logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 10761
Profesor Joanna Muszkowska-Penson otrzyma tytuł Honorowej Obywatelki Gdańska. Z inicjatywą uhonorowania żołnierki Związku Walki Zbrojnej, działaczki opozycyjnej w czasach PRL oraz wieloletniej lekarki i tłumaczki Lecha Wałęsy wyszli radni PO i prezydent Gdańska. Głosowanie na sesji Rady Miasta 29 marca. Radni dokonają także zmiany w uchwale, dodając żeńską formę tytułu przyznawanego osobom szczególnie zasłużonym dla Gdańska.
– Profesor Joanna Muszkowska-Penson to postać, której życiorysem można obdzielić kilka osób, a dobry scenarzysta mógłby mieć nie lada materiał do pracy.Warto podkreślić, że tak naprawdę to nie tytuł Honorowej Obywatelki Miasta Gdańska nadaje prestiż profesor Penson, ale to będzie dla nas zaszczyt, że taka osoba jak pani profesor będzie taki tytuł nosiła. Jest inspiracją dla Gdańska, dla Polaków. I wierzę, że inicjatywa ta zostanie przyjęta niezależnie od partyjnych podziałów – mówi prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Profesor Joanna Muszkowska-Penson należy do pokolenia „Kolumbów”. Urodziła się 25 października 1921 roku. Była żołnierką Związku Walki Zbrojnej, łączniczką w Komendzie Głównej ZWZ. W marcu 1941 r. została aresztowana przez gestapo i osadzona na Pawiaku. We wrześniu przewieziono ją do nazistowskiego obozu koncentracyjnego Ravensbrück. – Po wyzwoleniu obozu, jak sama podkreśla, do domu wracała pieszo, w więziennych ubraniach. Dotarła aż pod Szczecin – przypomina prezydent Adamowicz.
Po powrocie do Polski 24-letnia wówczas Joanna odnalazła rodziców i zamieszkała w Łodzi, gdzie jej ojciec organizował uniwersytet. Ukończyła studia medyczne i otrzymała nakaz pracy w Gdańsku. W latach 1950–1980 pracowała w Klinice Chorób Nerek Akademii Medycznej. W tej uczelni przeszła wszystkie stopnie medycznego wtajemniczenia – w 1961 r. została doktorem, w 1971 doktorem habilitowanym, w 1976 profesorem tytularnym. Specjalizowała się w chorobach wewnętrznych, zajmowała się naukowo chorobami nerek. Wysoko ceniono ją też jako wykładowcę szkolącego przyszłych lekarzy. W sierpniu 1980 roku służyła medycznym wsparciem strajkującym stoczniowcom. Po wprowadzeniu stanu wojennego ukrywała w swoim mieszkaniu działaczy ruchów wolnościowych. Nieustannie udzielała też porad i niezbędnej opieki medycznej. W maju i sierpniu 1988 r. pracowała jako lekarz przy strajkach w Stoczni Gdańskiej i w Porcie Gdańskim. W tym samym roku została odznaczona Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. W 2014 roku Rada Miasta Gdańska uhonorowała ją Medalem Księcia Mściwoja II za wieloletnią pracę i osiągnięcia w dziedzinie medycyny, a także za odwagę i siłę moralną wykazaną w obozie Ravensbrück oraz w czasach stanu wojennego. – Profesor Penson mimo to pozostaje osobą niezwykle skromną, niechętną do przyjmowania nagród za swoje zasługi. Uważa to za swoją służbę, dlatego nie ukrywam, że kiedy w styczniu opowiedziałem o naszej inicjatywie, musiałem naszą bohaterkę trochę przekonywać – przyznaje prezydent Adamowicz.12.03.2018 / fot. KFP
Czy pieniądze wyleczą polską służba zdrowia? Do jakiego lekarza powinna się udać? Co jej faktycznie dolega? Czy jest to ostre zapalenie woreczka finansowego czy przewlekła niewydolność odpowiedzialności politycznej? Na fundamentalne pytania dotyczące naszej opieki zdrowotnej odpowiadali w niedzielę uczestnicy debaty z cyklu „Arena Idei” realizowanego w bibliotece Europejskiego Centrum Solidarności przez ekipę stacji telewizyjnej TVN24. Dyskusję z udziałem profesorów Piotra Czauderny (chirurgia dziecięca), Janusza Czapińskiego (psychologia społeczna), Roberta Gwiazdowskiego (prawo) i Bohdana Maruszewskiego (kardiochirurgia) poprowadziła dziennikarka Faktów TVN i TVN24 Katarzyna Kolenda-Zaleska. Co mówili eksperci?
