logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 11179
Zespół Szkół Ogólnokształcących przy ul. Krasickiego w Brzeźnie ma nowe boisko. To setny taki obiekt wybudowany przy gdańskich szkołach wyłącznie za pieniądze miasta. W miejscu starego, asfaltowego placu powstało wielofunkcyjne boisko o bezpiecznej nawierzchni przeznaczone do gry w piłkę ręczną, koszykówkę i siatkówkę. Uczniowie mają tutaj do dyspozycji również nowe miejsce do gry w piłkę nożną oraz ogrodzony plac zabaw, na którym znajdują się m.in. urządzenia przystosowane dla osób niepełnosprawnych. Kompleks kosztował 1,5 mln złotych. – Setne boisko uważam za otwarte. Bardzo się cieszę, że tak, jak założyliśmy przed laty, kiedy postawiliśmy na promocję zdrowia, gdańska baza sportowa jest konsekwentnie przebudowywana. Dzięki temu nasze dzieci są zdrowe i szczęśliwe – mówi prezydent miasta Paweł Adamowicz, który uświetnił swoją obecnością uroczystość otwarcia nowych boisk. Podczas poniedziałkowego wydarzenia wylosowano osiem szkolnych drużyn, po cztery ze szkół podstawowych i ponadpodstawowych, które wezmą udział w wielkim finale piłkarskich rozgrywek na Stadionie Energa Gdańsk pod hasłem „100 Turniejów na 100 lat Niepodległości Polski”. Finał odbędzie się 11 października. 24.09.2018 fot. Maciej Kosycarz / KFP
Na pętli tramwajowej Siedlce dzień rozpoczynał się poranną kawą i świeżo upieczoną drożdżówką. Dla chętnych były też ulotki wyborcze pt. „Mój pomysł na Gdańsk”. Słodkościami częstował i rozmawiał z mieszkańcami ubiegający się o reelekcję prezydent miasta Paweł Adamowicz. W akcji KWW Wszystko dla Gdańska udział wzięli m.in. wiceprezydent miasta Piotr Grzelak i radny Piotr Dzik. 24.09.2018 / fot. Paweł Marcinko / KFP
„Zimna wojna” Pawła Pawlikowskiego zdobyła Złote Lwy 43. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. „Kler” otrzymał nagrodę specjalną. W ręce Wojciecha Smarzowskiego trafiła także Nagroda Publiczności. Srebrne Lwy dla „Kamerdynera” w reżyserii Filipa Bajona. Wśród aktorów triumfowali Grażyna Błęcka-Kolska, Adam Woronowicz, Aleksandra Konieczna oraz Olgierd Łukasiewicz. Nagrody wręczono podczas sobotniej gali zamknięcia 43. FPFF na Dużej Scenie Teatru Muzycznego.
Zwycięski film Pawła Pawlikowskiego „Zimna wojna” opowiadający historię trudnej miłości w czasach stalinowskich (Tomasz Kot i Joanna Kulig) za chwilę będzie już pewnie polskim kandydatem do Oscara. Kilka dni temu obraz zdobył Grand Prix dla najlepszego filmu europejskiego na Cinematik International Film Festival Piestany na Słowacji. Wcześniej „Zimna wojna” została doceniona za reżyserię podczas 71. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes. Pawlikowski – laureat Oscara za „Idę” (2015 r.) – który wyjechał z Polski, gdy miał 10 lat, zadedykował nowy obraz swoim rodzicom. W Gdyni zabrakło go na scenie. – To jest nagroda dla wszystkich, którzy przy tym filmie pracowali. Pawle, dziękujemy ci za to, że pozwoliłeś nam przekraczać wszystkie granice i zabrałeś nas w podróż na drugą stronę, bo tam jest lepszy widok – powiedział producentka Ewa Puszczyńska, odbierając główną nagrodę 43. FPFF (współlaureatką jest również Tanya Seghatchian).
