logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 12350
Zrewitalizowany Park Oruński otrzymał nagrodę Towarzystwa Urbanistów Polskich w ogólnopolskim konkursie na Najlepiej Zagospodarowaną Przestrzeń Publiczną. Wśród siedemnastu nominowanych kandydatów znalazło się aż pięć miejsc z naszego województwa. Gdański projekt triumfował w kategorii „przestrzeń publiczna w zieleni”. Ceremonia wręczenia nagród odbyła się w w Warszawie podczas konferencji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego pn. „Ochrona i kształtowanie przestrzeni publicznych” współorganizowanej przez Towarzystwo Urbanistów Polskich i Narodowy Instytut Architektury i Urbanistyki. Konkurs został zorganizowany już po raz trzynasty. TUP nagradza w nim nowe i odnowione obszary, zwracając uwagę przede wszystkim na takie elementy jak kreowanie ładu przestrzennego czy też podnoszenie atrakcyjności danego miejsca. Organizatorzy doceniają rozwiązania poprawiające jakość życia mieszkańców w tym osób niepełnosprawnych, ochronę walorów przyrodniczych oraz podkreślanie dziedzictwa kulturowego przestrzeni, zarówno trwałymi środkami architektonicznymi, jak i oświetleniem czy innymi formami oddziaływania na percepcję krajobrazu. Ponadto uwagę zwraca się na finansowanie inwestycji oraz racjonalne wykorzystanie funduszy europejskich, samorządowych i prywatnych.
Projekt rewaloryzacji ponad 12-hektarowego Parku Oruńskiego został przygotowany na zlecenie Gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni przez pracownię Ako Architekci. Gdańska firma sprawowała również nadzór autorski nad wykonawstwem. Kilkuletnie prace prowadzone w dwóch etapach zakończyły się w grudniu 2017 roku. Kluczowym źródłem koncepcji przywrócenia zieleńcowi głównych elementów kompozycyjnych charakterystycznych dla naturalistycznych parków krajobrazowych była ikonografia zamieszczona w książce Hansa Reichowa z połowy XIX wieku. Warto też przypomnieć, że w w 2018 roku Park Oruński został uznany za najlepszą przestrzeń publiczną na Pomorzu. Konkurs zorganizował zarząd województwa, a ogłoszenie wyników miało miejsce podczas Kongresu Smart Metropolia w Gdańsku. 17.09.2019 / fot. KFP
W Gdyni rozpoczęło się wielkie święto naszego kina. Wydarzeniem wieczornej gali inaugurującej 44. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych był pokaz najnowszego filmu Agnieszki Holland pt. „Obywatel Jones” opowiadającego o brytyjskim dziennikarzu, który ujawnił światu prawdę o jednej z najpotworniejszych zbrodni komunizmu – sztucznie wywołanym i skrzętnie ukrywanym przez Stalina wielkim głodzie na Ukrainie (1932-33). Hołodomor oznaczał śmierć ponad 3 milionów ludzi. – Ten film pokazuje, do czego może doprowadzić tchórzostwo rządzących i odwaga dziennikarzy. Czy dziennikarz ma obowiązek być odważnym? Odważni powinni być nie tylko dziennikarze, ale i filmowcy (...) Za mało mówimy o ofiarach komunizmu i innych totalitaryzmów (…) Chcę, abyśmy oglądając ten film, zadali sobie aktualne pytania: czym są media, dziennikarstwo, a czym fake newsy – mówiła reżyserka „Obywatela Jonesa” podczas gali w Teatrze Muzycznym. Festiwalem miasto żyło jednak już od rana. I tak będzie przez pięć kolejnych dni. Na pokazy filmowe i spotkania z twórcami zapraszają Gdyńskie Centrum Filmowe, kino Helios w CH Riviera, Teatr Miejski, Konsulat Kultury oraz Muzeum Marynarki Wojennej.
