logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 12082
– To jest autentyczne pole bitwy. Naprawdę nie ma tutaj czego dodawać. Oczywiście musi być gdzieś w pobliżu obsługa, ale żadnych wielkich zmian nie wolno tu wprowadzać. To jest coś, co dyszy autentyzmem. Tak samo ta wartownia... Musimy bronić Westerplatte przed fałszywą historią, przed budowaniem piramid, które mają sławić nie tych ludzi, których powinno się sławić. Naprawdę nie możemy do tego dopuścić – apelował w sobotę profesor Andrzej Januszajtis, jeden z najważniejszych gości obchodów 45-lecia oddziału Muzeum Gdańska Wartowni nr 1 na Westerplatte. Z tej okazji placówkę można odwiedzać dziś (do godz. 18) bezpłatnie. Muzealnicy zapraszają także do zwiedzania terenu Wojskowej Składnicy Tranzytowej wzdłuż „Szlaku Pamięci”. Przed południem na półwyspie odbyło się spotkanie z Aleksandrem Ślusarzem i Andrzejem Januszajtisem – osobami zaangażowanymi w uratowanie tego miejsca przed rozbiórką. Ich prace prowadzone wiosną 1967 roku filmował Jan Markiewicz. Publiczna prezentacja dokumentu „Wartownia nr 1 – ocalenie” nakręconego 16-milimetrową amatorką kamerą Krasnogorsk była jedną z najważniejszych atrakcji sobotnich obchodów. – Film długo leżał u mnie na strychu. Nikt się tym nie interesował, a teraz okazało się, że to jest jedyna pamiątka opowiadająca o ratowaniu wartowni – mówił podczas dzisiejszej prezentacji Jan Markiewicz. Wartownia nr 1 była przeznaczona do wysadzenia. Inżynier Aleksander Ślusarz i profesor Andrzej Januszajtis udaremnili zniszczenie obiektu. Ówczesne władze nie widziały potrzeby ani możliwości, by zabytek i świadek obrony Września 1939 roku uratować. Inaczej widzieli to działacze z gdańskiego Towarzystwa Opieki nad Zabytkami oraz Związku Bojowników o Wolność i Demokrację zrzeszającego kombatantów, w tym żyjących żołnierzy skupionych wokół Związku Obrońców Westerplatte. – Byliśmy wszyscy szczęśliwi, ale najszczęśliwsi byli westerplatczycy, których żyła jeszcze wtedy ponad setka. Wartownia została uratowana. No a w 1971 roku, chyba na jesieni, sprowadzono prochy bohaterskiego dowódcy obrony Westerplatte majora Sucharskiego. Pamiętam, że wystawione były w Dworze Artusa, a kolejka ludzi chcących oddać mu hołd rozciągała się aż do kościoła św. Barbary na Długich Ogrodach. Też stałem w tej kolejce –wspominał profesor Januszajtis. Goście rocznicowej uroczystości kilkakrotnie nawiązywali w swoich wypowiedziach do faktu, że Westerplatte jest dziś żywym miejscem sporu. Prowadzący spotkanie dr Janusz Marszalec z Muzeum Gdańska nie ukrywał, że może się ono bardzo zmienić, jeśli kontrolę nad tym świętym miejscem przejmie Muzeum II Wojny Światowej, które uderza w legendę majora Henryka Sucharskiego. – To było dla mnie zawsze miejsce, w którym człowiek czuje dumę z tego, że jest Polakiem, że znaleźli się ludzie, wybrani z wybranych, którzy tego miejsca w beznadziejnej sytuacji – mając rozkaz „12 godzin oporu” – bronili go przez tydzień. Teraz pojawiają się ludzie, którzy zarzucają, że mogli dłużej (…) Słyszymy jakieś bzdury o wywieszaniu białej flagi. Ja po prostu nie mogę tego znieść. Dowodem na to, że major Sucharski był bohaterem, był rzeczywistym dowódcą, organizatorem