logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 12177
W Gdańska trwają przygotowania do 759. Jarmarku św. Dominika. Tyle też nutek będzie liczyć jarmarkowy hejnał odgrywany na inaugurację wydarzenia przez trębaczy z okien i dachu Dworu Artusa. Usłyszymy go w sobotnie południe. Tegoroczne święto kupców, rzemieślników, miłośników historii, antyków, muzyki i dobrego jedzenia potrwa 23 dni. Choć „Dominik” przesuwa się w kierunku Długich Ogrodów i Ołowianki, przybliżając nowe miejsca zarówno turystom, jak i mieszkańcom (do tego ogranicza nieco liczbę stoisk), trudno wyobrazić sobie to wydarzenie bez straganów oferujących w ścisłym centrum towary i smaki z różnych stron świata. Drewniane budki przy ul. Szerokiej (na naszych zdjęciach) ponownie więc szykują się na przyjęcie tysięcy gości. Miejsce zmienia za to popularny targ staroci. Stoiska kolekcjonerów i antykwariuszy, których dotychczas odwiedzaliśmy m.in. przy Podwalu Staromiejskim, tym razem zapraszają nas na Długie Ogrody. Lista tegorocznych nowości jest naprawdę długa. Przed weekendem warto zajrzeć do przewodnika dostępnego na stronie internetowej jarmarkdominika.pl. 22.07.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Szczęście w nieszczęściu. Rodzina podróżująca mercedesem klasy C zdążyła opuścić płonący pojazd, auto spłonęło doszczętnie. Samochód zapalił się podczas jazdy. Do dramatycznych zdarzeń doszło w poniedziałek ok. godz. 12 na ul. Słowackiego na gdańskiej Matarni. Kierowca niemal natychmiast zatrzymał pojazd, zjeżdżając na pobocze. Podróżni ewakuowali się na wysokości skrzyżowania z ul. Podchorążych (przed wjazdem do zakładu GPEC). – Przyjęliśmy w tej sprawie bardzo dużo zgłoszeń. Dzwonił kierowca, ale alarmowali też świadkowie. Nasza interwencja trwała od godz. 12.21 do 13.28. Do akcji wyruszyło pięciu strażaków z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 1. Kiedy przybyli na miejsce, pasażerowie byli już bezpieczni. Nikomu nic się nie stało. Niestety, samochód uległ spaleniu – informuje nas mł. brygad. Jacek Jakóbczyk z Komendy Miejskiej PSP w Gdańsku. 22.07.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Pisane było im złomowisko. ORP „Metalowiec” i ORP „Rolnik” po blisko sześciu latach bezczynności mogą wrócić do służby, ale już nie pod banderą Marynarki Wojennej RP. Nie popłyną też ku chwale Wietnamu na Morze Południowochińskie. A Morze Czarne? Ukraina chce kupić nasze tarantule.
Tarantule tworzyły legendę polskiej floty wojennej na Bałtyku 30 lat temu. Uzbrojone po zęby, nowoczesne i zwrotne okręty rakietowe ze stoczni w Rybińsku pędziły po naszym morzu z prędkością niemal 80 km na godzinę, budząc szacunek innych stalowych drapieżników i rozsławiając dobre imię ludzi pracy. Marynarze lubili tarantule już choćby tylko za to, że przesiadając się na nie z jednostek innych typów, nie odczuwali tak bardzo bujania na bałtyckich falach. Kiedy ORP „Górnik” i ORP „Hutnik” – wycofane ze służby w 2005 roku – płynęły na złom, niektórym oficerom 3. Flotylli Okrętów Marynarki Wojennej RP stawały łzy w oczach. Czuli, że to dzieje się za wcześnie. Czy los „śląskich” korwet projektu 1241 RE Mołnia (w kodzie NATO Tarantul I) podzielą niebawem dwie bliźniacze jednostki, na których bandery opuszczono po raz ostatni w grudniu 2013 roku? ORP „Metalowiec” i ORP „Rolnik” przez pięć kolejnych lat cumowały w Porcie Wojennym na Oksywiu, udając bojowe. Agencja Mienia Wojskowego bezskutecznie próbowała je sprzedać. Perypetie związane z kolejnymi przetargami (tudzież sprzedażą poprzetargową), ofertami niespełniającymi wymogów formalnych czy też niesolidnymi kontrahentami znalazły kres latem zeszłego roku, choć i tym razem nie obyło się bez nałożenia kary na kupca...
