logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 12073
Ponad 400 uznanych tatuatorów z różnych stron świata zjechało do AmberExpo na Gdańsk Tattoo Konwent 2019. To jubileuszowa, 30. edycja festiwalu. Nad polskim morzem impreza gości po raz 11. W sobotę i niedzielę mistrzowie tatuażu ozdobią swoimi autorskimi wzorami setki ciał. Najlepsze zdobienia w poszczególnych kategoriach – duże, mikro, realistyczne, neotradycyjne, geometryczne, związane z morzem, dwudniowe czy też po prostu rękaw, nogawka, całe plecy lub przód – prezentowane są na scenie głównej. Jedną z atrakcji Gdańsk Tattoo Konwent jest także „Dziarka w ciemno” – specjalna akcja, w trakcie której ukryty za specjalną kotarą tatuator wykonuje na ciele uczestnika zabawy tatuaż o nieznanej dla niego tematyce. Festiwal potrwa w niedzielę do późnego wieczora. Tattoo Konwent to nie tylko tatuaże, tradycyjnie już w programie imprezy znalazły się pokazy mody i sztuk alternatywnych. Nie brakuje dobrej muzyki. Organizatorzy przygotowali dla gości festiwalu strefy tematyczne, m.in. z motorami, ubraniami czy biżuterią. W części rozrywkowej m.in. The Analogs w akustycznej odsłonie, INK3D – autorski mapping opowiadający dzieje tatuażu, podniebne akrobacje w wykonaniu żeńskiego duetu Aerial Vertige, ogniste fireshow Mike’a Garcii oraz występ Fakira Testy. 13.07.2019 / fot. Anna Bobrowska / KFP
Pogoda dla Fety jest w tym roku łaskawa, publiczność dopisuje. W drugim dniu 23. Festiwalu Teatrów Plenerowych i Ulicznych przestrzeń Dolnego Miasta i Starego Przedmieścia była sceną dziewięciu spektakli. Niektórych nie sposób było przegapić. Aż trzykrotnie na Reducie Wilk w piątek zaprezentowali się widzom Holendrzy Hendrick-Jan de Stuntman i Merel Kamp – zawieszeni na sprężynach przytwierdzonych do stalowej konstrukcji – w widowisku na nawiązującym karykaturalnie do komedii romantycznej w stylu tradycyjnego kina niemego. „Springtime” sprawił, że widownia wielokrotnie eksplodowała śmiechem. Podobnie było na boisku przy ul. Dolna Brama, tuż obok piekarni Ryszarda Majchrowskiego, przed którą ustawiała się wczoraj długa kolejka wielbicieli ciepłych paluchów z sezamem. Za ścianą zabawiał nas debiutujący na Fecie połykacz i pluwacz ognia Marcin „Ex” Styczyński. Najbardziej zadziwił wszystkich, połykając blisko metrowej długości balonik. Kiedy sprawa zniknięcia owego rekwizytu już miała się wyjaśnić, bohater widowiska „Plucie ogniem” zaskoczył ponownie, oznajmiając: „Jutro go wyjmę”. Żeby to zobaczyć, trzeba wybrać się w sobotę o 17 na Targ Węglowy (powtórka o 19). Prze dwa kolejne dni Feta wędrować będzie po Głównym i Stary Mieście, Długich Ogrodach, odwiedzi też dawną stocznię cesarską i plac Zebrań Ludowych. Warszawski Teatr Pantomimy Mimo, który w piątek zapraszał widzów do interakcji na boisku przy Reducie Wilk, przenosi się z „Domem moich snów” w okolice... Domu Chodowieckiego i Grassa, a wspomnianą już holenderską parę kochanków na sprężynach będzie można zobaczyć w Parku św. Barbary. Nie będzie, niestety, powtórki pełnego żywiołów i magii widowiska „Bestiary” w wykonaniu artystów teatru Mr Pejo’s Wandering Dolls z Sankt Petersburga. Zamaskowani i roztańczeni Rosjanie (niemal stali bywalcy Fety), znowu dali popis na placu przy Bastionie św. Gertrudy, czarując doskonałym aktorstwem i oryginalną estetyką (maski, kostiumy, scenografia). A ilu widzów z nimi zagrało! 12.07.2019 / fot. Anna Bobrowska / KFP, Anna Rezulak / KFP
Krystyna Ochędzan oprowadza wycieczki po Biskupiej Górce. Jako jedyna z przewodników lokalnych podczas spacerów śladami sławnych gdańszczan czaruje słuchaczy i opowieścią, i strojem z epoki. Szczególne miejsce w jej sercu zajmują kapelusze. Od lat tworzy je własnoręcznie – i tylko dla siebie – inspirując się naturą i dziełami malarskimi. Kolekcję jej fantazyjnych nakryć głowy, m.in. prace nagradzane w konkursach na sopockim Hipodromie, możemy zobaczyć w Galerii Mariackiej (ul. Mariacka 48). Wystawa „Kompozycje Krystyny” będzie tu do 28 lipca.
