logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 11792
Dzień Jedności Kaszubów obchodzono w Zespole Kształcenia w Łubianie (gmina Kościerzyna). Uczniowie, nauczyciele, dyrekcja solidnie przygotowali się do tej uroczystości. Czarno - żółte kolory dominowały zarówno w ubiorze uczniów, nauczycieli jak i wystroju szkoły. To dla podkreślenia barw kaszubskiej flagi, która z dumą jest coraz częściej eksponowana przez osoby poczuwające się do kaszubskiej i pomorskiej tożsamości. Od początku dominowała też radosna atmosfera, a uczniowie wszystkich klas, od pierwszej aż do ósmej i trzeciej gimnazjalnej konkurowali o względy komisji konkursowej. Komisja (w składzie: Mirosław Pepliński - dyrektor szkoły, Jolanta Nakielska - nauczycielka kaszubskiego, Anna Kreft,Oliwia Słomińska i Janina Hapka) miała nagrodzić najciekawiej ubraną w kaszubskie akcenty klasę. A że poziom był bardzo wyrównany, stroje uczniów konkurencyjne, wszyscy zostali sprawiedliwie nagrodzeni pieniędzmi na ...zakup pizzy. Wcześniej po polsku i kaszubsku dwie uczennice przypomniały skąd się wzięła nazwa Kaszuby i od jak dawna Kaszubi są w swojej ojczyźnie. Okazuje się bowiem, że Kaszubi zajmowali ziemie od zachodniego brzegu Odry (dziś tereny niemieckie) poprzez ziemię szczecińską, zachodnie Pomorze, aż na wschód do lewego brzegu Wisły już około 1500 lat temu. Imprezę z wielką swadą powadziła nauczycielka języka kaszubskiego i zarazem dziennikarka Radia Kaszëbe Anna Cupa-Dziemińska, która z zespołem Łubiańsczé Gzubë i kapelą kaszubską pod kierunkiem nauczyciela muzyki Arkadiusza Prieby potrafiła rozruszać całą szkołę. Pojawiły się między innymi takie aranżacje, jak kaszubska zumba w wykonaniu uczniów klas VII i VIII. Uwagę najmłodszych przykuł teatr kukiełkowy w wykonaniu uczniów III klasy gimnazjum, którzy wystawili "Kopciuszka" w kaszubskiej wersji. Na zakończenie uczestnicy imprezy utworzyli na boisku szkolnym żywą flagę, pozując z czarnymi i żółtymi balonami do zdjęcia zrobionego z lotu drona. Dzień Jedności Kaszubów obchodzi się na pamiątkę powstania pierwszego źródła pisanego, w którym pojawia się słowo "Kaszuby". 19 marca 1238 roku w bulli, czyli w urzędowym dokumencie papieskim, papież Grzegorz IX potwierdza nadanie przez księcia zachodniopomorskiego Bogusława I ziemi koło Stargardu (dziś woj. zachodniopomorskie) na rzecz Zakonu Rycerzy Jerozolimskiego Szpitala św. Jana Chrzciciela, czyli joannitów. Papież tytułuje Bogusława I oraz jego syna Bogusława II mianem "duce Cassubie", tzn. książę Kaszub. Tekst i fot. Adam Kiedrowski/NowePomorze.pl
Dom Uphagena był dziś miejscem dorocznego spotkania Stowarzyszenia Konsulów Honorowych w Polsce. W obliczu tragedii, jaka dotknęła Gdańsk 13 stycznia, uroczystość z tradycyjnym toastem za pomyślność Pomorza została przełożona o kilka tygodni, zaś jednym z jej ważnych elementów było wspomnienie zamordowanego prezydenta miasta Pawła Adamowicza. Na zaproszenie prezydent SKHwP Magdaleny Pramfelt spotkanie zaszczyciły osobistości ze świata dyplomacji, polityki, biznesu, nauki i kultury oraz przedstawiciele służb mundurowych. Toast za Pomorze wznieśli m.in. wicemarszałek Senatu RP Bogdan Borusewicz, marszałek województwa pomorskiego Mieczysław Struk i wiceprezydent Gdańska Piotr Kowalczuk.
