logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 13035
Biało-zielony tramwaj Pesa Jazz Duo im. Romana Rogocza już na ulicach Gdańska. Od dziś wóz o numerze bocznym 1070 jeździ na linii nr 6 Jelitkowo – Łostowice. Uroczystość nadania imienia legendarnego piłkarza Lechii najnowszemu pojazdowi GAiT miała miejsce w poniedziałkowy poranek na przystanku tramwajowym Nowe Ogrody. Patrona uczcili bliscy, przyjaciele, kibice, samorządowcy, przedstawiciele klubu i producenta pojazdu. Zaproszenie na uroczystość przyjęli również synowie Romana Rogocza – Andrzej i Piotr oraz córka Ilona. – Mój tata w 2002 roku na starym stadionie otrzymał gwiazdę, a w roku 2011 medal od prezydenta RP. Teraz jest ten piękny tramwaj. Proszę zwrócić uwagę, że te wydarzenia dzieli 9 lat, a mój tata właściwie zawsze grał z dziewiątka na koszulce – mówił wzruszony Andrzej Rogocz. – Tata nie miał samochodu. Całe życie jeździł – albo na Przeróbkę do pracy, albo na mecze na Traugutta – tramwajem – dodał syn patrona. – Kiedy zaczęłam chodzić na Lechię z prezydentem Pawłem Adamowiczem, jeszcze na Traugutta, pan Roman Rogocz zawsze był na trybunach, zawsze zagadnął, ale tylko w przerwach, bo w trakcie meczu był skupiony na tym, co dzieje się na boisku. Żył sprawami Lechii, sprawami klubu. Bardzo się cieszę, że biało-zielony tramwaj będzie mógł nosić imię tak szczególnego patrona – powiedziała prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz. – Ja osobiście nie miałem okazji poznać pana Romana Rogocza, natomiast rozmawiałem z wieloma osobami, które ten przywilej miały. Poza tym, że był to wspaniały striker – 107 goli robi wrażenie nawet w dzisiejszych czasach – to był to też człowiek niezwykle otwarty, serdeczny na innych ludzi – podkreślił Michał Hałaczkiewicz, dyrektor generalny Lechii Gdańsk. 15.06.2020 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Panorama Gdańska podziwiana z szczytu żurawia M3 (rocznik 1963) usytuowanego w sercu Stoczni Cesarskiej dołączyła do miejskich atrakcji w maju ubiegłego roku. Od czterech tygodni operatorzy dźwigu – punktu widokowego z Fundacji Społecznie Bezpieczni znowu zapraszają na górę. W długi weekend M3 bił rekordy popularności. Bilety rozchodziły się jak ciepłe bułeczki. Niedzielne wejściówki skończyły się w sobotę, odpowiednią pogodę gospodarze też zamówili z wyprzedzeniem. Żeby podziwiać taaakie pejzaże stoczniowe w świetle zachodzącego słońca, wystarczyło już tylko pokonać strach i 133 stopnie prowadzące na platformę widokową (30 m). Podobno przed nami skusił się na tę atrakcję polski Spider-Man. W końcu wszedł nawet żółw... niesiony na rękach przez opiekunkę. 14.06.2020 / fot. Anna Rezulak / KFP
Tłumy na Monciaku, na plaży i molo, wypełnione po brzegi ogródki gastronomiczne, zatłoczone ulice w centrum kurortu. Długi czerwcowy weekend w Sopocie upływa pod znakiem najazdu turystów. Pogoda nam dopisuje, gorzej z pamięcią o konieczności utrzymywania dystansu społecznego. 14.06.2020 / fot. Jerzy Bartkowski / KFP
„Belweder na kółkach” Szymona Hołowni wyruszył w Polskę wyborczą spod siedziby prezydenckiej w Warszawie przed tygodniem. Dziś po południu, po przejechaniu ponad 2 tys. km, kamper zatrzymał się w Gdyni. W spotkaniu z mieszkańcami miasta z marzeń na skwerze Kościuszki kandydatowi na prezydenta RP towarzyszyła małżonka Urszula Brzezińska-Hołownia, pilot myśliwca MiG-29 w 23. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Mińsku Mazowieckim.