Trzy spośród 19 filmów ubiegających się o nagrody w konkursie głównym miały dziś swoje pokazy prasowe w sali kinowej Warszawa GCF. Oglądaliśmy kolejno „Kuriera” w reżyserii Władysława Pasikowskiego – historię inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami z przedednia wybuchu powstania warszawskiego, opowiadającą o jednej z najtrudniejszych misji Jana Nowaka-Jeziorańskiego, „Słodki koniec dnia” Jacka Borcucha – niezwykle aktualny obraz lęku przed nieznanym i odważny głos w sprawie kryzysu uchodźczego (z Krystyną Jandą w roli głównej) oraz premierowe „Wszystko dla mojej matki” Małgorzaty Imielskiej – przejmującą opowieść o dorastaniu, osamotnieniu i walce nastolatki w realiach zakładu poprawczego. Dwa pierwsze, znane już szerszej publiczności, intrygowały nieco mniej aniżeli ten trzeci, stanowiący debiut fabularny wybitnej dokumentalistki. – Dokument jest genialny, ale jednocześnie, kiedy robimy filmy trudne, dotykające intymności drugiego człowieka, dokument zmusza nas do pamiętania o pewnej odpowiedzialności za losy bohatera. O tym, co się z nim stanie później, kiedy skończymy film, kiedy będziemy go pokazywać. Dotarło do mnie, że dokument jednak w pewien sposób nie pozwala mi powiedzieć wszystkiego. Dlatego właśnie, żeby nie skrzywdzić, bo dotarłabym może zbyt głęboko, zbyt mocno. Nie wyobrażam sobie zrobienia takiej historii za pomocą środków dokumentalnych. Naznaczyłabym tę dziewczynę już do końca jej życia. Stąd pomysł na pierwszy film fabularny – wyjaśniała reżyserka na konferencji prasowej towarzyszącej projekcji w sali Warszawa. 16.09.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP, Anna Bobrowska / KFP, Krzysztof Mystkowski / KFP, Konrad Kosycarz / KFP, Maciej Kosycarz / KFP, Mateusz Ochocki / KFP
Jak co roku trzeci weekend września upływał w Pelplinie pod znakiem Jarmarku Cysterskiego. Święto nawiązujące do czasów, kiedy ziemią pelplińską gospodarowali szarzy mnisi, zagościło w dawnym opactwie już po raz dziewiętnasty. Na pielgrzymów i turystów czekały tu m.in. tradycyjne jadło i napitki, targ staroci, konkursy historyczne, korowód średniowieczny oraz bogata oferta wyrobów rzemieślniczych. Swoje produkty prezentowało w Pelplinie ok. 200 wytwórców z całej Polski. Wśród atrakcji tegorocznej imprezy znalazły się m.in. spektakl historyczno-edukacyjny „Zapiski pelplińskie” (reż. Jacenty z Ordowa), turniej rycerski o Miecz Burmistrza oraz spektakl historyczno-batalistyczny „Krzyżacy”. Jarmark Pelpliński to także możliwość bliższego poznania tajników dawnych rzemiosł klasztornych oraz bogactwa średniowiecznej architektury i barokowego wyposażenia jednej z największych ceglanych świątyń w Polsce. Zwiedzanie z przewodnikami dawnego opactwa, ogrodów oraz Muzeum Diecezjalnego należy do stałych punktów świątecznego programu. 15.09.2019 / fot. Krzysztof Mania / KFP
Od kilku miesięcy Mierzeja Wiślana ma nową atrakcję turystyczną. Jest to miejsce, gdzie planowana jest budowa kanału, który ma połączyć Zalew Wiślany z otwartym morzem. Pierwszą symboliczną łopatę wbito na plaży 16 października 2018 roku, w lutym tego roku wycięto wszystkie drzewa. Obecnie wyrąb jest obowiązkowym punktem odwiedzanym na mierzei przez turystów. Są wytyczone ścieżki, punkt widokowy, z którego widać zarówno morze, jak i zalew. Na dole, przy drodze prowadzącej do Krynicy Morskiej, zmotoryzowani oraz wycieczki autokarowe mogą skorzystać z parkingu. 14.09.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Po przerwie na nieudane występy reprezentacji Polski rozgrywki wznowiła piłkarska ekstraklasa. Lechiści wrócili do gry w dobrym stylu, a co najważniejsze, w 8. kolejce udało im sięgnąć po pierwsze w tym sezonie zwycięstwo, występując w roli gospodarzy. Gole na wagę trzech punktów padły po uderzeniach Sławomira Peszki i Michała Nalepy przed przerwą. Bohaterem drugiej odsłony był Dusan Kuciak, który kilkoma kapitalnymi interwencjami nie dopuścił do utraty tego, o co tak ambitnie Lechia walczyła w pierwszej połowie meczu. O wynik gdańscy kibice drżeli do 95. minuty.