Ekonomistka, miłośniczka Gdańska i literatury, projektantka strojów inspirowanych modą retro, z Trójmiastem związana jest ćwierć wieku. Kapelusze są jej bliskie od dziecięcych lat. To tradycja rodzinna. – Nosiły je moja babcia, a potem także mama. W rodzinie miałyśmy ciocie modystki. Będąc dzieckiem, spędzałam w ich pracowni każdą wolną chwilę. Panie popijały kawę, a ja buszowałam w kapeluszach. Przymierzałam wszystkie. I tak stały się moim hobby. Po latach doszłam do wniosku, że aby nosić kapelusz i być sobą, muszę sprawić, by był on niepowtarzalny, jedyny na świecie. Dlatego zaczęłam je robić. Nie korzystam z internetu, nie znam się na tym. Czerpię pomysły z natury, z malarstwa, dodaję elementy związane z naszym pięknym Gdańskiem – opowiada nam o swojej pasji Krystyna Ochędzan. Kapeluszy nie sprzedaje. Koleżankom podpowiada, ale nie szyje dla nich. Bawi się tym, co robi dla siebie – ku radości naszych oczu. Tym bardziej warto zajrzeć w tych dniach do Galerii Mariackiej. 12.07.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
1200 młodych ludzi bez szkół, pół tysiąca w samych liceach. O wynikach rekrutacji w publicznych placówkach oświatowych w Gdańsku dowiedzieliśmy się kilka dni temu. Dzisiaj po godzinie 12 w gdańskich liceach ogólnokształcących będzie można znaleźć dodatkowe miejsca. – Chyba dawno polska edukacja nie było w tak wielkim kryzysie. Wiosnę pamiętamy pod znakami strajków, które odbywały się w trakcie egzaminów (…) Teraz stoimy przed dramatami wielu młodych ludzi. Przypomnę, że miasto Gdańsk przygotowało w szkołach dwa razy więcej miejsc niż w ubiegłym roku. Przygotowaliśmy 10,5 tysiąca miejsc w szkołach średnich. Okazało się, że to i tak jest za mało. Po pierwszym etapie rekrutacji udało nam się utworzyć 503 nowe miejsca w liceach ogólnokształcących. Jednym z nich jest właśnie liceum nr VII, w którym się znajdujemy, gdzie nie tyko utworzone zostaną dwie nowe klasy, ale także – kosztem komfortu młodych ludzi – klasy zostaną jeszcze dopełnione. Tak będzie w czterech liceach, a w kilku innych klasy po prostu zostaną powiększone – mówiła prezydent miasta Aleksandra Dulkiewicz podczas briefingu prasowego zorganizowanego dziś rano w holu szkoły. Przez najbliższe trzy lata klasy w liceach będą liczyły powyżej 30 uczniów, a to oznacza, że komfort pracy, a więc to wszystko, co trzeba dla nich przygotować, będzie ogromnym utrudnieniem. W Gdańsku powstaje także nowe liceum (we współpracy z miastem) – Liceum Uniwersyteckie. Samorządowcy nie kryją, że rozszerzona oferta dla tegorocznych absolwentów gimnazjów i szkół podstawowych nie będzie spełnienie marzeń wszystkich młodych ludzi. – Tego po prostu zrobić się nie da. Dzisiaj około 200-250 uczniów pozostanie bez miejsca w liceum. Koszt reformy edukacji w Gdańsku przez ostatnie trzy lata to jest 61 mln zł. Subwencja oświatowa wynosiła 700 tys. zł. Razem z dziewięciorgiem prezydentów innych dużych miast złożyliśmy w Ministerstwie Finansów wezwanie do zapłaty za koszty związane z reformą. Nie otrzymaliśmy żadnego przelewu. Wspólnie pracujemy nad złożeniem pozwu dotyczącego środków wydanych na