logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 12674
Osiągają sukcesy gospodarcze, kierują się zasadami etyki zawodowej i społecznej odpowiedzialności, tworząc dogodne warunki pracy i rozwoju pracowników. Na dorocznej Gali Evening Pracodawcy Pomorza wybrali spośród siebie najlepszych w 2019 roku. Gośćmi specjalnym galowego wieczoru w gdańskim Centrum Wystawienniczo-Kongresowym AmberExpo byli wspaniały aktor Andrzej Seweryn oraz profesor Jerzy Limon, literaturoznawca i pisarz, dyrektor Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego.
Główną nagrodę Pomorski Pracodawca Roku 2017 w kategorii przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 250 pracowników zdobyła firma Saur Neptun Gdańsk, operator systemu wodociągowo-kanalizacyjnego. W kategorii średnie przedsiębiorstwo triumfowało Przedsiębiorstwo Produkcyjno-Handlowe AMG z Lęborka zajmujące się produkcją kontenerów samochodowych, segregacji i składowania odpadów. Wśród małych przedsiębiorstw na najwyższe laury zasłużyła firma Primagran z Żuławek, producent zlewozmywaków granitowych, a główną tytuł Pomorski Pracodawca Roku 2019 w kategorii mikroprzedsiębiorstw otrzymało Przedsiębiorstwo Produkcyjne Handlowo-Uslugowe Skolimowski z Pszczółek produkcje studzienki wodomierzowe, przepompowni i szamba ekologiczne. Pracodawcą Przyjaznym Cudzoziemcom została Piekarnia-Cukiernia Sławomir Mielnik, Pracodawcą Roku Obszaru Metropolitarnego – firma Torus. Nagroda Złoty Oxer przyznawana wyjątkowym przedsiębiorcom, którzy budując od podstaw swoją firmę, kierują się wizją rozwojową i konsekwencją w realizacji przyjętych celów strategicznych, trafiła do Jacka Sarnowskiemu, twórcy firmy Porta KMI Poland. Statuetkę Primum Cooperatio za wybitne osiągnięcia naukowe połączone z udokumentowaną działalnością w zakresie wdrożeń własnego dorobku naukowego w gospodarce otrzymała prof. dr hab. n. farm. Małgorzata Sznitowska, kierownik Katedry i Zakładu Farmacji Stosowanej Gdańskiego Uniwersytety Medycznego. Nagrodę w kategorii Biznes Wybiera Mediacje przyznawaną przez Regionalną Izbę Gospodarczą Pomorza i Pracodawców Pomorza w ramach Centrum Arbitrażu i Mediacji otrzymał Zbigniew Canowiecki, prezydent Pracodawców Pomorza. Nagroda Negotium Pro Cultura trafiła do rąk Mariusza Grzędy, właściciela Biura Usługowego Mario. Statuetki „Przedsiębiorca Odpowiedzialny i Wrażliwy Społecznie w 2019 roku” przyznawane w ramach projektu Ośrodek „Wsparcia Ekonomii Społecznej Dobra Robota na Subregion Metropolitalny” otrzymały Fundacja Rozwoju Społecznej Odpowiedzialności Helisa oraz firma Kemira Gdańsk. 14.02.2020 / fot. Anna Rezulak / KFP, Anna Bobrowska / KFP
Kobryń, Tobers, Mihalik, Urbański, Conrado, Zwoliński, Ze Gomes... Piłkarska wiosna na Stadionie Energa Gdańsk przyniosła rewolucję personalną w składzie Lechii. Portugalczyk Ze Gomes i Łukasz Zwoliński (na boisku po przerwie) debiutowali dziś w biało zielonych barwach. Niespełna 16-letni Kacper Urbański po raz pierwszy znalazł się w wyjściowej jedenastce Piotra Stokowca. Faworytem był Piast – trener gospodarzy mówił o tym otwarcie przed dzisiejszym spotkaniem – jednak z tej pierwszej próby nowych sił gospodarze wyszli zwycięsko. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył piłkarz dobrze znany gdańskim kibicom. Flavio mógł tego dnia dwukrotnie wpisać się na listę strzelców. W 33. minucie po jego uderzeniu z rzutu karnego piłka trafiła w poprzeczkę.
Lechia Gdańsk – Piast Gliwice 1:0 (0:0). Bramka Flavio Paixao (63’). Widzów: 7139.