8. kolejka ekstraklasy. Lechia Gdańsk – Lech Poznań 2:1 (2:1). Bramki: Sławomir Peszko (23’), Michał Nalepa (33’) – Christian Gytkjaer (45’). Widzów: 14 tys.
LECHIA: Kuciak – Fila, Nalepa, Augustyn, Mladenović – Łukasik – Peszko (55’ Haraslin), Kubicki, Gajos (73’ Makowski), Udovicić (79’ Wolski) – Sobiech. 14.09.2019 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
To ma być mistrzowska seria sopockich osobliwości. Zapoczątkował ją przed rokiem przy okazji 4. Festiwalu Fotografii W Ramach Sopotu „Słonik” Tadeusza Rolkego. Wielkoformatowe zdjęcie wykonane latem 1957 roku na Placu Zdrojowym przez prekursora naszej fotografii reportażowej ozdobiło ścianę budynku Państwowej Galerii Sztuki. Od dziś Sopot ma dwa fotopomniki. 5 Festiwal Fotografii zaowocował w sobotę odsłonięciem na ścianie budynku klubu SPATiF przy ulicy Bohaterów Monte Cassino 54 kolorowego zdjęcia z drugiej połowy lat 60. autorstwa Chrisa Niedenthala. Z obrazu pozdrawia przechodniów słynny Czesio Parasolnik (1912-1992), człowiek – atrakcja turystyczna kurortu w latach 60 i 70. XX wieku. – Przyznam, że jako młody Anglik byłem wtedy mocno zdziwiony, siedząc tutaj i patrząc, że w PRL-u, czyli w komunistycznym państwie, taka postać się pojawiła. W Anglii czy we Francji byłem przyzwyczajony do tego, że po ulicach tacy chodzili, ale nie sądziłem, że w Polsce też chodzą. To była rzeczywiście barwna, bardzo piękna postać, pięknie ubrana. Szpilki, skarpetki, spódniczka, torba i ta broda olbrzymia... Byłem wtedy biednym studentem, oszczędzałem na filmach – mam chyba tylko jedną czy dwie klatki z tego zjawiska. To zdjęcie przypomina mi moje dawne wakacje, kiedy przyjeżdżałem tutaj i właściwie już wtedy zakochałem się w Polsce. Już nie mówię o Polkach... Aż mi głupio, że to tak dawno było. Myślę, że dla Sopotu dobre jest to, że to jest w kolorze. Wszyscy znamy z tamtych lat raczej fotografie czarno-białe – mówił Chris Niedenthal, odsłaniając pomnikowe zdjęcie wspólnie z prezydentem Jackiem Karnowskim. Włodarz Sopotu dodał zaraz, że Czesław Bulczyński słynął z tego, że w 1-majowych pochodach też chodził tak przebrany. – Łykał połamane widelce, noże, miał niezliczoną ilość operacji. To zdjęcie zostało zrobione na tle dawnego Fantomu. Nie wiem, czy tam z tyłu siedzi Nikoś na kawie, ale Czesio z pewnością był w Sopocie postacią niezwykłą – powiedział Jacek Karnowski.