Najgłośniejszym produkcją prezentowaną na Festiwalu był „Kler” Wojciecha Smarzowskiego, w ręce którego trafiły nagrody publiczności, dziennikarzy, DKF-ów i festiwali filmu polskiego za granicą. Jurorzy Konkursu Głównego przyznali obrazowi opowiadającemu o nadużyciach w Kościele nagrodę specjalną (identyczne wyróżnienie otrzymał Marek Koterski doceniony za „7 uczuć”) – za „podjęcie ważnego społecznie tematu”. – W swojej pysze myślałem, że może nagrodę wręczy mi prezes TVP – mówił na scenie reżyser, odnosząc się do sytuacji sprzed dwóch lat, kiedy odmówił Jackowi Kurskiemu przyjęcia nagrody za „Wołyń”, gdy ten próbował mu ją wręczyć w kuluarach. Tej wypowiedzi Smarzowskiego zabrakło wczoraj w transmisji z gali prezentowanej z półgodzinnym opóźnieniem przez TVP Kultura. Z cenzurą kanału Telewizji Polskiej nie spotkała się natomiast inna niepozbawiona ironii wypowiedź twórcy „Kleru”, który odbierając Nagrodę Publiczności, nawiązał do nagłego zniknięcia Złotego Klakiera: „Proszę państwa, nie ma co tyle klaskać, bo jeszcze ktoś policzy...”. W tym przypadku chodziło o decyzję prezesa lokalnej rozgłośni publicznej.

Nagrodzeni twórcy i nagrodzone filmy 43. FPFF w Gdyni:

Złote Lwy – „Zimna wojna” w reżyserii Pawła Pawlikowskiego;
Nagroda Publiczności – „Kler” Wojciecha Smarzowskiego;
Srebrne Lwy – „Kamerdyner” w reżyserii Filipa Bajona;
nagrody specjalne Konkursu Głównego – Marek Koterski, „7 uczuć” i Wojciech Smarzowski, „Kler”;
najlepsza reżyseria – Adrian Panek, „Wilkołak”;
najlepszy debiut reżyserski lub drugi film – Agnieszka Smoczyńska, „Fuga”;
Platynowe Lwy – Jerzy Skolimowski za szczególne zasługi dla polskiej kinematografii;
najlepsza główna rola męska – Adam Woronowicz, „Kamerdyner”;
najlepsza główna rola kobieca – Grażyna Błęcka-Kolska, „Ułaskawienie”;
najlepsza męska rola drugoplanowa – Olgierd Łukaszewicz jako Andrzej Kondratiuk w filmie Janusza Kondratiuka „Jak pies z kotem”;
najlepsza kobieca rola drugoplanowa – Aleksandra Konieczna jako Iga Cembrzyńska w filmie Janusza Kondratiuka „Jak pies z kotem”;
najlepszy scenariusz – Jan Jakub Kolski, „Ułaskawienie” montaż – Jarosław Kamiński, „Zimna wojna”;
zdjęcia – ex aequo Jacek Podgórski, „Krew Boga” i Jakub Kijowski, „Fuga”;
dźwięk – Maciej Pawłowski i Mirosław Makowski, „Zima wojna”;
muzyka – Antoni Komasa-Łazarkiewicz, „Kamerdyner”, „Wilkołak”;
scenografia – Jagna Janicka, „Kler”;
kostiumy – Monika Onoszko, „Ułaskawienie”;
charakteryzacja – Ewa Drobiec i Mira Wojtczak, „Kamerdyner”;
Złoty Pazur, nagroda główna w sekcji Inne Spojrzenie – Olga Chajdas, „Nina”;
nagroda specjalna w sekcji Inne Spojrzenie – Jagoda Szelc, „Monument”.
