logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 11983
Historia Żukowa ma już ponad 800 lat. Miastem kaszubska wieś stała się nie tak dawno, 1 stycznia 1989 roku. Starania o uzyskanie praw miejskich trwały długo, a za kolejnymi wnioskami kierowanymi do władz centralnych poprzeczka zwyczajnie szła w górę. Najbardziej rosły wymagania w sferze infrastruktury i urządzeń komunalnych. Sprostać im nie było łatwo – mówimy o czasach, kiedy roczne inwestycje gminne kształtowały się na poziomie ok. 100 złotych w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Dziś ta kwota przekracza 2 tysiące.
Wysiłki podejmowane przez lokalną społeczność w schyłkowym okresie epoki słusznie minionej zwieńczone zostały spektakularnym wydarzeniem zimą 1989 roku. 17 lutego na uroczystej sesji w sali gimnastycznej Szkoły Podstawowej nr 1 im. Obrońców Wybrzeża przewodniczący Rady Narodowej Miasta i Gminy Antoni Grzędzicki odebrał z rąk wiceprzewodniczącego Rady Państwa Zenona Komendera akt nadający Żukowu status miasta. Przypominamy tamte chwile na zdjęciach Zbigniewa Kosycarza w przeddzień uroczystej IX sesji Rady Miejskiej. O godz. 13 w piątek Żukowo świętuje w odrestaurowanym spichlerzu przy ul. 3 Maja 30-lecie praw miejskich. Dlaczego dopiero w czerwcu? – Chcieliśmy połączyć nasze święto z obchodami rocznicowymi pierwszych częściowo wolnych wyborów w powojennej Polsce. Nie bez znaczenia jest też fakt, że niedawno otworzyliśmy nasze nowe Centrum Kultury mieszczące się w zmodernizowanym XIX-wiecznym spichlerzu. To miejsce pozwoli nam godnie uczcić jubileusz miasta. Zaprosiliśmy na to wydarzenie wszystkich 86 radnych, którzy od 1989 roku zasiadali w radzie. Bardzo zależny nam na spotkaniu z nimi. Mając na uwadze podeszły wiek i stan zdrowia zaproszonych gości, założyliśmy, że frekwencja u progu lata będzie bliższa naszym oczekiwaniom aniżeli w środku zimy – wyjaśnia nam Piotr Lewna z Referatu Promocji i Komunikacji Społecznej UG w Żukowie. Miasto i gmina się rozwijają, to widać szczególnie w ostatnich kilkunastu latach. – Każdego dnia zaprzeczacie tym wszystkim głosom, którym Żukowo kojarzy się z dwoma nieprzepustowymi rondami – mówił niedawno marszałek województwa Mieczysław Struk, otwierając nowe Centrum Kultury w odrestaurowanym spichlerzu. Tu widać troskę o to, żeby lokalna społeczność mogła być dumna z tego miejsca. Dość powiedzieć, że tylko w ciągu niespełna 23 lat liczba mieszkańców gminy podwoiła się. Na koniec 2018 roku przekroczyła 37,5 tysiąca. 13.06.2019 / fot. Zbigniew Kosycarz / KFP
Mówił nam w niezwykle obrazowy sposób o Bogu, wierze, o prostych prawdach. Starał się dotrzeć do każdego i każdemu zanieść radosną wieść Zmartwychwstania Jezusa i nadzieje na własne zbawienie. Zmieniał świat, zmieniał nas, zmieniał Polskę. Jan Paweł II odwiedzał ojczysty kraj ośmiokrotnie. Z pielgrzymką apostolską na Pomorzu był dwa razy. W czerwcu 1987 roku papież spotkał się z wiernymi w Gdyni i Gdańsku. Do kolebki „Solidarności” dotarł dopiero po dziewięciu latach od objęcia pontyfikatu. Na tę wizytę długo nie chciały wyrazić zgody władze PRL. 12 czerwca rano Ojciec Święty rozpoczął program pobytu w Gdańsku od odwiedzenia kościoła Trójcy Świętej. Potem była podróż statkiem z sopockiego mola na Westerplatte. Tam, w obecności 35 żyjących obrońców placówki z roku 1939, papież spotkał się z kilkunastotysięczną grupą młodzieży. „Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte. Jakiś wymiar zadań, które musi podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować” – papieskie wezwanie odwołujące do bohaterskiej obrony półwyspu popłynęło wtedy z Westerplatte do serc milionów Polaków. Kolejnym punktem wizyty była wspólna modlitwa z ciężko chorymi w kościele Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Po opuszczeniu bazyliki papież przejechał pod pomnik Poległych Stoczniowców 1970, u stóp którego modlił się samotnie w milczeniu, odgrodzony od wiernych kordonami milicji i funkcjonariuszy służb specjalnych. Po obiedzie i krótkim odpoczynku w kurii biskupiej w Oliwie Ojciec Święty przejechał na Zaspę, by na pasie startowym starego lotniska przewodniczyć mszy św. pontyfikalnej, w której uczestniczyło blisko milion zgromadzonych, najwięcej w całej historii miasta. Niezapomnianym symbolem najważniejszego wydarzenia tej pielgrzymki był ołtarz papieski, zaprojektowany przez Mariana Kołodzieja w kształcie niedokończonego statku – „okrętu-kościoła” z trzema masztami-krzyżami oraz mostkiem kapitańskim, z którego papież wygłosił pamiętne pożegnanie kończące wizytę w Gdańsku. Włodarzom PRL ołtarz nieodparcie przywodził na myśl strajkujących stoczniowców. Do dziś praca Mariana Kołodzieja uważana jest za najpiękniejszy i najbardziej oryginalny z wszystkich ołtarzy papieskich, jakie powstały przy okazji ponad stu pielgrzymek Jana Pawła II. Został rozebrany w ciągu kilku dni zaraz po wyjeździe papieża. Fragmenty konstrukcji udało się zachować w budowanym wówczas na Zaspie kościele pw. św. Kazimierza. Po zakończeniu mszy św. pontyfikalnej tysiące jej uczestników sformowały pochód zmierzający w kierunku centrum miasta. Manifestacja została gwałtownie rozpędzona przez Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej. Znaczenie obecności Jana Pawła II w Gdańsku porównuje się z jego pierwszą pielgrzymką do Polski w roku 1979. Obie wpłynęły na przebudzenie Polaków, obie wyznaczały drogę do przemian zasługujących na miano przełomowych. 10.06.2019 / fot. KFP
Na zewnątrz temperatura powyżej 30 stopni. Mieszkańcy Gdańska i turyści chłodzą się w fontannie Czterech Kwartałów. 11.06.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
– Uczyli nas już od przedszkola, że małżeństwo to on i ona – te słowa wiele razy wybrzmiały w Gdańsku tego popołudnia. Ponad 10 tysięcy wiernych z archidiecezji gdańskiej przeszło ulicami miasta w X Marszu dla Życia i Rodziny. Trasa białego pochodu prowadziła spod Kaplicy Królewskiej przy ul. Świętego Ducha na tereny dawnej Stoczni Gdańskiej. W rejonie ul. Kadłubowców stanęła scena, na której zagrały zespoły chrześcijańskie Armia Dzieci i TGD. Uczestnicy manifestacji modlili się tu za miasto, tu również wysłuchali świadectw rodziny, otrzymując błogosławieństwo biskupa pomocniczego Zbigniewa Zielińskiego. Inicjatywa organizacji marszów odbywających się w ten weekend w całej Polsce zrodziła się z potrzeby głoszenia wartości życia ludzkiego od poczęcia aż do śmierci oraz pokazania, że rodzina to związek kobiety i mężczyzny otwarty na przyjęcie i wychowanie dzieci. Gdański biały pochód wpisywał się także w obchody 20. rocznicy wizyty Jana Pawła II na Pomorzu, podczas której Ojciec Święty odprawił pamiętną mszę na sopockim hipodromie. Wydarzeniu towarzyszyła kwesta na rzecz Domu Samotnej Matki w Matemblewie niosącego pomoc kobietom ciężarnym znajdującym się w trudnej sytuacji życiowej, skupiającego się na ratowaniu życia ludzkiego oraz wskazywaniu młodym matkom radości rodzicielstwa. Marsz zorganizowały Katolickie Stowarzyszenie Civitas Christiana, Bractwo Świętego Pawła, Ruch Czystych Serc Trójmiasto, Ruch Światło-Życie Archidiecezji Gdańskiej, Domowy Kościół – gałąź rodzinna Ruchu Światło-Życie, Droga Neokatechumenalna oraz gdańskie fundacje Gladius Gloriae i NaProCentrum. Patronat honorowym nad wydarzeniem objął metropolita gdański arcybiskup Sławoj Leszek Głódź. 