logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 11325
Agnieszka Owczarczak (PO) została nową przewodniczącą Rady Miasta Gdańska. Podczas inauguracyjnej sesji VIII kadencji w Wielkiej Sali Wety Ratusza Głównego Miasta na kandydatkę Koalicji Obywatelskiej zagłosowało 28 radnych. Trzy osoby wstrzymały się od głosu. Z ubiegania się o tę funkcję zrezygnował Bogdan Oleszek (PO), który przewodniczącym rady był przez ostatnie 17 lat. Kontrkandydatów nie wystawiły ani Prawo i Sprawiedliwość, ani KWW Wszystko dla Gdańska. Na wiceprzewodniczących radni wybrali Mateusza Skarbka (PO), Beatę Dunajewską (Wszystko dla Gdańska) i Piotra Gierszewskiego (PiS). – Mamy przebudzenie obywatelskie w Polsce samorządowej. To bardzo ważny sygnał dla Gdańska. Przejrzałem wszystkie programy partii i stronnictw rywalizujących o mandaty do Rady Miasta Gdańska i zauważam bardzo wiele wspólnych punktów. Bardzo bym chciał wiele tych wspólnych punktów wspólnie realizować. No bo właśnie i przedszkola, i żłobki, i drogi, i mosty, i tunele są bezpartyjne. Nie mają loga partyjnego, służą one wszystkim. Mam nadzieję, że ta 5-letnia kadencja, która jest przed nami, to będzie też czas wykuwania nowej kultury politycznej, kultury opartej na założeniu, że jak możemy razem zagłosować za dobrym pomysłem, to po prostu głosujemy. Dzisiejsze głosowanie na przewodniczącą i wiceprzewodniczących jest dobrym prognostykiem. Tutaj była wspólnota. To jest bardzo dobra zapowiedź na te 5 lat naszej wspólnej pracy – podkreślał wybrany na szóstą kadencję prezydent miasta Paweł Adamowicz w swoim wystąpieniu po złożeniu ślubowania. Ślubowanie złożyło dzisiaj także 33 spośród 34 radnych. Prawdopodobnie w najbliższy czwartek nowo wybrana rada będzie debatować na nadzwyczajnej sesji w sprawie propozycji budżetu miasta na 2019 rok. 19.11.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
W wieku 89 lat zmarł Witold Sobociński, jeden z najwybitniejszych polskich operatorów filmowych. „Od lat 80-tych nasz Nauczyciel, cieszący się olbrzymim szacunkiem studentów wykładowca Wydziału Operatorskiego. Wychował kilka pokoleń autorów zdjęć filmowych. Był jednym z najważniejszych wykładowców Szkoły w całej jej historii” – podkreśla w komunikacie o śmierci mistrza Szkoła Filmowa w Łodzi. Witold Sobociński urodził się 15 października 1929 roku w Ozorkowie. W latach 50. występował jako muzyk wraz z zespołem jazzowym Melomani. Grał m.in. na perkusji i puzonie. W 1955 ukończył studia na Wydziale Operatorskim PWSTiF w Łodzi (dyplom w 1984 r.). Karierę rozpoczynał jako operator filmów dokumentalnych i oświatowych. – Z najlepszymi polskimi reżyserami zrobiłem filmy znaczące – mówił o sobie skromnie. Na planie filmowym, jako autor zdjęć, spotkał się z Jerzym Skolimowskim ("Ręce do góry"), Andrzejem Wajdą ("Wszystko na sprzedaż", "Wesele", "Ziemia obiecana" – wspólnie z Edwardem Kłosińskim i Wacławem Dybowskim), Wojciechem Jerzym Hasem ("Sanatorium pod klepsydrą"), Romanem Polańskim ("Piraci", "Frantic"), Piotrem Szulkinem ("O-bi, o-ba. Koniec cywilizacji"), Krzysztofem Zanussim ("Życie rodzinne") czy Andrzejem Żuławskim ("Trzecia część nocy"). 10 listopada na festiwalu Camerimage w Bydgoszczy odebrał z rąk Romana Polańskiego nagrodę za całokształt twórczości. Cała sala zgotowała mu długą owację na stojąco. Witold Sobociński był ojcem operatora Piotra Sobocińskiego, a także dziadkiem aktorki Marii Sobocińskiej i operatorów Piotra i Michała Sobocińskich. 19.11.2018 / fot. KFP
To jedna z najgrubszych biografii, jakie w ostatnim czasie pojawiły się na polskim rynku czytelniczym. Ponad 500-stronicowa książka „Skiba. Ciągle na wolności. Autobiografia łobuza” autorstwa lidera Big Cyca oraz dziennikarzy Jakuba Jabłonki i Pawła Łęczuka ukazała się nakładem krakowskiego Wydawnictwa Sine Qua Non. Od kilu dni dostępna jest w księgarniach. W niedzielny wieczór jej bohater wspólnie z przyjaciółmi fetował trójmiejską premierę w sopockim klubie artystów SPATiF. Jedną z atrakcji premierowej bibki było wspólne śpiewanie z kaszubską kapelą punkową The Novorodkens.