Noworoczne uroczystości Stowarzyszenia Konsulów Honorowych nawiązują do blisko 100-letniej tradycji styczniowych spotkań w wielkim salonie Domu Uphagena, podczas których znaczący gdańszczanie rozprawiali o rozwoju i przyszłości miasta oraz dzielili dywidendy będące efektem gospodarczych osiągnięć. Bogate i wielowiekowe są również tradycje konsulów honorowych w Gdańsku. Funkcje te piastowali zwykle znani mieszczanie i kupcy. Zaczęło się od placówki francuskiej założonej za czasów Zygmunta III Wazy. W ślady Francuzów poszły Niderlandy i Szwecja. Konsulów honorowych prowadzących działalność w Trójmieście stale przybywa. Dziś jest ich blisko 30. W ostatnich latach dołączyli do tego grona przedstawiciele Seszeli, Turcji, Malty, Luksemburga i Bułgarii. Stowarzyszenie Konsulów Honorowych w Polsce prowadzi działalność od 1998 roku. Siedzibą SKHwP jest Dom Uphagena w Gdańsku. 18.03.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
Przed miesiącem uruchomiono tu kolejne wyremontowane skrzydło Oddziału Chorób Wewnętrznych, a dziś uroczyście otworzona została druga część zmodernizowanego Oddziału Chirurgicznego Ogólnego (pierwsza ruszyła pod koniec lata 2017 roku). Wstęgę przecinała wicemarszałek województwa pomorskiego Agnieszka Kapała-Sokalska. Skala inwestycji w Szpitalu św. Wojciecha na gdańskiej Zaspie musi cieszyć pacjentów. – Samorząd województwa od wielu lat konsekwentnie podnosi standardy w tzw. marszałkowskich szpitalach. Kolejny, zakończony właśnie etap remontu w szpitalu na Zaspie jest tego najlepszym dowodem. W 2017 r. oddano do użytku prawe skrzydło Oddziału Chirurgicznego Ogólnego, a teraz lewą jego część. Dzięki temu cały oddział zyskał nową jakość. Jestem przekonana, że spowoduje to poprawę nie tylko komfortu hospitalizacji naszych pacjentów, ale też polepszenie warunków pracy personelu. Przypominam, że w poprzednich latach zmodernizowaliśmy m.in. oddziały okulistyczny, neonatologii i intensywnej terapii noworodka oraz internę. Oddaliśmy też do użytku Copernicus Mamma Centrum – ośrodek leczenia chorób piersi – mówi wicemarszałek Agnieszka Kapała-Sokalska. W ostatnich kilku latach placówka zarządzana przez spółkę Copernicus Podmiot Leczniczy przeszła duże zmiany. Te najważniejsze jeszcze przed nami. Ruszyła długo oczekiwana modernizacja przyszpitalnej przychodni, a od kilku miesięcy przy al. Jana Pawła II trwa budowa nowego bloku operacyjnego. Trzykondygnacyjny budynek z ośmioma salami operacyjnymi i salą wybudzeń,a także oddziałami chirurgii urazowo-ortopedycznej i urologii już stoi. Kiedy zakończą się prace we wnętrzach, do obiektu trafi nowy sprzęt, m.in. stoły operacyjne, aparaty do znieczulania, tor wizyjny laparoskopowy, lampy zabiegowe i operacyjne, aparaty USG i RTG, respiratory, pompy infuzyjne i defibrylatory. Pierwsze operacje planowane są na początek przyszłego roku. Wartość inwestycji przekracza 83 mln zł. – Koszt wszystkich pomorskich projektów inwestycyjnych dla ochrony zdrowia w latach 2014-2020 to ponad 990 mln zł. Takiego zaangażowania środków nie ma w budżetach innych województw. Zdrowie zajmuje drugą pozycję w wydatkach naszego samorządu – mówi Mieczysław Struk, marszałek województwa pomorskiego. 