9.06.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Zagadka rozsypanej partytury rozwiązana. Pomposa i Pomposo, bohaterki niedzielnych spektakli familijnych, zbierały jej kolejne kartki od października ubiegłego roku, wciągając w świat przygód muzyczno-teatralnych najmłodszych miłośników Opery Bałtyckiej. Opiekunowie kilkuletnich widzów również dobrze się tu bawili. Finałowe przedstawienie z Magdaleną Nanowską i Pauliną Wilczyńską w rolach tytułowych doprowadziło do spotkania z okropnym Bemolem, który niemało napsocił w tym familijnym świecie. Ale dość tego! Kompozytor jest wreszcie wolny, partytura ma wszystkie strony – czas na wspaniały koncert śpiewaków operowych. Sezon artystyczny 2018/2019 w Operze Bałtyckiej powoli dobiega końca. 22 i 23 czerwca pożegnamy się baletową premierą „Wieczoru latynoamerykańskiego” w choreografii Mauricia Wainrota i pod kierownictwem muzycznym José Marii Florêncio. Melomani udają się na wakacje, a zespół operowy rozpoczyna już przygotowania do kolejnego sezonu. Czym wypełni się jesienny repertuar edukacyjny, dowiemy się zapewne we wrześniu. 9.06.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Paweł Wojciechowski po raz trzeci z rządu wygrywa Tyczkę na Molo. Z rekordzistą najstarszej plenerowej imprezy lekkoatletycznej w Polsce na najwyższy stopień podium wskoczyła reprezentantka Grecji Helena Polak. O zwycięstwo w Sopocie znowu walczyły miksty. W ubiegłym roku, kiedy rywalizacja tyczkarzy i tyczkarek po raz pierwszy toczyła się w nowej formule, mistrz świata z Daegu (2011 r.) podzielił się złotem z Justyną Śmietanką, podopieczną Anny Rogowskiej. Zwycięzcy uzyskali wówczas 10,22 m, a „Wojciechowski solo” wynikiem 5,81 m ustanowił nowy rekord Tyczki na Molo. W tym roku triumfatorzy tak wysoko nie byli. Polsko-grecki duet osiągnął rezultat 10,17 m (5,71 + 4,46). O 5 cm niżej skoczyli Robert Sobera (5,66 m) i Szwedka Michaela Meijer (4,46 m). Na trzecim stopniu podium stanął duet z Wielkiej Brytanii Joel Benitez (5,26 m) i Sophie Cook (4,36 m), a kolejne miejsca zajęli: Lew Skorish (Izrael, 5,01 m) i Anna Łyko (4,26 m), Mateusz Jerzy (5,01 m) i Agnieszka Kaszuba (4,16 m) oraz Sebastian Chmara jr (4,81m) i Emilia Kusy (3,81 m). 8.06.2019 / fot. Jerzy Bartkowski / KFP
Dziennikarze z Hiszpanii, Litwy, Australii, Polski i Wielkiej Brytanii zostali laureatami Nagrody im. Macieja Płażyńskiego 2019. Doroczne wyróżnienia już po raz ósmy trafiły w ręce tych, którzy na niwie publicystycznej i informacyjnej służą Polonii, podejmują wysiłki na rzecz jej integracji z rodakami i mają na uwadze dobre imię Polski za granicą. Sprawy Polonii oraz Polaków mieszkających na obczyźnie zajmowały ważne miejsce w sercu i działalności publicznej patrona nagrody. Maciej Płażyński, pierwszy niekomunistyczny wojewoda gdański, marszałek Sejmu RP i wicemarszałek Senatu, był prezesem Stowarzyszenia Wspólnota Polska i jednym z inicjatorów powołania do życia gdyńskiego Muzeum Emigracji, które dziś przed południem ugościło laureatów. Jury wyłoniło czworo zwycięzców spośród siedemdziesięciu zgłoszeń.