przygotowanie do deformy edukacji. Często słyszymy, iż to, że młodzi ludzie nie dostają się do szkół, to jest wina samorządów. To nieprawda. Do szkodliwej deformy przygotowywaliśmy się od samego początku, kiedy tylko pierwsze sygnały o niej się pojawiły, a pamiętamy, że była wprowadzana na wariackich papierach. Robimy co możemy. Gdańsk jest tego najlepszym przykładem – podkreślała Aleksandra Dulkiewicz. Wiceprezydent Piotr Kowalczuk zwrócił uwagę na fakt, że ponad 4 tysiące uczniów, którzy aplikowali w tym roku do gdańskich szkół średnich, to młodzi ludzie spoza Gdańska. Większość z nich wybrała placówki w metropolii, ponieważ gminy ościenne nie utworzyły dodatkowych miejsc. – Tak naprawdę mamy u do czynienia z potrójnym rocznikiem: dwa są nasze, a jeden dotyczy placówek spoza miasta Gdańska. Jesteśmy stolicą regionu, i to rozumiemy, ale chcielibyśmy, żeby wszyscy rozumieli tę skalę problemu. Mówimy o uczniach, którzy mają na świadectwach czerwone paski, średnią powyżej pięciu, mają też osiągnięcia olimpijskie, a i tak się nie dostali. I to jest problem deformy – przypomniał wiceprezydent Gdańska. 12.07.2019 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Na ulicy Do Studzienki w Gdańsku-Wrzeszczu zapadła się część jezdni. Powodem była awaria kanału sanitarnego. Od czwartkowego wieczoru odcinek od al. Grunwaldzkiej do skrzyżowania z ulicami Fiszera i Matejki jest zamknięty dla ruchu. Jak informują służby miejskie, awaria została usunięta w nocy, ale wciąż trwają prace drogowe polegające na uzupełnieniu nawierzchni drogi. Powstała w niej kilkumetrowa wyrwa. Na czas prac związanych z odtworzeniem ulicy wprowadzony został objazd przez Jaśkową Dolinę i ul. Matejki. Z ul. Do Studzienki dotrzemy do centrum, skręcając w prawo w ul. Fiszera, a następnie w ul. Bohaterów Getta Warszawskiego oraz Politechniczną. 12.07.2019 / fot. Paweł Marcinko / KFP
„Snem kustosza” warszawskiej trupy Akt na Dolnym Mieście w Gdańsku rozpoczął się 23. Międzynarodowy Festiwal Teatrów Plenerowych i Ulicznych Feta. To święto jest dla dzieci, dla dorosłych i w dużej części dla całych rodzin. Fetujemy od czwartku do niedzieli, tym razem także na Starym Przedmieściu, Głównym i Starym Mieście, Długich Ogrodach oraz na terenach dawnej stoczni cesarskiej. W ciągu czterech festiwalowych dni publiczności zaprezentuje się blisko 20 teatrów z ośmiu krajów. Pogoda jest z nami. – Proszę państwa, w tym roku nie leje. Kolejne dni będą podobne. Eksplorujemy nowe lokalizacje. Mam nadzieję, że to będzie dodatkowa atrakcja dla państwa – mówił podczas inauguracji Tomasz Hildebrandt, szef klubu Plama GAK, główny organizator Fety. Zanim na boisku przy ul. Jałmużniczej do akcji wkroczył Teatr Akt ze swoim muzeum żywych dzieł malarskich, byliśmy gośćmi wernisażu wystawy Foto Feta. Miło nam donieść, że wśród autorów najciekawszych fotograficznych wspomnień z ubiegłorocznej, 22. Fety znalazła się nasz redakcyjna koleżanka, Ania Bobrowska – laureatka I nagrody marszałka województwa pomorskiego. Nagrodę prezydenta miasta Gdańska i II nagrodę marszałka województwa pomorskiego zdobyła Dorota Kędziora, a III nagrodę marszałka otrzymał Piotr Żagiell. – Można zaryzykować stwierdzenie, że Feta jest kobietą – podsumował wyniki konkursu Tomasz Hildebrandt. 11.07.2019 / fot. Anna Bobrowska / KFP, Krzysztof Mystkowski / KFP
