logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 11869
Debiutował w 2002 roku serią inscenizowanych autoportretów zatytułowanych „What Made Me?”, wcielając się w role nazisty, Żyda, księdza katolickiego, milicjanta i czerwonoarmisty. Największy rozgłos zyskał jako dokumentalista polskich transformacji dokonujących się w postindustrialnym krajobrazie Stoczni Gdańskiej. Ten temat jest stale obecny w twórczości Michała Szlagi. Absolwent wydziału fotografii na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, także wykładowca tej uczelni, często powtarza, że dokądkolwiek pojedzie i na cokolwiek zwróci obiektyw, i tak zawsze wyjdzie mu Polska. Polski król wyszedł Szladze na Paradzie Pułaskiego w Nowym Jorku osiem lat temu. A teraz urósł w twórczości gdańszczanina do roli bohatera tytułowego. Wystawę Michała Szlagi „Fotografowałem polskiego króla” możemy oglądać od dziś w Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia 1 przy ul. Jaskółczej w Gdańsku. Potężny zbiór prac obejmuje niemal wszystkie serie realizowane przez artystę na przestrzeni dwóch dekad zawodowej działalności. Niektóre z nich mogą być znane widzom z publikacji w takich tytułach jak „Przekrój” i „Newsweek”. W Łaźni zobaczymy fotografie towarzyszące problemom polskiej transformacji, zebrane w cykle „Stocznia”, „Brama” i „Robotnicy 47-60”, bardziej osobiste i intymne rejestracje, takie jak „Polska – rzeczywistość” czy „Pikselowe prostytutki”, a także zdjęcia realizowane na marginesie współpracy z innymi twórcami, m.in. z Piotrem Uklańskim, Pawłem Althamerem i Maksem Cegielskim.
Michała Szlagę zawsze fascynowały mechanizmy formowania przestrzeni publicznej. Ukształtowany w gdańskim środowisku artystycznym, mierzącym się z symbolicznym krajobrazem politycznych przemian, zdecydował się na pracę w technikach dokumentalnych. Niektóre ze zdjęć prezentowanych na wystawie mogłyby stać się ikonami polskiej transformacji. Z pewnością powstaniu większości z nich towarzyszyła myśl o dawaniu świadectwa zmianie: jednej rzeczywistości w drugą, zwykłych ludzi w bohaterów, bohaterów w postacie podejrzane, podejrzanych rytuałów w przeżycia mistyczne. Wystawa „Fotografowałem polskiego króla" zbudowana została wokół dwóch osi: historii politycznej, materialne i społecznej oraz historii ludzi. – Pierwszą obserwujemy w perspektywie raczej długiego niż krótkiego trwania. Druga zaś to bliskie i pozbawione oceny spojrzenie fotografa. Kiedy Michał Szlaga podchodzi do swoich bohaterów, portretuje ludzi, którzy żyją w swojej opowieści, na swój sposób starając się dźwigać na swoich barkach jej ciężar. Epicki tryb ujmowania i redagowania tematu dotyczy jednak również prezentacji zdjęć, które same w sobie są intymne, proste. To setki ujęć wykonywanych „przy okazji”, podczas prywatnych i zawodowych podróży, składających się w cykle – mówi kuratorka wystawy Anna Mituś. Prace Michała Szlagi będą prezentowane w Łaźni do 23 czerwca br. 10.05.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
Arka pokazała znacznie więcej atutów od Zagłębia, ale niewiele brakowało, by desperacka obrona spadkowicza postawiła wielki znak zapytania na planie ratowania ekstraklasy dla Gdyni. Gole padły dopiero w ostatnich minutach. Żółto-niebiescy mieli już wtedy na swoim konice ponad 30 strzałów, w tym niewykorzystany rzut karny (48. minuta – Zbozień), podczas gdy goście od niemal 40 minut bronili dostępu do bramki w dziesiątkę (czerwona kartka dla Polczaka). Wygrana pozwoliła Arce awansować na 12. miejsce w tabeli. Jeśli w sobotę Miedź Legnica nie wygra z Górnikiem Zabrze, a Wisła Płock nie wywiezie trzech punktów z Wrocławia, to najgroźniejsi rywale gdynian w walce o utrzymanie pozostaną za ich plecami. Do końca sezonu jeszcze dwie kolejki. Niewykluczone, że już po najbliższym meczu w Gdyni z Wisłą Kraków Arka będzie mogła się cieszyć z wykonania planu.

