logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 12433
„Supernova” Bartosza Kruhlika to utrzymana w realistycznym stylu, obyczajowa opowieść balansująca na granicy dramatu, thrillera i kina katastroficznego. Miało jej nie być na 44. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych, ale po protestach środowiska filmowego film znalazł się w konkursie głównym i zachwycił jurorów. 21 września w gdyńskim Teatrze Muzycznym reżyser i scenarzysta odebrał nagrodę za najlepszy debiut reżyserski. Czas na widzów. Za dwa dni, po dwóch miesiącach od pierwszego sukcesu, film wejdzie na ekrany kinowe. W środę „Supernovu” obejrzeli wspólnie z twórcami klubowicze Gdyńskiej Szkoły Filmowej. Spotkanie w sali Warszawa z Bartoszem Kruhlikiem oraz Jerzym Janeczkiem, filmowym ojcem jednego z trzech głównych bohaterów, poprowadził Jerzy Rados, zastępca dyrektora GSF.
Punktem wyjścia do napisania scenariusza była prawdziwa tragedia na drodze sprzed kilku lat, w której życie straciło wiele osób. – To był wyzwalacz, nie inspiracja. W jednej chwili młody chłopak rozjechał dwie rodziny. Co prawda film w ogóle nie jest o tym – to jest historia fikcyjna – ale to zdarzenie otworzyło mi w głowie jakąś klapkę, że to jest niesamowita przestrzeń na bardzo mocny dramat. To znaczy, że każdy z nas może wyjść z tego budynku i... bęc, czego nikomu nie życzę. To również może się zdarzyć naszym bliskim, albo nigdy może się to nam nie zdarzyć. Inspiracja to za duże słowo, ale ta prawdziwa tragedia tak mnie gotowała i piekła od środka, że musiałem to jakoś wyrzucić na papier – opowiadał po projekcji w GCF Bartosz Kruhlik. Jego film nie ma jednego głównego bohatera. Wiodącymi postaciami są polityk, który chce wygrać wybory – sprawca tragedii (w tej roli Marcin Hycnar), policjant pragnący spokojnie dotrwać do emerytury (Marek Braun) oraz niejaki Michał Matys, mężczyzna, którego najbliżsi giną w wypadku, grany przez Marcina Zarzecznego. Trzech mężczyzn, jedno miejsce i jedna tragiczna chwila, które zmieni ich losy. Oto jesteśmy świadkami wydarzenia, które konfrontuje lokalną społeczność i przybysza z zewnątrz, i w ślad za bohaterami tej historii stajemy przed pytaniem o rolę przypadku i przeznaczenia w życiu każdego z nas. Jaka jest odpowiedź? – Cały czas zastanawiałem się, jak tę historię w ogóle można skończyć. Rozbujaliśmy emocje do granic możliwości, bohater zbiorowy... Jedyne, co mogę zrobić, to dać na chwilę odetchnąć, dać jakąś przestrzeń do myślenia. A przy okazji pomyśleć, o czym to jest dla mnie, po co ja ten film zrobiłem. Zrobiłem go, bo czegoś nie rozumiałem w tej historii. Nie robiłbym go, gdybym znał ją na wylot. Nie rozumiałem, jak to jest, przeżyć taką historię, stracić bliskich na drodze. Nie rozumiałem surrealistycznych emocji, które w człowieku wtedy buzują. Pomyślałem sobie, że w podobną abstrakcję będzie dobrze wskoczyć na koniec, pokazać, że tu się zdarzył jakiś kosmos, ale tak naprawdę pięć metrów dalej ktoś tego w ogóle nie zauważył i może nawet nigdy się o tym nie dowie. Pomyślałem sobie, że to dość zgrabne zamknięcie filmu, które nie jest wykrzyknikiem, tylko wielokropkiem. Ja lubię akurat wielokropki, a nie wykrzykniki – mówi reżyser. 20.11.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
Na stacji paliwowej Lotos przy al. Hallera w Gdańsku znowu będzie można tankować. Samochody ciężarowe blokujące od kilku dni dostęp do tego miejsca w środę po południu wciąż tu były, ale do końca dnia powinny odjechać. Jak informuje portal trojmiasto.pl, spór pomiędzy dzierżawiącym stację koncernem paliwowym a właścicielem tego terenu wznoszącym w jej sąsiedztwie osiedle mieszkaniowe znalazł kompromisowe rozwiązanie. „Rozmowy zakończyły się sukcesem. Czekamy na zatwierdzenie ustaleń ze spotkania przez organy korporacyjne spółki Lotos” – poinformowało biuro prasowe firmy deweloperskiej Robyg. Kością niezgody był wolno stojący zbiornik na gaz, który, jak orzekła straż pożarna, może stanowić zagrożenie zarówno dla przechodniów, jak i mieszkańców wzniesionego w ostatnich miesiącach bloku mieszkalnego. Lotos nie godził się na przebudowę instalacji, Robyg nie mógł odebrać budynku. Trwające od kilku miesięcy negocjacje nie przyniosły porozumienia. W efekcie deweloper wypowiedział firmie paliwowej umowę dzierżawy. Druga strona uznała to działanie za bezpodstawne i nadal robiła swoje, aż do momentu, kiedy na stację wjechały ciężarówki. 20.11.2019 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
W gdańskiej stoczni Remontowa Shipbuilding S.A. świętowano dziś wodowanie kolejnego holownika typu B 860 przeznaczonego dla Marynarki Wojennej RP. Zgodnie z umową zawartą w 2017 roku z Inspektoratem Uzbrojenia, po trzy takie jednostki trafią do 3. Flotylli Okrętów i 8. Flotylli Obrony Wybrzeża. Zwodowany w środę „Semko” jest czwartą jednostką z tej serii. Pierwsza z nich o numerze burtowym H-11 i imieniu „Bolko” przeszła już wszystkie próby i wkrótce przekazana zostanie odbiorcy. W ubiegłym tygodniu położono stępkę pod budowę ostatniego, szóstego okrętu.
