logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 11095
22. FETĘ w Gdańsku zamknęły „Dzieci Rewolucji”. Mimo że finałowy spektakl zagrany przez Teatru Ósmego Dnia z Poznania publiczność przyjmowała z mieszanymi uczuciami – spora część widzów opuściła przepełnione boisko przy ul. Jałmużniczej w trakcie przedstawienia – ostatni dzień Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Plenerowych i Ulicznych był naprawdę udany. Pogoda wymarzona, tłumy gości odwiedzających Dolne Miasto i Stare Przedmieście, bogaty wybór spektakli – od przejmujących, nastrojowych opowieści po kolorowe, roztańczone show, jakim była w niedzielę choćby parada pt. „Słońce na wschodzie, na zachodzie księżyc. Sen o nocy letniej” w wykonaniu A3 Teatru. Byliśmy też na intymnym „Sorriso” portugalsko-niemieckiego Teatro SÓ, historii zabawnych rozbitków pt. „Castaways” zaprezentowanej przez La Industrial Teatrera z Katalonii, papierowym masażu „Massager” w wykonaniu koreańskiego Visual Theater Company CCOT oraz na spektaklu „Poza” krakowskiej Akcji Ważka, dla którego inspiracją stał się przerażający świat bez książek opisany przez Raya Bradbury'ego w powieści „Fahrenheit 451”. 15.07.2018 / fot. Anna Rezulak / KFP
Nietypowy przebieg miał VII Triathlon Gdańsk. Nie było pływania. Wodna część rywalizacji z udziałem ponad 800 zawodników i zawodniczek została odwołana ze względów bezpieczeństwa. „Otrzymane wyniki jakości wody zleconych badań nie zezwalają na przeprowadzenie zawodów z etapem pływackim” – poinformowali w niedzielę rano organizatorzy zawodów. Na kąpielisku w Brzeźnie czerwona flaga powiewa od dwóch dni. Powodem podejrzenie przekroczenia norm zanieczyszczeń. Chodzi o bakterie E. coli. Ze względu na jakość wody, zarówno sobotni triathlon dla dzieci, jak i niedzielna rywalizacja seniorów zostały przeprowadzone w formule bieg-rower-bieg. Dzisiejsze zmagania rozpoczynał bieg na dystansie 5 km ze startem na plaży w Brzeźnie (zamiast pływackiego dystansu 1500 m). Potem była 40-kilometrowa jazda na rowerze, a w ostatniej części zawodników czekała rywalizacja na 10-kilometrowej trasie biegowej. Jako pierwszy linię mety usytuowaną na brzeźnieńskim molu minął gdańszczanin Bartosz Banach, powtarzając tym samym sukces z ubiegłego roku. Czas zwycięzcy: 1 godzina 57 minut i 48 sekund. Z 2,5-minutową stratą do triumfatora, jako drugi finiszował Michał Czapiński z Redy, a trzecie miejsce zajął sopocianin Jakub Ruciński (02:01:24). Wśród pań najlepsza była mieszkanka Straszyna Katarzyna Kaczkowska (02:18:08), wyprzedzając Ewę Lemke z Gdyni (02:21:54) i Aleksandrę Sypniewską-Lewandowską z Sopotu (02:22:55), która na najniższym stopniu podium stanęła także przed rokiem. 15.07.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
W nocy z soboty na niedzielę, w wieku 88 lat zmarł Roman Korynt, legenda gdańskiej Lechii, reprezentant kraju, jeden z najlepszych polskich piłkarzy lat 50. Grał w słynnym, zwycięskim meczu z ZSRR na Stadionie Śląskim.