„Skiba. Ciągle na wolności...” zaskakuje, wzrusza, ale też prowokuje, pokazując, że sztuka nie ma granic, a wolność, również artystyczna, jest jedną z najważniejszych zdobyczy naszej cywilizacji. Artysta niepokorny zabiera nas w niezwykłą podróż po backstage'u swojego życia. Opowiada o udanym dzieciństwie, działalności konspiracyjnej, więzieniu, do którego trafił w latach 80., kulisach działalności Big Cyca i polskiego show-biznesu. – Autobiografia łobuza stanowi dopełnienie 30. urodzin, które w tym roku świętuje nasz zespół. Myślę, że to jest dobry moment na podsumowanie. Ale to jest książka nie tylko dla fanów Big Cyca. Tu są kulisy wielu programów telewizyjnych, które realizowałem i w których brałem udział, są barwne dzieje kultowego w latach 90. programu „Lalamido”, jest dużo historii z upojnych tras koncertowych. Uchylam też rąbka tajemnicy spraw intymnych. Autobiografię łobuza czytajcie, jak chcecie, od początku, od środka lub wspak, bo kolejne rozdziały są jak puzzle, które ktoś porozrzucał na nie zawsze miękkim dywanie rock and rolla – zachęca Krzysztof Skiba. 19.11.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Ponad 200 osób uczestniczyło w pierwszym gdyńskim Marszu Równych, który w sobotnie popołudnie przeszedł spod pomnika Ofiar Grudnia 1970 przy al. Piłsudskiego ul. Świętojańską, skwerem Kościuszki i bulwarem Nadmorskim na skwer Arki Gdynia. Demonstracja była wspólną inicjatywą środowisk i inicjatyw społecznych walczących o równe prawa dla wszystkich – dla mniejszości seksualnych, kobiet, cudzoziemców, pracowników i wszelkich grup dyskryminowanych. Obok przedstawicieli społeczności LGBTQ+ maszerowali dzisiaj działacze antyfaszystowscy, dziewczyny z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, osoby zajmujące się edukacją seksualną oraz działalnością na rzecz praw człowieka i praw pracowniczych. Inicjatywę wsparły między innymi organizacja Amnesty International Trójmiasto, Kobiety w Czerni i pomorski oddział Partii Razem. Manifestanci nie blokowali ruchu samochodowego, poruszali się po chodnikach. Ulicami poruszali się eskortujący demonstrację policjanci. – Walczymy o wspólną sprawę, wspólne prawa. O bezpieczeństwo od nienawiści ludzi i od państwa, które chyba najbardziej chciałoby, żebyśmy nie istnieli, albo przynajmniej siedzieli cicho. Ale równości nie zdobywa się, siedząc cicho – prawa zdobywa się, krzycząc o nie i walcząc. I to zamierzamy robić. Do skutku – mówi Michał Goworowski, pomysłodawca Marszu Równych.
