logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 11567
Najsłynniejsze handlowe ulice świata przeciągają szyldami ekskluzywnych butików, galerii dzieł sztuki czy znanych domów towarowych, w Gdańsku-Nowym Porcie jest ulica, której znakiem rozpoznawalnym stają się sklepy społeczne. Otrzymamy tutaj towary pochodzące od darczyńców. Te nietypowe przybytki Merkurego mają więcej zalet.
Pod koniec ubiegłego roku przy ul. Wolności 11 ruszył sklep charytatywny „Z dobrej ręki” prowadzony przez Gdańską Spółdzielnię Socjalną. Punkt specjalizuje się w szeroko pojętych artykułach wyposażenia wnętrz, a pracę w nim znalazły osoby bez szans na zatrudnienie na otwartym rynku. To dla nich sposób na aktywizację zawodową, dla klientów zaś możliwość zrobienia fajnych zakupów w atrakcyjnych cenach. – Oprócz tego, że mamy świadomość czynienia dobra, pomagając potrzebującym gdańszczanom, możemy nabyć tutaj naprawdę bardzo unikatowe rzeczy. Najchętniej kupowanymi artykułami są obecnie filiżanki z motywami kwiatowymi – szczególnie z lawendą i różą. Falami pojawia się zapotrzebowanie na maselniczki, dużym zainteresowaniem cieszą się też zabawnie zdobione kubki czy gadżety z serduszkami, które można podarować bliskiej osobie. W dziale książkowym poszukiwane są książki dla dzieci, kryminały i romanse – opowiada nam Katarzyna Littwin, prezes zarządu Gdańskiej Spółdzielni Socjalnej.
Klientami sklepu charytatywnego są głównie mieszkańcy Nowego Portu. Stale ich przybywa. – Z dużym zainteresowaniem, ale też zrozumieniem podeszli do naszej idei. Dzisiaj mamy już nie tylko asortyment pozyskiwany od darczyńców, ale też staramy się sprowadzać nowe towary, a to właśnie w odpowiedzi na potrzeby klientów. Szukają u nas czegoś fajnego na prezenty. Założyliśmy sobie, że sklep musi działać co najmniej przez rok, żebyśmy mogli przekonać się, czy ta działalność ma sens. Wielu rzeczy się uczymy. Inicjatywa „Z dobrej ręki” w przyszłości ma sama na siebie zarabiać i jeszcze dawać zyski na aktywizację zawodową. To już nam się udaje. Po tych pierwszych tygodniach działalności część wypracowanych środków przeznaczyliśmy na szkolenia dla opiekunów środowiskowych. Udział w 120-godzinnych zajęciach wzięło 38 osób, większość z nich otrzymała już oferty pracy. W sklepie rotacyjnie pracuje obecnie 2-3 naszych podopiecznych, w najbliższym czasie będzie zmiana obsady, chcemy pozyskiwać środki na szkolenia, mamy też nadzieję, że będziemy zmieniać ulicę Wolności. Mamy ambicje i spotkaliśmy się pozytywnym oddźwiękiem – cieszy się prezes Katarzyna Littwin. Sklep „Z dobrej ręki” otwarty jest codziennie od poniedziałku do piątku w godzinach 10-18. Darczyńców spółdzielnia zaprasza także do swojej siedziby na ul. Solec 4. – Zbliża się czas wiosennych porządków. Nie wyrzucajmy rzeczy, które z jakichś powodów przestały nas cieszyć. Można je przynieść do nas. Jeśli ktoś ma ich bardzo dużo, jesteśmy w stanie je odebrać – zachęca prezes Gdańskiej Spółdzielni Socjalnej. Od 1 lutego sklep społeczny z towarami pochodzącymi od darczyńców – wyłącznie spożywczymi – prowadzi działalność także przy ul. Wolności 52. Nie codziennie, trzy razy w tygodniu, po trzy godziny dziennie. Tu się pomaga klientom. Potrzebujący gdańszczanie otrzymują bezpłatnie w Nowym Porcie produkty żywnościowe z krótkimi terminami ważności pochodzące z sieci handlowych. Na półkach i w lodówkach znajdziemy mięso, wędliny, ryby, nabiał, owoce i warzywa oraz wyroby garmażeryjne. Cen nie ma, ale są punkty (o tym za chwilę). Sklep prowadzi Bank Żywności w Trójmieście – organizacja pozarządowa, która zajmuje się pozyskiwaniem i dystrybucją produktów do lokalnych organizacji dobroczynnych i placówek pomocy społecznej oraz zapobiega marnowaniu jedzenia. Pilotażowy w Gdańsku program został zlecony przez Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie. Gmina Gdańsk użyczyła stowarzyszeniu lokalu i pokrywa część środków funkcjonowania sklepu. Korzystać mogą z niego wyłącznie osoby potrzebujące pomocy, skierowane tutaj przez MOPR. Ostatnia godzina pracy placówki jest także dla tych mieszkańców, którzy nie mają bonu wystawionego przez ośrodek. Wsparcie mogą otrzymać trzykrotnie, wypełniając uprzednio formularz stosownego oświadczenia, po czym informowani są o możliwości skorzystania z instytucjonalnej drogi pomocowej. Każdemu klientowi przysługuje miesięczny limit 200 punktów. Najwyżej punktowane w sklepie są mięso i słodycze, najmniej „oczek” kosztują owoce i warzywa.