22.09.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP, Anna Bobrowska / KFP, Maciej Kosycarz / KFP, Anna Rezulak / KFP
Od kilkunastu dni ze ściany kamienicy na rogu ul. Studzienki i Fiszera w Gdańsku do wszystkich uśmiecha się Zbigniew Wodecki. Mural przedstawiający zmarłego w ubiegłym roku, niezwykle lubianego i popularnego artystę opatrzony napisem „Dzięki Panie Zbyszku” jest dziełem Piotra Jaworskiego – Tuse. Wrzeszcz Górny wzbogacił się ostatnio o kilka jego wielkoformatowych prac. Możemy je oglądać na ul. Bohaterów Getta Warszawskiego, Partyzantów, Do Studzienki i Politechnicznej. Graffiti Tuse obecne są także w przestrzeni centrum Gdańska i w Sopocie. Artysta często maluje za darmo i płaci za farby z własnej kieszeni. – Jeśli ktoś ma ścianę do oddania w Gdańsku, to chętnie się jej przyjrzę. Najważniejsze, żeby była w widocznym miejscu, żeby byli odbiorcy tego, co stworzę – mówi Tuse. Na miejsce upamiętnienia Zbigniewa Wodeckiego wybrał kamienicę usytuowaną blisko swojego domu. Najchętniej maluje w sąsiedztwie. – Żebym mógł wyjść do pracy w klapkach – wyjaśnia.
Pomysł namalowania graffiti z Wodeckim zrodził się kilka lat temu. – Mój kolega był jego nagłośnieniowcem. Zrobiłem mu tatuaż na podstawie zdjęcia muzyka, które wyszukałem w internecie. Pomyślałem później, że ten sam kadr chętnie umieściłbym gdzieś na ścianie, ale Zbigniew Wodecki nagle zmarł i postanowiłem odłożyć realizację pomysłu. Nie miałem wątpliwości, że pan Zbyszek na taki obraz i podziękowanie zasługuje. To była dobra postać, wszyscy go lubili, dobrze odbierali, a poza tym był też niezłym fachowcem, w tym co robił – mówi Tuse. 23.09.2018 / fot. Paweł Marcinko / KFP
„Kler” Wojciecha Smarzowskiego został uhonorowany Nagrodą Dziennikarzy akredytowanych na 43. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Obraz opowiadający o nadużyciach w Kościele miał otrzymać również Złotego Klakiera Radia Gdańsk dla najdłużej oklaskiwanego filmu (owacje trwały 11 minut i 2 sekundy), jednak prezes rozgłośni postanowił nagrody nie przyznawać. Powodem miała być „sytuacja uniemożliwiająca obiektywną ocenę prawidłowości przeprowadzonych pomiarów”. Krytycy dopatrują się w tym zaskakującym rozstrzygnięciu działania motywowanego pobudkami politycznymi, zauważając przy tym, że wrzawa wywołana przez publiczne medium zadziała na korzyść twórcy i jego dzieła. Dziennikarze jurorzy żywią nadzieję, że ich decyzja również będzie okolicznością sprzyjającą „Klerowi”. Jak podkreślił w komentarzu do werdyktu krytyk filmowy Łukasz Maciejewski, Nagroda Dziennikarzy jest wyróżnieniem za wspaniały film, a nie nagrodą zamiast innych nagród. – Chociaż nie raz, nie dwa zdarzało się tak, że nagrody przyznawane przez dziennikarzy były potem pomijane w werdykcie głównym. Głęboko wierzę w to, że tak się nie stanie, że jutro „Kler” otrzyma nagrody – powiedział Łukasz Maciejewski. Dodajmy, że na drugim miejscu w głosowaniu dziennikarzy znalazł się film Janusza Kondratiuka „Jak pies z kotem”, w którym główne role zagrali Robert Więckiewicz i Olgierd Łukaszewicz.
