logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 11972
Od dziś wakacje! Jedne z najdłuższych w historii. Potrwają 74 dni. Dla blisko 140 uczniów Szkoły Podstawowej nr 43 w Gdańsku i Gimnazjum nr 29 zakończenie roku szkolnego 2018/2019 było jednocześnie pożegnaniem z gmachem przy ul. Beethovena 20. Ostatnie już cztery klasy trzecie gimnazjalne i dwie klasy ósme ruszają w świat. Ze szkołą żegna się również przechodzący na emeryturę dyrektor Henryk Knospe. Nauczyciel matematyki, były sportowiec i wielki miłośnik Lechii Gdańsk związany był z tą placówką ćwierć wieku. Kierował nią przez 22 lata, od roku 1997 podstawówką, a przez 20 ostatnich lat także zlikwidowanym właśnie gimnazjum. Dużo się tu wydarzyło w tym czasie. – Jednym z najważniejszych dla szkolnej społeczności momentów był jubileusz 50-lecia szkoły i nadanie gimnazjum imienia Jana Kochanowskiego. Powróciliśmy do dawnego patrona. Na 55-lecie, w roku szkolnym 2010/2011, szkoła wzbogaciła się o zespół boisk wielofunkcyjnych „Orlik” sfinansowanych ze środków unijnych. Ważna była też współpraca z klubem Lechia Gdańsk. Zaczęła się 15 lat temu od byłego piłkarza Lechii, trenera Marka Szutowicza, który przyprowadził do nas chłopców po podstawówce do pierwszej klasy gimnazjalnej. Trwało to aż do zeszłego roku, kiedy mury Gimnazjum nr 29 opuścił ostatni z naszych biało-zielonych, aktualnie zawodnik pierwszej drużyny prowadzonej przez Piotra Stokowca – Mateusz Żukowski. Z sympatii dla szkoły gra w koszulce z numerem 29. Naszymi wychowankami są także m.in. reprezentant Polski Przemysław Frankowski, zawodnik Chicago Fire, oraz Oktawian Skrzecz, piłkarz Korony Kielce – z dumą opowiada nam Henryk Knospe, który podczas dzisiejszej uroczystości symbolicznie przekazał klucze do szkoły swojemu następcy Bartłomiejowi Cendrowskiemu. SP 43 i jej piękne sportowe tradycje są w dobrych rękach. Byłego kolarza Lechii Gdańsk i Floty Gdynia od 1 września zastąpi absolwent Akademii Wychowania Fizycznego, były lekkoatleta. Co więcej, żona pana Bartłomieja, Alicja, od wielu lat prowadzi w szkole sekcję cheerleaderek. Jej podopieczne z klas drugich i trzecich są świeżo upieczonymi wicemistrzyniami Polski. Dla piłki też nie zabraknie tu przyjaznej przestrzeni. Od września br. w SP 43 będzie klasa (czwarta) – a może nawet dwie (także piąta) – o profilu piłkarskim dla dziewcząt i chłopców. To inicjatywa Akademii Piłkarskiej Feyenoord Rotterdam Football Schools Poland – treningi poprowadzi ekspert z uprawnieniami szkółki słynnego holenderskiego klubu. – Rekrutujemy dzieci z roczników 2009 i 2010. Liczy się talent dziecka i charakter. Doskonalenie techniki leży po naszej stronie. Uczymy holenderskiego stylu gry, wyróżniającego się sprytem, taktyką, metodologią i filozofią. Ważne jest, by uczniowie osiągali również dobre wyniki w nauce – mówi Tom Gibney z Akademii Piłkarskiej Feyenoord Rotterdam Football Schools Poland. Nabór do pierwszej w Gdańsku klasy piłkarskiej dla chłopców i dziewcząt potrwa niemal do końca wakacji. Wszyscy zainteresowani proszeni są o kontakt pod numerem telefonu 660 757 446 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej (sekretarz@feyenoord-football-poland.com). 19.06.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
