logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 11320
Po siedmiu tygodniach od premiery „Kler” obejrzało ponad 5 milionów widzów. Obraz Wojciecha Smarzowskiego stał się największym kinowym przebojem XXI wieku w Polsce i trzecim – po „Ogniem i mieczem” i „Panu Tadeuszu” – filmem z najlepszym wynikiem oglądalności po 1989 roku. W piątkowy wieczór do rekordowej widowni dołączyli członkowie Klubu Gdyńskiej Szkoły Filmowej. Sala „Warszawa” wypełniła się po brzegi. Po projekcji publiczność spotkała się z Arkadiuszem Jakubikiem, odtwórcą roli księdza Andrzeja Kukuły. Z jednym z ulubionych aktorów Wojciecha Smarzowskiego rozmawiał Jerzy Rados, wiceszef Gdyńskiej Szkoły Filmowej, reżyser i scenarzysta. 16.11.2018 / fot. Anna Rezulak / KFP
„Sax Club Pana Dyakowskiego” zadebiutował w gdyńskim Konsulacie Kultury. Premiera książki autorstwa Kamila Wicika i Mariusza Nowaczyńskiego (wydawnictwo Kosycarz Foto Press) przyciągnęła do dawnego Domu Marynarza Szwedzkiego tłumy. Byli wielbiciele i przyjaciele Przemka Dyakowskiego, była jego Rama 111, było wspólne granie z bohaterem wieczoru, i były opowieści z udziałem współtwórców „Sax Clubu”. Mówiąc w dużym skrócie, z Przemkiem połączyło ich radio. Nowaczyńskiego – Radio Plus na początku lat 90., Wicika – via Nowaczyński – Radio Gdańsk kilka lat temu. Spotkanie autorskie poprowadził filolog, radiowiec i dziennikarz telewizyjny Piotr Jacoń. – To mogłaby być opowieść o kruczowłosym przystojniaku, który grywał w tenisa z amerykańskimi milionerkami na środku oceanu. Mogłaby być to także opowieść kulinarna, bo nasz bohater jest trochę jak Anthony Bourdain. Ma on również coś z taksówkarza, tancerki, a także tresera dzikich zwierząt. Jest także mistrzem świata w skoku w dal wśród marynarzy. Chętnie opowiedziałby również państwu, jaki był Wincenty Witos, bo oczywiście znał go osobiście, ale bardziej jest znany z osobistej przyjaźni z Piotrem Skrzyneckim i odkrywania Ewy Demarczyk. Szczęśliwie dla nas wszystkich jest tutaj w Gdyni i dzisiaj odkrywa się dla nas na blisko 350 stronach książki. Dziadek, ojciec, brat, wujek i przyjaciel nas wszystkich, czyli Przemek Dyakowski – wprowadzał nas w świat „Sax Clubu” Piotr Jacoń.
„Sax Club Pana Dyakowskiego” to wywiad rzeka z ikoną trójmiejskiej sceny jazzowej, niezwykłym saksofonistą uznawanym powszechnie za trójmiejską kwintesencją stylistycznej otwartości, dla którego wszyscy muzycy i słuchacze stanowią jedną rodzinę. To pełna anegdot opowieść o życiu zawodowym i prywatnym artysty wywodzącego się z ziemiańskiej rodziny o wielkich tradycjach. Przemek wspomina dzieciństwo w podkrakowskiej Masłomiącej i dorastanie w Zakopanem, współpracę z Piwnicą pod Baranami i odkrycie Ewy Demarczyk, koncerty w gdańskim Żaku, wyjazdy zagraniczne i występy z zespołem Rama 111, tworzenie gdańskiego Sax Clubu, animowanie jazzowej sceny w Trójmieście i współpracę z Radiem Gdańsk. Ale Sax Club to przede wszystkim ludzie, cała masa ludzi, którzy wypełniają życie niezwykle otwartego, a zarazem niesłychanie skromnego człowieka. – Pierwszy raz zrobiłem zdjęcie Przemkowi w 1994 roku, podczas otwarcia klubu Liliput. Niedawno w podobnej sytuacji rozmawiałem z nim na tegorocznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych. Spotkaliśmy się na koncercie poświęconym Jerzemu Dudusiowi Matuszkiewiczowi. Wchodzę na zaplecze, Przemek mnie widzi i zwraca się do koleżanek i kolegów artystów: „Słuchajcie, to jest Maciek Kosycarz. On tu robi zdjęcia”. Ja na to: „Przemku, ale ty jesteś Przemek Dakowski. A ja jestem wydawcą książki o tobie”. I w tym momencie Przemek skurczył się, zrobił się malutki i nic już więcej nie powiedział... Taki jest Przemek, o czym zapewne będziecie mieli państwo okazję się dziś przekonać – opowiadał o bohaterze premiery wydawca i fotoreporter Maciej Kosycarz.