18.03.2019 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Adam Ferency wcielił się w rolę głównego wolontariusza akcji Serca Gwiazd. Z niezwykle popularnym aktorem teatralnym i filmowym można było porozmawiać w niedzielne popołudnie w gościnnych progach sopockiego hotelu Haffner, oczywiście za sprawą Przemka Szalińskiego, gdańszczanina, który od kilku lat – wspierany przez wspaniałych artystów – pomaga młodym ludziom dotkniętym przez los. Na gwiezdne kwestowanie w kurorcie panowie umówili już przed 10 miesiącami. Cały dochód z pierwszego w tym roku spotkania z cyklu Serca Gwiazd (od września trwa siódmy sezon) zasili konto kilkuletnich Zuzi z Gdyni i Kuby z Gdańska. Oboje cierpią na ciężkie schorzenia i wymagają rehabilitacji prowadzonej w warunkach domowych. – Jedna godzina kosztuje 130 złotych. Oboje powinni mieć w tygodniu przynajmniej po trzy godziny zajęć rehabilitacyjnych. Potrzebujemy naprawdę dużo pieniędzy – mówi nam Przemek Szaliński. Jego dzisiejszy gość już pyta o kolejne spotkanie i nowy pomysł na wspólne pomaganie potrzebującym. Adam Ferency ma wielkie serce, potrafi wciągać słuchaczy opowieścią, i czyni to z właściwym sobie, wielkim humorem. Agnieszka Holland powiedziała mu przed laty, że żaden producent nie dałby pieniędzy na film, w którym Ferency miałby zagrać profesora. – Ty musisz grać mafiozów. Z taką twarzą inaczej się nie da – miała powiedzieć twórczyni „Pokotu”. Ferency widzi siebie w innym otoczeniu. Jak zdradził dziś publiczności, chciałby zagrać w reklamie grzebienia, ale tylko za duże pieniądze, bo przecież nie musi tego robić. Okazuje się, że aktor Teatru Dramatycznego w Warszawie często odwiedza Kaszuby. Od ponad 20 lat ma domek letniskowy w Sasinie i chętnie tu wypoczywa. Ma tutaj wielu przyjaciół, którzy zrobili mu dzisiaj niespodziankę, przybywając na spotkanie w Sopocie. 17.03.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
Czy Kościół wspiera polską demokrację? Czy świeckie państwo musi być wrogiem religii? Czy w Polsce sprawdza się model relacji państwo-Kościół? Odpowiedzi na pytanie postawione przez autorów programu „Arena Idei” poszukiwali tym razem pastor ewangelicki Halina Radacz publicysta i pisarz Szymon Hołownia, teolog, medioznawca i były rzecznik Episkopatu Polski ks. Józef Kloch, oraz prawnik, kanonista, konsultant filmu „Kler” Piotr Szeląg. Niedzielną debatę w bibliotece Europejskiego Centrum Solidarności na żywo transmitowała stacja TVN24. Spotkanie prowadziła Katarzyna Kolenda-Zaleska. Podobnie jak w trakcie poprzednich programów z tego cyklu głos mieli także telewidzowie. Na pytanie, czy Kościół wspiera polską demokrację, 91 proc. uczestników sondy przeprowadzonej przed programem odpowiedziało przecząco (tak – 6 proc, nie wiem – 3 proc). W badaniu towarzyszącym debacie odpowiedzi „nie” stanowiły 96 proc. (tak – 4 proc.). A co mówili eksperci?
Ksiądz Józef Kloch: W pytaniu głównym bardziej chodzi o Kościół instytucjonalny. Jesteśmy w kolebce Solidarności i doskonale wiemy, jak wówczas Kościół służył ludziom w trakcie strajku i później. Dziś trzeba demokrację zostawić samą sobie. Demokracja sobie dziś sama w państwie poradzi (…) Z jednej strony słyszę: „niech się Kościół odczepi od polityki". A tutaj słyszę: „niech się włączy do polityki”. Demokracja jest zagadnieniem bezpośrednio związanym z polityką (…) Każda społeczność ma prawo zgłosić uwagi i każda społeczność, między innymi Konferencja Biskupów Polskich. Proszę się nie dziwić, że w kwestiach etycznych wypowiada się Kościół.
