logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 13195
Centralne Biuro Antykorupcyjne zarzuca Gminie Miasta Gdańska, że zgadzając się na wydłużenie budowy tunelu drogowego pod Martwą Wisłą i nie nakładając na wykonawcę kar umownych, spowodowała uszczerbek w budżecie miasta wysokości 88 mln złotych. Władze Gdańska odrzucają ustalenia kontrolerów CBA, wskazując na brak profesjonalizmu tej instytucji. Według przedstawicieli samorządu i prawników, zawarte w protokole zarzuty CBA są bezpodstawne i dowodzą braku kompetencji do oceny złożonych procesów inwestycyjnych. Proces budowy był objęty Tarczą Antykorupcyjną ABW i wielokrotnie kontrolowany przez różne instytucje. Żadna z nich nie zgłosiła zastrzeżeń. Wyjątkiem było CBA, którego stalenia z pierwszej kontroli prokuratura odrzuciła w całości.
– Zarzuty, że powinniśmy domagać się odszkodowania od hiszpańskiej firmy za opóźnienia, które były przedyskutowane w szerokim gronie, o których mówiło się wszystko z zachowaniem pełnej transparentności, oceniam jako bezpodstawne – mówi Alan Aleksandrowicz, zastępca prezydenta Gdańska ds. Inwestycji. – Gdybyśmy działali tak, jak czytamy we wnioskach pokontrolnych, gdańszczanie do tej pory nie mieliby tunelu, a miasto musiałoby zwrócić ponad 1,2 miliarda złotych do unijnej kasy. Niewykonanie któregoś z odcinków całej Trasy Słowackiego oznaczałoby brak dofinansowania ze środków UE – dodaje wiceprezydent Aleksandrowicz.
Priorytetem podczas prac budowlanych było bezpieczeństwo ludzi oraz minimalizacja ryzyk awarii. Podejście to uzasadniała niezwykle skomplikowana i zróżnicowana charakterystyka gruntu w rejonie budowy oraz doświadczenia z budowy drugiej linii warszawskiego metra, gdzie w 2012 masy ziemi osunęły się spod tunelu kopanego pod Wisłą, a efekcie zamknięto tunel pod Wisłostradą dla kierowców i zaistniały poważne zakłócenia ruchu drogowego na blisko rok. – Na każdej budowie, szczególnie tak skomplikowanej, są przeszkody, których wcześniej nie można było zaplanować – komentuje Andrzej Bojanowski, ówczesny zastępca prezydenta Gdańska odpowiedzialny za realizację projektu. – W trakcie budowy tunelu wystąpiła na przykład konieczność ręcznego odkuwania głazów narzutowych, a podczas drążenia jednego z tuneli poprzecznych nastąpiło wylanie żwiru jednofrakcyjnego. Pośpiech i presja w takich warunkach byłyby skrajnie nieodpowiedzialne. Trudno tu winić kogokolwiek. Pamiętajmy, że była to pierwsza inwestycja tego typu w Polsce – mówi były wiceprezydent miasta. Szokujące dla władz Gdańska są zarzuty dotyczące poprawy bezpieczeństwa pożarowego w tunelu. – Zarzuca się nam, że pozwoliliśmy na przedłużenie inwestycji o 32 tygodnie w związku z koniecznością wykonania dodatkowej ochrony przeciwpożarowej w kanałach technicznych i przejściach poprzecznych. Jeżeli straż pożarna dochodzi do wniosku, że warto przemodelować pewne założenia, to nie ma dla nas większej wartości niż życie i zdrowie ludzi, naszych mieszkańców i wszystkich użytkowników tunelu. Podkreślmy, zarzucają nam zwiększenie bezpieczeństwa pożarowego. Tymczasem pamiętamy np. pożar tunelu w Norwegii w 2013 roku – mówi Andrzej Bojanowski.