– Na początku wszyscy rzucili się na te najdroższe produkty – mięso, ryby. Mniejsze zainteresowanie wzbudzały warzywa, aczkolwiek widzimy już pierwsze zmiany w świadomości klientów. Zaczynają podchodzić do tego w taki sposób, że faktycznie ta żywność zawsze tu jest. Początkowo myśleli zapewne, że może będzie tylko raz, że nie starczy dla wszystkich. Zaczyna się to normować. Niemal każdy już chyba wie, że wypychając jednorazowo siaty najdroższymi towarami, szybko wyczerpie 200-punktowy limit, a ta żywność powinna przecież wystarczyć na dłużej. A jeśli tego nie wie, to może skorzystać w sklepie z porady konsultanta. Nasza w tym rzecz, żeby przekonać klienta, że ta szynka w lodówce będzie zawsze i może nie warto brać trzech-czterech opakowań na raz, tylko dozować sobie przy kolejnych wizytach po jednym – mówi Michał Chabel, prezes stowarzyszenia Bank Żywności w Trójmieście.
To drugi taki punkt BŻ Trójmiasto. Pierwszy działa od ponad roku przy ul. Lotników Gdyni-Obłużu. Wsparł w tym czasie 10 tysięcy osób, przekazując im ok. 23 ton żywności. – W Gdańsku odwiedza nas około 50 osób dziennie. Każda zaopatruje się w 2,5 kilograma, więc trochę tego też już jest. Oba naszego punkty są wspierane przez 7-8 dużych sklepów. Mamy w portfelu już chyba wszystkie sieci z naszego terenu. Pojawia się też odzew małych producentów, którzy są gotowi wspierać naszą inicjatywę. To już nie jest tylko towar z krótkim terminem przydatności. Marki na razie pozostają w cieniu. To dopiero przed nami. Polska jest początku tej drogi. Myślę, że dojdziemy do takiego momentu, że sieci będą bardzo chciały się pokazywać i mówić: tak, to nasza sieć wspiera potrzebujących mieszkańców. Dorośniemy do tego, że to nie jest wstyd, że ktoś przekazuje taką krótkoterminową żywność – zapowiada prezes Banku Żywności w Trójmieście.
Sklep społeczny BŻ Trójmiasto przy ul. Wolności 11 otwarty jest w poniedziałki (w godz. 10-13), środy (13-16) i piątki (10-13). 18.02.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Kandydat środowisk katolickich na prezydenta Gdańska Marek Skiba poniedziałkowy wieczór spędził pracowicie w domu parafialnym przy kościele p.w. św. Stanisława B.M. w Gdańsku-Wrzeszczu. Miał tam prelekcję poświęconą szkodliwości przyjętego w połowie ubiegłego roku przez Radę Miasta Gdańska (głosami radnych PO) „Modelu na rzecz równego traktowania”. Kandydat stowarzyszenia Odpowiedzialny Gdańsk widzi w tym dokumencie „zagrożenia formalno-prawne dla podstawowych wartości moralnych, ochrony życia, rodziny oraz wychowania dzieci i młodzieży w Gdańsku”. Nie po raz pierwszy Skiba zarzuca władzom samorządowym, że przyjmując ów dokument, zrównały związki małżeńskie, sakramentalne, związki partnerskie i wszystkie inne relacje (nie mówiąc o tym, że one w każdej chwili mogą być rozwiązane). – My sprzeciwiamy się takiemu traktowaniu rodzin. Rodzina jest świętością, a relacja między rodzicami a dziećmi powinna tylko i wyłącznie być pod ich własną opieką. Urząd miasta ani żaden inny urzędnik nie ma prawa wkraczać w te relacje – przekonuje prezes stowarzyszenia Odpowiedzialny Gdańsk. Podczas spotkania we Wrzeszczu kandydat na prezydenta miasta zapowiedział wystąpienie z obywatelską inicjatywą uchwałodawczą w sprawie udziału dzieci w zajęciach dodatkowych wyłącznie zgodnych ze światopoglądem rodziców lub opiekunów prawnych. 18.02.2019 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Dzisiejsza mgła spowiła wieżowiec Olivia Star należący do kompleksu Olivia Business Centre w Gdańsku Oliwie. To obecnie najwyższy budynek w Trójmieście. 18.02.2019 / Fot. Maciej Kosycarz / KFP
