logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 11780
Naukowcy z Wydziału Chemicznego Politechniki Gdańskiej opracowali innowacyjną kompozycję polimerową służącą do produkcji ekologicznych przedmiotów jednorazowego użytku podlegających recyklingowi organicznemu. Wytwarzane z niej produkty są trwałe w użytkowaniu, a jednocześnie zachowują właściwości przyjazne dla środowiska naturalnego. Mogą być kompostowane wraz z resztkami jedzenia i ulegają całkowitej biodegradacji. Wynalazek ten stanowi odpowiedź świata nauki na poparcie przez Parlament Europejski wprowadzenia w UE zakazu sprzedaży sztućców, słomek czy talerzy otrzymywanych z tradycyjnych tworzyw sztucznych.
– Do wytworzenia naszych materiałów biopolimerowych wykorzystuje się łatwo dostępne surowce pochodzenia naturalnego lub surowce pozyskiwane ze źródeł odnawialnych, co stanowi istotną przewagę nad stosowanymi powszechnie materiałami ropopochodnymi – tłumaczy prof. Helena Janik, kierownik zespołu badawczego z Katedry Technologii Polimerów. Innowacyjna kompozycja zawiera m.in. skrobię termoplastyczną uzyskaną z mąki ziemniaczanej i dodatki pochodzenia naturalnego oraz biopolimer polilaktyd (PLA). Niewątpliwym atutem wynalazku jest możliwa do zastosowania metoda wytwarzania na jego bazie produktów jednorazowych. – Granulaty opracowanej przez nas skrobi i jej kompozycje z PLA to materiały termoplastyczne, które mogą być wykorzystane w wytwarzaniu wyrobów metodą formowania wtryskowego bądź też metodą wytłaczania uznawanych za jedne z najtańszych i najszybszych sposobów produkcji – mówi profesor Janik. Jednym z pierwszych produktów przeznaczonych do wdrożenia w oparciu o tę kompozycję są sztućce jednorazowego użytku. Co więcej, testy technologiczne prototypowych przedmiotów wykonanych z kompozycji polimerowej we współpracy z jedną z branżowych firm zainteresowanych wdrożeniem rozwiązania dowiodły one, że charakteryzują się one wyższą odpornością termiczną niż produkty z czystego PLA. Mieszankę opracowaną przez naukowców z Gdańska charakteryzuje jeszcze jedna istotna cecha, która jest przedmiotem zainteresowania przedsiębiorców. – Ze względu na zastąpienie części PLA przez znacznie tańszą skrobię termoplastyczną cena 1 kg naszej kompozycji jest niższa od czystego PLA o około 15 proc., a proces wdrożenia technologii do produkcji niezwykle prosty – wyjaśnia dr inż. Maciej Sienkiewicz, współtwórca technologii wytwarzania granulatu i jego wytłaczania. Kompozycje polimerowe są przedmiotem patentu europejskiego o numerze EP3064542, a ochrona utrzymywana jest w Polsce, Niemczech, Francji oraz Wielkiej Brytanii. 3.03.2019 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Piątkowa premiera „Thaïs” w Operze Bałtyckiej wywoływała duże zainteresowanie miłośników gatunku już choćby dlatego, że XIX-wieczne dzieło z muzyką Jules’a Masseneta i librettem Louisa Gallet'anie (według powieści Tais Anatole’a France’a) nie gościło na polskich scenach od dziesiątek lat. Po II wojnie światowej w Polsce opera nie pojawiała się wcale. – Nie wiem dlaczego. Może miały na to wpływ czasy? Nie było atmosfery, by mówić o duchowości. „Thaïs” powstała, kiedy w sztuce i w kulturze zaczynały się dziać interesujące rzeczy, trwała rewolucja przemysłowa, a ta opera jest trochę jakby z romantyzmu. Kiedy zaczęliśmy nad nią pracować, wszyscy artyści i współpracownicy się zachwycili: „Jakie to piękne!”. Podjęliśmy wyzwanie wspólnie z José Marią Florêncio, będącym moim muzycznym przewodnikiem i mamy nadzieję, że przyniesie to niezwykłe artystyczne efekty – mówił przed premierą reżyser Romuald Wicza-Pokojski, od niedawna dyrektor Opery Bałtyckiej. Jak się okazało, wieloletnia banicja spotkała „Thaïs” niezasłużenie, albowiem jest to dzieło niezwykle aktualne, dotykające sfer, które wciąż nas zastanawiają. Kluczowe są tutaj wewnętrzna przemiana i droga w poszukiwaniu Boga.
