logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 12669
Rektor elekt gdańskiej Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu twierdzi, że zarzuty nauczycieli akademickich i studentów niechętnych władzom uczelni to manipulacja. Zdaniem profesora Pawła Cięszczyka, postępowania prowadzone przez ministerstwo i prokuraturę mogą być następstwem plotek i pomówień. Ich źródłem jest m.in. profil facebookowy „Nie chcemy takiej AWFiS”. Według rektora uczelnia pada ofiarą hejterskiej kampanii.
Przypomnijmy, że na skutek działań prowadzonych od kilku miesięcy przez grupę opozycyjną wobec b. rektora Waldemara Moski Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego bada kilkanaście zarzutów kierowanych pod adresem władz uczelni. Według resortu „analiza dokumentów zgromadzonych dotychczas wskazuje jednoznacznie na uzasadnione podejrzenie popełnienia przez dra hab. Waldemara Moskę przewinień dyscyplinarnych w zakresie niewłaściwego zarządzania kierowaną przez siebie uczelnią i doprowadzenia tym samym do wyrządzenia jej znacznej szkody”. Jeden z najpoważniejszych zarzutów dotyczy wyprowadzenia z AWFiS 4,5 mln zł na rzecz klubu sportowego AZS, którego Moska jest prezesem (śledztwo w tej sprawie prowadzi także Prokuratura Regionalna w Gdańsku). Klub prowadził odpłatne zajęcia ze sportowcami chińskimi w obiektach należących do uczelni. – Nie mam dowodów na to, że rektor jest kryształowo czysty, ale w mojej ocenie cała uczelnia, w której pracuje 350 osób, została sparaliżowana przez kilka z nich. Co chwila na uczelni przeprowadzane są kontrole, np. ZUS czy straży pożarnej. Ludzie wstydzą się mówić, że u nas pracują – mówił na dzisiejszym spotkaniu z dziennikarzami profesor Cięszczyk. Rektor odniósł się także do zarzutów dotyczących nieprawidłowości finansowych. – Jeżeli ktoś zdefraudował czy wyprowadził 4,5 mln zł, to w mojej ocenie polega to na tym, że jeśli na koncie mam, załóżmy 10 mln zł, i jeśli ktoś wyprowadza pieniądze, to po jego niecnych działaniach zostaje na koncie 5,5 mln zł. Nic nam z kasy nie ubyło. Panowie założyli, że gdyby te 4,5 mln zł nie wpływały na konto AZS-u, to my byśmy mieli więcej pieniędzy. Zadawanie pytań w rodzaju: „Co byś zafundował uczelni za 4,5 mln zł?” to czysta manipulacja – przekonywał prof. Cięszczyk. 13.02.2020 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Jej złota kopuła z daleka przyciąga uwagę. To symbol nieba i Boga. Od blisko dziesięciu lat przy ul. Traugutta (niedaleko ronda Compiegne) w Elblągu trwa budowa cerkwi greckokatolickiej. Świątynia powstaje dzięki ofiarności kilkuset wiernych należących do wspólnoty, której przewodzi ks. mitrat Andrzej Sroka. Na apel parafii greckokatolickiej w Elblągu inwestycję wspierali i wspierają ludzie dobrej woli, niemniej ograniczenia finansowe powodowały, że budowa postępowała nieśpiesznie, a były też okresy, kiedy prace wstrzymywano na dłużej. Od kilku miesięcy znowu dużo się tutaj dzieje. Z zewnątrz ocieplona cerkiew prezentuje się okazale. Wnętrze również staje się coraz bogatsze. Tynki, fragmenty dekoracji sufitowych i malatury ściennej już tu są. Powstaje podłoga. Najważniejsze było ogrzewanie centralne. – Już jest zrobione. Podłogi są wylane, niebawem rozpocznie się układanie kamienia. Od połowy roku będziemy dalej rozpisywali cerkiew. Brakuje drzwi, ale w tym roku na pewno wejdziemy do świątyni, co do tego nie mam żadnych wątpliwości – mówi nam ksiądz Andrzej Sroka. Przed trzema miesiącami grekokatolicy z Elbląga po raz pierwszy spotkali się tutaj na modlitwie, a przy okazji mogli zapoznać się ze stanem budowy. 