W kategorii „dziennikarz medium polonijnego” nagrodę otrzymała Ilona Lewandowska z „Kuriera Wileńskiego” uhonorowana za odkrywanie i wnikliwe opisywanie nieznanych, poruszających historii polskich bohaterów na Kresach. Statuetkę dla „dziennikarza zagranicznego publikującego na temat Polski, Polaków i Polonii”odebrał Ignacio Temino Martinez z Hiszpańskiej Agencji Prasowej EFE, autor rzetelnych i wyważonych publikacji o wydarzeniach nad Wisłą w mediach hiszpańskojęzycznych. W kategorii „dziennikarz krajowy publikujący na tematy polonijne” nagrodę przyznano Agnieszce Burton za publikację „Wnuczek tylko na tablecie” w „Dużym Formacie” – pełną emocji opowieść o zatracaniu korzeni przez nowych emigrantów na Antypodach. – Kilka miesięcy temu, po 23 latach emigracji wróciłam z Australii do Polski. Ta nagroda jest dla mnie nowym wspaniałym startem. Bardzo za nią dziękuję! – powiedział Agnieszka Burton, odbierając statuetkę. Tytuł „redakcja medium polonijnego” przypadł tym razem grupie medialnej służącej polskiej społeczności w Wielkiej Brytanii – Polish Media London (Polskie Radio Londyn, tygodnik Cooltura, cooltura24.co.uk). Wyróżnienie w tej kategorii jury przyznało redakcji tureckiego czasopisma „Lehistan Sokağı” za przedstawianie obrazu współczesnej Turcji widzianego oczami tamtejszej Polonii i wysiłków podejmowanych na rzecz wzajemnego zrozumienia. Laureatów wyłoniło jury w składzie: Jakub Płażyński (przewodniczący), Jarosław Gugała (telewizja Polsat), Jerzy Haszczyński („Rzeczpospolita”), Małgorzata Naukowicz (Polskie Radio), Krzysztof Rak (dziennikarz, publicysta) oraz Karolina Grabowicz-Matyjas (dyrektor Muzeum Emigracji, sekretarz jury). – Wierzymy w to, co robimy, honorując co roku dziennikarzy piszących o Polsce i Polonii. Dla nas to jest nie tylko budowanie mostów między Polakami w Polsce i za granicą, ale także budowanie marki Polska. Obrady jury trwają kilka godzin, bywają burzliwe, ale zawsze kończą się konsensusem – powiedział przewodniczący jury Jakub Płażyński. Nagroda im. Macieja Płażyńskiego wręczana jest od 2012 roku z inicjatywy Press Club Polska – organizacji skupiającej ludzi mediów, Jakuba Płażyńskiego, prezydentów Gdańska, Gdyni i Sopotu oraz marszałka województwa pomorskiego. 8.06.2019 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Nie żyje Ryszard Bugajski, wybitny reżyser i scenarzysta, twórca pamiętnego „Przesłuchania” (1982 r.), określanego przez władze PRL jako najbardziej antykomunistyczny film epoki. Artysta zmarł w piątek wieczorem w Warszawie po długiej chorobie. Miał 76 lat.
Z filmem związany był blisko pół wieku. Pochodził z Warszawy. W 1973 roku ukończył studia na Wydziale Reżyserii w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Zaczynał w branży od obrazów dokumentalnych i spektakli Teatru TV. W roku 1979 zadebiutował w fabule filmem „Kobieta i kobieta”. Dwa lata później rozpoczął pracę nad „Przesłuchaniem”, jednym z najważniejszych dzieł w historii polskiej kinematografii. Obraz odsłaniający najczarniejsze karty PRL stał się bezpośrednią przyczyną rozwiązania Zespołu X Andrzeja Wajdy. Szykanowany przez komunę Bugajski w rok po nakręceniu filmu wyjechał z kraju. „Przesłuchanie” czekało na premierę siedem lat. Na 14. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni film otrzymał nagrodę dziennikarzy i publiczności, a rok później, także w Gdyni, nagrodę specjalną jury (Krystyna Janda, Janusz Gajos i Anna Romantowska otrzymali nagrody aktorskie). Ryszard Bugajski powrócił do Polski w połowie lat 90. W roku 2009 wyreżyserował znakomitego biograficznego „Generała Nila”, a w 2013 sensacyjno-polityczny „Układ zamknięty”, którego scenariusz napisali trójmiejscy dziennikarze Michał Pruski i Mirosław Piepka. Ostatnim filmem reżysera jest „Zaćma” (2016 r.) opowiadająca o „Krwawej Lunie”, funkcjonariuszce Urzędu Bezpieczeństwa, która w ostatnich latach życia próbuje odkupić grzechy popełnione w czasach stalinowskiego zamordyzmu. 8.06.2019 / fot. KFP