Holowniki typu B 860 przeznaczone są zarówno do wykonywania zadań wsparcia logistycznego na morzu i w portach, jak również do działań związanych z ewakuacją techniczną, wsparciem akcji ratowniczych, transportu osób i zaopatrzenia, neutralizacji zanieczyszczeń oraz podejmowania z wody materiałów niebezpiecznych. Klasa lodowa holowników pozwoli na ich eksploatację w ciężkich warunkach lodowych w asyście lodołamaczy. Jednostki te mogą przewozić na pokładzie otwartym ładunki drobnicowe o łącznej masie do 4 ton. Wyposażone w windę holowniczą dziobową oraz rufową mają uciąg 35 ton. Jednostkę typu B 860 obsługuje 10-osobowa załoga, do dyspozycji której przygotowano siedem kabin. 20.11.2019 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
53 lata temu 22 listopada na stacji Różyny położonej między Pruszczem Gdańskim a Pszczółkami doszło do katastrofy kolejowej, w której zginął jeden z kolejarzy, a blisko 30 podróżnych odniosło rany. Tuż przed godziną 6 pociąg osobowy zdążający z Gdyni do Olsztyna zderzył się z wyjeżdżającym z bocznego toru składem kolejowym. Maszynista tego drugiego zignorował czerwony sygnał świetlny. W wyniku zderzenia wykoleiła i spadła z nasypu lokomotywa pociągu towarowego. Z szyn wyskoczyły także wóz motorowy składu pasażerskiego oraz dwa wagony znajdujące się tuż za nim. Jeden ze zmiażdżonych wagonów wbił się w ziemię obok nasypu. Śmierć w tym zdarzeniu poniósł kolega winowajcy, 27-letni pomocnik maszynisty z parowozowni Gdańsk-Zaspa. Dwóch innych kolejarzy wraz z kilkorgiem pasażerów w stanie ciężkim trafiło do szpitala.
22 listopada to jedna z najczarniejszych dat w historii kolejnictwa na Pomorzu. Tego dnia w roku 1920 w godzinach porannych społecznością Powiśla wstrząsnęła wiadomość o tragicznej w skutkach katastrofie pociągu osobowego nr 1001 relacji Kwidzyn – Malbork. Popularny w tamtych czasach skład z wagonami 3. klasy, którymi podróżowali głównie pracownicy malborskich zakładów oraz młodzież szkolna z okolicznych miejscowości, w Gościszewie zderzył się czołowo z pociągiem towarowym. Mimo że na skutek interwencji dróżnika maszynista tego drugiego pociągu zdążył zahamować, katastrofa pochłonęła 20 ofiar. Rany odniosło 36 podróżnych. Na terenach dzisiejszego województwa pomorskiego większe żniwo zebrała jedynie katastrofa na linii nr 203 pomiędzy Swarożynem a Starogardem Gdańskim, do której doszło w nocy 30 kwietnia 1925 roku najprawdopodobniej na skutek zamachu terrorystycznego (rozkręcone tory). Pociąg międzynarodowy relacji Insterburg – Berlin stoczył się z wysokiego na 9 metrów nasypu. Zginęło 29 podróżnych, w wielu zostało rannych. W czasach powojennych najtragiczniejsze zdarzenie na pomorskich szlakach kolejowych miało miejsce 15 czerwca 1969 roku na jednotorowej linii 201 pomiędzy Kościerzyną a Skorzewem. W wyniku zderzenia czołowego pociągu osobowego jadącego z Kościerzyny w kierunku Gdyni ze składem towarowym zginęło 7 osób (14 zostało rannych). 20.11.2019 / fot. Zbigniew Kosycarz / KFP
Jakub Szamałek autor bestsellerowej serii „Ukryta sieć” opowiadał o drugim tomie w/w serii zatytułowanym "Kimkolwiek jesteś". Z pisarzem rozmwaiała Ryszarda Wojciechowska. 19.11.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
