logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje Newsletter

  • aktualnych propozycji: 10332

SPÓR O FLAGI PRZED MUZEUM II WOJNY ŚWIATOWEJ

- Gdzie się podziały flagi Gdańska i Unii Europejskiej? To maszty przed Muzeum II Wojny Światowej. Jeszcze niedawno obok polskich flag powiewała tu flaga Gdańska i Unii Europejskiej. Czy dyrektor Muzeum i kandydat na kandydata PiS na prezydenta Gdańska wstydzi się Gdańska? Czy może nie wie, jak bardzo gdańszczanie byli dumni z tego Muzeum i jak bardzo sami angażowali się w powstanie Muzeum? - pyta dyrektora MIIWŚ Karola Nawrockiego Agnieszka Pomaska. W piątkowe południe gdańska posłanka Platformy Obywatelskiej (również wymieniana wśród kandydatów na kandydata...) wspólnie z prezydentem miasta Pawłem Adamowiczem oraz miejskimi radnymi PO zorganizowała na placu przed muzeum happening pod hasłem „Flaga na maszt”. Wraz z nimi pojawiły się tu dziś miejskie symbole „w formie prostokąta czerwonej barwy z umieszczoną na nim złotą koroną i dwoma równoramiennymi, srebrnymi krzyżami rozmieszczonymi pod nią w słup”. To jest flaga miasta. Przed zmianą, która dokonała się trzy miesiące temu na polecenie nowej dyrekcji MIIWŚ, w na jednym z pięciu masztów usytuowanych w północnej części placu powiewał biały proporzec z herbem wielkim Gdańska w centralnej części. Na tę różnicę zwraca uwagę rzecznik prasowy MIIWŚ Aleksander Masłowski , odpowiadając na pytanie gdańskiej posłanki pytaniem: „Czy pani Pomaska jest pewna, że kiedyś przed Muzeum wisiała flaga Gdańska?”. W rozmowie z Onetem znany gdański przewodnik wyjaśnia, że za czasów wcześniejszej dyrekcji panował chaos w rozmieszczeniu flag przed Muzeum. – Były co najmniej dwa różne układy, oba nieprawidłowe. Dawna dyrekcja wyraźnie nie bardzo wiedziała, co chce przez układ flag powiedzieć. Obecne władze Muzeum postanowiły skończyć z chaosem. Stąd decyzja, by na święto 1 sierpnia wywiesić pięć jednolitych polskich flag – mówi rzecznik MIIWŚ. Masłowski zapowiada też, że w najbliższym czasie, w południowej części placu przed muzeum stanie wysoki maszt, na którym zawieszona zostanie polska flaga. Wtedy też zmieni się układ flag w północnej części placu.
- PiS jest bardzo antygdańską partią polityczną, nie lubi Gdańska, gdańszczanie zresztą PiS-u też nie lubią. Nie jest to powód, aby flagę gdańską i europejką zdejmować. Ta małostkowość nie tylko nie przystaje, to brak zrozumienia i dojrzałości, po co jest się dyrektorem instytucji publicznej. W imieniu gdańszczan zwracam się dyrektora Nawrockiego: Proszę, nie bój się flagi Gdańska – podkreślał podczas dzisiejszej pikiety prezydent Paweł Adamowicz. Do dyrektora MIIWŚ zwróciło się też 500 naukowców. Ich list dotyczy zmian wprowadzanych na wystawie stałej. „(...) Oburzyła nas głęboko decyzja obecnych władz Muzeum o drastycznych ingerencjach w wystawę, m. in. o zastąpieniu kończącego ją filmu, który łączył treść ekspozycji z uniwersalnym przesłaniem o ciągłości historii. Film uświadamiał odwiedzającym, że zbrodnie wojenne, krwawe rewolucje, ale też opór przeciw opresji i totalitaryzmowi mają miejsce również dzisiaj. Obecne władze muzeum próbują zastąpić ten ważny komunikat dla kolejnych pokoleń upraszczającym filmem dotyczącym historii Polski w XX wieku. Dają tym samym do zrozumienia, że narracja przedstawiana w muzeum to zamknięty rozdział historii jednego z wielu państw wschodniej Europy. Traktujemy to jako niedopuszczalną, wręcz barbarzyńską ingerencję w dzieło będące efektem wieloletniej pracy autorów ekspozycji i niosące głęboko humanistyczne przesłanie do całego świata. Obecne działania władz Muzeum II Wojny Światowej, mające na celu przekształcenie wystawy, uważamy za próbę wykreślenia jej uniwersalnego przesłania i zamienienia tej placówki w instytucję propagandową, która słowo muzeum ma tylko w nazwie. W ten sposób Polska traci jedną z nielicznych instytucji kultury i nauki o prawdziwie międzynarodowym znaczeniu. Nie chcemy, by Polska istniała w świecie jedynie poprzez obecność przedsiębiorstw o zasięgu globalnym – jak międzynarodowe centrale banków czy centra przemysłu motoryzacyjnego. Chcemy, żeby w Polsce znalazły się również instytucje kultury i nauki o znaczeniu uniwersalnym - godne historycznej roli Polski" – czytamy w liście skierowanym do dyrektora Muzeum II Wojny Światowej. 3.11.2017 / fot. Krzysztof Mystkowski / KFP