– Mamy ogromny sentyment do tego miejsca. Kilka lat temu byłam tutaj ze znajomymi na pokazach Red Bulla, a zaraz potem wróciłam do Warszawy na jedną z pierwszych randek z Szymonem. Morze to siła. Czujemy, że to jest również nasze miejsce na ziemi. Mam wrażenie, że kiedyś zrealizujemy nasze marzenie i zamieszkamy nad polskim morzem – zapowiedziała żona Szymona Hołowni. – Dziękujemy za zaproszenie. Sprawdzimy, jak przedstawiają się ceny nieruchomości i pewnie damy radę – dodał kandydat na prezydenta. Wątkiem osobistym wprowadził słuchaczy w sferę marzeń o naszym wspólnym domu. – Jesteśmy w miejscu, które każe mi przypomnieć sobie, ile to już razy słyszałem w życiu: „ E tam, można sobie pomarzyć”. Jesteśmy w Gdyni, w mieście, które powstało z marzeń, w miejscu zbudowanym sercem, które się nie poddało, zbudowanym głową, która wiedziała, jak walczyć, żeby wygrać. Przyjechałem dziś tutaj, żeby powiedzieć wszystkim mówiącym „ma być tak, jak zawsze było”, że wcale nie musi tak być. Naprawdę nie musi być tak, jak było, naprawdę może być tak, jak być powinno – przekonywał Hołownia, wymieniając dziesiątki miast miejscowości, które odwiedził w ostatnim tygodniu, i w których spotkał wielu ludzi pełnych nadziei na zmianę i setki wolontariuszy, którzy jeszcze pół roku temu nie pomyśleliby, że mogą jakkolwiek zaangażować się w politykę.
– Znów uwierzyli, że polityka to nie ganianie za piłeczką rzuconą przez kogoś w Sejmie, że to szkoła, droga, zysk lub strata w firmie. Uwierzyli, że mają wpływ na Polskę (…) Myśmy te wybory już wygrali. Na naszych oczach, od zera obudziła się taka ilość wspaniałej, czystej obywatelskiej energii, powstało tyle więzi, tyle społecznego dobra, ile nie wygenerowała dotąd żadna partia. Tu żaden senator nie przegryza tętnicy posłowi, nie ma zemsty, nie Polski moherów i tuczących swoje ego poczuciem moralnej wyższości elit. Są ludzie (…) W państwie, które nie umie dać siły obywatelom, obywatel musi stać się politykiem, by powiedzieć milionom takich jak on: „chodźcie, znowu zbudujemy Gdynię”. Wymusimy opamiętanie na opętanych konfliktem politykach, rozliczymy Sasinów i Dudów, ale nie będziemy się mścić na ich wyborcach, będziemy z nimi budować to, co tamci im obiecali, ale zrobili, bo kłamali. Ja nie zamierzam wami rządzić, zamierzam rządzić z wami, pokazać wam, jak potraficie rządzić się sami. Chcę, uwalniając prezydenta, by nie musiał dzwonić do nikogo i pytać, co myśli, uwolnić wreszcie Polaków – powiedział Szymon Hołownia. Kandydat zadeklarował, że będzie prezydentem, który posprząta bałagan w siłach zbrojnych, obroni samorząd przed rządem, zawalczy o gotową na XXI wiek szkołę, pokaże Polakom, jak zarobić na zielonej transformacji, przygotuje i wdroży kompleksowy program ochrony zdrowia. – A jak partie nie będą chciały tego zrobić, to zrobimy to co teraz: zmontujemy obywatelską presję i wymusimy to na nich (…) Chcę być prezydentem, który przywróci nam poczucie, że Rzeczpospolita to nie coś, lecz ktoś. To ktoś bliski, ktoś, kto codziennie cię wspiera. Człowiek, jego ból, radość, smutek, plany, marzenia, nadzieje, rozmowa – to jest moja lewicowość i prawicowość. To jest mój konserwatyzm i to jest mój liberalizm. To jest mój żywioł: słuchanie, inspirowanie, rozwiązywanie problemów