logo

wpisz słowa kluczowe:



szukaj wg daty:

Aktualne propozycje Newsletter

  • aktualnych propozycji: 10091

KATE I WILLIAM W GDAŃSKU

Gdańsk powitał brytyjską parę książęcą. Na Długim Targu czekało dziś na księżną Kate i księcia Williama więcej ludzi aniżeli wczoraj przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie. Dla nich brytyjscy goście postanowili nieco skrócić wizytę w Dworze Artusa, gdzie byli podejmowani przez Pawła Adamowicza. - Bardzo dziękowali za tak wspaniałe przyjęcie. Naprawdę znakomite. Byli uradowani i wzruszeni – dzielił się na gorąco wrażeniami ze spotkania prezydent miasta. Przed Dworem Artusa gospodarz wydarzenia zaprosił parę książęcą na pokaz średniowiecznej obróbki bursztynu, a także na degustację słynnego gdańskiego likieru GoldWasser oraz polskich pierogów przygotowanych przez restaurację „Pod Łososiem”. Książę William skosztował specjałów z kurkami, a księżna - z łososiem i szyjkami rakowymi. Przy studni Neptuna na gości czekały też bursztynowe prezenty: naszyjnik „Qule”z bursztynem bałtyckim w kolorze mlecznym dla Kate i srebrne spinki mankietowe z wiśniowym bursztynem dla Williama. Potem było to, na co wszyscy czekali. Przez kilkanaście minut księżna i książę uścisnęli setki wyciągniętych do nich dłoni. Były wspólne zdjęcia i krótkie rozmowy z mieszkańcami, a także nieco dłuższe – w sąsiedztwie Ratusza Głównomiejskiego - z kilkuosobową grupą brytyjskich żołnierzy, którzy stacjonują w Polsce. Podczas spaceru po Długim Targu parze książęcej przygrywała Capella Gedanensis. Usłyszeliśmy m.in. utwory Wojciecha Kilara i Georga Friedricha Haendla. Po niespełna godzinie spędzonej z gdańszczanami Drodze Królewskiej Kate i William wsiedli do czarnego jaguara, by udać się do Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego, a następnie do Europejskiego Centrum Solidarności, gdzie spotkają się z Lechem Wałęsą. - Byłem pod ogromnym wrażeniem spotkań, bardzo ciepłych, bezpośrednich, z gdańszczanami i turystami. Para książęca jest niezwykle otwarta. Gdańsk to miasto gościnne, najbardziej europejskie ze wszystkich polskich miast. Miasto, które ma silne związki kulturowe z Wielką Brytanią poprzez teatr szekspirowski, poprzez aktorów, którzy tutaj przebywali i grali sztuki. Te informacje przekazywałem parze książęcej, ale też prosiłem o sympatię wobec kandydatury Gdańska jako kandydata na Jamboree 2023 - mówił po dzisiejszym spotkaniu Paweł Adamowicz. 18.07.2017 / fot. Maciej Kosycarz / KFP

