logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 12489
Obrońcy trofeum wystawili swoich fanów na ciężką próbę nerwów. Po pierwszej połowie potyczki z Miedziowymi kibice biało-zielonych mieli powody, by sądzić, że powtórki z Pucharu Polski w tym sezonie nie będzie. Słaba gra Lechii i dwa stracone gole nie wróżyły dobrze. Całe szczęście, że piłka nożna – szczególnie ta uprawiana na krajowych boiskach – bywa nieprzewidywalna. Po przerwie byliśmy więc świadkami odrodzenia gospodarzy. Lechia w 10 minut zdobyła trzy bramki na wagę awansu do ćwierćfinału PP. Dla Piotra Stokowca sukces ten ma także wymiar pierwszego zwycięstwa nad Zagłębiem (prowadził je w latach 2014-2017) od czasu, kiedy objął posadę trenerską w Gdańsku.
1/8 finału Pucharu Polski: Lechia Gdańsk – Zagłębie Lubin 3:2 (0:2). Bramki: Makowski (53’), Haraslin (55’), Paixao (64’, karny) – Živec (27’), Bohar (43’). Awans: Lechia. Widzów: 6213.
LECHIA: Alomerović – Fila, Nalepa, Maloca, Mladenović – Łukasik (46’ Sobiech) – Haraslin (87’ Arak), Makowski, Lipski, Peszko (75’ Wolski) – Paixao. 4.12.2019 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Premiery takiego kalendarza w Galerii Sztuk Różnych Kosyarz&MBeneda jeszcze nie było. „Tak warto żyć!” – mówią bohaterowie pięknie ilustrowanych historii zamieszczonych na każdej z dwunastu kart wydawnictwa przygotowanego przez Fundację Emandi. Życie poddało ich ciężkim, zwycięskim próbom. Teraz, spoglądając na nas ze zdjęć i mówiąc o sobie to, co najważniejsze, pokazują drogę innym – ludziom dotkniętym chorobami cywilizacyjnymi. Dla kalendarzowej dwunastki ta praca również ma wymiar terapeutyczny: to kontynuacja walki z przeciwnościami losu. Bohaterów kampanii „Tak warto żyć!” sportretowali fotoreporterzy agencji Kosycarz Foto Press. Projekt kalendarza wyszedł spod ręki Magdy Benedy, współgospodyni dzisiejszej premiery.
– „Tak warto żyć!” to kampania społeczna miasta realizowana przez Fundację Emandi. Jednym z jej elementów jest ten wspaniały kalendarz zrobiony wspólnie z agencją KFP. Chcemy zdestygmatyzować choroby cywilizacyjne pozytywnym przekazem. Pokazujemy ludzi, którzy przeżyli trudne życiowe historie – mieli nowotwory, depresję, zaburzenia odżywiania, samobójcze próby, byli alkoholikami bądź są alkoholikami, ale niepijącymi. Opowiadamy ich historię i mówimy: zobaczcie, mimo wszystkich przeciwności oni żyją z wielkim impetem. I właśnie tak warto żyć. Nakłaniamy, do tego, żeby się badać, żeby się nie bać choroby, żeby się wspierać najbliższymi, żeby ponad wszystko walczyć – mówi Emilia Salach, prezes Fundacji Emandi, kalendarzowa bohaterka kwietnia. Na zdjęciu autorstwa Anny Rezulak Emilia pozuje na tle krajobrazu stoczniowego. Fotografia został wykonana na kładce dla pieszych nad ul. Jana z Kolna i SKM Stocznia. – Każdy mógł wybrać swoje miejsce. Oczekiwaliśmy jedynie, że to będzie Gdańsk. Ja chciałam być na stoczni, ponieważ dla mnie ma ona znaczenie symboliczne. Jak wiem, z innymi bohaterami kalendarza też tak było. Dla Andrzeja Kowalczysa takim miejscem jest np. stadion Lechii. Chodziło o to, żeby to był jak najbardziej ich świat. Nikt nam nie odmówił, mimo że są osoby, które pierwszy raz mówią światu o swoim przejściu. Nie wszyscy z naszych bohaterów zamknęli temat chorobowy. Potraktowali ten projekt jako jeszcze jedną formę wsparcia terapeutycznego. Jesteśmy im za to bardzo wdzięczni. Zgodzili się, bo chcą być świadectwem, że można... – dodaje Emilia Salach.
