logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 13058
Od sześciu tygodni trwa modernizacja 650-metrowego odcinka ulicy Chłopskiej w Gdańsku. Prace prowadzone na jezdni w kierunku centrum miasta – od ul. Piastowskiej do ul. Obrońców Wybrzeża – powinny zakończyć się z początkiem wakacji. Oprócz wymiany nawierzchni modernizacja obejmuje przebudowę zatok autobusowych oraz regulację wysokościową chodników w pobliżu przystanków komunikacji miejskiej. Wykonawcą jest firma Colas Polska. Koszt inwestycji to ponad 1,6 mln złotych.
Jak informuje Dyrekcja Rozbudowy Miasta Gdańska, w piątek 26 czerwca o godz. 20 na modernizowanym odcinku nastąpi zmiana organizacji ruchu. Do godziny 8 w sobotę 27 czerwca wszystkie pasy ruchu na jezdni w stronę centrum zostaną zamknięte. W tym czasie ekipy budowlane będą układać ostatnią warstwę ścieralną nawierzchni. Objazd będzie prowadzić ulicami Piastowską, Poznańską i Gen. Bora- Komorowskiego. 16.06.2020 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Spółka Lotos Kolej podpisała czteroletni kontrakt na przewozy paliwa lotniczego F-34 dla Sił Zbrojnych RP. Lider kolejowych przewozów towarów niebezpiecznych działa na tym polu od 2016 roku. Nowa umowa podpisana z 2. Regionalną Bazą Logistyczną RP przewiduje przewiezienie niemal trzykrotnie większej ilości ładunków aniżeli w minionych czterech latach.
– Zawarcie umowy ramowej na przewóz paliwa lotniczego F-34 cysternami kolejowymi na potrzeby Sił Zbrojnych RP jest gwarantem zabezpieczenia logistycznego jednostek wojskowych sił powietrznych kraju zarówno w czasie realizacji zadań szkoleniowych, jak i na poligonach. Wykonawca, spółka Lotos Kolej, jako sprawdzony w realizacji dotychczasowych umów partner logistyczny, jest gwarantem terminowego i profesjonalnego świadczenia usługi, co zapewnia realizację zadań przez siły powietrzne kraju – mówi płk Andrzej Magiera, zastępca komendanta 2. Regionalnej Bazy Logistycznej. Spółka Lotos Kolej będzie brała udział w łańcuchu logistycznym mającym na celu zaopatrzenie w paliwo baz lotniczych na terenie całego kraju, m.in. w Krakowie, Warszawie, Łasku, Krzesinach i Powidzu. Siły Zbrojne RP mają wykorzystywać paliwo lotnicze na każdym obszarze działań polskich Sił Powietrznych, od szkoleń i ćwiczeń typu Dragon, Eagle Talon czy Astral Knight, aż po zadania operacyjne wykonywane m.in. w ramach misji NATO Baltic Air Policing. – Spółka spełnia wszelkie normy bezpieczeństwa wymagane w przewozach towarów wysokiego ryzyka, a wykwalifikowani, doświadczeni pracownicy zapewniają wysoką jakość realizowanych usług. Cieszę, że możemy kontynuować współpracę z naszym strategicznym partnerem biznesowym – mówi Jaromir Falandysz, wiceprezes zarządu spółki Lotos Kolej. 16.06.2020 / Fot. KFP
Dąb Bażyńskiego w Kadynach cieszy się sławą najstarszego drzewa na Warmii i Mazurach. Dziś 740-latek pretenduje do dębowej korony Polski. Wielkopolska widzi w niej rogalińskiego Rusa, Świętokrzyskie oddaje cześć „ponadtysiącletniemu” Bartkowi. Na polu starszeństwa świadków naszych dziejów od lat najwięcej do powiedzenia ma reklama. Nauka skupia się na przyszłych pokoleniach. Sędziwe dęby odchodzą na naszych oczach. Rus pozostawi po sobie prawowitych potomków. Trzy lata temu naukowcom z Instytutu Dendrologii PAN w Kórniku udało się go sklonować z wykorzystaniem kultur in vitro. Bartek i „Bażyński” opierają się tej metodzie. Innej dzisiaj nie znamy...