Statki zakupiła firma z Warszawy, której większościowym udziałowcem jest biznesmen wietnamskiego pochodzenia. To miało znaczenie. W połowie poprzedniej dekady Marynarka Wojenna Socjalistycznej Republiki Wietnamu była bardzo zainteresowana pozyskaniem wszystkich czterech polskich tarantul. Chciała też kupić „Orła”, naszego największego podwodniaka. Zmodernizowane okręty miały trafić do służby na Morzu Południowochińskim jako skromna (ale szybka) część odpowiedzi na coraz bardziej agresywne działania chińskich sił morskich, szczególnie wokół spornych wysp archipelagu Truong Sa i złóż ropy, do których prawa roszczą sobie ponadto Tajwan, Malezja i Filipiny. Nie bez znaczenia dla prawdopodobnych losów naszych jednostek był fakt, że na przełomie lat 80. i 90. Akademia Marynarki Wojennej w Gdyni wykształciła 25 Wietnamczyków, z których 18 wróciło na ojczyzny łono i tworzyło tam zręby kadry oficerskiej Hải Quân Nhân dân Việt Nam. Wprawdzie „Górnik” i „Hutnik” uciekły w 2005 roku Wietnamowi (znawcy tematu mówią, że cena okrętów była przestrzelona), jednak sentyment do floty kraju wspierającego szkolenie wietnamskich sił pozostał w Azji. Tym bardziej, że z upływem lat wartość uziemionych w gdyńskim porcie tarantul malała. Nieoficjalnie wiemy, że za każdą z nich kontrahent z wietnamskim kapitałem zapłacił Agencji Mienia Wojskowego mniej niż 10 proc. kwoty, jaką pochłonie przywrócenie okrętom zdolności bojowej. Sama tylko wymiana zespołów napędowych – a bez tego ani rusz – to są grube miliony złotych. Kiedy nasza Marynarka Wojenna snuła przed laty takie plany jako rozwiązanie alternatywne dla systematycznego likwidowania floty, koszty remontu tarantuli sięgały około 40 milionów.
„Okręty zostały sprzedane firmie Mac Management Dang Minh Mac w wyniku przeprowadzonego 12 lipca 2018 r. przetargu pisemnego nr 12/OS/2018. Umowa sprzedaży została podpisana 2 sierpnia 2018 r., a termin odbioru okrętów został ustalony na 14 grudnia 2018 r. Podpisanie dokumentu wydania (WZ) dwóch okrętów nastąpiło 3 stycznia 2019 r. Wydanie okrętów nastąpiło z opóźnieniem z winy kupującego i zgodnie z zapisami umowy, zostały naliczone kary umowne w wysokości 34 656 zł. Powyższa kara umowna wpłynęła na konto Agencji 18 stycznia 2019 r.” – czytamy w komunikacie przekazanym nam przez Małgorzatę Weber, rzecznik prasową Agencji Mienia Wojskowego. Trzy dni po tym ostatnim terminie Port Wojenny na Oksywiu był świadkiem niecodziennych ruchów. 21 stycznia odpłynął stąd ciągnięty przez holowniki ORP „Rolnik”, a następnego dnia jego śladem podążył ORP „Metalowiec”. Trasę miały krótką. Obie jednostki przycumowały do nabrzeża państwowej Stoczni Remontowej Nauta przy ul. Waszyngtona (od kilku miesięcy teren jest własnością Portu Handlowego Gdynia). Umowę na przegląd i postój statków w tym miejscu podpisała ze stocznią warszawska firma... Alfa, nowy właściciel obu jednostek. Wietnamczycy zrezygnowali. – Spółka Mac chciała usprawnić oba okręty, tak, żeby przeszły przez Biskaje, Morze Śródziemne, Kanał Sueski i dopłynęły do Wietnamu, ale obawiała się, czy wytrzymają tę podróż. Kreśliła też plan polegający na pozostawieniu kadłubów w Gdyni, wymontowaniu uzbrojenia, systemów sterowania itp. i przetransportowaniu zdemontowanych elementów do Azji na pokładzie rorowca. Po głębszej analizie kosztów i dokonaniu oceny ryzyka właściciel jednostek wybrał jednak trzecie rozwiązanie, odsprzedając je konkurencji. Pewnie stracił na tym niewiele – słyszymy od eksperta w tej dziedzinie, który zastrzega sobie anonimowość.