człowieka po człowieku. To jest coś, czym zajmuję się od lat. To od lat całe moje życie. Dlatego będę prezydentem, który obok twardych negocjacji rozwiązań systemowych z partiami nadal będzie na ulicach Żagania, Janowa i Godziszowa patrzył ludziom w oczy i powtarzał im tak długo, aż w to uwierzą, że Orlen czy TVP naprawdę nie muszą być co cztery lata politycznym łupem, że prokurator i sąd powinny być Polaków, a nie Ziobry, że możemy znowu siedzieć przy stole z Francją i Niemcami, a nie wypinać się na cały świat i łudzić się, że Donald Trump każdego ranka budzi się i pyta Melanię: „Czy już sprawdzałaś, co w mojej umiłowanej Polsce? Co słychać dziś nad Wisłą?” – mówił Szymon Hołownia, zachęcając słuchaczy, by 28 czerwca wybrali prezydenta, który prezydenturę – nie tylko kampanię – spędzi z ludźmi: prezydenta ludzi. „Głową i sercem!” – usłyszał w odpowiedzi hasło swojej kampanii skandowane przez gdynian zebranych na skwerze Kościuszki. 13.06.2020 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
„Badam fasady kamienic, by poprzez nie uchwycić jeden z wymiarów miejskiej tożsamości (...) Kamienice mają zasadniczy wkład w domenę miejskiej prywatności: magazynują i ochraniają codzienne życia swoich mieszczan. Ale mają też publiczną twarz – fasady. Od ponad dwóch dekad specjalizuję się w badaniu fasad, patrząc na nie pod szczególnym kątem: studiuję fasadę jako przedstawicielkę pewnej rodziny artefaktów, która według mnie ma szczególny, choć niedoceniany wpływ na odbiór całej ulicy, dzielnicy, a nawet miasta” – podkreśla Monika Zawadzka, architektka i antropolożka kulturowa, badaczka fenomenu miasta typu europejskiego, edukatorka, projektantka, autorka obrazów i tekstów.
Prace mieszkanki gdańskich Aniołków od piątku możemy podziwiać w Kolonii Artystów przy al. Grunwaldzkiej 51 we Wrzeszczu. Wystawa „Monika Zawadzka. Fasady” przemieszcza w przestrzeń galeryjną wielkowymiarowe obiekty, jakimi są fasady, reprezentowane poprzez formy pochwytnych artefaktów. Zaproponowane sposoby przedstawienia uruchamiają odmienny odbiór – w rozpisaniu na warstwy poszczególnych zmysłów – zadając pytania o relację integralności do dystansu obecną w doświadczaniu miejskości. Kwestionując świadomą uwagę oraz klarowność późniejszego przypomnienia, prace operują w polu przestrzennej pamięci, zakorzenienia, zależności osoby od miejsca. Ekspozycja rezonuje z badaniami lokalnych języków architektonicznych Wrzeszcza, dzielnicy, w której centralnym punkcie działa Kolonia Artystów, a monografia badawcza stanowi materiał źródłowy wystawy.
Ekspozycja „Monika Zawadzka. Fasady” czynna jest w godz. 12-20 (w soboty od 16 do 20). Wystawę można podziwiać w Kolonii Artystów (al. Grunwaldzka 51) do 7 lipca. 13.06.2020 / fot. Anna Rezulak / KFP
Od dwóch dni w pogodzie nad morzem dominuje mleko. Widok owianych mgiełką tajemnicy stoczniowych żurawi to efekt kontaktu napływającego do nas ciepłego i wilgotnego powietrza z chłodnym podłożem. Na korzyści wizerunkowe wzmożonej kondensacja pary wodnej w nadmorskim krajobrazie możemy liczyć także dzisiejszego wieczoru. 12.06.2020 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