BRYTYJSKA PARA KSIĄŻĘCA W MUZEUM STUTTHOF

Księżna Kate i książę William złożyli hołd ofiarom nazizmu więzionym i pomordowanym byłym niemieckim obozie koncentracyjnym Stutthof. - To przypomnienie o cierpieniu narodu polskiego, ale również o Holokauście – podkreślał następca tronu. Wizyta najsłynniejszej na świecie pary książęcej na Pomorzu rozpoczęła się we wtorek kilka minut po godzinie 11, kiedy samolot z brytyjskimi gośćmi na pokładzie wylądował na lotnisku w Rębiechowie. Z Portu Lotniczego Gdańsk Kate i William wyruszyli do Muzeum Stutthof w Sztutowie. - Nigdy wcześniej para książęca nie odwiedziła b. nazistowskiego obozu koncentracyjnego. Nasze muzeum jest dla nich pierwszym takim miejscem – przekazał dziennikarzom Piotr Tarnowski. Dyrektor Muzeum Stutthof przez ponad godzinę oprowadzał brytyjskich gości po terenach i obiektach dawnego Konzentrationslager. Kate i William przeszli przez Bramę Śmierci - drewnianą konstrukcję ze strażniczą wieżyczką – którą od 2 września 1939 r. do ostatnich dni stycznia 1945 r. przekroczyło około 110 tysięcy więźniów pochodzących z 28 państw. Liczbę ofiar ocenia się na około 65 tysięcy. Marek Dunin-Wąsowicz, Maria Kowalska, Edward Anders oraz mieszkający w Wielkiej Brytanii Zigi Shipper i Manfred Goldberg przeżyli to piekło na ziemi. Z ocalałymi byli dziś tutaj przyszli monarchowie. Para książęca odwiedziła budynek dawnego kasyna, barak kobiecy, komorę gazową i krematorium, gdzie zapaliła znicz i złożyła kwiaty. Kate i William zatrzymali się także u stóp pomnika Walki i Męczeństwa zaprojektowanego przez Wiktora Tołkina, rzeźbiarza i architekta związanego przez kilkadziesiąt lat z Gdańskiem, żołnierza Armii Krajowej więzionego w latach 1942-44 w obozie koncentracyjnym Auschwitz. Na zakończenie wizyty w muzeum oboje wpisali się do księgi pamiątkowej. 18.07.2017 / fot. Wojciech Stróżyk / Reporter / KFP

Pomnik Walki i Męczeństwa w Muzeum Stutthof

SĄD: KOŁAKOWSKA MUSI PRZEPROSIĆ POMASKĄ

Sąd Okręgowy w Gdańsku orzekł, że radna PiS Anna Kołakowska musi przeprosić posłankę PO Agnieszkę Pomaską za obraźliwy wpis na Facebooku oraz ponieść koszty procesu w kwocie prawie 1350 zł. Wyrok nie jest prawomocny. Gdańska radna w rozmowie z dziennikarzami zapowiedziała, że nie przeprosi Pomaskiej. Zamierza wnieść apelację.
Posłanka Pomaska domagała się od radnej Kołakowskiej przeprosin oraz wpłaty 10 tysięcy złotych na fundację zajmującą się walką z „hejtem” w internecie. Poszło o wpis na Facebooku. Wiosną 2016 roku Kołakowska zamieściła na swoim profilu link do artykułu o sejmowej uchwale w sprawie obrony suwerenności Polski oraz zdjęcie posłanki Pomaskiej, która na mównicy podarła wtedy projekt, twierdząc, że przyjęcie uchwały byłoby kompromitacją całej izby. „Trzeba to coś złapać i ogolić na łyso” - napisała w komentarzu radna PiS.
- Jestem usatysfakcjonowana tym wyrokiem i uzasadnieniem. Sędzia powiedziała, że nie tylko nie można kogoś bezkarnie obrażać, ale też że w tej sprawie granice zostały przekroczone. Dziś to dotyczy mnie, ale jutro może dotyczyć każdego obywatela, który ma inne poglądy polityczne niż pani radna Kołakowska i inni politycy PiS. To jest bardzo ważny wyrok, bo pani sędzia powiedziała, że bez powodu nie można nikogo nazywać zdrajcą – powiedziała po ogłoszeniu wyroku posłanka Agnieszka Pomaska. 17.07.2017 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP

ARKA GDYNIA – ŚLĄSK WROCŁAW 2:0

Na inaugurację ligowego sezonu 2017/18 piłkarze Arki pokonali na Stadionie Miejskim w Gdyni Śląsk Wrocław 2:0 (0:0). Bramki dla gospodarzy zdobyli Patryk Kun (69') i Michał Nalepa (78'). To ich pierwsze gole strzelone w żółto-niebieskich barwach. Mecz oglądało z trybun ponad 10 tysięcy kibiców. - Chcieliśmy wygrać i chłopaki to osiągnęli. Brawa dla nich i dla kibiców - dziś była ich dwucyfrowa liczba. Mogliśmy rozpocząć świetnie, ale Wrąbel obronił strzał Grzegorza Piesio. W przerwie przeprowadziliśmy jedną zmianę. Oczekiwałem więcej od Marcusa i stąd ta zmiana. Plan przed meczem był nieco inny. Rywalizacja o miejsce w drużynie jest duża. W drugiej części skopiowaliśmy bramkę z Pucharu Polski. Dośrodkował spod linii bocznej Marciniak, a tym razem celnie strzelił głową Kun. Pracujemy dalej, bo jest nad czym pracować – komentował wydarzenia na boisku Leszek Ojrzyński. Trener Arki poinformował, że z klubu może odejść Dominik Hofbauer. Austriak otrzymał ofertę z St. Poelten. Czy ją przyjmie? - To jest pytanie do działaczy. Najbliższe dni mogą przynieść wyjaśnienie tej sytuacji – dodał Ojrzyński. 
- Najniższy zawodnik na boisku strzelił nam gola głową [Patryk Kun – przyp. red.]. Musimy takim sytuacjom zapobiegać. Mecz był wyrównany, a ta bramka pozwoliła Arce grać inaczej. O drugim golu nie ma co wspominać. Nasz zawodnik popełnił błąd. Z naszej strony było potem kilka sytuacji, ale wiadomo, że przy stanie 0:2 gra się inaczej niż przy 0:0 - powiedział po mecz Jan Urban, trener Śląska.
ARKA: Steinbors, Socha, Marcjanik, Sobieraj, Warcholak, Sambea, Kun, Marcus (46' Nalepa) , Marciniak (87' Sołdecki), Piesio, Siemaszko (67' Jurado). 16.07.2017 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

GDAŃSK ŚPIEWA MAZURKA DĄBROWSKIEGO

Gdańsk uczcił 220. rocznicę powstania Pieśni Legionów we Włoszech oraz 90. rocznicę ustanowienia Mazurka Dąbrowskiego hymnem narodowym Rzeczypospolitej Polskiej. „Jeszcze Polska nie zginęła” śpiewały dziś przed Dworem Artusa setki mieszkańców i turystów wypoczywających w grodzie Neptuna. Miasto przygotowało na tę okazję pamiątkowe chorągiewki, flagi i śpiewniki. Do wspólnego odśpiewania hymnu zachęcał prezydent Paweł Adamowicz, któremu towarzyszyły na przedprożach Dworu Artusa Chórem Mieszczan Gdańskich, Chór Music Everywhere i Kartuski Chór Męski. rezydent Gdańska przypomniał zebranym, że Józef Wybicki - pomorski szlachcic spod Kościerzyny - miał w swoim życiu ważny epizod gdański. - Tutaj, w kolegium jezuickim na Starych Szkotach, pobierał nauki. Co prawda został z tego kolegium przez jezuitów usunięty za zorganizowanie buntu przeciwko karom cielesnym, a kary takie stosowano w tamtych czasach chętnie za przewinienia i brak postępów w nauce, ale Gdańsk odgrywał w jego życiu ważną rolę. Wybicki bywał na Długim Targu, bywał we Dworze Artusa, przed którym stoimy. Był w stojącym tu obok Ratuszu Głównomiejskim. Znał te miejsca. Można powiedzieć, że był również gdańszczaninem – mówił Paweł Adamowicz. Zanim zabrzmiały melodia i słowa hymnu narodowego, kierownik Muzeum Hymnu Narodowego w Będominie (współorganizator wydarzenia) Przemysław Rey, ubrany w replikę stroju z początków XIX wieku, przybliżył nam okoliczności historyczne, w jakich doszło do powstania Legionów Polskich we Włoszech oraz pieśni znanej jako Mazurek Dąbrowskiego, która lutym 1927 roku stała się polskim hymnem państwowym.16.07.2017 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

