logo

wpisz słowa kluczowe:



szukaj wg daty:

Aktualne propozycje Newsletter

  • aktualnych propozycji: 9942

MEDYKALIA 2017. WYŚCIG ŁÓŻEK SZPITALNYCH Z PRZESZKODAMI

Medykalia bez Wyścigu Łóżek Szpitalnych?! Sprawdzona recepta na dobrą zabawę co roku przyciąga w maju na Długi Targ liczną widownię. Przyszli lekarze i ich kibice jak zwykle byli dziś gotowi na szaloną jazdę. Cóż z tego, skoro trudów ekstremalnego wyzwania na kostce brukowej nie wytrzymują wysłużone „bolidy”. W piątkowe południe sprzęt odmówił posłuszeństwa późniejszym zwycięzcom już w pierwszym wyścigu. Decyzją jurorów pięcioosobowe ekipy (w tym pacjent / pacjentka) „The Powerpuff Girls” i „Twarzą do Jałowego” zmierzyły się ponownie, tym razem w biegu z pacjentem ułożonym na noszach. Na trasie Brama Zielona - Termometr Fahrenheita – Brama Zielona o ułamek sekundy szybszy był team złożony z zagranicznych studentów GUMedu. Obie piątki pozostawiły w pokonanym polu sześć innych zespołów biegających po Długim Targu z noszami. Łóżka były oszczędzane na finał. Trzeci tego dnia wyścig z udziałem ekip, które otwierały dzisiejsze zmagania, potwierdził dominację „Atomowców”. 19.05.2017 / fot. Mateusz Ochocki / KFP, Paweł Marcinko / KFP

RUSZYŁ PROCES JAGIELSKI - WAŁĘSA

Były działacz opozycji i współorganizator strajków w Stoczni Gdańskiej Henryk Jagielski żąda od Lecha Wałęsy przeprosin za nazwanie go tajnym współpracownikiem służby bezpieczeństwa. Proces w tej sprawie rozpoczął się dzisiaj przed Sądem Okręgowym w Gdańsku. Jak podkreśla pełnomocnik powoda Łukasz Syldatk, w ocenie jego klienta zarzut jest „szczególnie rażący ze względu na fakt, iż był on jedną z ofiar współpracy Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa”. Były prezydent nie pojawił się dzisiaj w sądzie. Jego adwokat Maciej Prusak poinformował dziennikarzy przed rozpoczęciem procesu, że strona pozwana wniosła o odrzucenie pozwu. Pełnomocnik wniósł również o wyłączenie jawności procesu, ale sąd odrzucił ten wniosek. Jako świadkowie w piątek przesłuchani zostali dyrektor Wojskowego Biura Historycznego Sławomir Cenckiewicz oraz były działacz opozycji antykomunistycznej Krzysztof Wyszkowski.
W latach 70. XX wieku Henryk Jagielski i Lech Wałęsa pracowali razem w Stoczni Gdańskiej na wydziale W4. Obaj byli elektrykami. Podczas konferencji naukowej zorganizowanej w styczniu tego roku przez Instytut Pamięci Narodowej Wałęsa zarzucił byłemu koledze agenturalną przeszłość oraz przekonywał, że miał on dopuścić się pobicia stoczniowca, „czego konsekwencją na skutek wstawiennictwa związkowców, w tym Lecha Wałęsy, miało być wyłącznie przesunięcie na inny wydział”. - Według Wałęsy to ja jestem "Bolkiem", a nie on. To oszczerstwa, bełkot i same kłamstwa. Niech pokaże, że ja na kogokolwiek donosiłem. To przez niego przenieśli mnie na inny wydział Stoczni Gdańskiej i przez 10 lat mniej zarabiałem - mówił w piątek dziennikarzom 85-letni Henryk Jagielski. 19.05.2017 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