Marsz Równych próbowało zakłócić ok. 30 kontrmanifestantów. Na wysokości ul. Zygmuntowskiej w stronę kolumny poruszającej się wzdłuż ul. Świętojańskiej poleciały jajka. Policja nie interweniowała, sprawcy incydentu uciekli. 17.11.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KF
To był udany wieczór w Operze Bałtyckiej. Publiczność przyjęła premierę „Cyrulika sewilskiego” kilkuminutową owacją na stojąco. Najpopularniejsze dzieło Gioacchino Rossiniego na gdańską scenę przeniósł Paweł Szkotak, aktor, reżyser, założyciel i dyrektor Teatru Biuro Podróży. Kierownictwo muzyczne nad spektaklem objął maestro José Maria Florêncio. – „Cyrulik sewilski” to świetnie napisana opera z wyrazistymi charakterami. Figaro, doktor Bartolo, Rozyna, Bazylio to bohaterowie zaczerpnięci z commedii dell’arte. Okazuje się, że ten typ bohaterów i rozgrywających się pomiędzy nimi perypetii jest w naszej kulturze nieśmiertelny – mówi reżyser opery. Gdańska wersja „Cyrulika” została nieco uwspółcześniona: Don Bartolo jest uderzająco podobny do prezydenta Stanów Zjednoczonych, zaś historia dzieje się nie w Sewilli, lecz w Nowym Meksyku. Na gdańskiej scenie publiczność podziwia takich wykonawców jak Dawid Kwieciński i Zbigniew Malak (w roli Hrabiego Almavivy), Dariusz Machej i Robert Gierlach (jako Don Bartolo), Edyta Piasecka i Katarzyna Nowosad (jako Rozyna) i Łukasz Motkowicz oraz Bartłomiej Misiuda (jako Figaro). Chórem i orkiestrą Opery Bałtyckiej dyryguje José Maria Florêncio. 16.11.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Po siedmiu tygodniach od premiery „Kler” obejrzało ponad 5 milionów widzów. Obraz Wojciecha Smarzowskiego stał się największym kinowym przebojem XXI wieku w Polsce i trzecim – po „Ogniem i mieczem” i „Panu Tadeuszu” – filmem z najlepszym wynikiem oglądalności po 1989 roku. W piątkowy wieczór do rekordowej widowni dołączyli członkowie Klubu Gdyńskiej Szkoły Filmowej. Sala „Warszawa” wypełniła się po brzegi. Po projekcji publiczność spotkała się z Arkadiuszem Jakubikiem, odtwórcą roli księdza Andrzeja Kukuły. Z jednym z ulubionych aktorów Wojciecha Smarzowskiego rozmawiał Jerzy Rados, wiceszef Gdyńskiej Szkoły Filmowej, reżyser i scenarzysta. 16.11.2018 / fot. Anna Rezulak / KFP
„Sax Club Pana Dyakowskiego” zadebiutował w gdyńskim Konsulacie Kultury. Premiera książki autorstwa Kamila Wicika i Mariusza Nowaczyńskiego (wydawnictwo Kosycarz Foto Press) przyciągnęła do dawnego Domu Marynarza Szwedzkiego tłumy. Byli wielbiciele i przyjaciele Przemka Dyakowskiego, była jego Rama 111, było wspólne granie z bohaterem wieczoru, i były opowieści z udziałem współtwórców „Sax Clubu”. Mówiąc w dużym skrócie, z Przemkiem połączyło ich radio. Nowaczyńskiego – Radio Plus na początku lat 90., Wicika – via Nowaczyński – Radio Gdańsk kilka lat temu. Spotkanie autorskie poprowadził filolog, radiowiec i dziennikarz telewizyjny Piotr Jacoń. – To mogłaby być opowieść o kruczowłosym przystojniaku, który grywał w tenisa z amerykańskimi milionerkami na środku oceanu. Mogłaby być to także opowieść kulinarna, bo nasz bohater jest trochę jak Anthony Bourdain. Ma on również coś z taksówkarza, tancerki, a także tresera dzikich zwierząt. Jest także mistrzem świata w skoku w dal wśród marynarzy. Chętnie opowiedziałby również państwu, jaki był Wincenty Witos, bo oczywiście znał go osobiście, ale bardziej jest znany z osobistej przyjaźni z Piotrem Skrzyneckim i odkrywania Ewy Demarczyk. Szczęśliwie dla nas wszystkich jest tutaj w Gdyni i dzisiaj odkrywa się dla nas na blisko 350 stronach książki. Dziadek, ojciec, brat, wujek i przyjaciel nas wszystkich, czyli Przemek Dyakowski – wprowadzał nas w świat „Sax Clubu” Piotr Jacoń.