I faktycznie. Pan Dyakowski, zapytany przez Piotra Jaconia, jak czuje się z pierwszą książką o sobie, odpowiedział: „Skrępowany bardzo. I zażenowany. Nie o wiem co mówić, czekam na pytania”. Jedno z pierwszych dotyczyło okoliczności powstania książki. – Nie pytamy, dlaczego powstała. Pytamy, dlaczego tak późno – dociekał Piotr Jacoń. Dziennikarz, erudyta i przedsiębiorca Mariusz Nowaczyński nie ukrywał, że pomysł na tę publikację zakiełkował w nim dawno, dawno temu, w czasach, kiedy panowie się poznali. – Na tzw. spotkaniach autorskich Przemek dzielił się ze mną różnymi anegdotami ze swojego życia. Z tych anegdot ta książka już wtedy powstawała. No ale trzeba było po prostu do niej usiąść. Sam bym tego nie zrobił, bo moje zajęcia wykluczały taką możliwość, pisałbym tę książkę ze 20 lat pewnie, a ważne był to, żeby Przemek doczekał jej wydania (śmiech publiczności – przyp. red.), i dlatego Kamil, z którym się zaprzyjaźniłem, po prostu zabrał się za ciężką robotę – wyjaśniał Nowaczyński. Kamil Wicik, dziennikarz Radia Gdańsk, historyk o świetnym uchu do młodej trójmiejskiej muzyki, udokumentował blisko 90 spotkań z bohaterem książki. Rozmawiali długimi godzinami u Przemka w domu, czasem w jego ulubionej „Cyganerii”. – Współpracowało się świetnie. Myślę, że Przemek jest wzorem współpracy. Był bardzo cierpliwy. Mamy udokumentowane blisko 90 spotkań. – Ja bym zaprzeczył. Cierpliwy to był Kamil. Docierał do rzeczy, które ja tylko trochę pamiętałem. Nie pamiętałem gdzie, kiedy itd. Kamil jeździł do Krakowa, do Zakopanego, do Katowic i wszystko sprawdzał. Ja się od niego wielu rzeczy o sobie dowiadywałem – wtrącał Pan Dyakowski.