13.02.2020 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Czego tu brakuje? Oczywiście lwów! Symbole Gdańska podtrzymujące herb miasta i – co charakterystyczne – spoglądające w tę samą stronę (miejskich bram) zniknęły z pogranicza Pruszcza Gdańskiego i Gdańska w październiku 2018 roku. Żelbetowy witacz przy ul. Trakt Św. Wojciecha jest już grubo po pięćdziesiątce – lwy wymagały kuracji poprawiającej kondycję. Nadszarpnięta zębem czasu rzeźba doznała uszkodzeń i ubytków, gołym okiem można było dostrzec w betonowej strukturze skorodowane zbrojenia. Staraniem Gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni trafiła do pracowni konserwacji, by po po kilku miesiącach wrócić do dobrej formy. Powrót odrestaurowanych lwów na swoje miejsce planowany był na wiosnę ubiegłego roku. Dlaczego więc nie witają kierowców wjeżdżających do Gdańska? Rzeźbę osadzoną na wysokości ok. 2,5 m podpierały dwa słupy osadzone na betonowej podstawie. Okazało się, że to niewystarczająca opoka. Trzeba było zaprojektować i wykonać fundament. Jak się dowiedzieliśmy, odnowiony witacz stanie na granicy Pruszcza i Gdańska w kwietniu tego roku. 13.02.2020 / fot. Daniel Słoboda / KFP
W Szpitalu Dziecięcym Polanki im. Macieja Płażyńskiego w Gdańsku Oliwie odbyło się uroczyste otwarcie dwóch oddziałów: Pediatrii i Mukowiscydozy oraz Anestezjologii i Intensywnej Terapii. 12.02.2020 / fot. Anna Rezulak / KFP
„Nie lubisz jazzu, ja wiem. Uwiodę Cię, bo tak, bo tak chcę, tak postanowiłam. Nie od razu – trzeba Tobie czasu, zapragniesz mnie” – śpiewa Renata Irsa w jednym z utworów z najnowszej płyty pt. „Czerwona spódnica”. Drugi album gdyńskiej autorki i wokalistki pop-jazzowej ukaże się w kwietniu. Tytuł „Nie lubię jazzu” to oczywiście uwodzicielska prowokacja. Płyta jest wypełniona różnymi odmianami jazzu, a w tekstach autorstwa Irsy nie brakuje obserwacji i point zabarwionych dowcipem. Od dziś na kanale YouTube i profilu facebookowym artystki posłuchać możemy innego utworu zapowiadającego „Czerwoną spódnicę”. „Pan Mąż” to prezent walentynkowy dla słuchaczy. Z Irsą piosenkę tę śpiewa popularny aktor filmowy i teatralny Mirosław Baka. Autorami zdjęć do sesji ilustrującej utwór są fotoreporterzy agencji KFP – Anna Rezulak i Mateusz Ochocki (makijaż Anna Wasilewska).
Materiał na płytę jest gotowy. Powstał w Custom34 Studio w Gdańsku-Osowej. Kompozycje wyszły spod ręki Renaty Irsy i Artura Jurka, pianisty, aranżera i kompozytora. – Muzykę na płytę napisaliśmy wspólnie z Arturem. Będzie podobnie jak na pierwszym moim albumie „Nie z tej bajki”, czyli różnorodnie zarówno muzycznie, jak i tekstowo. Wszystko jednak trzyma się jazzu. Posłuchamy delikatnego swingu, ale i mocniejszych dźwięków, subtelny saksofon zagra miejscami niemal z rockową gitarą. Będzie nowocześnie i oldskulowo zarazem. „Czerwona spódnica” to mieszanka gatunków jazzowych i piosenki z polskimi tekstami mojego autorstwa. Klimat zależy od utworu, bo każdy to inne emocje. Będzie radość, miłość, czasem smutek, niekiedy irytacja, a także utwór prowokacyjny „Nie lubię jazzu” ze świetną gitarą hiszpańską Maćka Pysza, artysty na co dzień tworzącego we Francji. Znowu jest u mnie bogato instrumentalnie i dużo przestrzeni dla solowych partii. W piosence „Zapiski na serwetce naprędce” fantastyczne solo na saksofonie gra Darek Herbasz. To jego muzyczna opowieść, a nie mój wokal, prowadzi tę piosenkę. Bardzo zależy mi na tym, żeby w muzyce słychać było prawdziwe instrumenty, prawdziwy warsztat. Kiedy słyszymy kunszt muzyka, to właśnie dlatego, że za tym stoją godziny pracy, lata doświadczeń i próbowania się na scenie w różnych składach muzycznych. Moim zdaniem słychać to na tej płycie. Staram się pisać utwory w taki sposób, aby było w nich dużo przestrzeni dla solistów – mówi Renata Irsa.