Profesor Bohdan Maruszewski: Same pieniądze nie rozwiążą problemu, ale bez istotnego dorzucenia pieniędzy do systemu świadczeń publicznych nie ma mowy o jego naprawie. (…) Jeśli te pieniądze nie zostaną zainwestowane w ludzi, to system się nie naprawi.
Profesor Robert Gwiazdowski: Jednym podstawowym rozwiązaniem jest reorganizacja systemu, drugim rozwiązaniem pomyślenie o dodatkowych pieniądzach. Tylko z czego? Poszukajmy tych pieniędzy, ale przestańmy odpowiadać, że podwyższenie składki na NFZ jest rozwiązaniem.
Profesor Janusz Czapiński: Zależy jakie pieniądze (…) 1/3 potencjalnych pacjentów rezygnuje ze świadczeń medycznych, jak się dowiaduje, że mają czekać rok na wizytę u specjalisty.
Profesor Piotr Czauderna: Starzenie się społeczeństwa powoduje, że my będziemy martwili się gorszą dostępnością do świadczeń, jeśli nie zwiększymy radykalnie finansowania. (...) Pacjenci są w stanie zgodzić się, żeby lekarze zarabiali więcej, pod warunkiem, że będą mieli dla pacjentów więcej czasu.
68,9 proc. uczestników sondy przeprowadzonej podczas programu udzieliło na tytułowe pytanie odpowiedzi przeczącej. Przed programem „nie” powiedziało 55,5 proc. 11.03.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Różni ich ekspresja i sposób wyrażania siebie poprzez grę, łączy otwartość, inwencja i emocjonalność. Obaj znani są publiczności gdańskiego Żaka. Gościli tutaj już kilkakrotnie. W niedzielę po raz pierwszy zagrali na scenie w Sali Suwnicowej, zasiadając przy fortepianach naprzeciwko siebie. Vijay Iyer jak i Craig Taborn to światowa czołówka współczesnego fortepianu jazzowego. Obaj należą do średniego pokolenia muzyków, mającego przemożny wpływ na to, jak dziś wygląda i brzmi nowojorska scena jazzowa. Są także twórcami otwartymi i kreatywnymi, którzy w naturalny sposób budują indywidualny język muzyczny, korzystając z wybranych jakości, wpływów i gatunków muzycznych. Ich wspólny koncert to sytuacja niemal wyjątkowa. W 2013 roku zagrali na Montreal International Jazz Festival. - Jest wiele powodów, dla których duetów fortepianowych nie widzi się często. Po pierwsze, niewiele jest miejsc dysponujących dwoma fortepianami. Równie istotnym jest, że 176 klawiszy to dla niektórych słuchaczy zbyt wiele, szczególnie gdy dwóch muzyków nie ma twardo ustalonego planu gry. Ponadto nie wiadomo, czy indywidualne style gry będą do siebie pasować. Dlatego takie partnerstwa należy tworzyć z daleko idącą ostrożnością, nawet gdy w grę wchodzą uznani muzycy. Iyer i Taborn (…) to zestawienie niczym z jazzowego nieba. Choć podczas całego 70-minutowego setu nie zamienili słowa, to ukazali niebywały poziom komunikacji, grając brawurowe utwory jeden po drugim – komentował ich pamiętny koncert Jim Harrington z magazynu „JazzTimes”. 11.03.2018 / fot. Anna Rezulak / KFP
Lechia prowadzona po raz pierwszy przez trenera Piotra Stokowca zagrała z mistrzem Polski lepiej niż w kilku ostatnich spotkaniach z niżej notowanymi rywalami, ale w jej poczynaniach defensywnych znowu było zbyt dużo indywidualnych błędów. Legia wykorzystała trzy. Warszawianie też nie byli święci pod własną bramką, tylko nie spotkała ich w Gdańsku za to odpowiednia kara. Biało-zielonym nie można odmówić waleczności. W niedzielę zabrakło w ich grze wyrachowania – tzw. boiskowego cwaniactwa. Ono było siłą Legii. Z debiutu Piotra Stokowca na gdańskiej ławce trenerskiej kibice Lechii zapamiętają walkę od pierwszej do ostatniej minuty i honorową bramkę zdobytą przez Simeona Sławczewa. To pierwszy gol bułgarskiego pomocnika na polskich boiskach.
