logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 11967
Dziennikarze z Hiszpanii, Litwy, Australii, Polski i Wielkiej Brytanii zostali laureatami Nagrody im. Macieja Płażyńskiego 2019. Doroczne wyróżnienia już po raz ósmy trafiły w ręce tych, którzy na niwie publicystycznej i informacyjnej służą Polonii, podejmują wysiłki na rzecz jej integracji z rodakami i mają na uwadze dobre imię Polski za granicą. Sprawy Polonii oraz Polaków mieszkających na obczyźnie zajmowały ważne miejsce w sercu i działalności publicznej patrona nagrody. Maciej Płażyński, pierwszy niekomunistyczny wojewoda gdański, marszałek Sejmu RP i wicemarszałek Senatu, był prezesem Stowarzyszenia Wspólnota Polska i jednym z inicjatorów powołania do życia gdyńskiego Muzeum Emigracji, które dziś przed południem ugościło laureatów. Jury wyłoniło czworo zwycięzców spośród siedemdziesięciu zgłoszeń.
W kategorii „dziennikarz medium polonijnego” nagrodę otrzymała Ilona Lewandowska z „Kuriera Wileńskiego” uhonorowana za odkrywanie i wnikliwe opisywanie nieznanych, poruszających historii polskich bohaterów na Kresach. Statuetkę dla „dziennikarza zagranicznego publikującego na temat Polski, Polaków i Polonii”odebrał Ignacio Temino Martinez z Hiszpańskiej Agencji Prasowej EFE, autor rzetelnych i wyważonych publikacji o wydarzeniach nad Wisłą w mediach hiszpańskojęzycznych. W kategorii „dziennikarz krajowy publikujący na tematy polonijne” nagrodę przyznano Agnieszce Burton za publikację „Wnuczek tylko na tablecie” w „Dużym Formacie” – pełną emocji opowieść o zatracaniu korzeni przez nowych emigrantów na Antypodach. – Kilka miesięcy temu, po 23 latach emigracji wróciłam z Australii do Polski. Ta nagroda jest dla mnie nowym wspaniałym startem. Bardzo za nią dziękuję! – powiedział Agnieszka Burton, odbierając statuetkę. Tytuł „redakcja medium polonijnego” przypadł tym razem grupie medialnej służącej polskiej społeczności w Wielkiej Brytanii – Polish Media London (Polskie Radio Londyn, tygodnik Cooltura, cooltura24.co.uk). Wyróżnienie w tej kategorii jury przyznało redakcji tureckiego czasopisma „Lehistan Sokağı” za przedstawianie obrazu współczesnej Turcji widzianego oczami tamtejszej Polonii i wysiłków podejmowanych na rzecz wzajemnego zrozumienia. Laureatów wyłoniło jury w składzie: Jakub Płażyński (przewodniczący), Jarosław Gugała (telewizja Polsat), Jerzy Haszczyński („Rzeczpospolita”), Małgorzata Naukowicz (Polskie Radio), Krzysztof Rak (dziennikarz, publicysta) oraz Karolina Grabowicz-Matyjas (dyrektor Muzeum Emigracji, sekretarz jury). – Wierzymy w to, co robimy, honorując co roku dziennikarzy piszących o Polsce i Polonii. Dla nas to jest nie tylko budowanie mostów między Polakami w Polsce i za granicą, ale także budowanie marki Polska. Obrady jury trwają kilka godzin, bywają burzliwe, ale zawsze kończą się konsensusem – powiedział przewodniczący jury Jakub Płażyński. Nagroda im. Macieja Płażyńskiego wręczana jest od 2012 roku z inicjatywy Press Club Polska – organizacji skupiającej ludzi mediów, Jakuba Płażyńskiego, prezydentów Gdańska, Gdyni i Sopotu oraz marszałka województwa pomorskiego. 8.06.2019 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Nie żyje Ryszard Bugajski, wybitny reżyser i scenarzysta, twórca pamiętnego „Przesłuchania” (1982 r.), określanego przez władze PRL jako najbardziej antykomunistyczny film epoki. Artysta zmarł w piątek wieczorem w Warszawie po długiej chorobie. Miał 76 lat.
