logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 11994
XXIII Pomorski Konkurs Fotografii Prasowej Gdańsk Press Photo 2019 im. Zbigniewa Kosycarza odkrył przed nami piękne zdjęcia, przepełnione artyzmem, zachwycające wrażliwością twórców. Taki właśnie jest „niepodległościowy” żaglowiec widmo wyłaniający się z mgieł zasnuwających gdyński port – praca Dominika Wernera nagrodzona w kategorii „życie i świat wokół nas”, takie są piłkarskie „Szachy” Wojciecha Figurskiego, i tacy są turyści z Azji – bohaterowie gry świateł i cieni uwiecznieni w Gdańsku na ul. Długiej przez Mateusza Słodkowskiego. Grand Prix XXIII GPP zdobyła Karolina Misztal, fotoreporterka „Dziennika Bałtyckiego” i agencji "Reporter". Nagrodzone zdjęcie zrobiła 17 stycznia w Europejskim Centrum Solidarności. Była jedną z tysięcy mieszkańców, którzy tego dnia i tej nocy odwiedzali Ogród Zimowy, by pochylić się nad trumną z ciałem zamordowanego prezydenta Pawła Adamowicza, i zarazem była jedną z kilkudziesięciorga gdańszczan i gdańszczanek, którym w przeżywaniu tej niezrozumiałej śmierci nie mogło zbraknąć motywacji i odwagi do wykonywania obowiązków zawodowych, zgodnie z zasadami sztuki, zgodnie ze swoim sumieniem. Fotografowała prezydenta Adamowicza setki razy. Teraz, nagle, zamiast jego uśmiechu i przyjaznego spojrzenia, miała przed sobą pogrążone w bólu trzy jego najukochańsze w świecie dziewczyny. Miała pokazać Gdańsk żegnający swojego przywódcę – w trumnie okrytej flagą miasta, otoczonej morzem białych róż – i rozgrywający się na pierwszym planie dramat rodziny. Opowiedziała na swoim zdjęciu o tym najdelikatniej, jak można było. Przemówiły symbole, gesty, dłonie. Twarzy Magdaleny, Tereski i Antoniny nie widzimy. To bardzo ważne. – Wybór jury był jednogłośny. Praca Karoliny Misztal spełnia wszystkie warunki, by być zdjęciem najlepszym – przedstawia bardzo ważne wydarzenie, pokazuje je w sposób nieskomplikowany, prosty, i jednocześnie niezwykle ujmujący. Trudno mówić o pięknie wobec tragedii, ale można mówić o pięknym kadrze, nie epatującym tragedią wprost. To zdjęcie skupia uczucia. Skupia też w sobie niemal wszystkie wymiary i wątki ujęte w ocenionym przez nas również wysoko fotoreportażu Piotra Hukało zatytułowanym „Wydarzenia związane z atakiem na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza”. Fotoreportaż jest pełny i w swojej całości zamknięty – w kilku zdjęciach przedstawia to, co zmieniło Gdańsk, od pierwszej do ostatniej chwili, dlatego przyznaliśmy jego autorowi nagrodę w kategorii „wydarzenie”. Decydując o losie głównej nagrody – przypomnę, przyznawanej ponad podziałami na kategorie – wybraliśmy jeden kadr, którego wymowa jest najgłębsza – komentuje Anna Brzezińska-Skarżyńska, przewodnicząca jury. Zdaniem wieloletniej jurorki GPP, poziom konkursu obejmującego prace powstałe od kwietnia ubiegłego roku do końca marca roku 2019 był wysoki. Nie zabrakło tu niczego z rzeczy ważnych, które w tym czasie wydarzyły się w Gdańsku i w regionie, nie zabrakło też świeżego spojrzenia na wielkie małe sprawy życia codziennego. – Bardzo podoba mi się fotoreportaż „Szachy” autorstwa Mirosława Pieślaka nagrodzony w kategorii „sport” [autor wygrywa tę rywalizację po raz trzeci z rzędu – przyp. red.]. Jego humanistyczne spojrzenie na świat emocji towarzyszących rywalizacji sportowej niezmiennie zachwyca. Niezmiernie ciekawy jest także fotoreportaż Renaty Dąbrowskiej opowiadający o Annie Kamińskiej z Ośrodka Okresowej Rehabilitacji Zwierząt. Recz dla wszystkich, którzy kochają zwierzaki. Należę do nich. Ten fotoreportaż po prostu mnie wzruszył – wyznaje jurorka. Jury obradujące w składzie: Anna Brzezińska-Skarżyńska (Dom Spotkań z Historią), Christopher Niedenthal (Związek Polskich Artystów Fotografików) i Wojciech Marek Druszcz (Klub Fotografii Prasowej, członek zarządu stowarzyszenia ZAiKS) oceniło 905 zdjęć nadesłanych przez 49 autorów – amatorów i profesjonalistów – z województw zachodniopomorskiego i pomorskiego.