Utwór „Pan Mąż” rozpoczyna przygodę słuchaczy z tym krążkiem nieprzypadkowo w Walentynki. Ale to nie jedyny powód, że ujrzy światło dzienne jako pierwszy. Autorka uznała, że będzie znakomitym otwarciem ze względu na obecność Mirosława Baki. – Kiedy pisałam ten utwór – jest w nim partia dla mężczyzny – miałam poczucie, że wymarzonym głosem byłby dla mnie głos Mirosława Baki. Nie znaliśmy się dotychczas. Przed trzema miesiącami skontaktowałam się z nim telefonicznie, wysłałam mu swoją twórczość, wysłałam tekst tej piosenki. Zastałam go w Afryce. Po powrocie oddzwonił i powiedział, że zaśpiewa ze mną. Że podobają mu się moje felietony, tak nazwał teksty utworów, i że powinnam pisać dla teatrów. Niesamowita sprawa, usłyszeć coś takiego od aktora, którego tak wysoko cenię. Spotkaliśmy się w studiu nagrań. Utwór był już gotowy, czekałam tylko na partię wokalną pana Baki. Świetnie nam się pracowało. Piosenka jest dowcipna, było dużo zabawy, wszyscy się uśmialiśmy. Potem była jeszcze wspólna sesja fotograficzna – opowiada nam Renata Irsa. Na jej pierwszej płycie też pojawiła się piosenka z życia małżeńskiego wzięta. Inspiracją tych utworów jest mąż artystki. Renata i Bartosz tworzą szczęśliwą parę od 14 lat. A że czasem, któreś z czegoś się „wystrzela”, to już życie takie... – Ta piosenka tylko pozornie traktuje o konflikcie. Tak naprawdę nasączona jest po brzegi miłością. Przesilenia pomiędzy ludźmi, którzy spędzają ze sobą czas non stop, są rzeczą naturalną. Ważne by się nie obrażać, tylko wysłuchać, wyciągnąć wnioski i ograć tę całą aferę śmiechem. My tak z mężem robimy od 14 lat i jest nam po prostu fajnie razem. Jest szczere zakochanie i szacunek, reszta to bzdury. Choć te przesilenia to nie tak całkiem tylko zła rzecz, jak widać mają też potencjał twórczy, może powstać piosenka – mówi Renata Irsa.
PS W czwartek od godz. 15 Renata Irsa będzie gościem audycji autorskiej Piotra Metza w radiowej Trójce. 11.02.2020 / fot. Anna Rezulak / KFP
Dość niespodziewany przebieg miała pierwsza odsłona meczu z potentatem z Kielc. Wybrzeże osłabione brakiem najskuteczniejszego snajpera Mateusza Wróbla (złamana kość śródręcza) prowadziło do przerwy 11:9. Vive raziło częstymi stratami w ataku i nieskutecznością. W bramce gdańszczan bardzo dobrze spisywał się Przemysław Witkowski. W pierwszej części gry skuteczność jego interwencji wynosiła powyżej 50 procent (mecz zakończył ją z 44-procentowym dorobkiem). Po zmianie stron mistrzowie Polski już nie przypominali drużyny, która wyszła na parkiet tuż po 500-kilometrowej podróży autobusem. Kielczanie złapali właściwy dla siebie rytm i od stanu 13:14 w ciągu 13 minut zaaplikowali gospodarzom 9 bramek, nie tracąc ani jednej. Torus Wybrzeże Gdańsk przegrało z PGE Vive Kielce 17:27.