Szymon Hołownia: Czy Jezus Chrystus wspierał demokrację? Czy budował strukturę polityczną, państwową czy społeczną? Jezus Chrystus zostawił nam bardzo jasne wskazówki: nasze miejsce, chrześcijan, jest zawsze z tymi, których biją, którzy się źle mają (…) Kościół tworzy niekontrolowane przez demokrację procedury wpływania na prawodawstwo i na to, co się w kraju dzieje. W nowym rozdaniu musimy sobie jasno powiedzieć, że nie ma polskiego kościoła, jaki my pamiętamy. Skończył się centralny Kościół, skończyły się czasy wielkich hierarchów kościelnych. mamy różne kościoły wewnątrz kościoła. Nie wiem, który przeważa. Wiem, w jakim kościele w Polsce, ja jako chrześcijanin, mogę znaleźć paszę.
Pastor Halina Radacz: Po tym rozpoznajemy poziom demokratycznego państwa, jak traktowani są inni, niepełnosprawni, słabsi ekonomicznie, społecznie czy mentalnie. Każdy powinien być traktowany z równym szacunkiem. Taką demokrację powinien wspierać każdy, kto się mieni chrześcijaninem (…) Wszystko, co jest publiczne, jest polityczne. Bardzo trudno jest wspierać demokrację przez Kościół tak zwanym przykładem. Kościół – katolicki, luterański czy prawosławny – jeśli chce być wiarygodnym Kościołem, musi nie tylko mówić o przywracaniu godności, ale to robić.
Piotr Szeląg: Jak popatrzymy na rolę hierarchów w Kościele polskim, to widzimy, że sprawnie udało się im zadbać o interes instytucjonalny. Kościół na micie wspieranym przez Jana Pawła II zabezpieczył swój interes przez różne regulacje prawne. Mit pewnej wiarygodnej przejrzystej instytucji się zawalił (…) Prezydent Warszawy przedstawia kartę LGBT+, Kościół w reakcji wyraża swój pogląd. W innym mieście na ulice wychodzą nacjonaliści – Kościół milczy. (…) Jeśli jest jakaś nadzieja, to Kościół w obecnej formule obumrze. Ten proces jest przed nami (…) Jako społeczeństwo nie jesteśmy obojętni. Film „Kler” w jakimś sensie był misyjny, zainteresowanie tym tematem i ta debata mówią o nas nie najgorzej. 17.03.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
Opera Bałtycka w Gdańsku. Pomposa i Pomposo - spektakl familijny. Odcinek pt. "W krainie Turandot". 17.03.2019/ fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Aż trzy trójmiejskie zespoły zaprezentują się w ten weekend publiczności 22. Festiwalu Jazz Jantar. Dwa z tych koncertów już za nami. Muzyką inspirowaną Coltranem premierowe prezentacje w Żaku rozpoczął Awatair, czyli Tomasz Gadecki (saksofony), Michał Gos (perkusja) i pochodzący z Ukrainy Mark Tokar (kontrabas). W ich wykonaniu usłyszeliśmy m.in. utwór „Prawo i pięść” Krzysztofa Komedy – muzyczny temat z filmu Jerzego Hoffmana i Edwarda Skórzewskiego z 1964 roku o tym samym tytule. Okazją do przypomnienia utworu była zbliżająca się 50. rocznica śmierci artysty. Premierowy wymiar miał także koncert zespołu Algorhythm grającego w składzie Emil Miszk (trąbka), Piotr Chęcki (saksofony), Szymon Burnos (fortepian, moog) i Sławek Koryzno (perkusja). Ich najnowszy, trzeci już album nosi tytuł „Termomix”. – Na nowej płycie znalazły się jazz, elektronika, elementy math-rockowości, sample – ciężko to jednoznacznie uprościć przez pryzmat jednej stylistyki, chociaż to nieuniknione. Czujemy się z tym trochę jak