– Chodziło nam o to, żeby pokazać Przemka na tle tych ludzi, których znał i z którymi się przyjaźnił. Uderzające jest to, że kiedy rozmawiam z muzykami znającymi go dość dobrze, okazuje się, że wielu z nich ma o nim taką naskórkową wiedzę: że krakus na pewno, że superfacet, uśmiechnięty saksofonista, bardzo otwarty i skromny. Niewielu wiedziało o jego genialnych dla mnie, jako człowieka po historii, korzeniach rodzinnych, które sięgają XV wieku, czy choćby o tym, że Przemek był sportowcem (m.in. skoczkiem narciarskim, narciarzem alpejskim i siatkarzem – przyp. red.) – opowiadał Kamil Wicik. Dla Piotra Jaconia dużym zaskoczeniem był w biografii Przemka okres morski. – Nie miałem świadomości tego, że tak naprawdę to jest marynarz. Twoja żona doświadczyła pewnego paradoksu. Przeniosła się z Gdyni do Krakowa, żeby studiować i uciec przed perspektywą bycia żoną marynarza. I tam spotkała Przemka, który tak właściwie żywot marynarski wiedzie do teraz, chociaż dziś już na lądzie – mówił dziennikarz TVN24. – Dla mnie najbardziej fascynująca jest opowieść z dzieciństwa Przemka i obraz Galicji chłopomanów. Przemek nawet mówi w tej książce, że jego tatę nazywano chłopomanem, bo on miał tak demokratyczne podejście do włościan. Uważał ich za równych sobie. I w takim duchu wychowywał swoje dzieci. To był pewien fenomen. Skromność i otwartość Przemka to cechy wyniesione z domu. Jestem o tym przekonany. Ty masz łatwość kontaktu z każdym. Może was dzielić nawet różnica trzech pokoleń, a i tak potrafisz podejść do takiego człowieka otwarcie. Dzięki temu łączysz pokolenia. Nie tylko muzyków. To jest niesamowite – zwracał się do Przemka Mariusz Nowaczyński. No właśnie, do Przemka... A dlaczego książkowy Sax Club jest Pana Dyakowskiego? – Dlaczego po tym wszystkim, co od lat nas łączy, przeszliśmy na pan? – dopytywał autorów Piotr Jacoń. – Na przekór. Mimo że Przemek jest taki bardzo demokratyczny i szybko przechodzi na ty, chciałem go połaskotać, żeby go szczypało trochę. Wymyśliłem ten tytuł, potem on mi się już nie do końca podobał, ale wszyscy dookoła mówili że jest świetny, więc im zawierzyłem. Jest w nim coś z symbolu czy nawet alegorii. Wiadomo, sax to instrument, czyli cały jazz Przemka się w tym zawiera. Club to są ludzie, cała masa ludzi, którzy wypełniają jego życie. Pan to to jego ziemiańskie wychowanie. Ciekawa jest historia nazwiska Dyakowski, które cudem ocalił tata Przemka. Komuniści chcieli je zmienić na Djakowski. Tata sprytnie wyprowadził z błędu urzędników, argumentując, że tam nie ma „j”, że to jest D-y-akowski. – opowiada Mariusz Nowaczyński. Wspólnie z autorami zapraszamy do lektury „Sax Clubu Pana Dyakowskiego”. Książka dostępna jest w księgarniach „Muza” oraz w księgarni internetowej na stronie kfp.pl. 16.11.2018 / fot. KFP
Od tygodnia na Wyspę Sobieszewską jeździmy największym w Polsce mostem zwodzonym. Otwarcie nowej przeprawy to także czas pożegnania z wysłużonym mostem pontonowym, z którego mieszkańcy tej części Gdańska korzystali ponad 40 lat. Demontaż najdłuższego w kraju „pontoniaka” (ponad 180 m długości) ruszył trzy dni temu. Prace potrwają do końca listopada. – Wykonawca rozpoczął rozbiórkę od rozpięcia i usunięcia kabli zasilających oraz demontażu lamp oświetleniowych – informuje Agnieszka Zakrzacka z Dyrekcji Rozbudowy Miasta Gdańska. W środę zaczęły znikać pierwsze elementy konstrukcyjne przeprawy. Najstarsze pamiętają lata 40. ubiegłego wieku. Te, które zostały zakwalifikowane jako nadające się do późniejszego użytku, trafią do bazy magazynowej Gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni. Pontony stanowiące podpory mostu zakończą żywot na złomowisku. Miasto próbowało je sprzedać, chętnych jednak nie było.