Podczas piątkowej Młodej Gali 43. FPFF poznaliśmy laureatów Konkursu Filmów Krótkometrażowych. Jury obradujące w składzie Maria Sadowska (przewodnicząca), Norah McGettigan i Leszek Starzyński po obejrzeniu 26 produkcji Nagrodę im. Lucjana Bokińca dla Najlepszego Filmu przyznało „Zwykłym losom Zofii” w reżyserii Dominiki Gnatek. Obraz doceniono za „temat, doskonałą grę aktorską, warsztat oraz poruszanie trudnych spraw w ciepły i bezpretensjonalny sposób". – Chciałam wam podziękować za świetne filmy. Chciałam podziękować za to, że macie odwagę, że poruszacie bardzo ważne tematy; tematy, których wciąż brakuje na dużym ekranie, w filmach fabularnych. I bardzo ciesze się, że tak wiele kobiet, wiele wspaniałych dziewczyn wchodzi do tego zawodu – zwracała się do uczestników konkursu przewodnicząca jury Maria Sadowska. Wśród wyróżnionych filmów znalazły się także „Users” Jakuba Piątka (nagroda specjalna), „Relax”Agnieszki Elbanowskiej i „Atlas” Macieja Kawalskiego (Nagroda Multimedia Polska) oraz „Saszka” w reżyserii Katarzyny Lesisz (Nagroda Filmowej Małopolski). Adam Suzin otrzymał Nagrodę Firmy Heligraf za zdjęcia do filmu „Drżenia” w reżyserii Dawida Bodzaka. W pełnometrażowej części Młodej Gali najwięcej powodów do zadowolenia mieli twórcy takich filmów jak „Nina”, „7 uczuć”, „Zimna wojna”, „Fuga” i... „Kler” nagrodzony nie tylko przez dziennikarzy, ale również Polską Federację Dyskusyjnych Klubów Filmowych oraz kapitułę Nagrody Festiwali i Przeglądów Filmu Polskiego za Granicą. 21.09.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
– Dzięki mocnym listom wyborczym, ale przede wszystkim dzięki waszej pracy, pracy i przekonywaniu – wiem, że jest tutaj bardzo trudno, ale musicie to potrafić – musimy tutaj zwyciężyć. Musimy zwyciężyć w Polsce. Musimy otworzyć drogę do prawdziwej Rzeczypospolitej. Ja już nie mówię o numerach, ja mówię o tej Rzeczypospolitej, która wyrasta z najpiękniejszej polskiej tradycji, której zwieńczeniem była Solidarność – mówił dziś w Gdańsku na wojewódzkiej konwencji Zjednoczonej Prawicy prezes PiS Jarosław Kaczyński. Spotkanie w Centrum Wystawienniczo-Konferencyjnym AmberExpo przy ul. Żaglowej toczyło się z udziałem najważniejszych działaczy Prawa i Sprawiedliwości ze struktur krajowych i lokalnych, w tym kandydatów na prezydentów i burmistrzów pomorskich miast. Konwencję otworzył Jarosław Kaczyński, przemawiali także m.in. premier Mateusz Mazowiecki i kandydat na prezydenta Gdańska Kacper Płażyński. – Prawo i Sprawiedliwość również na tym poziomie lokalnym już po tych wyborach – wierzę w to głęboko – również na tej ziemi pokaże, że te małe ojczyzny też będzie zmieniać na lepsze i wyborcy dadzą nam tę szansę – zapowiedział Kacper Płażyński, obiecując gdańszczanom m.in. wybudowanie dodatkowych żłobków i przedszkoli oraz zorganizowanie opieki senioralnej. Mówił też o planowanych przekopie Mierzei Wiślanej, rozwoju portu w Gdyni i stworzeniu tzw. portu zewnętrznego w Gdańsku – inwestycjach wartych nawet 10 miliardów złotych. – Musimy dokonać głębokiej zmiany w samorządach, bo mówimy, że byliśmy wiarygodni, dotrzymywaliśmy słowa i dotrzymujemy na poziomie całego państwa – podkreślał dziś w Gdańsku premier Mateusz Morawiecki.