Lechia Gdańsk – Legia Warszawa 1:3 (0:1). Bramki: Sławczew (66') – Niezgoda (24'), Remy (48'), Kucharczyk (51'). Widzów: 12 021.
LECHIA: Kuciak – Wojtkowiak, Nunes, Chrzanowski – Stolarski (78' Mladenović), Sławczew, Łukasik, Krasić (55' Lipski), Peszko – F. Paixao (55' Kuświk), M. Paixao. 11.03.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
Pierwsza niedziela z zakazem handlu. W Gdańsku-Wrzeszczu zamknięte sklep Lidla i Galeria Bałtycka. Natomiast położona niedaleko Galeria Metropolia, która dzięki uruchomionej na terenie kasie kolejowej stała się dworcem kolejowym dając możliwość handlu również w niedzielę. Metropolia startowała w październiku 2016 roku pod hasłem „Galeria na okrągło”. Po kilkunastu miesiącach ten slogan nabrał dodatkowego znaczenia. Okazuje się, że w pierwszą w Polsce niehandlową niedzielę niewiele stracił na aktualności – nie więcej niż 25 procent. Około 3/4 najemców z centrum handlowego znajdującego się przy stacji Gdańsk Wrzeszcz otworzyło dziś swoje lokale. Klientów zapraszają delikatesy Metropolia, zakupy można zrobić także w sklepach odzieżowych, obuwniczym, meblowym czy chemicznym. „Obsługujemy wyłącznie podróżnych” – głoszą komunikaty w galerii, która w niedzielę przekształciła się w dworzec. Od dziś można tu korzystać z poczekalni, punktu informacji dla podróżnych i nowo otwartej kasy biletowej (poziom -1) obok czynnych w niedzielę ZooDelikatesów. Sklepy usytuowane na dworcach mogą dziś handlować... jeśli zajmują się bezpośrednią obsługą podróżnych. Czy tak jest w istocie, sprawdzali (i sprawdzają) w Galerii Metropolia kontrolerzy Państwowej Inspekcji Pracy. – Byliśmy obecni podczas kilku kontroli. Ich wyniki wypadły pozytywnie. Nie było żadnych zastrzeżeń. Zauważyliśmy duży wzrost odwiedzin w stosunku do poprzednich niedziel – mówił dziś przed kamerami TVN24 Andrzej Klein, dyrektor dworca Galeria Metropolia. – Od samego początku inwestor nie ukrywał, że miejsce to będzie obsługiwać podróżnych. Wybudował peron, wybudował wejście w tunelu, kładkę... Współpracujemy z SKM. Nie ma nic dziwnego w tym, że uzyskaliśmy status dworca – dodaje Andrzej Klein. Na naszych zdjęciach jednak tłumów kupujących pasażerów nie widać. Czy handlowy dworzec kolejowy przyjmie się wśród mieszkańców Trójmiasta, pokażą kolejne niehandlowe niedziele. 11.03.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