Z filmem związany był blisko pół wieku. Pochodził z Warszawy. W 1973 roku ukończył studia na Wydziale Reżyserii w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Zaczynał w branży od obrazów dokumentalnych i spektakli Teatru TV. W roku 1979 zadebiutował w fabule filmem „Kobieta i kobieta”. Dwa lata później rozpoczął pracę nad „Przesłuchaniem”, jednym z najważniejszych dzieł w historii polskiej kinematografii. Obraz odsłaniający najczarniejsze karty PRL stał się bezpośrednią przyczyną rozwiązania Zespołu X Andrzeja Wajdy. Szykanowany przez komunę Bugajski w rok po nakręceniu filmu wyjechał z kraju. „Przesłuchanie” czekało na premierę siedem lat. Na 14. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni film otrzymał nagrodę dziennikarzy i publiczności, a rok później, także w Gdyni, nagrodę specjalną jury (Krystyna Janda, Janusz Gajos i Anna Romantowska otrzymali nagrody aktorskie). Ryszard Bugajski powrócił do Polski w połowie lat 90. W roku 2009 wyreżyserował znakomitego biograficznego „Generała Nila”, a w 2013 sensacyjno-polityczny „Układ zamknięty”, którego scenariusz napisali trójmiejscy dziennikarze Michał Pruski i Mirosław Piepka. Ostatnim filmem reżysera jest „Zaćma” (2016 r.) opowiadająca o „Krwawej Lunie”, funkcjonariuszce Urzędu Bezpieczeństwa, która w ostatnich latach życia próbuje odkupić grzechy popełnione w czasach stalinowskiego zamordyzmu. 8.06.2019 / fot. KFP
Trzymają formę od 1959 roku, smakiem zaskarbiły sobie sympatię kilku pokoleń Polaków – najbardziej Pomorzan – mają nawet własną stronę na Facebooku. Kojarzą się ze słońcem rozpalającym kąpieliska nad Zatoką Gdańską, z wakacjami i z bielą strojów, w których niegdyś paradowali po plaży sprzedawcy ze skrzynkami-lodóweczkami zawieszonymi na ramieniu na parcianym pasku. Lody Calypso są z nami od 60 lat. Dłuższą o rok metryką może poszczycić się dzisiejsze Przedsiębiorstwo Przemysłu Chłodniczego Lodmor przy ul. Długa Grobla 4a na Dolnym Mieście w Gdańsku. To właśnie tutaj, w ówczesnej Państwowej Chłodni Składowej, z taśmy produkcyjnej zjechały pierwsze kostki śmietankowych „calypsiaków”. Lodmor był wówczas jedynym producentem lodów jadalnych w Polsce działającym na skalę przemysłową. Aksamitne, lekko kremowe pyszności, niezmiennie produkowane w formie prostokątnych kostek opakowanych w „sreberko” z wizerunkiem głowy Murzynka, z czasem powiększyły paletę smaków. Dziś jest ich kilkanaście. W jubileuszowej ofercie Lodmoru, obok kultowych lodów śmietankowych wytwarzanych według oryginalnej receptury z 1959 roku, pojawiły się bardzo wykwintne kompozycje łączące aromat kawowy z bezami i daktylami, czekoladę ze słonym karmelem czy też czar słodkiego serka mascarpone z owocami leśnymi. Warto zwrócić uwagę na postaci uwiecznione na opakowaniach wyrobów z serii „60-lecie”. Lody Calypso mają wspaniałych swoich bohaterów. Czarno-białe fotografie pochodzą z czasów, kiedy ich przygoda z „calypsiakami” – jak się później miało okazać, także zawodowa – dopiero się zaczynała. Dwuletni wówczas Ewa jest dziś w Lodmorze szefową produkcji, Piotruś, tzn. Pan Piotr, kieruje działem sprzedaży, a Staszek pozujący do zdjęcia w marynarskiej czapce sprzedawał kultowe lody na gdańskich plażach już w latach sześćdziesiątych. 7.06.2019 / fot. KFP
Za kilkanaście dni minie rok odkąd marszałek Olgi Krzyżanowskiej nie ma z nami. 10 września będzie 90. rocznica jej urodzin. O wielkiej patriotce, damie polskiej polityki i wspaniałej pani doktor – ale też o osobach w jej życiu najważniejszych – opowiada wystawa przygotowana przez Muzeum Gdańska w przestrzeniach Ratusza Głównego Miasta. Ekspozycję będzie można odwiedzać do końca września. Z gośćmi dzisiejszego wernisażu swoimi wspomnieniami o Oldze Krzyżanowskiej dzieli się pisarka i dziennikarka Małgorzata Szejnert oraz mecenas Jacek Taylor.