Wyniki XXIII Pomorskiego Konkursu Fotografii Prasowej Gdańsk Press Photo 2019 im. Zbigniewa Kosycarza.

Grand Prix: Karolina Misztal, „Trumna prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza”;
kategoria „wydarzenie”: nagroda – Piotr Hukało, „Wydarzenia związane z atakiem na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza”, wyróżnienia – Karolina Misztal, „Trumna prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza”, Piotr Hukało, ,,Zamieszanie wokół pomnika prałata Jankowskiego’’;
kategoria „kultura”: wyróżnienie – Renata Dąbrowska, „Nick Cave”;
kategoria „ludzie”: nagroda – Karolina Misztal,„Lech Wałęsa przegląda karty wyborcze”, wyróżnienie – Jan Rusek, ,,Murem za Pawłem’’;
kategoria „życie i świat wokół nas”: nagroda – Dominik Werner, ,,Gdynia. Zakończenie Rejsu Niepodległości’’, wyróżnienia – Mateusz Słodkowski, „Turyści z Azji na ulicy Długiej w Gdańsku’’, Jan Rusek – ,,Kompania’’;
kategoria „fotografia spoza regionu”: nagroda – Renata Dąbrowska, ,,Anna Kamińska z Ośrodka Okresowej Rehabilitacji Zwierząt’’ – fotoreportaż, wyróżnienie – Krzysztof Mania, ,,Katyń’’ – cykl dokumentalny;
kategoria „sport”: nagroda – Mirosław Pieślak, ,,Szachy’’ – fotoreportaż, wyróżnienie – Wojciech Figurski, ,,Szachy – trening taktyczny piłkarzy’’.
Do pokonkursowej wystawy, która tradycyjnie będzie gościć w pomorskich miastach, jury wybrało (i nagrodziło dyplomami) także kilkanaście innych zdjęć, których autorami są: Jacek Klejment, Mirosław Pieślak, Krzysztof Mystkowski, Aleksander Knitter, Marta Rosa, Piotr Żagiell, Adam Kozłowski, Adam Warżawa i Daniel Frymark.
Organizatorami konkursu są Nadbałtyckie Centrum Kultury i Kosycarz Foto Press, patronami i fundatorami nagród – marszałek województwa pomorskiego oraz prezydenci Gdańska, Sopotu i Gdyni. 13.06.2019 / KFP
Historia Żukowa ma już ponad 800 lat. Miastem kaszubska wieś stała się nie tak dawno, 1 stycznia 1989 roku. Starania o uzyskanie praw miejskich trwały długo, a za kolejnymi wnioskami kierowanymi do władz centralnych poprzeczka zwyczajnie szła w górę. Najbardziej rosły wymagania w sferze infrastruktury i urządzeń komunalnych. Sprostać im nie było łatwo – mówimy o czasach, kiedy roczne inwestycje gminne kształtowały się na poziomie ok. 100 złotych w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Dziś ta kwota przekracza 2 tysiące.