W Gdyni przy ul. Abrahama powstał woonerf czyli strefa w której piesi i rowerzyści mają pierwszeństwo, a przejeżdżać po tym fragmencie ulicy można tylko i wyłącznie z prędkością ograniczoną do 20 km/h. Pomysł na nową odsłonę ulicy Abrahama powstał już 2016 roku jako projekt Budżetu Obywatelskiego. Propozycja spodobała się mieszkańcom i dzięki ich głosom wygrał uzyskując 1500 głosów. Po akceptacji władz Gdyni przystąpiono do realizacji. Koszt projektu zamknął się w około 4 milionach złotych. Na odcinku pomiędzy ulicami 10 Lutego i Batorego pojawiła się przede wszystkim nowa, różnobarwna nawierzchnia.  Pojawiły się liczne zieleńce, kwietniki i donice, zasadzono m.in. 24 nowe robinie akacjowe. Powstały nowe LED-owe lampy uliczne. Nie zapomniano tez o rowerzystach tworząc nowe stojaki rowerowe. W inauguracji wzięli udział przede wszystkim mieszkańcy. A symboliczną wstęgę przecinał prezydent Gdyni, Wojciech Szczurek. 18.06.2018 fot. Anna Bobrowska / KFP
„Stocznia na zdjęciach Kosycarzy” to pierwsza wystawa zdjęć już nie dwóch, lecz trzech pokoleń gdańskich fotoreporterów dokumentujących historię Gdańska, historię działalności Stoczni Gdańskiej i powstającego na terenach poprzemysłowych Młodego Miasta. – Bardzo się cieszę, że ta nasza pierwsza wystawa opowiada właśnie o stoczni. To miejsca niezmiennie kojarzące się z Gdańskiem, a każdy z nas widział ją inaczej i w innej epoce – mówi Maciej Kosycarz, syn Zbigniewa i tata Konrada. Rozkwit, upadek i nowe, inne życie – kilkadziesiąt zdjęć z ich rodzinnego archiwum ozdobiło ogrodzenie rozciągające się wokół remontowanego budynku dyrekcji dawnej Stoczni Cesarskiej, jednego z najważniejszych zabytków na terenach postoczniowych. To początek rewitalizacji stanowiącej ważną część projektu „Młode Miasto”. Ekspozycja jest wspólną inicjatywą inwestora – spółki Stocznia Cesarska Development i agencji Kosycarz Foto Press. – Na tych zdjęciach można zobaczyć, że stocznia to przede wszystkim ludzie. Ludzie tworzyli tę przestrzeń w przeszłości i wierzymy, że tak będzie również w przyszłości. Mamy świadomość rangi tego miejsca. Chcemy nadać mu nowe życie i napisać tu nowe historie, szanując jego dziedzictwo. Dzięki takim projektom jak Szlak Stoczni Cesarskiej czy też prezentowanej dzisiaj wystawie historie ludzi, którzy tu pracowali, i miejsc nie ulegną zatarciu i zawsze będą stanowiły ważny element tej przestrzeni. Mogę zdradzić, że pracujemy już nad kolejnymi projektami, które niebawem ujrzą światło dzienne – podkreślał Gerard Schuurman, dyrektor projektu rewitalizacji Stoczni Cesarskiej, witając gości na dzisiejszym wernisażu. Otwarcie wystawy uświetnili Lech Wałęsa, Bogdan Oleszek – dyrektor administracyjny Stoczni Gdańskiej w latach 1997-2007, przewodniczący Rady Miasta od III do VII kadencji, Mirosław Baka, który w filmie Andrzeja Wajdy „Wałęsa. Człowiek z nadziei” zagrał rolę Klemensa Gniecha, dyrektora SG w latach 1976–1981, senator Sławomir Rybicki, Tadeusz Fiszbach (jego żona Hanna pojawia się na jednym ze zdjęć jako matka chrzestna statku) i Krzysztof Skiba, przyjaciel Maćka od czasów szkolnych. – Spoglądaliśmy na stocznię z okien I Liceum Ogólnokształcącego. Paweł Adamowicz, uwieczniony tu na fotografii z otwarcia ECS, też widział ją z tej perspektywy i tak jak my pracował na terenie Stoczni Gdańskiej w Studenckiej Spółdzielni Pracy Techno-Service – przypominał Maciej Kosycarz. Wystawa zaczyna się kadrem z wodowania słynnego „Sołdka”. Na kolejnych tablicach oglądamy m.in. wuefemki i junaki parkujące przy ul. Jana z Kolna, pierwsze międzynarodowe festiwale piosenki w hali SG, początek lat 70. i goszczącą w stoczniowych halach sztukę (scenka niczym z filmów Stanisława Barei), matki chrzestne statków, stoczniowa historię Lenina, pierwsze food trucki, czyli śniadania w paczkach serwowane w turystycznej przyczepie samochodowej. Oczywiście są tu Edward Gierek, Piotr Jaroszewicz i słynne hasło „Pomożecie?!”, a w części zamykającej tę 70-letnią historię – skok do następnej epoki i wojna o stocznię tocząca się pomiędzy strażnikami i światem sztuki, murale, Kolonia Artystów, otwarcie odrestaurowanego warsztatu pracy elektryka Lecha Wałęsy, alternatywna linia autobusowa, ECS, klub B90, 100cznia, ulica Elektryków i przyglądające się transformacjom gdańskie żurawie. – Wielki trud, wielka sprawa, wiele walki o wolność, no a finał właśnie taki, jak to jest z człowiekiem każdym. Wszystko się zaczyna, trwa, no i kończy się. Stocznia, nawet gdyby się tak nie skończyła, to i tak, w związku z rozbudową Gdańska, już by tu nie pasowała. Jak tu praca trwała, to ona już naprawdę utrudniała życie ludziom. Młoty, walcowanie blach, spawanie – to już nie pasowało do rozbudowy Gdańska. Dlatego i tak byśmy musieli ją przenieść. Pytanie: Ile zostawić dziedzictwa historycznego, pamiątek tamtych dni? Czy wystarczająco dużo zabezpieczyliśmy? Wydaje mi się, że jednak trochę za mało. Ale może następne pokolenie odbuduje to, co my straciliśmy – komentował „Stocznię” Lech Wałęsa. 18.06.2019 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Agnieszka Chylińska świętuje w 2019 roku 25-lecie działalności artystycznej. Jubileuszowy czas postanowiła wypełnić wszystkim tym, co kocha. Koncertuje, nagrywa płyty i pisze książki. Jako autorka przygód rezolutnej Zuzi Zezik dała się poznać w 2012 roku. Jej Zezia ma dziś 14 lat. Właśnie powróciła do swoich wiernych fanów na kartach czwartej książeczki. W poniedziałkowe popołudnie Agnieszka i Zuzanna spotkały się z czytelnikami w gdańskim salonie Empik Galeria Bałtycka. – Nie umiem pisać dla dorosłych, umiem pisać dla dzieci. Mówię, że umiem, bo do tej pory szło mi bardzo dobrze – wyznaje Agnieszka Chylińska, prezentując trzy poprzednie książeczki opowiadające o często skomplikowanych relacjach między pokoleniami. „Zezia i Giler”, „Zezia, Giler i Oczak” oraz „Zezia i wszystkie problemy świata” rozeszły się setkach tysięcy egzemplarzy. Czwarta część nosi tytuł „Zezia, miłość i bunt na statku”. Nastoletnia bohaterka mierzy się z tak trudnymi sprawami jak pierwsza miłość do megaprzystojnego kolegi, wymagający nauczyciel od matematyki czy rozstanie rodziców. To rzecz dla młodych odbiorców, ale też dla tych trochę starszych, którzy chcieliby wiedzieć, co kłębi się pod zbuntowaną nastoletnią czupryną. – Z serca chciałabym wam tę książkę polecić. Mam nadzieję, że się wam spodoba – jest taka prostolinijna jak ja, ciepła, przyjazna dla dzieci, a wierzę, że będzie także trochę pomocna rodzicom, którzy czasem nie wiedzą, jak rozmawiać se swoimi dzieciakami. Nie twierdzę, że ja jestem mistrzem świata, ale myślę, że warto rozmawiać z dziećmi o wszystkim, także o tym, co jest dla nas trudne i czasem bolesne. Wydaje nam się często, że dzieci są słabsze, że mogą czegoś nie znieść, a okazuje się, że one są bardzo dzielne. Czasem dają sobie radę lepiej niż my, kiedy muszą skonfrontować się z czymś trudnym. O tym jest ta książka – zachęca do lektury Agnieszka Chylińska. 17.06.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
