logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 12683
Trzy dni temu prasę obiegał informacja, że na dzisiejszym posiedzeniu Senatu Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku ma zapaść uchwała dotycząca rozpoczęcia postępowania w sprawie nadania przez uczelnię tytułu doktora honoris causa Andrzejowi Dudzie, prezydentowi RP. Wieści o tej inicjatywnie wzbudziły zrozumiałe zainteresowanie mediów. Od razu też zrodziły się kontrowersje. Dziennikarze byli w środowe przedpołudnie przed Salą Senacką AWFiS. Obrady odbywały się za zamkniętymi drzwiami. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie jeszcze przed rozpoczęciem posiedzenia, najwyższy organ kolegialny uczelni nie zajmuje się dziś sprawą nadania tytułu prezydentowi RP. Potwierdziła to w rozmowie z portalem trojmiasto.pl rzecznik prasowy AWFiS Karolina Rogowska. – Senat nie rozpatrywał dziś tej uchwały. Została ona zdjęta z porządku obrad, ale to nie oznacza, że nie zostanie ona podjęta w późniejszym terminie. Na pewno jednak poczekamy na decyzję w tej sprawie, ponieważ sprawa nabrała wymiaru politycznego, a w związku z kampanią wyborczą, chcemy zaczekać najprawdopodobniej na jej koniec - powiedziała Karolina Rogowska.
„Nie do przecenienia jest ogromny wkład pana prezydenta jako głowy państwa w upowszechnianie i rozwój sportu amatorskiego i profesjonalnego w Polsce, co w ocenie wnioskodawcy jest główną przesłanką do wyróżnienia go zaszczytem, jakim jest nadanie tytułu Doktora Honoris Causa AWFIS" – napisał w grudniu 2019 roku we wniosku do rektora uczelni dr. hab. Waldemara Moski prorektor ds. studenckich prof. Paweł Cięszczyk. Dokument jako pierwszy udostępnił dziennikarz RMF Kuba Kaługa. 9 stycznia br. profesor Cięszczyk został wybrany na nowego rektora AWFiS na kadencję 2020-2024. Wobec jego poprzednika toczy się postępowanie w sprawach wyprowadzenia z uczelni 4,5 mln zł, wyłudzenia ministerialnej dotacji w wysokości 1 mln zł, plagiatów, dyskryminowania pracowników i studentów oraz łamania praw pracowniczych. 5.02.2020 / fot. KFP
7 lutego 1959 roku w gdańskim kinie Leningrad odbyła się prapremiera „Orła” w reżyserii Leonarda Buczkowskiego („Zakazane piosenki”, „Skarb”). To jeden z pierwszych filmów w dziejach światowej kinematografii rozgrywających się na pokładzie łodzi podwodnej. Dziś nieco zapomniany, 60 lat temu przyciągał tłumy. Premiera obrazu inspirowanego historią brawurowej ucieczki polskiego okrętu z internowania w Tallinie oraz przejścia jednostki pod ostrzałem niemieckiej floty i samolotów przez cieśniny duńskie do Anglii jesienią 1939 roku miała bardzo uroczysty charakter. Razem z widzami „Orła” oglądali reżyser i scenarzysta Leonard Buczkowski, współautor scenariusza, lotnik i popularny pisarz Janusz Meissner, operator Seweryn Kruszyński szef produkcji zespołu „Kadr” Ludwik Hager oraz konsultant filmu z ramienia Marynarki Wojennej komandor Bolesław Romanowski, dowódca ORP Jastrząb, ORP Sokół i ORP Dzik. Rok wcześniej ekipę filmową przy pracy można było spotkać w gdyńskim porcie i na wodach Zatoki Gdańskiej. Tam był Bałtyk i Morze Północne. „Orła” zagrał bliźniaczy ORP „Sęp” (internowany w Szwecji 17 września 1939 r. przetrwał wojnę na jeziorze niedaleko Sztokholmu). Na premierze pojawili się także wspaniali aktorzy: Aleksander Sewruk (komandor Kozłowski), Jan Machulski (porucznik Pilecki), Michał Gazda (mat Okoń), Zbigniew Filus (bosman Pierzchała) oraz wybitna postać Teatru Wybrzeże – Tadeusz Gwiazdowski, który w filmie Buczkowskiego wcielił się w postać bosmana Bryta. Zabrakło wśród gości kapitana Grabińskiego i mata Rokosza, czyli Wieńczysława Glińskiego i Bronisława Pawlika. Ich kreacje należą do najmocniejszych stron filmu. Zabrakło również przedstawicielek płci pięknej. W 50-osobowej obsadzie filmu nie ma ani jednej kobiety. W „Orle” wypatrzymy za to stawiających pierwsze kroki w zawodzie aktorskim: marynarzy Henryka Bistę, Romana Wilhelmiego i Jerzego Kamasa oraz kucharza Stanisława Bareję (nie występują w napisach).