„Sax Club Pana Dyakowskiego” to wywiad rzeka z ikoną trójmiejskiej sceny jazzowej, niezwykłym saksofonistą uznawanym powszechnie za trójmiejską kwintesencją stylistycznej otwartości, dla którego wszyscy muzycy i słuchacze stanowią jedną rodzinę. To pełna anegdot opowieść o życiu zawodowym i prywatnym artysty wywodzącego się z ziemiańskiej rodziny o wielkich tradycjach. Przemek wspomina dzieciństwo w podkrakowskiej Masłomiącej i dorastanie w Zakopanem, współpracę z Piwnicą pod Baranami i odkrycie Ewy Demarczyk, koncerty w gdańskim Żaku, wyjazdy zagraniczne i występy z zespołem Rama 111, tworzenie gdańskiego Sax Clubu, animowanie jazzowej sceny w Trójmieście i współpracę z Radiem Gdańsk. Ale Sax Club to przede wszystkim ludzie, cała masa ludzi, którzy wypełniają życie niezwykle otwartego, a zarazem niesłychanie skromnego człowieka. – Pierwszy raz zrobiłem zdjęcie Przemkowi w 1994 roku, podczas otwarcia klubu Liliput. Niedawno w podobnej sytuacji rozmawiałem z nim na tegorocznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych. Spotkaliśmy się na koncercie poświęconym Jerzemu Dudusiowi Matuszkiewiczowi. Wchodzę na zaplecze, Przemek mnie widzi i zwraca się do koleżanek i kolegów artystów: „Słuchajcie, to jest Maciek Kosycarz. On tu robi zdjęcia”. Ja na to: „Przemku, ale ty jesteś Przemek Dakowski. A ja jestem wydawcą książki o tobie”. I w tym momencie Przemek skurczył się, zrobił się malutki i nic już więcej nie powiedział... Taki jest Przemek, o czym zapewne będziecie mieli państwo okazję się dziś przekonać – opowiadał o bohaterze premiery wydawca i fotoreporter Maciej Kosycarz.
I faktycznie. Pan Dyakowski, zapytany przez Piotra Jaconia, jak czuje się z pierwszą książką o sobie, odpowiedział: „Skrępowany bardzo. I zażenowany. Nie o wiem co mówić, czekam na pytania”. Jedno z pierwszych dotyczyło okoliczności powstania książki. – Nie pytamy, dlaczego powstała. Pytamy, dlaczego tak późno – dociekał Piotr Jacoń. Dziennikarz, erudyta i przedsiębiorca Mariusz Nowaczyński nie ukrywał, że pomysł na tę publikację zakiełkował w nim dawno, dawno temu, w czasach, kiedy panowie się poznali. – Na tzw. spotkaniach autorskich Przemek dzielił się ze mną różnymi anegdotami ze swojego życia. Z tych anegdot ta książka już wtedy powstawała. No ale trzeba było po prostu do niej usiąść. Sam bym tego nie zrobił, bo moje zajęcia wykluczały taką możliwość, pisałbym tę książkę ze 20 lat pewnie, a ważne był to, żeby Przemek doczekał jej wydania (śmiech publiczności – przyp. red.), i dlatego Kamil, z którym się zaprzyjaźniłem, po prostu zabrał się za ciężką robotę – wyjaśniał Nowaczyński. Kamil Wicik, dziennikarz Radia Gdańsk, historyk o świetnym uchu do młodej trójmiejskiej muzyki, udokumentował blisko 90 spotkań z bohaterem książki. Rozmawiali długimi godzinami u Przemka w domu, czasem w jego ulubionej „Cyganerii”. – Współpracowało się świetnie. Myślę, że Przemek jest wzorem współpracy. Był bardzo cierpliwy. Mamy udokumentowane blisko 90 spotkań. – Ja bym zaprzeczył. Cierpliwy to był Kamil. Docierał do rzeczy, które ja tylko trochę pamiętałem. Nie pamiętałem gdzie, kiedy itd. Kamil jeździł do Krakowa, do Zakopanego, do Katowic i wszystko sprawdzał. Ja się od niego wielu rzeczy o sobie dowiadywałem – wtrącał Pan Dyakowski.