outsiderzy. Nie do końca związani z mainstreamowym światkiem, nie zabiegamy o jazzowego odbiorcę. Czasem nawet czujemy opór z jego czy jej strony. Bo nie gramy standardowego jazzu – opowiada o albumie Szymon Burnos. Przypomnijmy, że zespół był nominowany do Nagrody Akademii Fonograficznej Fryderyk 2018 w kategorii Jazzowa Płyta Roku („Mandala”), zaś przed kilkoma dniami Emil Miszk odebrał Fryderyka 2019 za Debiut Roku. W niedzielę ceniony trębacz zagra dla żakowskiej publiczności w kwartecie Dominika Bukowskiego uznanego w ubiegłym roku przez krytyków za najlepszego wibrafonistę w Jazz Top Jazz Forum. – „Transatlantyk” to projekt oparty głównie na moich kompozycjach, jeden utwór jest autorstwa Andrzeja Panufnika, a jeszcze inny to zbiorowa improwizacja. Przy czym „moja kompozycja” oznacza tyle, że przynoszę utwór na próbę, a później zaczynamy jego obróbkę. Mam wielkie szczęście, bo gram w zespole z bardzo kreatywnymi muzykami i ostatecznie pomysły kształtowały się właśnie na próbach. Jest to więc płyta z moimi kompozycjami, jednakże z wielkim udziałem muzyków, którzy na niej grają – mówi związany z Trójmiastem wibrafonista. 16.03.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
„Tam, gdzie nierówność jest prawem, tam opór jest obowiązkiem” głosiło jedno z haseł na transparentach wznoszonych w sobotni wieczór pod Złotą Bramą przez uczestników manifestacji przeciwko rasizmowi i faszyzmowi. Podobne demonstracje odbywają się w tych dniach w wielu krajach. Okazją do wystąpień jest Międzynarodowy Dzień Walki z Dyskryminacją Rasową obchodzony na świecie 21 marca. W Gdańsku manifestowało dziś kilkadziesiąt osób. – Nienawiść zaczyna się od siana postrachu. Nie dajmy się – apelowali przedstawiciele antyfaszystowskich i lewicowych inicjatyw (m.in. Ruch Sprawiedliwości Społecznej, Feministyczna Brygada Rewolucyjna, Ruch Antyfaszystowski, Zieloni i Partia Razem). Organizatorzy demonstracji uczcili pamięć nowozelandzkich muzułmanów zamordowanych w piątek z ręki skrajnie prawicowego fanatyka. Padły też słowa potępiające dzisiejsze działania neonazistów, którzy na witrynach lokali gastronomicznych na Przymorzu i we Wrzeszczu umieścili plakaty z groźbami i rasistowskimi symbolami. Podobne zdarzenia poprzedziły demonstrację antyrasistowską w Gdańsku także przed rokiem. – Mówimy „nie” takim aktom nienawiści, jakie dzisiaj rano zobaczyli pracownicy barów wegetariańskich w Gdańsku. Chcę powiedzieć „nie” osobom, które chcą nas zastraszyć, ponieważ uważamy, że nikogo nie można dyskryminować, nikogo nie można wyrzucać tylko dlatego, że jest inny, ma inny kolor skóry, wyznaje inną religię, nosi brodę i okulary. Nie możemy na to pozwolić i dlatego stoimy tutaj. Każdego dnia mówimy „nie” dla faszyzmu, rasizmu, nazizmu oraz innych „izmów” – podkreślała w swoim wystąpieniu jedna z organizatorek demonstracji przed Złotą Bramą. 16.03.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