Trzymają formę od 1959 roku, smakiem zaskarbiły sobie sympatię kilku pokoleń Polaków – najbardziej Pomorzan – mają nawet własną stronę na Facebooku. Kojarzą się ze słońcem rozpalającym kąpieliska nad Zatoką Gdańską, z wakacjami i z bielą strojów, w których niegdyś paradowali po plaży sprzedawcy ze skrzynkami-lodóweczkami zawieszonymi na ramieniu na parcianym pasku. Lody Calypso są z nami od 60 lat. Dłuższą o rok metryką może poszczycić się dzisiejsze Przedsiębiorstwo Przemysłu Chłodniczego Lodmor przy ul. Długa Grobla 4a na Dolnym Mieście w Gdańsku. To właśnie tutaj, w ówczesnej Państwowej Chłodni Składowej, z taśmy produkcyjnej zjechały pierwsze kostki śmietankowych „calypsiaków”. Lodmor był wówczas jedynym producentem lodów jadalnych w Polsce działającym na skalę przemysłową. Aksamitne, lekko kremowe pyszności, niezmiennie produkowane w formie prostokątnych kostek opakowanych w „sreberko” z wizerunkiem głowy Murzynka, z czasem powiększyły paletę smaków. Dziś jest ich kilkanaście. W jubileuszowej ofercie Lodmoru, obok kultowych lodów śmietankowych wytwarzanych według oryginalnej receptury z 1959 roku, pojawiły się bardzo wykwintne kompozycje łączące aromat kawowy z bezami i daktylami, czekoladę ze słonym karmelem czy też czar słodkiego serka mascarpone z owocami leśnymi. Warto zwrócić uwagę na postaci uwiecznione na opakowaniach wyrobów z serii „60-lecie”. Lody Calypso mają wspaniałych swoich bohaterów. Czarno-białe fotografie pochodzą z czasów, kiedy ich przygoda z „calypsiakami” – jak się później miało okazać, także zawodowa – dopiero się zaczynała. Dwuletni wówczas Ewa jest dziś w Lodmorze szefową produkcji, Piotruś, tzn. Pan Piotr, kieruje działem sprzedaży, a Staszek pozujący do zdjęcia w marynarskiej czapce sprzedawał kultowe lody na gdańskich plażach już w latach sześćdziesiątych. 7.06.2019 / fot. KFP
Za kilkanaście dni minie rok odkąd marszałek Olgi Krzyżanowskiej nie ma z nami. 10 września będzie 90. rocznica jej urodzin. O wielkiej patriotce, damie polskiej polityki i wspaniałej pani doktor – ale też o osobach w jej życiu najważniejszych – opowiada wystawa przygotowana przez Muzeum Gdańska w przestrzeniach Ratusza Głównego Miasta. Ekspozycję będzie można odwiedzać do końca września. Z gośćmi dzisiejszego wernisażu swoimi wspomnieniami o Oldze Krzyżanowskiej dzieli się pisarka i dziennikarka Małgorzata Szejnert oraz mecenas Jacek Taylor.
– Trzydziesta rocznica częściowo wolnych wyborów w Polsce to dla nas okazja, by przedstawić postać jednej z bohaterek tego czasu – Olgi Krzyżanowskiej. Gdańszczanka, lekarka, działaczka społeczna i polityk, weszła do Sejmu jako przedstawicielka trójmiejskiej „Solidarności”, z rekomendacji Lecha Wałęsy. Tak zaczęła się jej wielka kariera w polityce. Traktowała ją jako formę pokojowej walki o niepodległość. Uważała, że polityka jest sztuką wypracowywania kompromisu umożliwiającego realizację interesów różniących się poglądami stron w imię wspólnego dobra – mówi Waldemar Ossowski, dyrektor Muzeum Gdańaka. W ratuszowej Wielkiej Sali Wety Olga Krzyżanowska została przedstawiona w trzech portretach, z których dwa odkrywają nowe tożsamości tej fascynującej postaci znanej nam dotąd głównie z działalności politycznej. Rodzinne pamiątki po ojcu, generale Aleksandrze Krzyżanowskim ps. „Wilk”, dowódcy wileńskiej AK, opaska z powstania warszawskiego Janiny Krzyżanowskiej, matki Olgi, czy przedmioty osobistego użytku pokazują panią marszałek od strony prywatnej, rodzinnej, mówią też o jej stosunku do małej ojczyzny, jaką po II wojnie światowej stał się dla niej Gdańsk. – Zamiarem organizatorów wystawy było też przełamanie stereotypu postrzegania bohaterki poprzez sylwetkę jej ojca, legendarnego generała „Wilka”. Chcemy zwrócić uwagę na kobiety, które wychowały i ukształtowały przyszłą lekarkę i polityk. Dlatego poznamy też doktor Josek, Janinę Krzyżanowską, której wojenne losy były nie mniej dramatyczne niż losy „Wilka”. Poznamy siostry Janiny: Magdalenę i Halę z Łopińskich, kobiety silne i niezależne. Mówi o nich również nasza bohaterka w dostępnej podczas wernisażu książce „Olga, córka Wilka” Aldony Wiśniewskiej i Magdaleny Krzyżanowskiej-Mierzewskiej – mówi kurator wystawy Janusz Marszalec. Dodajmy, że publikację wydawnictwa Agora można nabyć m.in. w kasie w Ratuszu Głównego Miasta. 6.06.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
  • aktualnych propozycji: 11983
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2019 KFP