W imieniu bohaterów, których gościliśmy dzisiaj w Galerii Sztuk Różnych, głos zabrał także Patryk Kaczmarek, postać października 2020. W maju 2016 roku zachorował na nowotwór. Wyczuł go sam. Potraktował chorobę jako projekt do zrealizowania i wykonywał po kolei wszystkie zadania, mając poczucie, że postępuje słusznie. Po tym doświadczeniu nabrał pewności, że wygrywa tylko ten, kto walczy dostatecznie długo. – Zastanawiałem się, co łączy bohaterów kalendarza, poza tym, że wszyscy reprezentujemy historie związane z chorobami cywilizacyjnymi. Znalazłem trzy takie części wspólne. Moim zdaniem, każde z nas zetknęło się w swojej historii z takim przełomowym momentem, jakim było stanięcie twarzą w twarz z samym sobą, odartym z planów, przyszłości, z własnym wyobrażeniem o samym sobie, bez poczucia pewności jutra. Musieliśmy na siebie spojrzeć takim, jakimi jesteśmy, zaakceptować wady i zalety. Ten przełomowy moment dał nam takie poczucie wolności osobistej: „już wiem, co mogę i że wiele mogę, ale tak naprawdę niewiele muszę”. Drugą częścią wspólną jest piękne tło do naszych historii i wizerunków, jakim jest miasto Gdańsk, również nazywane nieprzypadkowo miastem wolności. Ono sprawia, że chce nam się walczyć i wprowadzać w życie nowe idee. Trzecim elementem jest oczywiście Fundacja Emandi, która spowodowała, że tu jesteśmy. Dziękujemy za to – mówi Patryk Kaczmarek. Bohatera października pozującego na kładce łączącej Długie Pobrzeże z Ołowianką sportretowała Anna Bobrowska. Autorami kalendarzowych zdjęć są także Anna Rezulak, Krzysztof Mystkowski i Mateusz Ochocki.
– Bardzo dziękuję wszystkim, którzy są bohaterkami i bohaterami kalendarza, także autorom zdjęć i tym wszystkim, którzy to zebrali i przygotowali te piękne plenery. Niesamowity w tej pracy jest język mówienia o chorobach cywilizacyjnych, na które zapada coraz więcej osób. Niezwykle ważny jest przekaz płynący z każdego zdjęcia i z każdej opowiedzianej tu historii. Warto żyć, żeby czasami opowiadać też trudne rzeczy, warto żyć, żeby wspierać ludzi, mówić im, że można się odmienić, można sprawić, że świat będzie dla nas lepszy. Dumny jestem, że część bohaterów tego kalendarza znam osobiście – mówi wiceprezydent miasta Piotr Kowalczuk.
Kalendarz jest bezpłatny. Dystrybucję wydawnictwa prowadzić będzie zarówno miasto, jak i organizacje pozarządowe, oczywiście z nastawieniem na środowiska i miejsca, w których funkcjonują osoby dotknięte chorobami cywilizacyjnymi. Na pewno kalendarz pojawi się w centrach walki z alkoholizmem i narkomanią. – Mieszkańcy Gdańska będą mogli go otrzymać uczestnicząc w konkursach ogłaszanych przez media zaprzyjaźnione z Fundacją Emandi. Nasi herosi, jak o nich mówimy, również otrzymają do swojej dyspozycji część nakładu. Postaramy się, aby kalendarz dotarł do osób najbardziej potrzebujących impulsu. Być może po tych 12 miesiącach część z nich, inspirując się historiami kalendarzowych bohaterów, odkryje przed sobą nowe życiowe przestrzenie. To będzie dla nas sukces – mówi Emilia Salach. 4.12.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
Jacek Friedrich wygrał konkurs na dyrektora Muzeum Narodowego w Gdańsku. Nominację dotychczasowego szefa Muzeum Miasta Gdyni musi jeszcze zatwierdzić zarząd województwa pomorskiego. Friedrich zastąpi na stanowisku Wojciecha Bonisławskiego, który funkcję dyrektora Muzeum Narodowego pełnił od sierpnia 2004 roku.