Roman Korynt urodził się w Tczewie 12 października 1929 roku. Karierę sportową rozpoczynał na ringu bokserskim. W latach 1946-47 był mistrzem Wybrzeża w wagach lekkiej i półśredniej. Grał już wtedy w piłkę w Gromie Gdynia. Z Lechią związał się w1953 roku. Występował w niej przez 15 lat, rozgrywając w biało-zielonych barwach 240 meczów. 35-krotnie reprezentował Polskę (lata 1952-59), w kilku spotkaniach pełnił funkcję kapitana drużyny narodowej. Był wtedy uznawany za jednego z najlepszych stoperów nie tylko w kraju, ale i w Europie. Z Lechią sięgnął w ekstraklasie po brązowe medale (1956 r.). Rok wcześniej był finalistą Pucharu Polski. Dwukrotnie zdobywał Złote Buty w plebiscycie „Sportu” (1959 i 1960 r.). Odznaczony m.in. Krzyżem Kawalerskim i Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Pracował również jako trener z drużynami młodzieżowymi Lechii. W 2014 roku został przyjęty do Klubu Wybitnego Reprezentanta Polski, a rok później wygrał wraz ze Zdzisławem Puszkarzem plebiscyt na Piłkarza 70-lecia Lechii Gdańsk. 15.07.2018 / fot. KFP
Bomba poszła w górę w sobotnie popołudnie. Podobnie będzie dzisiaj oraz w kolejny weekend – 21 i 22 lipca. Przez cztery wyścigowe dni na sopockim Hipodromie miłośnicy sportu jeździeckiego obejrzą 27 gonitw z udziałem pięknych koni pełnej krwi angielskiej, czystej krwi arabskiej, a także kłusaków francuskich. W oba weekendy Hipodrom zaprasza od godziny 15 do 19. Wstęp na wyścigi jest bezpłatny. Totalizator przyjmuje zakłady. Za najprostszy zapłacimy 5 złotych.
Wyścigi konne to tradycja starsza niż sam Sopot – pierwsze gonitwy odbywały się na terenie dzisiejszego Hipodromu już w 1898 r. Dziś jest to jedyna w swoim rodzaju impreza, która łączy tę najbardziej widowiskową dyscyplinę jeździecką z licznymi atrakcjami dla publiczności. Na gości czekają tu m.in. piknik familijny, food trucki i stoiska handlowe. Nieodłączną tradycją wyścigów konnych są eleganckie stroje i kapelusze, a także konkurs na najpiękniejsze nakrycie głowy, w którym mogą wziąć udział nie tylko panie. Ta część widowiska dopiero przed nami – konkurs odbędzie się w niedzielę 22 lipca. 14.07.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
FETA trwa, deszcz ustąpił. Wielka plenerowa scena na Dolnym Mieście i Starym Przedmieściu grać będzie dziś niemal do północy. Prognozy pogody dla publiczności Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Plenerowych i Ulicznych napawają optymizmem. W niedzielę nie pada. Będzie słonecznie. Parasole można było schować już w sobotę. Piątek niestety upływał festiwalowiczom pod znakiem kapryśnej aury. Deszcz przerwał popołudniowy spektakl „Sorriso” Teatro SÓ. Drugi występ Portugalczyków zaplanowany no godz. 20 trzeba było odwołać. Z pogodą zmagał się także portugalski klaun Godot (Rui Paixão). Jego „Lullaby” rozpoczęło się z ponad półgodzinnym opóźnieniem. Szansę na ponowne spotkanie z charyzmatycznym aktorem widzowie będą mieli w niedzielę o godz. 16 (dziedziniec ASP / plac Wałowy). Po raz kolejny (godz. 16.30, Rauta Wilk) zobaczymy także tancerzy z zespołu HURyCan w nagradzanym na całym świecie spektaklu „Asuleto”. W piątek nie dali się pogodzie. Żeby ruszyć do szalonych ewolucji, musieli włożyć wiele wysiłku w osuszanie wykładziny baletowej. Warto było – deszcz powrócił dopiero, kiedy zmierzali do finału przedstawienia. Nie mieli takich problemów bohaterowie festiwalowej soboty z francuskiego teatru Cie Deus Ex Machina. Ich „Galileo” wystawiany 15-30 metrów nad ziemią to jeden z największych spektakli tegorocznej FETY. 14.07.2018 / fot. Anna Rezulak / KFP, Anna Bobrowska / KFP
