logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 12958
Henryk Jaskuła był legendą polskiego żeglarstwa. Jako pierwszy Polak i trzeci żeglarz w historii samotnie opłynął świat bez zawijania do portów. 20 maja obchodziłby 40. rocznicę tego wydarzenia. Odszedł wczoraj wieczorem. Miał 96 lat. Wiadomość o śmierci Henryka Jaskuły przekazał prezydent Przemyśla Wojciech Bakun. „Odszedł od nas wybitny przemyślanin - kapitan Henryk Jaskuła. Żegluj kapitanie po niebiańskich oceanach” – napisał na Facebooku.
Henryk Jaskuła urodził się 22 października 1923 roku w Radziszowie (powiat krakowski). W wieku 10 lat wraz z rodziną zamieszkał w Argentynie. Do Polski wrócił w 1946 roku. Ukończył studia na wydziale elektromechanicznym Akademii Górniczej w Krakowie. Żeglarstwem zajął się w latach 60. W 1963 zdobył stopień sternika jachtowego w Ośrodku Szkolenia Morskiego w Jastarni, a w 1971 uzyskał stopień jachtowego kapitana żeglugi wielkiej. W roku 1964 odbył swój pierwszy rejs po Bałtyku na jachcie "Syrius". Jednym z najważniejszych portów w jego przygodzie pod żaglami była Gdynia. Tutaj 12 czerwca 1979 roku żeglarz rozpoczął swój historyczny rejs dookoła świata, i tutaj po 344 dniach go zakończył. Dokonał tego na jachcie "Dar Przemyśla". Trasa prowadziła z Gdyni wokół Przylądka Dobrej Nadziei, następnie na południe od Australii, wokół Przylądka Horn i z powrotem do Gdyni. 15.05.2020 / fot. Zbigniew Kosycarz / KFP
Premier Morawiecki ogłosił trzeci etap odmrażania gospodarki. 18 maja ruszą zamknięte od dwóch miesięcy salony fryzjerskie i kosmetyczne. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez IBRiS dla dziennika „Rzeczpospolita”, na ponowne otwarcie branży piękności czeka największa liczba Polaków – ponad 67 proc. badanych. Co oznacza powrót do normalności w nowym rygorze sanitarnym dla biznesu, którego specyfika na co dzień wiąże się z koniecznością stosowania wyśrubowanych standardów higieniczno-sanitarnych, dowiadujemy się z wytycznych opublikowanych w środowe popołudnie przez Ministerstwo Rozwoju. Rządowe zalecenia opracowane w porozumieniu z Głównym Inspektorem Sanitarnym, konsultowane uprzednio m.in. z Polskim Związkiem Przemysłu Kosmetycznego oraz Izbą Kosmetologów, mają nieco łagodniejszy wymiar od rekomendacji krążących od kilku dni w sieci. Przy wykonywaniu usług obowiązkowe jest noszenia rękawiczek, maseczek, a nawet gogli i przyłbic – to było oczywiste – ale nie ma już mowy o konieczności stosowania jednorazowej odzieży ochronnej i zmieniania jej „po każdym kliencie” oraz przechowywania płaszczy i kurtek klientów w workach, a co za tym idzie generowania śmieci i dodatkowych kosztów. W ogóle nie będzie poczekalni. Kawy czy herbaty w salonie też nie będzie. Przed ogłoszeniem wytycznych te kwestie budziły bodaj największe kontrowersje.