GDYNIA. AUTO SPADŁO ZE SKARPY. KIEROWCA NIE ŻYJE

Tragedia w Gdyni. Przed godziną 10 w niedzielę w okolicy Bulwaru Nadmorskiego auto osobowe spadło ze skarpy. Kierowca nie żyje. 74-letni gdynianin wjechał na Kamienną Górę, gdzie prawdopodobnie jego samochód się zakopał. Jak poinformował reporterów "Dziennika Bałtyckiego" asp. sztab. Jarosław Biały z Komendy Miejskiej Policji w Gdyni, kierowca poprosił o pomoc kolegę, który miał go wziąć na hol. Wszystko wskazuje na to, że mężczyzna źle manewrował autem. - Dodał za dużo gazu i spadł ze skarpy. Prowadzimy czynności w kierunku nieszczęśliwego wypadku - mówi policjant z Gdyni. 16.07.2017 / fot. Andrzej J. Gojke / KFP

CYGANERIA PUCCINIEGO NA TARGU WĘGLOWYM

Opera zagościła na Targu Węglowym już po raz ósmy. W sobotni wieczór setki widzów zgromadzonych przed wielkim diodowym ekranem obejrzało „Cyganerię” Giacomo Pucciniego w inscenizacji Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Gospodarzami wydarzenia przygotowanego przez Instytut Kultury Miejskiej byli sopranistka i mezzosopranistka Katarzyna Hołysz oraz wielki miłośnik opery Jerzy Snakowski. Oboje zadbali o wprowadzenie i komentarz do spektaklu (prezentowanego w wersji oryginalnej). Wzorem lat poprzednich tytuł inscenizacji wybierali w drodze głosowania czytelnicy portalu trójmiasto.pl. „Cyganeria” Giacomo Pucciniego uzyskała aż 42 proc. głosów wobec 18 przyznanych kolejnej propozycji („Król Roger”). Spektakl Metropolitan Opera w obecnym kształcie miał premierę w 1981 roku (co roku jest on odświeżany przez zaproszonego do tego celu reżysera). W sobotę oglądaliśmy realizację z 2014 roku w reżyserii Franco Zeffirelliego. Projekcja trwała około 2,5 godziny.
Pierwsze dwie edycje opery na Targu Węglowym stanowiły część europejskiego projektu Viva Europa. Były to transmisje na żywo oper wystawianych w Walencji. W roku 2012, choć zawieszony został projekt europejski, Instytut Kultury Miejskiej w Gdańsku zdecydował się kontynuować cykl plenerowych prezentacji. Wybrał inscenizację „La Traviaty” Verdiego ze znanymi kreacjami Anny Netrebko i Rolando Villazona. W kolejnych latach - już na życzenie czytelników – na Targu gościły „Carmen” Georga Bizeta z Metropolitan Opera, „Czarodziejski flet” Wolfganga Amadeusza Mozarta wystawiony na Jeziorze Bodeńskim w Bergencji, „Aida” Giuseppe Verdiego z Arena di Verona, a w ubiegłym roku „Turandot” Giacomo Pucciniego. 15.07.2017 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