Przed rozpoczęciem konwencji pod siedzibą AmberExpo pojawił się prezydent miasta Paweł Adamowicz w otoczeniu przedstawicieli KWW Wszystko dla Gdańska, działaczy Komitetu Obrony Demokracji i Obywateli RP, którzy na transparentach wypisali hasła „konstytucja”, „polexit – sowietyzacja”, „kłamiecie i kradniecie". – Jak tylko się dowiedziałem, że do Gdańska przyjedzie pan prezes Jarosław Kaczyński razem z premierem Mateuszem Morawieckim, pomyślałem sobie, że potrzebują przewodnika po zrujnowanym Gdańsku. Zapewne pan premier i prezes Kaczyński wylądują na lotnisku im. Lecha Wałęsy. Tak, to ten mężczyzna z wąsami w latach 80., zwykły, nieznany nikomu obywatel Rzeczypospolitej. Lądując na tym lotnisku, zobaczą, że jest zrujnowane, jest drugim lotniskiem regionalnym w Polsce, obsługuje już ponad 4 miliony pasażerów. Lądując, zauważą zrujnowaną do cna metropolitalną kolej wybudowaną przez fatalne, skandalicznie zarządzane województwo pomorskie pod przewodnictwem fatalnego marszałka Mieczysława Struka. Dodajmy, że abstrakcyjna Wspólnota Europejska dofinansowała aż w 90 procentach budowę tej zrujnowanej kolei. Pan prezes z panem premierem wsiądą w samochody i będą mknęli po dziurach ulicy Słowackiego. Tak, to Juliusz Słowacki, poeta bardzo lubiany przez prezesa. Zobaczą poturbowane ścieżki rowerowe. Wjadą w Obwodnicę trójmiejską, która ma imię – uwaga – króla Polski Kazimierza Jagiellończyka. Dla niepoznaki nazwaliśmy ją – bo przecież my jesteśmy opcja niemiecka – imieniem króla polskiego, który dał Gdańskowi zresztą wielkie przywileje ekonomiczne i społeczne. Wreszcie kolumna premierowo-prezesowska wjedzie w Obwodnicę Południową Gdańska. Ona nie istnieje tak naprawdę, bo nie została wybudowana w roku 2012 przez rząd Donalda Tuska, ale umówmy się jedziemy Obwodnicą Południową, aby wjechać w aleję majora Sucharskiego, bohaterskiego obrońcy Westerplatte. Tak, ta aleja została wybudowana przez proniemieckiego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, znowuż – dodajmy – za brukselskie srebrniki z abstrakcyjnej Wspólnoty – dworował sobie z narracji wyborczej Prawa i Sprawiedliwości prezydent Gdańska, prowadząc w tym tonie dostojnych gości aż do AmberExpo. 21.09.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
Premier Mateusz Morawiecki i prezes Jarosław Kaczyński wspierają dziś kampanię samorządową Prawa i Sprawiedliwości na Pomorzu. Późnym popołudniem partyjni liderzy spodziewani są w gdańskim Centrum Wystawowo-Kongresowym AmberExpo, gdzie o godz. 18 rozpoczyna się wojewódzka konwencja wyborcza. Mowa będzie m.in. o przemyśle stoczniowym oraz inwestycjach drogowych i kolejowych. Wcześniej prezes Rady Ministrów spotkał się na skwerze Kościuszki w Gdyni z kandydatem na prezydenta miasta i posłem PiS Marcinem Horałą. Podczas spaceru politycy rozmawiali o pomyśle zarządu gdyńskiego portu na nowe zagospodarowanie terenów po Dalmorze, o problemie braku mieszkań komunalnych w mieście oraz zmianach zachodzących w Stoczni Marynarki Wojennej. – Z urzędującym prezydentem ciężko się porozumieć. Mam nadzieję, że będzie nowy gospodarz w Gdyni. Marcin Horała prezentujący spójne podejście do Gdyni może być pewny mojego pełnego poparcia – powiedział w czasie spotkania premier Morawiecki. 21.09.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
W czwartek publiczność 43. FPFF po raz pierwszy oglądała „Zabawę zabawę” Kingi Dębskiej oraz „Eter” Krzysztofa Zanussiego. Oba obrazy rywalizują o najważniejsze nagrody. Twórca „Iluminacji” i dwukrotny zdobywca Złotych Lwów powraca do konkursu głównego i do Gdyni w ogóle po dłuższej przerwie, sięgając do absolutnej klasyki. Film jest próbą reinterpretacji mitu Fausta Goethego. Zanussi, pochylając się po raz kolejny nad złożonością natury człowieka i toczącą się w jego duszy walką dobra i zła, opowiada historię wojskowego lekarza, który prowadzi eksperymenty medyczne na początku XX wieku, by zyskać władzę nad ludźmi. Eter w jego filmie jest, jak sam przyznaje, pierwszym krokiem na drodze pozbawienia człowieka wolnej woli, a hipoteza o tym, że wypełnia przestrzeń kosmiczną, daje bohaterowi płonną nadzieję na władzę nad całym światem. – Tak naprawdę chciałem to opowiedzieć, i w tym momencie wydawało mi się, że czas jest do tego stosowny. Może dlatego, że żyjemy w czasach, kiedy scjentyzm jest bardzo powszechny, tzn. jest prawie powszechną religią. Wierzymy, że nauka rozwiąże nasze problemy. A tymczasem nauka przeżywa ogromną przemianę – myślę o naukach ścisłych, tych, które mi są bliskie – i właśnie pokazuje świat zupełnie inaczej niż to się powszechnie wydaje. Dlatego poczułem, że ten temat jest wart napomknienia. A mity, jak to mity, trwają wiecznie, więc Fausta zawsze można zrobić. Dla naszego kręgu kultury jest ciągle aktualny. On jest swoisty dla Europy i za to go lubię – mówił po projekcji reżyser, scenarzysta i producent „Eteru”. Do dystrybucji film wejdzie 30 listopada.
