logo

wpisz słowa kluczowe:

szukaj wg daty:

Aktualne propozycje

  • aktualnych propozycji: 11675
Godziny dzielą nas od wyborów prezydenta Gdańska. Cisza wyborcza zacznie się w piątek o północy. Dziś po południu musiało więc być głośno. O Aleksandrze Dulkiewicz najdonośniej mówiło się przy skrzyżowaniu ulic Chałubińskiego i Sikorskiego na Chełmie. Stowarzyszenie Wszystko dla Gdańska zaaranżowało tu konferencję prasową z udziałem aktywnych gdańszczanek. Przy kandydatce na prezydenta stały między innymi przedstawicielki świata polityki, samorządu, organizacji pozarządowych i sportu licznie reprezentowanego przez rugbistki gdańskiej Lechii. – W najbliższą niedzielę będziemy mieli szansę wybrać po raz pierwszy w historii Gdańska prezydentkę – panią Aleksandrę Dulkiewicz. To swoistego rodzaju przebicie szklanego sufitu. Jest dziś z nami polityczka – przewodnicząca Rady Miasta Gdańska Agnieszka Owczarczak, a z chwilę wszystkie najważniejsze sceny w mieście będą miały szansę skupić w swoich w rękach kobiety. Ale to nie wszystko, bo są z nami dziś także przewodnicząca klubu radnych Wszystko dla Gdańska Beata Dunajewska, wielowymiarowa Marianna Sitek-Wróblewska – znana z Gdańskiej Fundacji Innowacji Społecznej, ale również przedsiębiorczyni, jest pani Helena Turk – niezwykle aktywna osoba, która reprezentuje tu dziś Koło Seniorów Motława – przedstawiał uczestniczki konferencji szef stowarzyszenia Wszystko dla Gdańska Piotr Grzelak. Posłuchajmy, co mówiły panie o kandydatce.
Agnieszka Owczarczak: Nie tylko kobiecość jest jej atutem, ale przede wszystkim doświadczenie i doskonała znajomość problemów Gdańska. Znam Olę od wielu lat, jestem pewna, że ma odpowiednie kompetencje, aby sprawować funkcję prezydenta miasta. Zachęcam gdańszczan i gdańszczanki do głosowani na nią, bo wiem, że będzie świetnym prezydentem.
Beata Dunajewska: Mieszkam w Gdańsku od 52 lat i nawet w najpiękniejszych snach mi się nie śniło, że będę miała okazję zagłosować na kobietę, moją przyjaciółkę i osobę, której ufam bezgranicznie. Gdańsk jest gotowy na kobiety u władzy. Ola emanuje dobrem i ciepłem, ale jest też kobietą silną i odpowiedzialną.
Helena Turk: Nasz Klub Seniora jest bardzo aktywny. Zawsze byliśmy taką prawą ręką naszego prezydenta. Kiedy nam zginął, to... Potrzebujemy po prostu naszej Oli. Naprawdę potrzebujemy opiekuna. Wszyscy seniorzy z klubu Motława popierają panią Aleksandrę.
Marianna Sitek-Wróblewska: Moje spotkanie z Aleksandrą Dulkiewicz odbyło się kilka lat temu. Muszę powiedzieć, że do dzisiaj wspominam ten moment ze wzruszeniem, gdyż przyszła do nas osoba, które we wnikliwy sposób dopytywała, dlaczego tak to [ekonomia społeczna – przyp. red] funkcjonuje, z czego to wynika, jaki mamy kłopoty i jak sobie z nimi radzimy. To było wiele pytań człowieka, który nie jest obojętny. Gwarantuję państwu, że kiedy wybierzemy panią Aleksandrę Dulkiewicz na prezydenta Gdańska, dla organizacji pozarządowych, które weszły na ścieżkę przedsiębiorczości, otworzy się wielka droga. A to dlatego, że jest to osoba, która rozumie jak mało kto, czym jest odpowiedzialność społeczna i ekonomia społeczna.
28.02.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
– Do wakacji z urzędu zniknie woda gazowana w plastikowych butelkach. Woda niegazowana już od dwóch lat jest serwowana w szklanych dzbankach. Druga rzecz, na którą zwracamy uwagę, to papier ekologiczny pochodzący z recyklingu. Nich nie dziwi mieszkańców trochę inny jego kolor (…) To jest Solidarność z przyszłymi pokoleniami. Każdy z nas chciałby, żeby jego dzieci i wnuki mogły cieszyć się środowiskiem naturalnym – mówiła pełniąca obowiązki prezydenta Aleksandra Dulkiewicz, ogłaszając nową kampanię społeczną „Gdańsk bez plastiku”. Urząd zaczyna od siebie. Władze miasta liczą na to, że z przygotowanych w magistracie rekomendacji skorzystają także mieszkańcy. Zasad postępowania jest dziesięć. Dotyczą butelek, toreb, kubków, naczyń, sztućców, pojemników na żywność, słomek, zabawek, odzieży i kosmetyków. Powstała też deklaracja, której przestrzegać będą urzędnicy.