FETA 2017. DZIEŃ TRZECI

Feta w Gdańsku trwa. Od dwóch dni długie kolejki ustawiają się przed lunaparkową jurtą na Placu Wałowym, gdzie „Objazdowe nieme kino” urządzili Muzukanti z Gliwic (dziś też będą), a na asfaltowym boisku obok piekarni Ryszarda Majchrowskiego na ul. Dolna Brama niezmiennie bawią publiczność trzej zagubieni panowie w średnim wieku (belgijscy The Primitives w spektaklu „Three of a Kind”). Warto było też wybrać się z działającym od 30 lat w Bilbao zespołem teatralnym Markeliñe (spektakl „Andante”) na nostalgiczną wędrówkę śladami... butów, które niejedno przeszły. Hitem trzeciego festiwalowego dnia była jedna z największych na świecie nadmuchiwanych kaczek przywieziona do Gdańska z Włoch przez Leo Bassiego. Żółty „Pato Gigante” niesiony na rękach setek widzów został zwodowany w sąsiedztwie mostu na Opływie Motławy. Motyw żółtej kaczki pojawił się również w wieczornym przedstawieniu „Utopia” przy ul. Fundacyjnej, podczas którego Bassi wspólnie z publicznością próbował odpowiedzieć na pytanie „Dlaczego straciliśmy niewinność?”. Do refleksji nad losem uchodźcy skłaniał spektakl „Silence. Cisza w Troi” wystawiony na boisku przy ul. Jałmużniczej przez poznański Teatr Biuro Podróży, zaś uczestnicząc w „Paradzie Steampunku” z katowickim Teatrem Gry i Ludzie można było odbyć podróż do epoki, kiedy rewolucja przemysłowa budziła ufność i nadzieję. 15.07.2017 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