Na wizytę w salonie fryzjerskim bądź kosmetycznym trzeba będzie umawiać się przez internet lub telefon. Dla Joanny Tyszer, właścicielki pracowni fryzjerskiej w Gdańsku-Oliwie, to nic nowego. Przed ogłoszeniem stanu pandemii też tak było. W środę telefony znowu się urywały. Stałe klientki wydzwaniały od rana. W terminarzu wizyt na najbliższe trzy tygodnie trudno o wolne miejsce. – Stanowimy taką grupę zawodową, dla której dezynfekcja i czystość są sprawami pierwszorzędnymi. To nasza codzienność. Przyznam jednak, że niektórych rekomendacji dotyczących reżimu sanitarnego zwyczajnie nie rozumiem. Już choćby tak drobna rzecz jak zakaz podawania klientkom kawy czy herbaty zakrawa na absurd. Ne wiem, dlaczego gorące napoje zostały wykluczone, podczas gdy woda w jednorazowym opakowaniu jest dopuszczalna. Przecież wyparzamy naczynia w zmywarkach. Kawę można także podać w jednorazowym kubku. Poza tym, jak to się ma do miejsc, które serwują jedzenie i napoje na wynos? Nie rozumiem również zakazu prowadzenia rozmów przez telefon. Umawiamy się z klientami wyłącznie drogą internetową lub telefonicznie, natomiast klienci nie mogą używać urządzeń w salonie. Do sieciówek przychodzą ludzie, rozmawiają przez telefon, ocierają się niemal o siebie, decydują się na jabłko, potem z niego rezygnują i odkładają na miejsce, z którego je wzięli. Coś tu nie gra. Przecież aparat telefoniczny można zdezynfekować – mówi Joanna Tyszer.
Zakaz podawania kawy w salonach zaskakuje także Beatę Fryz, kobietę wielu pasji – wizażystkę, makijażystkę, masażystkę, beauty advisora, analityka medycznego transfuzjologa. – 18 lat pracuję jako wizażystka. Niegdyś jako masażysta prowadziłam własny gabinet. Wiem, że każdy salon fryzjerski musi mieć wyparzarkę albo maszynę do mycia naczyń i nie rozumiem tego, że nie można zrobić klientowi kawy czy herbaty – mówi pani Beata. Nasza rozmówczyni ma nadzieję, że wraz z przywróceniem działalności salonów fryzjerskich i kosmetycznych coś drgnie także w jej sytuacji zawodowej. Wszystko, w czym mogła się realizować, stanęło 14 marca – śluby, eventy, pokazy mody, sesje korporacyjne, szkolenia... – Wielu rzeczy nie da się odrobić. Klienci odeszli. Jestem freelancerem, muszę być w wielu miejscach, moja praca, tak jak praca fryzjera, polega na bezpośrednim kontakcie z klientem. Tu oddaję całe serce i umiejętności. Nie zastąpi tego żadne szkolenie online. Mam nadzieję, że po 18 maja coś się otworzy. Zatrzymały się wszystkie śluby. Panie dzwonią do mnie, pytają o próbny makijaż czy próbną fryzurę, ale nie wiedzą, jaka jest sytuacja, więc tak do końca niczego nie można ustalić. Niemal wszystkie mówią, że spotkamy się na makijażu jesienią. Wtedy będzie wesele. Teraz jest tylko ślub... Do tej pory wszystko było niedopowiedziane, ale myślę, że po 18 maja będzie można już malować i czesać pannę młodą. Mam nadzieję, że powrócą też niektóre imprezy. W takcie tzw. postojowego prowadzę działalność influencerki w sieci, żeby pokazać, że jestem, że zachowuję kontakt z klientem. Kobiety bardzo kochają kosmetyki. Wiem, że do tego wrócimy, niewiadomą pozostaje jedynie to, kiedy to się stanie – mówi Beata Fryz. 14.05.2020 / fot. Anna Rezulak / KFP
Zmarł Jerzy Łapiński, popularny aktor teatralny i filmowy, przez blisko 30 lat związany z Teatrem Wybrzeże. Miał 79 lat. O śmierci artysty poinformowała w czwartek w mediach społecznościowych jego córka Agnieszka. „Żegnaj Tato...” – napisała nad czarno-białym zdjęciem aktora.