Jeśli nie Wietnam, to co? „Z powodzeniem oferujemy nasze towary wybranym klientom zagranicznym, w szczególności naszym długoletnim partnerom biznesowym z Azji Południowo-Wschodniej (…) Jesteśmy wiodącą firmą w zakresie zakupów i dalszego obrotu okrętami wycofywanymi ze służby w Marynarce Wojennej” – informuje na swojej stronie internetowej warszawska firma Alfa. W publicznej ofercie spółki (dział „jednostki morskie, lądowe i powietrzne”) nie ma żadnej z tarantul (w całości), ale na załączonych w tym miejscu zdjęciach zobaczyć możemy fragmenty okrętów z uzbrojeniem. Alfa oferuje koncesjonowanym nabywcom m.in. armaty AK-176 kaliber 76 mm i AK-630 kaliber 30 mm. Jak dowiedzieliśmy się w spółce, broń pochodzi z jednostek już nieistniejących. Kilka lat temu „Polityka” opublikowała rozmowę z prezesem firmy Piotrem Sapieżyńskim, który opowiadał o tym, jak żyć ze złomowania polskiej Marynarki Wojennej, ale też o emocjach, jakie towarzyszyły marynarzom, kiedy zabierał na złom „Górnika” i „Hutnika” (w roku 2008). Wywiad nosił tytuł „Człowiek, który tnie polską flotę na żyletki”. Wobec przywołanych okoliczności trudno oprzeć się wrażeniu, że „dalszy obrót okrętami” cumującymi od pół roku w Naucie może oznaczać tylko jedno... Ale nie tak szybko. Wizja przetopienia stali okrętowej na uszlachetniacz dodawany do surowca, z którego produkuje się „żyletki”, nie musi być wcale bliska. Ze źródeł dobrze poinformowanych dowiadujemy się, że zakupem obu jednostek zainteresowana jest Marynarka Wojenna Ukrainy, a raczej to, co z niej zostało po zajęciu Krymu przez Rosję. Prezes Sapieżyński, zapytany przez nas o prawdziwość tych doniesień, nie zaprzecza, acz ze względu na delikatność materii zachowuje umiar w ocenie sytuacji negocjacyjnej. Rozmowy z Ukraińcami trwają.
Czy po 25 latach służby i ponadpięcioletniej bezczynności polskie tarantule mogą odzyskać ducha bojowego, a w ślad za tym rozpocząć nowe życie w jednej z ukraińskich baz na Morzu Czarnym? Mimo że długotrwały postój w Porcie Wojennym na Oksywiu im nie służył („Metalowca” dwukrotnie w czasie wiosennych roztopów zalewała woda, ostatnio w marcu ubiegłego roku), eksperci mający za sobą wieloletnią służbę w Marynarce Wojennej RP (także na tarantulach) są w tej kwestii zgodni: to jest możliwe. Stawiane przez nich prognozy długości życia dla obu jednostek sięgają lat 30. XXI wieku. – Oczywiście każda z nich może ruszyć z miejsca tylko z nowym napędem. Turbiny mają to do siebie, że jak się nieznacznie przekroczy rocznik, to trzeba zrobić remont statku. Dziś to nie będzie łatwe, ale mamy w Trójmieście jeszcze kilku zdolnych i doświadczonych turbinistów. Ukraina jest zainteresowana zakupem i naprawą jednostek w Polsce, przypuszczalnie w PGZ Stoczni Wojennej. Inne zakłady nigdy tego nie robiły. Napęd to nie wszystko, trzeba także uszlachetnić linię wałów, poprawić kadłub, wymienić agregaty prądotwórcze, sprawdzić stan kabli i dobrze osuszyć okręt. Ukraińcy wiedzą o tym doskonale, niedawno zapoznali się ze stanem obu jednostek. Podobno wszystko jest już zaklepane i nasze eks-okręty popłyną jeszcze w tym roku na Morze Czarne – donosi nasze anonimowe źródło. 22.07.