LECHIA: Kuciak – Kobryń, Nalepa, Maloca, Mladenović – Tobers – Mihalik (66’ Ze Gomes), Gajos, Urbański (59’ Zwoliński), Conrado (72’ Fila) – Paixao. 14.02.2020 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Romantyczne przejażdżki tramwajem Konstal N z 1952 roku to od kilkunastu lat stały punkt programu Walentynek w Gdańsku. Ozdobiony dziesiątkami serc, zabytkowy wagon spółki GAiT wozi dziś nieodpłatnie zakochanych – i tych, którzy mają to przed sobą (można zakochać się w tramwaju) – od godziny 9 do 16.30. Sercowa linia prowadzi od przystanku Strzyża PKM na Siedlce i z powrotem. Na pokładzie „enki” czekają na nas okolicznościowe upominki od GAiT serwowane przez motorniczych odzianych w historyczne mundury oraz miłośników komunikacji z Pomorskiego Stowarzyszenia Sympatyków Transportu Miejskiego. 14.02.2020 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
420 tysięcy złotych odszkodowania wraz z odsetkami otrzyma rodzina 24-letniej Pauliny, która blisko 4,5 roku temu zginęła wskutek chaosu i paniki na otrzęsinach studentów Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego im. Jana i Jędrzeja Śniadeckich w Bydgoszczy. Prawomocny wyrok w tej sprawie zapadł dzisiaj przed Sądem Apelacyjnym w Gdańsku. Od wyroku niższej instancji odwoływała się uczelnia, twierdząc, że nie ponosi winy za tę tragedię, bo nie była organizatorem święta studenckiego. Przypomnijmy, że podczas otrzęsin odbywających się w budynkach UTP 14 października 2015 roku doszło do zbiorowej paniki z powodu wielkiego tłoku. Studentom zaczęło brakować powietrza. Zginęły dwie studentki w wieku 20 i 24 lat oraz 19-latek.
– Fakt, że rektor nie był organizatorem tej imprezy, nie zwalniała go od obowiązku dbałości o bezpieczeństwo imprezy oraz o to, by jej organizacja przebiegała zgodnie z wymogami wynikającymi z obowiązujących przepisów prawa. Skoro na rektorze z mocy wyżej wskazanych przepisów ustawy o szkolnictwie wyższym ciąży obowiązek dbałości o przestrzeganie prawa oraz zabezpieczenie bezpieczeństwa na terenie uczelni, winien on był kontrolować, czy impreza została zorganizowana zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa w warunkach zapewniających bezpieczeństwo jej uczestników – uzasadniła dzisiejszą decyzję sędzia Barbara Rączka-Sekścińska. 14.02.2020/ fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
W Gdańsku czekają nas dzisiaj nie tylko walentynkowe niespodzianki. Od rana nad miastem lata balon z napisem Less na czaszy. Poniżej widnieje hasło „Mniej zbędnych rzeczy. Więcej Twojego stylu”. Less to darmowa aplikacja mobilna, która pozwala sprzedawać i kupować używane ubrania. Co łączy ją z baloniarstwem? Ekologia i postawa „zero waste”. 14.02.2020 / fot. Paweł Marcinko / KFP
Rektor elekt gdańskiej Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu twierdzi, że zarzuty nauczycieli akademickich i studentów niechętnych władzom uczelni to manipulacja. Zdaniem profesora Pawła Cięszczyka, postępowania prowadzone przez ministerstwo i prokuraturę mogą być następstwem plotek i pomówień. Ich źródłem jest m.in. profil facebookowy „Nie chcemy takiej AWFiS”. Według rektora uczelnia pada ofiarą hejterskiej kampanii.
Przypomnijmy, że na skutek działań prowadzonych od kilku miesięcy przez grupę opozycyjną wobec b. rektora Waldemara Moski Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego bada kilkanaście zarzutów kierowanych pod adresem władz uczelni. Według resortu „analiza dokumentów zgromadzonych dotychczas wskazuje jednoznacznie na uzasadnione podejrzenie popełnienia przez dra hab. Waldemara Moskę przewinień dyscyplinarnych w zakresie niewłaściwego zarządzania kierowaną przez siebie uczelnią i doprowadzenia tym samym do wyrządzenia jej znacznej szkody”. Jeden z najpoważniejszych zarzutów dotyczy wyprowadzenia z AWFiS 4,5 mln zł na rzecz klubu sportowego AZS, którego Moska jest prezesem (śledztwo w tej sprawie prowadzi także Prokuratura Regionalna w Gdańsku). Klub prowadził odpłatne zajęcia ze sportowcami chińskimi w obiektach należących do uczelni. – Nie mam dowodów na to, że rektor jest kryształowo czysty, ale w mojej ocenie cała uczelnia, w której pracuje 350 osób, została sparaliżowana przez kilka z nich. Co chwila na uczelni przeprowadzane są kontrole, np. ZUS czy straży