– Chodziło nam o to, żeby pokazać Przemka na tle tych ludzi, których znał i z którymi się przyjaźnił. Uderzające jest to, że kiedy rozmawiam z muzykami znającymi go dość dobrze, okazuje się, że wielu z nich ma o nim taką naskórkową wiedzę: że krakus na pewno, że superfacet, uśmiechnięty saksofonista, bardzo otwarty i skromny. Niewielu wiedziało o jego genialnych dla mnie, jako człowieka po historii, korzeniach rodzinnych, które sięgają XV wieku, czy choćby o tym, że Przemek był sportowcem (m.in. skoczkiem narciarskim, narciarzem alpejskim i siatkarzem – przyp. red.) – opowiadał Kamil Wicik. Dla Piotra Jaconia dużym zaskoczeniem był w biografii Przemka okres morski. – Nie miałem świadomości tego, że tak naprawdę to jest marynarz. Twoja żona doświadczyła pewnego paradoksu. Przeniosła się z Gdyni do Krakowa, żeby studiować i uciec przed perspektywą bycia żoną marynarza. I tam spotkała Przemka, który tak właściwie żywot marynarski wiedzie do teraz, chociaż dziś już na lądzie – mówił dziennikarz TVN24. – Dla mnie najbardziej fascynująca jest opowieść z dzieciństwa Przemka i obraz Galicji chłopomanów. Przemek nawet mówi w tej książce, że jego tatę nazywano chłopomanem, bo on miał tak demokratyczne podejście do włościan. Uważał ich za równych sobie. I w takim duchu wychowywał swoje dzieci. To był pewien fenomen. Skromność i otwartość Przemka to cechy wyniesione z domu. Jestem o tym przekonany. Ty masz łatwość kontaktu z każdym. Może was dzielić nawet różnica trzech pokoleń, a i tak potrafisz podejść do takiego człowieka otwarcie. Dzięki temu łączysz pokolenia. Nie tylko muzyków. To jest niesamowite – zwracał się do Przemka Mariusz Nowaczyński. No właśnie, do Przemka... A dlaczego książkowy Sax Club jest Pana Dyakowskiego? – Dlaczego po tym wszystkim, co od lat nas łączy, przeszliśmy na pan? – dopytywał autorów Piotr Jacoń. – Na przekór. Mimo że Przemek jest taki bardzo demokratyczny i szybko przechodzi na ty, chciałem go połaskotać, żeby go szczypało trochę. Wymyśliłem ten tytuł, potem on mi się już nie do końca podobał, ale wszyscy dookoła mówili że jest świetny, więc im zawierzyłem. Jest w nim coś z symbolu czy nawet alegorii. Wiadomo, sax to instrument, czyli cały jazz Przemka się w tym zawiera. Club to są ludzie, cała masa ludzi, którzy wypełniają jego życie. Pan to to jego ziemiańskie wychowanie. Ciekawa jest historia nazwiska Dyakowski, które cudem ocalił tata Przemka. Komuniści chcieli je zmienić na Djakowski. Tata sprytnie wyprowadził z błędu urzędników, argumentując, że tam nie ma „j”, że to jest D-y-akowski. – opowiada Mariusz Nowaczyński. Wspólnie z autorami zapraszamy do lektury „Sax Clubu Pana Dyakowskiego”. Książka dostępna jest w księgarniach „Muza” oraz w księgarni internetowej na stronie kfp.pl. 16.11.2018 / fot. KFP
Od tygodnia na Wyspę Sobieszewską jeździmy największym w Polsce mostem zwodzonym. Otwarcie nowej przeprawy to także czas pożegnania z wysłużonym mostem pontonowym, z którego mieszkańcy tej części Gdańska korzystali ponad 40 lat. Demontaż najdłuższego w kraju „pontoniaka” (ponad 180 m długości) ruszył trzy dni temu. Prace potrwają do końca listopada. – Wykonawca rozpoczął rozbiórkę od rozpięcia i usunięcia kabli zasilających oraz demontażu lamp oświetleniowych – informuje Agnieszka Zakrzacka z Dyrekcji Rozbudowy Miasta Gdańska. W środę zaczęły znikać pierwsze elementy konstrukcyjne przeprawy. Najstarsze pamiętają lata 40. ubiegłego wieku. Te, które zostały zakwalifikowane jako nadające się do późniejszego użytku, trafią do bazy magazynowej Gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni. Pontony stanowiące podpory mostu zakończą żywot na złomowisku. Miasto próbowało je sprzedać, chętnych jednak nie było.