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Od dwóch tygodni w Twierdzy Wisłoujście pracuje polsko-duńska ekipa archeologiczna. Badacze działający pod kierownictwem dr Joanny Dąbal wydobyli z trzech wykopów na terenie Szańca Wschodniego blisko 2 tys. zabytków. Odsłonili także fragment fundamentów koszar napoleońskich, które do połowy 2021 roku mają zostać zrewitalizowane i zaadaptowane na centrum archeologiczne. Wszystkiemu można przyjrzeć się teraz z bliska. Od dziś do czwartku twierdza zaprasza wszystkich chętnych na Wisłoujście Archeo-Days. – Zazwyczaj o wynikach badań archeologicznych dowiadujemy się z prasy i telewizji, albo oglądając zabytki w muzeach. Dzięki Otwartym Dniom Archeologicznym możemy uczestniczyć w badaniach, dotknąć wydobytych zabytków, zobaczyć jak wyglądają przed i po konserwacji. Nasza propozycja to ciekawa i bezpłatna oferta dla turystów oraz rodzin z dziećmi – mówi dr Andrzej Gierszewski z Muzeum Gdańska. Po zakończeniu Wisłoujście Archeo-Days wykopy zostaną zasypane, a naukowcy przystąpią do opracowywania wyników badań i konserwacji zabytków. O wynikach opowiedzą zainteresowanym w styczniu przyszłego roku podczas otwartego spotkania. Kolejne wykopaliska zostaną przeprowadzone w przyszłym roku. – Prowadzone obecnie badania miały na celu weryfikację kartograficznych przedstawień lokalizacji pozostałości fundamentów kościoła św. Olafa oraz sprawdzenie stanu zachowania wybudowanych na pocz. XIX wieku koszar napoleońskich. Zamiast fundamentów trafiliśmy na przykościelny ogródek, z którego wydobyto i zabezpieczono największą ilość zabytków. Koszary nas zaskoczyły. Okazało się, że postawiono je na fundamentach starszej konstrukcji – dodaje Andrzej Gierszewski. Od poniedziałku do środy możemy przyglądać się tajemnicom z przeszłości twierdzy w godzinach 10-16. W czwartek archeolodzy zapraszają od godz. 10 do 12. 22.07.2019 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Od czasu pierwszej akcji artystycznej zainicjowanej w Mlecznym Piotrze przez stowarzyszenie WL4 Przestrzeń Sztuki minął już ponad rok. Dużo się tu działo od tamtej pory. W sobotę ostatni zachowany obiekt po dawnej Stoczni Cesarskiej, usytuowany w miejscu, gdzie Motława łączy się z Martwą Wisłą, świętował otwarcie wystawy pt. „Dialog performatywny. 27 artystów w wolności na 100-lecie niepodległości”. Wspólne przedsięwzięcie polskich i francuskich malarzy, rzeźbiarzy, grafików oraz instalatorów doczekało się tym samym drugiej odsłony. Wernisaż pierwszej odbył się 4 grudnia 2018 roku w L'Hotel Groslot w mieście Orlean we Francji (budynek od lat pełni funkcję ratusza miejskiego). Największą w tym zasługę mieli przedstawiciele miejscowej Polonii związani ze Stowarzyszeniem Polonijnym Loire-Vistule, które nie szczędziło sił i środków, by ugościć licznie przybyłych z Polski artystów. Inicjatorami wydarzenia byli Izabela i Rafał Borkowscy – para artystów zamieszkałych w Orleanie. Prezentacja przygotowana przez nich w gdańskiej stoczni jest przeniesieniem wystawy orleańskiej oraz podtrzymaniem przyjaznych stosunków z artystami francuskimi. „100- lecie jakiejś historycznej daty obchodzone jest w każdym kraju, a niepodległość i wolność obserwowane przeze mnie z perspektywy Orleanu wydawały się być wartościami niekwestionowanymi w demokratycznym państwie. W dyskusji okazało się inaczej. Przemiany w Polsce w ostatnich latach nakazują nam patrzeć na te wartości nie jako na dane na zawsze ale wymagające pielęgnacji, troski i obrony; kruche i podkopywane. To skłania do działania” – mówi kurator wystawy Rafał Borkowski. Ekspozycja „Dialog performatywny. 