Jerzy Łapiński urodził się 2 listopada 1940 roku w Lublinie. Pochodził z rodziny o artystycznych tradycjach, był wnukiem aktora Stanisława Łapińskiego oraz synem aktorki Krystyny Łapińskiej. Karierę zawodową rozpoczynał na deskach Teatru Ziemi Łódzkiej, Występował także w Teatrze Dolnośląskim w Jeleniej Górze i Teatrze Bogusławskiego w Kaliszu, a od 1968 roku związany był z gdańskim Teatrem Wybrzeże. Do śmierci pracował w Teatrze Narodowym w Warszawie. Jego oficjalnym debiutem na scenie Teatru Wybrzeże była rola w „Rzeczy listopadowej” Ernesta Brylla w reżyserii Marka Okopińskiego (23.11.1968 r.). W istocie publiczność oklaskiwała go tutaj już 1,5 miesiąca wcześniej, gdy w zastępstwie zagrał w „Tragedii o bogaczu i Łazarzu” w reżyserii Tadeusza Minca. Pożegnał się z Gdańskiem rolą Fiodora Karamazowa w sztuce „Kilka zdarzeń z życia braci Karamazow” według Fiodora Dostojewskiego w reżyserii Krzysztofa Zaleskiego (24.05.1997 r.). Na gdańskiej scenie wykreował wiele ciekawych ról w spektaklach reżyserowanych m.in. przez Stanisława Hebanowskiego, Ryszarda Majora, Krzysztofa Babickiego i Kazimierza Kutza. W Teatrze Wybrzeże wyreżyserował „Męża i żonę” Aleksandra Fredry (premiera 19.11. 1989 r.). Miłośnicy kina pamiętają Jerzego Łapińskiego z filmów „Krajobraz po bitwie” (1970) Andrzeja Wajdy, „Aktorzy prowincjonalni” (1978) Agnieszki Holland czy też z „Konsula” (1989) w reżyserii Mirosława Borka. Aktor miał na swoim koncie wiele epizodów w popularnych serialach. Mogliśmy go podziwiać m.in. w „Ojcu Mateuszu”, „Prawie Agaty”, „Na dobre i na złe”, „Świecie według Kiepskich”, „Kryminalnych”, „Plebani”, „Złotopolskich” i „07 zgłoś się”. 15.05.2020 / fot. KFP
Elegancka sylwetka łącząca klasykę z nowoczesnym wzornictwem przyciąga uwagę przechodniów. Bez dwóch zdań przy nabrzeżu Motławy powiało luksusem. Nieopodal kładki zwodzonej zacumował katamaran „Double Happiness”. Wielokadłubowiec z serii „80” to najmłodsze dziecko gdańskiej stoczni Sunreef Yachts. Jednostka zbudowana na zamówienie klienta z Państwa Środka swą nazwę wywodzi od tradycyjnego chińskiego ornamentu i symbolu małżeństwa. Oryginalny wystrój jachtu podkreśla elegancka kombinacja czerni, szarości i złotych akcentów. W projekcie wykorzystano między innymi tkaniny światłowodowe i dekoracyjne lustra sufitowe w salonie. W kokpicie rufowym zachwyca gości efekt gwiaździstego nieba. Ożaglowanie „Double Happiness” stanowią grot o powierzchni 200 m kw., gennaker (340 m kw.), genua (135 m kw.) i sztaksel (70 m kw.). Jednostka wyposażona jest w dwa silniki o mocy 280 KM każdy. 13.05.2020 / fot. Anna Rezulak / KFP
Zakwitły kasztany, a w szkolnych salach pusto. Po raz pierwszy od wielu lat rozłożyste drzewa obsypane białymi kwiatami nie stanowią symbolu matur. Z podobną nieprawidłowością zetknęliśmy się ostatni raz w maju 1993 roku, kiedy w większości polskich szkół egzaminy dojrzałości rozpoczęły się z opóźnieniem. Powodem maturalnych perturbacji był wówczas strajk oświaty, dziś źródłem wszelkich odchyleń od normy jest pandemia koronawirusa. Decyzją rządu tegoroczne matury rozpoczną się 8 czerwca. Wyjątkowym egzaminom, wyłącznie pisemnym, towarzyszyć będzie więc tym razem zapach białych kwiatów robinii akacjowej. Podobno działa uspokajająco.