90. ROCZNICA URODZIN ZBIGNIEWA CYBULSKIEGO

90. lat temu urodził się Zbigniew Cybulski, artysta, który przewrócił niemal wszystko, co było tradycją polskiego kina i teatru. "Przedziwność i jedyność jego aktorstwa polegały (...) na tym, że mógł nic nie umieć i być wybitnym" (aktor Jan Kreczmar). "Niósł w swoich rolach posłanie (…) Naśladowano jego sposób bycia, ubiór" (krytyk Zbigniew Pitera). "Zadziwił nas, zelektryzował naszą wrażliwość" (aktor Tadeusz Łomnicki). W ciągu zaledwie 14-letniej kariery artystycznej – od debiutu w Teatrze Wybrzeże w roku 1953 – zagrał w ponad 30 filmach, wykreował setki ról w przedstawieniach teatralnych i kabaretowych. "Chwytał życie pełnymi garściami, jak gdyby zawsze chciał odrobić jakieś spóźnienie." - pisał o Zbigniewie Cybulskim francuski krytyk Marcel Martin. Gonił za życiem, gonił za odjeżdżającymi pociągami. Wskakiwał do nich w ostatniej chwili, jak w 77 minucie "Pociągu" (1959 r.) Jerzego Kawalerowicza. I wtedy, 8 stycznia 1967 r., kiedy wracał z Wrocławia do Warszawy ze zdjęć do filmu "Morderca zostawia ślad" w reżyserii Aleksandra Ścibora-Rylskiego. Próbował wskoczyć do odjeżdżającego z 3. peronu ekspresu „Odra”. Wpadł pod koła doznając ciężkich obrażeń. Zmarł w szpitalu po trwającej godzinę walce o życie. 3.11.2017 / fot. Zbigniew Kosycarz / KFP

DO KOMINA MURZYNA! MURZYNA!