pożarnej. Ludzie wstydzą się mówić, że u nas pracują – mówił na dzisiejszym spotkaniu z dziennikarzami profesor Cięszczyk. Rektor odniósł się także do zarzutów dotyczących nieprawidłowości finansowych. – Jeżeli ktoś zdefraudował czy wyprowadził 4,5 mln zł, to w mojej ocenie polega to na tym, że jeśli na koncie mam, załóżmy 10 mln zł, i jeśli ktoś wyprowadza pieniądze, to po jego niecnych działaniach zostaje na koncie 5,5 mln zł. Nic nam z kasy nie ubyło. Panowie założyli, że gdyby te 4,5 mln zł nie wpływały na konto AZS-u, to my byśmy mieli więcej pieniędzy. Zadawanie pytań w rodzaju: „Co byś zafundował uczelni za 4,5 mln zł?” to czysta manipulacja – przekonywał prof. Cięszczyk. 13.02.2020 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Jej złota kopuła z daleka przyciąga uwagę. To symbol nieba i Boga. Od blisko dziesięciu lat przy ul. Traugutta (niedaleko ronda Compiegne) w Elblągu trwa budowa cerkwi greckokatolickiej. Świątynia powstaje dzięki ofiarności kilkuset wiernych należących do wspólnoty, której przewodzi ks. mitrat Andrzej Sroka. Na apel parafii greckokatolickiej w Elblągu inwestycję wspierali i wspierają ludzie dobrej woli, niemniej ograniczenia finansowe powodowały, że budowa postępowała nieśpiesznie, a były też okresy, kiedy prace wstrzymywano na dłużej. Od kilku miesięcy znowu dużo się tutaj dzieje. Z zewnątrz ocieplona cerkiew prezentuje się okazale. Wnętrze również staje się coraz bogatsze. Tynki, fragmenty dekoracji sufitowych i malatury ściennej już tu są. Powstaje podłoga. Najważniejsze było ogrzewanie centralne. – Już jest zrobione. Podłogi są wylane, niebawem rozpocznie się układanie kamienia. Od połowy roku będziemy dalej rozpisywali cerkiew. Brakuje drzwi, ale w tym roku na pewno wejdziemy do świątyni, co do tego nie mam żadnych wątpliwości – mówi nam ksiądz Andrzej Sroka. Przed trzema miesiącami grekokatolicy z Elbląga po raz pierwszy spotkali się tutaj na modlitwie, a przy okazji mogli zapoznać się ze stanem budowy. 13.02.2020 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Czego tu brakuje? Oczywiście lwów! Symbole Gdańska podtrzymujące herb miasta i – co charakterystyczne – spoglądające w tę samą stronę (miejskich bram) zniknęły z pogranicza Pruszcza Gdańskiego i Gdańska w październiku 2018 roku. Żelbetowy witacz przy ul. Trakt Św. Wojciecha jest już grubo po pięćdziesiątce – lwy wymagały kuracji poprawiającej kondycję. Nadszarpnięta zębem czasu rzeźba doznała uszkodzeń i ubytków, gołym okiem można było dostrzec w betonowej strukturze skorodowane zbrojenia. Staraniem Gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni trafiła do pracowni konserwacji, by po po kilku miesiącach wrócić do dobrej formy. Powrót odrestaurowanych lwów na swoje miejsce planowany był na wiosnę ubiegłego roku. Dlaczego więc nie witają kierowców wjeżdżających do Gdańska? Rzeźbę osadzoną na wysokości ok. 2,5 m podpierały dwa słupy osadzone na betonowej podstawie. Okazało się, że to niewystarczająca opoka. Trzeba było zaprojektować i wykonać fundament. Jak się dowiedzieliśmy, odnowiony witacz stanie na granicy Pruszcza i Gdańska w kwietniu tego roku. 13.02.2020 / fot. Daniel Słoboda / KFP
W Szpitalu Dziecięcym Polanki im. Macieja Płażyńskiego w Gdańsku Oliwie odbyło się uroczyste otwarcie dwóch oddziałów: Pediatrii i Mukowiscydozy oraz Anestezjologii i Intensywnej Terapii. 12.02.2020 / fot. Anna Rezulak / KFP
„Nie lubisz jazzu, ja wiem. Uwiodę Cię, bo tak, bo tak chcę, tak postanowiłam. Nie od razu – trzeba Tobie czasu, zapragniesz mnie” – śpiewa Renata Irsa w jednym z utworów z najnowszej płyty pt. „Czerwona spódnica”. Drugi album gdyńskiej autorki i wokalistki pop-jazzowej ukaże się w kwietniu. Tytuł „Nie lubię jazzu” to oczywiście uwodzicielska prowokacja. Płyta jest wypełniona różnymi odmianami jazzu, a w tekstach autorstwa Irsy nie brakuje obserwacji i point zabarwionych dowcipem. Od dziś na kanale YouTube i profilu facebookowym artystki posłuchać możemy innego utworu zapowiadającego „Czerwoną spódnicę”. „Pan Mąż” to prezent walentynkowy dla słuchaczy. Z Irsą piosenkę tę śpiewa popularny aktor filmowy i teatralny Mirosław Baka. Autorami zdjęć do sesji ilustrującej utwór są fotoreporterzy agencji KFP – Anna Rezulak i Mateusz Ochocki (makijaż Anna Wasilewska).