Zwycięzca konkursu (startowało ośmioro kandydatów) jest historykiem sztuki, nauczycielem akademickim oraz popularyzatorem wiedzy. Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego (1989 r.). Od roku 2000 do 2012 adiunkt w Zakładzie (obecnie Instytucie) Historii Sztuki Uniwersytetu Gdańskiego, wcześniej asystent w tej placówce, związany z nią od początku jej istnienia. Od 2013 roku kieruje Muzeum Miasta Gdyni. Jego zainteresowania badawcze obejmują dzieje architektury nowoczesnej ze szczególnym uwzględnieniem okresu po 1945 roku, dzieje ochrony zabytków, nowożytną i nowoczesną architekturę gdańską, związki pomiędzy kulturą wizualną a ideologiami w XIX i XX wieku, a także ilustrację książkową w Polsce po 1945 roku. Jacek Friedrich przywiązuje dużą wagę do popularyzacji kultury artystycznej i architektonicznej. Jest autorem kilku książek, m.in. przewodnika dla dzieci „Gdańsk dla młodych podróżników” (2005 r.). 4.12.2019 / fot. KFP
„Historia życia Anny Walentynowicz – ściśle zespolona z losami Polaków w XX wieku – jest jak portret zbiorowy polskich robotników wstających z kolan, by zbuntować się przeciwko komunizmowi. Zawsze skromna, swoje życie traktowała jako służbę” – zapisano w uchwale sejmowej ustanawiającej rok 2019 Rokiem Anny Walentynowicz. Dla uczczenia postaci oraz zasług legendy Solidarności gdański oddział Instytutu Pamięci Narodowej przygotował w minionych miesiącach kilkanaście inicjatyw i wydarzeń – od spotkań wspomnieniowych po debaty, wystawy i publikacje. 4 grudnia jest dniem podsumowań Roku Anny Walentynowicz. O godzinie 9 delegacja IPN złożyła kwiaty pod pomnikiem patronki przy al. Grunwaldzkiej we Wrzeszczu. Historycy odwiedzili także grób Anny Walentynowicz na cmentarzu Srebrzysko. W programie dzisiejszych wydarzeń znalazły się ponadto konferencja podsumowująca działania IPN Gdańsk związane z obchodami oraz wykład dr. Piotra Brzezińskiego dla uczniów szkół średnich pt. „Anna Walentynowicz i jej walka z komunizmem”. 4.12.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
Sensacyjne odkrycie na Biskupiej Górce. Miłośnicy historii gdańskiej dzielnicy wspierani przez specjalistów z Fundacji na rzecz Odzyskania Zaginionych Dzieł Sztuki Latebra odnaleźli grób Nathaniela Mateusza Wolfa (1724-1784). Przez kilkadziesiąt ostatnich lat miejsce pochówku XVIII-wiecznego lekarza, astronoma i przyrodnika pozostawało nieznane. Wiadomo było jedynie, że szczątki gdańszczanina spoczywają na terenie bastionu Ostroróg należącym dziś do policji, niedaleko dawnego schroniska Hitlerjugend. – To niesamowite odkrycie. Nie ma wątpliwości, że po zakończeniu badań miejsce pochówku Nathaniela Wolfa powinno zostać udostępnione gdańszczanom i turystom – mówi profesor Andrzej Januszajtis, wybitny znawca dziejów miasta.