W piątek poznamy tytuły filmów, które ubiegać się będą o tegoroczne Złote Lwy. Wśród obrazów zgłoszonych do konkursu głównego 44. FPFF (16-21 września) jest „Solid Gold”. Dzień przed ogłoszeniem nominacji najnowszy film Jacka Bromskiego obejrzeli klubowicze Gdyńskiej Szkoły Filmowej. Spotkanie z reżyserem w sali Warszawa poprowadził Jarzy Rados, zastępca dyrektora GSF. – Gdynia świetnie prezentuje się w tych plenerach. Czy ktoś z Komendy Miejskiej Policji już widział ten film? – dociekał gospodarz filmówki. – Kręciliśmy w komisariacie, nie w komendzie... Bo lepiej wyglądał niż komenda – usłyszał w odpowiedzi. – Staraliśmy się, żeby Gdynia wyglądała jak najlepiej – dodał zaraz Jacek Bromski. Akcja filmu inspirowanego prawdziwymi wydarzeniami dzieje się na Pomorzu. „Solid Gold” to opowieść o policjantach prowadzących śledztwo w sprawie biznesowo-politycznych powiązań i rozpracowujących grupę zajmującą się budową piramidy finansowej oferującej inwestycje na podejrzanie wysoki procent. W rolach głównych występują Marta Nieradkiewicz, Janusz Gajos i Andrzej Seweryn. – Fabuła sensacyjna jest wehikułem, dzięki któremu można powiedzieć coś ważniejszego. „Solid Gold” to thriller psychologiczny, gra pomiędzy dwoma mężczyznami u schyłku życia, którzy nie rozliczają się ze swoją przeszłością. To nie jest płaska opowiastka kryminalna. Miałem zamiar – i wydaje mi się, że dzięki świetnym aktorom jakoś to się udało – przekazać, że to jest coś więcej. Zarazem film ten opowiada o tym, w jakim świecie my żyjemy, co się stało z politykami, co to są za ludzie, dlaczego idą do polityki – mówi Jacek Bromski. Czy „Solid Gold” to jest „Amber Gold”? – Sami widzicie, że nie, bo to jest zupełnie inna historia. Inna sprawa, że trzeba się opierać na rzeczach, które zdarzyły się w rzeczywistości. Gdyby nie zdarzył się „Amber Gold”, to ktoś by mógł pomyśleć, że taki „Solid Gold” jest niemożliwy. A to się zdarzyło się – wyjaśnia reżyser. 11.07.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
Dość długo czekaliśmy na ciąg dalszy tej niezwykłej podróży. Pięć lat po wydaniu pierwszej części historycznego spaceru po Wrzeszczu śladem przedwojennych pocztówek Jan Daniluk i Jarosław Wasielewski zaprezentowali nam drugi tom publikacji. Czwartkowa premiera albumu przyciągnęła do Nowej Synagogi przy ul. Partyzantów kilkuset miłośników gdańskich historii. Autorzy wybrali do swojej książki 94 widokówki prezentujące m.in. dzisiejszą ul. Partyzantów i jej przecznice, okolice dzisiejszego kościoła pw. św. Apostołów Piotra i Pawła, dawną restaurację Zinglera na Górze Jana oraz samą Jaśkową Dolinę – od luksusowych willi, przez Festynową Łąkę do parku. Kilka dawnych widoków znajdą tu także miłośnicy Piecek. – Prezentujemy zarówno widoki znane z innych publikacji, jak i zupełnie nieopatrzone, bardzo rzadkie, czasem wręcz sensacyjne. Nawet osoby interesujące się historią Wrzeszcza będą pozytywnie