„Więcej przestrzeni dla pieszych i rowerzystów w Gdańsku” – plan ogłoszony przez władze miasta przed kilkoma tygodniami powoli wchodzi w życie. Pierwsze zmiany w organizacji ruchu zaszły właśnie w Oliwie i we Wrzeszczu. Na razie do końca wakacji. W ten plan wpisuje się oddolna akcja „Otwieramy deptak na ul. Wajdeloty”. Na wniosek restauratorów, poparty przez radnych dzielnicy, popularna wrzeszczańska uliczka w czwartek zmieniła swój charakter na cztery dni. Na odcinku od od ronda im. Güntera Grassa do ul. Grażyny jezdnia ulicy Wajdeloty została zamknięta dla ruchu kołowego na rzecz przestrzeni rekreacyjnej dla pieszych i rowerzystów, a na chodnikach i w zatokach postojowych zrobiło się miejsce dla ogródków gastronomicznych. Możliwość podjęcia większej liczby gości to dla właścicieli lokali szansa na częściowe odrobienie strat spowodowanych pandemią koronawirusa. I rzeczywiście – jak mogliśmy zaobserwować w czwartkowe popołudnie – rozszerzona oferta tutejszych lokali spotkała się z dużym zainteresowaniem. – Obserwacje podjęte w dniach 11-14 czerwca pozwolą na podjęcie decyzji o ewentualnym przedłużeniu tego rozwiązania na sezon wakacyjny lub dłuższy. Mieszkańcy ulic Wajdeloty, Grażyny, Aldony i Konrada Wallenroda wyrażą swoje zdanie na ten temat w ankiecie – informuje Magdalena Kilian z Gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni. Okazuje się, że nie wszystkim mieszkańcom Wrzeszcza Dolnego pomysł przypadł gustu. Część z nich wyraziła już swoje zdanie. Ulica została oplakatowana ulotkami z treścią sprzeciwu, pod którym podpisało się ponad 300 osób. Mieszkańcy oraz właściciele małych i średnich przedsiębiorstw uważają, że podporządkowanie ich życia interesom sześciu lokali jest niedopuszczalne. Sprzeciwiają się wykorzystywaniu miejsc parkingowych przez restauratorów, obawiają się, że samochody będą rozjeżdżać ich podwórka, a rosnąca liczba stolików dla gości będzie oznaczać wzrost poziom hałasu. „Zamknięcie ulicy Wajdeloty to również ogromne zagrożenie dla życia i zdrowia, ponieważ spowoduje ogromne utrudnienia dla przejazdu karatek oraz straży pożarnej. Dojazd i wywóz śmieci jest już obecnie dużym problemem. Zamknięcie ulicy uniemożliwi dojazd pacjentów do przychodni i gabinetów (…) Nie jesteśmy przeciwni rozwojowi naszej ulicy. Przeprowadzona rewitalizacja oraz powstanie nowych punktów usługowych podniosły jej prestiż. Jesteśmy z tego powodu zadowoleni i zależy nam na życiu w harmonii z nowymi najemcami. Jednak ich działalność nie może zakłócać naszego codziennego życia oraz godzić w interesy innych przedsiębiorców” – argumentują przeciwnicy deptaka. 12.06.2020 / fot. Anna Rezulak / KFP
Kilkuset wiernych z parafii Zmartwychwstania Pańskiego na gdańskiej Strzyży dziękowało dziś Chrystusowi za ustanowienie Najświętszego Sakramentu i manifestowało swoją wiarę, wsłuchując się w słowa czterech Ewangelii odczytywane przy ołtarzach ustawionych przy sanktuarium Miłosierdzia Bożego. Zgodnie z zaleceniami archidiecezji gdańskiej procesja Bożego Ciała miała krótszą niż zwykle trasę. Dziękczynny pochód przebył drogę prowadzącą wokół świątyni w jej najbliższym sąsiedztwie. Ze względu na zagrożenie epidemiczne wielu uczestników procesji założyło maseczki chroniące nos i usta, pozostali starali się zachować społeczny dystans. Parafia zrezygnowała w tym roku z tradycji układania kwiatowego dywanu dla Pana Jezusa.