Umowa z Wykonawcą na budowę tunelu zawierała uznany na poziomie międzynarodowym i opracowany przez Międzynarodową Federację Inżynierów Konsultantów (Fédération Internationale Des Ingénieurs-Conseils, FIDIC) zestaw warunków kontraktowych. Przewidywały one, że spory między inwestorem a wykonawcą są rozstrzygane przez Komisję Rozjemstwa w Sporach (KRS). Zaangażowana w realizację kontraktu na budowę tunelu KRS składała się z prawników i inżynierów o wielkim doświadczeniu i autorytecie, a ich oceny obiektywnie rozstrzygały o zasadności roszczeń i w przypadku ich akceptacji zobowiązywać strony do ich stosowania. Napotkane w trakcie robót wyzwania, wynikające z trudnej sytuacji geologicznej i rygorystycznej polityki bezpieczeństwa, przełożyły się na konieczność zmian w projekcie, szczególnie w jego harmonogramie. Zmiany te, ujęte w aneksach do umowy, wynikały z rozstrzygnięć Komisji Rozjemstwa. – Niepokojący jest fakt, że kontrolujący, świadomie lub nie, pominęli w swoich działaniach kluczowe wątki, w tym wyniki kontroli instytucji, które na dużych projektach budowlanych zjadły zęby i są ustawowo powołane do ich nadzoru – mówi Alan Aleksandrowicz. Wyniki kontroli CBA nie uwzględniły bowiem faktu, że Centrum Unijnych Projektów Transportowych kontrolowało i uznało za zasadne wydłużenie czasu na ukończenie budowy oraz uznało zawarte w tym celu aneksy do umowy z wykonawcą za zgodne z prawem zamówień publicznych. W okresie od stycznia 2014 do lipca 2018 roku odbyło się łącznie 25 kontroli obejmujących budowę tunelu pod Martwą Wisłą oraz umowy z wykonawcami. Dziewiętnaście z nich dotyczyło umów i aneksów do tych umów zawieranych z wykonawcami. Przeprowadzone kontrole nie przyniosły zastrzeżeń czy zarzutów, wskazując na poprawnie przeprowadzony proces inwestycyjny. 18.09.2020 Fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Pętla tramwajowa w Brzeźnie była dziś rano miejscem uroczystości nadania imion trzem gdańskim tramwajom. Patronami kremowo-niebieskich wozów Alstom NGd99 o numerach bocznych 1001, 1003, 1004 zostali zasłużeni dla gdańskiej społeczności księża Bronisław Komorowski, Marian Górecki i Bruno Binnebesel. Polscy duchowni za przedwojenną działalność w środowisku gdańskiej Polonii ponieśli śmierć z rąk faszystów 22 marca 1940 roku w Stutthofie. Niemiecki ksiądz i teolog Bruno Binnebesel, proboszcz parafii św. Antoniego Padewskiego w Gdańsku-Brzeźnie (1939-43), już przed wojną znany był jako przeciwnik hitleryzmu. Aresztowany przez Gestapo i skazany przez Trybunał Ludowy w Berlinie za „osłabianie ducha obrony narodu niemieckiego” został ścięty 13 listopada 1944 roku.