– Było to niezwykle miłe doświadczenie, znaleźć się na planie serialu, który został nakręcony na podstawie mojej powieści, słuchać pouczeń reżysera, gdzie stanąć, jak rozmawiać... Na planie mogłam poznać wspaniałe młode aktorki i zakumplować się z nimi. Przypadłyśmy sobie do gustu z Anią Grycewicz, znakomitą aktorką To jest znakomita aktorka Teatru Narodowego. I z Lidią Sadową, aktorką Teatr Polskiego. Ona zagrała Annę Iwaszkiewicz. Także z Jakubem Zającem, który zagrał Floriana – mówi Ałbena Grabowska, autorka sagi „Stulecie Winnych”. W Galerii Gdyńskiego Centrum Filmowego pisarka opowiadała w piątkowy wieczór o wszystkich swoich książkach, zdradzała także tajniki ekranizacji trylogii przedstawiającej losy rodu Winnych z podwarszawskiego Brwinowa. To tam powstają książki Grabowskiej. Mieszka w Brwinowie z trojgiem dzieci i wszędobylskimi kotami. Polka o bułgarskich korzeniach, neurolog z drugim stopniem specjalizacji i doktoratem. Kiedyś oddana wyłącznie pacjentom (szczególnie chorującym na padaczkę), od dziewięciu lat autorka powieści dla dorosłych oraz dla dzieci. Z upodobaniem sięga po różne gatunki literackie. Napisała już książkę non-fiction („Tam, gdzie urodził się Orfeusz”), sagę („Stulecie Winnych” – za I tom nagrodzona nagrodą czytelniczek „Pióro” na IV Festiwalu Literatury Kobiecej w Siedlcach), kryminał („Ostatnia chowa klucz”), książki przygodowe dla dzieci (cykl „Julek i Maja”), bajkę terapeutyczną („O małpce, która spadła z drzewa”), powieści psychologiczne („Coraz mniej olśnień”, „Lady M.”, „Lot nisko nad ziemią”) oraz cykl powieściowy obejmujący romans, powieść awanturniczą oraz thriller szpiegowski („Alicja w krainie czasów”). 15.03.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
15 marca uczniowie wyszli z murów szkolnych na ulice, by zaprotestować przeciwko bierności elit wobec globalnych zagrożeń środowiska. W kilkunastu miastach Polski i w setkach ośrodków na świecie piątek jest dniem Młodzieżowego Strajku Klimatycznego. Gdańsk też dziś manifestuje w obronie planety. Kilkuset licealistów zebrało się o godzinie 10 na Placu Solidarności. Do młodzieży dołączyli starsi mieszkańcy. Przypomnijmy, że ogólnoświatową akcję zapoczątkowała 16-letnia Greta Thunberd ze Szwecji. To ona jest pomysłodawczynią Młodzieżowego Strajku Klimatycznego. Nastolatka w każdy piątek protestuje przeciw niszczeniu środowiska. Akcja młodej Szwedki szybko rozprzestrzeniła się na na inne kraje i kontynenty. – Stan naszej Ziemi jest krytyczny. Żeby nie doszło do katastrofy klimatycznej, wiele spraw musi się zmienić. Edukacja o środowisku w szkołach praktycznie nie istnieje, uczniowie często nie wiedzą, z jak poważnym problemem będą musieli zmierzyć się w przyszłości. Szkoły nie dają nam dobrego przykładu, takiego jak segregacja śmieci czy nie używanie plastiku. To musi się zmienić! Nasze społeczeństwo nie jest świadome zagrożeń związanych ze zmianami klimatu, dlatego temat ten musi głośniej wybrzmiewać w przestrzeni publicznej i w mediach. To także musi się zmienić! Dane naukowe jednoznacznie wskazują na to, że zmiany klimatu postępują. Politycy i inni ludzie, którzy mają duży wpływ na kondycję naszej planety, muszą spojrzeć prawdzie w oczy i zmierzyć się z faktem, że są odpowiedzialni za ten problem – apelują organizatorzy Młodzieżowego Strajku Klimatycznego. 15.03.2019 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
  • aktualnych propozycji: 11792
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2019 KFP