27 artystów w wolności na 100-lecie niepodległości” gościć będzie w Mlecznym Piotrze do 4 sierpnia. 21.07.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Wielką ciekawość sobotnich gości BCT wzbudzały zarówno niepozorne reachstackery, unoszące 20-stopowy kontener na wysokość kilku metrów, jak i wielkie dźwigi, które przeładowują po 100 ton. Niedostępnym dla nas na co dzień urządzeniom portowym – dźwigom, suwnicom, wózkom i ciężarówkom – można było przyjrzeć się z bliska, a w kabinach niektórych z nich nawet troszeczkę pomanipulować. Bałtycki Terminal Kontenerowy już po raz siódmy zaprosił mieszkańców na dzień otwarty. W role przewodników wcieli się pracownicy BCT. Około 70 proc. ponad 300-osobowej załogi stanowią ludzie pracujący w operacjach, czyli zajmujący się bezpośrednią obsługą kontenerów na terminalu. W sobotę opowiadali nam swojej pracy, obsłudze wielkich maszyn i zasadach ruchu kontenerów na placu składowym. Portowa straż pożarna zaprosiła gości BCT do wozów strażackich, celnicy – na pokaz niezwykłych towarów zarekwirowanych przemytnikom, a gospodarze – na podziwianie widoków z dachu swojego biurowca. Jedną z atrakcji dnia otwartego były rejsy statkiem wycieczkowym po porcie. 20.07.2019 / fot. Andrzej J. Gojke / KFP
Spotkać można tu Katarzynę Grocholę, profesora Jerzego Bralczyka, ks. Adama Bonieckiego, Jacka Fedorowicza czy Henrykę Krzywonos-Strycharską z mężem Krzysztofem Strycharskim. Łączy ich książka. Ponad 40 literatów i autorów gości od piątku w Gdyni na VIII Nadmorskim Plenerze Czytelniczym. Kiermasz książek połączony z bogatym programem wydarzeń towarzyszących, m.in. spotkaniami z twórcami literatury i wydawniczymi premierami, obecny będzie na bulwarze Nadmorskim (scena główna) i plaży w Śródmieściu do niedzielnego popołudnia (godz. 19). Na rozmowy z autorami książek zapraszają także Konsulat Kultury i Gdyńskie Centrum Filmowe. Podczas tegorocznego pleneru swoje książki prezentuje w Gdyni ponad 60 wydawnictw. Podobnie jak w latach ubiegłych nie brakuje tu literatury i specjalnie wydzielonej strefy dla dzieci. – Wydawcy oferują kilka tysięcy tytułów. Większość z nich to nowe, często premierowe pozycje, a w dodatku w promocyjnych cenach. Zawsze przy okazji pleneru wydawnictwa ustalają specjalne rabaty – zachęca do odwiedzania stoisk z książkami Jacek Oryl, wiceprezes zarządu spółki Targi Książki i prezes spółki Murator Expo. Obie firmy wspólnie z miastem Gdynia są organizatorami wydarzenia. 20.07.2019 / fot. Andrzej J. Gojke / KFP
Na kąpieliskach nadmorskich w Łebie tłumy. Pogoda w ten weekend dopisywała, sinic nie było. W letnie soboty i niedziele miejscowość odwiedza co najmniej kilkadziesiąt tysięcy turystów. O tej porze roku Łeba jest jedną z najbardziej turystycznych gmin w Polsce. Lipiec i sierpień to według oficjalnych danych od 350 tysięcy do blisko 400 tysięcy udzielonych noclegów (mowa jedynie o obiektach noclegowych objętych sprawozdawczością). Pod względem liczby noclegów przypadających na jednego mieszkańca gmina nie ma w regionie sobie równych. Współczynnik wynoszący blisko 100:1 może budzić zazdrość. W większym od Łeby ponad 120 razy (pod względem liczby ludności) Gdańsku wynosi on ok. 2:1. 21.07.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