Poszukiwania zainicjowane przez Krystynę Ejsmont i Wojciecha Ostrowskiego ze Stowarzyszenia Biskupia Górka toczyły się od kilku lat. – Najpierw to było takie chodzenie po Biskupiej Górce i obracanie kamienia po kamieniu. Na kopanie nie mieliśmy zgody. Sprawa nabrała tempa w lutym tego roku, kiedy rozpoczęła się nasza współpraca z Fundacją Latebra. Wspólnie wystąpiliśmy do pomorskiego konserwatora zabytków o zgodę na prowadzenie poszukiwań pamiątek historii w miejscu byłej restauracji Cafe Bischofshöhe oraz poszukiwań szczątków Nathaniela Wolfa i jego obserwatorium. Pomnik i obserwatorium znajdowały się się na terenie należącym do policji, więc wymagana była również zgoda Komendy Wojewódzkiej. Sprawy zostały dopięte po wakacjach. Niedługo potem ruszyły prace – mówi Wojciech Ostrowski, działacz Stowarzyszenia Biskupia Górka i współautor filmu o Nathanielu Wolfie pt. „Po drugiej stronie bramy”. Nadzór archeologiczny nad pracami sprawował Przemysław Garlicki z Fundacji na rzecz Odzyskania Zaginionych Dzieł Sztuki Latebra.
Poszukiwacze mieli wskazówkę, że astronom został pochowany w odległości ok. 20 metrów od swojego obserwatorium... rozebranego niespełna 30 lat po jego śmierci, w 1813 roku. Na starych planach, bardzo niedokładnych, można zobaczyć, gdzie mniej więcej była ta „Dostrzegalnia Gwiazd” – gdzieś w obrębie bastionu Ostroróg. – Informację tę przekazał nam profesor Januszajtis, który od początku patronował naszym poszukiwaniom. Mieliśmy też wskazówkę od historyka Jana Daniluka. W artykule opublikowanym w „Dzienniku Bałtyckim” w 1947 roku wyczytał, że grób znajduje się na prawo od bastionu, w gęstwinie drzew, 150 metrów od domy bractwa, czyli od ówczesnego akademika Politechniki i 150 metrów od bramy wjazdowej. Lokalny przewodnik Ryszard Kopittke, dobry duch Biskupiej Górki, znalazł przewodnik Jana Kilarskiego „Poznaj Gdańsk” z 1949 roku, w którym to miejsce zostało jeszcze dokładniej opisane niż w artykule. Miało znajdować się przy samym murze kazamaty, po prawej stronie. Tam zaczęliśmy – opowiada nam Wojciech Ostrowski.
Po zdjęciu wierzchniej warstwy ziemi poszukiwacze grobu natrafili na fundamenty. Niestety, dość współczesne, najprawdopodobniej po garażu wzniesionym w czasach, gdy gospodarzem tego terenu była milicja. Równie wątpliwą atrakcją pochodzącą z drugiej połowy XX wieku był odnaleziony w tym miejscu przez eksploratorów dół śmietnikowy. Pod stertą śmieci odkryli kuty słupek, wyglądający na dość stary. Pojawiło się przypuszczenie, że to element ogrodzenia, które otaczało pomnik i grób astronoma. Jak się okazało, słuszne. – Pomnik posadowiony był na głębokości ok. pół metra poniżej obecnego poziomu gruntu. Budowniczowie garażu zwyczajnie zniszczyli go, a słupki ogrodzenia powyginali. Trzy z nich zostały wmurowane w fundamenty, jeden zaś tkwił w śmietniku. Potem okazało się, że to, co jest bryłą niekształtną odkopaną przez nas między słupkami, to szczątki pomnika. Tablica nagrobna była trochę głębiej. Leżała zwrócona licem ku dołowi w tym śmietnisku, oblepiona smołą i odpadami. Nazwisko Nathaniela Wolfa jest czytelne. U dołu widnieje rok 1884 – mówi Wojciech Ostrowski.