Wojskowa konstrukcja powstała niedługo po zakończeniu II wojny światowej w pobliskim Kiezmarku. W 1973 roku podzielono ją na dwa odcinki i przeniesiono do Drewnicy i Sobieszewa. Most pontonowy w Sobieszewie składał się z dziewięciu przęseł, z których środkowe, o szerokości 30 m, było ruchome i służyło do otwierania przeprawy dla żeglugi. Konstrukcja mostu składała się ze stalowych dźwigarów głównych, podłużnic, poprzecznic i wiatrochronu. Przy wjeździe na obiekt od strony Sobieszewa znajdowały się stalowe dźwigary oraz poręcze, które następnie przechodziły w bariero-poręcze. Ułożone na nich stalowe konstrukcje kratownicowe, a także płyty pomostowe, trafią do magazynów GZDiZ. 16.11.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Na Uniwersytecie Gdański powstało Międzynarodowego Centrum Teorii Technologii Kwantowych (International Centre for Theory of Quantum Technologies, ICTQT). Otwarcie międzynarodowej agendy badawczej to w największej mierze zasługa profesorów Marka Żukowskiego i Pawła Horodeckiego, światowej klasy naukowców, którzy otrzymali na ten cel 35 mln złotych z programu realizowanego przez Fundację na Rzecz Nauki Polskiej. W nowo powstałym centrum naukowcy z całego świata będą prowadzić badania w zakresie fundamentalnych zagadnień fizyki kwantowej, komunikacji i informacji kwantowej oraz technologii kwantowych. Działalność MAB będzie skupiona szczególnie wokół rozwoju nowych technologii, z naciskiem na cyberbezpieczeństwo oraz nowe techniki obliczeniowe. Strategicznym partnerem przedsięwzięcia jest Austriacka Akademia Nauk (Instytut Optyki Kwantowej i Informacji Kwantowej), jeden z najlepszych ośrodków naukowych w tej dziedzinie na świecie. Dodajmy, że Uniwersytet Gdański już po raz drugi uzyskał wysoki grant w ramach programu Międzynarodowe Agendy Badawcze (MAB). W ubiegłym roku profesorowie Ted Hupp i Robin Fahraeus otrzymali 41 milionów złotych na utworzenie w Gdańsku Międzynarodowego Centrum Badań nad Szczepionkami Przeciwnowotworowymi. – Zagadnienia fizyki kwantowej, w tym technologii kwantowych, sytuowane są wśród największych współczesnych naukowych wyzwań. Nowymi technologiami interesują się nie tylko naukowcy, ale także rządy i wielkie korporacje. W tym roku rusza europejski program wspierania tego rodzaju badań – European Quantum Technologies Flagship z budżetem w wysokości 1 mld euro. Międzynarodowe Centrum Teorii Technologii Kwantowych na Uniwersytecie Gdańskim wpisuje się w zbliżającą się drugą rewolucję kwantową – mówi stojący na czele MCTTK prof. Marek Żukowski, ekspert w dziedzinie mechaniki kwantowej i kwantowej interferometrii, autor ponad 150 prac naukowych publikowanych m.in. w najważniejszych światowych czasopismach, takich jak „Nature” czy „Physical Review Letter”. Prof. Paweł Horodecki, lider grupy naukowej w ICTQT, również ma dorobku ponad 150 artykułów z dziedziny kwantowej teorii informacji i podstaw mechaniki kwantowej, cytowanych ponad 14 tys. razy. 16.11.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Fatalny styl, zły wynik i tysiące zawiedzionych kibiców, którzy liczyli na przełom w grze biało-czerwonych. Piłkarska reprezentacja Polski przegrała w Gdańsku z Czechami 0:1. To piąty mecz Jerzego Brzęczka w roli selekcjonera nasze kadry, piąty bez zwycięstwa. Tak złej serii nie było w polskim futbolu od 2012 roku. Robert Lewandowski zaleca kibicom cierpliwość. Kamil Grosicki mówi o fatum wiszącym nad reprezentacją. – Straciliśmy bramkę po prostym błędzie. Zdajemy sobie sprawę, że w obronie na tę chwilę jest najwięcej do poprawy. Jednak nie jest łatwo, gdyż w porównaniu z defensywą, która grała w ostatnich latach, praktycznie nie został żaden zawodnik. W szybkim tempie nie da się ich zastąpić. Niestety, żadnego z pięciu spotkań nie zagraliśmy na zero z tyłu. To na pewno nasza bolączka. Będziemy szukali nowych rozwiązań, a zarazem liczę, że obrońcy, którzy obecnie są kontuzjowani, będą do dyspozycji na wiosnę – komentuje występ w Gdańsku selekcjoner Jerzy Brzęczek. – Będziemy gotowi na eliminacje mistrzostw Europy – zapewnia prezes PZPN Zbigniew Boniek. Losowanie grup eliminacyjnych 2 grudnia w Dublinie, pierwsze mecze 21–23 marca 2019 roku.