Sypanie kwiatów przez dziewczynki w komunijnych strojach towarzyszyło dziś pochodowi z udziałem wiernych z parafii pw. Matki Boskiej Nieustającej Pomocy w Gdańsku-Brętowie. Procesja Bożego Ciała przeszła ze świątyni ul. Słowackiego i Reymonta. Znacznie skromniejszy charakter miała uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa w parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Żukowie. Nie było tu procesji z ludem. Ulicami miasta i sołectw należących do gminy przeszli jedynie kapłani w asyście ministrantów i dzieci sypiących kwiatki. Wierni wychodzili na trasę, aby przyjąć błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem. Z tradycyjnej, tłumnej procesji zrezygnowała także parafia pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika i bł. Karoliny Kózkówny w Leźnie. Po sumie parafialnej i miniprocesji wokół kościoła ksiądz proboszcz Robert Jahns i wikariusz Krzysztof Gidziński odwiedzali parafian w Leźnie, Czaplach i Lniskach, by błogosławić im w domach – świątyniach. 11.06.2020 / fot. Anna Rezulak / KFP, Mateusz Ochocki / KFP
Centralne uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej w Gdańsku miały w tym roku wyjątkowy charakter. Z powodu pandemii koronawirusa adoracja Chrystusa w Najświętszym Sakramencie nie wyszła poza mury bazyliki Mariackiej. Po mszy odprawionej przez arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia procesja Bożego Ciała przeszła do czterech ołtarzy bocznych wewnątrz świątyni. 11.06.2020 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Każda ze 160 tysięcy historycznych cegieł tworzących elewację została ręcznie oczyszczona. Wszystkie wymagały kolorystycznego scalenia. Po wielu latach na wieżę budynku powrócił zegar. Jedno z największych wyzwań stanowiły naprawa i przywrócenie stolarki okiennej. Niektóre z 330 odrestaurowanych okien trzeba było odtworzyć na podstawie zachowanej dokumentacji zdjęciowej. Powoli dobiega końca rozpoczęty w kwietniu ubiegłego roku remont budynku Dyrekcji Stoczni Cesarskiej z 1871 roku, jednego z najważniejszych zabytków na terenach postoczniowych w Gdańsku. To początek rewitalizacji stanowiącej część projektu Młode Miasto. Inwestorem jest firma Stocznia Cesarska Development.
Po zakończeniu remontu planowanym na trzeci kwartał br. budynek o powierzchni użytkowej ok. 4 tys. m kw. utrzyma swoją pierwotną funkcję biurową i zostanie uzupełniony o przestrzeń coworkingową na dotychczas wyłączonych z użytkowania trzecim i czwartym piętrze. Pierwsi najemcy – m.in. biuro projektowe Seatech Engineering oraz Yetiz Interactive, zespół specjalistów z wieloletnim doświadczeniem w budowaniu komunikacji w Internecie – wprowadzą się tu zapewne na przełomie lipca i sierpnia. Układ funkcjonalny tego miejsca sprzyjać ma budowaniu relacji międzyludzkich. – Stocznia to przede wszystkim ludzie. Ludzie tworzyli tę przestrzeń w przeszłości i wierzymy, że tak będzie również w przyszłości. Mamy świadomość rangi tego miejsca. Chcemy nadać mu nowe życie i napisać tu nowe historie, szanując jego dziedzictwo. Budynek Dyrekcji to początek naszych działań, a zarazem zapowiedź efektu, jakiego życzylibyśmy sobie na terenie całej Stoczni Cesarskiej. Zaczynamy ziszczać ideę nowej społeczności – mieszkającej, pracującej i wypoczywającej w tym miejscu – zastępującej dawną społeczność stoczniową, której prawie już nie ma – mówi Gerard Schuurman, dyrektor projektu rewitalizacji Stoczni Cesarskiej.
Efekty prac prowadzonych na zewnątrz widać gołym okiem. Pod okiem specjalistów z zakresu konserwacji zabytków Dyrekcja odzyskała swoją historyczną bryłę. Rozbiórka budynku przy ul. Popiełuszki 175A dobudowanego do zabytku w latach 70. ubiegłego wieku (dawna centrala telefoniczna, w latach 2002-2007 siedziba Kolonii Artystów) pozwoliła odsłonić wschodnią ścianę gmachu dyrekcyjnego. Zabytek został wyposażony w nowoczesne systemy wentylacyjne, grzewcze i przeciwpożarowe. Niebawem rozpocznie się montaż zewnętrznej windy dla niepełnosprawnych. Wewnątrz trwają prace wykończeniowe. Przed wykonawcami są jeszcze m.in. odnowienie historycznych parkietów i drewnianych schodów, a także renowacja zabytkowej posadzki ceramicznej na parterze i drewnianej zabudowy w gabinecie dyrektora znajdującym się na najbardziej reprezentacyjnym, pierwszym piętrze. 10.06.2020 / fot. Anna Rezulak / KFP
  • aktualnych propozycji: 13035
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2020 KFP