W uroczystości nadania imion tramwajom w barwach z czasów Wolnego Miasta Gdańska udział wzięli m.in. wiceprezydent miast Piotr Grzelak, biskup pomocniczy gdański Zbigniew Zieliński, kierownik Działu Naukowego Muzeum Stutthof Marcin Owsiński, przedstawiciele rodziny księdza Binnebesela oraz proboszczowie gdańskich parafii, w których posługę pełnili zamordowani księża. - Cieszę, że do księdza Franciszka Rogaczewskiego, którego imię nadaliśmy tramwajowi kilka lat temu, dołączają dwaj błogosławieni księża katoliccy z Polski, czyli ksiądz Marian Górecki i ksiądz Bronisław Komorowski. Bardzo często podczas uroczystości przy Victoriaschule 1 września mówimy o bohaterstwie Polaków w Wolnym Mieście Gdańsku, że to było codzienne bohaterstwo i walka o polskość w tym trudnym otoczeniu, nie będę do tej historii wracał. Chciałbym zwrócić uwagę, że nadajemy dziś kolejnemu tramwajowi imię księdza Bruno Binnebesela, niemieckiego proboszcza parafii w Brzeźnie w latach 1939-1943. To jest pewnego rodzaju symbol historii Gdańska. Być może dziś w różnych miejscach usłyszymy pytania: Dlaczego w świeckim mieście nadaje się imiona księży? Dlaczego w polskim mieście nadje się imię Niemca? Cieszę się z tego, że w przestrzeni Gdańska wraz z pasażerami tych tramwajów, będą krążyły nazwiska symbole osób, które stały na czele swoich wspólnot, które w bardzo trudnym czasie opowiadały się po stronie wartości. Niech ich postawy będą dla nas przykładem - mówił wiceprezydent miasta Piotr Grzelak. 18.09.2020 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Nowi lokatorzy mieszkań wybudowanych przez Gdańskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego przy ulicach Niecałej 10 i Michny 8 w Letnicy odebrali dziś klucze z rąk prezydent miasta Aleksandry Dulkiewicz i wiceprezydenta Piotra Grzelaka. W budynkach zamieszka 19 rodzin. To pierwsza na Pomorzu inwestycja, i jedna z niewielu w kraju, która zyskała jednoczesne wsparcie aż trzech programów rządowych.
– Jesteśmy w Letnicy, miejscu, które jak w soczewce skupia zmiany w naszym mieście. W miejscu, które przeszło wielką metamorfozę. Oczywiście początek dała budowa stadionu, tunel pod Martwą Wisłą i Międzynarodowe Targi Gdańskie, ale po tej stronie ulicy Uczniowskiej było to coś bardzo, bardzo świadomego. Stwierdziliśmy, że chcemy wspierać także budownictwo mieszkaniowe i robimy to właśnie za pomocą naszych spółek i Gdańskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego. Bo bez mieszkańców ta dzielnica żyjąca tylko stadionem czy MTG nie miałaby swojego ducha. Dziś rzeczywiście symbolicznie, czterem osobom wręczamy klucze i cieszymy się bardzo, bo wiemy, że dla wielu z was to mieszkanie było najważniejszą potrzebą – mówiła podczas uroczystości prezydent Dulkiewicz.
Mieszkania w obu budynkach są wykończone w standardzie „pod klucz”. W łazienkach pełna armatura sanitarna, glazura na ścianach i terakota na posadzkach, w kuchniach kuchenki elektryczne z płytą ceramiczną i zlewozmywak na szafce, na posadzkach wykładziny dywanowe i PCV oraz drzwi wewnętrzne do wszystkich pomieszczeń. W każdym lokalu zostało wyodrębnione pomieszczenie gospodarcze.
– Cały czas pracujemy, by systematycznie poprawiać i uzupełniać ofertę mieszkaniową miasta. Jest po stronie Gdańska determinacja, by powstawały nowe mieszkania. Nieustannie szukamy takiej inżynierii finansowej i takich mechanizmów finansowych, które będą nam pomagały wspierać gdańskie rodziny w uzyskaniu własnego mieszkania. Budynki GTBS powstały przy wsparciu z trzech różnych programów. Jest to też ważny element  naszego programu wyborczego, który z determinacją chcemy realizować – podkreślał Piotr Grzelak, zastępca prezydent Gdańska.