Trio to jeden z ulubionych składów w twórczości Wojciecha Karolaka. Pierwszą autorską płytę nagrał w 1962 r. z Romanem Dylągiem i Andrzejem Dąbrowskim (The Karolak Trio). Lata 80. to czas jego owocnej współpracy ze Zbigniewem Wegehauptem (kontrabas) i Czesławem Bartkowskim (perkusja). Potem były m.in. legendarny album „Time Killers” (Karolak/Bartkowski/Szukalski) i okazjonalne trio Niemen/Urbaniak/Karolak. W sobotnim maratonie z cyklu Jazz by Jeppesen na scenie Starego Maneżu wirtuozowi organów Hammonda towarzyszyli Tomasz Grzegorski (saksofony) i Adam Czerwiński (perkusja). Wojciech Karolak Trio grało standardy i bluesy. Było też kilka oryginalnych kompozycji jedno z największych polskich muzyków jazzowych. Tego wieczoru Wojciech Karolak wystąpił przed publicznością z trzema projektami muzycznymi. Z Piotrem Baronem (saksofony), Markiem Napiórkowskim (gitara), Antonim Dębskim (gitara basowa) i Adamem Czerwińskim zagrał koncert poświęcony twórczości zmarłego przed pięcioma laty Jarosława Śmietany, najwybitniejszego polskiego gitarzysty jazzowego. Artysta pozostawił po sobie ogromny dorobek w postaci ponad stu kompozycji i niezliczonej ilości nagrań, które stały się inspiracją dla wielu wykonawców. W sobotę można było posłuchać utworów z różnych okresów jego twórczości w najlepszym wykonaniu. Zagrali najbliżsi współpracownicy i przyjaciele Jarka Śmietany. Trzecią część maratonu w Starym Maneżu wypełnili Excentrycy. To tytuł filmu, którego głównym bohaterem jest muzyka. Ścieżkę dźwiękową do obrazu Janusza Majewskiego stworzył Wojciech Karolak. Pojawia się na ekranie jako pianista w barze Hotelu Związkowego. Swingowe szlagiery Glenna Millera, Duke’a Ellingtona czy Cole’a Portera zagrał w filmie Big Collective Band. Co ciekawe, wszystkie partie wokalne popisowo wykonali sami aktorzy. W Starym Maneżu zaśpiewała Sonia Bohosiewicz. Filmowej Wandzie towarzyszyli Jan Ptaszyn Wróblewski, Piotr Baron, Tomasz Grzegorski, Marek Napiórkowski, Antoni Dębski, Adam Czerwiński, Wojciech Karolak i Przemek Dyakowski, który tego wieczoru był także przewodnikiem po historii polskiego jazzu. 10.03.2018 / fot. Anna Rezulak / KFP
Szczypiornistkom GTPR Gdynia nie udał się finał sezonu zasadniczego. W 22. kolejce PGNiG Superligi podopieczne Marcina Markuszewskiego przegrały przed własną publicznością z AZS Koszalin 18:19 (6:9). Kilka miesięcy temu na boisku rywalek też była jednobramkowa porażka, jednak nikt nie mógł narzekać na skuteczność obu zespołów (25:26). W sobotę piłka nie chciała wpadać nawet do pustej bramki. Wynik na dwie minuty przed końcem meczu ustaliła Aneta Łabuda. Gdynianki miały jeszcze dwie szanse na odrobienie straty, ale to nie był ich dzień. Porażka sprawiła, że do gry o medale w 6-zespołowej grupie mistrzowskiej GTPR przystąpi z piątej pozycji. Czwarte miejsce w tabeli szczypiornistki z Gdyni straciły na rzecz dzisiejszych rywalek.