Zacznijmy od Bartka. Najsłynniejsze i najokazalsze polskie drzewo rosnące na terenie leśnictwa Bartków, przy drodze wojewódzkiej nr 750 z Zagnańska do Samsonowa, to obowiązkowy punkt programu wędrówek szlakami województwa świętokrzyskiego. Za sprawą tradycji kultywowanej przez lokalną społeczność dąb wielokrotnie obchodził swoje 1000. urodziny. To magia dużych liczb, której lubimy ulegać. Prawda o matuzalemowym wieku Bartka jest dla niego łaskawsza. Eksperci w dziedzinie nauk leśnych szacują wiek świętokrzyskiego dębu na ok. 680 lat. Mogą się mylić – o powodach za chwilę – nawet o kilkadziesiąt lat. Okazalszą metryką, ogłoszoną przez leśników w 2000 roku, podważaną niejednokrotnie, ale już nie tak głośno przez specjalistów w dziedzinie biologii drzew, mógł do niedawna poszczycić się 800-letni Bolesław (imię otrzymał na cześć Chrobrego) rosnący w Bagiczu niedaleko Kołobrzegu. Cztery lata temu poraziła nas wiadomość, że najstarszy w Polsce dąb szypułkowy (Quercus robur) padł ofiarą wichury. Na owoce rosnącego w tym miejscu klonu Bolesława poczekamy kilkadziesiąt lat. Owoce reklamy już zostały przejrzane. Tragiczna dla Bolesława wichura pozwoliła rozwiać wątpliwości w kwestii jego wieku. Okazało się, że drzewo nie było takie stare. – Jak na 800-latka Bolesław nie był gruby – w obwodzie miał około 7 metrów – i to było podejrzane. Kiedy dąb się przewrócił, pobraliśmy materiał z jego pnia. Doktor Krzysztof Ufnalski zajmujący się badaniem wieku drzew zastosował dwie metody: datowanie izotopem węgla C14 oraz metodę porównawczą obwodu pnia do upakowania słojów – tzw. przyrostów rocznych, która polega na tym, że robi się odwiert świdrem Presslera i liczy słoje, a na następnie ekstrapoluje się do grubości drzewa, bo w środku pnie są najczęściej puste. Obie metody dały wyniki zbieżne z dokładnością do 50 lat. Bolesław miał około 450 lat i... dobrą reklamę – wyjaśnia nam profesor Paweł Chmielarz, kierownik Pracowni Biologii Rozmnażania i Genetyki Populacyjnej w Instytucie Dendrologii PAN w Kórniku.
Po śmierci Bolesława koronę Polski przejął... Chrobry, dąb rosnący w pobliżu rezerwatu przyrody Buczyna Szprotawska (Bory Dolnośląskie), w okolicy Piotrowic (powiat polkowicki). Wiek drzewa ocenia się na ok. 760 lat. Tyle tylko, że niewiele z majestatu króla zostało. Władcy dopiekli wandale. Drzewo płonęło wielokrotnie, po raz ostatni w listopadzie 2014 roku. Wtedy ucierpiało najbardziej. Chrobry nie poddawał się, walczył ze skutkami pożogi i wszechobecną suszą jeszcze przez kilka sezonów. W tym roku po raz pierwszy nie wypuścił ani jednego listka. To już przesądzone: dąb obumarł. Potomstwo pozostawił liczne w wielu zakątkach Polski. Jego dziećmi są dęby papieskie, z których najstarsze liczą sobie już po 15 lat. Wyhodowane z żołędzi Chrobrego poświęconych przez Jana Pawła II mają połowę genotypu słynnego rodzica, który był im... matką. Pyłek, czyli ojciec, pozostaje nieznany. Klon to jednak klon. – Mamy dwa klony Chrobrego. Mierzą po 50 centymetrów, są bardzo cenne i jeszcze przez dwa lata muszą rosnąć w pojemniku. Kiedy będą miały po 1,5 metra, gwarancja, że się przyjmą, będzie większa – mówi profesor Paweł Chmielarz.