DZIEŃ EUROPEJSKI NA UNIWERSYTECIE GDAŃSKIM

Były prezydenta Lecha Wałęsy był dziś gościem specjalnym Dnia Europejskiego na Uniwersytecie Gdańskim. Obchody 67. rocznicy ogłoszenia przez Roberta Schumana planu utworzenia Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali uznawanej za początek integracji na kontynencie bez wojen przebiegały pod hasłem „Europa w obliczu aktualnych wyzwań”. Patronat honorowy nad wydarzeniem rokrocznie organizowanym w Sopocie przez Ośrodek Badań Integracji Europejskiej i Wydział Ekonomiczny UG sprawował europoseł Jarosław Wałęsa. Na zaproszenie organizatorów w obchodach Dnia Europy uczestniczyli finaliści XIV konkursu „Polska w Unii. Promocja przedsiębiorczości w kontekście funkcjonowania rynku wewnętrznego”. W programie znalazły się również podsumowanie konkursu dla studentów na najlepszy esej i panel dyskusyjny z prof. hab. Andrzeja Stępniaka, dr. hab. Stanisława Umińskiego, posła do Europarlamentu Jarosława Wałęsy, prof. Dariusza Rosatiego, prof. dr. hab. Anny Zielińskiej i prof. dr. hab. Zdzisława Brodeckiego. 19.05.2017 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP

TYDZIEŃ NA ZDJĘCIACH AGENCJI KFP, 12-18 MAJA 2017

Za nami tydzień wielkich rejsów. Nowe szlaki do Trójmiasta przecierały rejsowy Embraer 175 ze znakiem KLM na ogonie, pływające hotele „MSC Magnifica” i „Viking Sky” oraz jeden z największych kontenerowców na świecie „CSCL Arctic Ocean”. Do listy nowości z ostatnich dni dopisujemy sopocki „Świat Storczyków” i pierwszych w tym sezonie plażowiczów na plaży Stogi, a za dwa tygodnie chętnie dodamy do niej pierwszy w historii tytuł mistrzowski dla gdańskiej Lechii. Po spektakularnym zwycięstwie nad Jagiellonią biało-zieloni są znowu na dobrym kursie. 18.05.2017 / fot. KFP

GEDANIA. KTO TU JEST NIEWIARYGODNY?

Od blisko dwóch lat na zdewastowanych terenach klubu Gedania we Wrzeszczu powinno stać nowoczesne centrum sportowo-rekreacyjne. Nie powstał nawet kawałek trawnika. Wiele wskazuje na to, że z budowy osiedla przy ul. Kościuszki też nic nie wyjdzie. Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz zamierza skierować wniosek do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez władze spółki Gedania SA. Od Prokuratorii Generalnej będzie domagać się rozwiązania umowy sprzedaży terenu spółce Robyg. - Gedania SA jest podmiotem zupełnie niewiarygodnym, który sprzeniewierzył grunt otrzymany na cele sportowe – mówi Wiesław Bielawski, zastępca prezydenta Gdańska ds. polityki przestrzennej. – Jako użytkownik wieczysty, nabywając grunty przy ulicy Kościuszki, Gedania wiedziała, na jaki cel zostały one przeznaczone i na to się godziła. Dlatego właśnie otrzymała ten grunt z 99-procentową bonifikatą. Potem staraliśmy się jako miasto pomóc w doprowadzeniu do realizacji obiektów sportowych, idąc władzom spółki na rękę i uchwalając w styczniu 2009 plan zagospodarowania przestrzennego. W planie zapisano obiekty usług sportowych, rekreacji i turystyki, w tym oczywiście pełnowymiarowe boisko do piłki nożnej, a także przeznaczono maksymalnie 20 proc. terenu na inne usługi, które miały dostarczyć Gedanii środków na budowę boiska i sportowej infrastruktury. Jednak wszystkie działania pana prezesa Stankiewicza służyły jedynie doprowadzeniu do sprzedaży z zyskiem otrzymanego terenu – wyjaśnia wiceprezydent miasta.
18 kwietnia br. Gedania SA sprzedała za 16,5 miliona złotych przysługujące jej prawo użytkowania wieczystego na nieruchomości firmie Robyg 18, spółce córce Robyg SA – dużego warszawskiego dewelopera notowanego na Giełdzie Papierów Wartościowych, który prowadzi działalność przede wszystkim w zakresie budownictwa mieszkaniowego, m.in. na terenie Warszawy i Gdańska. Trzy tygodnie po tym fakcie do prezydenta miasta wpłynęło pismo od prezesa zarządu Gedania SA z prośbą „o pomoc w znalezieniu odpowiedniej lokalizacji dla hali sportowej służącej szkoleniu siatkarskiej żeńskiej młodzieży”. W piśmie czytamy m.in.: „Formuła, na jakich zasadach odbywałaby się realizacja budowy hali, jest sprawą otwartą. Jesteśmy gotowi do realizacji w ramach PPP”. Co na to władze Gdańska? - Jedyne miejsce, które miasto może wskazać panu Stankiewiczowi na budowę hali sportowej, znajduje się przy ulicy Kościuszki. Gedania SA powinna je wykupić od dewelopera i przeznaczyć zgodnie z celem umowy oddania w użytkowanie wieczyste z 2005 roku. W partnerstwo publiczno-prywatne ani żadne inne inwestycje z tym podmiotem wchodzić nie zamierzamy, bowiem oznaczać one mogą jedynie straty nie tylko na majątku Skarbu Państwa, ale także na majątku gminnym – mówi Wiesław Bielawski.
A jak zareagowała na te słowa Gedania SA? - Pan wiceprezydent Bielawski jest osobą nierzetelną i niewiarygodną w tym urzędzie. Mam na to dowody. Dopóki pan prezydent Adamowicz nie wypowie się, że takie są w istocie rzeczy decyzje miasta, mój komentarz jest krótki: należy to włożyć między bajki, a pana wiceprezydenta potraktować z przymrużeniem oka. Być może kryją się za tym jakieś rozgrywki personalne, ale to już nie moja sprawa. Żenujące jest to wystąpienie i te zamierzenia, które niby w imieniu prezydenta miasto ma realizować. Brak wiarygodności pana wiceprezydenta Bielawskiego powoduje, że póki co nie będę się do tego odnosić - mówi Zdzisław Stankiewicz, prezes spółki Gedania. 18.05.2017 / fot. KFP