Zbigniew Brzoza realizuje w Teatrze Wybrzeże spektakl na podstawie dzienników Victora Klemperera analizujących manipulacje hitlerowskiej propagandy z lat 1933-45. Scenariusz sztuki odwołuje się także do fragmentów głośnej pracy tegoż niemieckiego autora pochodzenia żydowskiego zatytułowanej „LTI – notatnik filologa”, biografii „Neger, Neger…” autorstwa Hansa-Jürgena Massaquoia, który jako czarnoskóry chłopiec dorastał w nazistowskich Niemczech, książki „Berlin Alexanderplatz” Alfreda Döblina, „Palacza zwłok” Ladislava Fuksa i „Czarnych dzieci” Heinricha Hoffmanna, psychiatry straszącego swoimi wierszykami niegrzecznych malców. Premiera przedstawienia „Do komina Murzyna! Murzyna!” odbędzie się 4 listopada (godz. 19) na deskach Sceny Kameralnej Teatru Wybrzeże w Sopocie.
Lata 30. Do władzy w Niemczech dochodzi NSDAP-e. Jeszcze działa parlament, samorządy lokalne, nie zanosi się na likwidację partii opozycyjnych, wychodzi niezależna prasa. Swing jak w Nowym Jorku, Paryżu i Londynie jest najpopularniejszym tańcem. Nocne życie wielkich niemieckich miast kwitnie – jeszcze nie znikł duch lat 20. Zafascynowany płomiennymi przemówieniami Hitlera ośmioletni syn księcia liberyjskiego plemienia Vai i hamburskiej pielęgniarki gorąco pragnie przyłączyć się do ruchu przemian. Profesor Victor Klemperer, filolog pochodzenia żydowskiego, nie traci nadziei, że władze hołoty szybko się skończą...
– Zarówno moja mama, jak i babcia, były więźniarkami obozu koncentracyjnego w Ravensbrück, a później też Majdanka. Byłem wychowany w takim świecie i w takim przekonaniu, że po II wojnie światowej powrót totalitaryzmu jest niemożliwy. Wprawdzie nie można było wykluczyć tego, że może urodzić się jakieś inne ludzkie szaleństwo, ale nigdy totalitaryzm w swoim nazistowskim wyrazie. Patrząc jednak na to, co się teraz dzieje w Europie, co się dzieje w naszym kraju, to te wszystkie nadzieje ulegają erozji – mówi Zbigniew Brzoza na łamach portalu trojmiasto.pl.
W spektaklu występują: Dorota Androsz, Magdalena Boć, Katarzyna Dałek, Piotr Biedroń, Piotr Chys, Grzegorz Gzyl, Michał Kowalski, Robert Ninkiewicz, Adam Turczyk (debiut), Piotr Witkowski oraz Patryk Makowski, Piotr Burdzel i Bartosz Dwojakowski. Reżyserem, autorem scenariusza i opracowania muzycznego jest Zbigniew Brzoza (współpraca dramaturgiczna: Michał Kurkowski), scenografem – Wojciech Żogała, autorką kostiumów– Katarzyna Adamczyk. 2.11.2017 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

WJECHAŁ W SKLEP MIĘSNY NA SUCHANINIE

Chwila nieuwagi na skrzyżowaniu ulic Noskowskiego i Beethovena na Suchaninie skończyła się dla kierowcy samochodu Kia Rio w... drzwiach delikatesów mięsnych. Szczęśliwie nikt nie odniósł obrażeń. Do zdarzenia doszło w czwartek około godziny 7.50, kiedy sklep był zamknięty. Pechowiec skręcał z ul. Noskowskiego w prawo (w stronę centrum Gdańska) na zielonej strzałce. Nie zauważył audi nadjeżdżającego od strony Moreny. W wyniku zderzenia pojazdów kia zjechała na chodnik, ścięła kosz na śmieci i ławkę z donicą, a zakończyła tę niefortunną przygodę na elewacji delikatesów, uszkadzając szybę w witrynie i drzwi wejściowe. – Z ustaleń policjantów wynika, że 24-letni gdańszczanin nie ustąpił pierwszeństwa kierującej audi A3 i po zderzeniu tym samochodem odbił się, a następnie zjechał na prawą stronę ulicy. Funkcjonariusze zakwalifikowali to wykroczenie jako spowodowanie zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym i ukarali sprawcę mandatem w wysokości 500 złotych. Otwarciem uszkodzonych drzwi sklepu zajęli się strażacy. Na ich pomoc oczekiwała znajdująca się w delikatesach ekspedientka. Na szczęście nikomu nic się nie stało – poinformowała nas nadkomisarz Magdalena Ciska z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku. 2.11.2017 / fot. Paweł Marcinko / KFP, Włodzimierz Lubaszewski / KFP