„Thaïs” to historia pięknej kurtyzany, która swych wielbicieli nieomal hipnotyzuje wdziękiem i urodą. Jej rozpustne życie jest solą w oku młodego mnicha Atanaela (w tej roli Marcin Bronikowski). Za wszelką cenę próbuje on nawrócić rozwiązłą kobietę, co kończy się sukcesem. W wyniku tej osobliwej krucjaty Atanael odkrywa jednak, że tak naprawdę to nie o nawrócenie chodziło, lecz o zdobycie miłości niezwykłej i magicznej Thaïs (Marcelina Beucher). Na tę jest jednak za późno, gdyż jego wybranka umiera. „Thaïs” to opowieść o namiętnościach, które targają ludźmi, ale też o zagrożeniach wynikających z nadmiernej religijnej fascynacji. To również otwarcie pola do dyskusji i próba odpowiedzenia na pytania dotyczące hierarchii wartości: czy ważniejsza jest miłość i doczesne namiętności, czy wieczne zbawienie… 2.03.2019 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Osiągają sukcesy gospodarcze, kierują się zasadami etyki zawodowej i społecznej odpowiedzialności, tworząc dogodne warunki pracy i rozwoju pracowników. Na dorocznej Gali Evening Pracodawcy Pomorza wybrali spośród siebie najlepszych w 2018 roku. Tytuły trafiły do firm Studio 102, El-Mark, Euro Styl oraz Polpharma. To najlepsi wśród równych. Nagrodę specjalną Złoty Oxer przyznawaną przedsiębiorcom, którzy dzięki własnej inicjatywie, uporowi i determinacji stworzyli firmy, pokonując przez lata kolejne trudne przeszkody i kierując się wizją rozwojową, otrzymali twórcy sukcesu LPP. Gośćmi specjalnymi galowego wieczoru byli saksofonista jazzowy Przemek Dyakowski oraz kompozytor i pianista Leszek Możdżer, a wyjątkowym upominkiem dla uczestników święta – książka autorstwa Kamila Wicika i Mariusza Nowaczyńskiego pt. „Sax Club Pana Dyakowskiego” (wydawnictwo KFP). Gala zgromadziła ponad 750 gości.
– Przedsiębiorstwo to nie tylko liczby na rachunku ekonomicznym. To przede wszystkim ludzie. Zadaniem pracodawcy jest dbanie nie tylko o te liczby, ale także o etykę i odpowiedzialność społeczną, szczególnie w stosunku do swoich pracowników. Menedżerów i firmy kierujące się tymi standardami należy wyróżniać, promować w regionie, w kraju i za granicą. Tego typu postawy staramy się promować organizując nasz konkurs – przypominał tego wieczoru Zbigniew Canowiecki, prezydent Pracodawców Pomorza. Swoje laury przyznali także Gdański Urząd Pracy oraz Regionalna Izba Gospodarcza Pomorza.