Polska – Czechy 0:1 (0:0). Bramka: Jakub Jankto (52’). Widzów: 34 783.
POLSKA: Skorupski – Kędziora, Bednarek, Kamiński, Bereszyński – Frankowski (63’ Błaszczyowski), Krychowiak, Klich, Grosicki (78’ Milik) – Zieliński (69’ Kądzior) – Lewandowski. 15.11.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Od 15 listopada 2018 r. do 30 września 2019 r. w Muzeum Bursztynu będzie można zobaczyć około 100 żywic kopalnych pochodzących ze wszystkich kontynentów świata. „Bursztyny” różni wiele, np. wiek, czy kolor, ale łączy wspólne, roślinne pochodzenie. Mało kto wie, że bursztyny możemy znaleźć niemal na całym świecie. Na Ziemi występuje co najmniej kilkaset różnych żywic kopalnych określonych mianem „bursztynu”. Tym terminem można umownie nazwać skamieniałe żywice starsze niż milion lat, ale każdy rodzaj żywicy kopalnej powstawał w innych warunkach geologicznych i klimatycznych, a także innym środowisku – lądowym bądź morskim. Zróżnicowanie żywic kopalnych zależy też od gatunku drzewa macierzystego. O niemalże wszystkich tajemnicach bursztynów dowiemy się z wystawy „Bursztyny świata, wystawa żywic kopalnych ze zbiorów PAN Muzeum Ziemi w Warszawie oraz Janusza Fudali - Ambersafari i Douga Lundberga – Ambericawest”. Największy okaz waży ponad 70 kg Wystawa prezentuje także kopale, młode żywice powstałe mniej niż milion lat temu, w tym 50 kilogramowy okaz żywicy kauri z Nowej Zelandii. – Znamy żywice triasowe, jurajskie, kredowe, i nam najbliższe – paleogeńskie, sprzed co najmniej 40 milionów lat. Większość z tych żywic jest prezentowana na wystawie. Na ekspozycji pokazujemy również największą na świecie bryłę glesytu z Sumarty, ważącą ponad 70 kg, aspirującą do zaszczytu wpisania do Ksiegi Rekordów Guinnessa. Na szczególną uwagę zasługuje bryła bursztynu meksykańskiego z Chiapas o masie 8 kg – mówi Bartłomiej Kentzer z Muzeum Gdańska, kurator wystawy w Muzeum Bursztynu. 15.11.2018 / fot. Anna Rezulak / KFP
Wmurowaniem kamienia węgielnego pod budowę wiaduktu w ciągu ulicy Kontenerowej rozpoczął się kolejny etap jednej z największych inwestycji drogowo-kolejowych na obszarze gdańskiego portu zewnętrznego. Przedsięwzięcie obejmujące 6 kilometrów torów i 10 kilometrów dróg (łącznie aż 12 zadań) to jeden z trzech projektów infrastrukturalnych Zarządu Morskiego Portu Gdańsk S.A., które przed dwoma laty zyskały dofinansowanie unijne z programu „Łącząc Europę”. Dzięki inwestycjom stanowiącym dopełnienie układu drogowo-kolejowego zrealizowanego przez Gminę Miasta Gdańsk (Trasa Słowackiego i Trasa Sucharskiego), Główną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad (obwodnica południowa i autostrada A1) oraz PKP PLK (linia kolejowa nr 226) znacząco poprawi się dostępność transportowa nabrzeży zlokalizowanych w głębokowodnej części portu. – Przeładunki rosną coraz szybciej, nasi kontrahenci się rozwijają i rozbudowują, dlatego musimy zapewnić drogi oraz tory, które ułatwią sprawny transport towarów. Ten projekt wypełni ogromną lukę w portowej infrastrukturze i z pewnością przyczyni się do tego, że Port Gdańsk znajdzie się w czołówce portów europejskich – mówi Łukasz Greinke, prezes ZMPG.