obrony – kapitan Dąbrowski, też wspaniały dowódca, wykonywał jego rozkazy – są nasze rozmowy z westerplatczykami prowadzone podczas operacji ratowania wartowni. Wszyscy wtedy jak jeden mąż, i razem, i osobno, wyrażali się o majorze Sucharskim z najwyższym szacunkiem. Kiedy w 1971 roku sprowadzono jego prochy, oddali mu hołd. A dzisiaj mówi się: tchórz, zdrajca i jeszcze dodaje się choroby weneryczne i podejrzenia o homoseksualizm. W tym garniturze wyzwisk typowych dla pewnej kategorii ludzi brakuje już tylko najgorszych określeń z ich punktu widzenia: Żyd i mason. Tego jeszcze brakuje. Gdybym wtedy uświadamiał sobie, że to kiedyś może trafić w ręce człowieka, który uważa Sucharskiego za tchórza i zdrajcę, to naprawdę nie wiem, czy włączałbym się w ratowanie wartowni. Bym powiedział: lepiej niech ją wysadzą w powietrze. Przepraszam za te gorzkie słowacki – mówił dziś profesor Januszajtis. 29.06.2019 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
28 czerwca to patronalne święto parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Niestępowie. Odpust i wieczorna uroczysta msza z tej okazji po raz trzeci zgromadziły mieszkańców czterech wsi należących do gminy Żukowo – także Sulmina, Widlina i części Łapina – w przestrzeni nowo budowanego kościoła przy cmentarzu w Niestępowie. Budowa zainicjowana przez księdza proboszcza Wiesława Drążka trwa od 1 lipca 2016 roku. Prace przygotowawcze ruszyły pięć lat temu. Kto mógł wówczas przypuszczać, że w symbolice dzisiejszego święta pojawi się flaga ogarniętego wojną państwa arabskiego?
Tegorocznej uroczystości Najświętszego Serca Pana Jezusa i mszy celebrowanej przez księdza kanonika Czesława Lasa, dziekana dekanatu w Żukowie, towarzyszyły wyjątkowe okoliczności – wmurowanie kamienia węgielnego oraz kapsuły czasu, którą parafianie przygotowywali przez 1,5 roku. W wielkiej skrzyni znalazł się nawet hermetycznie zapakowany galowy mundur strażaka. Kapsułę przykryła betonowa płyta, na której w przyszłości położona zostanie posadzka. Dla części wiernych zaskoczeniem mogła być prezentowana w powstającej świątyni flaga Iraku z arabskim napisem Allahu Akbar. – Oczywiście nawiązuje ona do kamienia, który pochodzi tego kraju, z Doliny Niniwy, a więc z terenów pierwszych misji chrześcijańskich z I wieku, gdzie odkrywa się najwięcej zabytków związanych z pierwszymi chrześcijanami. Ale świadczy on przede wszystkim o męce współczesnych chrześcijan, ofiar tzw. Państwa Islamskiego. Ten kawałek posadzki pochodzący ze sprofanowanego kościoła w Qaraqosh to symbol wartości, za które ludzie tam cierpią i dla których my chcemy budować wspólnotę parafialną – wyjaśnia nam proboszcz Wiesław Drążek.
W poszukiwaniu kamieni węgielnych budowniczowie świątyń katolickich bardzo często zwracają się ku Ziemi Świętej, ku bazylice Grobu Pańskiego w Jerozolimie czy też fundamentom pierwszej bazyliki św. Piotra w Rzymie – duchowny z Niestępowa chciał sięgnąć do współczesności, pochylić się nad losem obecnie prześladowanych chrześcijan, pokazać, że takie niegodziwości wciąż się dzieją. Wsparli go w tym dziele znani trójmiejscy fotoreporterzy. Kluczową rolę odegrał Maciej Moskwa, który od kilku lat dokumentuje skutki