Film się podobał. Krytyka przyjmowała obraz Buczkowskiego ciepło, choć – jak to w łodzi podwodnej – były też zgrzyty. – „Orzeł” łączył w sobie doskonałość ekranowej formy z treścią pasjonującą, opowiedzianą w sposób prosty i atrakcyjny. Było to tym trudniejsze, że większość akcji toczyła się we wnętrzu okrętu podwodnego: film przedstawiał studium ludzi zamkniętych, skazanych na samych siebie w warunkach całkowitej izolacji od świata zewnętrznego (…) Buczkowski pokazywał prawdziwych ludzi w prawdziwych sytuacjach, dzięki czemu dzieje polskiego okrętu i jego załogi nabierały waloru psychologicznej wiarygodności – pisał w miesięczniku „Kino” krytyk Jerzy Peltz, nazywając „Orła” "jednym z najpiękniejszych filmów Leonarda Buczkowskiego, szczytowym osiągnięciem wojenno–przygodowego nurtu w jego twórczości. Czytelnicy „Głosu Wybrzeża” kilkanaście dni po premierze czytali o „Filmie niespełnionych nadziei”. Taki „Orzeł” nie podobał się Franciszkowi Walickiemu. Zawiedziony tym obrazem był również porucznik rezerwy Feliks Prządak, jeden z kilku pozostałych przy życiu członków załogi ORP „Orzeł”, którzy nie wzięli udziału w ostatnim patrolu okrętu na Morzu Północnym. Oczekiwali na prawdziwą historię, dostali... bajkę. – Osobiście posunąłbym się jednak dalej: uważam, że jest to film zły, nieprawdziwy i naiwny, utrzymany miejscami w formie bajki dla grzecznych dzieci, przy której nawet historia o Czerwonym Kapturku przypomina realistyczny reportaż z życia – pisał w „Głosie” popularny dziennikarz i animator kultury uważany za ojca polskiego bigbitu... A twórcy uprzedzali już we wstępie „Orła”, że „nie będzie to reportaż znajdujący pokrycie w faktach historycznych, jakkolwiek nasz okręt nazywa się „Orzeł” i jakkolwiek opowieść filmowa została częściowo oparta na jego rzeczywistych przygodach. I ludzie, których wam przedstawiamy to portret załogi Orła. Nie należy w nich dopatrywać się postaci historycznych. Pragniemy jedynie ukazać cząstkę losów ludzkich w warunkach ciężkiej służby na morzu podczas wielkiej wojny”.