Inwestycja GTBS uzyskała dofinansowanie preferencyjnym kredytem w ramach wsparcia społecznego budownictwa czynszowego w wysokości 1 627 184 zł. Gmina Miasta Gdańska uzyskała także bezzwrotne wsparcie z Funduszu Dopłat w ramach finansowego wsparcia tworzenia lokali mieszkalnych na wynajem w wysokości 1 212 380 zł. Lokatorzy mogą ubiegać się o dopłaty do czynszu w ramach pomocy państwa w ponoszeniu wydatków mieszkaniowych w pierwszych latach najmu mieszkania. To program Mieszkanie na Start. Możliwość ubiegania się o tę formę wsparcia mieli wszyscy mieszkańcy spełniający określone w przepisach wymogi natury finansowej i materialnej. Do urzędu wpłynęły 153 wnioski. 77 spośród nich pozytywnie przeszło weryfikację. Z tej grupy wnioskodawców zostało wybranych 19 rodzin, które otrzymały największą liczbę punktów. Spośród nich jedynie dwie rodziny nie ubiegały się dotychczas o pomoc mieszkaniową. Najdłużej oczekująca w kolejce osoba złożyła wniosek o mieszkanie do Urzędu Miejskiego w 2010 roku. 17.09.2020 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
W 81. rocznicę agresji sowieckiej na Polskę gdańszczanie obchodzili Dzień Sybiraka. Uroczystości przy pomniku Golgoty Wschodu na cmentarzu Łostowickim odbyły się z udziałem prezydent miasta Aleksandry Dulkiewicz, przewodniczącej Rady Miasta Agnieszki Owczarczak, prezesa Oddziału Wojewódzkiego Związku Sybiraków w Gdańsku Kordiana Borejko, przedstawicieli Stowarzyszenia Rodziny Katyńskiej w Gdańsku, żołnierzy 7 Pomorskiej Brygady Obrony Terytorialnej oraz młodzieży z VII Liceum im. Józefa Wybickiego i Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 7 w Gdańsku, która wystąpiła z programem poetyckim. Modlitwę w intencji poległych i pomordowanych na Wschodzie Polaków odprawił kapelan Koła Gdańskiego Związku Sybiraków ks. Kanonik Henryk Kilaczyński. Następnie odbył się apel pamięci. Hymny – państwowy i sybiracki – odegrała Orkiestra Morskiego Oddziału Straży Granicznej. 17.09.2020 / fot. Paweł Marcinko / KFP
Aż sześć wozów strażackich pojawiło się dziś przed południem przy Targu Węglowym. Powodem był pożar w Teatrze Wybrzeże. Strażacy przyjęli zgłoszenie o godzinie 10.59. – Paliły się kanały wentylacyjne na poziomie piwnic, w których prowadzono prace remontowe. Reakcja systemu sygnalizacji pożaru i ochrony była dosyć szybka, dzięki czemu udało nam się zapanować nad sytuacją w krótkim czasie. Pożar został opanowany po 15 minutach. Trwają działa związane ze sprawdzaniem i wietrzeniem pomieszczeń. Na miejscu są policjanci, którzy ustalają przyczyny pożaru – informuje nas mł. brygad. Jacek Jakóbczyk z Komendy Miejskiej PSP w Gdańsku. 17.09.2020 / fot. Daniel Słoboda / KFP
W Operze Bałtyckiej trwają próby do spektaklu „Fidelio”. Premiera 3 października. Od trzech dni w sali koncertowej słychać jednak nie tylko muzykę jedynej opery Beethovena. Popołudniami ze sceny dobiegają brzmienia eksperymentalne, nie mające wprawdzie nic wspólnego z „Fideliem”, ale także związane z premierą – płytową, przewidywaną na grudzień 2020 roku. Tytuł winylu nie jest jeszcze znany. Z pewnością na okładce albumu znajdą się nazwiska trojga gdańskich artystów: JACASZEK/PODPORA/KOHYT. – Pomysłodawcą tego projektu jest Michał Jacaszek, który postanowił zrobić coś innego, niż robi na co dzień, czyli nie muzykę ilustracyjną, nie ambient. Chciał wejść troszeczkę w buty muzyka eksperymentalnego, improwizatora, co zresztą bardzo fajnie mu wyszło. Pierwsze nagrania za nami. Michał przygotował elektronikę, taką bardziej połamaną i bardziej poszarpaną w pojedynczych dźwiękach, ale zadbał też o długie tła, wykorzystując swoje archiwalne nagrania z wnętrz gdańskich kościołów. One stanowiły dla nas punkt wyjściowy – opowiada nam Max Kohyt, który wspólnie z Katarzyną Podporą na początku pandemii uraczył fanów muzyki eksperymentalnej albumem „Nights Are Numbered” wydanym przez firmę Bocian Records. Do tej samej wytwórni, związanej z muzyką improwizowaną, muzyką współczesną i jazzem, trafi materiał nagrywany obecnie przez troje muzyków w Operze Bałtyckiej. Towarzyszące ich pracy instrumentarium jest bardzo szerokie i specyficzne. Usłyszymy i fortepian preparowany, nawiązujący do muzyki współczesnej ubiegłego stulecia, i kontrabas preparowany, i cytry, które wykorzystywane są zupełnie inaczej, aniżeli wynika to z ich przeznaczania. – Korzystamy także z małych obiektów wydających różne dziwne dźwięki. Słuchając ich, trudno dociec, co to jest. A są to np. kości zwierząt, piłeczka pingpongowa czy misy tybetańskie. Gram także na taśmie magnetofonowej, przesuwając ją na głowicy i zmieniając obroty, tak, jak robiło się to w latach 60. i 70. w Studiu Eksperymentalnym Polskiego Radia – mówi Max Kohyt, kompozytor, muzyk związany ze sceną eksperymentalną, jazową, operową i teatralną. Na płycie znajdą się dwa dłuższe utwory, z których każdy będzie miał delikatne przerwy i rozpoznawalne części. Tak wyszło muzykom z grania. A efekt? – Trzeba usiąść i posłuchać tego na spokojnie, nie zajmując się niczym innym. To wymaga skupienia nad tym, co się słyszy i zagłębienia w pojedyncze dźwięki, które tak naprawdę mają znaczenie i nie są przypadkowe, choć mogłoby się wydawać, że to jest jakiś chaos. Z tego pozornego chaosu cały czas coś wypływa i przekształca się, a na końcu zawsze jest jakieś rozwiązanie, czasem oczywiste, a niekiedy nieoczywiste – dodaje Max Kohyt. 16.09.2020 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Debata pt.: Koronawirus oczami ekspertów zorganizowana, której organizatorem byli Pracodawcy Pomorza. 15.09.2020 fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Halina Winiarska-Kiszkis i Jerzy Kiszkis są jednymi z najbardziej znanych mieszkańców Gdańska. Gdańszczanie z wyboru, aktorzy z powołania. Od ponad pół wieku zaangażowani w kulturalne, społeczne i obywatelskie życie miasta. Aktorskie małżeństwo odebrało dziś z rąk przewodniczącej Rady Miasta Agnieszki Owczarczak i prezydent Aleksandry Dulkiewicz tytuły Honorowych Obywateli Gdańska. Podczas uroczystej sesji gdańskich rajców w Dworze Artusa laudację na cześć laureatów wygłosiła pisarka i dziennikarka Barbara Szczepuła-Ponikowska. W pięknych słowach zwracał się do bohaterów i uczestników dzisiejszego wydarzenia także dominikanin ojciec Ludwik Wiśniewski, wieloletni przyjaciel