Arka Gdynia – Zagłębie Sosnowiec 2:0 (0:0). Bramki: Jankowski (85’), Zalrandia (90’+8). Widzów: 7012.
ARKA: Steinbors – Zbozień, Danch, Helstrup, Marciniak – Deja (81’ Cvijanović), Vejinović – Zarandia, Janota (59’ Marcus), Nalepa (76’ Aankour) – Jankowski. 10.05.2019 / fot. Tomasz Rulski / 058sport.pl / KFP, Tomasz Zasiński / 058sport.pl / KFP
Liderzy pomorskich list wyborczych do Parlamentu Europejskiego mają za sobą pierwszą poważną potyczkę na argumenty ekonomiczne. Z inicjatywą przeprowadzenia Europejskiej Debaty Gospodarczej wyszły regionalne środowiska przedsiębiorców reprezentowane przez trzy największe organizacje – Pracodawców Pomorza, Pomorską Izbę Rzemieślniczą Małych i Średnich Przedsiębiorstw oraz Regionalną Izbę Gospodarczą Pomorza. Kandydaci odpowiadali zarówno na pytania przygotowane przez organizatorów, zadawane przez prowadzącego debatę w gościnnych progach gdańskiej Wyższej Szkoły Bankowej politologa dr Jarosława Ocha, jak i formułowane przez uczestniczących w spotkaniu przedsiębiorców. Był też czas na autorskie przedstawienie swojego programu gospodarczego. Z szansy na udaną konfrontację skorzystali: Beata Maciejewska (Wiosna Roberta Biedronia), Janusz Lewandowski (Koalicja Europejska), Anna Fotyga (Prawo i Sprawiedliwość), Anna Górska (Lewica Razem), Anna Błaszczyk (Kukiz'15) i Maciej Zborowski (Polska Fair Play Bezpartyjni Gwiazdowski). W debacie nie wziął udziału przedstawiciel Komitetu Wyborczego Wyborców Konfederacja Korwin Braun Liroy Narodowcy.
Jedno z pytań przygotowanych przez organizatorów dotyczyło najważniejszych dla Polski spraw, o które powinni zabiegać nasi przedstawiciele w Parlamencie Europejskim. Należało wymienić trzy takie sprawy. – Wyższe płace, niższe czynsze i darmowe recepty. To są trzy najważniejsze rzeczy, z którymi Lewica Razem idzie do Europarlamentu – wskazywała Anna Górska, dodając przy tej pierwszej, że już słyszy ten szum na sali z powodu kosztów, które spadną na przedsiębiorców. – W jakiś sposób tak będzie, ale myślę, że polska przedsiębiorczość jest naprawdę silna. Myślę, że czas skończyć z etykietą Polski jako państwa taniej siły roboczej i zacząć konkurować jakością i innowacyjnością. Polskie przedsiębiorstwa stać na to – przekonywała „jedynka” Lewicy Razem.
Janusz Lewandowski na pierwszym miejscu wymienił... budżet, z zastrzeżeniem, że protestuje, kiedy Unię Europejską sprowadza się wyłącznie do bankomatu. – Budżet ma szczególną wartość dla samorządu, dlatego że to jest pieniądz inwestycyjny, którego brakuje samorządom, i pieniądz przewidywalny, bo pozwala finansować projekty wieloletnie. Na drugim miejscu postawiłbym obronę swobód rynkowych. To walka o rynek, na którym Polacy znakomicie się odnaleźli i wykorzystują swoje przewagi. A dalej to już jedność, i jeszcze raz jedność – mówił eurodeputowany Koalicji Europejskiej.