W oczekiwaniu na powrót do normalności przypominamy, jak wyglądały matury, kiedy kwitły kasztany... 13.05.2020 / fot. KFP
W związku z ogłoszonym przez rząd drugim etapem znoszenia ograniczeń związanych z pandemią koronawirusa i zapowiedzianą możliwością otwarcia bibliotek, muzeów i galerii sztuki, od 12 maja otwarta została Biblioteka Główna, BIblioteka Manhattan, Biblioteka dla Dzieci, American Corner i Biblioteka Kokoszki. Pozostałe filie zostaną otwarte w poniedziałek 18 maja. W licznym gronie szczęśliwych czytelników odwiedzających dzisiaj Bibliotekę Manhattan byli: prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz, Marszałek Województwa Pomorskiego Mieczysław Struk, Wiesław Zawistowski, Jarosław Zalesiński dyrektor Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej, Barbara Frydrych. 12.05.2020 / fot. Anna Rezulak / KFP
Gdańszczanie dziękują medykom za poświęcenie i walkę z epidemią koronawirusa. Na jednym z przęseł estakady nad ulicą Siennicką powstał mural w hołdzie pracownikom ochrony zdrowia. Nad dziełem pracwał Marek Looney Rybowski, absolwent Wydziału Malarstwa i Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, współzałożyciel pierwszej trójmiejskiej grupy zrzeszającej artystów graffiti (DSC), autor wielu znanych prac zdobiących przestrzeń miasta. Jego najnowsza grafiku wpisuje się w kampanię władz Gdańska wspierającą środowisko medyczne. – Myślę, że taka forma wsparcia ludzi znajdujących się na pierwszej linii walki z epidemią, przyda się nam wszystkim – mówi artysta. Szczególnie teraz, kiedy coraz częściej słyszymy o przypadkach ostracyzmu i mowy nienawiści wobec lekarzy, pielęgniarek i personelu medycznego, praca Looneya nabiera głębi. W pełnej okazałości będziemy mogli ją zobaczyć w poniedziałek.
Po długim weekendzie plakaty z podziękowaniami dla pracowników ochrony zdrowia pojawiły się na gdańskich przystankach i w pojazdach komunikacji miejskiej. Wyrazy wdzięczności gdańszczanki i gdańszczanie mogą też wyrażać w komentarzach na profilach miasta w mediach społecznościowych lub w prywatnych wpisach oznaczając je #gdanskdziekuje. 7.05.2020 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Konzentrationslager Stutthof przeszedł do historii jako pierwszy i najdłużej istniejący hitlerowski obóz masowej zagłady ludności na terenach leżących w granicach dzisiejszej Polski. Działał od 2 września 1939 roku – początkowo jako obóz jeńców cywilnych – do 9 maja 1945 roku. Z rąk nazistów życie straciło w nim ok. 65 tys. więźniów pochodzących z 26 krajów.
Muzeum martyrologiczne upamiętniające ofiary hitlerowskich zbrodni powstało w oddalonym od Gdańska o 35 km Sztutowie w roku 1962. Sześć lat później, 12 maja, na terenie byłego obozu miała miejsce uroczystość odsłonięcia monumentalnego pomnika Walki i Męczeństwa zaprojektowanego przez Wiktora Tołkina, rzeźbiarza i architekta związanego przez kilkadziesiąt lat z Gdańskiem, żołnierza Armii Krajowej więzionego w latach 1942-44 w obozie koncentracyjnym Auschwitz. Zmarły przed siedmioma laty w Gdańsku artysta jest również autorem pomnika Walki i Męczeństwa wzniesionego na terenie byłego hitlerowskiego obozu koncentracyjnego na Majdanku. Monument w Sztutowie powstawał pod okiem Tołkina przez dwa i pół roku. Jako jeden z pierwszych polskich pomników został wykonany w betonie.