konfliktów zbrojnych na Bliskim Wschodzie. Pośrednikiem był Maciej Kosycarz, szef naszej agencji, mieszkaniec Sulmina. – Trwała akurat kampania odbijania przez wojska irackie Mosulu z rąk Państwa Islamskiego. Jeździłem w tamtym czasie i do stolicy muhafazy Niniwa, i do miejscowości położonych w jej najbliższej okolicy, w których żyła m.in. mniejszość chrześcijańska. Jednym z takich miast, gdzie przed wojną była największa wspólnota chrześcijan na Bliskim Wschodzie, jest Qaraqosh zamieszkiwane niegdyś przez ok. 70 tys. Irakijczyków. W większości byli to chrześcijanie. To są już prawie przedmieścia Mosulu. Po raz pierwszy dotarłem tam w grudniu 2016 roku, miesiąc po tym, jak miasteczko zostało odbite z rąk ISIS. Było zniszczone i splądrowane. Kościoły sprofanowane. I to wtedy Maciej Kosycarz zwrócił się do mnie z prośbą w imieniu parafian z Niestępowa. Zaniosłem tę prośbę do miejscowego księdza. Był zaskoczony, ale też niezwykle pozytywnie się do niej odniósł. Powiedział mi, że bardzo dobrze by się stało, gdyby z ofiary tutejszej społeczności, ludzi, którzy po prostu musieli stąd uciekać, wynikło coś ważnego, coś ponad podziałami. Umówiliśmy się, że zawiozę do Niestępowa malutki fragment rozbitej posadzki z bazaltu znajdującej się w prezbiterium kościoła Tahira w Qaraqosh. Od ojca Salima otrzymałem też list potwierdzający pochodzenie kamienia. Wiosną 2017 roku wspólnie z Maćkiem przekazaliśmy kamień wraz z dokumentem proboszczowi parafii w Niestępowie. Być może będzie to mały krok do tego, żeby te dwie oddalone od siebie społeczności jakkolwiek się zbliżyły. Mam też nadzieję, że ten akt spotka się z właściwym zrozumieniem, że to nie jest tylko symbol męki współczesnych chrześcijan, bo to również męka muzułmanów, którzy w ogromnej większości ucierpieli w zawierusze wojennej. Oni przyjmowali chrześcijan z otwartymi rękoma – mówi Maciej Moskwa.
Kamień z Qaraqosh eksponowany jest od dzisiaj w ścianie budowanej świątyni, tuż nad miejscem, gdzie złożona została kapsuła czasu, na wysokości wzroku, żeby każdy mógł go dostrzec. Co znajduje się w skrzyni zamurowanej pod „posadzką”? – Dokumenty opowiadające o naszym pokoleniu. Wszystkie zostały hermetycznie zapakowane. Rodziny przedstawiają w nich swoje historie, piszą, gdzie pracują, czym się interesują, załączają fotografie. Ja opisałem historię parafii, zamieściłem kilka zdań o sobie i trochę zdjęć zapisanych na pendrivie. Nagrałem też dzisiaj krótki film i naszą poranną mszę odprawioną z okazji święta patronalnego w starym kościółku w Niestępowie. Parafianki z koła gospodyń wiejskich napisały o swoich pasjach, strażacy umieścili w skrzyni zafoliowany pod ciśnieniem mundur galowy, a Maciej Kosycarz włożył do niej dwa albumy fotograficzne z dedykacjami – wylicza ksiądz proboszcz. A co z poświęceniem kościoła? Tej ważnej dla parafii daty potomni nie poznają, zaglądając do kapsuły czasu. – Chciałbym, aby konsekracja odbyła się w roku 2023, w 90. rocznicę ustanowienia parafii. To wtedy katolicy weszli do odkupionego od protestantów kościółka przy ul. Raduńskiej. A teraz weszliby do swojego nowego kościoła, drugiego po 90 latach. Myślę, że ten termin jest realny – mówi ksiądz Wiesław Drążek.