DZIEŃ WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH NA TRÓJMIEJSKICH CMENTARZACH

Cmentarz Łostowicki jest w Dniu Wszystkich Świętych najliczniej odwiedzaną gdańską nekropolią. 1 listopada na groby swoich bliskich spoczywających na największym w mieście cmentarzu (ponad 50 ha) przybywa kilkadziesiąt tysięcy osób. Do świątecznych tradycji tego miejsca pamięci należą popołudniowe procesje oraz msze święte odprawiane na placu apelowym. W Sopocie uroczyste procesje przeszły alejami cmentarzy komunalnego i katolickiego. Na kirkucie społeczności żydowskiej zamieszkującej niegdyś nadmorski kurort palą się dziś znicze. Przybyło też kamyków na macewach. Zgodnie z tradycją żydowską, oznaczenie kamieniem miejsca czyjegoś pochówku to spełnienie szlachetnego uczynku, symbol budowania domu zmarłemu. 1.11.2017 / fot. Mateusz Ochocki / KFP, Krzysztof Mystkowski / KFP

MODLITWA MIĘDZYWYZNANIOWA NA CMENTARZU NIEISTNIEJĄCYCH CMENTARZY

Od 15 lat 1 listopada gdańszczanie łączą się w modlitwie przed pomnikiem Cmentarzem Nieistniejących Cmentarzy za dusze tych, którzy dawniej żyli na tej ziemi i w niej spoczęli. - Za tych, o których Gdańsk w czasach powojennych na długo musiał zapomnieć. Wyjątkowy charakter tego miejsca podkreśla fakt, że upamiętnia ono 27 gdańskich nekropolii, które zostały zlikwidowane po 1945 roku. Modlitwa międzywyznaniowa ma nam także przypominać o tym, że mieszkańcy naszego miasta zawsze byli jednością, że obce mu są podziały na tle różnic wyznaniowych, kulturowych i językowych – podkreśla prezydent miasta Paweł Adamowicz, który tradycyjnie już do wspólnej modlitwy zaprosił przedstawicieli kilkunastu związków wyznaniowych. W dniu Wszystkich Świętych na Cmentarzu Nieistniejących Cmentarzy modlili się m.in. ks. kanonik Bartłomiej Stark – sekretarz kancelarii arcybiskupa metropolity i biskupa pomocniczego Archidiecezji Gdańskiej, ks. Marcin Hintz - biskup Diecezji Pomorsko-Wielkopolskiej Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, ks. prezbiter Sebastian Maria Niedźwiedziński – duszpasterz gdańskiej parafii Kościoła Ewangelicko-Metodystycznego, Michał Samet - przewodniczący gminy wyznaniowej żydowskiej, Ismail Caylak - imam muzułmańskiej gminy wyznaniowej w Gdańsku, ks. Rafał Michalak – proboszcz parafii Kościoła Polskokatolickiego p.w. Bożego Ciała, ks. Dariusz Jóźwik – proboszcz prawosławnej katedralnej parafii św. Mikołaja oraz ks. mitrat Józef Ulicki – proboszcz parafii greckokatolickiej p.w. św. Bartłomieja i Opieki Najświętszej Maryi Panny. Wszyscy uczestnicy dzisiejszej uroczystości przeszli pod pomnik Ofiar Tyfusu. Na terenie Parku Grodzisko zapłonęły znicze pamięci. 1.11.2017 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