W kategorii mikroprzedsiębiorstwo statuetka Pomorski Pracodawca Roku 2018 trafiła do Studia 102 z Gdyni. Firma dostarcza klientom usługi z zakresu komunikacji marketingowej. W tej kategorii wyróżniono także: B&Z Proenergy z Nowej Wsi Lęborskiej oraz Web24.com.pl z Gdyni.W kategorii małe przedsiębiorstwo główną nagrodę zdobył El Mark z Wejherowa. Firma specjalizuje się w pracach z zakresu kablowych i napowietrznych sieci elektroenergetycznych. Laury w tej kategorii otrzymały także: IQ.pl, Modern Grażyna Tyrakowska oraz Pomorskie Hurtowe Centrum Rolno-Spożywcze Renk z Gdańska. W kategorii średnie przedsiębiorstwo główną nagrodą kapituła wyróżniła Euro Styl z Gdańska. Firma od 2007 roku prowadzi działalność deweloperską. W tej kategorii laureatami zostały także firmy: BMG Goworowski z Gdyni, Przedsiębiorstwo Przeładunkowo-Składowe Port Północny oraz Zakład Utylizacji z Gdańska. Główna nagroda w kategorii duże przedsiębiorstwo trafiła do Zakładu Farmaceutycznego Polpharma ze Starogardu Gdańskiego. To największy producent leków w Polsce. Laury w tej kategorii otrzymały także do firm Lacroix Electronics z Kwidzyna, Porta KMI Poland z Bolszewa oraz Radmor z Gdyni. Z nagród specjalnych Pomorski Pracodawca Roku 2018 cieszyli się tym razem przedstawiciele firm Meyn Polska z Lęborka, Port Lotniczy Gdańsk, Zakład Porcelany Lubiana z Łubiany oraz Zarząd Morskiego Portu Gdynia. Tytuł Pracodawcy Roku Obszaru Metropolitalnego Gdańsk-Gdynia-Sopot 2018 otrzymał Flex Poland z Tczewa. Wspomniany już Złoty Oxer przypadł Markowi Piechockiemu i Jerzemu Lubiańcowi, twórcom LPP. Marka powstała w 1991 roku, dziś jest jedną z najdynamiczniej rozwijających się firm odzieżowych w Europie środkowo-wschodniej. Statuetkę Primum Cooperatio (Nade Wszystko Współpraca) za wybitne osiągnięcia naukowe połączone z udokumentowaną działalnością w zakresie wdrożeń własnego dorobku naukowego w gospodarce otrzymał prof. dr hab. inż. Kazimierz Darowicki z Politechniki Gdańskiej. Wyróżnienia oodebrali prof. dr hab. Krzysztof Bielawski z Uniwersytetu Gdańskiego oraz prof. dr hab. Michał Markuszewski, dziekan wydziału farmaceutycznego z OML GUMed. Były również nagrody dla firm i podmiotów odpowiedzialnych społecznie. Otrzymały je Wielobranżowa Spółdzielnia Socjalna Słoneczne Wzgórze ze Stężycy oraz firma Mikrostyk z Gniewu. Nagrodę przyznawaną przez Gdański Urząd Pracy dla firm działających w sferze wspierania działań integracyjnych i dobrych praktyk wobec zatrudnianych cudzoziemców otrzymała firma Kemira Gdańsk. Wyróżnienie trafiło do Gremi Personal z Gdańska. Nagrodę w kategorii Biznes Wybiera Mediacje przyznawaną przez Regionalna Izbę Gospodarcza Pomorza i Pracodawców Pomorza w ramach Centrum Arbitrażu i Mediacji otrzymał Andrzej Biernacki, prezes Ekolanu z Sopotu. Z nagrody Negotium Pro Cultura (Biznes dla Kultury) cieszył się Andrzej Stelmasiewicz, prezes gdańskiej firmy Aste.1.03.2018 / fot. Anna Bobrowska / KFP, Anna Rezulak / KFP, Krzysztof Mystkowski / KFP
W Bałtyckim Kampusie Uniwersytetu Gdańskiego zawisła dzisiaj wiecha. Od blisko 10 miesięcy przy ul. Wita Stwosza powstaje nowy gmach Instytutu Informatyki. Budynek wznoszony głównie z myślą o studentach informatyki o profilu praktycznym – to także nowość na UG – osiągnął stan surowy. Budowa ma się zakończyć w drugiej połowie tego roku. Będzie to jeden z najnowocześniejszych instytutów w Polsce, z aulami, pracowniami, laboratoriami i wyposażeniem odpowiadającym prowadzeniu badań naukowych i dydaktyce na miarę XXI wieku. Rekrutacja na nowy kierunek na Wydziale Matematyki, Fizyki i Informatyki ruszy w czerwcu tego roku.