„Rzeczywistość zaskakuje. Nie daj się zaskoczyć – zrób cytologię” to hasło rozpoczętej w styczniu tego roku, trzyletniej kampanii promującej profilaktykę raka szyjki macicy wśród mieszkanek województwa pomorskiego. Misję dotarcia do jak największej liczby Pomorzanek – ze szczególnym uwzględnieniem małych miejscowości i tzw. białych plam – podjęła spółka Copernicus Podmiot Leczniczy. Jednym z nośników kampanii jest przedstawienie multimedialne składające się z wizualizacji i trójwymiarowych animacji, łączące w sobie światło, muzykę i dźwięk. W piątkowy wieczór spektakl wykonany techniką mappingu przestrzennego został zaprezentowany na elewacji budynku Starostwa Powiatowego w Pruszczu Gdańskim. W sobotę (14 bm.) o godz. 23 pokaz zagości w Gdyni (budynek Teatru Muzycznego), a w sierpniu obejrzą go także mieszkańcy Sztumu (zamek), Tczewa (Urząd Miejski), Gdańska (Ratusz Staromiejski) i Lęborka (Ratusz). Projekt ma celu zwiększenie świadomości społecznej odnośnie wysokiej skuteczności i potrzeby wykonywania badań cytologicznych. Rak szyjki macicy jest obecnie szóstym pod względem częstości zachorowań nowotworem u kobiet w Polsce. Choroba zwykle wykrywana jest zbyt późno, co powoduje, że umieralność w naszym kraju jest o 50 proc. wyższa niż średnia w Unii Europejskiej. Dlatego niezbędna jest edukacja w zakresie potrzeby badań profilaktycznych, szczególnie wśród kobiet w wieku 25-59 lat. By skorzystać z darmowych badań, wystarczy zapisać się poprzez formularz zgłoszeniowy na stronie cytologia-pomorze.pl lub zadzwonić pod numer 58 727 01 30. 13.07.2018 / fot. Daniel Słoboda / KFP
Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe uznał prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza za winnego pomówienia działacza Młodzieży Wszechpolskiej oraz naruszenia jego nietykalności cielesnej i skazał prezydenta miasta na karę 2,5 tysiąca grzywny. Wyrok nie jest prawomocny. – Cieszę się, że taki wyrok zapadł. Obawiałem się trochę, że na decyzję sędziego może wpłynąć pozycja zajmowana przez pan Adamowicza – komentował dzisiejszy werdykt autor prywatnego aktu oskarżenia, 24-letni Aleksander Jankowski. Prezydenta nie było na ogłoszeniu wyroku.
Sekretarz koła Młodzieży Wszechpolskiej w Gdańsku oskarżył Pawła Adamowicza o stosowanie wobec niego siły fizycznej oraz „bezpośrednie utożsamienie jego osoby z faszyzmem”. W prywatnym akcie oskarżenia czytamy: "Oskarżony, stosując siłę fizyczną, dokonał ataku na moją osobę oraz dwie inne kobiety. Stosując siłę fizyczną zdecydowanie odpychał nas, krzycząc „Won", „Precz!” oraz pomawiając nas poprzez nazwanie mnie jak i dwóch obecnych ze mną kobiet mianem faszystów”. Do zdarzeń miało dojść 7 listopada ubiegłego roku w Ratuszu Głównego Miasta podczas wystąpienia Adama Michnika pt. „Dwie Niepodległości 1918/1989 – wyzwania i bilans”. Tuż po rozpoczęciu wykładu kilkuosobowa grupa działaczy Młodzieży Wszechpolskiej chciała wręczyć redaktorowi naczelnemu „Gazety Wyborczej” wiaderko z substancją imitującą smołę. – I wtedy do akcji wkroczył pan prezydent Paweł Adamowicz – mówił Aleksander Jankowski. Jak tłumaczył powód, happening MW miał polegać na „ułatwieniu panu Michnikowi prowokacji na marszach niepodległości", nawiązując do działań dziennikarza Jacka Hugo-Badera, który ucharakteryzował się na Afropolaka i wziął udział w warszawskim marszu 11 listopada 2016 roku, a następnie opisał swoje doświadczenia w gazecie. – Chodziło o to, aby pan Michnik mógł wysmarować całą redakcję na nasz koszt, a nie tylko jednego dziennikarza – wyjaśniał Aleksander Jankowski.