GTPR: Kordowiecka - Kozłowska 4, Machado-Matieli 4, Łabuda 3, Zych 3, Szarawaga 2, Pękala 1, Gutkowska 1, Janiszewska, Śliwińska, Uścinowicz, Błaszkowska. 10.03.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
Sopoccy strażnicy miejscy zaprosili w sobotę mieszkanki kurortu na kurs samoobrony. Nie żeby miało się zaraz coś szykować... W opinii mieszkańców Sopot jest bezpiecznym miastem. Trzygodzinne szkolenie było prezentem z okazji Dnia Kobiet. Na zajęcia w sali gimnastycznej Szkoły Podstawowej nr 7 przy ul. Haffnera przybyło blisko trzydzieści pań. Obok dwudziestolatek z ekspertami ćwiczyły damy w wieku balzakowskim tudzież 50+. Zajęcia prowadzili Filip Horała, instruktor z centrum szkolenia walki wręcz i samoobrony Krav Maga Pomorze oraz jego klubowy kolega Adam Wrzesiński, na co dzień strażnik operator monitoringu. – Panie uczyły się, jak należy postępować wobec osoby, która jest agresywna, a więc przede wszystkim zachowania w sytuacji kryzysowej i odpierania ataków. Zaangażowanie uczestniczek szkolenia było ogromne. Nie szczędziły zdrowia, nie odpuszczały ani na chwilę. Co więcej, namawiały nas na kolejne takie zajęcia. Podjęliśmy wyzwanie. Chcielibyśmy poprowadzić szkolenie nie tylko dla pań, ale również dla mężczyzn. Mam nadzieję, że ten projekt znajdzie duże poparcie. Chcemy go wpisać do budżetu obywatelskiego, aby mieszkańcy mogli szerzej wypowiedzieć się w tej sprawie. Przydałyby się też jakieś środki na szkolenie. Zajęcia te traktujemy jako fajny sposób na spędzenie wolnego czasu. O bezpieczeństwo w mieście jestem spokojny – mówi Tomasz Dusza, komendant Straży Miejskiej w Sopocie Najbliższe zajęcia z samoobrony planowane są jeszcze przed wakacjami. Po sezonie będzie kontynuacja. 10.08.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
Jazdy próbne zaczęły się w lutym. 8 marca odświeżona przez nowych najemców Stacja Deluxe oficjalnie włączyła się do ruchu klubowo-gastronomicznego. Kilkumiesięczna przerwa wyszła jej na dobre. Pub zaaranżowany przed kilkunastoma laty w jednej z pierwszych w Gdańsku stacji benzynowych zyskał na komforcie jazdy, odchudził nieco kuchnię, a do tego serwuje teraz trochę lżejszą muzykę. Zniknął wprawdzie ze Stacji Deluxe wmontowany przed trzema laty w ścianę frontową brytyjski double-decker, jednak tu nadal najważniejsze są tradycje motoryzacyjne. Stary żółty dystrybutor znowu zaprasza do odwiedzenia tego miejsca. – Do późnego popołudnia jesteśmy lunch barem, wieczorami prowadzimy pub, a w weekendy także klub muzyczny – mówi Marcin Nande, jeden z nowych zarządców Stacji.
Stacja benzynowa spółki Baltoil - Oleje Mineralne i Materiały Pędne przy przy dzisiejszej al. Grunwaldzkiej 22 ruszyła w 1932 roku. Po wojnie gospodarzem była tu Centrala Produktów Naftowych (w 1999 r. przekształcona w PKN Orlen). Podupadający obiekt w latach 90. trafił w prywatne ręce. Dawna stacja na jakiś czas zamieniła się w magazyn. Do życia wróciła w 2005 roku za sprawą Tomasza Wróblewskiego – dziennikarza, menedżera i restauratora. Motoryzacyjny pub urządzał tu wspólnie z projektantem Tomaszem Krupińskim. „Kiedy z jeszcze innym Tomkiem, Nadolnym, wymyśliliśmy, że zrujnowany CPN przy ruchliwej Grunwaldzkiej we Wrzeszczu stanie się knajpą, wybór twórcy wyglądu Stacji Deluxe był oczywisty. Bar w kształcie rury wydechowej, cygara czy sterowca (według niektórych gigantycznego wibratora), zachowany kanał warsztatowy (łącznie z odnalezionym kluczem francuskim), kanapy z samochodowych i autobusowych foteli – to wtedy, kilkanaście lat temu, była bardzo odważna inwestycja” – wspominał kilka miesięcy temu na łamach portalu trojmiasto.pl założyciel Stacji Deluxe.