Ciąg dalszy festiwalowego spotkania z Chrisem Niedenthal miał miejsce po południu przy ul. Bohaterów Monte Cassino 31, w klubie Dwie Zmiany. 14.09.2019 / fot. Anna Bobrowska / KFP
W kamienicy na Długim Targu 11/12 w Gdańsku pojawiły się peruwiańskie flagi, a wraz z nimi najsmaczniejsze i najzdrowsze na świecie ceviche, oryginalne pisco oraz piwo produkowane 30 km od słynnego Machu Picchu z krystalicznie czystej wody. W piątkowy wieczór oficjalnie otworzył tu swoje podwoje Konsulat Honorowy Republiki Peru. Przez trzy poprzednie lata placówka tymczasowo mieściła się przy ul. Jaśkowa Dolina, w siedzibie spółki Swissmed Centrum Zdrowia, której prezesem jest Roman Walasiński, od czerwca 2016 roku konsul honorowy Republiki Peru w Gdańsku. Wraz z przenosinami konsulatu, przy reprezentacyjnej ulicy miasta rozpoczęło działalność pierwsze w Polsce północnej Centrum Kultury Peruwiańskiej, a od ponad miesiąca na Długi Targ zaprasza smakoszy restauracja bistro serwująca (godz. 12-20) oryginalne potrawy i napoje przygotowywane ze składników pochodzących z Peru. Lokal sąsiadujący z Restauracją Rosyjską prowadzi Peruwianka urodzona z Cuzco, która sztuki kulinarnej uczyła się w Limie. W czerwcu tego roku przybyła do Gdańska. Oba przybytki mają wspólną nazwę – Peruvia. Przed wiekami nasi przodkowie mówili tak o Peru.
– Ideą działalności konsulatu jest przede wszystkim ochrona interesów diaspory peruwiańskiej. To są oczywiście wszystkie działania administracyjne i formalne związane z pobytem cudzoziemców w Polsce. Trójmiasto ma bogatą historię w tej sferze, a to przede wszystkim za sprawą Dalmoru, który przed laty prowadził połowy na łowiskach południowoamerykańskich, przybliżając nam tę stronę świata. Sporo Peruwiańczyków z tego powodu pojawiło się i osiadło w Trójmieście. Mamy o kogo dbać. Drugim ważnym elementem naszej misji jest przybliżenie kultury południowo-amerykańskiej mieszkańcom Polski północnej. Z jednej strony tak naprawdę niewiele wiemy o tym regionie, a z drugiej warto podkreślić, że bardzo wielu Polaków po tzw. wielkich emigracjach związanych z powstaniami emigrowało do Peru i tam tworzyło państwowość kraju, który w 2021 roku będzie świętować 200 lat niepodległości. Już nie wspomnę o Erneście Malinowskim, ale np. Ryszard de Jaxa Małachowski był jednym z głównych twórców układów urbanistycznych stolicy Peru – Limy, a prezydentem kraju był pochodzący z Polski Pedro Pablo Kuczynski – mówi konsul honorowy Roman Walasiński, który na piątkowej uroczystości otwarcia nowej siedziby miał zaszczyt gości ambasadora Republiki Peru Alberto Salasa-Barahonę oraz przedstawicieli MSZ i Stowarzyszenia Konsulów Honorowych w Polsce. W uroczystości uczestniczyli m.in. wiceprezydent Gdańska Piotr Grzelak, posłanka Małgorzata Chmiel oraz publicysta, podróżnik i wielki znawca kultury południowoamerykańskiej Roman Warszewski. Spotkanie uświetnił występ artystyczny polsko-peruwiańskiej rodziny, która zaprezentowała się w kilku tańcach ludowych. Wrażenie robiły zarówno umiejętności tancerzy, jak i ich oryginalne stroje. – Naszą ambicją jest stworzenie ośrodka, który będzie szerzej oddziaływał na otoczenie poprzez kulturę, historię, wiedzę czy sztukę kulinarną, ale również inne aspekty, którymi powinniśmy się chwalić w ramach tego, o czym przez lata mówił nam prezydent Paweł Adamowicz, że Gdańsk jest miastem otwartym dla wszystkich nacji i kultur – dodaje konsul honorowy Roman Walasiński. 14.09.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