Znalezisko zostało zaprezentowane podczas dzisiejszej konferencji prasowej w siedzibie Stowarzyszeń Waga i Biskupia Górka przy Biskupiej 4. To jest nowsza tablica, która przy okazji odnowienia pomnika w setną rocznicę śmierci astronoma zastąpiła pierwotną z 1784 roku. Owalna, o wymiarach ok. 100 na 50 cm (gruba na ponad 10 cm), wykonana została z czarnego sjenitu. Waży ok. 200 kg. Poszukiwacze powiadomili o znalezisku Muzeum Gdańska, sugerując, że powinno ono trafić w ręce specjalistów. Stowarzyszenie nie ma odpowiedniego potencjału, by zadbać o należyte przechowywanie i konserwację zabytku. Co dalej? – Zgłosiliśmy pomorskiemu konserwatorowi zabytków fakt odnalezienia miejsca prawdopodobnego pochówku Nathaniela Wolfa, czyli obiekt archeologiczny. Nasze poszukiwania dotyczyły obiektów niearcheologicznych. Dokopaliśmy się do roku 1884, na dalsze prace nie mamy zgody. Właśnie o nią wystąpiliśmy. Przemysław Garlicki zapewnia, że jesteśmy w stanie pod jego opieką archeologiczną kontynuować poszukiwania. Procedury urzędowe nie powinny potrwać dłużej niż trzy tygodnie – wyjaśnia nam działacz Stowarzyszenia Biskupia Górka.
Obserwatorium Nathaniela Wolfa zostało rozebrane w 1813 roku, przed oblężeniem Gdańska. Nie wiadomo, czy cokolwiek z niego zostało. – Skoro już wiemy, gdzie jest grób, to w promieniu 20 metrów może natrafimy na coś jeszcze. Z pewnością będziemy szukać – dodaje Wojciech Ostrowski. 3.12.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
Grudniowe słońce i rześkie powietrze sciągneło na brzeźnieńskie molo spacerowiczów. 03.12.2019 fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Tradycji świątecznej w Gdańsku stało się zadość. Orszak Świętej Łucji z zaprzyjaźnionego z nami Kalmaru paradował na ulicach centrum miasta już po raz 27. Dziewczęta w długich, białych sukniach pojawiły się dziś po południu przed bramą adwentową na Jarmarku Bożonarodzeniowym, zachęcając do spróbowania pierniczków cynamonowych, świątecznego przysmaku w ich rodzinnych stronach. Z Targu Węglowego druhny prowadzone przez św. Łucję – dziewczynę przybraną w wianek z „płonącymi świecami” – przemaszerowały Drogą Królewską pod studnię Neptuna i miejską choinkę, gdzie mogliśmy posłuchać w ich wykonaniu koncertu kolęd rodem z z południowej Szwecji. Święta blisko...
Święto Światła (Luciadagen) obchodzone jest w Szwecji 13 grudnia na pamiątkę jego patronki św. Łucji z Syrakuz. Tego dnia odbywają się pochody dzieci w białych strojach, z przewodzącą orszakowi dziewczynką przybraną we wianek z płonącymi świecami. Święta Łucja wybierana jest przez mieszkańców Kalmaru na początku grudnia każdego roku. Niegdyś w konkursie brały udział 7-letnie dziewczynki, obecnie kandydatki mają od 16 do 20 lat. Najistotniejszym kryterium wyboru są zdolności wokalne. Zwykle większe szanse mają uczennice lub absolwentki szkół muzycznych. Do orszaku wybiera się siedem dziewcząt. Jedna z nich wciela się w rolę świętej Łucji (Lussibrut), prowadząc orszak podczas uroczystości w rodzimym mieście. Łucje z Kalmaru możemy podziwiać także w Gdańsku. Przybywają do nas na zaproszenie władz miasta nieprzerwanie od 1992 roku. Wizyty szwedzkich są jedynym z elementów zacieśniania współpracy partnerskiej między Gdańskiem a Kalmarem. 2.12.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
W Trójmieście spadł pierwszy śnieg tej jesieni. Przy dodatniej temperaturze powietrza znikał w mgnieniu oka, acz są takie miejsca – jak choćby okolice ul. Chwaszczyńskiej na osiedlu Kacze Buki w Gdyni – gdzie biała powłoczka od kilku godzin zdobi trawniki, parkingi i samochody. Przelotne, niewielkie opady na razie nie zapowiadają szybko nadchodzącej zimy. Prognozy pogody dla Trójmiasta na kolejne dni mówią o dodatnich temperaturach (od 4 do 8 st. C) i opadach deszczu. 2.12.2019 / fot. Anna Bobrowska / KFP