Na terenie Polski spotkamy dziś ok. 500 dębów o obwodzie pnia przekraczającym 6 metrów. Te najbardziej sędziwe potrafią się roztyć do ponad 10 metrów. Nie oznacza to jednak, że król musi być najtęższy. Roczne przyrosty obwodu / średnicy pnia – pustego w przypadku tak wiekowych okazów – zależą w dużej mierze od jakości podłoża i najbliższego otoczenia drzewa. Oznaczanie wieku owianych legendami dębów to kwestia szacunków, a co za tym idzie, także grubych pomyłek. Najświeższym tego przykładem jest Rus rosnący w sąsiedztwie pałacu Raczyńskich w Rogalinie pod Poznaniem. Niespełna rok temu świat nauki ogłosił, że lider rogalińskich dębów (ok. 9,5 m w obwodzie) może mieć nie 520 lat, jak dotąd uważano, a nawet ponad 800 wiosen! Możliwe jest więc, że Chrobry odchodził, nie będąc królem. Rządził „Rusek”. Polska północna wolałaby pewnie widzieć na tronie dąb Bażyńskiego (obwód: ponad 10 m, wysokość: ok. 21 m) rosnący w Kadynach na terenie Nadleśnictwa Elbląg. W świetle badań przeprowadzonych w 2018 roku to niemal 740-latek. Drzewo z charakterystyczną przyziemną dziuplą zachwyca historią i wyglądem. Mimo że nosi na sobie oznaki stopniowego zamierania, znowu pięknie się zazieleniło. Co roku wypuszcza nowe liście, a co kilka lub kilkanaście lat obradza w żołędzie. Stoi tuż przy szosie prowadzącej z Elbląga do Tolkmicka, przy wjeździe do centrum Kadyn, na skraju górzystego rezerwatu Las Kadyński chroniącego bodaj najstarszy drzewostan rezerwatowy w kraju. Przeszło sto lat temu nazywane było 1000-letnim dębem Niemiec. Z kolei w latach 60. XX wieku uchodziło za żywą reklamę tysiąclecia państwa polskiego (załączamy zdjęcia autorstwa Zbigniewa Kosycarza). Dziś rozsławia imię dawnego właściciela Kadyn. Jan Bażyński (ok. 1390–1459) był szlachcicem pruskim i politykiem, jednym z przywódców opozycji antykrzyżackiej, dzięki któremu znaczne obszary Prus przyłączone zostały za panowania Kazimierza Jagiellończyka do Korony.
Zabójcza metryka to dla „Bażyńskiego” jeszcze nie wyrok. Można ją wydłużać o kolejne lata, trzeba zabiegać o nieśmiertelność genetyczną tak cennego dziedzictwa w kolejnych pokoleniach. Dębem opiekuje się Nadleśnictwo Elbląg. Wspierają pomnikowe drzewo naukowcy i samorządowcy, starając się chronić je przed skutkami zanieczyszczenia środowiska (bliskość szosy szczególnie mu nie służy), wahaniami poziomu wód gruntowych czy wszelkiej maści szkodnikami. – Pierwszy system drenażu zainstalowano w połowie lat 90. ubiegłego wieku. W latach 1993, 1996 i 2000 przeprowadziliśmy na dębie zabiegi konserwatorskie polegające na przycinaniu obumarłych gałęzi, czyszczeniu dziupli, skrobaniu murszu, smarowaniu preparatami przeciwgrzybicznymi czy zakładaniu siatek na dziuple zapobiegających gnieżdżeniu ptaków i depozycji liści. W roku 2000 wykonano specjalny system melioracji i napowietrzania korzeni, który prawdopodobnie został częściowo uszkodzony podczas ostatniego remontu drogi – informuje nas Jan Piotrowski, rzecznik prasowy Nadleśnictwa Elbląg. Leśnicy podjęli próbę wyhodowania potomstwa „Bażyńskiego” z nasion wysianych w szkółce leśnej. Przed kilkoma laty z dębu zostały pobrane jednoroczne pędy w celu zachowania jego genomu w Archiwum Klonów Drzew Leśnych w Bielsku Podlaskim. Uzyskane z nich szczepy będą mogły posłużyć jako materiał założycielski kultur in vitro... kiedy tylko pojawi się odpowiednia metoda. – Klonowanie in vitro opisane w literaturze dotyczy 300-letnich dębów. Z 800-letnimi sprawa jest trudna. Udało nam się z Rusem trzy lata temu. 800-letni dąb z Rogalina bardzo dobrze nam się namnożył. Nie możemy namnożyć Bartka. Próbujemy nadal. Dąb Bażyńskiego jest tak samo oporny jak Bartek. Dwukrotnie podejmowane przez nas próby sklonowania „Bażyńskiego” metodą in vitro nie powiodły się. Niestety, to jest cecha osobnicza drzewa. Taki genotyp. Po wprowadzeniu materiału do in vitro jego ilość zmniejsza się z miesiąca na miesiąc, aż w końcu szczepy wypadają zupełnie – wyjaśnia nam profesor Paweł Chmielarz z Instytutu Dendrologii PAN w Kórniku.