Miejska spółka Gdańskie Autobusy i Tramwaje zakupiła kolejny zabytkowy autobus. Jelcz PR110 trafił do Gdańska z Ostrowca Świętokrzyskiego za 20 tysięcy złotych. To pierwszy nowoczesny autobus miejski w Polsce. Charakteryzował się nową linią nadwozia. Wcześniej powszechną na polskich drogach była bardziej obła konstrukcja Jelcza, jak kultowy „Ogórek”. Jelcz PR110M to polska zmodyfikowana wersja francuskiego autobusu Berliet PR100. Model w odróżnieniu od dwudrzwiowego francuskiego modelu zyskał trzecie drzwi. Produkcja modelu PR110M ruszyła w 1975 roku. Po Gdańsku jeździło 122 takich autobusów, dostarczonych w latach 1978-1981. Na ulicach naszego miasta można było je spotkać do końca lat 80. Jelcz PR110 podobnie jak inne zabytkowe autobusy i tramwaje będzie atrakcją turystyczną. 19.11.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
Radni Koalicji Obywatelskiej chcą, aby w Gdańsku, wzorem Gdyni, została uregulowana kwestia parkowania hulajnóg. W interpelacji wnioskodawcy zwracają uwagę, że pozostawiane hulajnogi często blokują ciągli piesze oraz ścieżki komunikacyjne stwarzając realne zagrożenie dla pieszych i rowerzystów. Za wzór podają Gdynię, gdzie Gdyński Zarząd Dróg i Zieleni zabiera do depozytu nieprawidłowo pozostawione hulajnogi, które operator może odebrać po wykazaniu własności. Interpelacja została przesłana do gdańskiego magistratu. 19.11.2019 Fot. Anna Rezulak / KFP
„Weź bilet i skasuj długi” - bezpłatna pomoc podczas V Gdańskiego Dnia bez Długów. W zabytkowym tramwaju na trasie Strzyża PKM – Siedlce specjaliści udzielali bezpłatnych porad osobom borykającym się z problemami finansowymi. 18.11.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
Zmarł Zbigniew Jujka, niezwykle popularny gdański karykaturzysta i dziennikarz. Miał 84 lata. Od 1963 roku (z przerwą w stanie wojennym) publikował satyryczny rysunkowy cykl „Dzienniczek”, swoisty komentarz do najważniejszych wydarzeń politycznych i społecznych tygodnia. Przez kilkadziesiąt lat zachwycał nas swoimi rysunkami satyrycznymi. Bliskie mu były także grafika, plakat i ilustracja książkowa. 18.11.2019 / fot. KFP
Blisko 6 tysięcy zawodników i zawodniczek stanęło na stracie 6. AmberExpo Półmaratonu Gdańsk. Jedna z największych imprez biegowych na Pomorzu zyskała miano memoriału tragicznie zmarłego prezydenta miasta Pawła Adamowicza. Pamiątkowymi medalami biegaczy dekorowały żona patrona imprezy, europosłanka Magdalena Adamowicz oraz prezydent miasta Aleksandra Dulkiewicz. Ponad 21-kilometrową trasę prowadzącą głównymi arteriami Gdańska do mety w hali Centrum Wystawienniczo-Kongresowego AmberExpo przy ul. Żaglowej najszybciej pokonał Kenijczyk Hammington Cherop. Zwycięzca walczył z dystansem i rywalami przez godzinę 6 minut i 33 sekundy. Tuż za nim finiszowali Ukrainiec Artem Kazban (1:06.33) i Kenijczyk Wambua Nduva Boniface (1:06.34). Najlepszy z Polaków, Łukasz Woźniak ze Strawczyna (1:08.26), był piąty. Rywalizację pań zdominowała Ukrainka z polskim paszportem Olga Ochal (1:17.18), powtarzając sukces z 2016 roku, kiedy wygrywała w Gdańsku wspólnie z mężem Pawłem. – Walczyłam, przyjechałam po zwycięstwo i wygrałam. Dziękuję za piękną organizację. Na pewno jeszcze tutaj wrócę. Bardzo mi przykro, że nie ma z nami pana Pawła Adamowicza. Będziemy o nim zawsze pamiętać – mówiła na mecie zwyciężczyni. Druga w biegu półmaratońskim była gdynianka Aleksandra Baranowska-Trzasko (1:21.50), a trzecia Katarzyna Pobłocka-Głogowska z Lęborka (1:22.34). Kilkuset biegaczy spośród blisko 6 tysięcy, którzy o godz. 9 w niedzielę ustawili się na linii startu, wybrało trasę 5-kilometrową. Rywalizację na tym dystansie wygrali Patryk Sowiński z Tczewa (15.12) i Diana Dawidziuk-Gosk z Warszawy – (17.43). 17.11.2019 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
  • aktualnych propozycji: 12433
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2019 KFP