Nieco później, 4 stycznia 2019 r. w kinach pojawi się „Zabawa zabawa” Kingi Dębskiej. Najnowsze dzieło twórczyni hitu „Moje córki krowy” – obrazu, który połączył sukces komercyjny z artystycznym, zdobywając najważniejsze nagrody FPFF przed trzema laty – opowiada o wysoko funkcjonujących alkoholiczkach. W trzy kobiety znajdujące się na różnych etapach życia i nałogu wcielają się Agata Kulesza, Dorota Kolak i Maria Dębska. Scenariusz "Zabawy zabawy" powstał we współpracy z Miką Dunin, blogerką i autorką książki „Alkoholiczka”. Zdaniem krytyków, film Dębskiej ma wszelkie dane ku temu, by dać początek poważnej rozmowie na temat alkoholizmu w Polsce. Zapytana o wymowę filmu, reżyserka mówi o pewnego rodzaju społecznym przyzwoleniu na męskie picie i piętnowaniu kobiecego nałogu, które prowadzi do ukrywania przez alkoholiczki swojego problemu przed otoczeniem. – Nasze, polskie, wschodnie picie, jest specyficzne. Na Zachodzie problem alkoholizmu jest dużo bardziej przepracowany. Tam nie ma wstydu, kiedy kobieta przyznaje, że nadużywa alkoholu. W Polsce najczęstszą reakcją jest za to: „No co ty? Nie przesadzaj. Jaką ty niby jesteś alkoholiczką?” – zauważa Kinga Dębska. – Uważam, że to jest bardzo ważne, że alkoholicy mają w tym filmie nasze twarze. To nie jest problem typowy dla jednego środowiska, w każdej branży pojawiają się ludzie uzależnieni. Żyjemy w czasach ogromnych możliwości, ale i wielkiego napięcia. Wielu z nas nie potrafi nadążyć za tym zabójczym tempem i płacimy za to wysoką cenę – dodaje Agata Kulesza, filmowa 40-letnia prokurator Dorota, która pije. „żeby nie zwariować”. 20.09.2018 / fot. Konrad Kosyvarz / KFP,Maciej Kosycarz / KFP, Krzysztof Mystkowski / KFP, Mateusz Ochocki / KFP, Anna Bobrowska / KFP
Sprawy polityki mieszkaniowej miasta, planowanej budowy nowej ulicy Wyzwolenia oraz uciążliwego sąsiedztwa spalarni odpadów niebezpiecznych Port Service zdominowały czwartkowe spotkanie ubiegającego się o reelekcję prezydenta Pawła Adamowicza (KWW Wszystko dla Gdańska) z mieszkańcami Nowego Portu. Większość pytań dotyczyła kwestii mieszkaniowych. Kilkakrotnie na chodniku przy skrzyżowaniu ulic Marynarki Polskiej i Wolności usłyszeć można było o wyremontowanych mieszkaniach komunalnych, które... stoją puste. Niektóre latami. – Dlaczego młodzież nie dostanie tych mieszkań, tylko ucieka z Nowego Portu? – pytała jedna ze starszych mieszkanek dzielnicy. – Mieszkania są ładne, wyczyszczone. Na mojej ulicy jest sześć takich pustostanów – dodawał pan w średnim wieku. – Mogę państwu podać przykłady co najmniej dwudziestu rodzin, które konsekwentnie odmawiają kolejnych mieszkań. Moi współpracownicy muszą być wobec nich cierpliwi. Mamy jednego giganta, który odmówił 15 mieszkań. Oni blokują kolejkę oczekujących. Nie można ich skreślić, co powoduje, że tak naprawdę wytwarzają się dwie kolejki, jedna realna i druga złożona właśnie z tych, którzy odmawiają i blokują innych – tłumaczył prezydent Adamowicz. W odpowiedzi usłyszał, że jeśli nie można wybrednych kolejkowiczów skreślić, to należy