Z HISTORII GDAŃSKICH NEKROPOLII

„Tym, co imion nie mają na grobie, a tylko Bóg wie, jak kto się zowie" – głosi napis na cokole gdańskiego pomnika Cmentarza Nieistniejących Cmentarzy wzniesionego jako forma hołdu i zadośćuczynienia dawnym mieszkańcom Gdańska. U stóp góry Gradowej, na terenach byłego cmentarza p.w. Bożego Ciała powstało miejsce symbol jedności wobec śmierci, symbol trwania miasta i szacunku dzisiejszego pokolenia dla tych, którzy przez wieki tworzyli wielokulturową gdańską społeczność. Tutaj odchodzili, tutaj umierały ich nekropolie – w zawierusze wojennej, a potem w barbarzyńskich czasach zacierania niepolskich śladów przeszłości Gdańska. Przed II wojną światową w mieście istniało blisko 70 cmentarzy – najwięcej po obu stronach alei Zwycięstwa, na obecnych terenach parkowych... W latach 1945-75 prawie 50 z nich zniknęło. Misja przywracania naszej pamięci miejsc, gdzie po dziś dzień spoczywają szczątki dawnych gdańszczan, zaczęła się wypełniać na przełomie tysiącleci. Obok inicjatorów z Muzeum Narodowego w Gdańsku (pomysłodawczynią wzniesienia cmentarza była Kalina Zabuska, kustosz Działu Sztuki Dawnej) oraz wielu znamienitych sygnatariuszy porozumienia społecznego, niemal od początku uczestniczył w niej Gdański Zarząd Dróg i Zieleni. Dyrektor Romuald Nietupski głową odpowiadał przed władzami miasta za ukończenie budowy Cmentarza Nieistniejących Cmentarzy przed rozpoczynającym się 24 maja 2002 roku I Światowym Zjazdem Gdańszczan. Dzień odsłonięcia pomnika zapisał się w historii miasta odbudowującego swoją tożsamość, ale także – a może przede wszystkim – w sercach tysięcy rozrzuconych po świecie ludzi, którzy szukali i nadal szukają w Gdańsku swoich korzeni. Wtedy też zrodził się pomysł upamiętnienia miejsc po zlikwidowanych cmentarzach. Granitowe tablice w parkach i na zieleńcach założonych na terenach dawnych nekropolii stawiał w latach 2006-2009 ZDiZ. Dzisiaj odnajdziemy w mieście kilkanaście takich znaków przeszłości. Na kamiennych płytach utrwalone zostały plany topograficzne oraz nazwy cmentarzy w trzech językach: polskim, łacińskim i niemieckim. Tablice stanęły m.in. na terenach po najstarszej nekropolii ewangelickiej na Oruni – pod wezwaniem św. Jerzego, założonej w 1550 roku i przy Wielkiej Alei, gdzie przed II wojną światową istniały cmentarze św. Katarzyny, Lazaretu, Najświętszej Marii Panny, św. Trójcy czy też św. Mikołaja i Królewskiej Kaplicy (dzisiejszy Park Akademicki), na którym w latach 2005-2006 powstało gdańskie lapidarium gromadzące nagrobki i elementy małej architektury pochodzące ze zlikwidowanych miejsc wiecznego spoczynku. W przededniu uroczystości Wszystkich Świętych odwiedziliśmy pomniki symbolizujące dawny cmentarz p.w. św. Barbary (płyta znajduje się w parku przy skrzyżowaniu ul. Kartuskiej z ul. Bema), cmentarz katolicki w Emaus oraz ewangelicki cmentarz Zbawiciela (park przy skrzyżowaniu Kartuskiej ze Starodworską). Byliśmy też na najstarszych gdańskich nekropoliach, które przetrwały do naszych czasów. Założony w 1866 r. cmentarz Św. Ignacego przy ul. Brzegi w Gdańsku-Oruni (na zapleczu kościoła katolickiego pod wezwaniem św. Ignacego Loyoli) jest miejscem wiecznego spoczynku księdza Leona Miszewskiego i założyciela sopockiego kąpieliska Jana Jerzego Haffnera. Z tego samego okresu pochodzą najstarsze macewy zachowane na cmentarzu żydowskim przy ul. Cmentarnej na Chełmie. Odnajdziemy tu nagrobek pochodzący z 1841 roku. Pierwsze wzmianki o nekropolii uchodzącej za jedno z najstarszych miejsc pochówku Żydów w tej części Europy datowane są na koniec XVII wieku. Chełm był wtedy samodzielną wsią, a od 1773 roku miastem. W 1814 roku został przyłączony do Gdańska. 31.10.2017 / fot. Paweł Marcinko / KFP, Mateusz Ochocki / KFP