Co roku to wielkie sportowe święto miasta przyciąga tłumy biegaczy. Niedzielny Bieg Urodzinowy Gdyni z PKO Bankiem Polskim wraz z rozegranymi dzień wcześniej biegami młodzieżowymi i marszami nordic liczył blisko 4 tysiące uczestników. W głównej konkurencji po raz trzeci z rzędu nie miał sobie równych Tomasz Grycko z Władysławowa, pokonując tym razem 10-kilometrowy dystans w 30 minut i 3 sekundy. Jako drugi linię mety minął Andrzej Rogiewicz ze Sztumu (30:11), a na najniższym stopniu podium stanął Emil Dobrowolski reprezentujący barwy LŁKS Łomża (30:47). – Na półmetku obawiałem się, że Andrzej mnie przejedzie, ale udało mi się utrzymać tempo i na szóstym kilometrze wyszedłem na prowadzenie. Biegliśmy niemal wspólnie, nie mogłem odskoczyć. Zrobiłem to na ostatnim kilometrze, choć do końca obawiałem się ataku. Jestem bardzo szczęśliwy – przyznał na mecie zwycięzca. Rywalizację pań zdominowała Andżelika Poślada-Dzięgiel (34:51) – menedżer ds. marketingu w Twardych Piernikach Toruń. Na podium Biegu Urodzinowego Gdyni po raz kolejny stanęła Ewelina Paprocka (36:16) reprezentująca GKS Tęcza Nowa Wieś Lęborska, tym razem na jego drugim stopniu, zaś oczko niżej uplasowała się warszawianka Natalia Mierzlikin (36:57). Zwycięzcami tradycyjnie już byli wszyscy, którym udało pokonać pełny dystans. Na mecie każdy uczestnik odbierał medal. Tegoroczne krążki przedstawiały maszyny i pojazdy obecne w życiu gdynian przez długie lata. Wszyscy, którzy przekroczyli metę mogli pochwalić się medalem upamiętniającym legendarny trolejbus Skoda 9TR. Swoje odwzorowanie pojazdu gdyńskiej komunikacji miejskiej otrzymali również najmłodsi biegacze. 17.02.2019 / fot. Anna Bobrowska / KFP
Wysoka jakość, dbałość o szczegóły i gustowna oprawa – wszystko, czym można oczarować gości, kiedy planuje się niekoniecznie tradycyjne ślub i wesele. Blisko 80 wystawców zaprezentowało swoje wyroby i usługi podczas VII Alternatywnych Targów Ślubnych w Starym Maneżu, a wśród nich m.in. projektanci sukien, floryści, cukiernicy, fotografowie, filmowcy, graficy, kreatorzy i dekoratorzy miejsc. Oczy pań przyciągała biżuteria, panowie z zaciekawieniem przyglądali się wyczynom mistrza fryzjerstwa. Nie mniejszym ich zainteresowaniem cieszyła się pracownia krawca i szewca męskiego. Dominowały tu marki niszowe i oryginalne pomysły, w końcu są to targi alternatywne. 17.02.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
Na Pomorzu rozpoczęła się najbardziej kontrowersyjna inwestycja gigant w tej dekadzie. Przy sprzeciwie samorządowców i ekologów, nie bacząc na toczące się postępowania przed Generalną Dyrekcją Ochrony Środowiska w sprawie odwołań od decyzji środowiskowej, władze centralne przekopują Mierzeję Wiślaną.