Ciekawi jesteśmy opinii o najnowszej superprodukcji poświęconej odysei legendarnego okrętu. Film Jacka Bławuta „Orzeł. Ostatni patrol” wejdzie na ekrany kinowe w tym roku. Premiera została zapowiedziana na 13 listopada. Zdjęcia na Bałtyku z udziałem jednostek 3. Flotylli Okrętów Marynarki Wojennej (oraz wiernej makiety wnętrza „Orła”) trwały od czerwca ubiegłego roku. Jak zapowiadają twórcy, obraz ma rzucić nowe światło na zagadkową, ostatnią misję najsłynniejszego z polskich okrętów. 5.02.2020 / fot. KFP
Szykują się kolejne zmiany w organizacji ruchu związane z budową wiaduktu Biskupia Górka oraz pracami towarzyszącymi tej największej obecnie inwestycji drogowej w Gdańsku. Czeka nas przebudowa skrzyżowania ul. Okopowej i ul. Świętej Trójcy. O godzinie 6 w czwartek 6 lutego wjazd z ul. Świętej Trójcy w ul. Okopową zostanie zamknięty. Do tej pierwszej dojedziemy ulicami Toruńską i Rzeźnicką. Jednocześnie przesunięty zostanie o ok. 30 metrów zjazd z ul. Okopowej w kierunku Warszawy i al. Armii Krajowej. Zmiany w organizacji ruchu obowiązywać będą co najmniej trzy miesiące. 4.02.2020 / fot. Paweł Marcinko / KFP
Za niespełna trzy lata Most Stągiewny łączący od wschodu Wyspę Spichrzów z Długimi Ogrodami powróci do swojej historycznej formy z przęsłem zwodzonym. Taka była pierwsza w tym miejscu, drewniana przeprawa wzniesiona po przekopaniu sztucznego kanału Nowej Motławy w latach 70 XVI wieku. Kolejne przebudowy pozwoliły zachować konstrukcji swój charakter aż do drugiej połowy XIX stulecia. Jej następca, stalowy most obrotowy, przetrwał do roku 1936. W październiku 1937 roku zastąpił go most zwodzony jednoklapowo, z mechanizmami ukrytymi w przyczółku od strony Długich Ogrodów. Przetrwał II wojnę światową, ale jego mechanizm już więcej nie zadziałał. Rozebrany na początku lat 70. XX wieku ustąpił miejsca stałej przeprawie oddanej do użytku 3 marca 1973 roku. Wkrótce ma stanąć tu ponownie most zwodzony. To jeden z elementów inwestycji rewitalizacyjnych prowadzonych od kilku lat na północnym cyplu Wyspy Spichrzów przez polsko-belgijskie konsorcjum Immobel Multibud i gminę miasto Gdańsk w formule partnerstwa publiczno-prywatnego. Intencją władz miasta oraz inwestora jest połączenie ducha tradycji z nowoczesną przestrzenią miejską. Jej rozwój ma słuzyć pięknu Gdańska, wygodzie jego mieszkańców i satysfakcji wszystkich odwiedzających ten teren. Oprócz hotelu i budynków mieszkalnych inwestorzy wybudują m.in. kładkę z Długiego Pobrzeża na Wyspę Spichrzów oraz nową marinę południową, właśnie w sąsiedztwie mostu, który zostanie przebudowany na zwodzony. Kilkanaście dni temu deweloper (Granaria Development Gdańsk) podpisał umowę na realizację tego zadania z firmą Vistal Gdynia SA, jednym z podwykonawców oddanego przed rokiem do użytku mostu zwodzonego na Wyspę Sobieszewską. Roboty zostały wycenione na ponad 6,6 mln zł netto. Powinny się zakończyć do listopada 2022 roku. 3.02.2020 / fot. KFP
Tu była kotłownia, a teraz jest przestrzeń dla miłośników i odkrywców jednego z najznamienitszych gdańskich zabytków. Bazylika Mariacka w Gdańsku poddawana jest w ostatnich latach największym zabiegom remontowo-modernizacyjnym od czasu odbudowy ze zniszczeń po II wojnie światowej. Blisko rok trwała adaptacja dawnej kotłowni znajdującej się przy północnej ścianie świątyni, pod parkingiem od strony ul. Św. Ducha. Nakładem ponad 3 mln zł w podziemiach powstała sala multimedialna, która zgodnie z zamysłem proboszcza ks. prałata Ireneusza Bradtkego ma stanowić początek szlaku turystycznego prowadzącego przez największą na świcie ceglaną świątynię. Wkrótce zostanie udostępniona gościom. Turyści będą mogli obejrzeć tutaj m.in. filmy opowiadające o historii kościoła i odbudowie ze zniszczeń wojennych, a także pamiątki prezentowane w gablotach. Sala projekcyjna jest gotowa, wystawa powstaje. Dodatkową atrakcją tego miejsca jest możliwość poznania przedwojennych urządzeń ciepłowniczych. Jedn z pieców kotłowych został poddany renowacji. Z sali multimedialnej szlak będzie prowadzić do wejścia bocznego bazyliki.