Inwestycja w ponad 50 proc. finansowana jest z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Pomorskiego na lata 2014-2020. Środki unijne to ponad 21 mln złotych. Wkład własny uczelni wynosi 18 mln. Partnerem projektu jest firma Kainos Software Poland. Nowy budynek II będzie się składać z pięciu kondygnacji (w tym jedna podziemna) o powierzchni blisko 4 tys. m kw. i kubaturze 22,7 tys. m sześc. Obiekt będzie skomunikowany z istniejącym budynkiem Wydziału Matematyki, Fizyki i Informatyki łącznikiem na poziomie drugiej i trzeciej kondygnacji. W budynku znajdą się sale seminaryjne i komputerowe, audytoria, gabinety dydaktyczno-naukowe wyposażone w najnowocześniejszy sprzęt ICT, pomieszczenia biurowe i socjalne. Wykonawcą prac jest Korporacja Budowlana Doraco. 1.03.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
1 marca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Święto uchwalone przez Sejm RP przed ośmioma laty uczcili dziś na Cmentarzu Garnizonowym przedstawiciele zarządu i rady miasta Gdańska. Samorządowcy pod przewodnictwem pełniącej obowiązki prezydenta Aleksandry Dulkiewicz złożyli hołd bohaterom walki o wolną Polskę zamordowanym przez komunistów w gdańskim areszcie śledczym. Znicze zapłonęły na grobach Danuty Siedzikówny „Inki”, Feliksa Selmanowicza „Zagończyka” i Adama Dedio „Marynarza”. Wieczorem na Cmentarzu Garnizonowym odbędą się uroczystości zainicjowane przez gdański oddział Instytutu Pamięci Narodowej. Poprzedzi je apel pamięci (godz. 17) przy odsłoniętym w sierpniu ubiegłego roku u zbiegu ulic 3 Maja i gen. Henryka Dąbrowskiego Pomniku Żołnierzy Wyklętych. 1.03.2019 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Godziny dzielą nas od wyborów prezydenta Gdańska. Cisza wyborcza zacznie się w piątek o północy. Dziś po południu musiało więc być głośno. O Aleksandrze Dulkiewicz najdonośniej mówiło się przy skrzyżowaniu ulic Chałubińskiego i Sikorskiego na Chełmie. Stowarzyszenie Wszystko dla Gdańska zaaranżowało tu konferencję prasową z udziałem aktywnych gdańszczanek. Przy kandydatce na prezydenta stały między innymi przedstawicielki świata polityki, samorządu, organizacji pozarządowych i sportu licznie reprezentowanego przez rugbistki gdańskiej Lechii. – W najbliższą niedzielę będziemy mieli szansę wybrać po raz pierwszy w historii Gdańska prezydentkę – panią Aleksandrę Dulkiewicz. To swoistego rodzaju przebicie szklanego sufitu. Jest dziś z nami polityczka – przewodnicząca Rady Miasta Gdańska Agnieszka Owczarczak, a z chwilę wszystkie najważniejsze sceny w mieście będą miały szansę skupić w swoich w rękach kobiety. Ale to nie wszystko, bo są z nami dziś także przewodnicząca klubu radnych Wszystko dla Gdańska Beata Dunajewska, wielowymiarowa Marianna Sitek-Wróblewska – znana z Gdańskiej Fundacji Innowacji Społecznej, ale również przedsiębiorczyni, jest pani Helena Turk – niezwykle aktywna osoba, która reprezentuje tu dziś Koło Seniorów Motława – przedstawiał uczestniczki konferencji szef stowarzyszenia Wszystko dla Gdańska Piotr Grzelak. Posłuchajmy, co mówiły panie o kandydatce.
Agnieszka Owczarczak: Nie tylko kobiecość jest jej atutem, ale przede wszystkim doświadczenie i doskonała znajomość problemów Gdańska. Znam Olę od wielu lat, jestem pewna, że ma odpowiednie kompetencje, aby sprawować funkcję prezydenta miasta. Zachęcam gdańszczan i gdańszczanki do głosowani na nią, bo wiem, że będzie świetnym prezydentem.
Beata Dunajewska: Mieszkam w Gdańsku od 52 lat i nawet w najpiękniejszych snach mi się nie śniło, że będę miała okazję zagłosować na kobietę, moją przyjaciółkę i osobę, której ufam bezgranicznie. Gdańsk jest gotowy na kobiety u władzy. Ola emanuje dobrem i ciepłem, ale jest też kobietą silną i odpowiedzialną.