„MONIKA”. SZCZĘŚLIWY STATEK

Wypłynęły na szerokie wody ponad pół wieku temu. „Joanna” (Podborska z „Ludzi Bezdomnych”) miała pierwszeństwo, „Ewa” (Pobratyńska z „Dziejów grzechu”) wyjątkową elegancją kusiła dygnitarzy, „Helena” (de With z „Popiołów”) uchodziła na Helu za tutejszą, a „Monika” była najprawdziwszą Moniką. Jako jedyna z ośmiu białych dam, które w połowie lat 60. XX wieku zasiliły flotę Żeglugi Gdańskiej, nawiązując swoimi imionami do twórczości i życia Stefana Żeromskiego, znalazła w patronce matkę chrzestną.
Monika Żeromska malowała i pisała pięknie. Zamiłowanie do malarstwa rozwijała pod okiem matki, Anny Salomei Wandy Zawadzkiej. Talent pisarski odziedziczyła po słynnym ojcu. Przez kilkadziesiąt lat była strażniczką pamięci o wielkim pisarzu. O niej myślał Stefan Żeromski, spisując testament i zaznaczając w nim, że konstancińskiego domu nie wolno sprzedawać, „ażeby Monika miała schronienie na świecie”. Ukochanej córce pisarz zadedykował w 1922 roku powieść „Wiatr od morza” – „z gorącem życzeniem, ażeby gdy dorośnie, nie znalazła już śladów Smętka na ulubionem jej wybrzeżu”. Po wojnie Monika odnajdywała tutaj i utrwalała ślady obecności ojca. 15 lipca 1965 roku została matką chrzestną trzeciego z serii ośmiu statków pasażerskich typ Sz-390 zbudowanych przez Gdańską Stocznię Rzeczną (od 1967 roku Stocznia Wisła) dla Żeglugi Gdańskiej. Ceremonia chrztu miała miejsce na przystani obok Zielonej Bramy.
„Mamy już na wodzie „Joannę” i „Natalię” [Orszeńską z „Ludzi Bezdomnych” – przy. red.] – statki naszej białej floty, które noszą imiona bohaterek utworów literackich Stefana Żeromskiego. Wczoraj odbyła się kolejna uroczystość podniesienia bandery na jednostce pasażerskiej, która otrzymała nazwę „Monika” – imię córki wielkiego pisarza, Moniki Żeromskiej (…) W imieniu właścicieli nowego nabytku przemówił dyrektor żeglugi Bronisław Tyburczy, który podziękował stoczniowcom za piękny statek, a później przekazał głos matce chrzestnej (…) Wkrótce potem m/s „Monika” wyrusza w swój dziewiczy rejs gośćmi na pokładzie. W czasie jego trwania przez pewien czas ster trzymała właśnie pani Monika Żeromska. Spotkała się ona z wysoką oceną marynarskich umiejętności ze strony dowództwa statku (…) W najbliższym czasie Żegluga Gdańska wzbogaci się o kolejne jednostki, które otrzymają również imiona bohaterek książek Żeromskiego. „Ewa”, „Helena” i „Salomea” [Brynicka z „Wiernej Rzeki” – przyp. red.] wejdą do eksploatacji jeszcze w br. Każdy z nich będzie mógł zabierać jednocześnie – podobnie jak „Monika” – po 250 pasażerów. Tłok na statkach zostanie niewątpliwie w związku z tym poważnie rozładowany” – pisał następnego dnia „Głos Wybrzeża”. Literacką serię uzupełniły w 1967 roku „Anna” (Stogowska z „Syzyfowych prac”) i „Dorota” (Smugoniowa z dramatu „Uciekła mi przepióreczka”) .
Do końca lat 90. XX wieku portem macierzystym „Moniki” był Gdańsk. W czasach likwidacji państwowej Żeglugi Gdańskiej dzierżawiona kolejno przez kilku prywatnych armatorów służbę na Zatoce Gdańskiej (i Zalewie Wiślanym) kończyła, pływając w barwach Przedsiębiorstwa Usług Morskich Żegluga Gdańska Ltd. Z Gdańska przeniosła się do Szczecina (Żegluga Pomorska sp. z o.o.), a w 2005 roku zasiliła flotę prywatnego przedsiębiorcy z siedzibą w Kołobrzegu (port macierzysty Nowe Warpno nad Zalewem Szczecińskim). Niespełna pięć lat później statek został zarejestrowany w Płocku. Jego właścicielem jest dzisiaj EFB Partner Jerzy Kruczyński z Serocka, a dysponentem – elbląski oddział firmy. – „Monikę” widuję na Zalewie Wiślanym. Nawet chciałem ją kupić rok temu. Kadłub miała już chyba ze trzy razy wymieniany. Ducha i sylwetkę zachowała z czasów służby w barwach Żeglugi Gdańskiej. Pływała wtedy najczęściej na linii Sopot – Hel. To był nasz szczęśliwy statek. Przez te wszystkie lata nic złego mu się nie przytrafiło. Zawsze bezpiecznie dopływał do portu – mówi Jerzy Latała, prezes spółki Żegluga Gdańska.
W tym sezonie „Monika” trochę się spóźnia na spotkanie z turystami. Statek jest jeszcze w Stoczni Elbląg, gdzie od czerwca przechodzi przegląd klasowy. Standardowa procedura wynikająca z konieczności odnowienia świadectwa zdolności żeglugowej powtarza się co pięć lat. - Ten okres właśnie minął, więc musieliśmy zrobić pełny przegląd. Przygotowania silnika i kadłuba do odbiorów nieco nam się przedłużyły. Teraz to już jest tylko dopieszczanie. Można powiedzieć, że przegląd klasowy dobiegł końca. W drugiej połowie przyszłego tygodnia wypłyniemy na linię – zapowiada Jacek Dworzyński, menedżer w firmie EFB Partner, której domeną są roboty z dziedziny inżynierii wodnej i budownictwa hydrotechnicznego, ale również przewozy pasażerskie. Rodowity elblążanin uspokaja, że za chwilową nieobecnością „Moniki” na Zalewie Wiślanym nie kryje się nic niepokojącego. W porównaniu do tego, czym była w 2009 roku, trafiając w ręce obecnego właściciela, dzisiaj jest w świetnej formie. – Remont generalny przeprowadziliśmy w 2011 roku. Statek był piaskowany aż do bólu. Zobaczyliśmy wtedy, co jest pod grubą warstwą farby. Stalowe poszycie kadłuba trzeba było częściowo wymienić. „Monika” zmieniła też nieco swój wygląd. Zupełnie inny standard jest dziś w salonie głównym. Ponadto zrobiliśmy pod pokładem salę konferencyjną z miejscami dla 60 osób. Dawna „Monika” miała tylko jeden pokład słoneczny, po przebudowie pasażerowie otrzymali do dyspozycji dwie takie platformy. Na linii Krynica Morska – Frombork jesteśmy jedyną jednostką, na pokładzie której turystom zawsze towarzyszą przewodnicy. Podczas rejsu przez pół godziny opowiadają o regionie. O wszystkim, co warto tutaj zwiedzić – mówi Jacek Dworzyński.
Statek zabiera dzisiaj nieco mniej pasażerów niż w 1965 roku. Oficjalnie na pokład może wejść ich 211. Każdego roku „Monika” gości około 20 tysięcy turystów. Załogę stanowią cztery osoby. W sezonie biała dama codziennie wypływa w rejs liniowy. Podróż rozpoczyna się o godzinie 10.15 w Krynicy Morskiej. Do przystani we Fromborku stateczek przybija o 11.45. – Przez kolejne trzy godziny pozostajemy do dyspozycji turystów. Jeśli są chętni, to wypływamy w rejs po zalewie. O 14.45 statek wyrusza w podróż powrotną do Krynicy Morskiej. Na miejscu jest o 16.15. Oprócz tego mamy jeden, a czasem dwa rejsy wieczorowe. Pływamy pod Tolkmicko. Wycieczka trwa około 45 minut. Jeśli ktoś chce wyczarterować „Monikę”, to również jesteśmy otwarci. Cztery lata temu uzyskaliśmy licencję Ministerstwa Transportu Federacji Rosyjskiej na pływanie po Zalewie Kaliningradzkim i nawet odbyliśmy podróż z Fromborka do Bałtijska. To nie był rejs wolnocłowy, tylko klasyczny czarter. „Monika” pokonała wtedy około 200 kilometrów. To była jej najdłuższa podróż w ostatniej dekadzie, a kto wie, czy nie w całej jej historii – dodaje Jacek Dworzyński.
Monika Żeromska zmarła 5 października 2001 roku. Miała 88 lat. Pochowana została obok rodziców na cmentarzu Ewangelicko-Reformowanym w Warszawie. 15.07. 2017 / KFP