– Jeśli mamy tak szeroki dostęp do Bałtyku, to gospodarka morska musi się rozwijać. Nie może być zwijana. Ja wiem, że to będzie bardzo trudne, ale Stocznia Gdańska zostanie odbudowana. Ona będzie budowała statki tak jak kiedyś. Także Stocznia Marynarki Wojennej. Jestem przekonany, że dojdzie do takiego momentu, w którym zacznie produkować bez straty. Dzisiaj ma tę stratę, ale w gospodarce nic nie jest od razu, nic nie jest dane na tacy. Trzeba pracować, trzeba odwoływać się do ludzi doświadczonych. Trzeba budować gospodarkę morską. To może być siła napędowa dla gospodarki jako całości. I będziemy w tym kierunku zdecydowanie szli. Musimy tu iść do przodu – zadeklarował prezes Jarosław Kaczyński, przemawiając podczas regionalnej konwencji Prawa i Sprawiedliwości na dziedzińcu Politechniki Gdańskiej. Lider partii rządzącej apelował w Gdańsku o pełną mobilizację w nadchodzących wyborach parlamentarnych i zaciekłą walkę o każdy głos. Zdaniem Kaczyńskiego stawką tej walki jest kierunek polskiej drogi, to czy będzie nim marsz w górę czy w dół, do przodu czy w tył. – Stąd ta wielka potrzeba mobilizacji tych, którzy kandydują – i tutaj liczę, że ta mobilizacja jest – ale także innych – działaczy samorządowych, wszystkich działaczy naszej partii i wszystkich przyjaciół naszej partii. Wszystkich, którzy chcą, aby dobry czas dla Polski trwał (…) by nasza ojczyzna ścigała tych na zachód od naszych granic, ale nie po to, żeby im krzywdę zrobić, tylko po to, żebyśmy byli na tym samym poziomie, żeby Polak jadący na Zachód mówił: „no jest tam dobrze, ale w Polsce jest tak samo, a może nawet lepiej”. Wierzę, że jesteśmy gotowi tę drogę przebyć, i dlatego jeszcze raz proszę o tę wielką mobilizację do ostatniego dnia kampanii. Ja wiem że to nie jest łatwe, ale tutaj też można. Można ludzi przekonywać – fakty są za nami i przeciw tym, którzy z nami konkurują (...) Jeśli będziemy pracować do 11 października, do północy, z całą determinacją, ze wszystkich sił, to z całą pewnością zwyciężymy – zapowiedział Jarosław Kaczyński. Podczas konwencji na scenie zaprezentowało się 24 kandydatów na posłów z listy Zjednoczonej Prawicy w okręgu gdańskim nr 25 z wiceministrem kultury Jarosławem Sellinem na czele oraz troje spośród sześciorga pomorskich kandydatów PiS na senatorów – Anna Gwiazda, Antoni Szymański i Kazimierz Janiak. 12.09.2019 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
„Cysterna wstydu PO-PSL” symbolizująca wielomiliardowe straty poniesione przez Skarb Państwa za sprawą nieudolności poprzedniej ekipy rządzącej zatrzymała się w czwartkowe południe na ul. Sucharskiego w Gdańsku. Cztery takie pojazdy ozdobione przez Komitet Wyborczy Prawo i Sprawiedliwość wizerunkami Grzegorza Schetyny i Władysława Kosiniaka-Kamysza będą pojawiać się na ulicach polskich miast i miasteczek do końca kampanii wyborczej. Na Sucharskiego, przed cysterną zaparkowaną nieopodal stacji Lotosu, pojawili się wiceminister Jarosław Sellin i kandydat na posła, gdański radny Kacper Płażyński. – Chcemy przypomnieć tą metodą, jak nie wypełniały swoich obowiązków władze PO i PSL przez osiem lat rządzące Polską. To jest jeden z takich przykładów. Podczas tych rządów do kraju wjeżdżało ok. 600 cystern z nielegalnym paliwem każdego dnia. Na każdej takiej cysternie budżet państwa ponosił straty w wysokości 40 tys. zł. Oznacza to, że budżet tracił każdego dnia 24 mln zł. Przez osiem lat straty sięgnęły 68 mld zł. A jeśli dodamy do tego to, co szczególnie bulwersowało opinię publiczną, czyli straty wynikające z ubytków w ściąganiu podatku VAT dochodzące do 250 mld zł, to widzimy, jak duża była skala zaniechań państwa. Tylko z pieniędzy utraconych na wwozie paliwa moglibyśmy przez dwa lata