Inauguracja kampanii miała miejsce w oliwskim zoo, gdzie powszechna walka z plastikiem to rutyna. – Trzeba mieć świadomość, że plastik zabija. Jak państwo sobie uświadomią, ile plastiku w różnej formie pływa w morzu, w oceanach – on się oczywiście tak szybko nie rozkłada, ale sól sprawia, że traci swoją zewnętrzną strukturę i to jest połykane przez zwierzęta morskie – a później trafia na nasze stoły... Plastik zabija zwierzęta bezpośrednio, bo to nie tylko butelki Pet, ale np. woreczki i patyczki plastikowe. Wiele zwierząt nieświadomie przyswaja te rzeczy, myśląc, że zdobywa pokarm. To jest ogromne niebezpieczeństwo i zagrożenie dla życia. W zoo dbamy o to, żeby plastiku było jak najmniej, albo żeby w ogóle go nie było. Jego szkodliwość jest jednym z tematów naszych codziennych zajęć edukacyjnych dla grup szkolnych. „Gdańsk bez plastiku” to bardzo dobra akcja. Jak się teraz uświadomi dzięki niej dzieci, to za kilka lat możemy żyć w innej, lepszej rzeczywistości – przekonywał Michał Targowski, dyrektor gdańskiego zoo. Wszyscy się tego uczymy, na co zwracał uwagę podczas dzisiejszej inauguracji wiceprezydent Piotr Grzelak, mówiąc, że jest to proces, który trzeba zacząć od siebie. – Każdy z nas produkuje rocznie ok. 400 kg śmieci. Niestety, ta liczba rośnie. Chcielibyśmy to trochę zahamować, a nawet jeżeli już odpady produkujemy, to chcemy, żeby one później mogły być produktem, mogły wrócić do użytku. Stąd nasza akacja wokół SuperSortera, który nas wprowadza w kanony gospodarki odpadami, i inne kampanie ekologiczne. Dzisiaj inaugurujemy ważną akcję „Gdańsk bez plastiku”. Proponujemy wdrożenie w życie 10 prostych zasad. Wśród nich jest np. zamiana plastikowej butelki na stalowy lub szklany bidon, picie napojów bez plastikowych słomek i w kubkach wielorazowego użytku, torba bawełniana zamiast foliowej, żywność w szklanych pojemnikach i zbiorczych opakowaniach – zachęcał do włączenia się w nurt kampanii Piotr Grzelak, wiceprezydent miasta. 28.02.2019 / fot. Anna Bobrowska / KFP
Dla klientów tłusty czwartek zaczął się tu przed godziną 6. Cukiernicy są na nogach od godz. 22. Trzecie, a nawet już czwarte pokolenie sopocian kupuje pączki w „Rydelku”. Po drugiej stronie lady z tą sztafetą pokoleniową jest tak samo. Tradycja smaku ciastek z cukierni przy ul. Kościuszki 11A ma ponad 60 lat. Firmę rodzinną założyli w 1957 roku państwo Kazimierz i Anna Rydelek. Mistrz Kazimierz pochodził z Grudziądza i tam uczył się zawodu. Do Sopotu przyjechał w 1947 roku. Zanim założył własną ciastkarnię, pracował w cukierni „Marzewska” przy ulicy Grunwaldzkiej 10. Na emeryturę przeszedł w 1990 roku, przekazując słodką tradycję córce Kai i zięciowi Zbigniewowi Szatybełce. Dziś kontynuuje ją ich syn Karol wspólnie z żoną Anitą. Na miejscu dawnego, prowizorycznego pawilonu nieopodal sopockiego dworca PKP powstał nowy budynek, na przełomie tysiącleci gruntowną modernizację przeszła też linia technologiczna. Po dziadku Kazimierzu zachowała się żeliwna maszyna do dzielenia ciasta pamiętająca czasy Wolnego Miasta Gdańska. To skarb pośród rodzinnych pamiątek. W fachu cukierniczym najważniejsze są receptury – słodka tajemnica rodu.