LECHIA GDAŃSK – JAGIELLONIA BIAŁYSTOK 4:0

Cztery gole biało-zielonych w meczu z Jagiellonią, hat-trick Marco Paixao i zachowana szansa na mistrzostwo kraju. Lepiej dla Lechii potyczka z dotychczasowym liderem ekstraklasy nie mogła się ułożyć. Jeśli Lech nie pokona dziś wieczorem Legii w Warszawie, to podopieczni Piotra Nowaka pozostaną panami sytuacji, a od upragnionego w Gdańsku tytułu mistrzowskiego Lechię będą dzielić trzy zwycięstwa. Plan jest jasny: wygrać z Lechem Poznaniu, zrewanżować się Pogoni za niedawną porażkę w Szczecinie i pojechać – jak niedawno uczyniła to Arka Gdynia w Pucharze Polski – na finał do Warszawy. 4 czerwca może być pięknym dniem dla gdańskiej piłki.
Lechia Gdańsk – Jagiellonia Białystok 4:0 (2:0). Bramki: M. Paixao (17' karny, 25' karny, 48'), Haraslin (89').
LECHIA: Kuciak - Haraslín, Maloča, Vitoria, Wawrzyniak (74' Stolarski) - Sławczew, Nunes - Wolski, Krasić, Peszko (85' F. Paixao) - M. Paixao (78' Kuświk). 17.05.2017 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP

GDAŃSKI ZAKŁAD UTYLIZACYJNY 2022

Zwiększenie odzysku surowców i produkcji zielonej energii, ograniczenie oddziaływania na otoczenie oraz rozwój i upowszechnienie usług dla mieszkańców - to cztery strategiczne cele Zakładu Utylizacyjnego w Gdańsku na najbliższe 5 lat. Prezes spółki Michał Dzioba przedstawił dziś swoje plany na spotkaniu prasowym w Europejskim Centrum Solidarności.
W ciągu pięciu lat zakończy się cykl inwestycyjny, który ma przekształcić gdańską firmę w nowoczesne centrum odzysku i recyklingu. Przed Zakładem Utylizacyjnym stoi zadanie dostosowania linii technologicznych oraz organizacji pracy do nowego systemu selektywnej zbiórki odpadów wprowadzającego podział na pięć frakcji: papier, tworzywa sztuczne i metal, szkło, odpady biodegradowalne i pozostałe. - Nowoczesny sposób myślenia o odpadach to traktowanie ich jako wartościowego źródła surowców, które można w przydatny sposób wykorzystać w procesie odzysku i recyklingu lub jako paliwa do wytwarzania ciepła i energii elektrycznej. Naszą ambicją jest pozyskanie z odpadów tak wiele, jak to tylko możliwe – deklaruje prezes Dzioba. Odzysk w Zakładzie Utylizacyjnym to nie tylko przekazywane do recyklerów surowce wtórne, ale również kompost produkowany z odpadów zielonych i biodegradowalnych segregowanych przez mieszkańców. Pięć lat temu tego rodzaju odpadów było zaledwie 7 tys. ton rocznie. Dzisiaj ich ilość zwiększyła się pięciokrotnie, do 35 tys. ton, co pozwala na wyprodukowanie około 10 tys. ton kompostu, który jest sprzedawany lub wykorzystywany do rekultywacji nieczynnej kwatery składowiska. - Realizowana przez nas obecnie inwestycja w postaci nowej, hermetycznej kompostowni pozwoli przygotować się na przewidywany dalszy wzrost ilości tego rodzaju odpadów. Efektem tej inwestycji będzie jednoczesna likwidacja placu dojrzewania kompostu, obecnie głównego źródła nieprzyjemnych zapachów – wyjaśnia Michał Dzioba.
Nowe źródło zielonej energii ma stanowić spalarnia, dla której paliwem będą odpady energetyczne pochodzące z ZU. Ze względu na obowiązujący zakaz ich składowania obecnie zagospodarowywane są w instalacjach poza Gdańskiem. Według szacunków spalarnia wytworzy 44 tys. MWh energii elektrycznej i 320 tys. GJ ciepła, które zostaną odprowadzone do sieci energetycznej. Zwiększenie efektywności odzysku surowców korzystnie wpłynie również na spowolnienie tempa zapełniania kwatery składowiska. Dzisiaj w Szadółkach składowane jest średnio 12 proc. z masy odpadów trafiających do sortowni. Zgodnie z Krajowym Planem Gospodarki Odpadami do 2030 r. ma to być nie więcej niż 10 proc. z całej masy wytwarzanych odpadów. Ze składowaniem odpadów wiąże się jeszcze jeden aspekt działalności Zakładu Utylizacyjnego - oczyszczanie ścieków. Zakładowa podczyszczalnia przetwarza dziś 33,5 tys. msześć. ścieków rocznie. Władze Zakładu Utylizacyjnego planują zwiększenie możliwości zrzutu większej niż obecnie ilości oczyszczonych ścieków, a następnie zwiększenie wydajności samej podczyszczalni. Efektem ograniczenia składowania odpadów w połączeniu z zwiększoną efektywnością pracy instalacji odgazowującej i podczyszczalni będzie zmniejszenie emisji nieprzyjemnych zapachów i szybsze zagospodarowanie uciążliwych odcieków w przypadku nadzwyczajnych opadów (jak to miało miejsce w lipcu 2016 r.).
Zakład Utylizacyjny w Gdańsku planuje rozwój usług związanych z zagospodarowaniem odpadów skierowanych bezpośrednio do mieszkańców Gdańska. Obecnie są to przede wszystkim Punkt Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych oraz objazdowa zbiórka odpadów nietypowych i niebezpiecznych. Spółka chce podwoić liczbę klientów PSZOK z dotychczasowych 5 tys. rocznie, a także zwiększyć masę odpadów z objazdowej zbiórki o 50 proc. Trwają prace nad wdrożeniem nowej usługi polegającej na utworzeniu zespołu pracowników dostępnych na telefon, którzy bezpłatnie odbiorą z naszych domów tzw. elektroodpady. - Zależy nam na tym, by mieszkańcy mieli świadomość, że istnieją sprawdzone, bezpieczne i zgodne z prawem sposoby pozbywania się odpadów nietypowych i niebezpiecznych. Może dzięki temu mniej odpadów trafi do lasu – zwraca uwagę prezes Dzioba. 17.05.2017 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP

CSCL ARCTIC OCEAN WPŁYNĄŁ DO DCT

Do terminalu DCT w Porcie Gdańsk zawinął kontenerowiec „CSCL Arctic Ocean” zaliczany do największych statków oceanicznych na świecie. Jednostka pływająca pod banderą Hong Kongu ma blisko 400 metrów długości i i ponad 58 metrów szerokości. Na swoich pokładach może pomieścić niemal 19 tysięcy kontenerów dwudziestostopowych. Gigant należący do czwartego na świecie pod względem tonażu armatora kontenerowego - COSCO Shipping Lines zużywa o 20 proc. mniej paliwa niż statek o pojemności 10 tysięcy TEU. Łączną długość kontenerów mieszczących się na „CSCL Arctic Ocean” można porównywać do długości trasy między Warszawą a Łodzią bądź trzynastu wysokości Mount Everestu.
Terminal kontenerowy DCT Gdańsk rozpoczął współpracę z nowo utworzonym sojuszem linii żeglugowych o nazwie The Ocean Alliance, w którego skład wchodzą CMA CGM Group, COSCO Shipping, OOCL oraz Evergreen. Największe jednostki należące do armatorów z tej grupy (o pojemności od 19 do 21 tys. TEU) będą regularnie przypływać do gdańskiego portu co tydzień, przywożąc towary bezpośrednio z Azji do Polski. Ich trasa wygląda następująco: Szanghaj, Ningbo, Xiamen, Yantian, Singapur, Felixstowe, Wilhelmshaven, Rotterdam, Gdańsk. - Jesteśmy bardzo dumni, że członkowie sojuszu Ocean Alliance wybrali nasz terminal, aby zapewnić dostawcom z Azji bezpośrednie połączenie z polskim rynkiem. Cieszymy się, że postanowili skorzystać z usług DCT jako platformy oferującej zarówno dalsze przewozy na Bałtyk, jak i szybkie połączenie z zapleczem lądowym – mówi Cameron Thorpe, prezes zarządu DCT Gdańsk. Serwis Ocean Alliance będzie obsługiwany przez 11 statków, w tym 5 siostrzanych jednostek COSCO Shipping: CSCL Globe, CSCL Pacific Ocean, CSCL Indian Ocean, CSCL Atlantic Ocean i CSCL Arctic Ocean. Pod koniec czerwca br. DCT Gdańsk spodziewa się wizyty największego statku kontenerowego na świecie. Zbudowany w koreańskiej stoczni Samsung Heavy Industries „OOCL Hong Kong” zasilił flotę Orient Overseas Container Line zaledwie przed dwoma dniami. Kolos o długości 399,9 m i szerokości 58,8 m może pomieścić 21 413 kontenerów. 17.05.2017 / fot. Wojtek Jakubowski / Fotokombinat / KFP

UWAGA!!! WYSYP KLESZCZY!!!

Pogoda się wyklarowała. Mieszkańcy Pomorza tłumnie ruszyli na spacery do lasów. Ale uwaga! Zdaniem Sanepidu – obecna pogoda spowodowała również wysyp kleszczy. Najwięcej ukąszeń zanotowano w okolicach Trójmiasta. Najwięcej osób pokąsanych przez kleszcze jest obecnie w okolicach Trójmiasta – podaje Wojewódzka Stacja Sanitarno – Epidemiologiczna w Gdańsku. Gdański Sanepid udostępnił dane na ten temat. Zjawisko masowego występowania kleszczy w lasach potwierdzają leśnicy - Obserwujemy coraz więcej saren i jeleni wręcz oblepionych kleszczami. To smutny widok, gdy zwierzę ma całą szyję, podbrzusze i pachwiny w pasożytach – mówi leśniczy ds. łowieckich z Nadleśnictwa Gdańsk, Robert Schultka. - Szlakami migracyjnymi dla saren, danieli czy jeleni są bardzo często nasze, czyli ludzkie szlaki turystyczne i leśne ścieżki. Dlatego też tak łatwo obecnie o ukąszenie przez kleszcza podczas spaceru nawet po niezbyt zadrzewionej leśnej okolicy – dodaje Schultka. Liściaste i mieszane lasy trójmiejskie, są, niestety idealnym wręcz miejscem do rozwoju kleszczy. Pogoda sprzyja rozwojowi tego pasożyta i sprawa, że przypadki ukąszeń mogą być coraz częstsze. Taka sytuacja może potrwać aż do września. Od maja do września bowiem kleszcze są bardziej aktywne, niż w pozostałych miesiącach roku. Co zrobić, żeby zminimalizować ryzyko ukąszenia podczas spaceru po lesie? Przede wszystkim ubrać się odpowiednio - na spacer założyć długie spodnie, skarpetki, pełne buty, Koszulkę z długim rękawem, na głowę – czapkę. Można użyć również sprayów odstraszających kleszcze. Po wyjściu z lasu natomiast – dokładnie obejrzeć całe ciało – w szczególności w okolica pach, pachwin czy pępka. Jeśli jednak znajdzie się kleszcz przyczepiony do skóry, należy go jak najszybciej usunąć. Najlepiej użyć do tego specjalnych przyrządów dostępnych w aptekach. Gdy uda się wyciągnąć pasożyta w całości, miejsce ukłucia należy przemyć środkiem odkażającym, oraz umyć ręce. Jeśli to się nie uda – konieczna będzie interwencja lekarza. Wyciągniętego ze skóry kleszcza można oddać do laboratorium – będzie wtedy stuprocentowa pewność, czy nie był nosicielem groźnych dla ludzi i zwierząt chorób. Informacja: Nadleśnictwo Gdańsk 16.05.2017 / fot. KFP /