Przebudowa dawnej kotłowni to zaledwie fragment realizowanego od kilku lat projektu „Rewitalizacja i ochrona dziedzictwa kulturowego zespołu Bazyliki Mariackiej w Gdańsku” współfinansowanego z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego (Program Operacyjny Infrastruktura i Środowisko na lata 2014-2020), budżetu miasta Gdańska oraz ze środków własnych parafii. Całkowity koszt prac wynosi 21,6 mln zł, dofinansowanie z UE – 18 mln zł. 3.02.2020 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Don Bucefalo to opera komiczna, którą Antonio Cagnoni napisał w wieku 19 lat. Zapomniany na długi czas, Cagnoni powraca dziś do kanonu jako inspirator wielkich swego czasu (Verdi, Rossini). Don Bucefalo to opera o operze, spektakl o spektaklu, muzyczna satyra na gusta XIX-wiecznych kompozytorów. Uwspółcześniona wersja komedii nie traci humorystycznych walorów, a temperatura miłosnych zmagań zdaje się być jeszcze wyższa. Jak dotąd Don Bucefala wystawiono w XXI wieku tylko dwa razy. W 2008 na Festival della Valle d’Itria, w 2014 – na Wexford Festival Opera. Od 31 stycznia 2020 zagości w Operze Bałtyckiej w Gdańsku. Reżyserem spektaklu jest Paweł Szkotak. W poprzednim sezonie Cyrulik sewilski w jego inscenizacji cieszył się uznaniem widzów i skutecznie poprawiał im humory. 31.01.2020 fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Wielkie emocje do ostatnich sekund i żal straconej szansy na cenne punkty w starciu z wiceliderem Polskiej Hokej Ligi. Działo się tego wieczoru na lodowisku w Olivii. Po dwóch tercjach Lotos prowadził z Unią 1:0. Najwyraźniej rywale mieli jednak dość serii porażek w obcych halach (przegrali trzy takie mecze z rzędu) i w połowie trzeciej odsłony przystąpili do odrabiania strat. W ciągu niespełna 1,5 minuty gdańszczanie grający w osłabieniu stracili dwie bramki. Najlepszą okazję na doprowadzenie do remisu gospodarze zaprzepaścili w ostatnich sekundach meczu, po wycofaniu z gry bramkarza. W idealnej sytuacji znalazł się Tomasz Pastryk, lecz Clarke Saunders błysnął fenomenalną interwencją. Najlepszym zawodnikiem w szeregach gości był Damian Piotrowicz, w Lotosie – Roman Rac. Słowacy Rac i Pichnarcik po raz pierwszy wspólnie zaprezentowali się gdańskiej publiczności.
Z Unią jeszcze zagramy. Najpewniej oświęcimianie będą rywalami Lotosu w ćwierćfinale play-off. Do końca fazy zasadniczej pozostały dwie kolejki. Wcześniej ligowców czeka dwutygodniowa przerwa związana z występami reprezentacji w kwalifikacjach olimpijskich.
Lotos PKH Gdańsk – Re-Plast Unia Oświęcim 1:2 (0:0, 1:0, 0:2). Bramki: Krasowski (32:03, asysta: Rożkow) – Kowalówka (51:00), Saur (52:25).
LOTOS: Fucik, Studziński; Bilcik, Havlik - Steber, Polodna, Vitek; Tesliukiewicz, Krasowski - Jełakow, Rożkow, Popow; Pastryk, Lehmann - Danieluk, Rac, Marzec; Pichnarcik, Szurowski - Stasiewicz, Pesta, Mocarski. 2.02.2020 / fot. Anna Rezulak / KFP
Służba nie drużba. Mimo bardzo wietrznej aury, a co za tym idzie przerzedzonych szeregów publiczności, żołnierze z Garnizonu Gdańsk pojawili się dziś po południu na placu między Wieżą Więzienną a Złotą Bramą. Dali słowo, że będą tu w pierwszą niedzielę lutego. Ozdobą drugiej w tym roku historycznej zmiany warty były granatowe mundury muszkieterów miejskiego garnizonu z czasów I Rzeczypospolitej. Żołnierzom towarzyszyły damy w kreacjach z epoki. – Prezentujemy cały przekrój strojów damskich, od odzienia przekupek, jakie możemy oglądać na starych rycinach z gdańskich jarmarków, aż po szaty zdobiące partnerki bogatych kupców – objaśnia Krzysztof Kucharski, szef Garnizonu Gdańsk. W niedzielę słuchaliśmy jednak przede wszystkim jego opowieści o codziennej doli XVIII-wiecznych wojaków strzegących bezpieczeństwa miasta. Granatowe mundury pochodzą sprzed 1793 roku, w którym to Gdańsk został zajęty przez Prusy. Garnizon miejski liczył w tamtych czasach ok. 1400 żołnierzy piechoty, 200 artylerzystów i dwa szwadrony kawalerii. Konik był i dzisiaj z gdańskimi muszkieterami. 2.02.2020 / fot. Anna Rezulak / KFP