ich przesunąć na koniec kolejki, tak jak dzieje się w innych miastach, np. w Słupsku. – Koło jadłodajni przy ul. Na Zaspę jest mieszkanie, gdzie umarła kobieta. Mieszkanie stoi dwa lata puste. Mogę panu podać czterdzieści takich pustostanów – przekonywała jedna z mieszkanek. – Proszę je spisać na kartce. Jutro jest piątek, więc może na poniedziałek. Dostanie pani ode mnie osobistą nagrodę. Stoi? Umawiamy się na 40 adresów – zaproponował Adamowicz. – Stoi – usłyszał w odpowiedzi.
– Co będzie z kamienicami zabytkowymi? Remont elewacji jest bardzo drogi, wspólnoty na to nie stać – mówiła mieszkanka budynku nr 5 przy ul. ks. Góreckiego. – Jeżeli kamienica jest wpisana do rejestru zabytków, możecie jako wspólnota dostać od miasta bezzwrotną dotację na remont części wspólnych, czyli dachu, fasady, klatki czy ocieplenia. Wydajemy ok. 3 mln zł rocznie na zabytki niemiejskie. Termin składania wniosków mija w październiku albo w listopadzie. Zarządca budynku powinien zwrócić się do miejskiego konserwatora zabytków przy Wałach Jagiellońskich 1... – wyjaśniał prezydent. – Byliśmy tam i dostaliśmy odpowiedź, że mamy sobie wziąć kredyt. Dzisiaj przyszło od was pismo w tej sprawie – dodawała zainteresowana kobieta. – Podejrzewam, że nie jesteście w rejestrze i dlatego taka jest odpowiedź. Ale sprawdzimy to. Jeżeli to jest zabytek, dostaniecie dotację bez problemu, tylko trzeba ten remont etapować – zadeklarował prezydent Gdańska.
– Dlaczego budynki komunalne nie są remontowane? Mieszkam już ponad 30 lat... – dociekał jeden z mieszkańców. – Odpowiedź jest bardzo prosta. Koncentrujemy się na remontach mieszkań, a nie mamy pieniędzy na remontowanie budynków. – Tak, tylko że do tych wyremontowanych mieszkań wchodzi wilgoć – kontynuował rozmówca. – Nie ma na to żadnych tanich kredytów. Problem polega na tym, że państwo polskie nie ma żadnej polityki mieszkaniowej. Każdy kolejny rząd zmienia to, co zrobił poprzedni. Rząd lewicowy wymyślił towarzystwa budownictwa społecznego, zresztą bardzo dobrze. Myśmy zaczęli budować. Przyszedł następny rząd, wysadził to w powietrze, przyszedł kolejny i znowu coś zmienił. Budujemy w TBS-ach 300, niekiedy 400 mieszkań rocznie. Dostajemy kredyty, ale to wszystko jest sinusoida. Jak pan pojedzie do Łodzi czy Warszawy, tam jest to samo. Gdybyśmy się umówili z gdańszczanami – tylko nie wiem, czy gdańszczanie by się na to umówili – że przez pięć lat nie zajmujemy się drogami i zajmujemy się tylko budynkami komunalnymi, to byśmy to zrealizowali... No ale nikt tego nie zaakceptuje, bo ci, którzy są we wspólnotach mieszkaniowych, powiedzą: „A co to nas obchodzi!?” – wyjaśniał Paweł Adamowicz. Gorzką prawdę w czwartkowe popołudnie można było osłodzić sobie „Pawełkiem” (toffi, adwokatowym lub śmietankowym). Oficjalnym baton tak udanych dla Gdańska piłkarskich mistrzostwa EURO 2012 filuternie wszedł do gry wyborczej. – Kiełbaska to już przeżytek – komentował jeden z mieszkańców, częstowany słodkościami przez sztabowców KWW Wszystko dla Gdańska. Jutro o 7 poranna drożdżówka z Pawłem Adamowiczem na pętli tramwajowej w Oliwie. 20.09.2018 / fot. Paweł Marcinko / KFP