W ciągu kilkunastu lat najemcy lokalu zmieniali się trzykrotnie. Teraz jest ich czterech. – Tworzymy konsorcjum dwóch spółek, z których każdą reprezentuje dwóch udziałowców. Mamy też inne lokale w Gdańsku. Zaczynałem w 2007 roku od Red Light Pubu na Chlebnickiej. Dziś jesteśmy na Piwnej. Od samego początku Stacja de Luxe była dla nas niedoścignionym wzorem. Należę do osób, które ciepło myślą o tym miejscu. Dlatego wzięliśmy Stację. Ostanie lata nie były dla niej najlepsze. Każdy z naszych poprzedników miał swoją wizję i modyfikował lokal. Chcemy wrócić do formy, którą temu miejscu nadali założyciele. Dzisiaj taki industrialny wystrój lokalu jest dość popularnym rozwiązaniem, ale kilkanaście lat temu to był bardzo odważny projekt. Słyszałem, że projektanci z całej Polski przyjeżdżali do Gdańska, żeby to zobaczyć. Stacja pozostanie stacją. Przyda jej się jedynie nowa dawka energii. Tego jej najbardziej brakowało w poprzednim wydaniu – mówi Marcin Nande. Nowi najemcy postanowili lokal rozjaśnić. Dlatego odjechał autobus. Otwierają o godzinie 12, wcześniej niż poprzednicy. W sezonie letnim, kiedy pojawi się tu zielony ogródek, śniadanie będą serwowane od godziny 9. Co jeszcze się zmieniło? – Z mini morrisa została połowa, czyli tył ikony brytyjskiej motoryzacji lat 60. eksponowany na ścianie pokrytej czarno-białą mozaiką. Z przodu, który stanowił didżejkę, zrezygnowaliśmy. Akurat z tym gadżetem nie jestem emocjonalnie związany. Dystrybutory oczywiście zostały. Wnętrze jest teraz bardziej przytulne. Pojawiły się wygodne kanapy, wcześniej były tu siedzenia z autobusu i samochodów. Komfort jazdy się poprawił, choć część mebli została. Chcemy, żeby stacja żyła własnym życiem. Jej znakiem rozpoznawczym ma być dobra muzyka elektroniczna. 8 marca na syntetyzatorach, samplerach i automatach perkusyjnych zagrał duet producencki Janka, czyli Daniel Drumz i Hatti Vatti. Można też było spróbować smaku naszej odchudzonej nieco kuchni. Potrawy mają być lekkie, świeże i smaczne. Codziennie proponujemy co najmniej dwa dania lunchowe, w wersji wegetariańskiej i klasycznej. Na otwarciu Stacji były tapasy, bagietki mięsne i wegetariańskie, tapenada – pasta z czarnych oliwek z warzywami, hummus – oczywiście z ciecierzycy, udka z kurczaka zawijane w plastry boczku... Z okazji Dnia Kobiet był też koktajl powitalny dla pań – Aperol Sauer. Z niecierpliwością czekamy na sezon. Zamierzamy urządzić przed Stacją zielony ogródek z dużą ilością roślin, z wygodnymi siedzeniami i leżakami. Na początek maja powinniśmy być gotowi – zapowiada Marcin Nande. 10.03.2018 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Profesor nauk humanistycznych i historyk sztuki Małgorzata Omilanowska, malarz i muralista Mariusz Waras oraz kompozytor Stefan Wesołowski laureatami prestiżowej Nagrody Miasta Gdańska w Dziedzinie Kultury Splendor Gedanensis. Laury za wybitne osiągnięcia w dziedzinie twórczości artystycznej i upowszechniania kultury wręczone zostały już po raz czterdziesty piąty. Podczas uroczystej gali w Teatrze Wybrzeże poznaliśmy również zdobywcę tytułu Mecenasa Kultury Gdańska. Nagroda za rok 2017 przypadła firmie Ziaja wspierającej działania artystyczne Teatru Wybrzeże. Jej współzałożyciel i właściciel Zenon Ziaja już po raz trzeci uhonorowany został zaszczytnym tytułem.