Wysiłki podejmowane przez lokalną społeczność w schyłkowym okresie epoki słusznie minionej zwieńczone zostały spektakularnym wydarzeniem zimą 1989 roku. 17 lutego na uroczystej sesji w sali gimnastycznej Szkoły Podstawowej nr 1 im. Obrońców Wybrzeża przewodniczący Rady Narodowej Miasta i Gminy Antoni Grzędzicki odebrał z rąk wiceprzewodniczącego Rady Państwa Zenona Komendera akt nadający Żukowu status miasta. Przypominamy tamte chwile na zdjęciach Zbigniewa Kosycarza w przeddzień uroczystej IX sesji Rady Miejskiej. O godz. 13 w piątek Żukowo świętuje w odrestaurowanym spichlerzu przy ul. 3 Maja 30-lecie praw miejskich. Dlaczego dopiero w czerwcu? – Chcieliśmy połączyć nasze święto z obchodami rocznicowymi pierwszych częściowo wolnych wyborów w powojennej Polsce. Nie bez znaczenia jest też fakt, że niedawno otworzyliśmy nasze nowe Centrum Kultury mieszczące się w zmodernizowanym XIX-wiecznym spichlerzu. To miejsce pozwoli nam godnie uczcić jubileusz miasta. Zaprosiliśmy na to wydarzenie wszystkich 86 radnych, którzy od 1989 roku zasiadali w radzie. Bardzo zależny nam na spotkaniu z nimi. Mając na uwadze podeszły wiek i stan zdrowia zaproszonych gości, założyliśmy, że frekwencja u progu lata będzie bliższa naszym oczekiwaniom aniżeli w środku zimy – wyjaśnia nam Piotr Lewna z Referatu Promocji i Komunikacji Społecznej UG w Żukowie. Miasto i gmina się rozwijają, to widać szczególnie w ostatnich kilkunastu latach. – Każdego dnia zaprzeczacie tym wszystkim głosom, którym Żukowo kojarzy się z dwoma nieprzepustowymi rondami – mówił niedawno marszałek województwa Mieczysław Struk, otwierając nowe Centrum Kultury w odrestaurowanym spichlerzu. Tu widać troskę o to, żeby lokalna społeczność mogła być dumna z tego miejsca. Dość powiedzieć, że tylko w ciągu niespełna 23 lat liczba mieszkańców gminy podwoiła się. Na koniec 2018 roku przekroczyła 37,5 tysiąca. 13.06.2019 / fot. Zbigniew Kosycarz / KFP
Mówił nam w niezwykle obrazowy sposób o Bogu, wierze, o prostych prawdach. Starał się dotrzeć do każdego i każdemu zanieść radosną wieść Zmartwychwstania Jezusa i nadzieje na własne zbawienie. Zmieniał świat, zmieniał nas, zmieniał Polskę. Jan Paweł II odwiedzał ojczysty kraj ośmiokrotnie. Z pielgrzymką apostolską na Pomorzu był dwa razy. W czerwcu 1987 roku papież spotkał się z wiernymi w Gdyni i Gdańsku. Do kolebki „Solidarności” dotarł dopiero po dziewięciu latach od objęcia pontyfikatu. Na tę wizytę długo nie chciały wyrazić zgody władze PRL. 12 czerwca rano Ojciec Święty rozpoczął program pobytu w Gdańsku od odwiedzenia kościoła Trójcy Świętej. Potem była podróż statkiem z sopockiego mola na Westerplatte. Tam, w obecności 35 żyjących obrońców placówki z roku 1939, papież spotkał się z kilkunastotysięczną grupą młodzieży. „Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte. Jakiś wymiar zadań, które musi podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować” – papieskie wezwanie odwołujące do bohaterskiej obrony półwyspu popłynęło wtedy z Westerplatte do serc milionów Polaków. Kolejnym punktem wizyty była wspólna modlitwa z ciężko chorymi w kościele Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Po opuszczeniu bazyliki papież przejechał pod pomnik Poległych Stoczniowców 1970, u stóp którego