finansować program 500+ obejmujący już nawet pierwsze dziecko, albo przez sześć lat moglibyśmy wypłacać 13. emeryturę, albo zbudować około 10 tysięcy przedszkoli. Tego wszystkiego nie uzyskaliśmy do budżetu, a to wynika z tego, że rządziła nami ekipa, która sama określiła, że rządzi państwem teoretycznym, i w ogóle jej to nie przeszkadzało. Ekipa, która ma bardzo niski instynkt państwowy. Chcemy przestrzec Polaków przed ewentualnym powrotem do władzy tej ekipy – powiedział w Gdańsku wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego Jarosław Sellin. Kacper Płażyński, kandydat na posła, nazwał okres rządów PO-PSL katastrofą. – Platforma i PSL, mimo tego że wielokrotnie zgłaszali się do nich celnicy, zgłaszali się mieszkańcy Polski – obywatele zmartwieni, ale mający wiedzę o tym, co się dzieje, nie reagowały. Albo nie chcieli tego robić – nie chcieli zatrzymać tej VAT-owskiej luki, albo, co jeszcze gorsze dla rządzących, nie potrafili tego zrobić. Platforma po prostu nie potrafi rządzić. Prawo i Sprawiedliwość pokazuje, że pieniądze są. I jeszcze lepsza wiadomość: pieniądze również będą – na polskie rodziny, na inwestycje i infrastrukturę. Tak samo jak przez te cztery lata wykonywaliśmy nasze zobowiązania wyborcze, tak samo będziemy je realizować przez cztery lata, jeżeli tylko Polacy – a wierzę w to głęboko – dadzą nam mandat do tego, żeby Polska w takim samym, wspaniałym świetle się rozwijała. Koniec z państwem, które sobie nie radzi. Koniec z rządzącymi, którzy nie potrafią rządzić – powiedział Kacper Płażyński. 12.09.2019 / fot. Paweł Marcinko / KFP
Tak to się zaczęło – 45 lat temu w dawnym gdańskim kinie Leningrad, późniejszym Neptunie, z Danielem Olbrychskim – Kmicicem w najważniejszej roli męskiej. „Potop” Jerzego Hoffmana był pierwszy filmem pokazanym na I Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych i pierwszym w dziejach tego najważniejszego przeglądu naszej kinematografii zdobywcą Lwów Gdańskich. Jeszcze nie Złotych. Nazwa nagrody głównej zmieniała się (podobnie jak nazwa festiwalu) wraz ze zmieniającymi się trójmiejskimi okolicznościami filmowego święta. Już od pierwszego, Potopowego wydania było ono równie gdańskie, co i sopockie. Ba, większość projekcji widzowie oglądali w sopockich kinach „Bałtyk” i „Polonia”. Oficjalne przenosiny festiwalu do Gdyni nastąpiły w roku 1987, ale jeszcze przez siedem lat zdobywcy głównych laurów odbierali Złote Lwy Gdańskie, jako ostatni – ex-aequo Radosław Piwowarski za „Kolejność uczuć” i Grzegorz Królikiewicz za „Przypadek Pekosińskiego” (1993 r.). Modyfikację przeszła wówczas statuetka zaprojektowana przez artystę rzeźbiarza Piotra Soleckiego. Lwy odświeżył Czesław Gajda, jeden z siedmiu współautorów pomnika Obrońców Wybrzeża na Westerplatte. Złoto pojawiło się w nazwie nagród w 1979 roku, kiedy jury obradujące pod przewodnictwem Jerzego Passendorfera za najlepszy obraz VI FPFF uznało „Amatora” w reżyserii Krzysztofa Kieślowskiego. A kto zdobył pierwsze Złote, ale już nie Gdańskie trofeum? Rok 1994 należał do Kazimierza Kutza, który w konkursie głównym zaprezentował nam dwa filmy – „Śmierć jak kromka chleba” i „Zawróconego”. Zwycięstwo tego drugiego było swego rodzaju znakiem czasów. Oznaczało, że ze stanu wojennego i Solidarności można już się śmiać, nie trzeba podchodzić do tego martyrologicznie i na kolanach. W pierwszoplanowej roli festiwalowej niedoszłego konfidenta, który przeobraża się niemal w opozycjonistę wystąpił Zbigniew Zamachowski. 12.09.2019 / fot. KFP
  • aktualnych propozycji: 12350
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2019 KFP