Paaanie „Bażyński”, to nie są czasy opozycji antykrzyżackiej. Pański wrodzony opór nikomu się nie opłaci. 15.06.2020 / fot. Anna Rezulak / KFP, Zbigniew Kosycarz / KFP
Biało-zielony tramwaj Pesa Jazz Duo im. Romana Rogocza już na ulicach Gdańska. Od dziś wóz o numerze bocznym 1070 jeździ na linii nr 6 Jelitkowo – Łostowice. Uroczystość nadania imienia legendarnego piłkarza Lechii najnowszemu pojazdowi GAiT miała miejsce w poniedziałkowy poranek na przystanku tramwajowym Nowe Ogrody. Patrona uczcili bliscy, przyjaciele, kibice, samorządowcy, przedstawiciele klubu i producenta pojazdu. Zaproszenie na uroczystość przyjęli również synowie Romana Rogocza – Andrzej i Piotr oraz córka Ilona. – Mój tata w 2002 roku na starym stadionie otrzymał gwiazdę, a w roku 2011 medal od prezydenta RP. Teraz jest ten piękny tramwaj. Proszę zwrócić uwagę, że te wydarzenia dzieli 9 lat, a mój tata właściwie zawsze grał z dziewiątka na koszulce – mówił wzruszony Andrzej Rogocz. – Tata nie miał samochodu. Całe życie jeździł – albo na Przeróbkę do pracy, albo na mecze na Traugutta – tramwajem – dodał syn patrona. – Kiedy zaczęłam chodzić na Lechię z prezydentem Pawłem Adamowiczem, jeszcze na Traugutta, pan Roman Rogocz zawsze był na trybunach, zawsze zagadnął, ale tylko w przerwach, bo w trakcie meczu był skupiony na tym, co dzieje się na boisku. Żył sprawami Lechii, sprawami klubu. Bardzo się cieszę, że biało-zielony tramwaj będzie mógł nosić imię tak szczególnego patrona – powiedziała prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz. – Ja osobiście nie miałem okazji poznać pana Romana Rogocza, natomiast rozmawiałem z wieloma osobami, które ten przywilej miały. Poza tym, że był to wspaniały striker – 107 goli robi wrażenie nawet w dzisiejszych czasach – to był to też człowiek niezwykle otwarty, serdeczny na innych ludzi – podkreślił Michał Hałaczkiewicz, dyrektor generalny Lechii Gdańsk. 15.06.2020 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Panorama Gdańska podziwiana z szczytu żurawia M3 (rocznik 1963) usytuowanego w sercu Stoczni Cesarskiej dołączyła do miejskich atrakcji w maju ubiegłego roku. Od czterech tygodni operatorzy dźwigu – punktu widokowego z Fundacji Społecznie Bezpieczni znowu zapraszają na górę. W długi weekend M3 bił rekordy popularności. Bilety rozchodziły się jak ciepłe bułeczki. Niedzielne wejściówki skończyły się w sobotę, odpowiednią pogodę gospodarze też zamówili z wyprzedzeniem. Żeby podziwiać taaakie pejzaże stoczniowe w świetle zachodzącego słońca, wystarczyło już tylko pokonać strach i 133 stopnie prowadzące na platformę widokową (30 m). Podobno przed nami skusił się na tę atrakcję polski Spider-Man. W końcu wszedł nawet żółw... niesiony na rękach przez opiekunkę. 14.06.2020 / fot. Anna Rezulak / KFP