MINISTER MACIEREWICZ NA PREZENTACJI ZMODERNIZOWANYCH ŚMIGŁOWCÓW SAR

43 Baza Lotnictwa Morskiego w Gdyni Babich Dołach. Wizyta ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza , podczas której w pokazie dynamicznym i statycznym zaprezentowano zmodernizowane śmigłowce ratownictwa morskiego W-3WARM Anakonda. 31.10.2017 fot. Mateusz Ochocki / KFP

LECHIA GDAŃSK – KORONA KIELCE 0:5

Mroczne chwile na Stadionie Energa Gdańsk były dotychczas domeną miłośników święta halloween. Tym razem maskarady straszydeł nie ma, ale jest prawdziwy koszmar. Lechia przegrała z Koroną Kielce 0:5 (0:4). Takiej demolki biało-zielonych na bursztynowej arenie jeszcze nie było. I tak niskiej frekwencji na trybunach. Mecz oglądało niewiele ponad 7 tysięcy widzów. Na cztery dni przed derbami w Gdyni podopieczni Adama Owena mają zaledwie dwa punkty więcej od zajmującej 15. (spadkowe) miejsce Cracovii... - Jak na derbach tak zagracie, to po meczu wpier... macie - skandowali w poniedziałek kibice Lechii.
Lechia Gdańsk – Korona Kielce 0:5 (0:4). Bramki: Nika Kaczarawa (26', 43'), Maciej Górski (31'), Bartosz Rymaniak (39'), Elia Soriano (74). Widzów: 7066.
LECHIA: Kuciak - Nunes, Augustyn, Wawrzyniak - Milos, Sławczew (75' Lipski), Łukasik, Lewandowski (35' Oliveira) - Wolski, M. Paixao, F. Paixao (57' Romario Balde). 30.10.2017 / fot. Mateusz Ochocki / KFP