WYBRZEŻE: Witkowski, Chmieliński – Powarzyński 3, Sadowski, Pieczonka, Gądek, Frańczak, Sulej, Papaj 1, Komarzewski 3, Salacz 3, Adamczyk 3, Gajek 2, Janikowski 1, Didyk 1. 11.02.2020 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
XIX-wieczny Dom Młynarza w Pruszczu Gdańskim po wielu latach doczekał się remontu. Prace ul. Wojska Polskiego 44 ruszyły w tym tygodniu. Kiedy zabytkowy budynek sąsiadujący z wciąż czynnym młynem odzyska dawny blask, będzie służyć młodym parom. Janusz Wróbel zapowiada, że do odrestaurowanego Domu Młynarza przeniesie się Urząd Stanu Cywilnego. – Urokliwa ulica i piękny dom tworzą ku temu idealny z klimat – przekonuje burmistrz Pruszcza. Przed kilkoma laty podczas prac dokumentacyjnych konserwatorzy odkryli tutaj fragmenty modernistycznych dekoracji ściennych pochodzących najprawdopodobniej z czasów międzywojnia. Ozdobą wnętrz Domu Młynarza stanowił przez lata neorenesansowy piec kaflowy. Niewykluczone, że w przyszłości też tak będzie. To dobry czas dla pruszczańskich zabytków. Przy ul. Krótkiej 6 zakończył się remont dworku, w którym w latach 1847-1901 mieszkał doktor Hermann Wiedemann uznawany za jednego z ojców współczesnego Pruszcza Gdańskiego. Założył tu szpital, był też wieloletnim dyrektorem cukrowni. Budynek wzniesiony ok. 1800 roku wkrótce zacznie pełnić funkcję centrum kultury i przestrzeni ekspozycyjnej. 11.02.2020 / fot. Daniel Słoboda / KFP
Wróciliśmy tu jako państwo, bo przetrwaliśmy tutaj jako naród – powiedziała dziennikarzom kanydatka Platformy Obywatelskiej na urząd prezydenta RP Małgorzata Kidawa-Błońska podczas wystąpienia na placu Kaszubskim w Gdyni z okazji 100-lecia zaślubin Polski z morzem. Wspólnie z pomorskimi działaczami partii wicemarszałek Sejmu złożyła kwiaty pod pomnikiem Antoniego Abrahama. – Przetrwaliśmy tutaj dzięki ludziom wyjątkowym, którzy codziennie w swojej działalności pamiętali o tym, co jest dla nich ważne, jakich wartości przestrzegają. Jedną z tych osób jest Antoni Abraham, postać wyjątkowa. Polska jest tutaj także dzięki niemu. Kiedy pojechał do Wersalu walczyć o to, żeby Pomorze było w Polsce, udał się tam i przekonywał, wspierał polską delegację. Wrócił potem do Polski razem z armią Hallera i gorąco wspierał to, żeby spełniło się marzenie wielu osób. I tutaj, w Gdyni, małej wiosce, powstał port i wspaniałe miasto. W 1923 roku na uruchomieniu tymczasowego Portu w Gdyni prezydent Stanisław Wojciechowski [pradziadek Małgorzaty Kidawy-Błońskiej – przyp. red.] powiedział o Abrahamie, że to człowiek wyjątkowy, że jest on przedstawicielem ludu kaszubskiego, księciem kaszubskim, który pozwolił trwać i wytrwać przy swej wierze i mowie, i sprawił, że polska bandera powiewa nad morzem. Gdynia ma szczęście do wyjątkowych ludzi, ma szczęście do ludzi kreatywnych, odważnych. Gdynia ma szczęście także teraz, bo ma dobrego gospodarza. Miasto rozwija się wspaniale dzięki temu, że przedstawiciele Pomorza, Kaszubi, trwają przy swojej wierze, przy swoich wartościach. Dlatego dzisiaj, w 100. rocznicę zaślubin Polski z morzem, składamy tutaj kwiaty, abyśmy pamiętali, że Polska będzie taka, jacy my będziemy. Czerpmy przykład z ludzi, którzy robili to najlepiej jak potrafili – powiedziała Małgorzata Kidawa-Błońska. 10.02.2020 / fot. Anna Bobrowska / KFP
– Chce pokłonić się Pomorzu, Kaszubom, ludziom tej ziemi, pokoleniom i grobom tych, którzy o Polskę i polskość tutaj walczyli. W to stulecie, w imieniu całej Rzeczypospolitej, rodaków mieszkających w Polsce i na całym świecie, Bóg wam zapłać za służbę i niezłomną wierność Pomorzu, Polsce, Bałtykowi, Za to wszystko, dzięki czemu możemy być tu dziś razem, stać na polskim Wybrzeżu, możemy trzymać się za ręce, mówiąc: jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy. Szczęść wam Boże, Kaszubi – mówił dziś w Pucku prezydent RP Andrzej Duda, uczestnicząc w uroczystości odnowienia zaślubin Polski z morzem.
