logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 12474
18 lat temu zaczęliśmy jeździć w Gdańsku po moście wantowym im. Jana Pawła II na Martwej Wiśle. Rocznica otwarcia przeprawy łączącej Wyspę Portową z drogą krajową numer 7 Gdańsk – Warszawa mija w tę sobotę. „Największy w kraju most podwieszany otwarty” – donosiły media 9 listopada 2001 roku. Ściślej rzecz ujmując, przez 10 lat – do czasu uruchomienia Mostu Rędzińskiego nad Odrą we Wrocławiu – gdański kolos był największym w Polsce mostem podwieszonym na jednym pylonie. – Ta inwestycja to ponownie zwrócenie się Polski w kierunku morza. Jest to chyba jeden z pierwszych obiektów, który ma tak duże znaczenie dla aktywizacji terenów portowych – podkreślał podczas uroczystości otwarcia mostu im. Jana Pawła II wicepremier i minister infrastruktury Marek Pol. W wydarzeniu udział wzięli m.in. wojewoda pomorski Jan Ryszard Kurylczyk, marszałek województwa Jan Zarębski, prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, metropolita gdański arcybiskup Tadeusz Gocłowski oraz liczni przedstawiciele Zarządu Morskiego Portu Gdańsk z prezesem Marianem Świtkiem na czele. Ten dzień był ukoronowaniem wieloletniego wysiłku portowców na rzecz zwiększenia dostępności terenów portowo-przemysłowych położonych na wschód od Martwej Wisły dla wielkotowarowego ruchu drogowego obejmującego m.in. Port Północny, Basen Górniczy, Półwysep Westerplatte i Przeróbkę. Budowa przeprawy trwała dwa lata. Nowatorska w skali kraju inwestycja kosztowała ponad 150 mln zł (niemal połowa środków pochodziła z kredytu Banku Światowego). Konstrukcja ze 100-metrowym pylonem była pierwszym w kraju mostem wantowym zaprojektowanym wyłącznie przez polskich projektantów. Nad projektem pracowali Krzysztof Wąchalski i Jan Tadeusz Kosiedowski z zespołem z gdańskiego Biura Projektów Budownictwa Komunalnego. Co ciekawe, powstały wówczas aż cztery projekty: dwa klasyczne z podporami w rzece i dwa warianty mostu wantowego. – Kiedy przedstawiliśmy propozycję budowy mostu podwieszonego, urzędnicy z Warszawy przyjęli ją entuzjastycznie, ale prosili, żeby pokazać też coś realnego. Okazało się jednak, że budowa tradycyjnego mostu wymaga szczególnych nakładów, ponieważ Martwa Wisła jest akwenem morskim. Taki most musiałby być wyższy i szerszy, a podpory w rzece bardzo mocne, tak aby wytrzymały uderzenie jednostek pływających ważących trzy tysiące ton. To podniosło koszt budowy zwykłego mostu tak, że zrównał się z ceną mostu wantowego – opowiadał Krzysztof Wąchalski w 2001 roku na łamach „Gazety Wyborczej”, przyznając, że wybór mostu wantowego był w tamtych czasach bardzo odważną decyzją. Nawet nadzorujący budowę inspektorzy z Wielkiej Brytanii byli zaskoczeni, że w Polsce realizuje się tak skomplikowane przedsięwzięcia. Przeprawa na Martwej Wiśle jako jedyna w Polsce wznoszona była metodą wspornikową, bez tymczasowych podpór w wodzie. Kolejne elementy mostu podnoszono z pływających po rzece barek i podwieszano na wantach. Wszystkie ważą około 26 tys. ton. Całkowita długość mostu to ponad 380 m (przy szerokości pomostu 21 m). Konstrukcja składa się z trzech przęseł. Rozpiętość przęsła nad nurtem rzeki wynosi 230 m. Most powinien służyć nam bezawaryjnie ponad 100 lat. 8.11.2019 / fot. KFP