Przepis na klasyczne pączki z nadzieniem różanym (w „Rydelku” można nabyć także ciastka z budyniem adwokatowym) ma więc ponad 60 lat. – Najważniejsze są wysokiej jakości produkty i... dużo czasu. Pączek lubi długo odpoczywać. Musi sobie spokojnie wyrosnąć. Potrzebuje na to co najmniej godzinę. Cyklu produkcyjnego nie da się przyśpieszyć. Samo smażenie zajmuje ok. kwadransa. Tu liczy się odpowiedniej jakość tłuszcz – dziś to są różnego rodzaju frytury, olej rzepakowy i palmowy oraz mieszanki różnych olejów – i ustawienie właściwej temperatury. Po ok. 8 minutach, kiedy pojawia się złoty kolor, obracamy ciastka stroną wysmażoną do góry... Tyle mogę powiedzieć – wprowadza nas Karol Szatybełko. „Rydelek” usmaży dziś kilkanaście tysięcy pączków. Jeśli wszystko sprzeda się do godz. 16, to cukiernia zamknie wcześniej niż zwykle (godz. 19) swoje podwoje, a współtwórcy tłustego święta udadzą się na zasłużony odpoczynek. Panie ekspedientki przyszły dziś do pracy po godz. 5, pierwsi amatorzy ciastek pojawili się niedługo potem. – Z samego rana przyjeżdżają klienci firmowi po zamówione wyroby. Otrzymujemy zamówienia na 20, ale też na 300 czy 400 pączków. Klienci indywidualni najczęściej też nie kupują ciastek tylko dla siebie. Przychodzą do nas po 10 czy kilkanaście sztuk – dodaje Karol Sztybełko. Wiadomo, kto w święto łasuchów nie skonsumuje ani jednego pączka, temu nie będzie się wiodło w życiu. Statyczny Polak zjada więc tego dnia dwa ciastka. 28.02.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Ponad pół wieku ta technologia rodem ze Szwecji wzbudzała w Gdańsku prawdziwą sensację, sprawiając, że mieszkańcy z wielkim zainteresowaniem kierowali wzrok ku niebu. Tak powstawał słynny Zieleniak: najpierw dwa filary, a potem piętra, jedno pod drugim. Tak tak, kondygnacje przybywały w kolejności od najwyższej do najniższej. Podobnie, przynajmniej na pierwszy rzut oka, wygląda budowa 14-kondygnacyjnego biurowca Wave (46 tys. m kw.) wznoszonego od blisko roku przy al. Grunwaldzkiej w Oliwie (teren dawnego Centrostalu) przez firmę Skanska Property Poland. Dwa betonowe rdzenie już stoją. – Trzon powstaje metodą ślizgową. Najczęściej jest ona stosowana przy budowie filarów mostów, znacznie rzadziej podczas budowy obiektów kubaturowych. Nasza firma korzysta teraz z tego rozwiązania podczas budowy w Gdańsku i we Wrocławiu. Budynek powstaje jednak w innej technologii niż Zieleniak – wyjaśnia w rozmowie z portalem trojmiasto.pl Jędrzej Kruszyński, koordynator ds. komunikacji w Skanska Property Poland. Szwedzkie korzenie międzynarodowego koncernu budowlanego mogłyby sugerować, że młodsi mieszkańcy Gdańska doczekają się widoków, jakie pół wieku temu stały się udziałem ich rodziców i dziadków, kiedy rósł, a właściwie schodził z 17 piętra na parter Zieleniak. Nic z tego. Rdzenie biurowca Wave odbudowywane będą kondygnacjami w klasycznej kolejności, od najniższego po 14. piętro. Prace powinny zakończyć się w sierpniu tego roku. 28.02.2019 / fot. Maciej Kosycarz / KFP
Z tej strony „prałat gwałciciel dzieci”, a na odwrocie „Kościół obrońca pedofila”. Z dwustronnym bannerem, w akcie solidarności z ofiarami seksualnych nadużyć duchownych Kościoła katolickiego pod pomnikiem księdza Jankowskiego manifestowało tego wieczoru kilkoro gdańszczan. Demonstrację zainicjował Michał Wojciechowicz z ruchu społecznego Lepszy Gdańsk opowiadającego się za budowaniem miasta przyjaznego, sprawiedliwego, otwartego i bezpiecznego. Dzisiejsze spotkanie było wyrazem aprobaty dla spodziewanej przez to środowisko decyzji Rady Miasta Gdańska w sprawie usunięcia z przestrzeni publicznej „tego zgorszenia, jakim jest totem prałata Jankowskiego”. Radni mają głosować 7 marca. „Już niedługo upadnie na zawsze!” – prognozują uczestnicy środowej manifestacji. Ale byli tu również tego wieczoru ci, którzy w zarzuty stawiane księdzu na forum publicznym nie wierzą, mówią o bezczeszczeniu pamięci kapelana Solidarności i hańbie. – Przecież nie chcecie bronić pomnika człowieka, który krzywdził dzieci. Po prostu