Obchody 100-lecia powrotu Pomorza do Rzeczypospolitej w odświętnie udekorowanym mieście trwają od kilku godzin. – Jesteśmy dumni, że to właśnie tu, w Pucku, odrodziła się Polska Morska – powiedziała burmistrz Hanna Pruchniewska, rozpoczynając dzisiejsze świętowanie. Na ulicach odświętnie udekorowanego miasta są dziś tłumy. Do Pucka przyjechał prezydent RP. O godzinie 10 Andrzej Duda odsłonił na placu przed kościołem pw. św. Apostołów Piotra i Pawła tablicę upamiętniającą wydarzenia sprzed wieku, a następnie złożył wieniec pod tablicą upamiętniającą mieszkańców Pucka wywiezionych i pomordowanych przez Niemców w lasach piaśnickich w 1939 roku. Kolejnym punktem obchodów było odsłonięcie na Starym Rynku tablicy pamiątkowej poświęconej Antoniemu Miotkemu, kaszubskiemu działaczowi niepodległościowemu, współorganizatorowi uroczystości zaślubin Polski z Bałtykiem w 1920 roku, wieloletniemu burmistrzowi Pucka. O godzinie 11 w kościele św. Apostołów Piotra i Pawła rozpoczęła się msza koncelebrowana pod przewodnictwem metropolity gdańskiego abp. Sławoja Leszka Głódzia. W pierwszej ławce zasiedli tuż obok siebie faworyci majowych wyborów prezydenckich – Andrzej Duda i Małgorzata Kidawa-Błońska. Po nabożeństwie goście dzisiejszych uroczystości przeszli w asyście kompanii reprezentacyjnej i orkiestry Marynarki Wojennej do portu rybackiego, gdzie o wczesnym popołudniem miał miejsce akt odnowienia zaślubin Polski z morzem. Na godzinę 14 zaplanowana jest inscenizacja historyczna na terenie dawnej bazy Morskiego Dywizjonu Lotniczego, w miejscu, gdzie sto lat temu doszło do autentycznych zaślubin. 10.02.2020 / fot. Anna Bobrowska / KFP, Anna Rezulak / KFP, Aleksander Knitter / KFP
Dziś 100. rocznica zaślubin Polski z morzem. Wszystkie nasze drogi wiodą do Pucka. O godzinie 9.30 dotarł tu pociąg specjalny z generałem Józefem Hallerem na pokładzie, oficjalnie inaugurując centralne uroczystości powrotu Pomorza do Rzeczypospolitej. Zabytkowy skład ciągnięty przez parowóz Ol49 z Parowozowni Wolsztyn wyruszył z Gdańska około wpół do ósmej. Generałowi i jego żołnierzom (w tych rolach rekonstruktorzy historii) w podróży towarzyszyli samorządowcy z marszałkiem województwa Mieczysławem Strukiem na czele, wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska, parlamentarzyści z Pomorza, przedstawiciele Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, dziennikarze. Agencja KFP też była w pociągu specjalnym. Po drodze zatrzymaliśmy się na krótko w Gdyni, a potem w Redzie, gdzie z licznym udziałem mieszkańców odbyła się uroczystość odsłonięcia na budynku dworcowym tablicy upamiętniającą przejazd generała Józefa Hallera na zaślubinową uroczystość w Pucku przed 100 laty. „Droga do morza wiedzie przez serca Kaszubów” – napisali na banerze powitalnym gospodarze dzisiejszej uroczystości. W Pucku generała i towarzyszącego mu księdza Józefa Wryczę przywitała wierszykiem kilkuletnia mieszkanka w stroju kaszubskim. Tak jak przed wiekiem na dworcu rozległo się gromkie „Vivat Panie Gnerale!”. A potem jeszcze: „My, mieszkańcy Pucka, czekaliśmy na ciebie sto lat”, po czym tłum ruszył w stronę Rynku, gdzie zaplanowano uroczystości z udziałem prezydenta RP Andrzeja Dudy. 10.02.2020 / fot. Anna Bobrowska / KFP, Anna Rezulak / KFP
  • aktualnych propozycji: 12669
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2020 KFP