„Solidarność: od godności człowieka do ponadnarodowej współpracy” to tytuł konferencji naukowej odbywającej się w ten weekend w historycznej Sali BHP Stoczni Gdańskiej. Organizatorami debaty są władze związkowe oraz Międzynarodowe Centrum Badań nad Fenomenem Solidarności – jednostka naukowa Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie. W gronie gości honorowych znaleźli się m.in. metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź, metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski oraz metropolita wrocławski abp Józef Kupny. Jeszcze kilka dni temu konferencja zapowiadana była przez władze NSZZ „S” jako spotkanie otwarte dla mediów. W czwartek okazało się, że nie dla wszystkich. W Sali BHP nie ma przedstawicieli „Gazety Wyborczej” i telewizji TVN. – „Solidarność" najpierw nas zaprosiła, a potem... wyprosiła, choć konferencja organizowana jest za publiczne pieniądze – pisze „Gazeta Wyborcza Trójmiasto”. Wczoraj obie redakcje otrzymały maila od rzecznika „S” Marka Lewandowskiego, który informuje dziennikarzy, że zgodnie z decyzją organizatorów nie otrzymali oni akredytacji uprawniających do udziału w konferencji. – Próbowaliśmy skontaktować się z rzecznikiem Lewandowskim, żeby wyjaśnić, o co chodzi, ale nie odebrał telefonu. To dziwne, bo trzy dni temu rzecznik przysłał nam maila zapraszającego na konferencję. Zapewniał w nim, że konferencja jest otwarta dla mediów i że związek zapewni dziennikarzom dźwięk oraz miejsce do pracy – relacjonuje trójmiejska mutacja „Gazety Wyborczej”. Przed rokiem dziennikarze „GW” i Radia TOK FM nie otrzymali akredytacji na krajowy zjazd delegatów NSZZ „S’”. – Mamy prawo zapraszać, kogo chcemy, i nie musimy się z tego tłumaczyć. Tak jak nie musimy tłumaczyć się z tego, jakich gości zapraszamy – wyjaśniał wówczas rzecznik prasowy związku zawodowego. 8.11.2019 / fot. Wojciech Stróżyk / Reporter / KFP
Kilkudziesięciu prezydentów i przedstawicieli polskich samorządów, podczas uroczystego otwarcia kongresu Smart Metropolia 2019 w Gdańsku zawiązało koalicję klimatyczną. Podpisując Deklarację Współpracy Klimatycznej Polskich Miast i Gmin, włodarze miast chcą lobbować na rzecz zminimalizowania skutków kryzysu klimatycznego i wpłynąć w ten sposób na rząd, aby ten przyłożył się do ograniczenia emisji dwutlenku węgla i paliw kopalnych.
– To wielki zaszczyt dla mnie być dzisiaj z wami tu, na Uniwersytecie Gdańskim. Jest to tym większy przywilej, że otrzymuję doktorat honoris causa na uniwersytecie cieszącym się tak wielką renomą w Polsce, Europie i na świecie. W imieniu ruchu olimpijskiego z ogromną wdzięcznością i z szacunkiem przyjmuję to wyróżnienie od waszego prestiżowej uczelni – powiedział dr Thomas Bach, prezydent Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, w czasie uroczystości nadania mu tytułu doktora honoris causa Uniwersytetu Gdańskiego. Bach jest utytułowanym sportowcem, byłym mistrzem olimpijskim, światowej sławy promotorem sportu i wybitnym prawnikiem. Zasłynął z zaangażowania w działania na rzecz sportu wyczynowego, propagowanie etyki rywalizacji sportowej (szczególnie walki z dopingiem) oraz działania na rzecz równego traktowania sportowców z całego świata. Od 2013 roku pełni funkcję prezydenta Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Senat Uniwersytetu Gdańskiego nadał mu najwyższe akademickie wyróżnienie za wkład w rozwój międzynarodowego ruchu olimpijskiego oraz działanie na rzecz praw człowieka i pokoju na świecie. Uroczystość nadania tytułu doktora honoris odbyła się dziś przed południem w Dworze Artusa. W nadzwyczajnym posiedzeniu Senatu UG udział wzięli pomorscy parlamentarzyści, przedstawiciele władz państwowych i samorządowych, przedstawiciele MKOl, sportowcy i społeczność akademicka UG. Gośćmi Uniwersytetu Gdańskiego byli m.in. wicemarszałek Senatu RP Bogdan Borusewicz, dyrektor generalny Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego Anna Budzanowska oraz prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Andrzej Kraśnicki. Na sali byli również obecni recenzenci przewodu doktorskiego doktora honoris causa – ks. prof. dr hab. inż. Stanisław Dziekoński z Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, prof. dr hab. Józef Lipiec z Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz prof. dr hab. Marek Rocki ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. – Nie ma wątpliwości, że od czasu objęcia przez dr. Thomasa Bacha stanowiska prezydenta MKOl ruch olimpijski przeszedł gwałtowną, ozdrowieńczą przemianę, dzięki czemu na nowo wybrzmiały fundamentalne reguły sportu w zakresie nie tylko doskonałości i uczciwości sportowej, ale także równości szans zawodniczych czy wzajemnego szacunku i solidarności – podkreślał prowadzący uroczystość prof. dr hab. Piotr Stepnowski, prorektor UG ds. nauki. Laudację wygłosił prof. dr hab. Andrzej Gąsiorowski, dyrektor Instytutu Politologii. – Walory osobiste dr. Bacha wskazują na jego nieprzeciętną wszechstronność, wielorakie kompetencje i formy zaangażowania, szczególnie na jedność, trwałość i tożsamość postawy etycznej oraz mocnego charakteru. Mistrz olimpijski, a jednocześnie wybitny prawnik i menedżer oraz niepospolity kreator i działacz światowego ruchu olimpijskiego – wszystkie te formy aktywności wskazują na nieprzypadkowy zestaw cnót – podkreślił profesor Gąsiorowski w swoim wystąpieniu. – Dla rodziny olimpijskiej to wielki zaszczyt, że Uniwersytet Gdański pozwolił uhonorować najwybitniejszego sternika światowego olimpizmu. Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do tej pięknej uroczystości – zaznaczył prezes PKOl Andrzej Kraśnicki, kierując szczególne słowa podziękowania do rektora UG prof. Jerzego Piotra Gwizdały oraz prorektora Piotra Stepnowskiego. O oprawę muzyczną uroczystości zadbały Akademicki Chór Uniwersytetu Gdańskiego pod dyrekcją prof. Marcina Tomczaka oraz kwartet smyczkowy Golden Gate String Quartet. Na zakończenie zabrzmiał utwór, którego nie mogło w tym dniu zabraknąć – „We are the Champions”. 6.11.2019 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Sfatygowane dachówki pamiętające początek lat 60. ubiegłego stulecia zniknęły z dachu Wielkiego Młyna w marcu tego roku. Na nową szatę zewnętrzną zabytek szykowany na przyjęcie Muzeum Bursztynu (za niespełna dwa lata) czekał kilka miesięcy. Właśnie zaczął się stroić w iście południowym stylu. Wczoraj dotarła do nas z Włoch pierwsza partia zamówionych przez Muzeum Gdańska (i zaakceptowanych przez konserwatora) dachówek typu mnich-miszka. Dwuelementowe protoplastki niderlandzkich esówek utworzą faliste, szczelne pokrycie, zapewniające dobrą wentylację oraz ochronę przed upałami, nadając jednocześnie bryle budynku elegancki, podniosły wygląd. Jak prezentują się mniszki, układane jak pierwsze, możemy zobaczyć już na dolnej części połaci dachowych. Montaż „żeńskich" i „męskich" elementów ceramicznych zakończy się około 20 listopada. – Żartobliwie można powiedzieć: od średniowiecza jest tak, że to mnich kryje mniszkę. I tego się nigdy nie zmieni – mówi nam Andrzej Gierszewski, rzecznik prasowy Muzeum Gdańska. Pokrycie z dachówek mnich-mniszka ma bardzo wyraziste linie pionowe linie, które tworzą leżące na przemian kanały i wzniesienia. Oba rodzaje mają kształt wycinka stożka. Mniszka, układana na spodzie, jest szersza w główce i zwęża się ku stopce. Dachówki tego rodzaju tworzą łódkowate zagłębienia, którymi woda spływa z dachu. Mnich nakrywający mniszkę ma odwrotne proporcje. Układa się go w taki sposób, żeby przykrywał styki mniszek i dociskał je do połaci, tworząc Tworzy wysoki fragment fali. 5.10.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP

Rozbierają dach Wielkiego Młyna
Ponad dwa miesiące temu historyczna Sala BHP była świadkiem podpisania umowy powołującej do życia Instytut Dziedzictwa Solidarności. Podczas uroczystości z okazji 39. rocznicy Porozumień Sierpniowych dokument podpisali wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego Jarosław Sellin oraz szef NSZZ „S” Piotr Duda. Dzisiaj w tym samym miejscu sygnatariusze umowy wręczyli powołania 19 z 21 członków Rady IDS.