zaskoczone – mówi Jarosław Wasielewski. Każdej widokówce towarzyszy obszerny komentarz przybliżający historię uwiecznionych miejsc. – Tak jak w pierwszym tomie, każdy widok jest dla nas pretekstem do opowiedzenia czegoś o historii Wrzeszcza. Bynajmniej nie ograniczyliśmy się do informacji powszechnie znanych, podobnie jak przy poprzedniej publikacji także tym razem przeprowadziliśmy własne badania. W książce prezentujemy sporo własnych ustaleń, również czytelnicy bardziej wymagający będą zaskoczeni – dodaje Jan Daniluk. Ważne miejsce w tej publikacji zajmuje Park Jaśkowej Doliny. Utworzony 182 lata temu był jednym z pierwszych na świecie miejskich parków publicznych. Niegdyś nazywano go „perłą najbliższej okolicy Gdańska”. Niestety, od lat funkcjonuje jako las komunalny, a jego sąsiedztwo utraciło swój wyjątkowy, kameralny charakter. – Tym albumem nie chcemy jedynie karmić pożyczonej nostalgii za przedwojennym miastem. Raczej pragniemy uzmysłowić, co po wojnie w odzyskanym Gdańsku utracono. Chcielibyśmy, aby Park Jaśkowej Doliny powrócił na mapę mentalną gdańszczan, może dzięki temu łatwiej będzie przywrócić temu miejscu jego parkowy charakter – mówi Jarosław Wasielewski.
„Wrzeszcz na dawnej pocztówce. Spacer drugi”, Gdański Kantor Wydawniczy i Wydawnictwo Region 2019, format 285 x 205 mm, 218 stron, twarda oprawa. Album można nabyć w Księgarni Internetowej Maszoperia. 11.07.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Takie widoki na aglomerację gdańską dostępne były dotychczas jedynie z pokładu samolotu. Od środy 17 lipca piękną panoramę Trójmiasta i okolic będziemy mogli podziwiać z 32. piętra biurowca Olivia Star. Za wjazd superszybką windą na ogólnodostępny taras widokowy zapłacimy w sezonie letnim 18 zł (bilet ulgowy kosztuje 15 zł). Godzina spędzona na wysokości 130 metrów w okresie od 1 października do 30 kwietnia będzie tańsza o 2 złote. Panoramy zaskakujące zmiennością o różnych porach dnia i roku to nie jedyne atrakcje, jakie czekać będą na gości najwyższego budynku w Trójmieście. – Najwyższe kondygnacje Olivia Star całkowicie zmieniają odbiór naszego kompleksu biurowego. To nie ma to być wyalienowana przestrzeń służąca wyłącznie do pracy, ale ma to być przestrzeń otwarta, zapraszająca, atrakcyjna, mająca również swoje funkcje miastotwórcze. Dlatego w całym kompleksie Olivia Business Centre przygotowywane są usługi – m.in. restauracje, kawiarnie, punkt pocztowy, gabinet kosmetyczny, fryzjer – żeby każdy czuł się tutaj jak u siebie, żeby pojawiały się tu wydarzenia, które będą przyciągać nie tylko pracowników, ale także mieszkańców i turystów. Taras widokowy jest ogólnodostępny przez cały rok dla każdego. Ale to, co będzie w środku, ma być równie atrakcyjne jak to na zewnątrz – mówi rzecznik prasowy OBC. We wnętrzach z widokiem na aglomerację możemy poczuć się jak na transatlantyku cumującym przy nadmorskiej promenadzie. Te zwrócone oknami ku zabudowie Oliwy nawiązują do stylu zabytkowych kamienic, zaś te od strony Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego zachęcają do wypoczynku na zielonych pufach i podwieszanych