Tłumy na Monciaku, na plaży i molo, wypełnione po brzegi ogródki gastronomiczne, zatłoczone ulice w centrum kurortu. Długi czerwcowy weekend w Sopocie upływa pod znakiem najazdu turystów. Pogoda nam dopisuje, gorzej z pamięcią o konieczności utrzymywania dystansu społecznego. 14.06.2020 / fot. Jerzy Bartkowski / KFP
„Belweder na kółkach” Szymona Hołowni wyruszył w Polskę wyborczą spod siedziby prezydenckiej w Warszawie przed tygodniem. Dziś po południu, po przejechaniu ponad 2 tys. km, kamper zatrzymał się w Gdyni. W spotkaniu z mieszkańcami miasta z marzeń na skwerze Kościuszki kandydatowi na prezydenta RP towarzyszyła małżonka Urszula Brzezińska-Hołownia, pilot myśliwca MiG-29 w 23. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Mińsku Mazowieckim.
– Mamy ogromny sentyment do tego miejsca. Kilka lat temu byłam tutaj ze znajomymi na pokazach Red Bulla, a zaraz potem wróciłam do Warszawy na jedną z pierwszych randek z Szymonem. Morze to siła. Czujemy, że to jest również nasze miejsce na ziemi. Mam wrażenie, że kiedyś zrealizujemy nasze marzenie i zamieszkamy nad polskim morzem – zapowiedziała żona Szymona Hołowni. – Dziękujemy za zaproszenie. Sprawdzimy, jak przedstawiają się ceny nieruchomości i pewnie damy radę – dodał kandydat na prezydenta. Wątkiem osobistym wprowadził słuchaczy w sferę marzeń o naszym wspólnym domu. – Jesteśmy w miejscu, które każe mi przypomnieć sobie, ile to już razy słyszałem w życiu: „ E tam, można sobie pomarzyć”. Jesteśmy w Gdyni, w mieście, które powstało z marzeń, w miejscu zbudowanym sercem, które się nie poddało, zbudowanym głową, która wiedziała, jak walczyć, żeby wygrać. Przyjechałem dziś tutaj, żeby powiedzieć wszystkim mówiącym „ma być tak, jak zawsze było”, że wcale nie musi tak być. Naprawdę nie musi być tak, jak było, naprawdę może być tak, jak być powinno – przekonywał Hołownia, wymieniając dziesiątki miast miejscowości, które odwiedził w ostatnim tygodniu, i w których spotkał wielu ludzi pełnych nadziei na zmianę i setki wolontariuszy, którzy jeszcze pół roku temu nie pomyśleliby, że mogą jakkolwiek zaangażować się w politykę.