– Trzydziesta rocznica częściowo wolnych wyborów w Polsce to dla nas okazja, by przedstawić postać jednej z bohaterek tego czasu – Olgi Krzyżanowskiej. Gdańszczanka, lekarka, działaczka społeczna i polityk, weszła do Sejmu jako przedstawicielka trójmiejskiej „Solidarności”, z rekomendacji Lecha Wałęsy. Tak zaczęła się jej wielka kariera w polityce. Traktowała ją jako formę pokojowej walki o niepodległość. Uważała, że polityka jest sztuką wypracowywania kompromisu umożliwiającego realizację interesów różniących się poglądami stron w imię wspólnego dobra – mówi Waldemar Ossowski, dyrektor Muzeum Gdańaka. W ratuszowej Wielkiej Sali Wety Olga Krzyżanowska została przedstawiona w trzech portretach, z których dwa odkrywają nowe tożsamości tej fascynującej postaci znanej nam dotąd głównie z działalności politycznej. Rodzinne pamiątki po ojcu, generale Aleksandrze Krzyżanowskim ps. „Wilk”, dowódcy wileńskiej AK, opaska z powstania warszawskiego Janiny Krzyżanowskiej, matki Olgi, czy przedmioty osobistego użytku pokazują panią marszałek od strony prywatnej, rodzinnej, mówią też o jej stosunku do małej ojczyzny, jaką po II wojnie światowej stał się dla niej Gdańsk. – Zamiarem organizatorów wystawy było też przełamanie stereotypu postrzegania bohaterki poprzez sylwetkę jej ojca, legendarnego generała „Wilka”. Chcemy zwrócić uwagę na kobiety, które wychowały i ukształtowały przyszłą lekarkę i polityk. Dlatego poznamy też doktor Josek, Janinę Krzyżanowską, której wojenne losy były nie mniej dramatyczne niż losy „Wilka”. Poznamy siostry Janiny: Magdalenę i Halę z Łopińskich, kobiety silne i niezależne. Mówi o nich również nasza bohaterka w dostępnej podczas wernisażu książce „Olga, córka Wilka” Aldony Wiśniewskiej i Magdaleny Krzyżanowskiej-Mierzewskiej – mówi kurator wystawy Janusz Marszalec. Dodajmy, że publikację wydawnictwa Agora można nabyć m.in. w kasie w Ratuszu Głównego Miasta. 6.06.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Na Święto Wolności i Solidarności przyjechał do Gdańska Teatr Łaźnia Nowa z Krakowa. W czwartek i piątek blisko 40-osobowa ekipa złożona z aktorów zawodowych i amatorów oraz świadków historii przedstawi aż czterokrotnie w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim (godz. 18.30 i 20) spektakl „Wałęsa w Kolonos” w reżyserii Bartosza Szydłowskiego. Rolę tytułową gra Jerzy Stuhr. Autorem tekstu jest Jakub Roszkowski, muzykę do spektaklu stworzył Dominik Strycharski, za scenografię, kostiumy i reżyserię światła odpowiada Małgorzata Szydłowska, a za choreografię Tomasz Wesołowski. Twórcy snują wielonarracyjną opowieść na kanwie starożytnej tragedii „Edyp w Kolonos”. Interesuje ich archetyp przywódcy, figura lidera, którą odnajdują i w postaci mitologicznej, i w tej współczesnej, stojącej na rozstajach życia politycznego. – Pomysł wzbudził wielkie emocje – mówi reżyser Bartosz Szydłowski. – Jedni komentatorzy byli zachwyceni, inni odradzali. Rozdzwonili się dziennikarze, pojawiły głosy polityków, każdy ciągnął w stronę własnych wyobrażeń. Wielka postać polskiej historii, Lech Wałęsa, elektryzuje wyobraźnię, ale też zatrzymuje nas w zabetonowanych postawach. Nasze studium jest zapisem poszukiwań innego wymiaru niż polityczny spór. Tragedia grecka. Chór. Mit. Śmierć. Błoto. Naiwność. Dziecko. Nieoczywistość. Gest. Szara strefa świadomości. Mieszkańcy dzielnicy. Edyp w Kolonos – wielki król i grzesznik u kresu swych dni. Niezgoda na polski gen destrukcji, na zacietrzewienie i brak miłosierdzia. Na klątwę tebańską, którą w Polsce jest zalewająca nas nienawiść. Ulepieni z małostkowości tracimy to, co może nas budować i nieść w górę. Wybieramy wspólnotę goryczy i pyszałkowatości, by tylko przez chwilę poczuć się lepszymi – mówi twórca „Wałęsy w Kolonos”. 