Parafia w Niestępowie liczy około 1500 mieszkańców. Kościół przy Raduńskiej jest niewielki, został wzniesiony w latach 1907-1908 jako kaplica. Proboszcz zamierzał ją rozbudować, miał już nawet projekt, ale nie dostał pozwolenia na budowę. Krajobraz Doliny Raduni objęty jest ochroną... – Przeszkodą był również fakt, że świątynia znajduje się na terenie zalewowym. Radunia się tutaj rozwidla, tworząc wyspę. Nowy kościół powstaje w odległości około kilometra od tego obecnego, przy cmentarzu i ulicy, która nie tak dawno w drodze konkursu z udziałem parafian została nazwana Drogą Nadziei. Pomysły na Kościelną bądź Cmentarną odrzuciliśmy jeszcze zanim padły pierwsze propozycje. Uważałem, że stać nas na coś lepszego. I mamy w Niestępowie ulicę, której nazwa symbolicznie nawiązuje do znajdującej się przy niej nekropolii i powstającego tu kościoła – mówi ksiądz Wiesław Drążek. 28.06.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
74 lata temu po raz pierwszy zabrzmiał sygnał Radia Gdańsk. Pracownicy rozgłośni i ich goście spotkali z tej okazji na gali w studiu koncertowym im. Janusza Hajduna. Urodziny uświetnił koncert Pauliny Czapli (śpiew) i Michała Urbaniaka (fortepian). Zgodnie z tradycją jubileuszowych wieczorów scena należała także do laureatów dorocznych nagród przyznawanych przez gdańską rozgłośnię. Radiowymi Osobowościami Roku zostali Łukasz Greinke – prezes Zarządu Morskiego Portu Gdańsk, Adam Meller – prezes Zarządu Morskiego Portu Gdynia oraz Adam Orzechowski – dyrektor naczelny i artystyczny Teatru Wybrzeże, szef instytucji, która może poszczycić się 100-procentową frekwencją. Wszyscy laureaci mieli niebagatelny wpływ na radiowy program w 2018 roku. I nadal mają. Dyrektor Orzechowski najczęściej gości w radiowym studiu przed teatralnymi premierami. Dziś też tak było. Nagrodę odbierał na pół godziny przed premierą szekspirowską. - Zapraszamy oczywiście wszystkich na spektakl „Jak wam się podoba” w reżyserii Krystyny Jandy. Teatr jest takim miejscem, w którym pracuje się w zespole. Zespół jest ważny, może najważniejszy, i ja jestem dumny, że mogę być dyrektorem takiego właśnie zespołu. Dziękuję w imieniu wszystkich – z właściwą sobie skromnością przyjmował wyróżnienie szef Teatru Wybrzeże. Prezes Greinke dziękował zespołowi redakcyjnemu za nagrodę, podkreślając, że należy się ona wszystkim pracownikom portu, ale także operatorom, z którymi portowcy realizują biznesy. – Jednocześnie bardzo dziękuję Radiu Gdańsk za propagowanie naszych sukcesów, za informowanie o tym, kim jesteśmy i co robimy. W końcu udało się chociaż części społeczeństwa uświadomić, że nie budujemy statków i nie łowimy ryb. Naprawdę jeszcze nas mylą, proszę mi uwierzyć – przekonywał szef gdańskiego portu. – Odbierałem wiele nagród – dla portu, ta jest moją pierwszą indywidualną, a w wiecie państwo dobrze, że pierwsze rzeczy pamięta się zwykle przez całe życie. Jeśli idzie o port, jest to nasz trzeci sukces w tych dniach. Na początku tego tygodnia mieliśmy okazję – przy udziale pana premiera – podpisać umowy, dzięki którym niebawem poprawi się dojazd kolejowy do naszych portów. Cieszy również decyzja w sprawie przyznania środków finansowych na budowę tzw. Drogi Czerwonej do Portu Gdynia. To dla nas niezwykle ważna inwestycja – podkreślał w swojej wypowiedzi prezes Adam Meller.