Projekt „Rozbudowa i modernizacja sieci drogowej i kolejowej w Porcie Zewnętrznym w Gdańsku” to przedsięwzięcie o wartości ok. 176 mln złotych. 85 proc. stanowi dofinansowanie z Unii Europejskiej. Głównym wykonawcą jest konsorcjum firm NDI. Realizacja tej części programu inwestycyjnego potrwa do końca 2020 roku. Przewiduje ona m.in. budowę dwóch wiaduktów drogowych w ciągu ulicy Kontenerowej (na wysokości centrum logistycznego produktów mrożonych Pago) oraz nowo projektowanej ulicy Nowej Portowej, która przebiegać będzie równolegle do Trasy Sucharskiego. Oba wiadukty umożliwiać będą bezkolizyjny ruch drogowy i kolejowy do terminalu kontenerowego DCT oraz w kierunku pozostałych terminali głębokowodnych zlokalizowanych w tej części portu. Obecnie kolejowe ciągi komunikacyjne znajdują się w świetle drogi, co istotnie ogranicza ruch na obu szlakach. Zmieni się też Kontenerowa, która będzie ulicą dwujezdniową (po dwa pasy ruchu w każdym kierunku). Ponadto modernizacji poddane zostaną wiadukt drogowy w ciągu ulicy Portowej doprowadzający ruch samochodowy do terminalu masowego spółki Port Północny, terminalu naftowego PERN i pirsu LPG oraz wiadukt w ciągu ulicy Kapitana Witolda Poinca umożliwiający ruch w kierunku terminalu paliw płynnych. Po przebudowie nośność każdego z ich wzrośnie z 30 do 50 ton. Przy okazji przebudowane zostaną obie ulice. Przepustowość wszystkich dróg objętych przedsięwzięciem wynosić będzie co najmniej 330 sześcioosiowych samochodów 40-tonowych na jeden pas drogi na dobę. Poprawi się również jakość i przepustowości dróg kolejowych. Inwestycja obejmuje m.in. przebudowę torów prowadzących do terminalu kontenerowego, terminalu masowego spółki Port Północny oraz terminalu typu agro spółki OT Logistics. 15.11.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Smutna dla kibiców sportu wiadomość dotarła z Ukrainy. W tragicznym w skutkach wypadku samochodowym zginął wielokrotny mistrz świata zawodowców w armwrestlingu, 33 letni Andriej Pushkar (Ukraina). Do wypadku doszło w drodze na lotnisko, z którego Andriej Pushkar miał wylecieć samolotem do Gdańska, by wziąć udział w rozpoczynającym się jutro w Rumi Pucharze Świata - ZŁOTY TUR. O życie walczy ciężko ranny w wypadku inny ukraiński zawodnik armwrestlingu Oleg Zhokh, także miał wziąć udział w XVIII edycji Złotego Tura w Rumi. Wypadku nie przeżył również jego ojciec. 15.11.2018 / fot. Andrzej J. Gojke / KFP
"Powodzenia Polsko!" takie życzenia swojej ojczyźnie złożyli sędziowie z Pomorza. Zapozowali też do wspólnego zdjęcia na schodach przed wejściem do Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe i Sądu Okręgowego, a wcześniej podpisali się na ogromnym czerwonym sercu. 14.11.2018 Fot. Maciej Kosycarz / KFP
W wieku 90 lat zmarła piosenkarka Regina Bielska. Występowała w Polskim Radiu. Była solistką zespołu Albatros. Śpiewała też na statku MS Batory. Regina Bielska była znana z takich piosenek, jak "Szeptem", "Żyje się raz", "Pięciu chłopców z Albatrosa", "Liliowy wrzos" "Czarny Orfeusz" i "Samotny dom". 14.11.2018 / fot. KFP
  • aktualnych propozycji: 11320
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2018 KFP