– Dla Wiosny Unia Europejska powinna stać się wreszcie taką wspólnotą, gdzie są wyrównywane nasze możliwości i nasze życiowe szanse. To dotyczy różnych sfer. Wiosna m m.in. europejski program walki z rakiem i program mieszkalnictwa. Dąży też do tego, żeby były wyrównywane pensje (...) Trzeba podjąć decyzję polityczną, co jest dla nas najważniejsze, a nie tylko kierować się cyframi, które są w budżecie – nawiązywała w swoim wystąpieniu do wypowiedzi poprzednika Beata Maciejewska.
Maciej Zborowski zaczął od protekcjonizmu. – Polskie firmy świetnie radzą sobie na rynkach i trzeba walczyć o to, żeby radziły sobie co najmniej tak samo dobrze, a najpewniej jeszcze lepiej. Druga sprawa to jedność Europy. Zbyt często bywa interpretowana w Brukseli jako jednolitość, identyczność, co dla krajów na dorobku, takich jak nasz, który jest jeszcze dość biedny, może oznaczać, że dogonienie krajów zachodnich zajmie nam więcej czasu – przekonywał kandydat komitetu Polska Fair Play Bezpartyjni Gwiazdowski, odwołując się nieformalnych eurorozmów w sprawie ujednolicenia w krajach członkowskich stawek podatku dochodowego od osób fizycznych. Na trzecim miejscu Zborowski wymienił „nieprzenoszenie krajowych wojenek z piaskownicy na poziom centralny Unii Europejskiej”.
Anna Fotyga skupiła się na wyrównywaniu szans między starą a nową Unią Europejską. – Między całym naszym regionem a starą Unią. Temu powinien służyć głównie budżet wieloletnie ramy finansowe Unii Europejskiej. Wszystkie dotychczasowe budżety, które przyjmowaliśmy, były dla nas korzystne. Jednym z powodów, że tak się stało, było to, że były przyjmowane jednomyślnie. To oznacza, że trzeba się porozumieć i trzeba jakoś te interesy wziąć pod uwagę. W sprawozdaniu, które przygotowali europosłowie Platformy Obywatelskiej, pojawiał się postulat przyjmowania budżetu kwalifikowaną większością. To byłby skandal, który by naprawdę zdecydowanie obniżył nasze szanse (…) Wyrównywanie szans polegające na równych szansach polskich przedsiębiorców dotyczy również branży transportowej. Niestety w pakiecie mobilności nie udało się wszystkiego przegłosować... Tutaj protekcjonizm Europy starej w stosunku do państw Europy środkowej i wschodniej był po prostu barierą nie do przebicia, pomimo naszych niezwykle istotnych prac w tym zakresie, bo myślę, że polscy posłowie jednak starali się tutaj zmobilizować – wskazywała eurodeputowana Prawa i Sprawiedliwości.