– Znów uwierzyli, że polityka to nie ganianie za piłeczką rzuconą przez kogoś w Sejmie, że to szkoła, droga, zysk lub strata w firmie. Uwierzyli, że mają wpływ na Polskę (…) Myśmy te wybory już wygrali. Na naszych oczach, od zera obudziła się taka ilość wspaniałej, czystej obywatelskiej energii, powstało tyle więzi, tyle społecznego dobra, ile nie wygenerowała dotąd żadna partia. Tu żaden senator nie przegryza tętnicy posłowi, nie ma zemsty, nie Polski moherów i tuczących swoje ego poczuciem moralnej wyższości elit. Są ludzie (…) W państwie, które nie umie dać siły obywatelom, obywatel musi stać się politykiem, by powiedzieć milionom takich jak on: „chodźcie, znowu zbudujemy Gdynię”. Wymusimy opamiętanie na opętanych konfliktem politykach, rozliczymy Sasinów i Dudów, ale nie będziemy się mścić na ich wyborcach, będziemy z nimi budować to, co tamci im obiecali, ale zrobili, bo kłamali. Ja nie zamierzam wami rządzić, zamierzam rządzić z wami, pokazać wam, jak potraficie rządzić się sami. Chcę, uwalniając prezydenta, by nie musiał dzwonić do nikogo i pytać, co myśli, uwolnić wreszcie Polaków – powiedział Szymon Hołownia. Kandydat zadeklarował, że będzie prezydentem, który posprząta bałagan w siłach zbrojnych, obroni samorząd przed rządem, zawalczy o gotową na XXI wiek szkołę, pokaże Polakom, jak zarobić na zielonej transformacji, przygotuje i wdroży kompleksowy program ochrony zdrowia. – A jak partie nie będą chciały tego zrobić, to zrobimy to co teraz: zmontujemy obywatelską presję i wymusimy to na nich (…) Chcę być prezydentem, który przywróci nam poczucie, że Rzeczpospolita to nie coś, lecz ktoś. To ktoś bliski, ktoś, kto codziennie cię wspiera. Człowiek, jego ból, radość, smutek, plany, marzenia, nadzieje, rozmowa – to jest moja lewicowość i prawicowość. To jest mój konserwatyzm i to jest mój liberalizm. To jest mój żywioł: słuchanie, inspirowanie, rozwiązywanie problemów człowieka po człowieku. To jest coś, czym zajmuję się od lat. To od lat całe moje życie. Dlatego będę prezydentem, który obok twardych negocjacji rozwiązań systemowych z partiami nadal będzie na ulicach Żagania, Janowa i Godziszowa patrzył ludziom w oczy i powtarzał im tak długo, aż w to uwierzą, że Orlen czy TVP naprawdę nie muszą być co cztery lata politycznym łupem, że prokurator i sąd powinny być Polaków, a nie Ziobry, że możemy znowu siedzieć przy stole z Francją i Niemcami, a nie wypinać się na cały świat i łudzić się, że Donald Trump każdego ranka budzi się i pyta Melanię: „Czy już sprawdzałaś, co w mojej umiłowanej Polsce? Co słychać dziś nad Wisłą?” – mówił Szymon Hołownia, zachęcając słuchaczy, by 28 czerwca wybrali prezydenta, który prezydenturę – nie tylko kampanię – spędzi z ludźmi: prezydenta ludzi. „Głową i sercem!” – usłyszał w odpowiedzi hasło swojej kampanii skandowane przez gdynian zebranych na skwerze Kościuszki. 13.06.2020 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
„Badam fasady kamienic, by poprzez nie uchwycić jeden z wymiarów miejskiej tożsamości (...) Kamienice mają zasadniczy wkład w domenę miejskiej prywatności: magazynują i ochraniają codzienne życia swoich mieszczan. Ale mają też publiczną twarz – fasady. Od ponad dwóch dekad specjalizuję się w badaniu fasad, patrząc na nie pod szczególnym kątem: studiuję fasadę jako przedstawicielkę pewnej rodziny artefaktów, która według mnie ma szczególny, choć niedoceniany wpływ na odbiór całej ulicy, dzielnicy, a nawet miasta” – podkreśla Monika Zawadzka, architektka i antropolożka kulturowa, badaczka fenomenu miasta typu europejskiego, edukatorka, projektantka, autorka obrazów i tekstów.
Prace mieszkanki gdańskich Aniołków od piątku możemy podziwiać w Kolonii Artystów przy al. Grunwaldzkiej 51 we Wrzeszczu. Wystawa „Monika Zawadzka. Fasady” przemieszcza w przestrzeń galeryjną wielkowymiarowe obiekty, jakimi są fasady, reprezentowane poprzez formy pochwytnych artefaktów. Zaproponowane sposoby przedstawienia uruchamiają odmienny odbiór – w rozpisaniu na warstwy poszczególnych zmysłów – zadając pytania o relację integralności do dystansu obecną w doświadczaniu miejskości. Kwestionując świadomą uwagę oraz klarowność późniejszego przypomnienia, prace operują w polu przestrzennej pamięci, zakorzenienia, zależności osoby od miejsca. Ekspozycja rezonuje z badaniami lokalnych języków architektonicznych Wrzeszcza, dzielnicy, w której centralnym punkcie działa Kolonia Artystów, a monografia badawcza stanowi materiał źródłowy wystawy.