modlił się samotnie w milczeniu, odgrodzony od wiernych kordonami milicji i funkcjonariuszy służb specjalnych. Po obiedzie i krótkim odpoczynku w kurii biskupiej w Oliwie Ojciec Święty przejechał na Zaspę, by na pasie startowym starego lotniska przewodniczyć mszy św. pontyfikalnej, w której uczestniczyło blisko milion zgromadzonych, najwięcej w całej historii miasta. Niezapomnianym symbolem najważniejszego wydarzenia tej pielgrzymki był ołtarz papieski, zaprojektowany przez Mariana Kołodzieja w kształcie niedokończonego statku – „okrętu-kościoła” z trzema masztami-krzyżami oraz mostkiem kapitańskim, z którego papież wygłosił pamiętne pożegnanie kończące wizytę w Gdańsku. Włodarzom PRL ołtarz nieodparcie przywodził na myśl strajkujących stoczniowców. Do dziś praca Mariana Kołodzieja uważana jest za najpiękniejszy i najbardziej oryginalny z wszystkich ołtarzy papieskich, jakie powstały przy okazji ponad stu pielgrzymek Jana Pawła II. Został rozebrany w ciągu kilku dni zaraz po wyjeździe papieża. Fragmenty konstrukcji udało się zachować w budowanym wówczas na Zaspie kościele pw. św. Kazimierza. Po zakończeniu mszy św. pontyfikalnej tysiące jej uczestników sformowały pochód zmierzający w kierunku centrum miasta. Manifestacja została gwałtownie rozpędzona przez Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej. Znaczenie obecności Jana Pawła II w Gdańsku porównuje się z jego pierwszą pielgrzymką do Polski w roku 1979. Obie wpłynęły na przebudzenie Polaków, obie wyznaczały drogę do przemian zasługujących na miano przełomowych. 10.06.2019 / fot. KFP
Na zewnątrz temperatura powyżej 30 stopni. Mieszkańcy Gdańska i turyści chłodzą się w fontannie Czterech Kwartałów. 11.06.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
– Uczyli nas już od przedszkola, że małżeństwo to on i ona – te słowa wiele razy wybrzmiały w Gdańsku tego popołudnia. Ponad 10 tysięcy wiernych z archidiecezji gdańskiej przeszło ulicami miasta w X Marszu dla Życia i Rodziny. Trasa białego pochodu prowadziła spod Kaplicy Królewskiej przy ul. Świętego Ducha na tereny dawnej Stoczni Gdańskiej. W rejonie ul. Kadłubowców stanęła scena, na której zagrały zespoły chrześcijańskie Armia Dzieci i TGD. Uczestnicy manifestacji modlili się tu za miasto, tu również wysłuchali świadectw rodziny, otrzymując błogosławieństwo biskupa pomocniczego Zbigniewa Zielińskiego. Inicjatywa organizacji marszów odbywających się w ten weekend w całej Polsce zrodziła się z potrzeby głoszenia wartości życia ludzkiego od poczęcia aż do śmierci oraz pokazania, że rodzina to związek kobiety i mężczyzny otwarty na przyjęcie i wychowanie dzieci. Gdański biały pochód wpisywał się także w obchody 20. rocznicy wizyty Jana Pawła II na Pomorzu, podczas której Ojciec Święty odprawił pamiętną mszę na sopockim hipodromie. Wydarzeniu towarzyszyła kwesta na rzecz Domu Samotnej Matki w Matemblewie niosącego pomoc kobietom ciężarnym znajdującym się w trudnej sytuacji życiowej, skupiającego się na ratowaniu życia ludzkiego oraz wskazywaniu młodym matkom radości rodzicielstwa. Marsz zorganizowały Katolickie Stowarzyszenie Civitas Christiana, Bractwo Świętego Pawła, Ruch Czystych Serc Trójmiasto, Ruch Światło-Życie Archidiecezji Gdańskiej, Domowy Kościół – gałąź rodzinna Ruchu Światło-Życie, Droga Neokatechumenalna oraz gdańskie fundacje Gladius Gloriae i NaProCentrum. Patronat honorowym nad wydarzeniem objął metropolita gdański arcybiskup Sławoj Leszek Głódź. 