– Dbałość o poziom i kulturę debaty publicznej wymaga, aby zwłaszcza określenia nacechowane tak jednoznacznie pejoratywne jak faszyści, były używane w sposób szczególne rozsądny i roztropny, zwłaszcza gdy używają je osoby publiczne, cieszące się autorytetem społecznym i politycznym, a niewątpliwie taką osobą jest prezydent Paweł Adamowicz – powiedziała w uzasadnieniu wyroku sędzia Aleksandra Siniecka-Kotula. Zdaniem sądu, nie można uznać, że w tej sprawie stopień szkodliwości społecznej był nieznaczny. Prezydent Adamowicz odniósł się do decyzji sądu na spotkaniu z dziennikarzami w Urzędzie Miejskim. Zapowiedział złożenie apelacji. – Młodzież Wszechpolska przychodzi, rozrabia na wykładzie oficjalnym Adama Michnika. I kto jest winien? Nie Młodzież Wszechpolska, nie aktywista tej nacjonalistycznej, faszyzującej organizacji, tylko winien jest ten, kto staje w obronie wartości demokratycznych, prawdy. Kiedy składam wniosek o delegalizację Obozu Narodowo-Radykalnego, prokuratura milczy. Kiedy składam kolejne wnioski dotyczące Młodzieży Wszechpolskiej, również aparat państwowy milczy. Ja się czuję dzisiaj ofiarą. Ja się czuję dziś w polskim państwie niebezpiecznie. Polskie państwo nie chroni porządku konstytucyjnego, tylko chroni tych, którzy chcą ten porządek obalić (..) Mówienie, że naruszyłem nietykalność osobistą pana J., jest jakimś żartem. Mówienie, że obraziłem tego pana jest jeszcze większym żartem. Myśmy się poczuli obrażeni, te 300 osób, które przyszły na wykład Adama Michnika. To my jesteśmy ofiarą. A dziś z tego wyroku wynika, że ofiarą są agresorzy - i to jest sytuacja nienormalna i najzwyklejsza kpina. Ja się z tym nie zgadzam – powiedział dziennikarzom Paweł Adamowicz. 13.07.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Inaugurację oglądali najwytrwalsi z wytrwałych. XXII Międzynarodowy Festiwal Teatrów Plenerowych i Ulicznych FETA 2018 rozpoczął się... ulewnym deszczem. Były obawy, że spektakl otwierający teatralne święto w Gdańsku zwyczajnie trzeba będzie odwołać – w trosce o komfort widzów, a przede wszystkim ze względu na bezpieczeństwo artystów. A jednak – choć deszcz nie powiedział tego wieczoru ostatniego słowa – aktorzy z włoskiego Ondadurto Teatro rozpoczęli swój spektakl. „Cafe Europa” na boisku przy ul. Jałmużniczej ruszyła z półgodzinnym opóźnieniem. Wielu widzów niestety nie doczekało tej chwili. Komu nie udało się wstąpić do nadmorskiej kawiarni, w której Włosi przedstawiają swoją wizję współczesnego społeczeństwa, będzie miał szansę uczynić to dzisiaj. Jeśli aura pozwoli, Ondadurto Teatro zagra przy Jałmużniczej o godzinie 21. Prognozy pogodowe nie są najlepsze. W piątkowym programie FETY znalazły się m.in. spektakle taneczne, które mogą mieć trudności z powodu deszczu. – Warto śledzić nasz profil FB festiwalu. Jeśli będziemy przesuwać czy też odwoływać spektakle, to tam najszybciej poinformujemy widzów o naszych planach – mówi Tomasz Hildebrandt, szef Klubu Plama, który odpowiada za organizację festiwalu FETA. 13.07.2018 / fot. Anna Bobrowska / KFP
Nie milkną kontrowersje wokół nagłośnionej w ostatnich dniach budowy prywatnego zamku w sercu Puszczy Noteckiej. Odkąd w sprawę wydania pozwolenia na gigantyczną inwestycję powstającą na sztucznej wyspie na jeziorze w pobliżu wsi Stobnica (gmina Oborniki) zaangażowały się Ministerstwo Środowiska i Centralne Biuro Antykorupcyjne, w mediach nie ustają w spekulacje na temat przyszłości tego miejsca. Zdaniem money.pl, nie tylko z powodów formalnoprawnych, ale także ze względu na kłopoty finansowe inwestora budowa „Twierdzy Stobnica” może na długo utknąć w martwym punkcie, podobnie jak 20 lat temu stało się z zamkiem w kaszubskich Łapalicach. Portal przypomina, że decyzja o nakazaniu rozbiórki niedokończonej budowli na terenie gminy Kartuzy została wydana w 2006 roku, a jak widać, procedury odwoławcze w takich sprawach potrafią ciągnąć się latami. „Niedokończona ruina może więc na dobre wpisać się w krajobraz regionu i stać się jego atrakcją turystyczną lub antyatrakcją, w zależności od punktu widzenia” – czytamy w money.pl. Łapalicom redakcja poświęciła przy tej okazji odrębny artykuł. Portal pisze, że ogrodzony 3-metrowym, betonowym murem, niedokończony zamek jest częstym celem wycieczek, tłem dla ślubnych fotografii tudzież miejscem schadzek. – Masa ludzi przyjeżdża. Z Polski głównie, ale dużo zagranicznych też się pojawia. Na parkingach pod lasem nieraz tyle samochodów stoi, że nie ma gdzie parkować. Mieszkańcom zastawiają wjazdy, policja musi przyjeżdżać – opowiada money.pl sołtys Łapalic. Wpływ niedokończonej budowy na atrakcyjność regionu ocenia jednak dobrze: „To jest dla nas promocja. Sołectwo się rozwija”.