Kiszkisów, który tak jak oni zapisał się w naszej pamięci jako niestrudzony działacz opozycji demokratycznej. – Halina i Jurek są uosobieniem tego, co jest najpiękniejsze, najprawdziwsze i najgodniejsze w Gdańsku. Ogromnie się cieszę, że mogę to wyrazić publicznie i że wszyscy to dziś publicznie wyrażamy i dziękujemy. Wysoka Rado, niczego lepszego nie mogliście uczynić, jak obdarować tych dwoje honorem obywatelstwa miasta Gdańska – dziękował gdańskim radnym ociec Ludwik Wiśniewski. Prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz, że w biografiach laureatów bardzo silnie zapisały się Sierpień ’80 i Solidarność. Halina Winiarska-Kiszkis i Jerzy Kiszkis już w latach 70. prowadzili działalność opozycyjną, uczestnicząc w akcjach pomocy robotnikom. Podczas strajków sierpniowych byli w grupie aktorów Teatru Wybrzeże, którzy wspierali strajkujących stoczniowców, występując przed nimi w słynnej Sali BHP z utworami Mickiewicza, Słowackiego, Wyspiańskiego, Norwida, Baczyńskiego, Tuwima i Miłosza. Za działalność w Solidarności w stanie wojennym zostali internowani. – Gdyby nie ludzie tacy jak wy, którzy zawierzyli sile idei, to losy naszego kraju mogłyby potoczyć się zupełnie inaczej. To powód do wdzięczności, którą wyrażam dziś w imieniu wszystkich gdańszczanek i gdańszczan - powiedziała prezydent Aleksandra Dulkiewicz. – Dziękujemy bardzo za ten niezwykły zaszczyt, jaki nas dzisiaj spotyka. Przyjmujemy ten tytuł z wielką pokorą, ale nosić go będziemy z dumą, która nie pozwoli nam zapomnieć o herbertowskiej przestrodze Pana Cogito: „Strzeż się jednak dumy niepotrzebnej (...). Powtarzaj: zostałem powołany – czyż nie było lepszych”. Byli. Przypominać nam będą o tym głosy radnych, którzy głosowali przeciw. Za to chce im podziękować – to bardzo ważne, abyśmy nie nabrali zbyt wysokiego mniemania o sobie – dziękował radnym w imieniu obojga laureatów Jerzy Kiszkis. Dziękował też Bogu za Gdańsk, za to, że wspólnie z żoną wiele lat tamu zobaczyli w nim swoje miasto, i za to, że było ono dla nich nie tylko miastem wolności i solidarności, ale także miastem dojrzewania. 14.09.2020 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Sopot ma od dzisiaj dwa nowe fotopomniki. Wielkoformatowe zdjęcia autorstwa Macieja i Zbigniewa Kosycarzy ozdobiły falochron sopockiej mariny. Oba są czarno-białe, oba powstały na deskach słynnego mola. Na fotografii wykonanej przez Maćka we wrześniu 1995 roku maszeruje sześciu marynarzy odwróconych plecami do autora. Jeden z nich ogląda się za siebie... Zdjęcie zrobione przez jego tatę 35 lat wcześniej przedstawia pracowników zieleni miejskiej ustawiających na pomoście ławki. W tle widać Grand Hotel. Fotopomniki odsłonili w niedzielę prezydent Sopotu Jacek Karnowski i żona Maćka Kosycarza Hania, której towarzyszyła córka Kinga. Niedługo po zakończeniu uroczystości w klubokawiarni Dwie Zmiany przy Monciaku miało miejsce spotkanie wspomnieniowe poświęcone Maciejowi Kosycarzowi. Poprowadził je przyjaciel Maćka, historyk i pisarz Mieczysław Abramowicz (autor wstępów do albumów z serii „Fot. Kosycarz”), którego wspierał muzyk i dziennikarz Radia Gdańsk Tomasz Olszewski.