Materiał na płytę jest gotowy. Powstał w Custom34 Studio w Gdańsku-Osowej. Kompozycje wyszły spod ręki Renaty Irsy i Artura Jurka, pianisty, aranżera i kompozytora. – Muzykę na płytę napisaliśmy wspólnie z Arturem. Będzie podobnie jak na pierwszym moim albumie „Nie z tej bajki”, czyli różnorodnie zarówno muzycznie, jak i tekstowo. Wszystko jednak trzyma się jazzu. Posłuchamy delikatnego swingu, ale i mocniejszych dźwięków, subtelny saksofon zagra miejscami niemal z rockową gitarą. Będzie nowocześnie i oldskulowo zarazem. „Czerwona spódnica” to mieszanka gatunków jazzowych i piosenki z polskimi tekstami mojego autorstwa. Klimat zależy od utworu, bo każdy to inne emocje. Będzie radość, miłość, czasem smutek, niekiedy irytacja, a także utwór prowokacyjny „Nie lubię jazzu” ze świetną gitarą hiszpańską Maćka Pysza, artysty na co dzień tworzącego we Francji. Znowu jest u mnie bogato instrumentalnie i dużo przestrzeni dla solowych partii. W piosence „Zapiski na serwetce naprędce” fantastyczne solo na saksofonie gra Darek Herbasz. To jego muzyczna opowieść, a nie mój wokal, prowadzi tę piosenkę. Bardzo zależy mi na tym, żeby w muzyce słychać było prawdziwe instrumenty, prawdziwy warsztat. Kiedy słyszymy kunszt muzyka, to właśnie dlatego, że za tym stoją godziny pracy, lata doświadczeń i próbowania się na scenie w różnych składach muzycznych. Moim zdaniem słychać to na tej płycie. Staram się pisać utwory w taki sposób, aby było w nich dużo przestrzeni dla solistów – mówi Renata Irsa.
Utwór „Pan Mąż” rozpoczyna przygodę słuchaczy z tym krążkiem nieprzypadkowo w Walentynki. Ale to nie jedyny powód, że ujrzy światło dzienne jako pierwszy. Autorka uznała, że będzie znakomitym otwarciem ze względu na obecność Mirosława Baki. – Kiedy pisałam ten utwór – jest w nim partia dla mężczyzny – miałam poczucie, że wymarzonym głosem byłby dla mnie głos Mirosława Baki. Nie znaliśmy się dotychczas. Przed trzema miesiącami skontaktowałam się z nim telefonicznie, wysłałam mu swoją twórczość, wysłałam tekst tej piosenki. Zastałam go w Afryce. Po powrocie oddzwonił i powiedział, że zaśpiewa ze mną. Że podobają mu się moje felietony, tak nazwał teksty utworów, i że powinnam pisać dla teatrów. Niesamowita sprawa, usłyszeć coś takiego od aktora, którego tak wysoko cenię. Spotkaliśmy się w studiu nagrań. Utwór był już gotowy, czekałam tylko na partię wokalną pana Baki. Świetnie nam się pracowało. Piosenka jest dowcipna, było dużo zabawy, wszyscy się uśmialiśmy. Potem była jeszcze wspólna sesja fotograficzna – opowiada nam Renata Irsa. Na jej pierwszej płycie też pojawiła się piosenka z życia małżeńskiego wzięta. Inspiracją tych utworów jest mąż artystki. Renata i Bartosz tworzą szczęśliwą parę od 14 lat. A że czasem, któreś z czegoś się „wystrzela”, to już życie takie... – Ta piosenka tylko pozornie traktuje o konflikcie. Tak naprawdę nasączona jest po brzegi miłością. Przesilenia pomiędzy ludźmi, którzy spędzają ze sobą czas non stop, są rzeczą naturalną. Ważne by się nie obrażać, tylko wysłuchać, wyciągnąć wnioski i ograć tę całą aferę śmiechem. My tak z mężem robimy od 14 lat i jest nam po prostu fajnie razem. Jest szczere zakochanie i szacunek, reszta to bzdury. Choć te przesilenia to nie tak całkiem tylko zła rzecz, jak widać mają też potencjał twórczy, może powstać piosenka – mówi Renata Irsa.
PS W czwartek od godz. 15 Renata Irsa będzie gościem audycji autorskiej Piotra Metza w radiowej Trójce. 11.02.2020 / fot. Anna Rezulak / KFP
  • aktualnych propozycji: 12674
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2020 KFP