ZMIANY NA WYSTAWIE STAŁEJ W MUZEUM II WOJNY ŚWIATOWEJ

Do połowy grudnia dyrekcja Muzeum II Wojny Światowej zamierza wprowadzić kilkanaście zmian w narracji na wystawie stałej, po którą podpisywali się jej poprzednicy na czele z odwołanym w kwietniu przez wicepremiera Glińskiego dyrektorem Pawłem Machcewiczem. Następcom chodzi m.in. o lepsze wyeksponowanie sprawy polskiej, wzmocnienie wątków opowiadających o terrorze w Związku Sowieckim tudzież o prześladowaniach ludności polskiej w Wolnym Mieście Gdańsku, ale również o poprawienie błędów, które wytykali muzealnikom kombatanci. Pierwsze zmiany już nastąpiły. Lista planowanych modyfikacji i korekt na tym się nie kończy. Kolejne etapy mają być wprowadzane w cyklach kwartalnych. – Będzie ikona poświęcona majorowi „Hubalowi”, będzie więcej miejsca dla takich postaci jak generał Maczek, generał Sosabowski czy generał Sosnkowski – zapowiadają dyrektor muzeum Karol Nawrocki i kierownik działu naukowego Marek Szymaniak. Szef MIIWŚ już w pierwszych dniach swojego urzędowania podkreślał, że wystawa ma duży potencjał, ale są w niej rzeczy do poprawy, gdyż jego zdaniem zawiera ona „wyraźne błędy”.
– Zależy nam na dowartościowaniu wielkości szeregów Armii Krajowej. Zmiana dotyczy treści tablicy, która opowiada o partyzantce AK. Jest tam szacunek mówiący o funkcjonowaniu wiosną 1944 r. w oddziałach AK ok. 40 tysięcy zaprzysiężonych żołnierzy. Uważamy, że w tym miejscu nie może zabraknąć również informacji o tym, że w tym samym czasie szeregi Podziemnego Państwa Polskiego w skali całego okupowanego kraju liczyły nie mniej niż 350 tys. osób. W nawiązaniu do tematyki konspiracji antyniemieckiej wprowadzimy również zmiany dotyczące cichociemnych. Znaleźliśmy miejsce, w którym chcemy o nich opowiedzieć, przedstawiając każdego z tych dzielnych żołnierzy z imienia i nazwiska. Pokażemy wszystkich 316 żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie szkolonych w Wielkiej Brytanii – mówi dr Marek Szymaniak. Zmieni się również tablica dotycząca strat osobowych poniesionych w czasie II wojny światowej przez Polskę i inne państwa. Znajdą się na niej zestawienia potencjałów ludnościowych w chwilach rozpoczęcia i zakończenia konfliktu. – Te statystki będą wówczas wyglądały zupełnie inaczej niż przedstawiano to dotychczas. Tablica pozostanie na zniszczonej uliczce, ale chcemy ją przesunąć. Znajdziemy tam również miejsce dla opowieści o ofiarach zatytułowanej „Piętno wojny”. Przedstawimy w niej psychiczne i fizyczne następstwa II wojny światowej – dodaje szef działu naukowego. Plan zmian, które mają być wprowadzone na wystawie do połowy grudnia, obejmuje 12 działań. W pokoju sowieckim będzie więcej informacji o terrorze panującym w tym państwie przed wrześniem 1939 r. i o operacji antypolskiej NKWD 1937-1938. Zdaniem autorów zmian, tego drugiego tematu nie może w muzeum zabraknąć, dlatego, że mamy tutaj do czynienia z ludobójstwem dokonanym na narodzie polskim przez Stalina i jego najbliższych współpracowników na niespotykaną skalę. – Jutro pojawi się tu również nowy eksponat w postaci naganta, czyli narzędzia zbrodni, jakim pozbawiono życia blisko 200 tys. Polaków – dodaje Marek Szymaniak. W sekcji opowiadającej o Wolnym Mieście Gdańsku pierwsza zmiana polegająca na wprowadzeniu do monitora multimedialnego wątku poświęconego represjom skierowanym przeciwko Polakom (dotychczas prezentacja mówiła jedynie o prześladowaniach ludności pochodzenia żydowskiego) nastąpiła już we wrześniu. Niebawem miejsce to wzbogaci się o antyramę, która ma służyć wyprowadzeniu sprawy polskiej z narracji elektronicznej na plan pierwszy. – Wiele powiedziano już w przestrzeni publicznej o tym, w jaki sposób została wyeksponowana na wystawie stałej Irena Sendlerowa. Będziemy o niej opowiadać w tym samym miejscu, ale znaleźliśmy sposób na to, żeby opowieść o tej dzielnej kobiecie – symbolu ratowania Żydów przez Polaków wyszła zza tego rogu z hydrantem na pierwszy plan. Kolejna zmiana będzie dotyczyć polskich Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Również osobne miejsce zostanie poświęcone opowieści o tym bardzo ważnym polskim doświadczeniu okresu II wojny światowej. Zmiany nastąpią także w sekcji obozowej. Dotyczyć będą rotmistrza Witolda Pileckiego, św. Ojca Maksymiliana Kolbe oraz osobnego, stylizowanego na barak obozowy miejsca, w którym opowiemy o martyrologii polskiego duchowieństwa w obozach koncentracyjnych. Na pewno stanie się to do połowy grudnia – zapowiada kierownik działu naukowego MIIWŚ.