Helena Turk: Nasz Klub Seniora jest bardzo aktywny. Zawsze byliśmy taką prawą ręką naszego prezydenta. Kiedy nam zginął, to... Potrzebujemy po prostu naszej Oli. Naprawdę potrzebujemy opiekuna. Wszyscy seniorzy z klubu Motława popierają panią Aleksandrę.
Marianna Sitek-Wróblewska: Moje spotkanie z Aleksandrą Dulkiewicz odbyło się kilka lat temu. Muszę powiedzieć, że do dzisiaj wspominam ten moment ze wzruszeniem, gdyż przyszła do nas osoba, które we wnikliwy sposób dopytywała, dlaczego tak to [ekonomia społeczna – przyp. red] funkcjonuje, z czego to wynika, jaki mamy kłopoty i jak sobie z nimi radzimy. To było wiele pytań człowieka, który nie jest obojętny. Gwarantuję państwu, że kiedy wybierzemy panią Aleksandrę Dulkiewicz na prezydenta Gdańska, dla organizacji pozarządowych, które weszły na ścieżkę przedsiębiorczości, otworzy się wielka droga. A to dlatego, że jest to osoba, która rozumie jak mało kto, czym jest odpowiedzialność społeczna i ekonomia społeczna.
28.02.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
– Do wakacji z urzędu zniknie woda gazowana w plastikowych butelkach. Woda niegazowana już od dwóch lat jest serwowana w szklanych dzbankach. Druga rzecz, na którą zwracamy uwagę, to papier ekologiczny pochodzący z recyklingu. Nich nie dziwi mieszkańców trochę inny jego kolor (…) To jest Solidarność z przyszłymi pokoleniami. Każdy z nas chciałby, żeby jego dzieci i wnuki mogły cieszyć się środowiskiem naturalnym – mówiła pełniąca obowiązki prezydenta Aleksandra Dulkiewicz, ogłaszając nową kampanię społeczną „Gdańsk bez plastiku”. Urząd zaczyna od siebie. Władze miasta liczą na to, że z przygotowanych w magistracie rekomendacji skorzystają także mieszkańcy. Zasad postępowania jest dziesięć. Dotyczą butelek, toreb, kubków, naczyń, sztućców, pojemników na żywność, słomek, zabawek, odzieży i kosmetyków. Powstała też deklaracja, której przestrzegać będą urzędnicy.
Inauguracja kampanii miała miejsce w oliwskim zoo, gdzie powszechna walka z plastikiem to rutyna. – Trzeba mieć świadomość, że plastik zabija. Jak państwo sobie uświadomią, ile plastiku w różnej formie pływa w morzu, w oceanach – on się oczywiście tak szybko nie rozkłada, ale sól sprawia, że traci swoją zewnętrzną strukturę i to jest połykane przez zwierzęta morskie – a później trafia na nasze stoły... Plastik zabija zwierzęta bezpośrednio, bo to nie tylko butelki Pet, ale np. woreczki i patyczki plastikowe. Wiele zwierząt nieświadomie przyswaja te rzeczy, myśląc, że zdobywa pokarm. To jest ogromne niebezpieczeństwo i zagrożenie dla życia. W zoo dbamy o to, żeby plastiku było jak najmniej, albo żeby w ogóle go nie było. Jego szkodliwość jest jednym z tematów naszych codziennych zajęć edukacyjnych dla grup szkolnych. „Gdańsk bez plastiku” to bardzo dobra akcja. Jak się teraz uświadomi dzięki niej dzieci, to za kilka lat możemy żyć w innej, lepszej rzeczywistości – przekonywał Michał Targowski, dyrektor gdańskiego zoo. Wszyscy się tego uczymy, na co zwracał uwagę podczas dzisiejszej inauguracji wiceprezydent Piotr Grzelak, mówiąc, że jest to proces, który trzeba zacząć od siebie. – Każdy z nas produkuje rocznie ok. 400 kg śmieci. Niestety, ta liczba rośnie. Chcielibyśmy to trochę zahamować, a nawet jeżeli już odpady produkujemy, to chcemy, żeby one później mogły być produktem, mogły wrócić do użytku. Stąd nasza akacja wokół SuperSortera, który nas wprowadza w kanony gospodarki odpadami, i inne kampanie ekologiczne. Dzisiaj inaugurujemy ważną akcję „Gdańsk bez plastiku”. Proponujemy wdrożenie w życie 10 prostych zasad. Wśród nich jest np. zamiana plastikowej butelki na stalowy lub szklany bidon, picie napojów bez plastikowych słomek i w kubkach wielorazowego użytku, torba bawełniana zamiast foliowej, żywność w szklanych pojemnikach i zbiorczych opakowaniach – zachęcał do włączenia się w nurt kampanii Piotr Grzelak, wiceprezydent miasta. 28.02.2019 / fot. Anna Bobrowska / KFP
