zderzenia wykoleił się jeden z parowozów oraz 17 wagonów. Siedem z nich uległo kompletnemu rozbiciu. Brygady awaryjne pracowały przy wrakach przez całą noc. Żeby usunąć je z torowiska, kolejarze musieli sprowadzić z Gdyni potężny dźwig. Nad ranem rozsypane cement i rudę można było załadować do podstawionych wagonów. 13.02.2019 / fot. Zbigniew Kosycarz / KFP
  • aktualnych propozycji: 11562
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2019 KFP