Rozgłośnia co roku nagradza także swoich pracowników – za szczególne zasługi dla rozwoju publicznej radiofonii na Wybrzeżu. Bursztynowe Mikrofony trafiły tym razem do rąk trzech wyjątkowych pań, bez których Radio Gdańsk nie mogłoby istnieć: Tatiany Slowi, Moniki Mazur-Chrzan i Małgorzaty Ławnickiej. Pani Małgorzata związana jest z rozgłośnią od 35 lat. Odpowiada za jakość dźwięku podczas emisji programu. W reżyserce zasiada niczym pilot za sterami samolotu. – Zawsze ma dla nas serce na dłoni, każdemu pomaga – podkreślają jej koleżanki i koledzy. – Mnie nigdy nie widać, mnie nigdy nie słychać, przepraszam za tremę. Mimo że na co dzień stykam się z mikrofonami i wciąż powtarzam dziennikarzom: „nie martwcie się, wszystko będzie dobrze, pięknie słychać”, to ja sama mam taką tremę. Ta nagroda jest dla mnie jak Oscar dla filmowca. Bardzo dziękuję za ten Bursztynowy Mikrofon wszystkim – pracownikom, współpracownikom i słuchaczom – za to, że są z nami, że nas słuchają i pomagają nam bardzo bardzo dużo – podkreślała Małgorzata Ławnicka. Dla Moniki Mazur-Chrzan nie ma rzeczy niemożliwych: przygotowuje serwisy informacyjne i własne audycje, jest też wydawcą, czyli pilnuje radiowego rozkładu jazdy, z pasją opowiada i o pogodzie, i o Europie. – Z okazji 74. urodzin chciałabym życzyć radiu i nam wszystkim tego, co najważniejsze, czyli wiernych wspaniałych słuchaczy, bo to oni powinni być dla nas najważniejsi. Bądźmy jak najbliżej nich – mówiła podczas dzisiejszej gali. Tatiana Slowi – to m.in. dzięki niej możemy usłyszeć w radiu język kaszubski. Kaszuby to jej pasja, życie i miłość. Wciąż z nową energią i ciekawością odkrywa ich tajemnice. Do tego czaruje głosem. Znakomicie śpiewa. – Dziękuję kierownictwu za to, że postanowiło mi powiedzieć, że to co robię, jest wôżne, wyrtne, fejne. Dziękuję ekipie Radia Gdańsk, przede wszystkim kaszubskojęzycznej załodze. Dziękuję też tym, którzy nie mówią po kaszubsku, ale co jakiś czas zaskakują mnie tym, albo dają się namówić na poznanie nowego kaszubskiego słowa i witają mnie nim na korytarzu. To jest bardzo budujące – dziękowała popularyzatorka Kaszub i kaszubszczyzny. 28.06.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
13-letnia Inga Zasowska z Grodziska Mazowieckiego rozpoczęła w ubiegłym tygodniu samotny Wakacyjny Strajk Klimatyczny pod Sejmem. W każdy piątek do końca lipca będzie protestować przy Wiejskiej przeciwko bierności elit władzy wobec zmian klimatycznych. – Siedzę tutaj, by politycy zaczęli wreszcie coś na serio robić z tym problemem. Nasza energetyka cały czas bazuje na węglu. Emitujemy bardzo dużo gazów cieplarnianych – mówi 13-latka. Jej protest poparła Szwedka Greta Thunberg, która dzięki podobnej akcji pod szwedzkim parlamentem stała się symbolem młodzieżowego aktywizmu w Europie. „Proszę, udzielmy jej – i wszystkim innym w jej sytuacji – pełnego wsparcia” – napisała na Twitterze Thunberg. Dziś rano na Długim Targu z Ingą Zasowską solidaryzowali się gdańszczanie. Kilkudziesięcioro mieszkańców zamanifestowało swoje poparcie dla młodej aktywistki, odpowiadając na apel Magdaleny Adamowicz. – To jest bardzo ważny głos i ważne, że wychodzi od młodych ludzi – podkreślała eurodeputowana, zachęcając do udziału w manifestacji na antenie Radia TOK FM. Pod Neptunem była dzisiaj z córkami – Antoniną i Tereską. Do akcji dołączyła także prezydent miasta Aleksandra Dulkiewicz. – Przyszliście tutaj, żeby być solidarni. Ja też nie bez powodu mam na sobie koszulkę z napisem „Konstytucja”, bo także w Konstytucji, w artykule 5., mamy zapisane prawo do ochrony środowiska i zrównoważonego rozwoju. Mam nadzieję, że Konstytucja to jest jednak najważniejszy dokument, którego wszyscy, łącznie z panem premierem, będziemy szanować i przestrzegać – mówiła prezydent Gdańska. – To jest ostatni moment, aby zacząć działać, tworzyć nowe technologie, dbając o nasze środowisko. Jeśli tego nie zrobimy dziś, to oprócz bardzo poważnych konsekwencji dla środowiska oraz naszego zdrowia Polska poniesie ogromne konsekwencje finansowe. Powinniśmy pamiętać o tym, że wprawdzie Unia Europejska nie zakazuje stosowania węgla w energetyce, jednak system wymagający zakupu uprawnień do emisji CO2 obciąża właśnie energetykę opartą na węglu, która emituje najwięcej CO2. Dla każdego zakładu emitującego CO2 na terenie Unii Europejskiej oznacza to wielomilionowe koszty. Mamy 10 lat aby zatrzymać tę lawinę. Jeśli przegapimy ten czas, to skutki dla naszej gospodarki, dla naszego zdrowia będą nieodwracalne. W pełni popieram postulaty Ingi, które dotyczą przestrzegania postanowień porozumienia paryskiego, redukcji i opodatkowania emisji gazów cieplarnianych czy zwrócenia uwagi na edukację o zmianach klimatycznych. Ingo, wspieram cię całym sercem – zadeklarowała Magdalena Adamowicz. 28.06.2019 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Na nabrzeżu Stoczni Remontowej Nauta przy ul. Waszyngtona 1 w Gdyni zwodowano w czwartek częściowo wyposażony statek rybacki „Mikkel Louise”. Widowiskową operację z użyciem dźwigu przystosowanego do przenoszenia ponad 300-tonowych ciężarów utrudniał porywisty wiatr. Wyglądało to tak, jakby siły siły natury chciały opóźnić nadejście historycznej chwili. To było ostatnie wodowanie w tym miejscu.