9.06.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Zagadka rozsypanej partytury rozwiązana. Pomposa i Pomposo, bohaterki niedzielnych spektakli familijnych, zbierały jej kolejne kartki od października ubiegłego roku, wciągając w świat przygód muzyczno-teatralnych najmłodszych miłośników Opery Bałtyckiej. Opiekunowie kilkuletnich widzów również dobrze się tu bawili. Finałowe przedstawienie z Magdaleną Nanowską i Pauliną Wilczyńską w rolach tytułowych doprowadziło do spotkania z okropnym Bemolem, który niemało napsocił w tym familijnym świecie. Ale dość tego! Kompozytor jest wreszcie wolny, partytura ma wszystkie strony – czas na wspaniały koncert śpiewaków operowych. Sezon artystyczny 2018/2019 w Operze Bałtyckiej powoli dobiega końca. 22 i 23 czerwca pożegnamy się baletową premierą „Wieczoru latynoamerykańskiego” w choreografii Mauricia Wainrota i pod kierownictwem muzycznym José Marii Florêncio. Melomani udają się na wakacje, a zespół operowy rozpoczyna już przygotowania do kolejnego sezonu. Czym wypełni się jesienny repertuar edukacyjny, dowiemy się zapewne we wrześniu. 9.06.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Paweł Wojciechowski po raz trzeci z rządu wygrywa Tyczkę na Molo. Z rekordzistą najstarszej plenerowej imprezy lekkoatletycznej w Polsce na najwyższy stopień podium wskoczyła reprezentantka Grecji Helena Polak. O zwycięstwo w Sopocie znowu walczyły miksty. W ubiegłym roku, kiedy rywalizacja tyczkarzy i tyczkarek po raz pierwszy toczyła się w nowej formule, mistrz świata z Daegu (2011 r.) podzielił się złotem z Justyną Śmietanką, podopieczną Anny Rogowskiej. Zwycięzcy uzyskali wówczas 10,22 m, a „Wojciechowski solo” wynikiem 5,81 m ustanowił nowy rekord Tyczki na Molo. W tym roku triumfatorzy tak wysoko nie byli. Polsko-grecki duet osiągnął rezultat 10,17 m (5,71 + 4,46). O 5 cm niżej skoczyli Robert Sobera (5,66 m) i Szwedka Michaela Meijer (4,46 m). Na trzecim stopniu podium stanął duet z Wielkiej Brytanii Joel Benitez (5,26 m) i Sophie Cook (4,36 m), a kolejne miejsca zajęli: Lew Skorish (Izrael, 5,01 m) i Anna Łyko (4,26 m), Mateusz Jerzy (5,01 m) i Agnieszka Kaszuba (4,16 m) oraz Sebastian Chmara jr (4,81m) i Emilia Kusy (3,81 m). 8.06.2019 / fot. Jerzy Bartkowski / KFP
Dziennikarze z Hiszpanii, Litwy, Australii, Polski i Wielkiej Brytanii zostali laureatami Nagrody im. Macieja Płażyńskiego 2019. Doroczne wyróżnienia już po raz ósmy trafiły w ręce tych, którzy na niwie publicystycznej i informacyjnej służą Polonii, podejmują wysiłki na rzecz jej integracji z rodakami i mają na uwadze dobre imię Polski za granicą. Sprawy Polonii oraz Polaków mieszkających na obczyźnie zajmowały ważne miejsce w sercu i działalności publicznej patrona nagrody. Maciej Płażyński, pierwszy niekomunistyczny wojewoda gdański, marszałek Sejmu RP i wicemarszałek Senatu, był prezesem Stowarzyszenia Wspólnota Polska i jednym z inicjatorów powołania do życia gdyńskiego Muzeum Emigracji, które dziś przed południem ugościło laureatów. Jury wyłoniło czworo zwycięzców spośród siedemdziesięciu zgłoszeń.