– Bardzo ważna dla nas jest Europa bliższa obywatelom. To jest m.in. zwiększenie kompetencji Parlamentu Europejskiego jako organu wybieranego w drodze bezpośredniego głosowania. Chcielibyśmy Europy bez sztucznych podziałów ideologicznych. Na pierwszym planie niech pozostaną potrzeby – przedsiębiorców, pracowników, obywateli. Chcielibyśmy, żeby to była Europa równych szans, żeby różnice narodowe nie były czymś złym. Różnice mogą nas wzbogacać i mogą być plusem dla rozwoju UE, a nie minusem. Potrzebny jest nowy model zarządzania ruchami emigracyjnymi. Kryzys migracyjny pokazał, że Polska miała jednak dużo racji, sprzeciwiając się przyjmowaniu imigrantów w taki sposób, w jaki zostało to zorganizowane. Należy pomagać tam, gdzie ta pomoc jest wymagana, w miejscach konfliktu przekonywała Anna Błaszczyk, kandydatka Kukiz'15. 9.05.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
W Gdańskim Uniwersytecie Medycznym rozpoczęło działalność Centrum Medycyny Translacyjnej. To jeden z pierwszych w kraju uczelnianych ośrodków skupiających się na przyspieszeniu i udoskonaleniu metod łączących medycynę doświadczalną i kliniczną. Efektem tych prac są nowe narzędzia diagnostyczne oraz terapie o charakterze innowacyjnym. Medycyna translacyjna, często opisywana jako praktyka przenoszenia wiedzy naukowej „od stołu laboratoryjnego do łóżka chorego”, wykorzystując obiecujące osiągnięcia badawcze poszukuje odpowiedzi na pytania kliniczne w celu ułatwienia prognozowania, profilaktyki, rozpoznawania i leczenia chorób.
Gdańskie Centrum mieszczące się na piętrze w modernizowanym budynku radiologii (nr 5) przy ul. Dębinki 7 stanowi dziś przyczółek dużej medycyny translacyjnej, o jakiej w gdańskiej uczelni będzie można mówić za kilka lat. – Zaczynamy od pewnej części, a mianowicie od medycyny sercowo-naczyniowej. Nasze działania dużej mierze polegają na prowadzeniu badań służących określeniu cechotypu sercowo-naczyniowego. Szukamy specyficznych cech na poziomie naczyń i serca charakterystycznych dla danych grup chorych czy osób badanych. Skupiamy się przede wszystkim na ocenie funkcji dużych naczyń, mikrokrążenia, funkcji i struktury serca oraz ocenie układu autonomicznego. Mamy również możliwość oceny fal mózgowych oraz zaburzeń snu. Ponadto w naszym centrum znajdują się pomieszczenia poświęcone pobieraniu materiału biologicznego oraz badaniom dobowym akcji serca i ciśnienia tętniczego. Oczywiście interesują nas nie tylko pacjenci, ale także różne grupy odniesienia. Kiedy opisujemy wybraną patologię, to musimy mieć materiał porównawczy. Klasyczny przykład to parowanie grupy poddanej farmakoterapii czy jakiejkolwiek interwencji medycznej oraz grupy, która takim interwencjom nie została poddana. Sprawdzamy, jakie przełożenie mogą mieć te badania na klinikę, czyli zastosowanie w postępowaniu z naszymi pacjentami. Ale to niekoniecznie muszą być pacjenci. To może dotyczyć także profilaktyki pewnych działań – wprowadza nas dr Jacek Wolf, koordynator nowo otwartej jednostki GUMed. Radzie Naukowej CMT przewodniczy profesor Krzysztof Narkiewicz, kierownik Katedry i Kliniki Nadciśnienia Tętniczego i Diabetologii, ekspert w dziedzinie badań nad mechanizmami wiążącymi zaburzenia autonomicznej regulacji układu krążenia ze wzrostem ryzyka sercowo-naczyniowego. Nieoceniony wkład w prace na stworzeniem ośrodka miała profesor Anna Dominiczak, absolwentka Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, córka prof. Joanny Muszkowskiej-Penson oraz prof. Jakuba Pensona. – Zaszczepiała ideę, a później, na każdym etapie tworzenia centrum, służyła radą, podsuwała sprawdzone rozwiązania – dodaje doktor Jacek Wolf. Profesor Dominiczak pełni funkcję wicedyrektora i kierownika College of Medical, Veterinary and Life Sciences na Uniwersytecie w Glasgow. To w dużej mierze dzięki jej wysiłkom uczelnia ta jest dziś jednym z liderów wdrażania do praktyki klinicznej medycyny spersonalizowanej. 