Wojskowa konstrukcja powstała niedługo po zakończeniu II wojny światowej w pobliskim Kiezmarku. W 1973 roku podzielono ją na dwa odcinki i przeniesiono do Drewnicy i Sobieszewa. Most pontonowy w Sobieszewie składał się z dziewięciu przęseł, z których środkowe, o szerokości 30 m, było ruchome i służyło do otwierania przeprawy dla żeglugi. Konstrukcja mostu składała się ze stalowych dźwigarów głównych, podłużnic, poprzecznic i wiatrochronu. Przy wjeździe na obiekt od strony Sobieszewa znajdowały się stalowe dźwigary oraz poręcze, które następnie przechodziły w bariero-poręcze. Ułożone na nich stalowe konstrukcje kratownicowe, a także płyty pomostowe, trafią do magazynów GZDiZ. 16.11.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Na Uniwersytecie Gdański powstało Międzynarodowego Centrum Teorii Technologii Kwantowych (International Centre for Theory of Quantum Technologies, ICTQT). Otwarcie międzynarodowej agendy badawczej to w największej mierze zasługa profesorów Marka Żukowskiego i Pawła Horodeckiego, światowej klasy naukowców, którzy otrzymali na ten cel 35 mln złotych z programu realizowanego przez Fundację na Rzecz Nauki Polskiej. W nowo powstałym centrum naukowcy z całego świata będą prowadzić badania w zakresie fundamentalnych zagadnień fizyki kwantowej, komunikacji i informacji kwantowej oraz technologii kwantowych. Działalność MAB będzie skupiona szczególnie wokół rozwoju nowych technologii, z naciskiem na cyberbezpieczeństwo oraz nowe techniki obliczeniowe. Strategicznym partnerem przedsięwzięcia jest Austriacka Akademia Nauk (Instytut Optyki Kwantowej i Informacji Kwantowej), jeden z najlepszych ośrodków naukowych w tej dziedzinie na świecie. Dodajmy, że Uniwersytet Gdański już po raz drugi uzyskał wysoki grant w ramach programu Międzynarodowe Agendy Badawcze (MAB). W ubiegłym roku profesorowie Ted Hupp i Robin Fahraeus otrzymali 41 milionów złotych na utworzenie w Gdańsku Międzynarodowego Centrum Badań nad Szczepionkami Przeciwnowotworowymi. – Zagadnienia fizyki kwantowej, w tym technologii kwantowych, sytuowane są wśród największych współczesnych naukowych wyzwań. Nowymi technologiami interesują się nie tylko naukowcy, ale także rządy i wielkie korporacje. W tym roku rusza europejski program wspierania tego rodzaju badań – European Quantum Technologies Flagship z budżetem w wysokości 1 mld euro. Międzynarodowe Centrum Teorii Technologii Kwantowych na Uniwersytecie Gdańskim wpisuje się w zbliżającą się drugą rewolucję kwantową – mówi stojący na czele MCTTK prof. Marek Żukowski, ekspert w dziedzinie mechaniki kwantowej i kwantowej interferometrii, autor ponad 150 prac naukowych publikowanych m.in. w najważniejszych światowych czasopismach, takich jak „Nature” czy „Physical Review Letter”. Prof. Paweł Horodecki, lider grupy naukowej w ICTQT, również ma dorobku ponad 150 artykułów z dziedziny kwantowej teorii informacji i podstaw mechaniki kwantowej, cytowanych ponad 14 tys. razy. 16.11.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Fatalny styl, zły wynik i tysiące zawiedzionych kibiców, którzy liczyli na przełom w grze biało-czerwonych. Piłkarska reprezentacja Polski przegrała w Gdańsku z Czechami 0:1. To piąty mecz Jerzego Brzęczka w roli selekcjonera nasze kadry, piąty bez zwycięstwa. Tak złej serii nie było w polskim futbolu od 2012 roku. Robert Lewandowski zaleca kibicom cierpliwość. Kamil Grosicki mówi o fatum wiszącym nad reprezentacją. – Straciliśmy bramkę po prostym błędzie. Zdajemy sobie sprawę, że w obronie na tę chwilę jest najwięcej do poprawy. Jednak nie jest łatwo, gdyż w porównaniu z defensywą, która grała w ostatnich latach, praktycznie nie został żaden zawodnik. W szybkim tempie nie da się ich zastąpić. Niestety, żadnego z pięciu spotkań nie zagraliśmy na zero z tyłu. To na pewno nasza bolączka. Będziemy szukali nowych rozwiązań, a zarazem liczę, że obrońcy, którzy obecnie są kontuzjowani, będą do dyspozycji na wiosnę – komentuje występ w Gdańsku selekcjoner Jerzy Brzęczek. – Będziemy gotowi na eliminacje mistrzostw Europy – zapewnia prezes PZPN Zbigniew Boniek. Losowanie grup eliminacyjnych 2 grudnia w Dublinie, pierwsze mecze 21–23 marca 2019 roku.
Polska – Czechy 0:1 (0:0). Bramka: Jakub Jankto (52’). Widzów: 34 783.
POLSKA: Skorupski – Kędziora, Bednarek, Kamiński, Bereszyński – Frankowski (63’ Błaszczyowski), Krychowiak, Klich, Grosicki (78’ Milik) – Zieliński (69’ Kądzior) – Lewandowski. 15.11.2018 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
  • aktualnych propozycji: 11325
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2018 KFP