Odbiorcą 28-metrowej jednostki zbudowanej przez spółkę Nauta-Hull (40 proc. udziałów ma w niej SR Nauta) jest duńska stocznia Vestvaerftet z siedzibą w Hvide Sande. Tam właśnie statek nabierze ostatecznego kształtu, zyskując pełne wyposażenie. W Gdyni powstał kadłub, aluminiowa sterówka i urządzenia sterowe. Zamówienie obejmowało także montaż linii walów, wind, SG, SP i przekładni, wykonanie prac rurarskich, piaskowanie, malowanie i cynkowanie kadłuba oraz wykonanie izolacji ładowni ryb i pomieszczeń mieszkalnych. Wodowanie kadłuba „Mikkel Louise” było końcowym aktem działalności stoczniowej na tym terenie. Spółka Nauta-Hull zbudowała przy ul. Waszyngtona 65 częściowo wyposażonych jednostek. – To symboliczny moment i miejsce. Tu się zaczęła Stocznia Remontowa Nauta, tu 93 lata temu zwodowano pierwszy statek – on wciąż istnieje, stoi przed biurowcem na terenie przy ul. Czechosłowackiej – no i tu odbywa się ostatnie wodowanie kadłuba zbudowanego przez spółkę córkę Stoczni Remontowej Nauta. Po zwodowaniu kończymy działalność przy ul. Waszyngtona. Teren został sprzedany portowi – mówi Marian Bławat, prezes zarządu Nauta-Hull. Co dalej z budową statków? – Przyszłość jest, teren mamy. Pracujemy na Nabrzeżu Węgierskim. Mamy tu hale i pełne wyposażenie, szatnie, biura. Już w tej chwili na nowym terenie przy ul. Czechosłowackiej budujemy dwa kadłuby, a lada moment rozpoczniemy budowę trzeciego – dodaje prezes Bławat. 27.06.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
W opiniach radnych Koalicji Obywatelskiej zawartość tego dokumentu dobrze oddają słowa prospołeczny, progospodarczy i prorozwojowy. Opozycja też mówi o trzech „p”: propaganda, prowokacja, porażka. „Raport o stanie Miasta Gdańska za 2018 rok” był najważniejszym punktem debaty toczącej się podczas czwartkowej XII sesji Rady Miasta.