O ruinie w Łapalicach przypomina światu także portal natemat.pl. Z publikacji dowiadujemy się, że zamek, którego budowa ruszyła na początku lat 80., jest obecnie przedmiotem egzekucji komorniczej. – Dłużnik, czyli właściciel, skarży jego wycenę na 4,5 mln złotych, ale docelowo ona się raczej nie zmieni – dzieli się swoją opinią z autorką artykułu kartuski radny Andrzej Dawidowski Dawidowski. W kwietni br. rada uchwaliła studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy Kartuzy, w którym jest mowa o dokończeniu budowy zamku i „przystosowaniu obiektu do pełnienia funkcji turystycznych”. Zaznaczono tam również, że „realizacja inwestycji przez podmiot prywatny przyczyni się do stworzenia produktu turystycznego o cechach unikalnych w skali regionu”. – My jako radni nie składaliśmy w sprawie tego zamku żadnych wniosków, bo nie jest on własnością gminną. Uważam, że gminy nie stać nawet na wykończenie tego obiektu. W mojej ocenie, mogłyby to kosztować setki milionów złotych – podkreśla w rozmowie z portalem natemat.pl radny Arkadiusz Socha.
Na oficjalnej stronie gminy (zakładka „warto zobaczyć”) możemy przeczytać: „Łapalice to wieś znajdująca się tuż za Kartuzami, jadąc w stronę Sierakowic. Zamek w Łapalicach znajduje się na końcu ulicy Zamkowej - aby do niego dojechać, należy się kierować cały czas na wprost po skręcie z głównej szosy w tę ulicę. Zachęcamy do obejrzenia zamku zza jego murów i przypominamy o zakazie wchodzenia na teren jego nieukończonej budowy”. 12.07.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Nowym trenerem piłkarskiej reprezentacji Polski zostanie Jerzy Brzęczek, wicemistrz olimpijski z Barcelony (1992 r.), wujek Kuby Błaszczykowskiego, były szkoleniowiec Lechii Gdańsk (2014-2015). W minionym sezonie 47-latek był bliski wywalczenia z Wisłą Płock prawa gry w europejskich pucharach. Skończyło się na 5. miejscu w tabeli. Jeszcze niedawno mówiło się, że były reprezentant Polski trafi na trenerską ławkę Legii Warszawa. Dziś rano okazało się, że czeka go znacznie większy awans. Jak informuje PZPN, oficjalna prezentacja nowego szkoleniowca będzie miała miejsce w poniedziałek 23 lipca o godzinie 12.30 w sali konferencyjnej na stadionie PGE Narodowym w Warszawie. Tego dnia mamy poznać plany selekcjonera oraz nowy sztab szkoleniowy reprezentacji Polski. „W ciągu najbliższych dni będą trwały formalności związane z zatrudnieniem Jerzego Brzęczka, w tym m.in. zatwierdzenie jego kandydatury przez Zarząd Polskiego Związku Piłki Nożnej. Do czasu oficjalnej prezentacji zarówno PZPN, jak i Jerzy Brzęczek, nie będą udzielać dalszych komentarzy” - czytamy na stronie Polskiego Związku Piłki Nożnej.
Jerzy Brzęczek 42 razy wystąpił w reprezentacji Polski. Pełnił funkcję kapitana. Zdobył cztery bramki. Był również kapitanem drużyny olimpijskiej, która w 1992 roku na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie zdobyła srebrny medal. Grał m.in. w Górniku Zabrze, Lechu Poznań, Tirolu Innsbruck, Sturmie Graz czy Maccabi Hajfa. Jako trener pracował w Lechii Gdańsk, Rakowie Częstochowa, GKS Katowice i Wiśle Płock. 12.07.2018 / fot. KFP
  • aktualnych propozycji: 11095
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2018 KFP