Ekspozycja „Monika Zawadzka. Fasady” czynna jest w godz. 12-20 (w soboty od 16 do 20). Wystawę można podziwiać w Kolonii Artystów (al. Grunwaldzka 51) do 7 lipca. 13.06.2020 / fot. Anna Rezulak / KFP
Od dwóch dni w pogodzie nad morzem dominuje mleko. Widok owianych mgiełką tajemnicy stoczniowych żurawi to efekt kontaktu napływającego do nas ciepłego i wilgotnego powietrza z chłodnym podłożem. Na korzyści wizerunkowe wzmożonej kondensacja pary wodnej w nadmorskim krajobrazie możemy liczyć także dzisiejszego wieczoru. 12.06.2020 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
„Więcej przestrzeni dla pieszych i rowerzystów w Gdańsku” – plan ogłoszony przez władze miasta przed kilkoma tygodniami powoli wchodzi w życie. Pierwsze zmiany w organizacji ruchu zaszły właśnie w Oliwie i we Wrzeszczu. Na razie do końca wakacji. W ten plan wpisuje się oddolna akcja „Otwieramy deptak na ul. Wajdeloty”. Na wniosek restauratorów, poparty przez radnych dzielnicy, popularna wrzeszczańska uliczka w czwartek zmieniła swój charakter na cztery dni. Na odcinku od od ronda im. Güntera Grassa do ul. Grażyny jezdnia ulicy Wajdeloty została zamknięta dla ruchu kołowego na rzecz przestrzeni rekreacyjnej dla pieszych i rowerzystów, a na chodnikach i w zatokach postojowych zrobiło się miejsce dla ogródków gastronomicznych. Możliwość podjęcia większej liczby gości to dla właścicieli lokali szansa na częściowe odrobienie strat spowodowanych pandemią koronawirusa. I rzeczywiście – jak mogliśmy zaobserwować w czwartkowe popołudnie – rozszerzona oferta tutejszych lokali spotkała się z dużym zainteresowaniem. – Obserwacje podjęte w dniach 11-14 czerwca pozwolą na podjęcie decyzji o ewentualnym przedłużeniu tego rozwiązania na sezon wakacyjny lub dłuższy. Mieszkańcy ulic Wajdeloty, Grażyny, Aldony i Konrada Wallenroda wyrażą swoje zdanie na ten temat w ankiecie – informuje Magdalena Kilian z Gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni. Okazuje się, że nie wszystkim mieszkańcom Wrzeszcza Dolnego pomysł przypadł gustu. Część z nich wyraziła już swoje zdanie. Ulica została oplakatowana ulotkami z treścią sprzeciwu, pod którym podpisało się ponad 300 osób. Mieszkańcy oraz właściciele małych i średnich przedsiębiorstw uważają, że podporządkowanie ich życia interesom sześciu lokali jest niedopuszczalne. Sprzeciwiają się wykorzystywaniu miejsc parkingowych przez restauratorów, obawiają się, że samochody będą rozjeżdżać ich podwórka, a rosnąca liczba stolików dla gości będzie oznaczać wzrost poziom hałasu. „Zamknięcie ulicy Wajdeloty to również ogromne zagrożenie dla życia i zdrowia, ponieważ spowoduje ogromne utrudnienia dla przejazdu karatek oraz straży pożarnej. Dojazd i wywóz śmieci jest już obecnie dużym problemem. Zamknięcie ulicy uniemożliwi dojazd pacjentów do przychodni i gabinetów (…) Nie jesteśmy przeciwni rozwojowi naszej ulicy. Przeprowadzona rewitalizacja oraz powstanie nowych punktów usługowych podniosły jej prestiż. Jesteśmy z tego powodu zadowoleni i zależy nam na życiu w harmonii z nowymi najemcami. Jednak ich działalność nie może zakłócać naszego codziennego życia oraz godzić w interesy innych przedsiębiorców” – argumentują przeciwnicy deptaka. 12.06.2020 / fot. Anna Rezulak / KFP
  • aktualnych propozycji: 13058
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2020 KFP