nie możecie jeszcze uwierzyć, że ksiądz Jankowski był bestią w ludzkiej skórze. To klasyczny mechanizm wyparcia prawdy. Dziś nie chcę zakrywać tej postaci, tak jak miesiąc temu. Liczę tylko na to, że jak do wszystkich dotrze, kim był, to ten pomnik zniknie nie tylko z cokołu, ale i z pamięci wszystkich. Wzywam do pojednania w prawdzie. Jestem przekonany, że nawet wśród wyborców PiS są przyzwoici ludzie, którzy nie akceptują krzywdzenia dzieci – zwracał się do obrońców pomnika Michał Wojciechowicz. W roku 1981, będąc nastolatkiem, który jak wielu jego rówieśników dał się porwać gdańskiemu wiatrowi wolności, poczuł, czym jest zły dotyk proboszcza z „Brygidy”. – Ja wszedłem w te ramiona jak w ojcowskie ramiona. Ale w momencie jak te ojcowskie ramiona się na mnie zamknęły, ten człowiek dotykał moich lędźwi i przyciskał mnie do siebie. Poczułem jego wzwód (…) Brał tym dotykiem, a nie dawał. Od początku i bez jakiejkolwiek wątpliwości wiedziałem, że to było dotykanie pederasty – wspominał niedawno w prasie i telewizji były działacz opozycyjny w PRL. 27.02.2019 / fot. Anna Bobrowska / KFP
W klubie Plama GAK na Zaspie swój benefis obchodził tego wieczoru Marek Brand. Gdański aktor, reżyser, prozaik i dramaturg ze sceną związany jest od 35 lat. Z okazji jubileuszu odebrał dziś w swoim ukochanym klubie z rąk Aleksandry Dulkiewicz Nagrodę Prezydenta Gdańska w Dziedzinie Kultury. Wyróżnienie przyznawane za osiągnięcia artystyczne, upowszechnianie kultury i ochronę jej dóbr też miało niedawno jubileusz. Przyznawane jest od ponad 20 lat.
Marek Brand z teatrem związany jest od 1984 roku. Pomysłodawca i kierownik artystyczny Ogólnopolskiego Festiwalu Sztuk Autorskich i Adaptacji Windowisko (w latach 1999–2003) realizowanego przez Windę GAK. Współrealizował Spotkania Trójmiejskich Teatrów Niezależnych. Współrealizator i koordynator projektu Teatr Zajechał (2004–2007) w Sopockiej Scenie Off de Bicz. Brand jest również pomysłodawcą Festiwalu Monodramu Monoblok znanego miłośnikom działań artystycznych Plamy od 2010 roku, oraz prezesem Fundacji Kultury Zbliżenia, która od 2014 roku aktywnie działa na rzecz upowszechniania tradycji i kultury mniejszości narodowych. Od 2013 aktor i reżyser jest dyrektorem artystycznym Festiwalu Kultury Żydowskiej Zbliżenia. 27.02.2019 / fot. Anna Bobrowska / KFP
Od przyszłego roku gdańszczanie będą jeździć fabrycznie nowymi autobusami komunikacji miejskiej dzierżawionymi wraz obsługą techniczną od konsorcjum firm EvoBus Polska i Pekao Leasing. To u nas absolutna nowość. W środę spółka Gdańskie Autobusy i Tramwaje podpisała umowę na wynajem i serwisowanie 48 mercedesów citaro, które w najbliższych miesiącach zjadą z taśm montażowych zakładów w Mannheim. Uroczystość z udziałem pełniącej obowiązki prezydenta Gdańska Aleksandry Dulkiewicz oraz wiceprezydenta Piotra Borawskiego odbyła się w zajezdni autobusowej przy al. Hallera. – Jestem ogromnie szczęśliwy. To dla nas zaszczyt, że w przetargu złożyliśmy najlepszą ofertę i w przyszłym roku będziemy mogli państwu dostarczyć 48 niezwykle nowoczesnych, ekologicznych autobusów Mercedes-Benz Citaro C2, czyli naszego flagowego produktu, który sprzedał się na całym świecie w ilości ponad 50 tysięcy sztuk. Będziemy również przez najbliższe osiem lat – a może dłużej – obsługiwać te pojazdy. Jesteśmy przekonani, że wszyscy użytkownicy autobusów będą z nich zadowoleni – powiedział Artur Konarski, prezes zarządu Evo Bus Polska, największej europejskiej spółki córki koncernu Daimler AG (reprezentuje marki Mercedes-Benz, Setra, OMNIplus i BusStore). Koszt ośmioletniej dzierżawy pojazdów (umowa została zawarta na sześć lat z opcją przedłużenia o dwa lata) wraz z usługami utrzymania technicznego to ponad 117 mln zł brutto. Spółka GAiT wynajmie 29 autobusów standardowych (Mercedes-Benz 628 02 Citaro), 13 przegubowych (Mercedes-Benz 628 03 Citaro G) i 6 pojazdów typu midi (Mercedes-Benz 628 02 Citaro K), oczywiście wszystkie z wyposażeniem elektronicznym i niezbędnym oprogramowaniem oraz z licencjami.