Do tytułów Splendor Gedanensis kandydowało tym razem 12 gdańszczan. Statuetki i nagrody finansowe w wysokości 20 tys. złotych trafiły do rąk przedstawicieli sztuk plastycznych, muzyki, historii sztuki, nauk humanistycznych i architektury. Te trzy ostatnie dziedziny są domeną Małgorzaty Omilanowskiej, b. minister kultury i dziedzictwa narodowego w rządzie Ewy Kopacz. Profesor Uniwersytetu Gdańskiego uhonorowana została przez kapitułę Nagrody Gedanensis za nieustającą działalność na rzecz kultury. W nominacji przywołano m.in. jej ostatnią książkę pt. „Budowanie nad Bałtykiem. Studia architektury i sztuki Gdańska, Pomorza i Żmudzi”. – Jestem gdańszczanką z wyboru. Trafiłam tu za sprawą kontaktów zawodowych z Uniwersytetem Gdańskim 10 lat temu i to miasto skradło moje serce. Moment, kiedy moje wysiłki w popularyzowaniu gdańskiej kultury i gdańskiego dorobku architektonicznego zostały docenione tak niezwykłą nagrodą, jest ukoronowaniem dla mnie tych 10 lat pracy – powiedziała laureatka.
Mariusz Waras dostał nagrodę (po raz drugi w karierze) za stworzenie niezwykłej galerii społecznego muralu. Jeszcze do niedawna komentował naszą polityczną rzeczywistość, tworząc malowidła na ścianie budynku nieistniejącej już galerii WL4 Przestrzeń Sztuki przy ul. Wiosny Ludów. Całe miasto dyskutowało o jego cebuli startującej w kosmos na hasło „Polexit”, „Samosądzie” pisanym ręką większości parlamentarnej, trofeum myśliwskim z twarzą ministra środowiska Jana Szyszki, faraonie – wicepremierze Piotrze Glińskim spoglądającym na rosnącą nieopodal piramidę (Muzeum II Wojny Światowej) czy „Małym modelarzu” Antonim Macierewiczu. Najmłodszym laureatem 45. „Splendorów” jest kompozytor, skrzypek i producent muzyczny Stefan Wesołowski. Gdańszczanin tworzy muzykę do spektakli i instalacji artystycznych. Skomponował m.in. główny motyw muzyczny filmu „Listen to Me Marlon”. Ścieżka dźwiękowa do obrazu opowiadającego o Marlonie Brando nominowana była do nagrody Bafta i znalazła się na short liście do Oscara. Nagrodę Splendor Gedanensis muzyk otrzymał za płytę „Rite of the End” (2017 r. ) uhonorowaną tytułem Album Roku w plebiscycie „Gazety Wyborczej”. Wesołowski był za nią nominowany także do Paszportu „Polityki”. Nie tak dano mogliśmy go posłuchać na festiwalu Dni Muzyki Nowej w Klubie Żak, gdzie wraz z Piotrem Kalińskim prezentował utwory z ich wspólnej płyty pt. “Nanook of The North”. Dodajmy jeszcze, z okazji 45-lecia nagrody Splendor Gedanensis miasto wydało album „Twarze gdańskiej kultury” poświęcony laureatom tego prestiżowego wyróżnienia. Premiera miała miejsce podczas piątkowej gali. 9.03.2018 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
  • aktualnych propozycji: 10761
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2018 KFP