Blisko sześciogodzinną dyskusję zdominowały głosy polityczne z licznymi elementami kampanii wyborczej do parlamentu. – Skoro jesteśmy atakowani politycznie, to nie rozumiem, dlaczego nasze odpowiedzi miałyby być wyłącznie merytoryczne – puentowała atmosferę debaty nad raportem radna Katarzyna Czerniewska (Wszystko dla Gdańska). Włodarzom miasta – twórcom dokumentu – nie szczędzili cierpkich słów także mieszkańcy – członkowie stowarzyszenia Odpowiedzialny Gdańsk (żeby uczestniczyć w dyskusji, trzeba było zebrać przynajmniej 50 podpisów gdańszczan). W ich wypowiedziach pojawiały się określenia „fasada do mydlenia oczu mieszkańców” czy „historia o zmarnowanych pieniądzach i zmarnowanym czasie”. – To wstyd. Mieszkańcy żebrzą o godziwy byt. Z zaskoczeniem znalazłam w raporcie zapis o Modelu na Rzecz Równego Traktowania jako przykład budowania bardziej przyjaznego miasta dla wszystkich. Pracowałam przy raporcie jako ekspert. Prace przy nim nie miały nic wspólnego z bezpieczeństwem i poszanowaniem zdania innych. Jako matka żądam wycofania ze szkół programu pod hasłem Zdrovve Love. Ono uczy jedynie reprodukcji. Zostawcie rodzicom wychowanie dzieci – mówiła Magdalena Chmielewska. –Zostałem wybrany do udziału w trzecim panelu obywatelskim. Rekomendacje tego panelu miały być zrealizowane w 2018 roku. Coś ewidentnie poszło nie tak, bo rekomendacje zostały zignorowane przez urzędników. Dopytywałem co się dzieje w tej kwestii. Miało być spotkanie informacyjne  z panelistami w tej sprawie, gdzie miano przedstawić, jak realizowane są te rekomendacje (…) Eksperci, którzy mieli inne zdanie na temat społeczności LGBT, nie zostali zaproszeni na panel. To historia o zmarnowanych pieniądzach i zmarnowanym czasie. To miasto, które chce uczyć wolności i solidarności, a nie szanuje zdania tych, którzy mają inne poglądy. To dyskryminacja – podkreślał z kolei Leszek Dubicki. Zdaniem Przemysława Majewskiego raport o stanie miast to tylko statystyka. Nie przedstawia pełnego obrazu tego, co dzieje się w Gdańsku. – Niemal rok temu przed Radą Miasta stanął koń trojański z tęczową apaszką. Był on symbolem przyjmowania Modelu na rzecz Równego Traktowania, wobec którego protestowało wielu mieszkańców (…) Nie znalazłem tego w raporcie, ale znalazłem w budżecie Gdańska. Zaciekawiły mnie kwoty wydawane na promocje i dotacje, szczególnie dla dwóch podmiotów medialnych: ponad 300 tys. złotych dla wydawnictwa Agora na usługi, które trudno uznać za usługi prasowe, i niemal 1 mln złotych na udział Gdańska w filmie „Miłość jest wszystkim”. Kiedy, widzimy z jakim problemami mierzy się Gdańsk, to myślę, że są wydatki ważne i ważniejsze – mówił przedstawiciel Odpowiedzialnego Gdańska. 27.06.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
W czwartek Formoza oraz Centralny Pododdział Kontrterrorystyczny Policji BOA odbijały prom PŻB Nova Star z rąk terrorystów. Wszytko odbywało się w ramach ćwiczeń KORSARZ-19, które zorganizował Urzad Morski w Gdyni w ramach Święta Morza. 27.06.2019 fot. Andrzej J. Gojke / KFP
10 lipca odbędzie się pierwsze z sześciu wakacyjnych spotkań prezydent Aleksandry Dulkiewicz z mieszkankami i mieszkańcami Gdańska. Inauguracja cyklu odbędzie się dzielnicy Orunia-św. Wojciech-Lipce przy ul. Gościnnej 10 (godz. 17). Symbolem i miejscem debat będzie fragment okrągłego stołu, który towarzyszył czerwcowym obchodom 30. rocznicy pierwszych częściowo wolnych wyborów w powojennej Polsce.