W kategorii „dziennikarz medium polonijnego” nagrodę otrzymała Ilona Lewandowska z „Kuriera Wileńskiego” uhonorowana za odkrywanie i wnikliwe opisywanie nieznanych, poruszających historii polskich bohaterów na Kresach. Statuetkę dla „dziennikarza zagranicznego publikującego na temat Polski, Polaków i Polonii”odebrał Ignacio Temino Martinez z Hiszpańskiej Agencji Prasowej EFE, autor rzetelnych i wyważonych publikacji o wydarzeniach nad Wisłą w mediach hiszpańskojęzycznych. W kategorii „dziennikarz krajowy publikujący na tematy polonijne” nagrodę przyznano Agnieszce Burton za publikację „Wnuczek tylko na tablecie” w „Dużym Formacie” – pełną emocji opowieść o zatracaniu korzeni przez nowych emigrantów na Antypodach. – Kilka miesięcy temu, po 23 latach emigracji wróciłam z Australii do Polski. Ta nagroda jest dla mnie nowym wspaniałym startem. Bardzo za nią dziękuję! – powiedział Agnieszka Burton, odbierając statuetkę. Tytuł „redakcja medium polonijnego” przypadł tym razem grupie medialnej służącej polskiej społeczności w Wielkiej Brytanii – Polish Media London (Polskie Radio Londyn, tygodnik Cooltura, cooltura24.co.uk). Wyróżnienie w tej kategorii jury przyznało redakcji tureckiego czasopisma „Lehistan Sokağı” za przedstawianie obrazu współczesnej Turcji widzianego oczami tamtejszej Polonii i wysiłków podejmowanych na rzecz wzajemnego zrozumienia. Laureatów wyłoniło jury w składzie: Jakub Płażyński (przewodniczący), Jarosław Gugała (telewizja Polsat), Jerzy Haszczyński („Rzeczpospolita”), Małgorzata Naukowicz (Polskie Radio), Krzysztof Rak (dziennikarz, publicysta) oraz Karolina Grabowicz-Matyjas (dyrektor Muzeum Emigracji, sekretarz jury). – Wierzymy w to, co robimy, honorując co roku dziennikarzy piszących o Polsce i Polonii. Dla nas to jest nie tylko budowanie mostów między Polakami w Polsce i za granicą, ale także budowanie marki Polska. Obrady jury trwają kilka godzin, bywają burzliwe, ale zawsze kończą się konsensusem – powiedział przewodniczący jury Jakub Płażyński. Nagroda im. Macieja Płażyńskiego wręczana jest od 2012 roku z inicjatywy Press Club Polska – organizacji skupiającej ludzi mediów, Jakuba Płażyńskiego, prezydentów Gdańska, Gdyni i Sopotu oraz marszałka województwa pomorskiego. 8.06.2019 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Nie żyje Ryszard Bugajski, wybitny reżyser i scenarzysta, twórca pamiętnego „Przesłuchania” (1982 r.), określanego przez władze PRL jako najbardziej antykomunistyczny film epoki. Artysta zmarł w piątek wieczorem w Warszawie po długiej chorobie. Miał 76 lat.