9.05.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Magdalena Adamowicz, Aleksandra Dulkiewicz i Katarzyna Gruszecka-Spychała rozmawiały w środowy wieczór się z przedstawicielkami organizacji kobiecych o tym, że warto brać sprawy w swoje ręce. Na spotkanie w Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym zatytułowane „Jeśli zrobiłam TO, co jeszcze jestem w stanie dokonać?” zaprosiło panie pomorskie koło Lean In Poland, organizacja non profit zrzeszona w międzynarodowy ruchu Lean In Circles, którego misją jest aktywne wspieranie kobiet na różnorodnych polach rozwoju. Stowarzyszenie działające w Trójmieście od 2015 roku skupia dziś kilkaset pań. Inicjatywa wyszła od przedsiębiorczyń. Pomysłodawczynią wprowadzenia idei Lean In do Polski była Aleksandra Harasiuk, brokerka eksportowa w w Agencja Rozwoju Pomorza. Podnoszenie kompetencji i rozwój zawodowy kobiet to jeden z głównych celów działalności ruchu. Koło aktywnie angażuje się również w liczne działania społeczne, takie jak promocja przedsiębiorczości wśród młodzieży czy aktywizacja osób wykluczonych z rynku pracy. 8.05.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
Na Długim Pobrzeżu w Gdańsku na wysokości ul. św. Ducha i budowanej kładki zapadł się chodnik. Z tego wyłączone z ruchu pieszego zostało przejście między ulicą Mariacką a Żurawiem. Trwa ustalanie przyczyn zapadnięcia chodnika. 07.05.2019 fot. Paweł Marcinko / KFP
Tuż po godzinie 7.00 na autostradzie A1 na wysokości 42 km w kierunku Gdańska doszło do wypadku samochodu dostawczego marki Renault z przyczepą. Przyczyny wypadku nie są jeszcze znane. 07.05.2019 Fot. Krzysztof Mania/KFP
20 maja Sąd Okręgowy w Gdańsku ogłosi wyrok w sprawie afery finansowej Amber Gold. W poniedziałek zakończyły się mowy końcowe. Jako ostatnia głos zabrała obrończyni Katarzyny P., współzałożycielki spółki, która według prokuratury działała jako piramida finansowa. Szefowa Amber Gold wraz z mężem sprawiła, że 19 tys. Polaków straciło łącznie 850 mln zł.
Pełnomocniczka Katarzyny P. mecenas Anna Żurawska w czasie wygłaszania mowy końcowej zawnioskowała o uniewinnienie oskarżonej od zarzutów oszustwa, prania brudnych pieniędzy i zarzutów z ustawy o rachunkowości. Adwokat przekonywała, że jaj klientka nie wiedziała o wszystkim, co działo się w spółce. Obraz sprawy, zdaniem mecenas, został wypaczony zarówno przez politykę, głównie za sprawą działającej równolegle z sądem komisji śledczej, jak i organy państwa przez lata przedłużające aresztowanie obojga oskarżonych oraz media, które – odzierając małżeństwo P. z prywatności i godności – zawczasu wyrokowały na temat winy pary twórców Amber Gold. – Sam fakt postawienia komukolwiek jakiegokolwiek zarzutu niczego jeszcze nie przesądza. Żyjemy w tej części Europy i w tej części świata, gdzie każdy ma prawo do rzetelnego procesu rozumianego jako sprawiedliwe rozpoznanie sprawy w rozsądnym terminie przez niezawisły i bezstronny sąd. Prawo to zapewnia artykuł 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka ratyfikowanej przez Polskę. Również Konstytucja RP mówi, że każdy ma prawo do obrony i każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu – argumentowała adwokat Anna Żurawska.