6.06.2019 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Nie tak dawno zapraszaliśmy do gdańskiej Łaźni na wystawę Michała Szlagi pt. „Fotografowałem polskiego króla”obejmującą niemal wszystkie serie realizowane przez artystę na przestrzeni dwóch dekad zawodowej działalności, a dziś z przyjemnością informujemy, że gdański fotografik właśnie otworzył swoją pierwszą indywidualną wystawę we Włoszech. Od 5 do 28 czerwca w galerii Interzone w Rzymie można oglądać ponad trzydzieści zdjęć z najsłynniejszego cyklu Szlagi zatytułowanego „Stocznia”. Prace opowiadające o transformacjach dokonujących się na terenach dawnej Stoczni Gdańskiej powstały w latach 2004-2007. Ekspozycja stanowi jedną z największych atrakcji 17. Festiwalu Kultury Polskiej Corso Polonia zorganizowanego przez Instytut Polski. Tematem przewodnim tegorocznego święta jest Gdańsk jako miasto wolności i solidarności, miasto-klucz do współczesnej historii Polski i Europy. 6.06.2019 / fot. Kinga Kosycarz / KFP
Jeszcze rok temu był tu dziki parking. Klepisko częściowo porośnięte trawą zamieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w zielone miejsce przyjazne mieszkańcom, pszczołom, trzmielom i motylom. Ogród kieszonkowy przy ul. Za Murami – vis-a-vis Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego – wyczarowali ogrodnicy z Gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni. W sierpniu ubiegłego roku pojawiły się tu falujący chodnik z piaskowych płyt podsypanych kamyczkami, a przy nim delikatne fale trawy ułożonej z rolki, ławeczki i pierwsze kwiaty. Wiosną kwitły na skwerku białe i czarne tulipany nawiązujące kolorystycznie do elewacji Teatru Szekspirowskiego, a dziś zachwyca przechodniów w tym miejscu naturalna łąka kwietna. Wysiane przez ogrodników przy dawnych murach obronnych mieszanki wyselekcjonowanych roślin – m.in. „raj dla owadów” i „kolorowy zakątek” – zostały dobrane w taki sposób, aby miejsce to cieszyło nasze oczy i dawało chwile wytchnienia do późnej jesieni. Kiedy przekwitną ostatnie rośliny, na skwerek wjedzie kosiarka. Łąkę kosi się tylko raz w roku. Teraz króluje tu czerwień maków polnych, kwitnie też rumianek, a żółtych akcentów dodaje zielonym połaciom rzepik. – Łąka kwietna jest najpiękniejsza w drugim roku po posianiu, kiedy do gatunków jednorocznych dołączają rośliny wieloletnie. Podobne miejsca znajdziemy też w innych częściach miasta, m.in. w pasach drogowych przy al. Havla czy w rejonie ul. Powstańców Warszawskich i Wyczółkowskiego, gdzie wysiewaliśmy rośliny łąkowe tej wiosny. Ich urodą będziemy się cieszyć w przyszłym roku. Łąki są piękne, pozytywnie wpływają na nasze otoczenie, sprzyjają pszczołom, motylom, małym ssakom i płazom, stanowiąc dla nich naturalną bazę pokarmową – doceniajmy je, bo zwiększają bioróżnorodność – mówi nam Ewelina Latoszewska, kierownik działu zieleni GZDiZ. Warto też wiedzieć, co w trawie piszczy. Zachęcamy do śledzenia codziennych wiadomości z miejskiej łączki – nie tylko tej przy Teatrze Szekspirowskim – na Zielonej Stronie Gdańska prowadzonej przez Dział Zieleni GZDiZ na Facebooku. 6.06.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Nie głosowali państwo w wyborach 4 czerwca 1989 roku? To wciąż jest możliwe. Do lokalu wyborczego z przeszłości zaprasza nas Nadbałtyckie Centrum Kultury. Od dwóch dni (godz. 10-18) uczestników Święta Wolności i Solidarności wita w Ratuszu Staromiejskim Gary Cooper, który zstąpił z kultowego plakatu wyborczego autorstwa Tomasza Sarneckiego, inspirowanego westernem „W samo południe”. Dziś szeryf też tu będzie. Warto za jego namową zajrzeć do Sali Mieszczańskiej, gdzie prezentowane są plakaty i grafiki z czasu pamiętnych wyborów pochodzące ze zbiorów Europejskiego Centrum Solidarności. W przestrzeni zaaranżowanej na wzór lokalu wyborczego znajduje się również oryginalna urna z tamtych czasów, do której można wrzucić wypełnioną kartę wyborczą. Akcja NCK pod hasłem „Oddaj głos!” nie wymaga znajomości kandydatów i programów. Na karcie znalazły się miejsca na nasze wspomnienia sprzed 30 lat tudzież propozycje zmian we współczesnej Polsce. 