Dla klientów tłusty czwartek zaczął się tu przed godziną 6. Cukiernicy są na nogach od godz. 22. Trzecie, a nawet już czwarte pokolenie sopocian kupuje pączki w „Rydelku”. Po drugiej stronie lady z tą sztafetą pokoleniową jest tak samo. Tradycja smaku ciastek z cukierni przy ul. Kościuszki 11A ma ponad 60 lat. Firmę rodzinną założyli w 1957 roku państwo Kazimierz i Anna Rydelek. Mistrz Kazimierz pochodził z Grudziądza i tam uczył się zawodu. Do Sopotu przyjechał w 1947 roku. Zanim założył własną ciastkarnię, pracował w cukierni „Marzewska” przy ulicy Grunwaldzkiej 10. Na emeryturę przeszedł w 1990 roku, przekazując słodką tradycję córce Kai i zięciowi Zbigniewowi Szatybełce. Dziś kontynuuje ją ich syn Karol wspólnie z żoną Anitą. Na miejscu dawnego, prowizorycznego pawilonu nieopodal sopockiego dworca PKP powstał nowy budynek, na przełomie tysiącleci gruntowną modernizację przeszła też linia technologiczna. Po dziadku Kazimierzu zachowała się żeliwna maszyna do dzielenia ciasta pamiętająca czasy Wolnego Miasta Gdańska. To skarb pośród rodzinnych pamiątek. W fachu cukierniczym najważniejsze są receptury – słodka tajemnica rodu.
Przepis na klasyczne pączki z nadzieniem różanym (w „Rydelku” można nabyć także ciastka z budyniem adwokatowym) ma więc ponad 60 lat. – Najważniejsze są wysokiej jakości produkty i... dużo czasu. Pączek lubi długo odpoczywać. Musi sobie spokojnie wyrosnąć. Potrzebuje na to co najmniej godzinę. Cyklu produkcyjnego nie da się przyśpieszyć. Samo smażenie zajmuje ok. kwadransa. Tu liczy się odpowiedniej jakość tłuszcz – dziś to są różnego rodzaju frytury, olej rzepakowy i palmowy oraz mieszanki różnych olejów – i ustawienie właściwej temperatury. Po ok. 8 minutach, kiedy pojawia się złoty kolor, obracamy ciastka stroną wysmażoną do góry... Tyle mogę powiedzieć – wprowadza nas Karol Szatybełko. „Rydelek” usmaży dziś kilkanaście tysięcy pączków. Jeśli wszystko sprzeda się do godz. 16, to cukiernia zamknie wcześniej niż zwykle (godz. 19) swoje podwoje, a współtwórcy tłustego święta udadzą się na zasłużony odpoczynek. Panie ekspedientki przyszły dziś do pracy po godz. 5, pierwsi amatorzy ciastek pojawili się niedługo potem. – Z samego rana przyjeżdżają klienci firmowi po zamówione wyroby. Otrzymujemy zamówienia na 20, ale też na 300 czy 400 pączków. Klienci indywidualni najczęściej też nie kupują ciastek tylko dla siebie. Przychodzą do nas po 10 czy kilkanaście sztuk – dodaje Karol Sztybełko. Wiadomo, kto w święto łasuchów nie skonsumuje ani jednego pączka, temu nie będzie się wiodło w życiu. Statyczny Polak zjada więc tego dnia dwa ciastka. 28.02.