– Żeby Instytut działał dobrze, potrzebne jest doradztwo. W każdej instytucji kultury powoływane są rady, które mają pomagać w działalności, złożone ze specjalistów, autorytetów, ludzi, którzy mają jakiś dorobek w dziedzinie, którą dana instytucja kultury się zajmuje. W uzgodnieniu ze związkiem zawodowym „Solidarność” postanowiliśmy taką radę skonstruować. Nieprzypadkowo składa się ona z 21 osób. To symboliczna liczba, która ma nawiązać do 21 postulatów „Solidarności” z Sierpnia '80. Są to osoby właściwe na właściwym miejscu – historycy zajmujący się ruchem „Solidarność”, jego twórcy, legendy, publicyści i dziennikarze, dla których to dziedzictwo wciąż ma znaczenie – mówił dziś w Sali BHP wiceminister Sellin. Przewodniczący związku Piotr Duda poinformował zebranych, że Rada nakreśli kierunki funkcjonowania Instytutu Dziedzictwa Solidarności. Podkreślił także, że wolą związkowców jest, aby Instytut działał nie po to, by kogoś zastępować (czytaj: Europejskie Centrum Solidarności), tylko by pokazywać prawdziwą historię Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”. – Członkowie Rady to osoby z tytułami naukowymi, ale także ci, którzy tworzyli związek zawodowy „Solidarność”. Chcemy, aby Instytut w swojej działalności objął patronatem nasz ruch w całym kraju. „Solidarność” rodziła się nie tylko w Gdańsku, Szczecinie czy Jastrzębiu, ale w wielu zakątkach Polski. Chcemy prowadzić badania naukowe, pokazywać prawdziwą historię dziedzictwa „Solidarności” w całej naszej kochanej ojczyźnie – zadeklarował Piotr Duda.
W skład Rady Instytutu Dziedzictwa Solidarności wchodzą: Piotr Łukasz Andrzejewski, Waldemar Bartosz, Bogdan Biś, Sławomir Cenckiewicz, Adam Chmielecki, prof. Krzysztof Dybciak, dr Barbara Fedyszak-Radziejowska, Roman Gałęzewski, Andrzej Gelberg, Andrzej Gwiazda, Adam Hlebowicz, Michał Karnowski, Andrzej Kołodziej, ks. Ludwik Kowalski, prof. Stanisław Mikołajczak, Michał Ossowski, Barbara Popiełuszko-Matyszczyk, Andrzej Rozpłochowski, Piotr Semka, dr Marcin Stefaniak, ks. prof. dr hab. Władysław Zuziak. 5.11.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
Odkrycie fragmentu ponad 80-letniego torowiska tramwajowego pod remontowaną nawierzchnią ulicy Bogusławskiego, w miejscu, gdzie łączy się ona z Targiem Węglowym (nieopodal Katowni), wywołało niemałe zainteresowanie miłośników historii miasta. Jak informuje nadzorujący prace Gdański Zarząd Dróg i Zieleni, oględzin znaleziska dokonał pomorski konserwator zabytków Igor Strzok, wskazując, że należy je zachować dla potomnych. Szyny pochodzące z pierwszej połowy lat 30. XX wieku (tory, po których tramwaje wjeżdżały z Wałów Jagiellońskich w ulicę Długą zostały tutaj położone w 1934 roku i funkcjonowały do końca lat 50.) nie trafią na złomowisko. Decyzją konserwatora odsłonięty fragment torowiska zostanie wyeksponowany z zachowaniem ducha epoki. Szyny obudowane będą kostką kamienną (poza tym miejscem ulica po remoncie ponownie pokryje się asfaltem). Prace na ul. Bogusławskiego potrwają do końca listopada. 5.10.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Po meczu na Stadionie Miejskim w Gdyni Legia Warszawa otwiera ligową tabelę. Arka zamyka stawkę. Tę różnicę było dziś widać na boisku, choć żółto-niebiescy grający od 30 minuty w dziesiątkę (czerwona kartka dla Nando Garcii) mogli skończyć tę potyczkę w lepszych nastrojach. Legia długo nie potrafiła znaleźć pomysłu na sforsowanie gdyńskiej defensywy. Kto wie, czy ta sztuka udałaby się najskuteczniejszemu legioniście Jarosławowi Niezgodzie (to jego ósma bramka w rozgrywkach), wprowadzonemu na boisko na pół godziny przed ostatnim gwizdkiem, gdyby gdynianom nie przydarzył się poważny błąd w środkowej części boiska. Po podaniu Luquinhasa na wolne pole Niezgoda znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Steinbors robił w tym meczu, co mógł, ale tym razem, choć znowu był bliski obrony, już nie dał rady. Gdynia dłużej będzie rozpamiętywać dwie inne sytuacje. Obie wydarzyły się przed bramką legionistów. W 40 minucie byliśmy przekonani, że Luis Rocha fauluje Marko Vejinovicia, a w doliczonym czasie – także w polu karnym – widzieliśmy, jak Artur Jędrzejczyk ciągnie za koszulkę wyskakującego do piłki Macieja Jankowskiego (główkował niecelnie). Sędziowie nie dopatrzyli się przewinień legionistów.
Arka Gdynia – Legia Warszawa 0:1 (0:0). Bramka: Jarosław Niezgoda (78’). Czerwona kartka: Nando Garcia (30’). Widzów: 7416.