Najbardziej widowiskową konkurencją było przerzucanie beczek przez poprzeczkę zwieszoną na wysokości 4 metrów. Największe emocje wzbudzał spacer farmera. Przenoszenie dwóch ponad 100-kilogramowych waliz – po jednej w każdej dłoni – na 40-metrowej trasie wytyczonej w głębokim piachu to prawdziwa droga przez mękę. Jedenastu siłaczy rywalizowało w niedzielę na Lotos Stadionie Letnim na plaży w Brzeźnie w zawodach Plażowego Pucharu Polski Strongman. Z trudami sześciu konkurencji najlepiej poradził sobie gdańszczanin Marcin Schabowski. Na drugim miejscu zawody ukończył Mateusz Wrzesiński z Golubia-Dobrzynia, a na trzecim stopniu podium stanął Damian Wojtas, mieszkaniec gminy Puck. W Brzeźnie swoich sił mogły spróbować także ochotniczki wywodzące się spośród publiczności. Dla pań była waga płaczu. Stalowy krążek na wyprostowanych rękach najdłużej udało się utrzymać pani Ewie z Gdańska. 16.06.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Puchar Narodów dla Belgii. Losy najbardziej prestiżowego konkursu Lotto CSIO5* Sopot 2019 ważyły w rozgrywce dodatkowej, w której rywalem lidera belgijskiej ekipy Pietera Devosa (Apart) był Irlandczyk Paul O’Shea (Skara Glen's Machu Picchu). Po dwóch nawrotach obie reprezentacje miały na koncie po cztery punkty karne. Devos przystępował do decydującej rozgrywki jako drugi, wiedząc już, że jeśli pokona parkur bezbłędnie, czas jego przejazdu nie będzie miał znaczenia. O’Shea i Skara pomylili się na pierwszej stacjonacie. Taktyka Belga polegała więc przede wszystkim na precyzji. Co prawda podczas przejazdu kilkakrotnie oglądał się za siebie, słysząc jak drągi muśnięte przez Aparta kopytami drżą na stojakach, ale szczęście było tego dnia przy Belgach i to oni kilka chwil później mogli otwierać szampana na najwyższym stopniu podium Pucharu Narodów. Druga była Irlandia, a trzecia Francja (8 pkt. Karnych). Na podium zabrakło tym razem miejsca dla faworyzowanych ekip Holandii (12 pkt., 5. lokata) i Niemiec (10 pkt., 4.). Polacy z 21. punktami karnymi na koncie ukończyli konkurs na 7. miejscu, wyprzedzając zdecydowanie najsłabszą w stawce Austrię (72 pkt.). Po pierwszym nawrocie (8 pkt.) gorąco wierzyliśmy, że biało-czerwonym uda się włączyć do walki z najlepszymi ekipami światowego rankingu. Czysty przejazd Jana Bobika (Chacco Amicor) oraz pojedyncze błędy Andrzeja Opłatka (Stakkatan) i Wojciecha Wojciańca (Naccord Melloni) dawały nadzieję... – Od najlepszych dzieli nas już tylko jedna zrzutka. Walczyliśmy wiele lat o to, żeby ta granica się zatarła. I ona właśnie się zaciera – komentował na żywo Rudolf Mrugała, trener kadry narodowej. Choć w drugim nawrocie liderom naszego zespołu i ich konikom nie udało się potwierdzić najwyższej formy, a czysty przejazd Krzysztofa Ludwiczaka startującego na Nordwindzie (z 1 punktem karnym za przekroczenie limitu czasu) nie wystarczył do odparcia ataku plasujących się tuż za nami Brazylijczyków, Polacy pozostawili po sobie w Sopocie dobre wrażenie. 16.06.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