ławeczkach. Projekt aranżacji wnętrz o powierzchni ponad 1100 m kw. przygotowała pracownia Design Anatomy pod kierownictwem Anny Branickiej. – Chodziło nam o stworzenie przestrzeni żywej, do której mieszkańcy będą mogli przyjść z rodzinami, będą mogli poczuć radość, być może też oddać się zadumie, patrząc na piękną panoramę. Tak powstała koncepcja trzech górnych pięter budynku Olivia Star. Jesteśmy na trasie na piętrze 32. Nad nami jest piętro restauracyjne. Wybitny 6-gwiazdkowy kucharz powoli przygotowuje się już do otwarcia. A nad nim, na 34. piętrze, jest przepiękna przestrzeń konferencyjno-eventowa. Pod jednym dachem skupiliśmy wszystkie funkcje pozwalające organizować spotkania rodzinne, spotkania biznesowe i imprezy kulturalne. Taka jest właśnie nasza misja – mówi Rafał Marcyniuk, członek zarządu spółki Olivia Star Top. Warto dodać, że po złożeniu zamówienia (od 30 zł) w jednym z tutejszych punktów gastronomicznych ważność godzinnego biletu na podziwianie widoków z tarasu ulegnie przedłużeniu o pół godziny. Co będzie można zjeść na najwyższych piętrach Olivia Star? – Staraliśmy się przygotować ofertę dla wszystkich grup, które będą nas odwiedzać. Elementem głównym kuchni jest duży, nowoczesny piec do wypiekania pizzy. W godzinach popołudniowych i wieczornych rozwijamy ofertę o tapasy,w których nie zabraknie naszych regionalnych produktów – darów lasu, ekologicznych suszonych wędliny z Kaszub czy serów zagrodowych. Pod koniec września wprowadzimy koncept śniadaniowy. Chcielibyśmy, że to piętro kojarzyło się nie tylko z podziwianiem pięknych widoków, ale żeby nasi goście mieli też możliwość przeżycia fajnych doznań kulinarnych. Planujemy wprowadzić muzykę na żywo. Na początku przyszłego tygodnia zostanie dostarczony fortepian. Pojawią się też gitary, harfy, skrzypce i trochę jazzu – zachęca do odwiedzania Olivia Star Krzysztof Dembek, członek zarządu Olivia Star Top. 11.07.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
11 lipca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP. 76 lat temu na Wołyniu rozpoczęła się masowa, skoordynowana akcja przeciwko ludności polskiej przeprowadzona przez OUN-UPA. W rocznicę tzw. Krwawej Niedzieli w Gdańsku odbywają się dziś uroczystości zorganizowane przez regionalny oddziału Instytutu Pamięci Narodowej. O godzinie 15 miała miejsce ceremonia złożenia kwiatówpod pomnikiem Pamięci Ofiar Eksterminacji Ludności Polskiej na Wołyniu znajdującym się na skwerku u zbiegu ul. Stolarskiej i ul. Katarzynki. Okolicznościowe przemówienie wygłosił prof. Mirosław Golon, dyrektor IPN Gdańsk. Od godziny 17 w siedzibie IPN przy al. Grunwaldzkiej 216 trwają spotkania ze świadkami zbrodni wołyńskiej, którzy później znaleźli na Pomorzu swój drugi dom, oraz historykami badającymi tę historię. W programie jest również prezentacja najnowszej broszury IPN Gdańsk pt. „Wołyń 1943. Ludobójstwo Polaków na Wołyniu 1939-1945. Świadectwa” autorstwa Karola i Katarzyny Lisieckich. 11.07.2019 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
  • aktualnych propozycji: 12073
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2019 KFP