ARKA GDYNIA 2017/18 NA GÓRCE PRZY EJSMONDA

Bez leczącego kontuzję Austriaka Dominika Hofbauera (nr 10), za to z kilkunastoma nowymi piłkarzami i zdobytym przed kilkoma dniami Superpucharem Arka Gdynia zaprezentowała się swoim fanom przed inauguracją sezonu 2017/18. W VI Spotkaniu Międzypokoleniowym Kibiców na słynnej „Górce” przy Ejsmonda uczestniczyło 27 zawodników z pierwszego zespołu żółto-niebieskich. W niedzielę o godzinie 15.30 gdynianie rozpoczną nowe rozgrywki meczem u siebie ze Śląskiem Wrocław. - To jest najbardziej utytułowana drużyna w Trójmieście i najbardziej utytułowany zespół Arki w historii. Niejednego psiuka jeszcze wam sprawimy - obiecuje kapitan żółto-niebieskich Krzysztof Sobieraj. Miejsce w pierwszej ósemce na koniec rundy zasadniczej to byłoby coś. - Wszyscy o to grają, Arka również. Jednak celem jest utrzymanie – mówi trener Leszek Ojrzyński.
Do gdyńskiej drużyny dołączyli w ostatnich tygodniach m.in. bramkarz Krzysztof Pilarz (poprzedni klub: Bruk-Bet Termalica Nieciecza), obrońcy - Tomas Kosut (1. FC Slovacko) i Adam Danch (Górnik Zabrze), pomocnicy - Patryk Kun, Paweł Wojowski (Stomil Olsztyn), Alvaro Rey (Panetolikos GFS), Grzegorz Piesio (Górnik Łęczna) i Filip Jazvić (Universitatea Craiova) oraz napastnicy Szymon Lewicki (Podbeskidzie Bielsko-Białą) i Hiszpan Rubén Jurado (Atlético Baleares). 14.05.2017 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
  • aktualnych propozycji: 10091
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2017 KFP