Premierowe pokazy trzech filmów z Konkursu Głównego otwierały program trzeciego dnia 43. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Widzowie zobaczyli w środę „Krew Boga” w reżyserii Bartosza Konopki, „Wilkołaka” Adriana Panka oraz „7 uczuć” Marka Koterskiego, a w nich Michała Koterskiego, syna reżysera, który jako Adaś Miauczyński – dobrze znany miłośnikom kinowej tragikomedii, neurotyczny, przegrany polski inteligent – powraca do traumatycznych czasów szkolnych, by jeszcze raz zmierzyć się z nieumiejętnością identyfikowania i nazywania towarzyszących mu emocji. Na tytułowe siedem uczuć składają się strach, smutek, wstyd, zazdrość, złość, wstręt i radość. Koterskiemu opowiadanie o Adasiu przychodzi z wielką łatwością, bo po raz kolejny mówi widzom o sobie samym, o swoich traumach i przemyśleniach. Reżyser zastosował w swoim najnowszym filmie ciekawy chwyt, obsadzając w rolach dzieci dorosłych aktorów. Na ekranie pojawiają się m.in. Marcin Dorociński, Katarzyna Figura, Gabriela Muskała czy Robert Więckiewicz. Na konferencji prasowej po pokazie premierowym Marek Koterski wyznał, że „7 uczuć” to najważniejszy film w jego karierze. – Nie ujmując niczego moim poprzednim filmom, bo wszystkie robiłem ze wszystkich sił i wszystkie kocham jak dzieci, po raz pierwszy mam poczucie szczęścia. I mam dwa życzenia: żeby ten obraz się spodobał moim aktorom najukochańszym, którzy współtworzyli ten film, i żeby się spodobał widzom – powiedział reżyser o swojej podróży do niełatwego dzieciństwa. – Zawsze staram się zaryzykować wszystko w kolejnym filmie. Postawić stopę na niezdeptanej trawie. Czy w coś nie wdepnę, czy będzie grunt w miarę pewny, ja tego nie wiem. Tutaj wydał mi się ten tzw. pomysł najbardziej ryzykownym przedsięwzięciem w życiu (...) Były takie momenty, które przyczyniły się do obsadzenia w rolach dzieci dorosłych gwiazd. Przy kręceniu w jednym z wcześniejszych filmów sceny z naprawdę małym chłopcem postanowiłem sobie, że nigdy więcej dzieci nie zaangażuję do filmu. To jest po prostu nieludzkie i powinno być prawnie zabronione. Co innego aktorzy, którzy z całą świadomością podejmują ten zawód, ryzyko ekspiacji, ryzyko ekshibicjonizmu uczuciowego i wszystkich kosztów z tym związanych, a co innego kazać grać to dziecku (…) Miałem poczucie, że zrobiliśmy coś więcej niż film, że aktorzy wnieśli taką nadwartość, jakiej się nawet nie spodziewałem. Poprzednio przynosiłem film w walizce na plan, mówiąc umownie. Uważałem, że najlepiej przekażę intencje, jeżeli pokażę w sposób przerysowany, jak ja to widzę. Tutaj, gdy zorientowałem się, że pozyskałem zespół gwiazd, po raz pierwszy pomyślałem: „Co ja będę im pokazywać, jak mają grać? To oni mogą mi pokazać” – opowiadał o pracy nad „7 uczuciami” Marek Koterski. 19.09.2018 / fot. Anna Bobrowska / KFP, Anna Rezulak / KFP, Mateusz Ochocki / KFP, Maciej Kosycarz / KFP
  • aktualnych propozycji: 11179
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2018 KFP