– Wiktor Tołkin zastosował tutaj taką samą technologię, jaką posłużył się przy budowie pomnika Zaślubin Polski z Morzem w Kołobrzegu. Koszt wykonania betonowego monumentu był kilkakrotnie niższy aniżeli budowa pomnika z tradycyjnych materiałów, takich jak granit czy piaskowiec. Nie obyło się oczywiście bez kontrowersji. Dyskutowano, czy materiał będzie wystarczająco trwały i czy artysta odda w nim w sposób sugestywny to, co przez zaprojektowaną przez siebie rzeźbę chciał wypowiedzieć. Były głosy, że w kamieniu rzeźba może być wykonana bardziej precyzyjnie – wspominał kilka lat po odsłonięciu pomnika Edmund Benter, ówczesny szef zespołu administracyjno-gospodarczego Muzeum Stutthof. Symbol pamięci o tysiącach pomordowanych składa się dwóch części: poziomego bloku, długiego na 48 metrów, pokrytego płaskorzeźbami o tematyce martyrologicznej, z wbudowanym w ścianę relikwiarzem, w którym złożone zostały prochy pomordowanych i spalonych na stosie całopalnym więźniów Stutthofu oraz 11-metrowej wysokości akcentu pionowego, wyrażającego ducha oporu i wolę zwycięstwa. Oba symbole połączył płaski kurhan.
W uroczystości odsłonięcia pomnika 12 maja 1968 r. uczestniczyły tysiące mieszkańców Pomorza. Wśród najważniejszych dostojników partyjnych byli m.in. sekretarz KC Zenon Kliszko, minister spraw wewnętrznych Mieczysław Moczar i I sekretarz KW PZPR w Gdańsku Stanisław Kociołek. – Z głośników rozlegały się głosy byłych więźniów, którzy w godzinnym programie relacjonowali wydarzenia z tamtych lat. O godz. 12 przy dźwiękach hymnu narodowego opadła z części pionowej pomnika flaga narodowa. Społeczeństwo polskie otrzymało jeszcze jeden artystyczny wyraz pamięci tragicznych wydarzeń lat wojny i okupacji – wspominał po latach Edmund Benter. Co ciekawe, pomnik wznoszony ze środków Społecznego Funduszu Odbudowy Stolicy oraz pochodzących z czynów społecznych, już w trakcie realizacji podrożał – z zakładanych początkowo blisko 3 mln zł do ponad 5,5 mln zł. Wzrost ceny był efektem zmian podwyższających wysokość bloku poziomego, jakich już po rozpoczęciu budowy dokonał w projekcie Wiktor Tołkin. Fundatorzy pokryli także koszty wykupu prywatnej działki, wartej ponad pół miliona złotych. 12.05.2020 / fot. Zbigniew Kosycarz / KFP
Trzy osoby zostały ranne w wypadku, do którego doszło dziś ok. godz. 11.30 na ul. Morskiej w Gdyni. Na wysokości Uniwersytetu Morskiego karetka pogotowia zderzyła się z ciężarówką. Pojazdy zmierzały w kierunku centrum. W wyniku kolizji ambulans uderzył w słup sygnalizacji świetlnej zawieszonej nad jezdnią. Ratownicy zostali przewiezieni do szpitala. Przyczyny wypadku bada policja. 11.05.2020 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Prezydent RP Andrzej Duda wspólnie z Ministerstwem Infrastruktury ogłosił ogólnopolski program budowy i modernizacji 200 przystanków kolejowych. Siedem z nich ma powstać do 2025 roku w Trójmieście. – W województwie pomorskim tych propozycji jest około dwudziestu. Wystarczy wymienić Czarną Wodę, Malbork, Gdańsk czy Gdynię – Mały Kack. Ministerstwo Infrastruktury wycenia nowe przystanki na około 10 mln zł. Modernizacje kosztować mają od 2 do 5 mln. Oczywiście są to tylko szacunki – poinformował dziennikarzy poseł