– Studniówka jest takim wydarzeniem, które pozostaje z nami na całe życie – mówiła Małgorzata Mroczkowska, dyrektor III LO w Gdańsku. W sobotę na balu maturalnym „Topolówki” bawiło się ponad 300 osób. Podobnie jak w latach ubiegłych studniówka III LO odbyła się w Starym Maneżu. Z tegorocznymi maturzystami poloneza odtańczyła prezydent miasta Aleksandra Dulkiewicz. – Kochani topolówkowicze, nie umiem ukryć wzruszenia, bo dziś moje wspomnienia biegną do 1998 roku, czasów mojej studniówki, kiedy nie było czegoś takiego jak Maneż, był NOT. Widząc wasze przejęte twarze, wiem, że to dla was szczególny dzień. Bardzo dziękuje za to, co robicie na co dzień, także za to, że taki utwór zagraliście na początku uroczystości [uczniowie klas pierwszych wykonali „Odę do radości” – przyp. red.]. Idziecie w świat rozsławiać imię nie tylko Gdańska, ale i tej szczególnej szkoły jaką jest Topolówka. Trzymam za was kciuki, pamiętajcie że nie tylko ten sukces jest najważniejszy, waszym największym sukcesem będzie to, że będziecie potrafili utrzymać relacje między ludźmi. Rozsławiajcie Topolówkę, Gdańsk, naszą ojczyznę. Wszystkiego dobrego! – powiedziała prezydent Dulkiewicz, absolwentka Topolówki. 1.02.2020 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Do Szkoły Podstawowej nr 27 im. Dzieci Zjednoczonej Europy w Gdańsku chodzą kilkuletni studenci. W sobotę ruszył tu Uniwersytet Młodego Odkrywcy. Trzecią edycję zajęć edukacyjnych dla dzieci w wieku 5-9 lat zainaugurował wykład o świetle i falach dźwiękowych z pokazami. Zajęcia w szkolnej Edukatorni poprowadził Adam Adamczuk z Hevelianum. W drugiej części ponaddwugodzinnego zjazdu – tak nazywają się te spotkania bardzo młodych studentów – odbyły się ćwiczenia praktyczne. W Warsztatowni dzieciaki przybijały, wierciły i wkręcały. Z tektury, korka i gwoździa można było tu wyczarować sobie misia, który chodzi. Zadanie dla drugiej grupy studentów, zebranych w sąsiedniej sali, brzmiało „Pomyśl, dotknij, zrób”. Pod tym zestawem haseł kryły się warsztaty tworzenia slime’ówy, czyli popularnych glutków z kleju, płynu do prania, pianki do golenia i dodatków ozdobnych. – UMO to przestrzeń inspiracji i rozbudzania zainteresowań. Jak wspomniał dziś na wykładzie Adam Adamczuk, chodzi o to, żeby zasiać ziarno – mówi Magdalena Szuksta-Cendrowska, nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej i logopeda, pomysłodawczyni szkolnego Uniwersytetu (działającego przy dużym wsparciu dyrektora Adama Perzyńskiego). Zaraz też dodaje, że to nie jest uczelnia jedynie dla podopiecznych placówki przy ul. Srebrniki. Na zajęcia UMO do Wrzeszcza Górnego przyjeżdżają dzieciaki z Oruni, Osowej i Chwaszczyna. – Nabór był otwarty. Ponad połowę słuchaczy stanowią dzieci spoza szkoły. Mamy 33 młodych studentów. Więcej nie mogliśmy przyjąć, choć chętnych nie brakowało. Dość powiedzieć, że grudniowe zapisy na UMO trwały cztery godziny – dodaje pani Magda. Kolejny zjazd za dwa tygodnie. Wykład w Edukatorni i zajęcia na sali gimnastycznej poprowadzi Karolina Siódmiak, była reprezentantka Polski w piłce ręcznej. Będą też warsztaty w CraftRoomie, czyli szycie na maszynach pod okiem wicedyrektor szkoły Anny Krause. 1.02.2020 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
  • aktualnych propozycji: 12683
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2020 KFP