Z filmem związany był blisko pół wieku. Pochodził z Warszawy. W 1973 roku ukończył studia na Wydziale Reżyserii w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Zaczynał w branży od obrazów dokumentalnych i spektakli Teatru TV. W roku 1979 zadebiutował w fabule filmem „Kobieta i kobieta”. Dwa lata później rozpoczął pracę nad „Przesłuchaniem”, jednym z najważniejszych dzieł w historii polskiej kinematografii. Obraz odsłaniający najczarniejsze karty PRL stał się bezpośrednią przyczyną rozwiązania Zespołu X Andrzeja Wajdy. Szykanowany przez komunę Bugajski w rok po nakręceniu filmu wyjechał z kraju. „Przesłuchanie” czekało na premierę siedem lat. Na 14. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni film otrzymał nagrodę dziennikarzy i publiczności, a rok później, także w Gdyni, nagrodę specjalną jury (Krystyna Janda, Janusz Gajos i Anna Romantowska otrzymali nagrody aktorskie). Ryszard Bugajski powrócił do Polski w połowie lat 90. W roku 2009 wyreżyserował znakomitego biograficznego „Generała Nila”, a w 2013 sensacyjno-polityczny „Układ zamknięty”, którego scenariusz napisali trójmiejscy dziennikarze Michał Pruski i Mirosław Piepka. Ostatnim filmem reżysera jest „Zaćma” (2016 r.) opowiadająca o „Krwawej Lunie”, funkcjonariuszce Urzędu Bezpieczeństwa, która w ostatnich latach życia próbuje odkupić grzechy popełnione w czasach stalinowskiego zamordyzmu. 8.06.2019 / fot. KFP
Trzymają formę od 1959 roku, smakiem zaskarbiły sobie sympatię kilku pokoleń Polaków – najbardziej Pomorzan – mają nawet własną stronę na Facebooku. Kojarzą się ze słońcem rozpalającym kąpieliska nad Zatoką Gdańską, z wakacjami i z bielą strojów, w których niegdyś paradowali po plaży sprzedawcy ze skrzynkami-lodóweczkami zawieszonymi na ramieniu na parcianym pasku. Lody Calypso są z nami od 60 lat. Dłuższą o rok metryką może poszczycić się dzisiejsze Przedsiębiorstwo Przemysłu Chłodniczego Lodmor przy ul. Długa Grobla 4a na Dolnym Mieście w Gdańsku. To właśnie tutaj, w ówczesnej Państwowej Chłodni Składowej, z taśmy produkcyjnej zjechały pierwsze kostki śmietankowych „calypsiaków”. Lodmor był wówczas jedynym producentem lodów jadalnych w Polsce działającym na skalę przemysłową. Aksamitne, lekko kremowe pyszności, niezmiennie produkowane w formie prostokątnych kostek opakowanych w „sreberko” z wizerunkiem głowy Murzynka, z czasem powiększyły paletę smaków. Dziś jest ich kilkanaście. W jubileuszowej ofercie Lodmoru, obok kultowych lodów śmietankowych wytwarzanych według oryginalnej receptury z 1959 roku, pojawiły się bardzo wykwintne kompozycje łączące aromat kawowy z bezami i daktylami, czekoladę ze słonym karmelem czy też czar słodkiego serka mascarpone z owocami leśnymi. Warto zwrócić uwagę na postaci uwiecznione na opakowaniach wyrobów z serii „60-lecie”. Lody Calypso mają wspaniałych swoich bohaterów. Czarno-białe fotografie pochodzą z czasów, kiedy ich przygoda z „calypsiakami” – jak się później miało okazać, także zawodowa – dopiero się zaczynała. Dwuletni wówczas Ewa jest dziś w Lodmorze szefową produkcji, Piotruś, tzn. Pan Piotr, kieruje działem sprzedaży, a Staszek pozujący do zdjęcia w marynarskiej czapce sprzedawał kultowe lody na gdańskich plażach już w latach sześćdziesiątych. 7.06.2019 / fot. KFP
  • aktualnych propozycji: 11994
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2019 KFP