Świat Mało Znany przemaszerował w sobotnie południe ul. Długą i Długim Targiem. W kolorowej paradzie poruszającej się przy dźwiękach bębnów zespołu Taraban maszerowało około 200 uczestników, wolontariuszy i sympatyków festiwalu promującego twórców z niepełnosprawnością intelektualną. Co dwa lata przyjeżdżają do Gdańska – zwykle u progu sezonu letniego – z wielu regionów kraju i Europy, by przełamywać bariery, zdawać kłam powstającym na ich temat stereotypom i integrować się ze szeroko rozumianym środowiskiem artystycznym. 14. odsłona festiwalu Świat Mało Znany organizowanego od 25 lat przez gdańskie koło Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną (PSONI) z siedzibą przy ul. Jagiellońskiej (stanowiącą centrum wydarzeń) skupiła w największej liczbie twórców z Pomorza. Około 90 osób od wtorku do piątku uczestniczyło w warsztatach teatralnych, tanecznych, muzycznych, plastycznych i fotograficznych. Efekty ich wspólnych działań prowadzonych pod kierunkiem profesjonalnych artystów mogliśmy zobaczyć podczas sobotniej pardy. Przy Bramie Zielonej swoje happeningi miały grupy teatralne i taneczne. Finałowym akcentem festiwalu był wieczorny koncert w Europejskim Centrum Solidarności z udziałem debiutującego w Świecie Mało Znanym zespołu Caritas Capella ze Skórcza oraz dobrze znanego trójmiejskiej publiczności Remontu Pomp. Twórców niepełnosprawnych wspierały gwiazdy sceny muzycznej. – Od wtorku pracowaliśmy nad tym koncertem z Mikołajem Trzaską, gdańskim kompozytorem i saksofonistą jazzowym, oraz Rabihem Beaini, didżejem z Libanu mieszkającym w Berlinie, który gra na bardzo ciekawie brzmiącym, trzystrunowym instrumencie własnej konstrukcji. Linki pochodzące z motocykla i roweru wydają naprawdę zaskakujące dźwięki – mówi nam Jarosław Marciszewski, główny organizator festiwalu, założyciel i szef zespołu Remont Pomp grającego na etniczną, awangardową i współczesną nutę. Z wirtuozami talerzy, mis, szklanek, butelek, beczek po ogórkach, balafonów i tang drumów integrował się także legendarny saksofonista free jazzowy z Chicago Ken Vandermark. A okazja była naprawdę wyjątkowa, bowiem z myślą o festiwalowych słuchaczach „pompiarze” przygotowali repertuar złożony z utworów po raz pierwszy wykonywanych publicznie. 15.06.2019 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
„Rajd za dychę” to jedna z najpopularniejszych na Pomorzu imprez dla miłośników zabytkowych i klasycznych samochodów. A do tego najtańsza. Jak wskazuje nazwa, wpisowe wynosi tylko 10 złotych. Uczestnicy czwartego rajdu zorganizowanego przez Automobilklub Morski w Gdyni spotkali się w niedzielne przedpołudnie na terenie pruszczańskiej Faktorii, by wyruszyć w 60-kilometrową trasę z metą w Skarszewach, gdzie ich wspaniałe pojazdy były dziś jedną z atrakcji Skarszewskich Sobótek. Po drodze zaliczali próby na dokładność jazdy i testy z wiedzy o historii motoryzacji. W jakiej kondycji kończyli tę pierwszą odsłonę Turystycznych Mistrzostw Okręgu Gdańskiego PZM, nie widzieliśmy, ale mieliśmy okazję przyjrzeć się wzbudzającym uśmiech sympatii trabantom, zastawkom, „beczkom” i taunusom przed startem z Faktorii. 16.06.2019 / fot. Daniel Słoboda / KFP