Jak przyznaje dyrektor Karol Nawrocki, tempo zmian nie jest dynamiczne w związku z licznymi problemami natury prawnej. – Moi poprzednicy wysyłają do wykonawców wystawy stałej pisma, w których straszą, że wprowadzone zmiany mogą powodować konsekwencje karne wobec prywatnych firm. To jest rzecz, która mnie z jednej strony niepokoi, a z drugiej strony jest to osobliwe, bo są to firmy, które budowały wystawę stałą i są gotowe nadal współpracować z muzeum, oczywiście w sposób komercyjny - wyjaśnia szef MIIWŚ. Zapowiada też, że od wtorku zmieniony zostanie film zamykający ekspozycję. Zamiast obrazu ze znaną melodią „The House of the Rising Sun” goście muzeum będą oglądać materiał pt. „Niezwyciężeni” wyprodukowany przez IPN. Zdaniem Nawrockiego poprzedni film prezentował subiektywny ogląd rzeczywistości z mocnym antynaukowym odchyleniem. – Jako jedną z ikon młodzieńczej Solidarności mogliśmy zobaczyć w tym filmie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, zabrakło tam zaś np. śp. Anny Walentynowicz, zabrakło represji po roku 1945, więc był to podział na świat bogaty i biedny, a nie na świat normalny i nienormalny. Bo to, co działo się w Polsce i w całej Europie środkowowschodniej po 1945 r. było kolejną odsłoną systemu totalitarnego. Z tego filmu się tego nie dowiedzieliśmy – mówi dyrektor MIIWŚ.
Portal gdansk.pl poprosił o komentarz do zmian wprowadzanych na wystawie profesora Pawła Machcewicza. Pomysłodawca, twórca i były dyrektor MIIWŚ zapowiada skierowanie sprawy do sądu. „Pan Nawrocki nie jest samodzielną osobą, jest jedynie wykonawcą poleceń Jarosława Kaczyńskiego, ministra Piotra Glińskiego i innych polityków Prawa i Sprawiedliwości. Został mianowany po to, by przeprowadzić czystkę personalną i zmienić wystawę, stworzoną przez najwybitniejszych polskich i światowych historyków. Sam nie jest w stanie nic stworzyć, potrafi tylko niszczyć dzieło innych. Teraz jeszcze w dodatku musi wykazać, że zasługuje na nominację PiS w wyborach na stanowisko prezydenta Gdańska, stąd więc ta gorliwość, a także arogancja i wielokrotne mijanie się z prawdą (...)
Odpowiedzią autorów wystawy będzie pozew sądowy przeciwko p. Nawrockiemu. Będziemy bronić nie tylko naszych praw autorskich, ale i wolności historii i kultury przed polityczną ingerencją, którą na zamówienie Prawa i Sprawiedliwości wprowadza obecny dyrektor. W tej chwili demonstruje butę i poczucie bezkarności, które mu daje partia rządząca i przejmowanie przez nią kontroli nad sądami. Taka sytuacja nie będzie trwać jednak wiecznie i kiedyś pan Nawrocki będzie musiał odpowiedzieć za to, co teraz robi” - napisał w liście do redakcji gdansk.pl były dyrektor MIIWŚ.
– Jestem gotowy od samego początku na ten proces, ale jak widać on się mocno opóźnia, bo każda zmiana nie jest wystarczająca dla moich poprzedników, żeby mi ten proces wytoczyć. I to już zaczyna być trochę śmieszne. Bo KOD okazał się niewystarczającą zmianą i Polacy w Wolnym Mieście Gdańsku też niewystarczającą. Jutro usuniemy film, damy też kolejne eksponaty. Ja na ten proces czekam. Będę się sądził przed wolnymi sądami w Polsce. Jestem gotów ponieść pełną odpowiedzialność za to, żeby zobaczyć w muzeum Irenę Sendlerową i wyciągnąć ją zza hydrantu, żeby zobaczyć ojca Maksymiliana Kolbego i żeby padła liczba blisko 400 tysięcy żołnierzy Armii Krajowej. Czekam na pismo procesowe – odpowiada dyrektor Karol Nawrocki. 30.10.2017 / fot. Mateusz Ochocki / KFP
  • aktualnych propozycji: 10332
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2017 KFP