– Serdecznie zapraszam do spotkania przy stole, do rozmowy o Gdańsku, o najbliżej dla nas okolicy i sprawach, które nas szczególnie interesują. Wiem, że to okres wakacji, ale wierzę, że ten letni czas to także okazja do nabrania dystansu i łagodności dla otaczającej nas rzeczywistości. Niech ten fragment okrągłego stołu, przy którym się spotkamy, będzie dla nas wspólną przestrzenią do rozmowy w atmosferze wzajemnej życzliwości – zachęca prezydent Dulkiewicz. Program wakacyjnych spotkań w największych dzielnicach przedstawia się następująco: 10 lipca, godz. 17 – Orunia-Św. Wojciech-Lipce, ul. Gościnna 10, przy Kawiarni Kuźnia, 17 lipca, godz. 17 – Chełm, ul. Cieszyńskiego, pasaż chełmski, 31 lipca, godz. 17 – Piecki-Migowo, ul. Rakoczego, okolice stacji benzynowej i sklepu, 7 sierpnia, godz. 17 – Wrzeszcz Dolny, Park Kuźniczki, okolice sklepu i przystanku SKM, 8 sierpnia, godz. 17 – Przymorze Wielkie, róg ul. Chłopskiej z ul. Obrońców Wybrzeża, 28 sierpnia, godz. 17 – Żabianka-Wejhera-Jelitkowo-Tysiąclecia, okolice ul. Subisława 28, początek deptaku. Formuła spotkań jest otwarta, a miejsca zostały wybrane tak, by każdy miał możliwość dotarcia na nie i podjęcia dialogu z włodarzem miasta. Będzie to także okazja do rozmowy o  ogłoszonych w trakcie czerwcowych uroczystości  21 tezach o samorządzie. Treść dokumentu będzie dostępna na miejscu. Jego główną ideą jest dbałość o interesy lokalne i autonomię samorządu. Do końca sierpnia można złożyć podpis poparcia pod tezami. 27.06.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
– Czy ktoś z was zakochał się w doskonałym człowieku? Jak ktoś jest taki idealny, to w jakimś sensie nas przeraża. Natomiast to, co nas zjednuje, to kiedy się okazuje, że ten człowiek jest człowiekiem, też ma wady, ma po prostu normalne cechy. To jest tak, jak się czasem mówi o politykach: ocieplanie wizerunku. Na zasadzie „Kaczyński głaszcze kota” – przykład pierwszy z brzegu. Dla mnie to jest kluczowe. Ja wiem o tym, że bycie sobą, autentyczność, wiarygodność, to są sprawy bardzo ważne w pracy z drugim człowiekiem. Tylko wtedy mogę być autorytetem. Ludzie, którzy się kreują bardzo mocno, nie są w stanie być autorytetami – mówi Przemek Staroń, Nauczyciel Roku 2018. Wykładowca psychologii rozwoju na Uniwersytecie SWPS tudzież psychologii, filozofii i religioznawstwa na Psychologicznym Uniwersytecie Trzeciego Wieku w Sopocie, nauczyciel etyki i wiedzy o kulturze w sopockim II Liceum Ogólnokształcącym był w środę gościem spotkania z cyklu „Życie to sztuka wyboru”. We wrzeszczańskim Garnizonie Gdańsk rozmawiała z nim Agnieszka Michajłow, dziennikarka polityczno-społeczna związana przez ostatnie ćwierć wieku z Radiem Gdańsk. Od maja tego roku na swoje rozmowy z ciekawymi ludźmi zaprasza słuchaczy do Sztuki Wyboru. 26.06.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
Od ponad dwóch miesięcy w Gdańsku trwa przebudowa Traktu Konnego. Efektem modernizacji będzie nowa nawierzchnia jezdni na blisko kilometrowym odcinku od ul. Smoluchowskiego do ul. Chodowieckiego. Zyskają także piesi. Prace wycenione na 3,9 mln zł obejmują remont chodnika po stronie placu Zebrań Ludowych. Znikają sfatygowane płyty z betonu, zastępuje je mozaika z kostek brukowych i betonowych. Ponadto wykonawca – firma MTM.S.A przez rok od zakończenia inwestycji będzie miał w obowiązku pielęgnować trawnik wzdłuż zmodernizowanej trasy. Przebudowa ma potrwać do końca sierpnia br. Do tego czasu kierowcy muszą się liczyć z utrudnieniami. Za kilka dni nastąpią tu zmiany. Jak informuje Dyrekcja Rozbudowy Miasta Gdańska, w poniedziałek 1 lipca o godz. 6 na Trakcie Konnym zostanie wprowadzona nowa organizacja ruchu polegająca na otwarciu prawego pasa i zamknięciu lewego pasa drogi. Ponadto na krótkim fragmencie przy skrzyżowaniu al. Zwycięstwa z ul. Curie-Skłodowskiej i na odcinku od ul. Orzeszkowej do ul. Chodowieckiego zamknięty zostanie prawy pas al. Zwycięstwa. Nadal nie będzie można skręcić z Traktu Konnego w ul. Orzeszkowej (objazd prowadzi ul. Chodowieckiego). 26.06.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
  • aktualnych propozycji: 12082
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2019 KFP