SCHODY JUŻ DAWNO SIĘ SKOŃCZYŁY

Na gdańskim Niedźwiedniku są schody terenowe, których nie ma. A jeśli nawet wciąż istnieją, to nikt nie chce o nich słyszeć. Zbudowane w połowie lat 80. na stromej skarpie przy ul. Góralskiej przez Robotniczą Spółdzielnię Mieszkaniową „Budowlani” z trudem wytrzymywały próbę czasu przez dwie dekady. Betonowy gigant przegrywał z niszczącą siłą wody. Po kilku pierwszych zimach zaczął się kruszyć. - Pewnie inni mieszkańcy będą mieć mi za złe tę szczerość, ale jestem przekonany, że my również – chcąc nie chcąc - przyłożyliśmy do tego rękę. W połowie lat 80., kiedy trwała budowa tych najdłuższych na osiedlu schodów terenowych, lokatorzy nowo pobudowanych bloków chętnie zaopatrywali się w cement u budowlańców. Wiadomo, jak ciężko było w tamtych czasach o materiały budowlane. Schody dość szybko zaczęły się rozsypywać. Przypuszczam, że większość naszych zakupów uszczuplała stan magazynu z materiałami pochodzącymi z przydziału na tę inwestycję – mówi jeden z mieszkańców bloku 37b przy ul. Góralskiej.
Przy tym budynku schody mają – to znaczy miały - swój początek. Stąd ruszało się w dół. Blisko 10 lat temu sukcesor „Budowlanych” - LWSM „Wrzeszcz” uznał, że niebezpieczną konstrukcję trzeba zamknąć. Od tamtej pory wejścia na sfatygowane stopnie bronią dwie gołe rury przyspawane do podpór poręczy – po jednej na każdym krańcu schodów. Były też znaki zabraniające wstępu, ale ilekroć się tu pojawiały, w krótkim czasie padały łupem stałych bywalców skupu złomu. I na tym najnowsza historia schodów się skończyła. A niechby tylko ktoś spróbował dopisywać do niej nowy rozdział, to zaraz podniósłby się krzyk na Góralskiej. - Mieszkańcy płacą tutaj wysokie czynsze i nigdy nie zgodzą się na to, żeby spółdzielnia obciążyła ich wielkimi kosztami rozbiórki czegoś, co nikomu do niczego nie jest dzisiaj potrzebne. Mamy nowe, znacznie wygodniejsze schody prowadzące do garaży i do szkoły. Powstały ciągi piesze pozwalające łagodnie pokonać wysokość skarpy. Na górkę wjeżdżają autobusy. Proszę zobaczyć, ile samochodów tutaj parkuje. Nierzadko to są po dwa czy trzy auta w rodzinie. A stare schody? Za 200 czy 300 lat same się rozsypią. A to, co z nich zostanie, zarośnie krzewem i trawą. Cała ta skarpa jest wyalienowana z otoczenia – mówią mieszkańcy Góralskiej 37b. Nie będzie ani rozbiórki, ani generalnego remontu. Przecież tych schodów właściwie nie ma. Nawet nie wiadomo dokąd prowadziły. U góry Góralska 37b, na dole - też Góralska, w najczystszej postaci, bez numeru. Schody kończą się na jezdni. W najbliższej okolicy są tzw. domy kombatanckie. A pod górkę się szło, i szło. Stopni było ze 140.
- Odwodnienie, oświetlenie, przebudowa niewygodnych stopni, uzupełnienie licznych ubytków... Do tego cały ten beton trzeba byłoby czymś obłożyć. Doprowadzenie tego obiektu do użyteczności oznaczałoby dla spółdzielni potworne wydatki. To byłyby pieniądze wyrzucone w błoto. Mieszkańcy nie chcą ani tych schodów, ani tych kosztów. Nie ma tematu. Nigdy nie było go w preliminarzach corocznych remontów. Nawet sugestii w sprawie przygotowania kosztorysu nie miałem. Od wielu lat uczestniczę w tzw. grupach członkowskich i nie pamiętam, żeby ktokolwiek się tymi schodami interesował - mówi Wojciech Kurpisz, inspektor nadzoru z Administracji Osiedla „Niedźwiednik”. Właściwie to już wszystko. Szkoda jedynie, że schody same nie potrafią chodzić, bo pewnie by sobie stąd już dawno poszły. 15.05.2017 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
  • aktualnych propozycji: 9942
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2017 KFP