Blisko 150 wystawców gości od czwartku w gdyńskiej Marinie na 14. Targach Sportów Wodnych i Rekreacji Wiatr i Woda. To jedyna w Polsce taka impreza, podczas której najpiękniejsze jednostki żaglowe i motorowe prezentują się w swoim naturalnym środowisku. Na gdyńskim akwenie będzie można podziwiać je do godziny 16 w niedzielę. Targowa sobota była dniem nagród. Po raz dziesiąty poznaliśmy laureatów konkursu Gdynia Yacht Design powołanego pod honorową opieką prezydenta miasta w celu promowania doskonałego wzornictwa w branży sportów wodnych. Jury złożone z projektantów i konstruktorów tym razem wyłoniło trzech triumfatorów. W kategorii „najładniejszy jacht żaglowy" zwyciężył Hanse 458 (Super Yachts). Decydujące znaczenie miała „oryginalna współczesna stylistyka podporządkowaną funkcjonalności nautycznej". Tytuł najładniejszego jachtu motorowego zdobył Axopar 28 Cabin Brabus Line (S-Yachts), doceniony „za indywidualny styl i jakość wykończenia oraz za szczerą harmonię stylistyki i funkcjonalności". Jury przyznało także specjalne wyróżnienie „za wyjątkową jakość wykończenia i wykonania, podporządkowanych konsekwentnemu dążeniu do uzyskania jednolitego stylu; za prestiż pozbawiony wulgarności". Otrzymał je superluksusowy jacht Galeon 650 Fly, którego współproducentem jest stocznia w Straszynie. Nagrody wręczyła Joanna Zielińska, przewodnicząca Rady Miasta Gdyni oraz pełnomocnik prezydenta miasta ds. sportu. – Wiele lat temu Targi Wiatr i Woda odbywały się w różnych miejscach wystawienniczych w Warszawie. Decyzja, która dziesięć lat temu sprawiła, że te targi pojawiły się u nas, w Gdyni, była świetna. Nie ma lepszej możliwość do prezentacji jachtu niż na wodzie – podkreślała podczas dzisiejszej uroczystości przewodnicząca Rady Miasta. 20.07.2019 / fot. Andrzej J. Gojke / KFP
L.U.C., Maria Sadowska i Bisz wraz z orkiestrą Rebel Babel Ensemble otworzyli w sobotni wieczór czerwone muzyczne schody przy Gdyńskim Centrum Filmowym. Tego lata muzycy zapraszają na trzy wyjątkowe koncerty, które zarejestrują studenci Gdyńskiej Szkoły Filmowej. Pierwszy za nami.
Seria koncertowa „Rebel Babel & GSF on Stairs” to wspólna inicjatywa dyrektora gdyńskiej filmówki Jerzego Radosa oraz kompozytora i tekściarza, laureata Paszportu Polityki, Łukasza L.U.C. Rostkowskiego. Gospodarzem plenerowych koncertów na czerwonych schodach przy GCF jest międzynarodowa, nieograniczona orkiestra Rebel Babel Ensemble. Zespół podróżuje po świecie, łącząc młodych muzyków z lokalnych orkiestr i big-bandów z wybitnymi zawodowcami z branży muzycznej. W sobotę zagrał z Rostkowskim, Sadowską i Biszem, 17 sierpnia na czerwonych schodach pojawi się zespól Xxanaxx, zaś 20 września – podczas 44. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych – Rebel Babel Film Orchestra zagra utwory Krzysztofa Komedy, a zaśpiewają Anna Dereszowska i Magda Kumorek. Artyści prezentują swoją twórczość wzbogaconą o orkiestrowe aranże oraz jeden ulubiony utwór bądź dekonstrukcję fragmentu muzyki z historii polskiego kina. W sobotę usłyszeliśmy m.in. motyw muzyczny z serialu „Czterej pancerni i pies” we wspólnym wykonaniu Łukasza Rostkowskiego i Marii Sadowskiej. Wstęp na wszystkie koncerty jest bezpłatny. 20.07.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
  • aktualnych propozycji: 12177
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2019 KFP