ARKA: Steinbors – Zbozień, Maghoma, Marciniak, Wawszczyk – Danch – Nando, Nalepa (80’ Marcus), Vejinović, Jankowski – Skhirtladze (72’ Siemaszko). 3.11.2019 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Protestują przeciwko złu, które dzieje się w archidiecezji gdańskiej. Napisali list do papieża Franciszka, w którym domagają się odwołania metropolity gdańskiego abp. Sławoja Leszka Głódzia – za bierność wobec księży, którzy dopuścili się pedofilii, za poniżanie i szantażowanie podwładnych. Są przekonani, że duszpasterz stracił moralną wiarygodność, niezbędną do pełnienia posługi biskupa diecezjalnego i jest dla wiernych przyczyną zgorszenia. Około stu wierzących i praktykujących katolików spotkało się dziś wczesnym popołudniem pod kurią biskupią w Oliwie, by zaprotestować przeciwko temu, co stało się z ich Kościołem. Zgromadzeni czytali Pismo Święte, modlili się, mówili o tym, co ich boli, solidaryzowali się z księżmi, którzy mieli odwagę głośno powiedzieć o tym, co się nie godzi. W dłoniach trzymali kartki z hasłem „Odzyskajmy nasz Kościół”. – Jesteśmy tu dziś żeby wyrazić naszą solidarność i wsparcie wobec ofiar pedofilii w naszej diecezji, wobec prześladowanych księży, tych wszystkich, którzy są zgorszeni tym, co się dzieje w diecezji. Chcemy im pokazać, że będziemy stać za nimi murem, nie będziemy zasłaniać się tylko modlitwą, chcemy im dać realne wsparcie. Stoję tu dzisiaj, żeby wyrazić solidarność z tymi wszystkimi, którzy zostali zranieni przez naszego arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia, przez jego arogancję, zaniechania, przemoc słowną czy psychiczną. Stoję tutaj, bo czuję się odpowiedzialna za nasz Kościół i nie uważam, że nazywanie zła złem jest systemowym atakiem na duchowieństwo. Gdy tydzień temu postanowiłam zareagować, okazało się, że jest nas dużo, że jest wiele osób, które się nie zgadzają na to, co się dzieje w naszej diecezji. Niektórzy z nich przez swoją odwagę i zaangażowanie narazili się już na ostracyzm swojego otoczenia. Im też należą się słowa podziękowania i wsparcia. Kiedy za chwilę będziemy trwali w modlitwie i milczeniu, zastanówmy się, jakie uczynki miłosierdzia i co możemy zrobić dla ofiar pedofilii, dla prześladowanych księży, jak możemy wesprzeć tych szesnastu odważnych księży, którzy przeciwstawili się naszemu biskupowi, którzy napisali list do nuncjusza. Pamiętajmy, że Jezus będzie nas rozliczał z miłości wobec najsłabszych, najbardziej pokrzywdzonych, z miłości wobec tych, o których często nikt nie pamięta – mówiła w Oliwie Justyna Zorn, jedna z inicjatorek dzisiejszego zgromadzenia. 3.11.2019 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Mecz Trefla Sopot z GTK Gliwice znowu rozgrzał Ergo Arenę do czerwoności. Przed rokiem gościom ze Śląska w czwartej kwarcie udało się odwrócić losy emocjonującej potyczki i zwyciężyć 99:96. W sobotę scenariusz gry układał się podobnie, ale tym razem z 99-punktowej zdobyczy na koniec cieszyli się gospodarze. Czwarta kwarta ponownie była istną huśtawką emocji. Gliwiczanie robili wszystko (80:76, 88:84), by utrzymać miano drużyny niepokonanej w meczach wyjazdowych, jednak decydujące akcje należały tego dnia do Camerona Ayersa i Michała Kolendy. Najlepszym graczem gospodarzy był Carlos Medlock, zdobywca 18 punktów (7 asyst). W ekipie gości wyróżniał się Duke Mondy (15 pkt. i 3 asysty). Trefl Sopot wygrał z GTK Gliwice 99:94 (26:21, 24:25, 23:22, 26:26) i nadal cieszy się mianem ekipy niepokonanej przed własną publicznością.
TREFL: Leończyk 14 pkt. (4 zbiórki), Foulland 14 (8), Ayers 15 (6), Medlock 18, M. Kolenda 10 oraz Ł. Kolenda 4, Kurpisz, Kowalenko 15, Roberson 9 (4). 2.11.2019 / fot. Jerzy Bartkowski / KFP
  • aktualnych propozycji: 12474
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2019 KFP