5.06.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Przyjemny chłód murów Ratusza Staromiejskiego był w ten upalny wieczór okolicznością sprzyjającą premierze ciepłej jeszcze książki Mieczysława Abramowicza. Rzecz kończy się 3 czerwca 2019 roku, więc finisz cyklu wydawniczego musiał mieć najwyższą temperaturę, żeby na dzisiejszym spotkaniu autorskim – wpisanym kilka tygodni temu do kalendarza obchodów Święta Wolności i Solidarności – można było dzieło wziąć do ręki. A właśnie – kalendarz... Popularny gdański pisarz, kulturoznawca, historyk teatru i reżyser teatralny pochylił się nad wydarzeniami minionych trzech dekad, by stworzyć encyklopedię naszych czasów, jak określił księgę wydaną nakładem Nadbałtyckiego Centrum Kultury obecny na jej kartach rysownik Zbigniew Jujka. „Portret trzydziestolecia 1989-2019” to zbiór zapisków dotyczących faktów kluczowych – zdaniem autora – dla historii Gdańska, Pomorza, Polski i świata, wzbogacony o unikatowe materiały zdjęciowe (także z archiwum KFP). – Kalendarz zaczynający się 4 czerwca 1989 roku, a kończący 3 czerwca 2019 roku, obejmuje ni mniej, ni więcej tylko 10 958 dni. Prawie każdego z tych dni w Gdańsku, w Trójmieście, na Pomorzu, w Polsce, w Europie, na świecie wydarzyło się coś ważnego, ciekawego, śmiesznego lub strasznego, coś, co warto zamieścić w kalendarzu trzydziestolecia. Oczywiście nie wszystko, bo miejsca by nie starczyło (...) Ale nie martw się dogi czytelniku, wszystkim niedociągnięciom tego kalendarza możesz sam zapobiec: wystarczy tylko pod odpowiednią datą wpisać to, czego twoim zdaniem brakuje – zachęca do twórczej lektury Mieczysław Abramowicz. 5.06.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Prototypowy solaris trollino 24 wyjechał dziś w południe na ulice Gdyni. Pasażerów nie zabiera, ale to nie z tego powodu wzbudza duże zainteresowanie. 24-metrowej długości trajtka nigdy wcześniej tu nie było. Tego jedynego wkrótce też nie będzie, bo dopuszczalna długość trolejbusów wożących pasażerów w polskich miastach wynosi 18,75 m. Najnowszy dwuprzegubowy pojazd z fabryki w Bolechowie powstał z myślą o rynku szwajcarskim. 24-metrowce cieszą się tam dużą popularnością. Spotkać można je m.in. w Zurychu, Genewie czy Lucernie, jednak żaden z jeżdżących tam dotychczas pojazdów nie miał polskiego rodowodu. Solaris zadebiutuje w tym formacie. Najpierw jednak trollino 24 musi przejść pozytywnie właśnie rozpoczęte w Gdyni testy trakcyjne i homologacyjne. Dopiero wtedy zostanie dopuszczony do ruchu z pasażerami. Próby nad morzem potrwają kilka tygodni. Jak zapewnia rzecznik prasowy ZKM Marcin Gromadzki, fakt, że producent wybrał Gdynię, to dla miasta sprawa prestiżowa. – To nie pierwszy pojazd Solarisa, który jest u nas testowany. Sieć trolejbusową mamy jeszcze w Tychach i Lublinie, ale to Gdynia bardzo blisko współpracuje z Solarisem, czego przykładem jest ostatni zakup 30 trolejbusów tego producenta – mówi rzecznik ZKM. Oficjalna premiera trollino 24 zapowiadana jest na październik tego roku, a okazją ku temu będą targi w Brukseli. 5.06.2019 / fot. Andrzej J. Gojke / KFP
  • aktualnych propozycji: 11967
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2019 KFP