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Ponad pół wieku ta technologia rodem ze Szwecji wzbudzała w Gdańsku prawdziwą sensację, sprawiając, że mieszkańcy z wielkim zainteresowaniem kierowali wzrok ku niebu. Tak powstawał słynny Zieleniak: najpierw dwa filary, a potem piętra, jedno pod drugim. Tak tak, kondygnacje przybywały w kolejności od najwyższej do najniższej. Podobnie, przynajmniej na pierwszy rzut oka, wygląda budowa 14-kondygnacyjnego biurowca Wave (46 tys. m kw.) wznoszonego od blisko roku przy al. Grunwaldzkiej w Oliwie (teren dawnego Centrostalu) przez firmę Skanska Property Poland. Dwa betonowe rdzenie już stoją. – Trzon powstaje metodą ślizgową. Najczęściej jest ona stosowana przy budowie filarów mostów, znacznie rzadziej podczas budowy obiektów kubaturowych. Nasza firma korzysta teraz z tego rozwiązania podczas budowy w Gdańsku i we Wrocławiu. Budynek powstaje jednak w innej technologii niż Zieleniak – wyjaśnia w rozmowie z portalem trojmiasto.pl Jędrzej Kruszyński, koordynator ds. komunikacji w Skanska Property Poland. Szwedzkie korzenie międzynarodowego koncernu budowlanego mogłyby sugerować, że młodsi mieszkańcy Gdańska doczekają się widoków, jakie pół wieku temu stały się udziałem ich rodziców i dziadków, kiedy rósł, a właściwie schodził z 17 piętra na parter Zieleniak. Nic z tego. Rdzenie biurowca Wave odbudowywane będą kondygnacjami w klasycznej kolejności, od najniższego po 14. piętro. Prace powinny zakończyć się w sierpniu tego roku. 28.02.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Z tej strony „prałat gwałciciel dzieci”, a na odwrocie „Kościół obrońca pedofila”. Z dwustronnym bannerem, w akcie solidarności z ofiarami seksualnych nadużyć duchownych Kościoła katolickiego pod pomnikiem księdza Jankowskiego manifestowało tego wieczoru kilkoro gdańszczan. Demonstrację zainicjował Michał Wojciechowicz z ruchu społecznego Lepszy Gdańsk opowiadającego się za budowaniem miasta przyjaznego, sprawiedliwego, otwartego i bezpiecznego. Dzisiejsze spotkanie było wyrazem aprobaty dla spodziewanej przez to środowisko decyzji Rady Miasta Gdańska w sprawie usunięcia z przestrzeni publicznej „tego zgorszenia, jakim jest totem prałata Jankowskiego”. Radni mają głosować 7 marca. „Już niedługo upadnie na zawsze!” – prognozują uczestnicy środowej manifestacji. Ale byli tu również tego wieczoru ci, którzy w zarzuty stawiane księdzu na forum publicznym nie wierzą, mówią o bezczeszczeniu pamięci kapelana Solidarności i hańbie. – Przecież nie chcecie bronić pomnika człowieka, który krzywdził dzieci. Po prostu nie możecie jeszcze uwierzyć, że ksiądz Jankowski był bestią w ludzkiej skórze. To klasyczny mechanizm wyparcia prawdy. Dziś nie chcę zakrywać tej postaci, tak jak miesiąc temu. Liczę tylko na to, że jak do wszystkich dotrze, kim był, to ten pomnik zniknie nie tylko z cokołu, ale i z pamięci wszystkich. Wzywam do pojednania w prawdzie. Jestem przekonany, że nawet wśród wyborców PiS są przyzwoici ludzie, którzy nie akceptują krzywdzenia dzieci – zwracał się do obrońców pomnika Michał Wojciechowicz. W roku 1981, będąc nastolatkiem, który jak wielu jego rówieśników dał się porwać gdańskiemu wiatrowi wolności, poczuł, czym jest zły dotyk proboszcza z „Brygidy”. – Ja wszedłem w te ramiona jak w ojcowskie ramiona. Ale w momencie jak te ojcowskie ramiona się na mnie zamknęły, ten człowiek dotykał moich lędźwi i przyciskał mnie do siebie. Poczułem jego wzwód (…) Brał tym dotykiem, a nie dawał. Od początku i bez jakiejkolwiek wątpliwości wiedziałem, że to było dotykanie pederasty – wspominał niedawno w prasie i telewizji były działacz opozycyjny w PRL. 27.02.2019 / fot. Anna Bobrowska / KFP
  • aktualnych propozycji: 11780
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2019 KFP