Mistrzowska seria sopockich fotopomników trwa. Zapoczątkowana dwa lata temu przy okazji 4. Festiwalu Fotografii W Ramach Sopotu „Słonikiem” Tadeusza Rolkego wyeksponowanym na ścianie budynku Państwowej Galerii Sztuki i wzbogacona w kolejnym roku wielkoformatowym zdjęciem słynnego Czesia Parasolnika uchwyconego w obiektywie przez Chrisa Niedenthala (budynek klubu SPATiF), dziś znalazła kontynuację – jak podkreśla prezydent miasta Jacek Karnowski – na samym początku Sopotu. – Miejsce jest specjalne, dlatego że tutaj przychodzi każdy, kto odwiedza Sopot, a każdy sopocianin bywa tu przynajmniej raz w roku. Żeglarze tacy jak ja nawet częściej. Każdy będzie mógł na początku Sopotu – bo marina jest jego początkiem – obejrzeć niezwykłe zdjęcia – podkreślał prezydent miasta. – Dla mnie są najlepszą powojenną historią Trójmiasta i Pomorza. Zawsze wypominałem Maćkowi, że tych zdjęć o Sopocie jest za mało. Byłem bardzo zazdrosny o Gdańsk. Zawsze mówiłem, że może lepiej by było, gdyby Zbyszek został w Sopocie [Zbigniew Kosycarz przyjechał nad morze w w 1945 roku i zamieszkał w kamienicy przy ul. Stalina, dzisiejszej al. Niepodległości – przyp. red.], wtedy zapewne bardziej by to miasto dokumentował (...) Albumy „Niezwykłe zwykłe zdjęcia” wydawane przez Maćka były szczególnie ważne dla tych, którzy stąd wyjechali. Przypominali sobie lata dzieciństwa, potem następne i następne, oglądając zdjęcia i czytając dobre teksty. Jesteśmy spragnieni tych albumów – dodawał Jacek Karnowski.
Zanim ujrzeliśmy sopockie fotopomniki nr 3. i 4., głos zabrała Hanna Kosycarz, żona Maćka. – Jestem zaszczycona tym, że twórczość Maćka i twórczość Zbyszka doczekały się fotopomnika, tym bardziej, że dzieje się to w Sopocie, który zawsze był dla nich bliskim miastem. Mój teść mieszkał tutaj po wojnie, fotografował miasto, potem głównie Operę Leśną. Maciek również bardzo często tu bywał i swoimi zdjęciami dokumentował historię kurortu. Wydał album „Niezwykłe zwykłe zdjęcia Sopotu” (…) Dla mnie zdjęcia Maćka i Zbyszka zawsze były najlepsze i najfantastyczniejsze, ale wiadomo, że to jest moje, subiektywne zdanie. Mam nadzieję, że większość państwa również doceni fakt, że ten fotopomnik tutaj będzie. Dziękuję wszystkim, dziękuję Sopotowi, że nie zapomina i o Maćku, i o Zbyszku – mówiła Hania Kosycarz. Trwa pamięć o najpopularniejszych w powojennej historii trójmiejskich fotoreporterach, ale trwa również 6. Festiwalu Fotografii W Ramach Sopotu (4-20 września). Dzisiejsze wydarzenie na deskach mola i mariny było jego częścią. 13.09.2020 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Miroca Paris to pochodzący z Wysp Zielonego Przylądka gitarzysta, perkusista, kompozytor i piosenkarz, który przez 11 lat grał z Cesarią Evorą. Gy zabrakło mistrzyni, objechał cały świat wielokrotnie, w tym także siestowe festiwale i koncerty z Sarą Tavares, Nancy Vieirą czy słynnym wujem Tito Parisem. Zagrał na setkach płyt, nim zdecydował się wydać własną, „D’Alma”. Nie porzucając perkusji sięgnął też, jak w dzieciństwie na wyspach, po gitarę – swój pierwszy instrument. Zaczął pisać i śpiewać piosenki. I tu nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji: usłyszała go Madonna. Zachwycona energią Miroki zaprosiła go do swoich nagrań a potem na trasę koncertową po wszystkich kontynentach. Nie tylko wsparł zespół megagwiazdy, ale też z własnym projektem przez osiem miesięcy otwierał jej koncerty. W niedzielny wieczór Miroca zagrał w klubie Parlament na koniec wrześniowej odsłony jubileuszowego Gdańsk Lotos Siesta Festivalu. Jego koncert rozpoczął się tuż po gali „Tribute to Cesaria Evora” goszczącej na głównej scenie w Filharmonii. 13.09.2020 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
  • aktualnych propozycji: 13195
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2020 KFP