Prokuratura domaga się dla obojga oskarżonych 25 lat bezwzględnego więzienia. Wyrok w sprawie Amber Gold usłyszymy 20 maja. 6.05.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
Blisko 270 tysięcy tegorocznych absolwentów liceów ogólnokształcących i techników przystąpiło w poniedziałek do matur. O godzinie 9 w całej Polsce rozpoczął się 170-minutowy egzamin pisemny z języka polskiego na poziomie podstawowym. O 14 – poziom rozszerzony dla chętnych, jutro o 9 – matematyka dla wszystkich. Sesja egzaminacyjna potrwa do 25 maja. W województwie pomorskim do matur przystępuje ponad 20,6 tys. absolwentów 327 szkół (w tym również abiturienci z lat poprzednich, którzy chcą poprawić uzyskane wyniki), w Gdańsku blisko 5 tys. (67 szkół), w Gdyni – ponad 3 tys. (32), w Słupsku – ponad 1,8 tys (33). Aby zdać maturę, trzeba uzyskać minimum 30 proc. punktów do zdobycia z określonych przedmiotów. Maturzyści zdają obowiązkowo język polski, matematykę i język obcy nowożytny na poziomie podstawowym. Muszą też przystąpić do jednego z przedmiotów na poziomie rozszerzonym. Łącznie mogą wybrać jeszcze pięć dodatkowych egzaminów. W województwie pomorskim najczęściej wybieranym przedmiotem jest język angielski na poziomie rozszerzonym (10 305 maturzystów), a po nim geografia (3764), matematyka (3748 zgłoszonych), język polski (3707) i biologia (3280). Podobnie wybierali maturzyści w ubiegłym roku.
Na naszych zdjęciach: egzamin maturalny z języka polskiego piszą uczniowie III Liceum Ogólnokształcącego w Gdańsku, Collegium Marianum w Pelplinie oraz Zespołu Szkół Zawodowych i Ogólnokształcących w Żukowie. 6.05.2019 / fot. Anna Bobrowska / KFP, Krzysztof Mania / KFP, Maciej Kosycarz / KFP
W wypełnionym po brzegi ludźmi w Gdańskim Centrum św. Jana (kościele św. Jana) odsłonięto po konserwacji zabytkowy, monumentalny, kamienny ołtarz Abrahama van den Blocke. Ołtarz powstał w warsztacie mistrza w latach 1599-1612 i był odnawiany w latach 1673, 1712, 1737 i 1823. Ze względu na monumentalny rozmiar nie mógł być ewakuowany podczas II Wojny Światowej i pozostał w kościele. Mimo osłony wykonanej w 1943 r., zabytek znacznie ucierpiał podczas wojny, w następstwie uszkodzenia sklepień i pożaru. Jego stan ulegał pogorszeniu przez kilkadziesiąt lat po wojnie, kiedy kościół był nieczynny. Pierwsze prace konserwatorskie odbyto w latach 1995-1997. W ich wyniku ustabilizowano konstrukcję ołtarza, odzyskano rozproszone elementy i doprowadzono do ich scalenia z bryłą zabytku. Wykonano rekonstrukcje rzeźbiarskie w miejscach tego wymagających, które zgodnie z praktyką konserwatorską zostały oznaczone odmiennym tonem kolorystycznym. Podczas drugiego etapu konserwacji, który rozpoczął się w maju 2018 r., ołtarz oczyszczono z zabrudzeń, podklejono luźne elementy, zabezpieczono zachowane partie oryginalnych warstw malarskich i złoceń. Wykonano badania laboratoryjne zachowanych pigmentów, a poszczególne elementy ołtarza zostały scalone kolorystycznie. W związku z dostępem do nowych materiałów archiwalnych, podjęto decyzję o przywróceniu ołtarzowi wystroju malarskiego z XVII wieku. Renowacja ołtarza odbyła się w ramach wieloletniego projektu rewaloryzacji i adaptacji kościoła św. Jana na Centrum św. Jana - etap II, dofinansowanego ze środków unijnych w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Pomorskiego na lata 2014-2020. Prace nadzorowała kierownik Biura Odbudowy Kościoła św. Jana, Iwona Berent. 5.05.2019 / Fot. Maciej Kosycarz / KFP
  • aktualnych propozycji: 11869
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2019 KFP