Na początek w ruch poszły piły. Od piątku pracownicy Państwowego Gospodarstwa Leśnego „Lasy Państwowe” – Nadleśnictwo Elbląg wycinają drzewa w pasie, którym ma przebiegać tor wodny dla statków płynących do portu Elbląg. Kanał łączący Zalew Wiślany z Zatoką Gdańską pozwoli im ominąć kontrolowaną przez Rosję Cieśninę Pilawską. Prace przy drodze wojewódzkiej łączącej Kąty Rybackie z Krynicą Morską toczą się 24 godziny na dobę. Teren zabezpieczają policjanci i strażnicy leśni. Wokół stanęło także ogrodzenie, są utrudnienia w ruchu. Na mierzei padnie ok. 50 tysięcy drzew. Do wyrębu przeznaczony został pas o szerokości 800 metrów i długości 1,5 km. Decyzji o wycince podjął wojewoda pomorski, nadając jej rygor natychmiastowej wykonalności, choć nie wyłoniono jeszcze wykonawcy przekopu, a Komisja Europejska przyglądająca się aspektom środowiskowym tej inwestycji apelowała o wstrzymanie się z pracami. – Szkoda Mierzei – komentuje najnowsze wydarzenia marszałek pomorski Mieczysław Struk. W kwietniu ubiegłego roku sztandarowy projekt morski Prawa i Sprawiedliwości spotkał się z negatywną opinią samorządu pomorskiego, który w rządowym projekcie nie dopatrzył się ekonomicznego uzasadnienia tej wielkiej i kosztownej inwestycji (ok. 900 mln zł). Lista wszystkich uwag, także tych dotyczących negatywnego oddziaływania na środowisko, zawiera około 70 pozycji. Ucierpią natura i mieszkańcy – czytamy w dokumencie. Zdaniem rządu, inwestycja przyniesie regionowi ożywienie gospodarcze. Przekop mierzei to sztandarowy pomysł Prawa i Sprawiedliwości, który pojawia się przy okazji każdych wyborów od 2006 roku. Pomysł narodził się w wyniku konfliktu z Rosją, która nieoczekiwanie wstrzymała ruch statków na Zalewie Wiślanym. Strona rosyjska zażądała wówczas podpisania umowy międzyrządowej, która uregulowałaby problem żeglugi przez Cieśninę Pilawską. PiS wybrało inną drogę. 16.02.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
– „Upiór w operze” jest do dzisiaj najdłużej granym musicalem na Broadwayu. To już ponad 14 tysięcy przedstawień. I cały czas jest grany. Depcze mu po piętach „Chicago”, a na trzecim miejscu jest już chyba „The Lion King”. Nie wiem, czy „Upiór” kiedykolwiek zejdzie z afisza , ale „Król Lew” na pewno nigdy nie zniknie, dlatego że jest to po pierwsze genialne przedstawienie, a po drugie, jego odbiorcami są dzieci. Będzie grany, grany, grany... I prawdopodobnie za jakiś czas będzie to musical wszech czasów. Dzisiaj jest to najdroższa licencja do zdobycia, tytuł, o którym wszyscy marzą. W Hamburgu – to chyba najbliższy „The Lion King” Warszawy – zbudowano specjalny teatr na wyspie, do którego statki dowożą publiczność. Od momentu powstania teatru grany jest tam tylko „Król Lew” – z pasją opowiada Daniel Wyszogrodzki, wybitny znawca gatunku. Tłumacz, autor i dziennikarz muzyczny był w piątkowy wieczór gościem Gdyńskiego Centrum Filmowego. Motyw przewodni spotkania z czytelnikami stanowiła jego najnowsza książka „Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018” (premiera: 14.11.2018). To zbiór napisanych z polotem tekstów o spektaklach i ich twórcach, w którym znajdziemy omówienia tak ważnych musicali jak „West Side Story”, „Hamilton”, „Jesus Christ Superstar”, „Hair”, „Metro” czy „Les Misérables”. Są tu opowieści o gigantach: George’u Gershwinie, Leonardzie Bernsteinie czy Andrew Lloydzie Webberze, nie brak także zakulisowych anegdot i ciekawostek o premierach, sukcesach, klapach, skandalach i namiętnościach. Wyszogrodzki opowiada o fenomenie musicalu z perspektywy bieżącej, odwołując się szeroko do stuletniej historii zjawiska i nie unika także kontekstu polskiego. Temat zna w teorii i praktyce. Brał udział w polskich produkcjach najsłynniejszych światowych tytułów. Współpracuje ze znanymi twórcami, regularnie uczestniczy w życiu teatralnym Broadwayu i West Endu, gorąco wspiera rozkwitającą w ostatnich latach polską scenę musicalową. Wykłada także historię musicalu na Akademii Teatralnej w Warszawie. 15.02.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