Kacper Płażyński. Wspólna konferencja prasowa byłego gdańskiego radnego Prawa i Sprawiedliwości z kolegami partyjnymi sprawującymi obecnie tę funkcję – Andrzejem Skibą i Przemysławem Majewskim odbyła się na wiadukcie Brzeźno – Nowy Port. – Niedaleko stąd jest Letnica, a za nami modernizowane torowisko i miejsce, w którym według planów prezydenta Andrzeja Dudy mógłby się znaleźć nowy przystanek pasażerski. Razem z nowymi przystankami Nowe Szkoty i Gdańsk Zaspa Towarowa mógłby obsługiwać linię pasażerską, która byłaby odpowiedzialna za odbieranie pasażerów w tej części miasta. Letnica, Nowy Port i Brzeźno intensywnie się zabudowują. My, przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości z Gdańska, jak najbardziej popieramy plany uruchomienia linii kolejowej na tym odcinku. Popiera je również magistrat, z czego bardzo się cieszymy. I dlatego bardzo liczę na to, że gdańskie władze, nie tracąc czasu, podejmą ważne z punktu widzenia tych inwestycji decyzje, aby po prostu nam nie uciekły. Z tym, że ta linia jest potrzebna, zgadzamy się ponad podziałami – przekazał dziennikarzom Kacper Płażyński. Zdaniem posła PiS, w tej chwili kluczowe znaczenie dla proponowanych inwestycji ma odpowiedź na pytanie, w jaki sposób ta linia miałaby być realizowana, tzn. jakie jednostki miałyby na niej jeździć. Płażyński wystosował w tej sprawie zapytanie do prezydent miasta Aleksandry Dulkiewicz. Poseł prosi prezydent o udzielenie informacji marszałkowi województwa pomorskiego oraz Ministerstwu Infrastruktury na temat rekomendowanego przez miasto taboru. – To nie jest błaha sprawa. Jeżeli zdecydujemy się na tramwaje dwusystemowe, to te przystanki, które mają być budowane od nowa, też muszą być realizowane w nowych technologiach. Prosimy panią prezydent Dulkiewicz, aby określiła, jakie są aspiracje miasta w tym zakresie, po to, aby móc już w tej chwili zacząć prace nad kosztorysami, nad przetargami, nad tym, by w Gdańsku na tym odcinku powstały trzy nowe przystanki, a wkrótce ruszyły pociągi bądź dwusystemowe tramwaje, które mogłyby trafiać aż do zajezdni tramwajowej w Nowym Porcie – powiedział poseł Kacper Płażyński. Zdaniem radnego Andrzeja Skiby (mieszkańca Brzeźna od blisko 30 lat) problemy komunikacyjne w Gdańsku wymagają nowego podejścia. Te nowe realia to także wyzwania polegające na zapewnieniu ludziom z nowych osiedli bezpieczny i szybki dojazd do pracy. – Reaktywacja tej linii to wielka szansa dla mieszkańców Brzeźna, Nowego Portu, a przede wszystkim dla rosnącej liczebnie Letnicy – mówił dziś radny PiS. Przemysław Majewski podkreślał z kolei, że propozycje zaprezentowane przez prezydenta RP i Ministerstwo Infrastruktury są dobitnym przykładem na to, że władza centralna nie sekuje Gdańska. – Nie jest tak, jak zdaje się to prezentować pani prezydent Dulkiewicz, a także wiceprezydenci, szczególnie Piotr Borawski, którzy informują wszem i wobec, że Gdańsk jest pomijany w inwestycjach centralnych. Apelujemy do rządzących Gdańskiem, aby wykorzystali szanse, które się pojawiają – zachęcał radny Majewski. 11.05.2020 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
  • aktualnych propozycji: 12958
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2020 KFP