Międzynarodowe zawody w skokach przez przeszkody Lotto CSIO5* 2019 rozgrywane od czwartku na sopockim Hipodromie przebiegają pod znakiem dominacji niemieckiego jeźdźca Daniela Deussera. Czwarty zawodnik światowego rankingu Longines FEI i medalista igrzysk olimpijskich w Rio triumfował w obu najbardziej prestiżowych konkursach indywidualnych. W piątek nie dał szans rywalom w walce o puchar Longines Grand Prix, startując na dziesięcioletniej klaczy Jasmien Vd Bisschop, a dzisiaj był najlepszy w rywalizacji o Puchar Lotto. W sobotę pokonywał 1,6-metrowej wysokości przeszkody, dosiadając dziewięcioletniej klaczy Kiana van het Herdershof. Gniada piękność nie pomyliła się ani razu. Czystymi przejazdami mogło poszczycić się aż 19 par. Najszybciej dokonali tej sztuki Daniel i Kiana. Drugie miejsce zajął Irlandczyk Billy Twomey (Lady Lou), a na trzecim stopni podium stanął Francuz Simon Delestre (Chadino). Z trudnym parkurem dobrze poradzili sobie reprezentanci Polski. Jan Bobik na Farmerze zamknął najlepszą dziesiątkę, tracąc do zwycięzcy ponad 4 sekundy, a tuż za nim uplasował się Wojciech Wojcianiec na Chintablue. Jeździec ze Szczecina doskonale spisał się w czwartkowym konkursie CSIO5* o nagrodę firmy Porsche Centrum Sopot, zajmując w nim drugie miejsce. Polskie pary należą do najlepszych w towarzyszących zmaganiom pierwszej dywizji FEI konkursach CSI1* dla młodych koni. Po trzech dniach biało-czerwoni mają na swoim koncie trzy zwycięstwa oraz pięć drugich i cztery trzecie miejsca. W niedzielę (godz. 10.30) będziemy dopingować naszych w najbardziej prestiżowej rywalizacji – Pucharze Narodów. O dobry wynik drużyny walczyć będą: Krzysztof Ludwiczak – trzeci zawodnik sobotniego konkursu o Puchar Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Jan Bobik, Andrzej Opłatek, Wojciech Wojcianiec oraz Radosław Zalewski. Na liście startowej CSIO5* 2019 znalazło się blisko 70 jeźdźców i amazonek, którzy przywieźli do Sopotu ponad 170 koni. Pula nagród to 2 miliony złotych. 15.06.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
Hasło „Viva Oliva” połączyło w sobotę mieszkańców jednej z najbardziej urokliwych i najstarszych dzielnic Gdańska we wspólnym świętowaniu. Ulica Opata Jacka Rybińskiego zamieniła się z tej okazji w deptak, na którym zagościli artyści, rzemieślnicy, wydawcy, gastronomicy i miłośnicy pchlich targów, ale także oliwskie firmy, szkoły czy kluby sportowe. To jedyny dzień w roku, kiedy ruchliwa trasę przebiegająca przez serce dzielnicy przejmują we władanie mieszkańcy, piesi. I to stąd właśnie, spod siedziby Fundacji Wspólnota Gdańska – organizatora święta, w sobotnie popołudnie wyruszył Oliwski Korowód. Barwna parada przemaszerowała ulicami Rybińskiego, Grunwaldzką, Kaprów i Wita Stwosza, by ponownie stanąć przed Parkiem Oliwskim. – Chodzi nam o to, żeby Oliwa pokazała, co ma najlepszego – niezmiennie powtarza Andrzej Stelmasiewicz, szef Fundacji Wspólnota Gdańska, która już po raz ósmy – wspierana przez dziesiątki partnerów – zaprosiła nas wspólnego skandowania „Viva Oliva!”. Pod sceną na placu Inwalidów Wojennych głośno będzie do późnego wieczora. Tu się dziś słucha muzyki i tańczy. Od godz. 20 do tańca zaprasza DJ Baltazar. 15.06.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
  • aktualnych propozycji: 11972
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2019 KFP