Kilkaset osób manifestowało dzisiaj przed gdańskim Sądem Okręgowym w obronie niezawisłości sądownictwa i represjonowanych przez władzę sędziów. Protesty pod hasłem „Robimy to dla wszystkich - solidarnie z sędziami!” zainicjowane przez Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia, wspierane m.in. przez Komitet Obrony Demokracji oraz Obywateli RP, odbywał się w niedzielne popołudnie w ponad stu miastach. Na Pomorzu hasło „Wolne sądy!” skandowano w Gdyni, Sopocie, Słupsku, Kościerzynie Lęborku i Gdańsku. – To sprawa nas wszystkich. Nasze decyzje, jeśli będą podejmowane w warunkach niezależności, dają wam gwarancję. Wszelkie naciski są naruszeniem, ale wiele osób nie rozumie ich konsekwencji. Sądy muszą być z dala od nacisków, inaczej któryś sędzia może kalkulować, czy coś mu nie zagraża – mówiła dziś w Gdańsku sędzia Martyna Wodyńska, członkini SSP Iustitia. Stowarzyszenie domaga się natychmiastowego przywrócenia do orzekania sędziego Pawła Juszczyszyna, powołania niepolitycznej Krajowej Rady Sądownictwa, likwidacji politycznego systemu represji wobec sędziów, tj. rozwiązania Izby Dyscyplinarnej SN i odwołania rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych Piotra Schaba i jego zastępców Michała Lasoty i Przemysława Radzika, zapewnienia obywatelom prawa do niezależnego sądu w tych sprawach, w których na skutek udziału neo-KRS w procedurach nominacyjnych skład sądu został uznany za wadliwy oraz szanowania i wykonywania przez władzę ustawodawczą i wykonawczą orzeczeń polskich i europejskich sądów, w tym wyroku TSUE z 19 listopada 2019 roku. Pod postulatami podpisały się również Stowarzyszenie Sędziów Rodzinnych w Polsce, Stowarzyszenie Sędziów Themis oraz Stowarzyszenie Sędziów Rodzinnych Pro Familia. 1.12.2019 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Wyruszyli o jedenastej spod Energa Stadionu w Gdańsku, by wczesnym popołudniem dotrzeć na gdyński skwer Kościuszki. Mikołaje na Motocyklach już po raz siedemnasty opanowali ulice Trójmiasta. W największej motocyklowej imprezie charytatywnej w Polsce wystartowało blisko 2 tysiące zmotoryzowanych świętych, śnieżynek, elfów i reniferów (około 1400 maszyn). Świąteczne przebranie i zakup cegiełki o wartości nie mniejszej niż 30 złotych (25 złotych w przedsprzedaży) to podstawowe warunki uczestnictwa w tym wielkim zrywie pozytywnie zakręconych użytkowników silnikowych pojazdów jednośladowych (także quadów). Im więcej pojawia się ich na starcie, tym większa pula pieniędzy zasila konto podopiecznych trójmiejskich szpitali, szkół, domów dziecka i ośrodków szkolno-wychowawczych. Tradycyjnie już paradę poprzedzały licytacje internetowe. Dzięki wpłatom uzyskanym także tą drogą organizatorzy z Trójmiejskiego Stowarzyszenia Motocyklowego mogli przygotować dla najbardziej potrzebujących dzieciaków kilkaset paczek. Lwią część pieniędzy zebranych podczas parady przeznaczą za zakup ciepłych posiłków dla podopiecznych ośrodków szkolno-wychowawczych. Tylko w ubiegłym roku ufundowali ponad 10 tysięcy obiadów, ku radości dzieciaków i młodzieży z Wejherowa, Starogardu Gdańskiego, Tczewa, Pucka, Człuchowa i innych miejscowości. Przez kilkanaście lat, które upłynęły od pierwszej edycji (motoMikołajów było wtedy dziewięciu), liczba posiłków ufundowanych przez zmotoryzowanych świętych zbliżyła się do 200 tysięcy. Jak zwykle przy okazji parady jest też coś dla hojnych motocyklistów – wybory najpiękniejszych sań jedno- i dwuśladowych, najfajniejszego Mikołaja i najlepiej ubranej Śnieżynki. 1.12.2019 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
  • aktualnych propozycji: 12489
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2019 KFP