Z rozwiązania powszechnego na świecie korzystają już m.in. zakłady komunikacji miejskiej w Łodzi, Poznaniu, Wrocławiu czy Gliwicach. Gdańsk po raz pierwszy w tej sferze będzie miał okazję potwierdzić, że zgodnie z współczesnym modelem ekonomii współpracy (sharing economy), używanie, a nie posiadanie, jest dziś jednym z najefektywniejszych sposobów gospodarowania. O zamiarach ogłoszenia przez gdańskiego przewoźnika przetargu na wynajem mercedesów napisaliśmy jako pierwsi... w książce pt. „Gdańsk w tramwajach i autobusach”. Wydanie II rozszerzone opowieści o powojennej historii komunikacji miejskiej ukazało się pod koniec ubiegłego roku. Kiedy pracowaliśmy nad aktualizacją monografii, w spółce miejskiej trwały prace nad przygotowaniem postępowania przetargowego. Prezes GAiT Maciej Lisicki wskazywał nam korzyści płynące z użytkowania pojazdów: „W całym okresie dzierżawy dostawca utrzymuje i serwisuje autobusy, a my tylko jeździmy. Kierowcę nic innego nie interesuje. Rano pojazd z kluczykami ma stać w umówionym miejscu. Zależy nam na tym, by autobusy zawsze były gotowe do jazdy bez konieczności angażowania w to pracowników GAiT. Dzięki temu będziemy mogli skupić się na przewożeniu pasażerów, a nie na utrzymywaniu pojazdów naszpikowanych dziś elektroniką do tego stopnia, że nie jest łatwo o własnych serwisantów. Czasami wymienia się całe moduły. Kiedy autobus serwisuje producent i zarazem właściciel, możemy mieć pewność, że w czasie eksploatacji stosować będzie części zamienne ze swoich magazynów. Dziś mamy taki kłopot, że ogłaszając po okresie gwarancji przetarg np. na klocki hamulcowe czy sprężyny, niekoniecznie nabywamy części, które widziałby w swoim autobusie producent. O wyłonieniu dostawcy decydują norma i cena, a efekt często bywa taki, że sprężyna jest gorsza. Umowa dzierżawy uwolni nas od tego problemu”. 27.02.2019 / fot. Anna Rezulak / KFP
Jutro tłusty czwartek. Mówi się, że kto w święto łasuchów nie skonsumuje ani jednego pączka, temu nie będzie się wiodło w życiu. Co więcej, w tłusty czwartek pączki nie idą w boczki. Statyczny Polak zjada więc tego dnia dwa ciastka. Królują wciąż te z nadzieniem różanym, choć najnowsze czasy przyniosły nam całą gamę pączkowych smaków. 27.02.2019 / fot. KFP
Filharmonia Bałtycka w Gdańsku. Debata kandydatów na Prezydenta Gdańska - Grzegorza Brauna i Marka Skiby. 26.02.2019 fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Konferencja prasowa z przedstawicielami pomorskich samorządów i Ruchu Młodej Polski, którzy udzielili poparcia kandydatce na urząd Prezydenta Miasta Gdańska Aleksandrze Dulkiewicz.
  • aktualnych propozycji: 11675
Wszystkie zdjęcia Agencji Kosycarz Foto Press/KFP są chronione prawem autorskim. Publikacja i kopiowanie bez zgody Agencji zabronione. Copyright © 2000-2019 KFP