– Jestem pielęgniarką. Prowadzę bloga, w którym staram się odczarować wizerunek mojego zawodu. Fascynują mnie ludzie. Jestem zakochana w Krakowie, rudych cocker-spanielach, śpiewaniu, zimie, anestezjologii i intensywnej terapii, a przede wszystkim w pielęgniarstwie – mówi o sobie Weronika Nawara. Pracuje w krakowskim szpitalu na oddziale anestezjologii i intensywnej terapii. Wczepkurodzona.pl to jej druga pasja i praca, która teraz doczekała się kontynuacji na rynku książkowym. Przed dwoma dniami do księgarń trafiły „W czepku urodzone. O niewidzialnych bohaterkach szpitalnych korytarzy” (Wydawnictwo Otwarte), a w piątkowy wieczór z autorką i jej książką można było spotkać się w salonie Empik Galeria Bałtycka. Reportaż złożony z wypowiedzi pracowników szpitali i komentarzy opowiada o tym, co to znaczy być pielęgniarką i ile super mocy trzeba mieć, aby wytrzymać w tym zawodzie. „Nie jestem tylko pielęgniarką, a aż pielęgniarką” – to przewodnia myśli autorki. Napisała tę książkę, aby pomóc młodym ludziom w świadomym wyborze kierunku studiów, pozbawić ich uprzedzeń i ukazać realia pracy w szpitalu. Sama mówi, że kieruje ją również dla osób doświadczonych, aby pokazać, że nie są odosobnieni w swoich uczuciach i pasjach. – Jednak zrobiłam to przede wszystkim dla was – dla wszystkich, którzy pozwalają istnieć „W czepku urodzonej” – wyjawia Weronika Nawara. 15.02.2019 / fot. Anna Bobrowska / KFP
Wykładem prof. Michała Wenzla w Muzeum Sopotu zainaugurowano w piątek cykl spotkań poświęconych językowi debaty publicznej oraz zagrożeniom, jakie niesie ze sobą język używany w mediach. Socjolog z warszawskiego Uniwersytet SWPS specjalizujący się w sondażach opinii publicznej, metodologii badań społecznych i statystyce opowiadał o wpływie mediów na postawy obywateli, o tym, jak złe emocje wygrywają z dobrymi. Na wszystkie spotkania wstęp jest wolny. 7 marca (godz. 18) dr Magdalena Łużniak-Piecha wygłosi wykład pt. „Widzieć źdźbło w oku bliźniego”. Tematem będzie m.in. umiejętność reagowania nas wszystkich na zjawiska, działania, które budzą naszą silną niechęć. Trzecie spotkanie z cyklu „Język debaty...” zaplanowano na 22 marca. Gościem Muzeum Sopotu będzie tego wieczoru prof. Michał Bilewicz („Epidemia pogardy. O sprawcach i ofiarach mowy nienawiści”). 10 kwietnia muzealnicy zapraszają na wykład prof. Igora Lyubashenko pt. „Między bezkompromisowością a poszukiwaniem «prawdy dialogicznej» – o znaczeniu narracji dla pojednania na przykładzie konfliktu w Donbasie”. 5.02.2019 / fot. Jerzy Bartkowski / KFP
Spotkanie z profesor Hanną Suchocką przyciągnęło w czwartkowy wieczór do Biblioteki Oliwskiej tłumy. Na biesiadę literacką z premier polskiego rządu w latach 1992-93 zaprosiła nas do filii WMBP Agencja Artystyczna Nehrebeccy, a powodem tej wizyty była najnowsza książka pani profesor zatytułowana „Ambasador u trzech papieży”. Hanna Suchocka i Wieczne Miasto – trzynaście lat, trzy pontyfikaty, tysiące wspomnień. W latach 2001-2013 autorka pełniła funkcję ambasadora w Watykanie w czasie pontyfikatów Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka. W tym okresie doszło do wielu dramatycznych wydarzeń – m.in. gwałtowne pogorszenie stanu zdrowia, a następnie śmierć Jana Pawła II, katastrofa smoleńska czy abdykacja Benedykta XVI – a Hanna Suchocka musiała się z nimi mierzyć nie tylko jako dyplomata, ale również na płaszczyźnie osobistej. Dzięki opisanym tutaj historiom poznajemy strukturę i mechanizmy działania Państwa Watykańskiego oraz tajniki protokołu dyplomatycznego od kwestii strategicznych po dress code. Hanna Suchocka opowiada jednak nie tylko o postaciach z pierwszych stron gazet, ale również z sympatią i nostalgią wspomina zwykłych ludzi, których spotykała na targu, w małych sklepikach, ulubionych trattoriach i kafejkach. Pokochała Rzym. Jej książkę można również czytać jako absolutnie wyjątkowy i bogato ilustrowany zdjęciami przewodnik. Autorka pięknie opisuje znane i mniej znane zabytki Wiecznego Miasta. Idąc za jej wskazówkami, możemy podczas rzymskich wędrówek uciec od natłoku turystów i odnaleźć ukryte skarby architektury. 14.02.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
  • aktualnych propozycji: 11567
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2019 KFP